brzydka_kasia
02.02.05, 11:06
Był korek. Ja na lewym pasie. Chciałam skręcić w lewo, a nawet zawrócić. Stanęłam w tym korku dość daleko od świateł. Ładnych parę minut dotaczałam się do pasów. Ruszałam powoli, nie spiesząc się, bo i tak wiedziałam, że za dosłownie kilka metrów, no może kilkanaście będę musiała stanąć. Za mną w bmw siedział jakiś narwany młodzieniec. Widziałam we wstecznym, że strasznie się wkurzał, gdy nie ruszałam z piskiem opon by być tuż przy zderzaku samochodu przede mną. Gostek z lubością stawał tuż tuż za mną. Kilka samochodów też zawracało na tym skrzyżowaniu, co skutecznie tamowało ruch jadącym w lewo. Niestety. Tak bywa. Na widok takiego zawracającego ten za mną dostawał pieny na ustach, krzyczał coś i walił w kierownicę. Raz nawet zatrąbił. Maniak - pomyślała - powinien coś sobie łyknąć na uspokojenie zanim wyjedzie na drogę. Wreszcie nadchodziła moja kolej. To znaczy,sądziłam, że na tych światłach uda mi się w końcu zawrócić. Samochodzy ruszyły, ja z nimmi. Niestety ten przede mną zatrzymał się tuż za passami dla pieszych. Ja stanęłam więc tuż przed pasami - nie staję na pasach, nawet jak wiem, że z nich zjadę (kilka razy się przeliczyłam przez jakiegoś ćwoka i nie chcę teraz wychodzić na jeszcze kogoś gorszego). Tak więc, mimo zielonego światła, zatrzymałam się przed pasami dla pieszych. Samochody przede mną nie zjeżdżają ze skrzyżowania, bo ruch jak cholera. Nagle zielone zmienia się na żółte. Kilka samochodów zdołało zjechać ze skrzyżowania, ale nie wszystkie. Gdybym dała gazu, to najwyżej znalazłabym się tuż za pasami. Wiele by mi to nie dało. Więc nie ruszyłam. TEN ZA MNĄ się wściekł. Strąbił mnie kilka razy, okno otworzył i coś tam krzyczał na temat mojego prowadzenia się. Dobra - pomyślałam - dostaniesz nauczkę. Nie, nie zamierzałam się z nim bić, ani go wyzywać. Nie będę zniżać się do poziomu buraka, a poza tym kto go tam wie, może by mnie jeszcze pobił? Postanowiłam zrobić gościa inaczej. Niestety przy okazji, zrobiłam też to samo innymkierowcom, za co ich serdecznie przepraszam (no chuba, że też w moją strone mięsem rzucali). Przypominam, że był korek i to nie byle jaki. Tak więcm gdy zrobiło się zielone JA WCALE NIE RUSZYŁAM. Wyłączyłam silnik i stoję. Udaję, że coś grzebię przy stacyjce. Klaksony się roztrąbiły. Przodował ten za mną. Włączyłam awaryjne i wyszłam z samochodu. Na obraźliwe okrzyki tego za mną rozłożyłąm tylko ręce i wzruszyłam ramionami pokazując na samochód. Otworzyłam maskę. Światła tymczasem zmieniły się na czerwone. Stoję i udaję że grzebię w silniku. Na szczęście nikt nie zdecydował sie pomóc biednej kobiecinie (co za chamstwo! :P). Z namaszczeniem zamykam maskę i wsiadam do samochodu (zimno mi się zrobiło). Światła zmieniły się na zielone. Zapalam samochód. Zapalił! Niestety chwilę potem "zgasł". I tak kilka razy. Widziałamw lusterku wstecznym, jak ten za mną chciał mnie wyminąć, ale nie bardzo, biedaczek, mógł. Po pierwsze był korek i wciśnięcie się na sąsiedni pas z prawej strony graniczyło z cudem. Po drugie, jak juz mówiłam, gość był bardzo nagrzany i sądził, że jak podjedzie do mnia na odległość 10 cm, to ja będę wtedy szybciej jechać. I to się na nim zemściło. Po prostu NIE MIAŁ JAK wyjechać. Dobrze tak debilowi. Gdy zobaczyłam, że dla pieszych miga zielone, zapaliłam ssamochgód i już go nie gasiłam. Gdy dla mnie zapaliło się pomarańczowe, poczekałam chwilę i dałam gazu i w ostatniej chwili zdołałam zawrócić na skrzyżowaniu. Gosć za mną nie wykazał się refleksem i choć próbował "zdążyć", musiał zatrzymać się, bo piesi zdołali już "wtargnąć" na jezdnię. Patzył ma mnie wściekły, a ja mu tylko pomachałam i posłałam całuska :)
Taka była moja słodka zemsta.
Mam nadzieję, że mnie teraz gdzieś nie dorwie i nie zgwałci :)