manekin1
01.03.05, 11:09
Wyjeżdżając z uliczki osiedlowej zauważył w ostatniej chwili, że to ja mam
pierwszeństwo, wdusił heble i poszedł w poślizgu uderzył mnie w lewy bok za
drzwiami pasażera. Pruje mordę, że gdybym JA (!!!) też miał zimowe opony
mógłbym wcześniej wyhamować i nie doszło by do stłuczki. Prawie zalutowałem
mu w pysk...
I co, kozacy w zimowym ogumieniu? Zmiana opon na zimówki zwalnia od myślenia,
bo Wasze zajebiste Dębice Frigo, czy Kormorany myślą za was? Ja drugą zimę
jeżdżę na letnich oponach, nie z przekonania a z braku sensu ich zakupu (nie
planowałem podróży za miasto samochodem) i w taki dzień jak dzisiaj potrafię
dojechać do pracy bez choćby sekundowego załączenia się ABS-u. Mój stary
przejeździł kilkaset tysięcy km za socjalizmu, kiedy o JAKICHKOLWIEK oponach
dysponujących w miarę głębokim bieżnikiem można było pomarzyć i nie miał ani
jednego wypadku. A setki dziadków w Fabiach czy innych Toy'ach Yaris biegną
jesienią do serwisu po gumy, bez których w zimę nie potrafią jeździć.
Spójrzcie ile z tych samochodów na zimowych oponach nie wyjechało dziś w
ogóle na miasto (W-wa). Prawdziwy kierowca potrafi jeździć w każdych
warunkach.