hondziarz
27.04.05, 15:42
to co się dzieje na stacjach diagnostycznych to koszmar. Znajomy policjant
drogówki opowiadał mi jak, to policja zabiera dowody za brak oświetlenia,
pordzewiałe klosze, przeżarte przez rdze progi, kopcące silniki i bóg wie co
jeszcze. Gości następnego dnia idzie do wydziału komunikacji z kwitem od
diagnosty, który stwierdza, że wszystko jest ok i mu zwracają dowód. Co to w
ogóle ma być. Każdy, kto jeździ po drogach widzi gołym okiem ile porusza się
samochodów, który dymią jak kotłownie i wyglądają tak, jakby miały za chwilę
się rozlecieć. I co? I nic, te samochody jeżdżą dalej.
ps. A swoją drogą stacja diagnostyczna to chyba najlepszy interes na świecie.
W 10 minut zarabia się 100 zł (minus 2 zł na CEPIK). Diagnosta wjeżdżając na
kanał od razu sprawdza siłę hamowania, która wyświetla mu się na wyświetlaczu
w stacji. Potem tylko prosi włączyć po kolei wszystkie światła, klakson,
podłącza miernik do spalin i ogląda szyby, czy nie ma pęknięć. Całość trwa 5-
10 minut 98 zł w kieszeni jest.