Stłuczka - co robicie?

IP: *.szczecin.cvx.ppp.tpnet.pl 19.09.02, 13:01
Co robicie jak macie wypadek nie z Waszej winy? Wzywacie policję czy tylko
spisujecie oświadczenie? Ja ostatnio stuknąłem się w Krakowie z 65-letnim
dziadkiem (miejscowym, ja jestem ze Szczecina), wjechał mi na czołówkę na mój
pas (omijał zaparkowany samochód) na drodze jednojezdniowej. Zdążyłem zjechać
na pobocze ale zawadził mnie i wgiął lekko błotnik oraz strzaskał tylny
zderzak. Jego wina ewidentna (zresztą ślady jego hamowania na moim pasie
jezdni). Szkoda była niewielka więc nie wzywałem policji tylko spisaliśmy
oświadczenie. I co? Byłem naiwny: facet się wypiął i wyparł wszystkiego. Dużo
nie straciłem ale i tak boli.
A jak Wasze doświadczenia?
    • past Re: Stłuczka - co robicie? 19.09.02, 13:08
      ja zawsze wzywam policje nawet jak jest moja wina , lepiej zapłacić mandat niż
      później sie wozić
    • Gość: Staruch Re: Stłuczka - co robicie? IP: *.fys.sdu.dk 19.09.02, 13:10
      A coz to za dziki kraj, gdzie jak sie cos podpisze, to potem mozna sie
      wszystkiego wyprzec? Do tej pory myslalem, ze jak masz oswiadczenie, to jest
      OK. Przy malych stluczkach tez bym nie wzywal policji.
      Ile minelo od wypadku? Facet nie ma Twojego lakieru na swoim bolidzie?
      • Gość: Banderas Re: Stłuczka - co robicie? IP: *.szczecin.cvx.ppp.tpnet.pl 19.09.02, 14:31
        Od wypadku minęło 2 tygodnie. Facet nie miał śladu mojego lakieru (nie
        zauważyłem) zresztą u niego nie było żadnych szkód: zawadził mnie kantem
        zderzaka (stary Passat) i nawet mu nie pęknął.
    • eskwadrat wzywam policje 19.09.02, 13:13
      Zawsze wzywam policje.
      Nie gadam z gościem. A jak coś do mnie mówi, to olewam.
      Jak chcemi przywalić, a widzę że może, to łąpię taksówkę.
      i czekam na gliny.

      Racja PAST, po co potem sie wozić.
    • Gość: sknera Re: Stłuczka - co robicie? IP: *.epsa.pl 19.09.02, 13:18
      jak mam stłuczkę staram sie jak najszybciej uciec.
    • Gość: els Re: Stłuczka - co robicie? IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 19.09.02, 13:25
      Tylko Policja, jak Twoja wina to Ci podopisują wszystkie inne rzeczy co mają do
      wymiany, a jak nie Twoja to się będą wypierać, jak nie właściciel to jego
      ubezpieczenie. Niestety w tym kraju wszystko schodzi na psy. :((
      Pozdrawiam, els
    • Gość: grogreg Re: Stłuczka - co robicie? IP: 212.160.165.* 19.09.02, 13:46
      Szczecinianin pozdrawia Szczecinianina.

      Mi facet w powolnym ruchu miejskim wjechal w kuper. Poszedl zderzak, lampa i
      scianka bagaznika. Facet oswiadczyl mi ze nie ma co wzywac policji i od reki
      daje mi dwie stowy (samochod byl nowy). Wysmialem go i dawaj za telefon. On ze
      i tak nie ma ubezpieczeni i nic nie zyskam. Ja tym bardzie za telefon.
      Przynajmniej bede mial podstawe w pozniejszym powodstwie cywilnym. Przyjechala
      policja. Ubezpieczenie sie znalazlo. Po dwoch tygodniach moglem zapomniec o
      sprawie.

      Zawsze, ale to zawsze wzywajcie policje.
      • Gość: Ktos Re: Stłuczka - co robicie? IP: *.tvn.pl 19.09.02, 13:58
        Zonie gdy pytala co robic przy stluczce to odpowiedzialem ze jesli wina tego
        drugiego lub nie do konca jasna to niech wzywa policje. Nawet jak nie widac z
        od razu to zawsze moze cos wyjsc pod spodem. I gosc sie nie wyprze ze to jego
        wina, bo gdy pisal to byl w szoku. (Znajomy mial przypadek ze gosc wyjechal mu
        z boku i dostl w bok. Podpisal ze to jego wina. Potem ubezpieczyciel go pouczyl
        zeby sie wypieral ze byly kszaki ze nie bylo widac. I wina byla po 50% bo
        jadacy glowna mial kszaki przed wyjazdem nie zachowal nalezytej ostroznosci,
        nie dostosowal predkosci do warunkow itp.). Natomiast gdy wina jej to starac
        sie wywinac bo mozna tylko zyskac.
        • Gość: els Re: Stłuczka - co robicie? IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 19.09.02, 14:08
          Gość portalu: Ktos napisał(a):

          Zonie gdy pytala co robic przy stluczce to odpowiedzialem ze jesli wina tego
          > drugiego lub nie do konca jasna to niech wzywa policje.

          Natomiast gdy wina jej to starac
          > sie wywinac bo mozna tylko zyskac.

          Taka trochę filozofia i sprawiedliwośc Kalego czyli podwójna moralność, jasne
          kto cwańszy to słabszych po rogach, wszystko w tym Ktaju schodzi na psy.....juz
          yo chyba gdzieś napisałem ;))
          "Jak Kali ukraść krowę to dobrze, jak Kalemu ukradną krowę to niedobrze "

          Pozdrawiam , els
      • Gość: Banderas Re: Stłuczka - co robicie? IP: *.szczecin.cvx.ppp.tpnet.pl 19.09.02, 14:34
        Witam ziomka.
        Teraz już wiem, że zawsze trzeba niebieskich wołać. Wtedy nie wzywałem, bo
        stwierdziłem, że po co jeszcze oni mają na tym zarabiać. Mój błąd.
        Pozdrawiam
    • Gość: Hiszpan Re: Stłuczka - co robicie? IP: 213.25.43.* 19.09.02, 13:59
      niestety obecnie nie można liczyć na czyjąkolwiek uczciwość... trzeba poświęcić
      swój czas i odczekać na Policję .... chyba że sprawca płaci gotówką za powstałe
      szkody... ale wówczas istnieje ryzyko że ma coś do ukrycia (brak prawka,
      ubezpieczenia , stan wody ognistej we krwi lub że auto nie jest jego...)
      wówczas sądzę ze także lepiej odczekać na Policję...
      Tak dla zasady...
      PZDR!
    • Gość: cc Re: Stłuczka - co robicie? IP: *.bydgoszcz.cvx.ppp.tpnet.pl 19.09.02, 14:56
      Przez ostatnie 10 lat miałem takie przypadki:

      1 - 1991 r. - cofając wieczorem w zimie na parkingu koła ślizgnęły się na
      koleinie z zamarzniętego śniegu i stuknąłem w jakiegoś fiata. Zakląłem,
      wyszedłem, popatrzyłem na straty: u mnie klosz tylnej lampy - ford fiesta, u
      gościa ślad na niemalowanym zderzaku i pęknięty klosz kierunku (uno).
      Pomyślałem - olać to i ...w drogę. Spieszyłem się, a fiesta będzie stała jutro
      cały dzień na tym parkingu z rozbitym światłem, więc jak gość zechce, to
      znajdzie właściciela. I koniec sprawy. Żadnych konsekwencji. Policja zbędna.

      2 - 1992 r. - cofając na tym samym parkingu fiatem 125 natknąłem się na
      wjeżdżającego z przeciwka malucha. Stanęliśmy razem, po czym ruszyliśmy razem i
      zarysowałem mu błotnik gumą od zderzaka, bo było ciasno. Moja wina. Mówię sorry
      itp., a gość zdenerwowany jakbym mu żonę bzyknął. Spisał sobie moje dane i
      poleciał do domu. Po jakimś czasie potrącili mi z ubezpieczenia jakieś 300-400
      zł (blacharka, lakierowanie błotnika). :-o! Faktycznie gość tylko umył sobie
      ślad po gumie naftą i nic nie malował - wiem, bo mieszkał w tym samym bloku.
      Policja jednak by się chyba przydała.

      3 - 1995 r. - wjechałem 6-letnim FSO w tył autobusu MPK. Pomachała do mnie
      znajoma dziewczyna na chodniku, a ja do niej. W międzyczasie autobus stanął na
      przystanku bez zatoczki, he, he. Gościu wrzucił awaryjne, wysiadł, popatrzył,
      machnął ręką i poszedł. Straty: jakieś rysy, czy lekkie wgniecenia. Policja
      zbędna.

      4 - 1995 r - wjechał mi w tył poloneza facet w maluchu. Straty u mnie: klosz
      lampy i jakieś ślady na zderzaku. Gościu dał 50 zł na lampę i pojechał. Policja
      zbędna.

      5 - 1999 r - Czas NAUCZKI: wyjeżdżam spod dystrybutora na stacji: włączam prawy
      kierunkowskaz, patrzę w prawo, w lewo i ruszam, skręcając (manewr miał być
      taki, abym zawrócił dookoła następnego dystrybutora). A tu nagle
      iiiiiiiiiiiiiiii, szszszsz i bum! Na dachu i drzwiach zawisa mi rowerzysta. 16-
      17-latek przelatywał pełną parą na swym góralu na szagę przez stację i pomimo
      hamowania walnął mi w prawe drzwi i koło. Pozbierał się, przeprosił (hamulce mi
      nie wzięły!) obejrzał straty (u niego żadnych), dał swoją legitymację żebym
      spisał nazwisko i adres, podał telefon i pojechał. U mnie (Suzuki) wgniecione
      drzwi, ale bez uszkodzenia lakieru. Potem rodzice się wyparli, synek zamknął
      się w pokoju i udawał że go nie ma. Jeszcze powiedzieli, że nie wezwałem
      policji, bo pewnie miałem wypite! W końcu sam sobie te drzwi zrobiłem, ale czy
      tu policja by się przydała??? Obydwaj dostalibyśmy za swoje : ja - pewnie za
      jakiś brak ostrożności (choć chłopak wypadł zza dystrybutorów jak pocisk).
      Zaczęły by się chece z ubezpieczeniem.

      6 - 2001 r - facet w SUVie wjechał mi w tył na skrzyżowaniu, tłumacząc się że
      myślał że szybciej ruszę na zielonym. Potem dodał, że nie ma co wzywać glin, bo
      to moja wina, bo miałem jechać, a nie się toczyć i tamować ruch (faktycznie
      ruszyłem powoli i jechałem 10-15 km/h, rozglądając się gdzie skręcić). No więc
      komóra w łapę i dzwonię po policję. Nie zgodziłem się też na przestawienie
      samochodów, czego chciał tamten. Przyjechali za 5 minut. Wlepili gościowi
      mandat, spisali jego dane i pojechał. Straty u niego: wygięta osłona rurowa. U
      mnie: klapa bagażnika i zderzak do roboty - 2500 zł.

      Sorry za tę epopeję, ale tak mi się przypomniało.

      pozdrowienia i jak najmniej takich i innych sytuacji.
    • Gość: benc Re: Stłuczka - co robicie? IP: *.polkomtel.com.pl 19.09.02, 16:04
      Sytuacja - sądząc z tego opisu - ewidentna. Czy gościu podpisał "Oświadczenie
      sprawcy wypadku", w którym jasno przyznaje się do spowodowania wypadku (dnia
      tego i tego, o godzinie, w miejscu itd.)? Jak można się wyprzeć podpisania
      czegoś takiego ???

      Czytałem o numerze gdy sprawca podpisał wprawdzie oświadczenie o winie ale nie
      zostało w nim wpisane dokładne miejsce zdarzenia (ulica). Później twierdził że
      do wypadku owszem doszło, ale gdzie indziej (na innej ulicy) i inne były
      okoliczności - co było podstawą do wątpliwości.

      Ale żeby się wyprzeć w ogóle ? Jak się dziadek tłumaczył ?

      Pzdr
      benc
      • Gość: Banderas Re: Stłuczka - co robicie? IP: *.szczecin.cvx.ppp.tpnet.pl 19.09.02, 16:13
        Gość portalu: benc napisał(a):

        > Sytuacja - sądząc z tego opisu - ewidentna. Czy gościu podpisał "Oświadczenie
        > sprawcy wypadku", w którym jasno przyznaje się do spowodowania wypadku (dnia
        > tego i tego, o godzinie, w miejscu itd.)? Jak można się wyprzeć podpisania
        > czegoś takiego ???

        Tak podpisał takie oświadczenie (z ulicą i numerem)

        > Czytałem o numerze gdy sprawca podpisał wprawdzie oświadczenie o winie ale
        nie
        > zostało w nim wpisane dokładne miejsce zdarzenia (ulica). Później twierdził
        że
        > do wypadku owszem doszło, ale gdzie indziej (na innej ulicy) i inne były
        > okoliczności - co było podstawą do wątpliwości.
        >
        > Ale żeby się wyprzeć w ogóle ? Jak się dziadek tłumaczył ?

        Sęk w tym, że towarzystwo ubezpieczeniowe nie traktuje oświadczenia jako dowód,
        a jedynie jako podstawę do rozpoczęcia postępowania i wysyła następnie papiery
        do wypełnienia do sprawcy. Jak ten w tym momencie się wyprze to klapa. A
        dziadek się nie tłumaczył: jak do niego dzwoniłem, to najpierw nie mogłem go
        złapać (odbierała żona i nie chciała go poprosić, albo zajęte albo telefon
        wyłączony itp.), jak go w końcu złapałem to powiedział, że to mój problem
        (streszczam, jego wypowiedź), jak go nazwałem grzecznie oszustem i kłamcą to
        odparł rozbrajająco szczerze: "no i co?"
      • Gość: Łoli Re: Stłuczka - co robicie? IP: *.smochowice.sdi.tpnet.pl 20.09.02, 09:18
        Ha! A właśnie, że można! Znajomi z pracy mieli kiedyś stłuczkę,
        której "pierwotnie" sprawczynią była pani próbująca włączyć się do ruchu -
        wymusiła pierszeństwo. Straty niewielkie, policji nie wzywano, pani podpisała
        oświadczenie przyznając się do winy za spowodowanie kolizji. Niestety, jeszcze
        tego samego dnia zadzwoniła do kierowcy z pretensjami i wszystkiego się
        wyparła. Skończyło się to sprawą w sądzie która, że sie tak wyrażę, utonęła w
        czeluściach sądowych archiwów. Szkody powstałe na skutek kolizji pokryte
        zostały z autocasco poszkodowanych! Dodam tylko , że pani była sędzią.
        Pozdro
    • Gość: woznik Re: Stłuczka - co robicie? IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 19.09.02, 17:26
      Aparat fotograficzny trzeba zawsze mieć w samochodzie w schowku, taki tani
      zwykły aparat z filmem najlepiej 800 lub czulszym i z lampą wbudowaną.
      A propo stłuczki ostatnio facet w starym Audi 80 na łysych oponach po deszczu
      nie wyhamował na światłach i przeleciał z prawego pasa na lewy (byłem na lewym
      ale do mnie było dalej i gościu myślał że przejadę skrzyżowanie na
      żółtym/czerwonym). Wjechał w tył i sobie rozbił lampę, u mnie rysa na zderzaku -
      popatrzyłem i pojechałem do Citroena zamówić C5 Break.
      Pzdr Woznik
      Specjalne pozdrowienia dla Michała
    • Gość: mac Re: Stłuczka - co robicie? IP: *.war.gleiss 20.09.02, 11:24
      zawsze robiłem w zaleznosci od szkody i sytuacji, na poczatek wszystkie dane, mowie wzywamy policje
      jak on nic to tak przyjazd mandat rozmowa i po ptokach, jak nie chce to gadka, daje kase czy z jego
      ubezpieczenia. Piszemy dokladne oswiadczenie ze wszystkimi danymi, dwa egzemplarze podpisy jego i
      świadków nie zdarzenia(tacy sa najlepsi) ale jak nie ma to osob postronnych jak swiadkowie podpisania
      oświadczenia no i do ubezpieczalni;

      tak miałem miesiac temu parking gosc wsteczny i w moj przod nic nie bylo widac poza pognieciona
      tablicą i rysą na plastikowym zderzaku, po tym jak wyzej pojechalem do serwisu sprawdzili okazalo sie ze
      jest wiecej robota na 800, pojechalem do ubezpieczenia zglosilem szkode i zapytalem do kiedy moge
      zrezygnowac, do momentu wziecia kasy, dzwonie do sprawcy forca tyle i tyle albo idzie z jego
      ubezpieczenia, facet ociagal się jakis tydzien, ale w koncu wolal dac force spotkalismy się wzialem
      znajomego (kogos ze mna nie spokrewnionego) dał kase, pojechalismy do ubezpiecz. wycofalem
      zgloszenie, facet dal swoje oswiadczenie zostalo zniszczone, podpisalem papier o przyjeciu kasy on i ja i
      swiadkowie no i rozeszlismy sie, ja zrobilem wszlo troche taniej, no coz co zostalo to jako "straty moralne"
      ale nie wiele;

      ale na przyszlośc wzywam gliny, tydzien w ktorym on mnie zwodzil grozil itp., troche mnie kosztowaly, a
      przeciez jego wina była ewidentna;

      pozdr.
      mac
    • Gość: Michal Re: Stłuczka - co robicie? IP: *.telia.com 20.09.02, 11:53
      U nas sa specjalne formularze,ktore sie tylko wypelnia i obie strony podpisuja .
      Pozniej moze sie wypinac .Ubezpieczenie i tak na podstawie tego protokolu
      poznie sami wycenia i pokryja koszty.Molestujcie Wasze ubezpieczenia ,aby
      wprowadzily specjalne kolorowe formularze dla wszystkich ubezpieczen
      jednakowe.Mowa ja niema szkod pomiedzy ludzmi.Policji nie trzeba wzywac.
      Dla ciekawostki mam zawsze aparat i pstrykne pare zdjec,niejednego kolege
      uratowalem wlasnie sie od "wypiecia".
      Pzdr.Michal
    • Gość: krisis Re: Stłuczka - co robicie? IP: *.gorzow.sdi.tpnet.pl 20.09.02, 12:46
      Facet wyjechal mi z podporzadkowanej prosto pod maske na hamowanie bylo za
      poznio odruchowo ucieklem w lewo gdzie jechalo inne auto. Efekt uratowalem
      gosciowi dupe i sobie ale porysowane bylo auto, ktore lekko zepchnalem z pasa.
      Ja nie mialem nic uszkodzonego, on lekko bok zarysowany. Facio, ktory mi
      zajechal droge nie poczuwal sie do niczego uwazajac, ze ja powinienem uwazac na
      niego. Auto, ktore zarysowalem wyparowalo do przodu a ja za nim zatrzymalismy
      sie i zablokowoalsmy tamtego gnojka, co mi wjechal przed maske. Wezwalem
      policje, opowiedzielismy wszyscu co i jak - tamten tlumaczyl sie, ze gdybym
      jechal wolniej to on by zdazyl przyspieszyc. Policjant pouczyl go, ze jadac z
      podporzadkowanej musi przepuscic nawet furmanke jadac powoli - czyli wszystkich
      znajdujacych sie an drodze a nie wpychac sie przed auto, a tu jest taka a taka
      predkosc dozwolona (70km/h) i juz przy tej dozwolonej predkosci nie ma szans
      wyhamowania na takim odcinku. Facio dostal mandat 500 zl a my wnioski o
      odszkodowania. Gdybym nie wezwal policji i nie zablokowalbym tego goscia, to
      sam bylbym winny bo od kogo mialby ten z porysowanym autem sciagnac kase???
      Pozdrawiam. Zawsze wzywajcie - chocby dlatego, ze sad i policja przychylniej
      spojrza na winowajce jesli widza w nim skruche i poczucie odpowiedzialnosci.
    • Gość: JK Re: Stłuczka - co robicie? IP: *.pl 20.09.02, 18:36
      No dobra. A co jesli w czasie czekania na policje sprawca ucieknie ?
      • Gość: agulha Re: Stłuczka - co robicie? IP: *.acn.pl / 10.131.128.* 20.09.02, 21:41
        Gość portalu: JK napisał(a):

        > No dobra. A co jesli w czasie czekania na policje sprawca ucieknie ?
        Dokładnie tak miałam tydzień temu. Ja z koleżanką (czyli 2 osoby
        niespokrewnione). Spisałam numery sprawcy. Nie wiem wprawdzie, jak się sprawa
        skończy, ale już kilka kompetentnych osób mi mówiło, że sprawczyni wkopała się
        okropnie, bo jest to "ucieczka z miejsca zdarzenia" (nieważne, że nie było
        rannych, nieważne, że początkowo się zatrzymała), czyli: przestępstwo
        kwalifikowane, okoliczność obciążająca tak samo, jakby ona była pijana [może
        była, może nie], ja dostanę kasę z jej OC [albo z funduszu gwarancyjnego, gdyby
        ona wyparowała, bo istnienie sprawcy nie budzi wątpliwości - mam skasowany tył
        auta], a jej ubezpieczyciel wyegzekwuje tę kwotę od niej (!) - za tę ucieczkę.
        Tak może dostałaby mandat (?), a że uciekła, a formalne poszukiwanie jej może
        trwać 2-3 tygodnie (mandat wolno dać do 3 dni po zdarzeniu), to z definicji
        sprawa w sądzie. Numery spisane prawidłowo, już wiem, że babsko ma auto
        ubezpieczone w PZU (tak jak ja, czyli ubezpieczyciel jej nie wybroni, bo ta
        sama firma przekłada pieniądze z jednej kieszeni do drugiej), a nawet, że miała
        juz raz mandat za prędkość. He, he.
        Najśmieszniejsze jest to, że mimochodem (harcerskie słowo honoru, że
        mimochodem!) zrobiłam dobry biznes chyba. Ubezpieczenia dostanę - w 100%
        legalnie - więcej, niż cena rynkowa auta (stary maluch, dziś odjechał do
        kasacji), auto służbowe na mnie czeka (przypadek, że to się tak zbiegło w
        czasie). Ponadto dzisiaj powiedzieli mi mechanicy z "mojego" warsztatu, że
        pewne objawy, które moje auto wykazywało w czasie swej ostatniej podróży (nie
        mające jednak nic wspólnego z wypadkiem), świadczyły o tym, że lada dzień
        silnik wyzionąłby ducha.
        Sprawczyni zapłaci zapewne: koszt mojego odszkodowania z jej OC - za samochód i
        za szkodę osobową, koszty diagnostyki i leczenia (na razie nie tak wiele,
        jakieś 200 zł - leczę się państwowo), koszty utraconych zarobków (2 tyg, L4,
        czyli 20% x 1/3 pensji), koszt holowania auta do Warszawy (300 zł ja + 400 zł
        moje AC=ona zwróci) i na szrot (100 zł), plus odsetki (jak się sprawa
        zakończy), może jakieś zadośćuczynienie (?), jak mi przysądzą; będzie dojeżdżać
        na rozprawy ze Szczecina do Płocka [co gorsza ja też mam tam daleko], sąd może
        jej odebrać prawo jazdy na czas do 3 lat, a poza tym, teoretycznie
        przynajmniej, przy "ucieczce z miejsca zdarzenia" może dostać do 10 lat
        więzienia. I będzie w kartotekach jako "karana", he, he.
        No i warto było????
    • Gość: Przemek Re: Stłuczka - co robicie? IP: *.gl-jp.digi.pl 21.09.02, 21:53
      Jak niewielkie straty to nie warto nic teraz robić.
      Kiedyś też tak miałem.
      Naprzeciwko mojego domu jest warsztat samochodowy i facet z niego wyjeżdżający
      wpakował sie w moje zaparkowane auto, na dodatek zrobił to na oczach pięciu
      świadków. Spisaliśmy wszystko, trzech świadków podpisało, że widzieli. I co? No
      i g....
      Facet się wyparł, jego ubezpieczalnia też i jedyną drogą byl sąd. Straty miałem
      małe (300 zł), a czasu, zdrowia i pieniędzy które mogę zarobić zamiast siedzieć
      w sądzie nikt mi nie zwróci. Dałem sobie spokój, chyba takie dranie na to
      liczą. Wiedzą, że w sądzie przegrają (na 90%), ale też liczą na to, że
      mamy "inne sprawy niż rozprawy" i nie będziemy szarpać sie o parę złotych.
      Co innego gdy samochód całkiem rozwalony, tego nikt tak łatwo nie daruje i do
      dziesięciu sądów pójdzie, wtedy chyba płacą - a może też nie?
      Wniosek: wzywać policje zawsze.
      Jak twoja wina to też, bo potem jeszcze ktoś Cię oskarży o gorsze sprawy.
      Tak miał kolega. Potrącił wybiegające na ulice dziecko, lekko nic się nie
      stało. Rodzice dziecka powiedzieli, że to nic, że nie jego wina i tak się
      rozstali.
      To co potem chłopak przeżywał to był koszmar. Szantaż, straszenie (że niby
      potrącił i uciekł z miejsca wypadku), i płacenie pieniędzy rodzicom za straty
      na zdrowiu dziecka - oczywiście bez rachunków.
      Gdyby wezwał to przynajmniej nie byłoby takiego cyrku.

      Pozdrowienia,
      Przemek
Inne wątki na temat:
Pełna wersja