Gość: Arti
IP: *.teleaudio.com.pl
14.10.02, 13:05
Otóż właśnie tak, ostatnio odkryłem, że to jednak dobrze, że czasami lewym
pasem jedzie zawalidroga i nie chce zjechać. Już wyjaśniam:
Codziennie jadę do pracy pewną trasą w Warszawie, na której jest ograniczenie
do 50. Oczywiście mozna tam spokojnie sunąć znacznie szybciej, ale jest takie
ograniczenie i już. I teraz tak: policja tam nie stoi, ale za to dowiedziałem
się, że są zamontowane skrzyneczki z aparacikami, które robią fotki zbyt
szybko jadącym kierowcom. Dlatego jeżeli jest pusto, to muszę się wlec, żeby
mi nie cyknęli zdjęcia. Jeśli natomiast jest troche ruchu, to wyskakuję na
lewy pas i zbliżam się do samochodu jadącego przede mną. Jeżeli jest to
kierowca jadący - nazwijmy to - w sposób cywilizowany, to zjeżdża i puszcza
samochód jadący szybciej, czyli mnie. Wtedy znów ja musze zjechać na środkowy
pas i zwolnić, bo byłbym wystawiony do zdjęcia. Jeżeli zaś mam przed sobą
wała, który nie zjeżdża (bo mu się nie chce, bo nie wie, bo ma małego -
wszystko jedno), to jadę za nim, oczywiście z nadmierną prędkością tak jak i
on, ale to on zostanie sfotografowany, a nie ja.
I to jest właśnie korzyść z zawalidrogi na lewym pasie.