pindoll
20.01.06, 08:45
A więc: jechałem sobie jak codzień Mostem "Grota" w kierunku Marek. Nie
słuchałem radia bo zamarzł mi panel, który zostawiłem w samochodzie (-22
stopnie wskazywał termometr :/) no i niespodzianka. Korek. W tym kierunku?(w
drugim kierunku naturalnie był jak codzień) Bardzo rzadko się zdarza -
musiało się coś stać. Pana, który jechał obok bordowym fiacikiem uno także
zaskoczyła ta sytuacja - a nawet sporo bardziej - bo z dużą prędkością
wycedził w tył granatowej zafiry. Huk nieprzeciętny. Niestety nie zdąrzyłem
zrobić fotki, bo zatrzymanie się w tym miejscu oznaczałoby duże zagrożenie ze
strony tych jadących z tyłu (też zaskoczonych i panicznie hamujących).
Pojechałem więc dalej. W każdym razie uno roztrzaskane, zafira porysowany
lakier na błotniku. :? Pojazdy strasznie się wlokły, więc włączyłem radio
żeby się dowiedzieć - a nuż cus powiedzą. I powiedzieli: na wiadukcie nad
Jagiellońską samochód wjechał w przystanek autobusowy, zabijając 3 osoby i
spadł z wiaduktu (ok. 7 m. wysokości). O dziwo kierowca przeżył. O konkluzje
sie nie pokuszę, ale wyglądało to naprawdę zastanawiająco. Prosta droga,
ograniczenie do 40 km/h. :/. Sama Modlińska także zakorkowana, gdyż jakieś
świeżutkie megane classic najechało na tył pojazdu stojącego na światłach.
Jak to rozumieć? Czym ludzie sie tak rozkojarzyli? Skupiali się na
wskazaniach termometrów w swoich pojazdach? A może duma, że uruchomili
pojazd, a sąsiad co ma szrotwagena będzie jechał autobusem, odebrała już
wątpliwe umiejętności bezpiecznego powożenia?