nie_banalny
25.05.06, 19:45
Jeden moj taki kolega kupil sobie nowy samochod - Renault Megane. Kupil juz z
miesiac temu, ale chyba jakos bylo mu niezrecznie sie tym chwalic, powiedziec
wprost "kupilem nowe auto", tylko szukal pretekstu do rozmowy o samochodach.
Ja wiedzialem, ze kupil od jego zony, wiec zawsze taka rozmowe ucinalem zanim
zdazyl sie pochwalic. Widzialem, ze go skreca, ale byl twardy, nie powiedzial.
Wreszcie nie wytrzymal i wczoraj zaprosil mnie do siebie na piwo i jak juz do
niego przyszedlem, to powiedzial, ze ma to piwo w bagazniku i zeby mu pomoc
przyniesc.
Dla swietego spokoju poszedlem, ale powiedzialem tylko "a, kupiles nowy
samochod?, trzeba bylo japonski kupic" (tak dla jaj). No to on nic, ale juz
widzialem ze sie podminowal. Potem zanim jeszcze zaczelismy pic to piwo,
wymyslil, ze musi jechac po benzyne (nie wiadomo dlaczego akurat wtedy, jak
mial pic piwo i potem nigdzie sie nie wybieral, ale nic nie powiedzialem tylko
z nim pojechalem). On czekal chyba az pochwale jego nowy nabytek, a ja jakby
nigdy nic obojetnie siedze i dlubie w nosie w czasie jazdy. Wreszcie nie
wytrzymal i wrocilismy pic to piwo, a ja nawet po piwie bylem twady i nie
pochwalilem. Chyaba tego wieczoru przezyl najwieksza meczarnie w swoim zyciu,
bo az widzialem jak go skreca.