puls
23.04.03, 21:18
Fałszowane tankowanie
Zamiast benzyny na warszawskich stacjach możemy dostać... powietrze. A nawet
jeśli tankujemy benzynę, to i tak często pomieszaną z olejem opałowym albo
napędowym. Ujawniamy kolejne nieprawidłowości.
Nasz informator, kierownik jednej z dużych stacji benzynowych na terenie
stolicy, zgodził się kontynuować swoją opowieść na temat przekrętów, jakie
dotykają każdego dnia tysiące kierowców. XY -tak nazwaliśmy nasze źródło
informacji w publikacji z 2 kwietnia pt. "Cuda nad paliwem" Tak będziemy go
nazywać także teraz.
2 kwietnia napisaliśmy, że najczęściej powtarzające się oszustwa to
przestawianie liczników w dystrybutorach i sprzedaż benzyny 95-oktanowej ze
zbiorników na paliwo 98-oktanowe. Teraz nasz informator zdecydował się
opowiedzieć o innych machlojkach. Z tym, co mówi XY, powinien zapoznać się
każdy warszawski kierowca.
Dostatek oszustw
Mechanizmy ujawnione przez nas na początku kwietnia to tylko wierzchołek
góry lodowej. Od nieprawidłowości aż się roi. Na warszawskie stacje paliwo
dowożą potwornie brudne cysterny. Nie byłoby to niczym niepokojącym, gdyby
benzyna lub ropa trafiały tu zawsze w beczkach do przewozu tego samego
rodzaju paliwa. Tymczasem najczęściej jest tak, że firma wysyłająca paliwo,
po przewiezieniu kilku tysięcy litrów benzyny, bez mycia wnętrza cysterny
nalewa olej napędowy i ponownie wysyła transport. I na odwrót.
Do resztek oleju napędowego dolewa się benzynę, miesza i obniża i tak
niewysoką zawartość oktanów. Mycie cystern zwiększa koszty działalności firm
paliwowych, więc eliminują wydatki, naciągając klientów. To, jak przyznaje
XY, regularna praktyka.
Jazda na oleju opałowym
Coraz bardziej popularne staje się słynne już, nielegalne dolewanie do
paliwa taniego oleju opałowego. Niestety, właściciele stacji i dostawcy
dolewają go nie tylko do ropy, ale także i to nowość - do benzyny. O ile
silniki diesla są w stanie strawić niewielkie ilości takiego dodatku, to już
silnik benzynowy nie da sobie rady. Błyskawicznie przestaje pracować, a
koszty usunięcia awarii spowodowanej przez taką dolewkę trzeba liczyć w
tysiącach zł.
- Olej opałowy jest dużo tańszy. W ropie sprzedawanej na mojej stacji jego
zawartość sięga od 20 do 40 proc. W benzynie mniej, bo samochody z
benzynowymi silnikami zaczną stawać i nikt już do mnie nie przyjedzie. Ale
można powiedzieć, że jest go około 15-20 proc. - wyjaśnia nasz informator.
Niebezpieczne pistolety
Nasz informator twierdzi też, że właściciele warszawskich stacji benzynowych
coraz częściej wykorzystują to, że kierowcy tankują paliwo "pod korek".
Prawidłowe tankowanie powinno być przerwane w chwili pierwszego odbicia
pistoletu dystrybutora, wkładanego do wlewu.
Jednak większość kierowców leje możliwie najwięcej paliwa. Tymczasem, jak
potwierdza XY, od chwili odbicia z dystrybutora pobierane jest przede
wszystkim... powietrze. Nikt tego otwarcie nie przyzna, bo licznik w
dystrybutorze działa tak, jakbyśmy tankowali paliwo. Nalicza dodatkowe
kwoty. A 80 proc. dolewki to powietrze. Dzieje się tak dlatego, że
dystrybutor jest odpowiednio, nielegalnie przestawiony.
MARCIN HADAJ/Data: 23.04.03