wuzet76
27.03.07, 11:09
Moze znajdzie sie ktos kto mi przyblizy motywy, jakimi kieruje sie
zdecydowana wiekszosc naszych rodakow przy wyborze samochodu?
Ojciec mojej szanownej narzeczonej kupil 13-letniego mercedesa W124 (2 litry
w dieslu) za jedyne 11500 zl – skora, elektryczny szyberdach (okna juz
niestety nie), jakas imitacja drewna (moze sie myle) itd. Na co dzien jezdze
polonezem z silnikiem rovera (za 1/3 ceny mercedesa), ale za namowa kobiety
wzielismy „mesia” na testy do Warszawy. Prosze sobie wyobrazic reakcje
znajomych widzacych mnie za kierownica tak znakomitej marki, niestety, po
pierwszym nacisnieciu pedalu gazu wiedzialem od razu, ze to samochod nie dla
mnie. Mercedes (75 KM) osiaga 100 km/h w jakies 18,5 sek., podczas gdy moj
polonez (103 KM) robi to w ok. 11,5 sek – tez nie jest to rekord swiata, ale
z drugiej strony jest to przeciez przepasc, jaka dzieli np. poloneza i subaru
impreza STI. Obiegowa opinia mowi, ze takie „mesie” w miescie pala 7 l. ropy.
Wiem, ze nikt sie nie przyzna, ze jego ukochane auto pali wiecej, ale nam
wyszlo 10,3 l / 100 km (dla porownania przy zdecydowanie bardziej dynamicznej
jezdzie polonez w miescie pali 9.0 – 9.5, a na trasie spali 6,3 l). Moze
mieli pecha z tym egzemplarzem... Nie wiem. W kazdym razie tyle
tytulem „przydlugawego” wstepu – przejde wiec do tematu.
Jakiez bylo zdziwienie znajomych, gdy odwazylem sie krytykowac „gwiazde” i
podwazac jej niewatpliwe zalety. Musze przyznac, ze znalazlem raptem 3:
wspomaganie, promien skretu i hamulce – reszta w mojej ocenie albo nie jest
warta uwagi (skora, centralny zamek itp.) albo odbiega od standardow jakie
prezentuje marny polonez. W trakcie rozmowy ze znajomymi zaden nie podzielil
mojego zdania, ze komfort jazdy to przede wszystkim swiadomosc, ze naciskam
gaz i zmiana pasa czy wyprzedzenie TIRa nie stanowi problemu. Moze jest tak,
ze jazda takim „mesiem” jest dla ludzi o mocnych nerwach, u ktorych rosnie
adrenalina gdy sa na przeciwnym pasie – ja zdecydowanie wole wykonywac ten
manewr szybciej niz wolniej.
„Prawie tescia” jestem w stanie zrozumiec, bo ma swoje lata i ruch w jego
okolicy jest praktycznie zaden, natomiast nie moge pojac ludzi, ktorzy z
zalozenia maja uraz do samochodu ekonomiczniejszego i dynamiczniejszego,
tylko dlatego, ze nie ma na masce znaczka „pekaes”. Ktos powie, ze komfort to
rowniez mniejsza awaryjnosc – ja dodam na koniec, ze w tego „mesia” trzeba
bedzie jeszcze wlozyc rownowartosc poldka, zeby dorownal mu stanem
technicznym.