andrzejmat
22.02.09, 00:06
Takie określenie (że były, momenty) uzywane było za komuny, tej
wtedy niby purytańskiej, na określenie filmu, w którym mignął goły
biust..
Ale ja o innych momentach. Tych silnika. Pisałem tu już kiedyś, że
moim zdaniem wprowadzanie pojęcia momentu obrotowego do popularnych
opisów charakterystyk samochodów czyni tylko bałagan w głowach
amatorów, czytających te opisy - mimo, że oczywiście ta wielkośc ma
pierwszorzedne znaczenie dla konstruktorów.
Okazuje sie, ze te rózne momenty moga zrobic bałagan w głowach nie
tylko takich całkiem amatorów. Ze zdumieniem przypadkiem usłyszałem
w TVN Turbo, jak bardzo "medialnie kompetentny" prowadzący
program "Jazda Polska" pan Kuba, instruktor, opowiada, że gdy jedno
z kół napedzanych stoi na suchym asfalcie a drugie na gładkim
lodzie, to :(cytat tylko z pamięci) 'cały moment obrotowy silnika
idzie na to koło na lodzie, ono się obraca a samochód nie rusza'.
Panie Kubo - i przy okazji być może inni zainteresowani:
- na to 'buksujące koło w takiej sytuacji to 'idzie', nazwijmy to
tak, podwojona prędkośc kątowa dużego koła przekładni głównej.
- ale klasyczny mechanizm róznicowy, jaki jest w wiekszości
samochodów, powoduje, że momenty na obu kołach są takie same, czyli
wynikająca z nich sumaryczna siła napędowa nie może przekroczyć
powojonej siły tego koła, które ma gorszą przyczepność i buksuje!!
- zablokowanie mechanizmu róznicowego w takiej sytuacji, możliwe w
samochodach terenowych, pozwala na osiąganie siły napędowej
wynikającej z SUMY maksymalnych momentów na obu kołach. To w
przypadku 'suchy asfalt vs lód' może być kilkanaście razy więcej, po
to takie blokady.
Pzdr.
A