Dodaj do ulubionych

nie jest mi wcale do smiechu

17.02.08, 00:25
Oczy ze zdziwienia przecieram - to tyle juz czasu uplynelo a ja
wciaz tutaj jak jakis oblakaniec na tym forum szukam czegos co jest
byc moze bardzo blisko.

forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=20479&w=16393723&a=16393723

Ja nie narzekam na zycie czy swoj los. Widze codziennie
rzeczywistosc mnie otaczajaca. Czuje ta obojetnosc. Byl juz taki
czas, ze dalem sobie spokoj z forumami i ponownie mnie opada. Na
dworze sloneczko czasem wyglada zza chmury. To znowu mroz uszczypnie
w policzek. Ptaszek zaspiewa pomimo zimy. Za kilka tygodni wiosna
nadejdzie. Bedzie znowu wiosennie i radosnie. I znowu rok minie,
potem drugi.

Tylko mi tutaj nie wyskakiwac z obelgami. To forum jest o Kanadzie i
jej realiach. Ooops. Przepraszam o realiach Kanady. No tak. Realia
realiami a ja potrzebuje cos sobie zrobic do jedzenia.

zegnam na razie
Obserwuj wątek
    • zigloo Re: nie jest mi wcale do smiechu 17.02.08, 01:09
      krzemciopaluch napisał:

      > wciaz tutaj jak jakis oblakaniec na tym forum szukam czegos co
      >jest byc moze bardzo blisko.
      >
      > forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=20479&w=16393723&a=16393723

      Hey krzemcio, czy to dalej aktualne:
      ===================================
      Autor: krzemciopaluch 04.10.04, 23:02
      Czy jest ktos z kim moglbym pogadac?

      Krzem

      PS. Mieszkam w Toronto i w tym miesiacu wybieram sie powedrowac
      troche po zachodzie Kanady.
      ===================================
      • krzemciopaluch Re: nie jest mi wcale do smiechu 17.02.08, 19:32
        zigloo napisał:

        > Hey krzemcio, czy to dalej aktualne:
        > ===================================
        > Autor: krzemciopaluch 04.10.04, 23:02
        > Czy jest ktos z kim moglbym pogadac?

        To jest. O Toronto nie.
        • zigloo Re: nie jest mi wcale do smiechu 17.02.08, 21:04
          krzemciopaluch napisał:

          > To jest. O Toronto nie.

          Aha. A jaka forma gadania ci najbardziej odpowiada?
          • krzemciopaluch gadanie z moralem 19.02.08, 01:49
            zigloo napisał:

            > Aha. A jaka forma gadania ci najbardziej odpowiada?

            Dziecięca paplanina - bajka dla dzieci

            autor bajki: Hans Christian Andersen

            W mieszkaniu kupca zebrało się liczne dziecięce towarzystwo: były to
            dzieci ludzi bogatych i znacznych; kupcowi dobrze się powodziło. Był
            człowiekiem uczonym, chodził nawet na uniwersytet, co stanowiło
            zasługę jego ojca, dzielnego człowieka; ten początkowo był tylko
            handlarzem bydła, ale uczciwością i pracą zdobył majątek, który
            kupiec jeszcze pomnożył. Posiadał rozum i nawet serce, ale mniej o
            tym mówiono aniżeli o jego pieniądzach.

            Bywali u niego ludzie wytworni, arystokracja krwi i arystokracja
            ducha, bywali też ludzie posiadający jedno i drugie - szlachetną
            krew i rozum, albo tacy, którzy nie mogli się pochwalić ani jednym,
            ani drugim. Teraz zebrało się tam towarzystwo dzieci, dzieci
            rozmawiały ze sobą, a dzieci rozmawiają szczerze. Była wśród nich
            śliczna, mała dziewczynka, ale bardzo zarozumiała: to służba zepsuła
            ją pochlebstwami, rodzice bowiem byli na to zbyt rozsądni. Ojciec
            jej był szambelanem - dziewczynka wiedziała, że to strasznie dużo
            znaczy.
            - Jestem dzieckiem szambelana - mówiła.
            Mogłaby równie dobrze być dzieckiem z sutereny, bo na to, aby być
            jednym lub drugim, nie ma się żadnego wpływu; i opowiedziała innym
            dzieciom, że jest dobrze urodzona, i dodała, że jeżeli się nie
            jest "urodzonym" - pozostaje się niczym; wtedy nie pomaga żadna
            nauka ani pilność, o ile się nie jest "urodzonym", nie można nic
            osiągnąć.

            A ci, których nazwisko kończy się na "sen" - mówiła - z tych nic już
            w świecie nie będzie, trzeba się wziąć pod boki i z daleka trzymać
            od tych "sen, sen" - i to mówiąc podparła się swymi ślicznymi
            rączkami pod boki; chciała pokazać, jak się to powinno robić.

            Jej rączki były prześliczne, była doprawdy zachwycająca.

            Córeczka kupca rozgniewała się bardzo; jej ojciec nazywał się
            Madsen, wiedziała, że jego nazwisko kończyło się na "sen",
            odpowiedziała jej więc, jak tylko mogła najdumniej:

            - Mój ojciec może kupić karmelków za sto talarów i wyrzucić je przez
            okno. Czy twój ojciec to potrafi?

            - A mój - powiedziała córeczka literata - może twego ojca i twego
            ojca, i wszystkich ojców opisać w gazecie. Moja matka mówi, że
            wszyscy ludzie boją się go, bo ojciec rządzi całym pismem.

            I dziewczynka podniosła głowę do góry, jak gdyby była prawdziwą
            księżniczką, która może zadzierać głowę do góry. Ale za uchylonymi
            drzwiami stał biedny chłopiec i zaglądał przez szparę do środka. Nie
            wolno mu było nawet wejść do pokoju, gdyż był biedny. Kręcił
            kucharce rożen, a za to pozwoliła mu zajrzeć do dzieci, które tak
            wesoło się zabawiały. Była to dla niego wielka przyjemność.

            "Gdybym to ja mógł być jednym z nich!" - myślał, a potem usłyszał
            to, co tam mówiono, i sprawiło mu to dużą przykrość. Rodzice chłopca
            nie mieli ani jednego grosza schowanego na dnie kuferka i gazety też
            nie mogli prenumerować, nie mówiąc już o tym, aby w niej pisać, ale
            najgorsze było to, że nazwisko jego ojca, tak jak jego własne
            nazwisko, kończyło się na "sen". A więc nic już z niego nie będzie w
            życiu. Było to bardzo smutne. Ale wiedział przynajmniej jedno, że
            był urodzony. To było zupełnie pewne.

            Wszystko to działo się jednego wieczora. Potem przeszło wiele lat i
            dzieci wyrosły na ludzi. W mieście wznosił się wspaniały dom, w
            którym znajdowały się cudne rzeczy, wszyscy ludzie chcieli ten dom
            oglądać, nawet ci, którzy mieszkali za miastem, przybywali do
            miasta, aby obejrzeć ten dom.

            Które z tych dzieci, o których opowiadaliśmy, mogło nazwać ten dom
            swoim domem? Myślicie, że to łatwo zgadnąć? Okazuje się, że wcale
            niełatwo. Dom należał do tego biednego chłopca; pomimo że nazwisko
            jego kończyło się na "sen", jednak coś z niego wyrosło, nazywał się
            bowiem - Thorvaldsen.

            A troje innych dzieci - dzieci szlachetnej krwi, i te dumne ze swego
            majątku, i dzieci arystokratów ducha? Żadne z nich nie wyróżniło się
            niczym zasługującym na uwagę. Wyrosły wszystkie na przyzwoitych
            ludzi, gdyż w istocie były to dobre dzieci; to, o czym niegdyś
            myślały i mówiły, było przecież jedynie dziecięcą paplaniną.
            ____________________________
            Takie gadanie z moralem
            • zigloo Re: gadanie z moralem 27.02.08, 04:24
              krzemciopaluch napisał:

              > Takie gadanie z moralem

              Czy dobrze rozumiem? Lubisz gadanie po zakonczeniu ktorego mozna
              wyciagnac moral. Czy tak?
    • pal0ma Re: nie jest mi wcale do smiechu 20.02.08, 03:04
      Jezeli mieszkasz w Toronto, lubisz wedrowki i chcesz poznawac nowych
      ludzi, to zapisz sie do Toronto Outdoor Club:
      www.torontooutdoorclub.com/
      Na pewno poznasz sporo ciekawych ludzi, z Polski i z innych krajow,
      w bardzo zroznicowanym wieku. A co najwazniejsze, beda to kontakty
      w realnym, a nie wirtualnym swiecie.
      • krzemciopaluch Re: nie jest mi wcale do smiechu 21.02.08, 03:39
        pal0ma napisała:

        > Jezeli mieszkasz w Toronto, lubisz wedrowki i chcesz poznawac
        nowych
        > ludzi,

        Nie mieszkam juz w Toronto
        Lubie wedrowki zwlaszcza ludow po afrykanskich landach
        Chce mi sie pic
        a do klubow juz mnie nikt nie namowi - dziekuje bardzo
        • pal0ma Re: nie jest mi wcale do smiechu 21.02.08, 17:26
          >>>>>>Lubie wedrowki zwlaszcza ludow po afrykanskich landach
          Chce mi sie pic
          a do klubow juz mnie nikt nie namowi - dziekuje bardzo<<<<


          You have to be fun, to have fun. A kluby to dobre miejsce, aby
          poznac nowe osoby.



          • krzemciopaluch Re: nie jest mi wcale do smiechu 23.02.08, 03:32
            pal0ma napisała:

            > A kluby to dobre miejsce, aby poznac nowe osoby.

            Z pewnoscia masz racje, zawsze to na zywo a nie jak na facebook,
            choc od 2004 roku warte to to jest ponad miliard zielonych. Powoli
            ludzkosc wraca do korzeni (jaskinie i drzewa)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka