Dodaj do ulubionych

Muzyczne wykopaliska...

22.06.04, 10:07
... czyli muzyka nagrana przed laty a odkryta przez nas dopiero teraz.
Powiedzmy, ze data graniczna bedzie koniec zeszlego wieku.

Moje wykopalisko:
Randez vous - slyszalem oczywiscie (i wielbiem) Anne i ze dwa inne utwory.
Ale nigdy nie slyszalem w calosci ich jedynej bodajze plyty (nagranej gdzies
w polowie lat 80.). Dzieki przecenom kaset, jestem od niedawna posiadaczem
onej.
Rzecz znakomita, zalatuje wprawdzie popularnymi wowczas Police'ami, ale w
mniejszym stopniu niz pierwsze produkcje Lady Pank i, wedle mnie, formula ta
zostala przemielona przez Kosmowskiego w bardziej tworczy sposob. A sam lider
wygrywa u mnie u mnie w rankingu na najbardziej teskny wokal. Jedna z
najlepszych polskich plyt lat 80.

PS. szkoda, ze do tej bardzo krotkiej plyty nie dodano utworow wydanych na
singlach, np. znakomitych "Przez okna szyby" czy "Kradnij mnie"...
Obserwuj wątek
    • pizmak31 Re: Muzyczne wykopaliska... 22.06.04, 10:45
      Chyba ?Przez auta szyby?, a nie ?okna?.
      • cze67 Re: Muzyczne wykopaliska... 22.06.04, 10:51
        Tak, bardzo przepraszam. Tak w ogole to "przez auta szybe".
        • cze67 Anthrax 25.06.04, 10:52
          Zespol ow poznalem wiele lat temu i bardzo mi sie podobal. Ale jakos o nim
          zapomnialem. Obecnie, dzieki nieocenionemu stazzio, ktory postanowil pozbyc sie
          swoich kaset, mam moznosc przypomniec tworczosc Anthraxa. Dzisiaj zabila
          mnie plyta "Among the Living", chyba najlepsze dzielo owej grupy. Thrash metal
          w najczystszej postaci. Cudo!
    • ilhan Re: Muzyczne wykopaliska... 25.06.04, 17:19
      No więc przyznaję, że półtorej godziny temu po raz pierwszy usłyszałem Weather Report (dzięki Gregkorowi). Przesłuchałem już sobie "Heavy Weather", teraz leci "Black Market"... Momentami jest tak fajnie, że gęba mi się sama cieszy :))
      • gregkor Re: Muzyczne wykopaliska... 25.06.04, 17:27
        Mi też się gęba cieszyła...:))))..a jak słucham Gibraltar z "Black Market" to i
        mi się gęba cieszy i ciary przechodzą..:)))

        • ihopeyouwilllikeme Pale Saints 25.06.04, 19:54
          A ja sobie ich znalazłem, i mówcie sobie co chcecie, ale mi się bardzo podoba :P
    • tymbarski Re: Muzyczne wykopaliska... 25.06.04, 19:57
      1. Całe lata słyszałem z różnych źródeł o Wishbone Ash, a dopiero ze dwa lata
      temu miałem okazję przekonać się, jaka to super muza.
      2. Niedawna reaktywacja zespołu Mech spowodowała, że przekopałem płyty winylowe
      i odnalazłem tam album tego zespołu. Nie zachwycił mnie.
      • kubasa Re: Muzyczne wykopaliska... 26.06.04, 01:15
        Ostatnio "odkrywam" Briana Eno (czym wiecej slucham i czym wiecej czytam to
        wydaje mi sie ze po Bitelsach to wazniejszego nie bylo czlowieka w tym
        biznesie), Cluster (po raz pierwszy uslyszalem o tym czytajac ranking
        Pitchforka, a to swietna muzyka przeciez), Tangerine Dream (o tym juz bylo),
        Amon Duul II, Ash Ra Tempel (nie mam jeszcze zdania), Soft Machine (kiedys cos
        slyszalem i nie podobalo mi sie, teraz slucham nagran dla BBC z lat 67-71 i sa
        swietni, choc nierowni).
        • ihopeyouwilllikeme Re: Muzyczne wykopaliska... 26.06.04, 18:43
          kubasa napisał:

          > Ostatnio "odkrywam" Briana Eno (czym wiecej slucham i czym wiecej czytam to
          > wydaje mi sie ze po Bitelsach to wazniejszego nie bylo czlowieka w tym
          > biznesie

          Coraz częściej masz skłonności do przesady.
          • pagaj_75 Re: Muzyczne wykopaliska... 26.06.04, 18:46
            ihopeyouwilllikeme napisał:

            > kubasa napisał:
            >
            > > Ostatnio "odkrywam" Briana Eno (czym wiecej slucham i czym wiecej czytam t
            > o
            > > wydaje mi sie ze po Bitelsach to wazniejszego nie bylo czlowieka w tym
            > > biznesie
            >
            > Coraz częściej masz skłonności do przesady.

            I to pisze fan zespołu, który tak wiele zawdzięcza panu Eno? :)
          • kubasa Re: Muzyczne wykopaliska... 26.06.04, 19:12
            ihopeyouwilllikeme napisał:

            > kubasa napisał:
            >
            > > Ostatnio "odkrywam" Briana Eno (czym wiecej slucham i czym wiecej czytam t
            > o
            > > wydaje mi sie ze po Bitelsach to wazniejszego nie bylo czlowieka w tym
            > > biznesie
            >
            > Coraz częściej masz skłonności do przesady.

            Kraut rock - Eno
            Glam rock - Eno
            U2 - Eno
            Bowie - Eno
            Ambient - Eno
            Talking Heads - Eno

            Po prostu w latach 70. byl chyba wszedzie...
            • kubasa Re: Muzyczne wykopaliska... 26.06.04, 19:16
              kubasa napisał:

              > ihopeyouwilllikeme napisał:
              >
              > > kubasa napisał:
              > >
              > > > Ostatnio "odkrywam" Briana Eno (czym wiecej slucham i czym wiecej czy
              > tam t
              > > o
              > > > wydaje mi sie ze po Bitelsach to wazniejszego nie bylo czlowieka w ty
              > m
              > > > biznesie
              > >
              > > Coraz częściej masz skłonności do przesady.
              >
              > Kraut rock - Eno
              > Glam rock - Eno
              > U2 - Eno
              > Bowie - Eno
              > Ambient - Eno
              > Talking Heads - Eno
              >
              > Po prostu w latach 70. byl chyba wszedzie...

              Rock progresywny, Proto-punk, jeszcze pewnie gdzies...

              >
              >
            • ihopeyouwilllikeme Re: Muzyczne wykopaliska... 26.06.04, 21:46
              kubasa napisał:

              > U2 - Eno

              > Po prostu w latach 70. byl chyba wszedzie...

              Coś tu się nie zgadza :D
            • agaxxx1 Re: Muzyczne wykopaliska... 18.10.04, 17:23
              no wave - eno ;)
    • pagaj_75 Re: Muzyczne wykopaliska... 26.06.04, 18:51
      Zachęcony wcześniejszymi opowieściami różnych ludzi, tudzież wysokimi miejscami
      w rankingu Pitchforka, siegnąłem wreszcie po nagrania Nicka Drake'a. I jeszcze
      się otrząsnąć nie mogę. Jakże piękna i melancholijna to muzyka. Brak słów.
      A to, że facet nie zyskał należnego mu uznania za życia dowodzi tylko jednego:
      nie ma sprawiedliwości na tym świecie.

      PS. Znów chciałbym na tym forum podziękować potencjalnemu dystrybutorowi (tym
      razem chyba Universalowi) za to, że płyt Drake'a nie można nabyć w Polsce.
      • kubasa Re: Muzyczne wykopaliska... 26.06.04, 19:11
        Cos tam dostac mozna chyba, ale zadnej z trzech studyjnych plyt.
        • grimsrund Re: Muzyczne wykopaliska... 26.07.04, 00:15
          Nie no Panowie moi, proszę nie wprowadzać w błąd. W MM udało mi się w ubiegłym
          roku kupić FIVE LEAVES LEFT. Znaczy się - przynajmniej ta jedna była :))
    • ilhan Re: Muzyczne wykopaliska... 27.06.04, 01:31
      Wreszcie znalazłem czas, odpowiednią porę i chwilę spokoju na należyte zgłębienie "Enigmatic" Niemena. To już druga noc z rzędu z Nim. Pięknie.
      • cze67 Re: Muzyczne wykopaliska... 16.07.04, 23:42
        Nigdy nie słyszałem Megadeth. I oto mam tegoż zespołu trzy kasety. I na okrągło
        katuję pierwszą z nich - KIlling Is My Business. Uff, ależ jazda! Podoba mi się
        niemal na równi z pierwszą Metallicą.
    • pixie Re: Muzyczne wykopaliska... 25.07.04, 19:27
      Dwa ostatnie odkrycia (no cóż, 99% słuchanych przeze mnie płyt to muzyczne
      wykopaliska :)

      The Bonzo Dog Band - Gorilla [1967]
      Psychodeliczny pop („Piggy Bank Love”), „Elvis Presley” („Death Cab for
      Cutie”), przedwojenny jazz („Jazz, Delicious Hot, Discusting Cold”), piosenki
      dla dzieci („Jollity Farm”), a wszystko przyprawione humorem rodem z Monty
      Pythona, który jeszcze wtedy nie istniał (chociaż muzycy BDB współpracowali z
      przyszłymi Pythonowcami). Słucham tej płyty i tarzam się ze śmiechu. Czyżby
      Mike Oldfield wybrał Viviana Stanshalla na narratora „Tubular Bells” po
      usłyszeniu „The Intro and the Outro” („Adolf Hitler on vibes”!)? ;))

      Fred [1971]
      Bardzo tajemnicza grupa, o której nie znalazłam właściwie żadnych informacji.
      Materiał na jej jedyną płytę nagrano w 1971, ale wydano po raz pierwszy dopiero
      w 2001 roku. I brzmi on nieźle, kawał przedniej muzyki nagrał ten Fred.
      Rozpoczyna się dość mrocznie, ale dalej jest też i trochę psychodelicznie, i
      folkowo, i progresywnie, i wiele ładnych melodii, może nie zawsze do końca
      rozwiniętych. W sumie brzmią całkiem oryginalnie. Podoba mi się zwłaszcza
      obecność skrzypiec i od czasu do czasu któregoś z przodków fortepianu.
      • ihopeyouwilllikeme Re: Muzyczne wykopaliska... 25.07.04, 23:50
        A ja sobie zgłębie London Calling zaraz.
        • ilhan Re: Muzyczne wykopaliska... 25.07.04, 23:56
          ihopeyouwilllikeme napisał:

          > A ja sobie zgłębie London Calling zaraz.


          Czekamy na relacje!

          PS. Pozdrowienia ze wczasow :P
      • pagaj_75 Re: Muzyczne wykopaliska... 29.07.04, 12:50
        pixie napisała:

        > The Bonzo Dog Band - Gorilla [1967]

        Posłuchałem tego i chyba będę słuchał częściej. Nie dlatego, że to jakaś
        rewelacyjna muzyka, ale faktycznie poprawia humor na cały dzień :)
        • pixie Re: Muzyczne wykopaliska... 29.07.04, 23:26
          pagaj_75 napisał:

          > pixie napisała:
          >
          > > The Bonzo Dog Band - Gorilla [1967]
          >
          > Posłuchałem tego i chyba będę słuchał częściej. Nie dlatego, że to jakaś
          > rewelacyjna muzyka, ale faktycznie poprawia humor na cały dzień :)
          >

          I o to chodzi :) Bonzo Dog Band określano nawet jako brytyjską wersję Mothers
          of Invention (z perspektywy jankesów może tak to wyglądało ;). Polecam też
          obejrzenie jakiegoś ich występu, np. "I'm the Urban Spaceman" w Beat Club.
    • kubasa Re: Muzyczne wykopaliska... 28.07.04, 15:43
      No wiec ostatnimi czasy byly to plyty "Sacred Baboon" Yezda Urfa i "Tapestry"
      Carole King. Pierwsza to troche nie moja bajka, ale druga plyta jest naprawde
      znakomita. Moze czasem przeslodzona ale Carole ma swietny glos i jeszcze lepsze
      kompozycje by wymienic tylko "Anyone At All" czy "So Far Away". na plycie
      znajduja sie tez dwa wielkie przeboje "You Make Me Feel Like A Natural Woman"
      i "Locomotion".

      Sciagnalem tez wczoraj utwor "Hazy Paradise" Earth & Fire, ktory znalem do tej
      pory tylko z coveru japonskiej grupy Ghost. I oryginal zdecydowanie cover
      przewyzsza, bardzo to ladna piosenka i piekny wokal.
      • ihopeyouwilllikeme Re: Muzyczne wykopaliska... 28.07.04, 16:47
        Axelle Red - " Alive " - świetny koncert !! Podoba mi się duzo bardziej niż
        ostatnia płyta tej pani... która i tak jest bardzo wporzo. Słucham tego zamiast
        środków uspokajających.

        p.s. Kubasa, pepiki to już dawno odpadły :D:D
      • pixie Re: Muzyczne wykopaliska... 29.07.04, 01:52
        kubasa napisał:

        > No wiec ostatnimi czasy byly to plyty "Sacred Baboon" Yezda Urfa i "Tapestry"
        > Carole King. Pierwsza to troche nie moja bajka

        Ech, Yezda Urfa to jazda głównie dla wielbicieli Gentle Giant, a GG to husaria
        progu ;) Ale fajnie, że próbujesz :)
        • pagaj_75 Re: Muzyczne wykopaliska... 03.08.04, 16:32
          pixie napisała:

          > Ech, Yezda Urfa to jazda głównie dla wielbicieli Gentle Giant, a GG to husaria
          > progu ;) Ale fajnie, że próbujesz :)

          Posłuchałem "Sacred Baboon". Łaaaał, naprawdę znakomita płyta. I faktycznie
          "zalatuje" Gentle Giant aż miło, ale też trochę Yesem (wokalista), a początkowy
          temat z utworu numer 3 to czysty Crimson (melodia przypomina główne tematy
          "Fracture" i "Lark's Tongues in Aspic, part 2").
          Ale co najbardziej mnie zaskakuje to to, że to zespół amerykański. Zaskakuje, bo
          wydawać by się mogło, że prog-rock jako taki w Stanach nie przyjął się
          "wykonawczo". Tzn. owszem, angielskie zespoły miały tam fanów, ale amerykańskich
          kapel grających taką muzykę chyba nie było wiele. A tu nagle okazuje się, że
          byli tacy wymiatacze jak Yezda Urfa :)
          • mmakowski Re: amerykański prog 03.08.04, 18:19
            > Ale co najbardziej mnie zaskakuje to to, że to zespół amerykański.
            > Zaskakuje, bo wydawać by się mogło, że prog-rock jako taki w Stanach
            > nie przyjął się "wykonawczo". Tzn. owszem, angielskie zespoły miały
            > tam fanów, ale amerykańskich kapel grających taką muzykę chyba nie było
            > wiele.

            Owszem, nie było wiele, ale te, które się pojawiły, są niewątpliwie godne uwagi.
            Znasz Happy The Man? Ja ich debiutancką płytę słyszałem tylko raz, ale bez
            wahania zamówiłem. Prezentują styl dość podobny do Yezda Urfa i wyglada na to,
            że tak właśnie brzmi amerykański prog z lat 70.
            • pagaj_75 Re: amerykański prog 03.08.04, 18:28
              mmakowski napisał:

              > Owszem, nie było wiele, ale te, które się pojawiły, są niewątpliwie godne uwagi
              > .
              > Znasz Happy The Man? Ja ich debiutancką płytę słyszałem tylko raz, ale bez
              > wahania zamówiłem. Prezentują styl dość podobny do Yezda Urfa i wyglada na to,
              > że tak właśnie brzmi amerykański prog z lat 70.

              Happy the Man nie znam, chociaż nazwa mi się kojarzy (z utworem Genesis). Byłem
              natomiast na stronie synphonic.8m.com/ i zastanawiam się czy nie zamówić
              paru rzeczy stamtąd. Mają w ofercie nawet polskie płyty, których u nas nie można
              nabyć. To ciekawe. Tylko uniosłem brwi wysoko, gdy zobaczyłem, że przedstawiają
              Niemena jako klawiszowca SBB :)
              • cze67 Re: amerykański prog 03.08.04, 18:31
                Ja mam koncertową płytę Happy The Man i z radością jej czasami słucham.
                • jotesz RARE BIRD 06.08.04, 13:27
                  poszukajcie tegi Rzadkiego Ptaka powstałego w 1969 roku i posłuchajcie dwóch
                  pierwszych płyt!!!
                  • pixie Re: RARE BIRD 08.08.04, 00:11
                    jotesz napisał:

                    > poszukajcie tegi Rzadkiego Ptaka powstałego w 1969 roku i posłuchajcie dwóch
                    > pierwszych płyt!!!

                    Jak najbardziej popieram - posłuchajcie! :) Zwłaszcza pierwszej płyty - a tutaj
                    można ściągnąć utwór "Sympathy":
                    www.progarchives.com/Progressive_rock_discography_BAND.asp?band_id=1060
              • pixie Re: amerykański prog 08.08.04, 00:03
                Z amerykańskiego progu oprócz Yezda Urfa, no i Zappy, nic co dotąd słyszałam
                specjalnie mnie nie zachwyciło. Poznałam m.in. płytę "Crafty Hands" Happy the
                Man - miała lepsze i gorsze momenty, ale zdecydowanie za mało razy jej
                słuchałam, żeby coś więcej napisać. Może po prostu w Stanach nie promowano
                odpowiednio progu, a jeśli już, to raczej epigonów (neo-prog jest tam zdaje się
                nieźle rozwinięty). Na razie spisałam sobie ze strony, którą podał Pagaj, parę
                polecanych płyt i może pod ich wpływem zmienię zdanie. W końcu zespół Fred też
                podobno pochodzi z USA :)
                • pixie Re: amerykański prog 19.08.04, 01:02
                  pixie napisała:
                  > Na razie spisałam sobie ze strony, którą podał Pagaj, parę
                  > polecanych płyt i może pod ich wpływem zmienię zdanie.

                  Dzisiaj zapoznałam się z albumem "For You the Old Women" (1976) zespołu
                  Mirthrandir. Na początku spodobało mi się tylko parę dźwięków, a teraz nie chcę
                  przestać słuchać tej jakże pięknej muzyki. Na pewno nie jest to pierwsza liga
                  progu europejskiego, ale jak dla mnie ta płyta na głowę bije oryginalnością i
                  stopniem złożoności wszelkie starkastle i kansasy. Utwór tytułowy i
                  ostatni "For Four" jak na razie najbardziej mnie zachwycają.
    • pixie The Move - Shazam [1970] 10.08.04, 01:37
      Przeszukiwałam nieznane mi praktycznie zespoły mające coś wspólnego z rockiem
      progresywnym i padło na the Move. Płyta "Shazam", podobno najlepsza, zawiera
      muzykę lekką i przystępną, coś pomiędzy the Beatles i the Who, z elementami
      klasyki i odrobiną absurdalnego brytyjskiego humoru. Oryginalnie składa się
      tylko z sześciu utworów. Zdecydowani moi faworyci to „Cherry Blossom Clinic
      Revisited” (psychodeliczny prog) i „Fields of People” (psychodeliczny folk) -
      wręcz się od nich uzależniłam. Jakoś tak cieplej mi się robi na duszy, jak
      sobie słucham tej płyty. Jako bonus dołączono kilka ciekawych wersji piosenek,
      wykonywanych wcześniej m.in. przez Love, the Byrds, Spooky Tooth i Janis
      Joplin. Polecam.
      • jotesz Re: The Move - Shazam [1970] 10.08.04, 08:21
        dzięki pedpiścy za Spooky Tooth!!! To był odjazd w latach 60/70 a i dziś brzmi
        zadziwiająco dobrze. Niesamowity głos Mika Harrisona, wspaniałe organy. Jedna z
        ich płyt była mszą rockową do której zaprosili ówczesnego awangardzistę
        francuskiego tworzącego poważną muzykę elektoniczną (w epoce przedMoogowej!)
        Pierra Henry - tytuł: Ceremony. Na płycie Last Puff nagrali rewelacyjną wersję
        beatlesowskiego "I'm Thr Warlus"...
        • jotesz sorry 12.08.04, 12:15
          sorry za literówki- przepraszam...
          • pixie Re: sorry 12.08.04, 17:34
            Bardzo mi się spodobał ten pedpiśca :D Tak, Spooky Tooth to kawał porządnego
            rocka, chociaż do "Ceremony" chyba nigdy się nie przekonam. Nie wiem, czy
            wiesz, ale ten zespół się reaktywował i zdaje się planuje trasę po Europie,
            szczegóły na stronie spookytooth.szm.sk/
        • ktmajcher Ceremony 12.08.04, 17:19
          wydaje mi się, że już sie produkowałem na temat tej płyty, ale może na FM, dla
          mnie to jest bomba, nie znam innych dokonań tej grupy za wyjątkiem jednego
          przeboju (to słowo może tu nie pasuje, ale przebój popełnili, i nawet Accept
          zrobił cover), usłyszałem to u Beksińskiego raz jeden na długie lata i przez
          ten cały czas miałem gdziś to w sobie, wiedziałem, że kiedyś wrócę do tego i od
          kilku lat posiadam własną (ale wypaloną niestety) mszę rockową (jedyna msza,
          którą odbywam regularnie),
          czy okładka nie kojarzy się Wam z pierwszym King Crimson,
          adieu
    • d84 Re: Muzyczne wykopaliska... 10.08.04, 22:08
      Takich wykopalisk to co miesiąc u mnie pełno...Największym byli prawdziwi
      weterani, dowodzeni przez Andersona i Butlera/Oakesa ;)
      Z takich naprawdę 'leciwych' to ostatnio The Specials, The Stooges, zaczynam
      grzebać' w funku
      • jotesz Re: Muzyczne wykopaliska... 13.08.04, 10:49
        wracając jeszcze do Ceremony to mam niestety tylko na kasecie kopię cd wydanego
        w Japonii, gdzie chyba bardziej ceniono elektronikę Pierra Henry niż grę Spooky
        Tooth, bo elektroniczne ozdobniki są bardziej soczyste niż gitary i perkusja...
        Ostatnio we wrocławskim empiku jest masa reedycji rarytasów rockowych z 60/70,
        ale w powalających cenach! Można sobie za to pomacać i pooglądać, a dla
        zwolenników hard-porno jeszcze istnieje możliwość posłuchania! Oczywiście i
        Spooky Tooth widziałem i Steamhammer i Cressida i Fuzzy Duck i...(cholera -
        dużo tego - cała ścianka!)
        Na szczęście mam te rarytasy na kasetach i w samochodzie słucham do woli.
    • pixie Re: Muzyczne wykopaliska... 17.08.04, 00:09
      Split Enz - True Colours [1979]
      Dzięki progresywnym smaczkom ta płyta brzmi zarazem klasycznie i świeżo - o ile
      new wave jest jeszcze świeży ;) Polecam zwłaszcza utwory „I Got You” oraz „I
      Hope I Never”.

      Material - Memory Serves [1981]
      Wydawałoby się nieprawdopodobne, że spodoba mi się taka mieszanka jazzu, funku,
      punku, country itd., a jednak! Zauroczyły mnie zwłaszcza wibracje basu Billa
      Laswella - od razu słychać, kto tu rządzi ;)
    • ilhan Re: Muzyczne wykopaliska... 01.09.04, 20:42
      RADIO BIRDMAN "Radios Appear" (1977)

      W zasadzie płyta nadaje się również do wątku pt. "Australia", ale moje nachalne podciąganie go co kilka dni zdążyło już zapewne rozsierdzić połowę forum ;) Nie wiem jaki jest stopień zaznajomienia w naszym kraju z tym zespołem, osobiście pierwszy raz usłyszałem o nim wczoraj. Odkryłem rzecz grzebiąc w sieci na temat australijskiej sceny. To, jak piszą, klasyczna pozycja punkowa z tamtych strony, obok największej gwiazdy (The Saints - jeszcze nie znam), czołowy jej element. Album, nie boję się tego powiedzieć, wymiata maksymalnie. Niezłe umiejętności muzyków (wśród znanych mi punkowców - chyba czołówka!), niesamowita energia, czad. Muzyka czerpiąca ewidentnie z tych wszystkich "proto-punkowych" inspiracji, począwszy od MC5, poprzez The Stooges, po The New York Dolls. No i miejscami kojarzy się oczywiście z pierwszymi płytami The Clash i Sex Pistols (wg mnie nie odstaje od nich), czy też z wczesnymi Buzzcocks. Jest na mojej wersji "Radios Appear" cover Stooges właśnie ("TV Eye"), ale najbardziej wg mnie rządzi "Aloha Steve And Danno", z jedną z najlepszych punkowych zaśpiewek, jakie słyszałem. Szkoda że tak mało ludzi to zna!
      • cze67 Re: Muzyczne wykopaliska... 01.09.04, 20:45
        Ale może teraz więcej pozna. Mnie bardzo zachęciłeś, młody człowieku.

        Napisz jeszcze tak ładnie o Pet Sounds, jeśli łaska.
        • ilhan Re: Muzyczne wykopaliska... 01.09.04, 20:49
          cze67 napisał:

          > Napisz jeszcze tak ładnie o Pet Sounds, jeśli łaska.

          To przy okazji, jak będzie słuchane. Wtedy czuję się bardziej zainspirowany :D
    • pixie Twentieth-Century Blues: The Songs of Noel Coward 14.09.04, 02:19
      Twentieth-Century Blues: The Songs of Noel Coward [1999]
      Ten album wykopano dwa razy ;) Noel Coward to jeden z największych brytyjskich
      twórców piosenek (i nie tylko) z okresu mniej więcej pierwszej połowy XX wieku.
      Znakomity tekściarz, sprawny kompozytor, a przy tym dandys i homoseksualista,
      uosabiał brytyjski dowcip i szyk tamtych czasów. W celu uczczenia setnej
      rocznicy urodzin Cowarda, jego piosenki w wykonaniu bardzo interesującego
      zestawu artystów znalazły się na albumie, z którego zyski przeznaczono na cele
      charytatywne.
      1. Introduction
      Początek finałowego „Twentieth-Century Blues” z udziałem wokalu Neila Tennanta
      (Pet Shop Boys).
      2. Parisian Pierrot - Texas
      Niezła piosenka, przypomina mi Portishead i jest to bardzo pozytywne
      skojarzenie.
      3. I've Been to a Marvelous Party - The Divine Comedy
      Melorecytacja przy fortepianie, przeplatana obskurnym disco, które wybaczam ze
      względu na słodki finał. Przy pierwszym przesłuchaniu trochę szokuje, ale można
      się przyzwyczaić, a nawet uzależnić ;)
      4. A Room With A View - Paul McCartney
      Najbardziej tradycyjne wykonanie, łącznie z modulacją głosu (usteczka w
      kształcie O), ale bynajmniej nie najgorsze.
      5. Sail Away - Pet Shop Boys
      Nowoczesny elektroniczny podkład i w zasadzie klasyczny śpiew na dość znaną
      melodię.
      6. Someday I'll Find You - Shola Ama/Craig Armstrong
      Fatalna maniera wokalistki (współczesna szkoła :/) psuje mi przyjemność
      słuchania ładnej muzyki.
      7. There Are Bad Times Just Around the Corner - Robbie Williams
      Również nieco manieryczne wykonanie, jak na współczesnego dandysa przystało ;)
      8. I'll See You Again - Bryan Ferry
      Casablanka, trochę zachrypnięty, drżący głos rozbrzmiewa w zadymionej salce, w
      tle słychać odgłosy konwersacji. Piękne.
      9. Mad About the Boy - Marianne Faithfull
      Ta kobieta z pewnością będzie śpiewać i na 150 rocznicy urodzin Cowarda, a jej
      zdarty głos znowu wywoła sensację.
      10. Mad Dogs and Englishmen - Space
      Bardzo interesujące wykonanie, od razu wyobraziłam sobie bas z kija od szczotki
      i podwórkową kapelę złożoną z ciemnych typków rodem z gangsterskich filmów.
      11. Poor Little Rich Girl - Suede/Raissa
      Nastrojowa, elektroniczno-psychodeliczna wersja pokazuje Suede od ich
      najlepszej strony.
      12. I'll Follow My Secret Heart - Sting
      Sting udowadnia, że warunki głosowe ma cudowne, wykonując z uczuciem ten
      romantyczny utwór pod delikatny akompaniament harfy.
      13. London Pride - Damon Albarn/Michael Nyman
      Nie wiem, co w utworze instrumentalnym z użyciem chyba wyłącznie elektroniki
      robi Albarn, ale cokolwiek robi, świetnie mu to wyszło.
      14. Don't Put Your Daughter on the Stage Mrs. Worthington - Vic Reeves
      Gorzko-cyniczna piosenka w kabaretowym nonszalanckim wykonaniu, przeplatana
      riffami gitary rodem z Nine Inch Nails.
      15. Twentieth-Century Blues - Elton John
      Sir John pokazuje klasę, spokojnie mógłby występować z big bandem. Warto
      wsłuchać się w tekst, który nieco się kłóci z żywą, pogodną melodią. Zaczyna
      się tak:
      „Twentieth century blues are getting me down
      Blues, escape those dreary twentieth century blues
      Why, if there's a god in the sky, why shouldn't he grin
      High above this dreary twentieth century din”
      Bardzo interesująca płyta, chociaż chyba dobrze, że nie znam oryginalnych
      wersji tych piosenek :) Powyższe utwory wykonano na koncercie, który jest do
      nabycia w postaci DVD. Chciałabym go zobaczyć, ale na razie mogę co najwyżej
      polizać cukierek przez papierek:
      www.petshopboys.net/html/interviews/gay4.shtml
    • pagaj_75 Re: Muzyczne wykopaliska... 18.10.04, 09:17
      The Sundays "Reading, Writing and Arithmetic" (1990)
      Jak pewnie dla wielu na tym forum, do niedawna był to zespół jednego przeboju
      ("Here's Where the Story Ends"), ale ostatnio przypadkiem trafiłem na całą
      płytę, z której owa piosenka pochodzi. I powiem tak: bardzo ładne to jest. Niby
      nic specjalnego, niby żadnego odkrywania Ameryki, niby spora zrzynka z The
      Smiths i paru innych gitarowych kapel lat 80. Ale słucham tego z ogromną
      przyjemnością, mimo że teoretycznie to nie są "moje" klimaty. Główne atuty The
      Sundays to urokliwe melodie i głos pani Wheeler. A o "Here's Where...", "You're
      Not the Only One I Know" i "I Kicked a Boy" powinienem wspomnieć w wątku o
      najczęściej słuchanych ostatnio utworach ;)
      • ilhan Re: Muzyczne wykopaliska... 18.10.04, 18:24
        pagaj_75 napisał:

        > The Sundays "Reading, Writing and Arithmetic" (1990)

        Myślę o poznaniu tej płyty w całości od co najmniej dwóch lat. Nie ma to jak mobilizacja.
        • pagaj_75 Re: Muzyczne wykopaliska... 18.10.04, 18:29
          ilhan napisał:

          > Myślę o poznaniu tej płyty w całości od co najmniej dwóch lat.

          Myślał Ilhan o Niedzielach... ;)

          > Nie ma to jak mobilizacja.

          Dzisiaj wieczorem wrzucę u siebie na slsk, więc możesz próbować ;)
          • ilhan Re: Muzyczne wykopaliska... 18.10.04, 18:36
            pagaj_75 napisał:

            > Dzisiaj wieczorem wrzucę u siebie na slsk, więc możesz próbować ;)

            Super! Pociągnę przez noc (bo chyba masz włączony komputer wtedy).
      • ilhan Re: Muzyczne wykopaliska... 22.10.04, 12:35
        pagaj_75 napisał:

        > The Sundays "Reading, Writing and Arithmetic" (1990)

        Pagaj napisał wszystko to, co ja mam do powiedzenia w temacie tej płyty. Nawet wymienił 3 z 4 moich ulubionych utworów jak na razie. Dorzucam jeszcze "Can't Be Sure". Godne polecenia.
        • ilhan Re: Muzyczne wykopaliska... 24.10.04, 00:49
          PS do The Sundays
          Okazało się, że płyta zyskuje jeszcze bardziej na uroku w niedzielę po północy... Urzeka ten album.
          • grimsrund Re: Muzyczne wykopaliska... 24.10.04, 00:59
            Stanowczo popieram!! :)))
    • maff1 Re: Muzyczne wykopaliska... 20.10.04, 08:39
      dla mnie takim wykopaliskiem od kilku dni jest "In Hearing of Atomic Rooster"
      bodaj 3 płyta z ich dyskografii. Miałem ją w 1974 roku i nawet przegrałem na
      tasmę... ale przyjemnie jest ją jeszcze raz posłuchac.

      Ale moze ktoś wie coś wiecej o czechosłowackiej grupie z lat 70-tych Colegium
      Musicum? próbowałem cos znależć w necie ale nie udało mi sie. Kiedyś słyszałem
      ich koncert z płyty... wtedy był rewelacyjny. ciekaw jestem jak dziś zabrzmi
    • pixie IF 11.11.04, 19:40
      Twórczość zespołu If można określić jako jazz-rock progresywny. Większość
      utworów opiera się na schemacie: melodyjny początek z wokalem, potem krótsze
      lub dłuższe jazzujące improwizacje i powrót do głównego motywu. Najpierw mnie
      zachwyciły te melodie, co tu ukrywać - prostsze i wpadające w ucho, a wręcz
      mnie powalił głos wokalisty Johna W. Hodgkinsona - z jego warg płynie istna
      ambrozja. Teraz uczę się na pamięć improwizacji (przypominają mi się czasy
      wgłębiania się w muzykę ELP...). Trzech muzyków If wygrało wcześniej ankietę
      Melody Makera w kategorii jazz, ale w przeciwieństwie do większości formacji
      jazz-rockowych, w tej sekcja dęta opierała się wyłącznie na saksofonach i
      flecie, co zapewniło jej bardziej rockowe brzmienie. W swym najlepszym składzie
      grupa If od 1970 do 1972 roku stworzyła cztery albumy studyjne (no prawie),
      jakże odkrywczo ponumerowane (czwórkę w Stanach ochrzczono mianem „Waterfall”)
      i te polecam w komplecie, ze szczególnym naciskiem na perfekcyjną drugą płytę
      („Sunday Sad” to killer!). Jedyny koncertowy album wydany dopiero w 1997 roku i
      zawierający materiał z najlepszego okresu If również warto poznać, tym
      bardziej, że największym atutem tego zespołu było granie na żywo. Pozostałe
      dzieła powstałe pod szyldem If raczej można sobie darować (chociaż mnie
      wciągnął mało jazzowy album „Tea Break Is Over, Back on Your Heads”, więc kto
      wie?). Podsumowując: If to muzyczna rozkosz dla wybrańców (czyli tych, którzy
      zdołają znaleźć ich płyty ;))
      Najwięcej IFormacji, jakie udało mi się znaleźć:
      www.alexgitlin.com/if.htm
      Tutaj recenzje płyt (inne recenzje też polecam)
      home.online.no/~schoenen/iii.htm
      • pixie Darryl Way's Wolf - Night Music [1974] 11.11.04, 20:56
        Łabędzi śpiew Johna Hodgkinsona po opuszczeniu If. Zespół Wolf założył Darryl
        Way, znany z Curved Air skrzypek. Skład uzupełniali gitarzysta John Etheridge
        (Soft Machine, Stephan Grappelli Quintet), basista Dek Messecar (później w
        Caravan) i perkusista Ian Mosley (później w Marillion). Album „Night Music”
        zawiera odmianę rocka progresywnego o melancholijnym i trochę niesamowitym
        zabarwieniu. Najbardziej czarownymi elementami są dla mnie solówki Waya oraz
        gościnnie się udzielający i jak zwykle rewelacyjny wokalnie Hodgkinson. Trudno
        wyróżnić któryś z siedmiu wyjątkowo równych utworów, mnie szczególnie przypadł
        do gustu „Black September” w stylu If i nieco pogodniejszy od
        pozostałych „Comrade of the Nine”. Bardzo solidny album i słucham go z wielką
        przyjemnością.
      • pixie Re: IF 23.11.04, 20:32
        No proszę, można też poczytać co nieco o If po polsku:
        orpio.webpark.pl/if.htm
    • pixie Steve Hackett - Please Don't Touch! [1978] 15.11.04, 21:25
      Kto zna, ten mi przyklaśnie, kto nie zna, poznać powinien. Przy pierwszym
      przesłuchaniu uderzyło mnie zróżnicowanie materiału na tym albumie, ale wkrótce
      wszystko zaczęło mi się ze sobą ładnie układać. Gościnnie udzielają się
      znakomici wokaliści: Steve Walsh („Narnia” i „Racing in A” mogłyby stać się
      ozdobą płyt Kansas), Richie Havens, powalający na kolana w „Icarus Ascending” i
      w boskim „How Can I?”, który to utwór brzmi jak świecka kolęda oraz pani Randy
      Crawford w jazzującej balladzie „Hoping love will last”. Urocza piosenka „Carry
      Up on the Vicarage” wnosi element baśniowego humoru. O mistrzostwie Hacketta w
      operowaniu akustyczną gitarą i budowaniu nastroju świadczy solówka w „Racing in
      A”, „The Voice of Necam”, a nawet takie miniaturki jak „Land of a Thousand
      Autumns” czy „Kim”. Do tego dochodzi instrumentalne, zarazem niesamowite i
      olśniewające brawurą „Please Don't Touch”. Z każdą kolejną płytą coraz bardziej
      cenię Hacketta jako kompozytora. I cieszę się, że poznałam album „Please Don't
      Touch!” właśnie o tej porze roku. Jakbym otrzymała przedwczesny prezent
      gwiazdkowy, wyjątkowo trafiony :)
      • cze67 Re: Steve Hackett - Please Don't Touch! [1978] 15.11.04, 22:29
        Uwielbiam tę płytę! Taki trochę eksperyment Hacketta, bo wiele nagrań nie
        przypomina te, do których gitarzysta nas przyzwyczaił w Genesis czy na
        pierwszej płycie. Ale krążek jest znakomity. Do tego wspomniani wspaniali
        goście... Uczta dla uszu.
        • cze67 Re: Steve Hackett - Please Don't Touch! [1978] 05.12.04, 00:03
          A propos Hacketta i Please Don't Touch, to, jak podaje serwis W Klatce...

          Według managementu Steve'a Hacketta europejski oddział Virgin Records zamierza
          w przyszłym roku wydać remasterowane wersje czterech pierwszych solowych płyt
          gitarzysty. Jako że Virgin nie zamierza przekazać artyście praw do jego
          wczesnych nagrań, jest to jedyna metoda na poprawny remastering owych płyt.
          Remasterowane wydawnictwa są traktowane przez Virgin skromniej niż w przypadku
          Camino Records jeśli chodzi o zawartość niemuzyczną, ale wytwórnia
          zaproponowała dodanie kilku utworów dodatkowych, miałyby to być dema, strony B,
          alternatywne miksy lub nagrania koncertowe.
    • haiko Re: Muzyczne wykopaliska... 23.11.04, 21:58
      Odkryłam stare charlatans. Znałam ich kilka rzeczy, ale nie starocie,
      Szczególnie nadskakuje mi kawałek Weirdo -w kółko go puszczam. No ale
      przyzwyczaiłam się, że muszę co jakiś czas zaliczyć jakąś obsesję. Nie sądziłam
      tylko że zaszyje sie w takie rejony. O ile się nie myle nazywano to wówczas
      rave, ale jak żle kojarzę to poprosze o poprawkę.
    • pixie Quill [1970] 24.11.04, 23:18
      Nieznana amerykańska kapela z Woodstock wydała w następnym roku swoją jedyną
      płytę. Trochę się spóźniła ze swoimi wizjami, ale psychodelia w wydaniu Quill
      uderza do głowy jak zapach przejrzałych truskawek. Ciężkie brzmienie gitar,
      zdeprawowane klawisze i melancholijne wokale połączone z mętnymi eksperymentami
      muzycznymi. Chyba najlepszy utwór „They Live the Life” trwa nieco ponad
      dziewięć minut i choć jego zróżnicowana struktura wkracza nieśmiało na tereny
      rocka progresywnego, zawiera prześmieszne fragmenty, jak chóralne „tidli tidli
      łaaa”, albo „solówkę na perkusji”: bongosy, ostukiwanie szyn kolejowych (tak to
      brzmi), tudzież pokrzykiwania wojowników udających się na wojenną ścieżkę i tak
      aż do osiągnięcia etapu szaleńczego chaosu. Pierdzenie (pardon) trąbek w „BBY”
      nieudolnie pozoruje big-band. W trochę poważniejszym wydaniu całkiem udanie
      prezentuje się prawdziwie ulotna ballada „Yellow Butterfly”, mroczne i
      potężne „Thumbnail Screwdriver”, czy złowieszcze „The Tube Exuding”. „Too
      Late” - jedyna kompozycja nie stworzona przez braci Cole - przypomina mi nieco
      brzmienie Traffic (praca klawiszowca godna Winwooda). W finalnym „Shrieking
      Finally” występuje gościnnie chór potępieńców, a poza tym bardzo ciekawie się
      rozwija ten utwór przez całe siedem i pół minuty...
      W sumie - godna polecenia zabawna psychodeliczna degeneracja.
      Gdybym umiała pisać po angielsku, moja recenzja wyglądałaby tak ;):
      www.headheritage.co.uk/unsung/review/958
      Zdaje się, że ta płyta nie została wznowiona na CD. Szkoda. Bombowy soundtrack
      na Zaduszki.
    • maff1 Re: Muzyczne wykopaliska... 26.11.04, 14:14
      Atomic Rooster - In a hearing of...
      rewelacyjna płyta tego zapomnianego zespołu. Słucham jej od kilku dni. Znałem
      inne jej produkcje ale były słabe... a ta płyta to rewelacja.
      Fajne gitary, dobre klawisze..i ten nastrój... płyta została wznowiona i wydana
      w tekturowym pudełku! z ksiązeczką... jestem pod wrazeniem.
      Kaczor pewnie by powiedział - zacna to płyta.
      • argus1 Re: Muzyczne wykopaliska... 03.01.05, 00:09
        maff1 napisał:

        > Atomic Rooster - In a hearing of...
        > rewelacyjna płyta tego zapomnianego zespołu. Słucham jej od kilku dni. Znałem
        > inne jej produkcje ale były słabe... a ta płyta to rewelacja.
        > Fajne gitary, dobre klawisze..i ten nastrój... płyta została wznowiona i
        wydana
        >
        > w tekturowym pudełku! z ksiązeczką... jestem pod wrazeniem.
        > Kaczor pewnie by powiedział - zacna to płyta.

        Mam pytanie - jakie inne produkcje tej grupy słyszałeś? Bo pierwsze dwie płyty
        są rewelacyjne. Szczególnie druga "Death walks behind you" jest nie bez powodu
        zaliczana do arcydzieł tamtych lat.


    • pixie Sparks - Kimono My House [1974] 02.01.05, 23:52
      Recenzja sześciowyrazowa:
      Twórczością Sparks inspiruje się Franz Ferdinand :D
      Trochę dłuższa:
      Pochodzący z Los Angeles bracia Mael swą ekscentrycznością podbili serca
      zimnokrwistych Brytyjczyków (Sparks określani są nawet jako muzyczni Monty
      Pythoni). Płyta „Kimono My House” leżała u mnie jakieś półtora roku, zanim ją
      doceniłam, ale w końcu lepiej późno niż wcale. Powalająca muzyka, mistrzowskie
      teksty, zresztą co się będę rozpisywać, pierwsza recenzja mówi wszystko :P
      • pagaj_75 Re: Sparks - Kimono My House [1974] 03.01.05, 00:05
        Nie znam całej tej płyty, ale jest tam kawałek pt. "This Town Ain't Big Enough
        for Both of Us", który charakteryzuje się jedną z najbardziej niesamowitych
        melodii, jakie w życiu słyszałem :)
        • pixie Re: Sparks - Kimono My House [1974] 03.01.05, 00:35
          pagaj_75 napisał:

          > Nie znam całej tej płyty, ale jest tam kawałek pt. "This Town Ain't Big Enough
          > for Both of Us", który charakteryzuje się jedną z najbardziej niesamowitych
          > melodii, jakie w życiu słyszałem :)
          >
          To jest właśnie powód, dla którego mam tę płytę od półtora roku :) Polecam
          wersję tej piosenki z gościnnym udziałem Faith No More - mocne wrażenia
          gwarantowane - oraz w takim samym składzie "Something for the Girl with
          Everything". Warto usłyszeć Mike'a Pattona śpiewającego falsetem :D
    • pixie Wallenstein 09.01.05, 20:46
      Myślałam, że już żadna płyta mnie nie ruszy (oprócz arcydzieł Sparks ;), ale
      kiedy po pierwszych dźwiękach mojego ulubionego fortepianu usłyszałam skrzypce,
      nie mogłam pozostać obojętna. Te dwa instrumenty zdominowały cały album „Cosmic
      Century” [1973], co nadało mu łagodny, marzycielski charakter. Zdarzają się i
      bardziej dynamiczne utwory, jak nieco kosmiczny „Silver Arms” ze „świdrującymi”
      solówkami na gitarze, czy również mocno gitarowy instrumental „The Cosmic
      Couriers Meet South Philly Willy”. Wielbicieli space-rocka szczególnie
      zainteresować może utwór „The Marvellous Child”. Trochę mnie razi wątły głos
      Jürgena Dollase, na szczęście nie jest natrętny i na swój sposób wpisuje się w
      nastrój całości. Szkoda tylko zepsutego przez wokale, a pięknie się
      zapowiadającego utworu „Song of Wire”. Trzecia płyta zespołu Wallenstein
      oferuje niemiecki rock symfoniczny, bez fajerwerków, za to przyjemnie kojący.
      Właśnie się zapoznaję z wcześniejszą twórczością grupy i tak jak „Mother
      Universe” [1972] brzmi podobnie do trzeciej płyty, z wyłączeniem skrzypeczek
      (zauroczył mnie zwłaszcza utwór „Relics of Past”), tak debiut „Blitzkrieg”
      [1971] zawiera więcej ostrzejszych, space-rockowych pasaży, choć ja wolę te
      bardziej wyciszone miejsca, jak w „The Theme” chociażby. Ale połączenie
      dźwięków fortepianu z ciężkim brzmieniem gitary daje świetny efekt. Znacie może
      podobnie grające zespoły progresywne (im więcej fortepianu, tym lepiej)?

      Na AMG prawie nic o Wallenstein nie ma, więcej informacji można znaleźć tutaj:
      www.progarchives.com/Progressive_rock_discography_BAND.asp?band_id=565
      • cze67 Re: Wallenstein 09.01.05, 21:46
        Wielka szkoda, że nie ma na stronie chociaż jednego utworu do ściągnięcia. Z
        Twego opisu wynika, że ładne:-)...
        • pixie Re: Wallenstein 10.01.05, 00:53
          cze67 napisał:

          > Wielka szkoda, że nie ma na stronie chociaż jednego utworu do ściągnięcia. Z
          > Twego opisu wynika, że ładne:-)...
          Jakby co, wiesz gdzie mnie szukać :)
    • pixie Arthur Brown - Requiem [1982] 19.01.05, 00:03
      Arthur „Crazy World” Brown nagrał tak tajemnicze dzieło, że nawet w necie
      ciężko znaleźć o nim jakieś informacje. „Requiem” opowiada o świecie po
      zagładzie nuklearnej i podobno „to jeden z pierwszych albumów napisanych dla
      maszyny typu fairlight” (czyli „fairlight sequencer” - cóż to, u licha, jest?).
      W zasadzie nie przepadam za nadmiarem elektroniki, ale tutaj wcale mi to nie
      przeszkadza i mimo upływu czasu ta muzyka broni się zadziwiająco dobrze.
      Najlepszy na płycie utwór tytułowy wykorzystuje rytm bolera, co znakomicie
      podkręca emocje, natomiast brzmieniem przypomina jakiegoś post-punkowego
      Jarre’a. Kolejne moje skojarzenia krążą między pionierskim industrialem
      („Mechanical Masseur”, „Animal People”), a eksperymentami a la King Crimson
      („Gabriel”). Brown objawia się jako doskonały, charyzmatyczny wokalista, zaś
      wszystkie kompozycje trzymają wysoki poziom. Ze wszech miar elektryzująca
      muzyka.
      Całość do wysłuchania pod poniższym adresem :)
      www.mp3search.ru/album.html?id=15669&ref=3970
      Biografia Browna po polsku, tudzież wiele innych informacji o starym dobrym
      rocku:
      rock.w3h.net/crazyworld/brown.htm
      • pagaj_75 Re: Arthur Brown - Requiem [1982] 19.01.05, 07:15
        pixie napisała:

        > to jeden z pierwszych albumów napisanych dla
        > maszyny typu fairlight” (czyli „fairlight sequencer” - cóż to
        > , u licha, jest?).

        potężna (jak na swoje czasy) muzyczna stacja robocza:
        www.vintagesynth.org/misc/fairlight_cmi.shtml
        • pixie Re: Arthur Brown - Requiem [1982] 22.01.05, 23:04
          pagaj_75 napisał:

          > pixie napisała:
          >
          > > to jeden z pierwszych albumów napisanych dla
          > > maszyny typu fairlight” (czyli „fairlight sequencer” -
          > cóż to
          > > , u licha, jest?).
          >
          > potężna (jak na swoje czasy) muzyczna stacja robocza:
          > www.vintagesynth.org/misc/fairlight_cmi.shtml

          Dzięki :) Bardzo efektownie wygląda ta maszyna. I brzmi ciekawie.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka