nemrrod
24.06.04, 10:44
Dlaczego Japończycy są uprzywilejowani? Dlaczego co drugi wykonawca wydaje w
Japonii specjalne wydawnictwa, zbiory rzadkich nagrań, a do albumów dodaje
bonusowe utwory? Zastanawiam się czym na to sobie Japończycy zasłużyli. Może
nie korzystają z p2p, tylko kupują mnóstwo płyt i w ten sposób utrzymują przy
życiu koncerny płytowe?
Jakiś czas temu pojawiła się informacja, że Radiohead szykują specjalne
wydawnictwo z niepublikowanymi nagraniami i remiksami, które ukaże się tylko
w Japonii. Fani z reszty świata poczuli się zawiedzeni i rozczarowani, ale
część nie poddała się wydając mnóstwo kasy, kupując Com Lag w sklepach
internetowych (43$ na Amazonie).
Okazało się jednak, że Com Lag to wcale nie zbiór rzadkich, niewydanych dotąd
nagrań. Wydawnictwo ma podtytuł "2+2=5" i jest po prostu rozszerzonym
singlem. Wszystkie utwory, które się na nim znalazły ukazały się wcześniej na
singlach There There, Go To Sleep oraz 2+2=5.
Wersja live utworu 2+2=5 to zdaje się jedyny "rarytas". Cóż z tego, skoro
jest to jedynie przyzwoite, wierne oryginałowi wykonanie...A co dalej?
Cenię Cristana Vogel'a. Można powiedzieć, że to on wprowadził mnie w świat
elektroniki. Ale Remyxomatosis, jego remiks Myxomatosis, jest słaba. Zimny
beat, jakieś stukanie, nie współgrają z wokalem. Utwór niby ma jakąś
dramaturgię, niepokojąca atmosfera gęstnieje, ale dla mnie jest to
nieprzekonujace. I Will (L.A. Version) - ładne nagranie w wersji unplugged,
melancholijna melodia, ale od Radiohead spodziewałbym się czegoś więcej. To,
że umieją grać takie piosenki to ja wiem. Lubię utwory, które znalazły się na
singlu There There. Paperbag Writer - niepokojący, z ciekawą partią smyków,
trochę egzotyczny, w sumie dość zaskakujący. Where Bluebirds Fly, kończący
Com Lag, jest jeszcze bardziej niepokojący, mroczny, z elektronicznym beatem
i wokalem, który mi kojarzy się trochę z Dollars&Cents.
I Am A Wicked Child - lekko bluesowa, z harmonijką ustną. I tu podobnie jak z
I Will - fajny utwór, ale jak na Radiohead...
Następny jest I Am A Citizen Insane. Beat jak w koncertowej wersji Idioteque,
pozytywny klimat, czekam kiedy pojawi się wokal, albo jakaś melodia. A utwór
nagle się kończy...
Nie jestem wielkim fanem twórczości Four Tet. A Skttrbrain, remiks
Scaterbrain, utrzymany jest w bardzo fourtetowym stylu - nerwowy beat, trochę
dziwnych dźwięków i charakterystczne dzwonki. Wypada to lepiej niż remiks
Voglel'a.
Gagging Order - ta sama historia co w przypadku I Will i I Am a Wicked
Child...zwykła akustyczna ballada, nawet gorsza chyba od poprzednich. O co
chodzi? Czy to jakiś żart? Czy panowie postanowili wyluzować i odciąć się
nieco od swojego "intelektualistycznego" wizerunku? Czy chcieli pokazac, że
potrafią jeszcze grać zwykłe piosenki?
Fog to ładny utwór (ukazał się na Knives Out). Ale wersja live jest jest
jeszcze ładniejsza. W ogóle utwory Radiohead zagrane na fortepianie mają swój
urok. Mój typ ostatnio to Like Spinning Plates. Patrz też zaaranżowane na
fortepian wersje Christophera O'Riley'a. Fog (Again) rozwija się bardzo
ładnie, ale konczy jakby w połowie, trwa nieco ponad dwie minuty. A potem
tylko "Goodnight everybody"....i prawie koniec. Jest jeszcze wspomniane Where
Bluebirds Fly.
Reasumując:
1.sens tego wydawnictwa jest dla mnie niejasny
2.nie są to jakieś super-rzadkie nagrania
3.nie są to jakieś wybitne utwory
4.jak na Radiohead są to rozczarowujące utwory
5.płyta jest niespójna, ma jakby dwa bieguny: elektroniczny i akustyczny
6.Quo vadis, Radiohead?
Dziękuję za uwagę. :)