Dodaj do ulubionych

Najwspanialsze albumy koncertowe

07.07.04, 15:36
Red Hot Chilli Pepers wydaja plyte koncertowa:
muzyka.interia.pl/news?inf=519938
co bedzie dla nas natchnieniem do zajmujacej dyskusji o naszych ukochanych
albumach koncertowych.

Hawkwind "Space Ritual". Od tej plyty rozpoczalem sluchanie tego zespolu. I musze
powiedziec, ze przez pewien czas czulem sie zawiedziony plytami studyjnymi, ktore
nie dorownywaly poziomem owym nagraniom koncertowym. Na "Space Ritual" ten
metalowo-psychodeliczno-art rockowy zespol przedstawil wspanialy, spojny material.
Utwory sa bogato zaaranzowane a calosc zabija sila, dynamizmem, radoscia grania.
A linia basu w konczacym plyte Master of the Universe po prostu zwala z nog.
Obserwuj wątek
    • joseph80 Re: Najwspanialsze albumy koncertowe 07.07.04, 16:31
      Space Ritual, racja piekny koncert. Od bardzo dawna uwielbiam płyty koncertowe,
      i zazwyczaj jeżeli zapoznaję się z jakimś nowym (dla mnie ) zespołem to od płyt
      koncertowych. Płyty koncertowe, wg mnie, dopiero ukazują ile jest wart dany
      zespół, czy rzeczywiście muzycy potrafią grać, czy się rozumieją itp. itd.
      Niejednokrotnie wersje koncertowe utworów mają jakąś większą siłę, magię od
      wersji studyjnych. Jest jednak pewna rzecz która mnie, może nie denerwuje, ake
      na pewno razi. Są to takie zabiegi do jakich na ostatnich trasach przywyczaili
      nas PF, czyli 3 członków właściwiego zespołu + około 10 wynajętych muzyków. I
      wszyscy grają jota w jotę (lub raczej nutka w nutkę:) dokładnie to samo c o na
      płytach. To jest wg mnie mordowanie istoty koncertu. Wersje koncertowe
      spełniają swoją rolę jeżeli są odpowiednio ubarwione, jezeli są pozmieniane w
      stosunku do wersji studyjnych, i gdy w niektórych kawałkach są okienka na
      improwizację.

      Moje ulubione płyty? Jest ich wiele, bardzo wiele i bezduszne wymienianie
      raczej nie ma sensu:) (ale może później napiszę o kliku bezapelacyjnie
      najważniejszych)

      pzdr
      Jos
    • joseph80 Made In Japan 08.07.04, 19:26
      Zespołu Deep Purple. Jedna z najwspanialszych koncertówek, jakie słyszałem.
      Pełna energii, siły. Muzycy w kapitalnej, bez wątpienia, życiowej formie.
      Wspaniałe wersje utworów, wiele ciekawych solówek, intrygujace pojedynki
      Gillan - Blackmore. Słychać, że muzyka i granie sprawia im i publiczności
      niebywałą przyjemność. Płyta ani trochę się nie postarzała. Pierwszy raz
      słyszałem ją bardzo dawno temu, ale wciąż mi się podoba. Choć ma jedną wadę. Po
      wysłuchaniu tej płyty już nigdy nie miałem chęci na słuchanie studyjnych
      odpowiedników, utworów zawartych na tej płycie koncertowej.

      pzdr
      Jos
      • cze67 Re: Made In Japan 08.07.04, 19:37
        Ciekawe, że Gillan miał podobno wówczas chore gardło. Ja tam nie słyszę tych
        dolegliwości.
        • joseph80 Re: Made In Japan 08.07.04, 19:41
          cze67 napisał:

          > Ciekawe, że Gillan miał podobno wówczas chore gardło. Ja tam nie słyszę tych
          > dolegliwości.

          Pierwszy raz o tym słyszę:), jeśli miał chore, to aż strach pomyśleć co
          wyprawiał w pełni sił:D
        • ihopeyouwilllikeme Re: Made In Japan 10.07.04, 11:22
          cze67 napisał:

          > Ciekawe, że Gillan miał podobno wówczas chore gardło. Ja tam nie słyszę tych
          > dolegliwości.

          Ściślej biorąc miał bronchit.
      • gregkor Re: Made In Japan 09.07.04, 11:07
        joseph80 napisał:

        > Zespołu Deep Purple. Jedna z najwspanialszych koncertówek, jakie słyszałem.
        > Pełna energii, siły. Muzycy w kapitalnej, bez wątpienia, życiowej formie.
        > Wspaniałe wersje utworów, wiele ciekawych solówek, intrygujace pojedynki
        > Gillan - Blackmore. Słychać, że muzyka i granie sprawia im i publiczności
        > niebywałą przyjemność. Płyta ani trochę się nie postarzała. Pierwszy raz
        > słyszałem ją bardzo dawno temu, ale wciąż mi się podoba.

        Też bardzo lubię Made In Japan, to jedna z pierwszych płyt jaką nabyłem..utwór,
        który mnie powalił na kolana to Lazy (zwłaszcza partia na klawiszach), jedyna
        dziwną rzeczą jest to, że wolę studyjną wersję Child In Time....tzn. ta
        koncertowa jest dobra, ale studyjnej nie przebiła...
        Apropos koncertów to ja też je wole niz płyty studyjne, faktycznie muzycy mają
        pole do popisu, pole do improwizacji do dialogów miedzy instrumentami, do gier
        między muzykami. Jedną z moich ulubionych płyt koncertowych jest "Live in
        Europe" saxofonisty Billa Evansa, grał tam materiał między innymi z
        płyty "Push" i materiał ten brzmi o wiele lepiej na koncertówce.

        pozdr
    • joseph80 Welcome Back, My Friends... 09.07.04, 17:30
      Czyli mowa o rewelacyjnej płycie koncertowej zespołu Emerson, Lake & Palmer.
      Płyta wydana w 1974, pierwotnie na 3 płytach winylowych. Wspaniała forma
      muzyków, chyba najczęściej wracam do tej płyty ze wszystkich wydawnictw ELP.
      Płyta ma kilka powalających momentów np. wspaniała, niemal 30 minutowa wersja
      Tarkusa, z ciekawą improwizowaną częścią. W tym utworze jest też moment gdy
      Lake uderza z niesamowitą siłą przetworzonym dźwiękiem basu. Pamiętam gdy
      słuchałem tego pierwszy raz, niemal mnie zatkało;), a jest jeszcze przecież na
      tej płycie 36 minutowa wersja Karn Evil 9, wspaniałe popisy solowe Emersona na
      fortepianie, intrygująca Toccata, i wiele innych wspaniałych utworów.

      pzdr
      Jos
      • cze67 Re: Welcome Back, My Friends... 09.07.04, 17:31
        Kurcze, tyle dobrego słyszałem o tej płycie a nigdy nie było okazji, żeby jej
        posłuchać...
        • joseph80 Re: Welcome Back, My Friends... 10.07.04, 10:39
          Jest jeszcze dodatkowa ciekawostka w utworze Tarkus. Lake śpiewa kilka linijek
          Epitaph, całkiem o tym zapomniałem;)

          pzdr
          Jos
          • cze67 Re: Welcome Back, My Friends... 10.07.04, 11:42
            Zdaje się że, podobnie jak "Seconds Out" Genesis, "Welcome Back..." podsumowuje
            najciekawszy okres twórczości zespołu. Czyż tak?
            • joseph80 Re: Welcome Back, My Friends... 12.07.04, 22:22
              cze67 napisał:

              > Zdaje się że, podobnie jak "Seconds Out" Genesis, "Welcome Back..."
              podsumowuje
              > najciekawszy okres twórczości zespołu. Czyż tak?

              Ależ oczywiście, drogi Cze. A gdy już jesteśmy przy Seconds Out, muszę
              przyznać, że dużo bardziej lubię ten album niż "Live". Ta płyta daje nam
              pojęcie jak było na tych koncertach, niemal można poczuć ten koncertowy klimat.
              Na albumie znalazły się wspaniałe wersje utworów, może niezbyt różniące się od
              wersji studyjnych, jednak mające to "coś", co powoduje, że chętnie wracam do
              tej płyty. Collins wyśmienicie sobie radzi z partiami wcześniej śpiewanymi
              przez Gabriela. Solówka Hacketta w Firth Of Fifth jeszcze lepsza niż na
              studyjnej płycie. Jedyny zarzut jaki mam wobec tej płyty, to stanowczo za mało
              utworów z płyty Wind & Wuthering (tylko jeden), a w końcu wtedy to była
              ostatnia studyjna płyta Genesis.

              pzdr
              Jos
              • cze67 Re: Welcome Back, My Friends... 12.07.04, 22:45
                Zgadzam się z powyższym w całości, oprócz ostatniego zdania. A propos Wind and
                Wuthering to rzeczywiście na skandal zakrawa fakt, że na Seconds nie znalazł
                się np. znakomitego 11 Earl of Mar, który był wówczas w ich repertuarze
                koncertowym (zrehabilitowali się potem wstawiając ten utwór na czwartą stronę
                Three Sides Live, ale już z innej trasy, bez Hacketta) czy może jeszcze
                bardziej wspaniałego Inside and Out...
                • cze67 Re: Welcome Back, My Friends... 12.07.04, 22:50
                  cze67 napisał:

                  że na Seconds nie znalazł się

                  ..."nie znaleźli miejsca" miało być. Ale nie jest, i wyszło niegramatycznie. Za
                  co przepraszam.
    • dziewczyna_mickiewicza Re: Najwspanialsze albumy koncertowe 12.07.04, 22:50
      dmb "live - central park". oni w ogole wspaniale wypadaja na zywo, ale ten
      koncert jest wyjatkowy. zawiera wszystkie utowory, ze ktore uwiekbiam dave'a
      mattewsa & co. w ciekawych koncertowo aranzacjach, zagranych z tym
      specyficznym, pozytywnym powerem dmb.
      piekna plyta, naprawde:)
    • joseph80 Daft Punk, Alive 1997 20.07.04, 16:24
      Świetna płyta koncertowa. Daft Punk zespół kojarzony z mdłymi utworami w
      stylistyce lekkiego techno. Ale ta płyta koncertowa rządzi. Jest na niej tylko
      jeden kawałek, 45 minutowy. Jedna wielka improwizacja, oparta na kilku motywach
      z pierwszej płyty. Mnie album zachwycił, współczesna muzyka elektroniczna w
      najlepszym wydaniu. Jeśli znacie tylko single tego zespołu i płyty studyjne, to
      właściwie nie znacie jego możliwości.

      pzdr
      Jos
      • argus1 re:Rory 21.07.04, 12:22
        Rory Gallagher "Irish tour" (1974)
        Nie znam bardziej porywajacej plyty koncertowej. Gallagher mial
        nieprawdopodobna wrecz latwosc grania - kazdy kto kocha dzwieki gitary musi po
        prostu te plyte poznac.
        • cze67 A inni mają tak: 02.08.04, 22:44
          www.cgm.pl/aktualnosci/wyswietl.php?O_NEWS=5060786
          • ilhan Re: A inni mają tak: 02.08.04, 22:47
            Dlaczego pismo zajmujace sie tylko pewnym dzialem rocka, orzeka na temat
            calosci?
            • jotesz Colloseum Live 06.08.04, 13:18
              !!!
              • jotesz Re: Colloseum Live 06.08.04, 13:20
                oraz The Allman Brothers Band – At Fillmore East (2cd)
                • cze67 Rammstein - Live Aus Berlin 14.08.04, 21:31
                  Dopisuję z czystym sumieniem choć... nigdy nie słyszałem tej płyty. Tzn. nie
                  słyszałem na CD bo mam ten koncert na DVD. I choć sama oprawa koncertu robi nie
                  mniejsze wrażenie niż muzyka, myślę, że "Live Aus Berlin" (bez wizji) spokojnie
                  może predystynować (a na pewno w moich uszach) do miana jednej z najlepszych,
                  najbardziej energetycznych płyt koncertowych.
            • ihopeyouwilllikeme Re: A inni mają tak: 14.08.04, 21:40
              ilhan napisał:

              > Dlaczego pismo zajmujace sie tylko pewnym dzialem rocka, orzeka na temat
              > calosci?

              Ojej, przecież wiadomo, że oni mają na myśli " klasyczny rock ", nie muszą
              przecież tego wszędzie zaznaczać.
    • frank_76 Re: Najwspanialsze albumy koncertowe 14.08.04, 23:51
      "Stop Making Sense" Talking Heads - niesamowita energia, "muzykalność",
      perfekcyjne wykonania, a z drugiej strony ten nowofalowy posmak i bzik Byrne'a.
      Uwielbiam tego słuchać! Jest w tym koncercie coś fenomenalnego.

      "Paris" The Cure - bodaj jedyne oficjalne wydawnictwo koncertowe The Cure (nie
      liczę tu DVD "Trilogy"), na którym udało się uchwycić magię ich udanego, dość
      mrocznego występu. "At Night" po prostu poraża swą transcendentalną głębią.

      "Secret World" Gabriela - olbrzymią zasługą tego faceta jest mocny, wzruszający
      osobisty przekaz w stadionowych okolicznosciach koncertowych. Poza tym w ogóle
      Gabriel jest niepowtarzalnym gościem, przed którym czapki z głów, frajerzy! :)

      To te trzy na razie bym dodał...
      • cze67 Re: Najwspanialsze albumy koncertowe 14.08.04, 23:55
        frank_76 napisał:

        > "Stop Making Sense" Talking Heads
        > "Secret World" Gabriela

        Całkowita zgoda. Dla mnie to też szalenie ważne koncerty.
    • d84 Re: Najwspanialsze albumy koncertowe 15.08.04, 00:21
      Najwspanialszy to raczej nie jest, ale "Youth Are Getting Restless" Bad Brains
      charakteryzuje się czymś rzadko spotykanym - utwory live brzmią czyściej,
      bardziej przejrzyście niż ich wersje studyjne :)
      • cze67 Re: Najwspanialsze albumy koncertowe 15.08.04, 12:54
        ... i jest tam fajna, dubowa, wersja Day Tripper Beatlesow...
    • joseph80 James Brown "Love, Power, Peace" 10.10.04, 22:58
      Kurde, normalnie ten koncert mnie powalił. Świetna jazda, wiele improwizacji i
      zabawy z grania, wspaniała sekcja dęciaków, funk, funk, i jeszcze raz funk:).
      Dopiero 4 razy słuchałem, a już wiem, że to dzieło wybitne:)

      pzdr
      Jos
      • jazzfoxy Re: James Brown "Love, Power, Peace" 11.10.04, 14:44
        W jazzie takich albumow jest mnostwo!
        Jednym z ostatnio poznanych przeze mnie, jest powalajacy koncert
        Johna Coltrana z Sandersem "Live in Seattle".
        Jest to ciezka muzyka, ale to co co Coltrane z Sandersem tam wyprawiaja,
        to jest niesamowite!
        • jazzfoxy Re: jeszcze jazz... 11.10.04, 14:52
          Musze jeszcze napisac o koncercie Elvina Jonesa "Live In Europe",
          szczegolnie "Doll Of The Bridge", to jest taki CZAD, ze mozna sie rozchorowac!
          Sorry, ale w muzyce rockowej jakos nic mnie juz tak nie porusza.
          To jest GRANIE!
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka