Dodaj do ulubionych

a sufjan stevens ?

30.12.04, 13:21

Przyznaję, o tym artyście dowiedziałem się z niesławnego porcysia. Ale jak
mało co z rzeczy tam lubianych, płyta stevensa pt. "Greetings from
Michigan..." mnie kompletnie rozbiła. Współczynnik przekaz/forma ;) daje się
porównać chyba tylko z Iron and Wine - piękna i mocna akustyczna płyta. Więc
jestem ciekaw waszych opinii - znacie, lubicie ? Może znacie inne płyty w/w ?
Obserwuj wątek
    • kubasa Re: a sufjan stevens ? 30.12.04, 13:29
      Znamy, lubimy, kiedys tam napisalem o tym pare slow. Tegoroczne "Seven Swans"
      niewiele gorsze. Choc gorsze :).
    • nemrrod Re: a sufjan stevens ? 30.12.04, 13:48
      A ja o Sufjanie po raz pierwszy przeczytałem na sławnym Screenagers:) A
      bezpośredni impuls do poznania przyszedł dzięki aimarkowi. I tak "Greetings from
      Michigan" stała się jedną z trzech moich ulubionych płyt roku 2004, które nie
      wyszły w 2004 roku :) A Stevens został moim ulubionym singer/songwriterem. Choć
      pozostałych płyt nie znam:) Interesuje mnie zwłaszcza elektroniczny "Enjoy Your
      Rabbit". No i wyszła też reedycja debiutu jakiś czas temu.
      • janek0 Re: a sufjan stevens ? 30.12.04, 14:01

        > No i wyszła też reedycja debiutu jakiś czas temu.
        "A Sun Came" ? Właśnie słucham. Gorsze of Greetings, ale ciągle bardzo mocne.
    • nemrrod Re: a sufjan stevens ? 07.02.05, 18:53
      Chciałem tylko napisać, że "Seven Swans" jest bardzo piękne. Podoba mi się
      trochę mniej niż "Greetings...", ale nie wiem czy można powiedzieć, że to
      "gorsza" płyta. Jest inna, niesie całkiem inne emocje. "Sister" - utwór, w
      którym zakochałem się dawno temu, słuchając go w jakości 64 kbps... Cały czas
      wzrusza tak samo... Dalej podniosły utwór tytułowy, pełen nadziei "The
      Transfiguration", zwiewny "All the Trees...". Bardzo ładna płyta.
    • grimsrund Re: a sufjan stevens ? 08.02.05, 00:35
      Przez całe lata nazwisko Stevens i imię zaczynające się na S. kojarzyły mi się
      nieodmiennie z pewnym enerdowskim w formie i wyjątkowo marnym naśladowcą
      Elvisa, który szalał na antenach radyj i telewizorów schyłkowego PRL-u. Z
      powodu tejże zbieżności długo nie mogłem przemóc się, by rozpocząć
      przygotowania do rozpoczęcia zapoznawania się z opiniami na temat twórczości
      pana Sufjana. Ostatecznie jednak ciekawość zwyciężyła i w rezultacie
      postanowiłem wyrobić w sobie postanowienie o rozpoczęciu niezobowiązujących
      poszukiwań twórczości płytowej pana S.

      Znaczy - facet chyba jest naprawdę niezły :)
      • grimsrund Re: a sufjan stevens ? 24.08.05, 03:25
        Zgodnie z obietnicą złożoną zaczłem więc ostatnio - od SEVEN SWANS.

        Ależ to śliiiczne jest!! Zwłaszcza ALL THE TREES, cudny tytułowy i SISTER,
        która wymiotła mnie dokumentnie. Banjo rulez!!! :))
        • grimsrund Re: a sufjan stevens ? 25.08.05, 19:40
          A teraz już po ILLINOISE.

          Gość jest naprawdę potężny. Chylę czoła do samej ziemi.
          • grimsrund Re: a sufjan stevens ? 18.09.05, 23:42
            A teraz po A SUN CAME i ENJOY YOUR RABBIT. Pierwsza jeszcze jakoś się w banjo-
            paradygmacie zmieściła (chwilami z trudem :)) ), ale druga... nikt mi nie
            powiedział, że Stevens robi sobie tam jakieś Autechre! To się nazywa
            wszechstronny artysta!

            Ale jednak te nowsze bardziej mi się podobają - takiego gusta mam, i już.
    • pagaj_75 Re: a sufjan stevens ? 24.08.05, 08:58
      Słucham od jakiegoś czasu "Ilinois". No i podoba się, ale nie zachwyca. Wszystko
      jest fajnie, jest lekko melancholijnie, czasami skocznie i wesoło, noga sama
      chodzi, uśmiech na facjacie, itd. Ale gdy tylko płyta się kończy, ja natychmiast
      o niej zapominam i jakoś nie odczuwam wielkiej potrzeby wracania do niej. Ale
      dam jeszcze szansę "Michigan", może to ona zachwyci.
      • janek0 Re: a sufjan stevens ? 24.08.05, 11:45
        pagaj_75 napisał:

        > Wszystko jest fajnie, jest lekko melancholijnie, czasami skocznie i wesoło, ?
        > noga sama chodzi, uśmiech na facjacie, itd.
        O, widzisz, i tu jest błąd, bo wcale tu nie chodzi o melodie. Mimo wszystko, SS
        to jest songwriter, i teksty mają znaczenie. Poczytaj teksty - one są mało
        zrozumiałe jak się nie zna kontekstu, ale jeśli się włoży trochę wysiłku w ich
        odcyfrowanie, to można się zdziwić.
        • aimarek Re: a sufjan stevens ? 24.08.05, 12:57
          janek0 napisał:

          > O, widzisz, i tu jest błąd, bo wcale tu nie chodzi o melodie. Mimo wszystko, SS
          > to jest songwriter, i teksty mają znaczenie. Poczytaj teksty - one są mało
          > zrozumiałe jak się nie zna kontekstu, ale jeśli się włoży trochę wysiłku w ich
          > odcyfrowanie, to można się zdziwić.

          Dokładnie tak. Przecież "John Wayne Gacy, Jr." czy "Casimir Pulaski Day" to są
          ciarki po prostu.
      • pagaj_75 hmmm 28.08.05, 13:48
        Już wiem co jest nie tak z tą płytą ("Ilinois"), jeśli chodzi o mnie. Nie,
        Janku, tu nie chodzi o niezrozumienie tekstów, bo trochę kumam o co w nich biega ;)
        Chodzi o rzecz o wiele bardziej prozaiczną: ta płyta jest po prostu,
        najzwyczajniej w świecie... za długa! Jeszcze przez pierwszą połowę udaje mi się
        utrzymać skupienie na niej, ale gdzieś po "The Man of Metropolis..." gubię się.
        Nagle te wszystkie urozmaicone przecież aranżacyjnie kawałki zaczynają się
        zlewać w jednolitą, bezkształtną masę, i nawet ciekawsze fragmenty ("They Are
        the Night Zombies!", "The Tallest Man...") nie są już w stanie mnie ruszyć.
        Łapię się na tym, że bardziej niż na ładne melodie, ciekawe teksty czy fajne
        aranżacje czekam na to aż skończą. "Michigan" też jest takie długie?
        • pagaj_75 hmmm - postscriptum 28.08.05, 13:51
          Swoją drogą, chyba się starzeję. Kiedyś bez problemu łykałem prog-rockowe
          potwory zajmujące dwie płyty, z utworami trwającymi po 20 minut, a teraz w
          takich ilościach wchodzą mi tylko ambientowe buczenia.

          A na "Ilinois" najbardziej podobają mi się tytuły utworów :)
        • pszemcio1 Re: hmmm 28.08.05, 15:30
          pagaj_75 napisał:

          > Chodzi o rzecz o wiele bardziej prozaiczną: ta płyta jest po prostu,
          > najzwyczajniej w świecie... za długa!

          no właśnie ja tak miałem poczatkowo , ale przy michigan. jestem raczej
          zwolennikiem albumów 40-50 minutowych. czesto długosc płyty moze spieprzyc
          nawet najlepszy materiał. ale do michigan na pewno warto siegnąć no to
          płyta...jakby to ująć...GENIALNA
        • janek0 Re: hmmm 28.08.05, 17:15
          pagaj_75 napisał:

          > Nagle te wszystkie urozmaicone przecież aranżacyjnie kawałki zaczynają się
          > zlewać w jednolitą, bezkształtną masę, i nawet ciekawsze fragmenty ("They Are
          > the Night Zombies!", "The Tallest Man...") nie są już w stanie mnie ruszyć.
          > Łapię się na tym, że bardziej niż na ładne melodie, ciekawe teksty czy fajne
          > aranżacje czekam na to aż skończą. "Michigan" też jest takie długie?
          Gdybym był złośliwy, to bym powiedział, że tak się kończy słuchanie jakichś
          elektronicznych łupanek :] Ale, jak powszechnie wiadmo, złośliwy nie jestem,
          więc nie powiem.

          A michigan ma 66 minut, za to seven swans niecałe 50.
        • nemrrod Re: hmmm 31.08.05, 21:44
          pagaj_75 napisał:

          > ta płyta jest po prostu,
          > najzwyczajniej w świecie... za długa!

          Dokładnie, też mi się wydaje, że jest trochę za długa. Ale z drugiej strony, gdy
          zastanawiam się, którego utworu mogłoby nie być, nie potrafię żadnego wskazać.
          Jedynie "Out Of Egypt" mogłoby być trochę krótsze. O "Greetings from Michigan"
          też mówiono, że jest za długa, ale dla mnie jest ok. Natomiast największy
          problem jest z "Enjoy Your Rabbit" - ta płyta jest dokładnie o połowę, czyli o
          dokładnie 40 minut, za długa. Bardzo jednolite brzmienie sprawia, że płyta brzmi
          jak wariacje na jeden temat zagrane na jednej konfiguracji i ustawieniach
          sprzętu. Mimo wszystko podoba mi się (bo przecież połączenie sufjanowej melodyki
          z elektroniką a la Mouse on Mars musiało mi się spodobać ;)) ale przebrnięcie
          przez całość to jednak wyczyn :)
    • mechanikk Re: a sufjan stevens ? 24.08.05, 10:37
      a ja mam glupie pytanie, jak sie wymawia to egzotyczne imie, he?
      Ile razy mam to glosno powiedziec to mnie gnebi, pod tym wzgledem Shakin'
      Stevens ma zdecydowana przewage ;))
      • ilhan Re: a sufjan stevens ? 24.08.05, 10:41
        Ja zawsze czytałem je tak jak po polsku.
        • mechanikk Re: a sufjan stevens ? 24.08.05, 10:48
          ja tez, ale niepewnosc pozostaje ;) ciekawe jak angole sobie z tym radza? jak
          czytac z angielska to brzmi to dosc debilnie.
          • ilhan Re: a sufjan stevens ? 24.08.05, 10:58
            "Soof-yahn" - tak podobno mówi sam Stevens.
            • roar Re: a sufjan stevens ? 24.08.05, 13:24
              ilhan napisał:

              > "Soof-yahn" - tak podobno mówi sam Stevens.

              ...czyli tak, jak po polsku, dammit...! :)

              ...ech, ja z kolei od początku czytałem go po angielsku i IMHO "safdżen" brzmi naprawdę świetnie. I stand corrected, tho. :)
    • grimsrund Re: a sufjan stevens ? 25.10.05, 20:44
      Pewnie z tym wyskoczę jak filip z konopi bo wszyscy fani już znają, ale dopiero
      wczoraj wpadłem na trop tej cudowności:

      www.chattablogs.com/quintus/archives/019666.html

      Cały album SS z piosenkami / pieśniami bożonarodzeniowymi, nagrany chyba,
      podobnie jak SEVEN SWANS, z rodziną Smithów, bo w tymże oszczędnym stylu
      utrzymany. Osobiście już teraz zostałem przez tę płytę sprowadzony do parteru,
      i już wiem co będzie brzmieć w moim domu w okresie świątecznym :)
      • mechanikk Re: a sufjan stevens ? 25.10.05, 21:31
        Super.
        Dzieki.
        Problem soundtracku do Chrysmasa załatwiony :)
    • nemrrod Sufjan sprofanowany 14.03.06, 23:32
      savefile.com/projects.php?pid=272176
      Utwory z "Illinois" zremiksowane przez projekt o nazwie "mc DJ" (lol) w
      konwencji tandetny beat + wiewórki na wokalu. Nie polecam osobom bez poczucia
      humoru. Jak dla mnie genialne.

      Najlepsze w tym wszystkim jest to, że takie zabiegi pokazują, jak genialne są
      kompozycje Sufjana. Jaka tkwi w nich siła. Weźmy takie "Casimir Pulaski Day" -
      nawet wiewiórki nie są w stanie tego utworu zepsuć, obrzydzić, umniejszyć jego
      wagę, ani nawet teledysk zrobiony przy pomocy gry "The Sims" (mogę zuploadować,
      jeśli ktoś ciekaw).

      PS. "Let's Hear That String Part Again" w wersji breakbeat, lol :))
      • kubasa Re: Sufjan sprofanowany 14.03.06, 23:36
        Jestem ciekaw tych simsów.
        • nemrrod Re: Sufjan sprofanowany 14.03.06, 23:49
          Robi się, zaraz będzie link. Tymczasem polecam "Man Of Metropolis" w rytmie
          electro, ja wymiękam :))
          • nemrrod Re: Sufjan sprofanowany 15.03.06, 00:08
            tinyurl.com/eaqmg (Rapidshare, wmv, 20 MB)
            • grimsrund Re: Sufjan sprofanowany 15.03.06, 00:11
              Ja wymiękłem przy wiewiórczej wersji THE SEER'S TOWER :))

              W sumie śmieszne to wszystko, ale ja sie pytam: PO CO???
              • nemrrod Re: Sufjan sprofanowany 15.03.06, 00:17
                grimsrund napisał:

                > W sumie śmieszne to wszystko

                Sam dałeś sobie odpowiedź :)
    • mechanikk Nowy (?) Sufjan. 07.04.06, 20:03
      Z Piczforka:

      Last night, Asthmatic Kitty announced that on July 25, it will release "The
      Avalanche: Outtakes and Extras from the Illinois Album". The disc collects
      material originally written for Pitchfork's favorite album of last year,
      revisited by Sufjan in late 2005 and early 2006. It includes three versions of
      standout track "Chicago", songs concerning Saul Bellow, Ann Landers, Adlai
      Stevenson, and Henry Darger, and musical contributions from drummer James
      McAlister, trumpeter Craig Montoro, singers Shara Worden and Katrina Kerns,
      and, of course, Rosie Thomas.

      In typical Sufjan fashion, the tracklist is an adventure unto itself:

      01 The Avalanche
      02 Dear Mr Supercomputer
      03 Adlai Stevenson
      04 The Vivian Girls Are Visited in the Night by Saint Dargarius and His
      Squadron of Benevolent Butterflies
      05 Chicago (Acoustic Version)
      06 The Henney Buggy Band
      07 Saul Bellow
      08 Carlyle Lake
      09 Springfield, or Bobby Got a Shadfly Caught in His Hair
      10 The Mistress Witch From McClure (Or, The Mind That Knows Itself)
      11 Kaskaskia River
      12 Chicago (Adult Contemporary Easy Listening Version)
      13 Inaugural Pop Music for Jane Margaret Byrne
      14 No Man's Land
      15 The Palm Sunday Tornado Hits Crystal Lake
      16 The Pick-up
      17 The Perpetual Self, or "What Would Saul Alinsky Do?"
      18 For Clyde Tombaugh
      19 Chicago (Multiple Personality Disorder version)
      20 Pittsfield
      21 The Undivided Self (For Eppie and Popo)


      Mam się bać?
      • grimsrund Re: Nowy (?) Sufjan. 07.04.06, 21:23
        Jakie bać? Dawać to, byle rychło!! :)))
      • grimsrund Re: Nowy (?) Sufjan. 14.04.06, 21:14
        Porcyś zapodał dziś linka do THE AVALANCHE:

        s46.yousendit.com/d.aspx?id=1VNHM65F6ECOF1P1C14KE59W2U
        • nemrrod Re: Nowy (?) Sufjan. 14.04.06, 21:30
          Ale "The Avalanche" to już dość stary kawałek, znam go od dawna, wydawało mi
          się, że to odrzut z "Michigan"...
          • grimsrund Re: Nowy (?) Sufjan. 14.04.06, 21:33
            Skoro tak, to pewnie jeden z tych "revisited by Sufjan in late 2005 and early
            2006" ;)
    • pytajnick Wywiad na pitchforku 20.05.06, 20:14
      www.pitchforkmedia.com/interviews/s/stevens_sufjan-06/
    • pytajnick I jeszcze a propos Sufjanowego zamiaru... 21.05.06, 15:48
      ...by nagrać płytę o każdym ze stanów USA, co wydawało mi się zamiarem z góry
      skazanym na porażkę i w ogóle marzenia.:

      "Summer 2000 marked another Bach anniversary, with the 250th anniversary of his
      death in 1750. Teldec is celebrating by releasing a complete set of his works a
      suitcase containing 1,200 compositions on 153 CDs."

      (...)

      "Experts believe at least half of Bach's works are missing."
    • pytajnick a illinois 22.05.06, 13:40
      Skoro tak podrzucam wątek co chwilę, to skorzystam i przyznam się, że nie mogę
      wyjść z podziwu nad "Illinois". Słucham tego dziełka intensywnie (podkreślam!)
      od jesieni 2005, słucham i nasłuchać się nie mogę. Były większe fajerwerki w
      tamtym roku, ale żaden tyle nie przetrwał, nie da się ich słuchać częściej niż
      raz na miesiąc a nawet rzadziej. Żaden nie cieszy już tak drobnymi szczegółami,
      jak w Sufjanie co drugie wejście instrumentów czy głosów. Już sam sposób
      nagrania głosu Sufjana (i jego "nieprzeciętna przeciętna" barwa) to dla mnie uczta.

      Jako że płyta zaczyna się nader fantastycznie, to często mnie budzi i potem nie
      sposób przerwać, leci do końca. Kilka dni temu załadowałem ją do odtwarzacza i
      przy mało czym chodzi się z równą przyjemnością jak przy Sufjanie, więc bedzie
      jeszcze intensywniej eksploatowany...

      I jeszcze - czaję się z tym od późnej jesieni - słówko do Kubasy: jeszcze nigdy
      recenzja muzyczna nie zmieniła tak radykalnie mojego stosunku do danej płyty.
      "Iliinois" było dla mnie sympatycznym przeciętniakiem, nieco przereklamowanym
      indie-wynalazkiem. A potem przeczytałem tę wyśmienitą recenzję (ciekaw jestem
      czy miałeś po niej syndrom "już nigdy tego nie przebiję"), powróciłem do płyty z
      trochę innym nastawieniem i nieco bardziej wyczulony, i od tamtego czasu
      "Illinois" rosło we mnie z miesiąca na miesiąc, aż sam w to trochę nie wierzę i
      dziwię się wielce.

      Wielkie Kubaso dzięki za to i szacun niezmierny, bo konsekwencjami tej recenzji
      były dziesiątki godzin cieszenia się tym albumem. A zapowiada się, że będą ich
      nawet setki. Macie po połowie z Sufjanem wielki dobry uczynek względem mnie! :)
      • kubasa Re: a illinois 22.05.06, 16:27
        > I jeszcze - czaję się z tym od późnej jesieni - słówko do Kubasy: jeszcze
        nigdy
        > recenzja muzyczna nie zmieniła tak radykalnie mojego stosunku do danej płyty.
        > "Iliinois" było dla mnie sympatycznym przeciętniakiem, nieco przereklamowanym
        > indie-wynalazkiem. A potem przeczytałem tę wyśmienitą recenzję (ciekaw jestem
        > czy miałeś po niej syndrom "już nigdy tego nie przebiję"), powróciłem do
        płyty
        > z
        > trochę innym nastawieniem i nieco bardziej wyczulony, i od tamtego czasu
        > "Illinois" rosło we mnie z miesiąca na miesiąc, aż sam w to trochę nie wierzę
        i
        > dziwię się wielce.
        >
        > Wielkie Kubaso dzięki za to i szacun niezmierny, bo konsekwencjami tej
        recenzji
        > były dziesiątki godzin cieszenia się tym albumem. A zapowiada się, że będą ich
        > nawet setki. Macie po połowie z Sufjanem wielki dobry uczynek względem
        mnie! :)

        Wow dziękuje bardzo. Jeszcze nikt mi nic takiego nie powiedział. Powiem
        szczerze, że jest to jedyna recenzja, do której wracam z satysfakcją. Sama była
        dla mnie istotna bo dzięki podjęciu się jej pisania, zainteresowałem się
        bardziej tekstami, a one wydają się przynajmniej niebanalne.

        Pod koniec zeszłego roku miałem pewien przesyt Sufjana związany z tym, że
        Illinois zgarniało co się dało. Ale jak całkiem niedawno włączyłem sobie tę
        plytę raz jeszcze to utwierdziłem się w przekonaniu, że to jest płyta na 9. Że
        jest to płyta godna wszystkich tych pochwał.
        • nemrrod Re: a illinois 22.05.06, 18:44
          kubasa napisał:

          > zainteresowałem się, bardziej tekstami, a one wydają się przynajmniej
          > niebanalne.

          Tak, teksty są wręcz niezbędne do zrozumienia tej płyty i docenienia jej w pełni.

          I dobrze jest przeczytać taką pogłebioną recenzję jak Twoja, bo niestety wielu
          wykazało się niezrozumieniem tematu i zwykłą ignorancją ("Na 'Illinois' mamy
          piosenkę o mordercy, piosenkę o zombie oraz piosenkę o polskim generale
          Kazimierzu Pułaskim" :| ).

          > Ale jak całkiem niedawno włączyłem sobie tę
          > plytę raz jeszcze to utwierdziłem się w przekonaniu, że to jest płyta na 9. Że
          > jest to płyta godna wszystkich tych pochwał.

          Tak, to wciąż świetna płyta. Natomiast niepokojącym sygnałem jest "The
          Avalanche", która jest płytą złą. Myślę że Sufjan powinien trochę przyhamować i
          zastanowić się nad sobą, i nie trawić energii i talentu na odrzuty, które nie
          powinny ujrzeć światła dziennego.
          Jakaś płaska jest ta płyta, to zaledwie blade odbicie wcześniejszych dokonań.
          Powtórzenie pomysłów, patentów i brzmień. Wiem, że to zbiór odrzutów, ale w
          końcu z nie byle jakiej płyty... Z ciekawostek godne uwagi jest "The Vivian
          Girls...", które dowodzi, że Sufjan odrobił lekcje z Animal Collective
          (brzmienie "Visiting Friends"/"Prospect Hummer"). Całość jednak brzmi za bardzo
          "adult-popowo", do czego Sufjan przyznaje się w wywiadzie na Pitchforku. Ale na
          szczęście zapowiada też zmiany i eksperymenty w stylu Sonic Youth :) ("I need to
          go somewhere where I'm taking greater risks (...) it's a bit too much of the
          same stuff over and over again. (...) I really want to get rid of all the
          pretty, listenable acoustic stuff.")
          Zatem zapominamy o "The Avalanche" i czekamy na następną płytę.
    • grimsrund Kanye West vs. Sufjan Stevens vs.'They're Zombies' 23.05.06, 17:20
      W ramach hurtowego przesłuchu sufjanowych odrzutów, przerzutów i wyrzutów,
      trafiłem również na potworka pod tytułem ZOMBIES WALK. Zamiast recenzji pozwolę
      sobie posłużyć się tu spiżowymi strofami Brusa Wilisa:

      "Get the fuck out of here.
      Go shit in your own yard!"

      I po raz kolejny pojawia się w tym wątku pytanie? PO CO? :(((
      • pytajnick Re: Kanye West vs. Sufjan Stevens vs.'They're Zom 24.05.06, 12:43
        grimsrund napisał:

        > I po raz kolejny pojawia się w tym wątku pytanie? PO CO? :(((

        No własnie, po co słuchać rzeczy z góry nazwanych "odrzutami"?

        Wydawać niech se wydaje, wyjasnił powody nazbyt wyraźnie w wywiadzie na pfm.
        • grimsrund Re: Kanye West vs. Sufjan Stevens vs.'They're Zom 24.05.06, 17:00
          Nie jest jeszcze tak źle, żeby ten konkretny utwór Sufjan miał gdziekolwiek
          wydać. West se go sam zabrał i podogrywał własne rapowanie, i już.

    • good_morning Re: a sufjan stevens ? 01.06.06, 11:25
      a sufjan lubie i kojarzy mi sie z Lisą Germano. moze i ona wam przypadnie do
      serca.
    • pytajnick Michigan 12.06.06, 23:01
      Poznaję sobie po upadku wielokrotnym i trwałym przed Illinois płytkę Michigan.
      Bardzo przyjemnie się poznaje, mimo oczekiwań powoli, powoli rośnie, choć z
      początku wydawała się strasznie monotonna, jednolita i lekko nudnawa (w
      porównaniu z Illinois, no ale jak się od Illinois zaczynało...). Zresztą pewnie
      trochę w tym prawdy jest.

      Stopniowo jednak zmieniam zdanie. Melodie są fantastyczne i niemal porównywalne
      z I. - to aranżacje i ogólny zamysł są daleko w tyle. Ale cóż, chłopak się uczy
      grać na tych kilkudziesięciu instrumentach i zgrywać to razem, i układać płytę
      tak, by trzymała uszy skierowane ku głosnikom, i świetnie, oby nie przestał.

      No już kończąc, taki utwór trzeci "For the windows" na przykład rewelacja po
      prostu.

      Mam nadzieję, że Seven Swans nie będzie rozczarowaniem. :]
      • pszemcio1 Re: Michigan 12.06.06, 23:30
        eee tam, Michigan lepsze jest. Illinois to juz jednak było powtarzanie
        patentów. no z tym ze ja z kolei zaczynałem od Michigan więc może spaczone
        spojrzenie mam
        • pytajnick Re: Michigan 12.06.06, 23:36
          pszemcio1 napisał:

          > eee tam, Michigan lepsze jest.

          nie. ale piękne jest, momentami bardzo piękne.

          > Illinois to juz jednak było powtarzanie
          > patentów.

          Ja to jednak widzę jako bardzo porządne rozwinięcie. (kontynuacja - oczywiście).
          Ale jednak nie odczułbym aż takiego kontrastu jaki odczułem (nie ma to jak
          subiektywizm i emocje) wrzucając Michigan. Myślałem, początkowo, że to
          rozczarowanie, ale rozczarowaniem by było, gdybym własnie nie odczuł tej
          różnicy. A przyznaję, że byłem niemal pewny, że na wczesniejszych płytach
          zastanę właśnie to co na Illinois. Póki co nie, więc się cieszę. ;)

          > no z tym ze ja z kolei zaczynałem od Michigan więc może spaczone
          > spojrzenie mam

          Ale ciekaw jestem Twojego spojrzenia - jak się słuchało Illinois znając
          wcześniejsze płyty.

          Ja nie znałem wcześniejszych a i tak przez kilka miechów szczerze się męczyłem,
          widząc że Sufjan króluje po wszelkich rankingach i z cudownym Antonym wygrywa (a
          od stycznia Antony'ego przesłuchałem może ze dwa razy - z ogromną radością, nie
          powiem - gdy Sufjana pewnie z 200...)
          • nemrrod Re: Michigan 13.06.06, 14:38
            Podobnie jak Pszemcio zaczynałem od "Michigan" i jest to do tej pory moja
            ulubiona płyta Sufjana ("For The Widows In Paradise..." o tak, od tego utworu
            wszystko się zaczęło...). Nie chciałbym tutaj w żaden sposób umniejszać
            wielkości "Illinois", ale była to płyta, do której musiałem się jednak trochę
            przekonywać. Wydawało mi się, że Sufjan przesadził z tymi rozbuchanymi
            aranżacjami, uważałem "Chicago" za kawałek zaledwie "średni", sądziłem że to
            brzmienie jest w jakiś sposób sprzeczne z tą bezpośredniością i intymnością,
            jakie stworzył na swoich poprzednich płytach.
            Natomiast "Michigan" zaskoczyło od razu, od pierwszego przesłuchania. Moim
            zdaniem Sufjan osiągnał tam idealne brzmienie, idealną równowagę między
            balladami a utworami bardziej rozbudowanymi aranżacyjnie (np. ciąg "Holland" -
            "Detroit" - "Romulus" - cudo; a samo "Detroit" - mimo bogactwa dźwięków ma się
            wrażenie, że ten utwór dosłownie płynie).

            Co do "Seven Swans" - jeśli tak przypadło Ci do gustu brzmienie "Illinois" to ta
            płyta może okazać się rozczarowaniem, ze względu na swoje wyciszenie i
            oszczędność. Mam nadzieję jednak, że tak się nie stanie :)
            • pytajnick Re: Michigan 13.06.06, 15:54
              nemrrod napisał:

              > Co do "Seven Swans" - jeśli tak przypadło Ci do gustu brzmienie "Illinois" to t
              > a
              > płyta może okazać się rozczarowaniem, ze względu na swoje wyciszenie i
              > oszczędność.

              Hehe, na początku mojej znajomości z "Illinois" - czyli przez dobre kilka
              miechów - brzmienie tej płyty nie tylko mi nie przypadało do gustu, ale wręcz
              irytowało ("indie-rockowe pitu pitu" ;). Stąd zachwycały mnie tylko John Wayne
              Gacy i The Seer's Tower i to na nie czekałem.

              Dziś są gdzieś w połowie stawki. ;)
              • glebogryzarka1 Re: Michigan 13.06.06, 17:26
                > Hehe, na początku mojej znajomości z "Illinois" - czyli przez dobre kilka
                > miechów - brzmienie tej płyty nie tylko mi nie przypadało do gustu, ale wręcz
                > irytowało ("indie-rockowe pitu pitu" ;).

                Indie-rockowe? Dla mnie to brzmienie jest raczej art-rockowe, i to mocno retro,
                z okresu zanim wszyscy zaczęli czerpać z fusion. Tylko brzmienie oczywiście,
                nie kompozycje. Bardzo ciekawa mieszanka jest to zresztą.
                Ale może bredzę. Kiepsko się orientuję w art-rocku.
                • pytajnick Re: Michigan 13.06.06, 17:44
                  glebogryzarka1 napisał:

                  > Indie-rockowe? Dla mnie to brzmienie jest raczej art-rockowe, i to mocno
                  > retro,

                  Elementy są oczywiście (rozmach, "symfoniczność" momentami), ale ja miałem na
                  myśli te wszystkie dwoneczki, trąbeczki, plumkania i inne cymbałki. Czyli
                  chłopcy robią pitu-pitu, bawiło mnie to ale i wkurzało. Teraz to kocham :>

                  > z okresu zanim wszyscy zaczęli czerpać z fusion. Tylko brzmienie oczywiście,
                  > nie kompozycje. Bardzo ciekawa mieszanka jest to zresztą.
                  > Ale może bredzę. Kiepsko się orientuję w art-rocku.

                  Wszystko przed Tobą. ;)
                  • grimsrund Re: Michigan 13.06.06, 17:58
                    Moja kolejność to SEVEN SWANS - ILLINOIS - MICHIGAN. Efekt - MICHIGAN jakoś nie
                    powalił...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka