grimsrund
12.02.05, 00:26
Jim White NO SUCH PLACE, Luaka Bop 2001, wyd. polskie EMI
Taaak... W końcu zdecydowałem się popełnić pierwszą niby-recenzję, w myśl
zasady "chcesz żeby coś było zrobione porządnie - zrób to sam".
Pan Jim White to bardzo ciekawa postać, o czym można się przekonać choćby
czytając jego biografię na Allmusic. Wychowany na protestanckim Południu
surfer i model, któremu piła łańcuchowa szpetnie poharatała kiedyś rękę, co
jednak nie powstrzymało jego kariery muzycznej. Utalentowany człowiek, który
ze swoimi demówkami dotarł do samego Davida Byrne'a i jego wytwórni Luaka
Bop. Nawiasem mówiąc, twórca Talking Heads i dziwny kapelusznik z Florydy
najwyraźniej przypadli sobie do gustu, czego rezultatem była wydana
jednocześnie z NO SUCH PLACE bardzo ciekawa płyta zawierająca przeprowadzony
przez Byrne'a wywiad-rzekę z twórcą albumu.
Pierwsze "pełnometrażowe" dzieło White'a, THE MYSTERIOUS TALE OF HOW I
SHOUTED WRONG-EYED JESUS! ukazało się w 1997 roku i wywołało spore
zamieszanie wśród miłośników alternatywnego country. White'a zaczęto nawet
nazywać nowym Tomem Waitsem (aczkolwiek trzeba przyznać, iz jego głosowi
sporo jeszcze brakuje do firmowej chrypy Toma). Tak czy owak w realizacji
krążka maczali swoje paluchy Ralph Carney (współpracownik Waitsa, Billa
Laswella i Victorii Williams), sama Victoria Williams oraz inny wielki, acz
niedoceniany twórca szeroko pojętego alt-country - Joe Henry. Zakręcone
teksty byłego ujeżdżacza fal obracały się częstokroć w apokaliptyczno-
pijackich "waitsowych" klimatach, świadcząc o nader osobliwej wyobraźni
swojego twórcy, tudzież o jego ponadprzeciętnej wrażliwości.
Album ten wpadł również przez przypadek w ręce pewnego młodego angielskiego
filmowca, co zaowocowało zdarzeniami, o których będzie mowa za chwilę.
Międzynarodowa renoma, jaką zdobył White po debiutanckiej płycie sprawiła, że
w nagrywaniu NO SUCH PLACE pomagała mu kolejna grupa niezwykłych muzyków, tym
razem z różnych stron świata. Trzy utwory (HANDCUFFED TO A FENCE IN
MISSISSIPPI, THE WOUND THAT NEVER HEALS oraz 10 MILES TO GO ON ON A 9 MILES
ROAD), zarazem najbardziej dynamiczne fragmenty płyty, to rezultat starań
Paula i Rossa Godfrey'ów z brytyjskiego zespołu Morcheeba, którzy zagrali na
swoich instrumentach i współprodukowali owe piosenki. Podczas słuchania tych
kawałków nogi same wyrywają się do tańca - choćby nawet owym tańcem miałby
być taniec św. Wita. Nieco przypominały mi one klimaty ostatnich płyt
Wolfgang Press oraz twórczość wspaniałej, acz niestety mało znanej
brytyjskiej grupy Scott 4 (uprawiającej gatunek, który dla własnych potrzeb
nazwałem "Kraftwerk na Dzikim Zachodzie"). Po jednym zaś utworze zrobili na
płytę White'a dwaj cenieni Japończycy: Sohichiro Suzuki (założyciel i lider
grupy World Standard) to współautor najbardziej poruszającej kompozycji NO
SUCH PLACE - ponad siedmiominutowego, niemal akustycznego CHRISTMAS DAY, zaś
Toshihiro Nakanishi pomagał przy równie skromnie zaaranżowanym CORVAIR.
Produkcją czterech innych piosenek zajął się Andrew Hale, podpora grupy
towarzyszącej Sade i lider grupy Sweetwater, zaś po dwie - hiphopowy DJ z
Florydy Q-Burns Abstract oraz własny zespół White'a, 144,000 (wbrew swojej
nazwie liczący jednakże nieco mniej członków).
NO SUCH PLACE to bardzo ciekawa mieszanka stylów, która po raz kolejny może
skłonić do rozważań na temat: jak wyglądałaby dzisiejsza scena
folkowo/kantrowa gdyby nie wielki głównonurtowy sukces Becka? Podobnie jak u
tamtego twórcy mamy tu z jednej strony "nowoczesne" skrecze i loopy, a z
drugiej "wstydliwe" banjo, mandoliny, gitary slide itp. - instrumentaria,
które na pozór nijak do siebie nie pasują, a jednak razem potrafią stworzyć
niepowtarzalną całość, która za każdym przesłuchaniem brzmi równie świeżo. W
takim właśnie "sosie" pływa sobie Jim White, śpiewający (często "przez
słuchawkę telefoniczną"), skandujący, mruczący i jodłujący swoje dziwaczne
(choć już nie tak bardzo jak na pierwszej płycie) teksty; o miano najlepszego
tytułu na płycie walczą u mnie GHOST-TOWN OF MY BRAIN oraz GOD WAS DRUNK WHEN
HE MADE ME.
Jako swoisty dodatek do NO SUCH PLACE można potraktować film telewizji BBC W
POSZUKIWANIU ZEZOWATEGO JEZUSA (SEARCHING FOR THE WRONG-EYED JESUS) z 2003
roku. Jego autor, Andrew Douglas, zafascynowany płytowym debiutem White'a,
namówił twórcę do wspólnej wyprawy szlakiem inspiracji muzyka - przez
bagniska, więzienia, obskurne bary i motele rodzinnej krainy twórcy. Film,
który co jakiś czas pokazuje stacja Planete, prezentuje tak osobliwe
panoptikum muzyków-amatorów, szaleńców, więźniów, dziwek, militarystów i
religijnych fanatyków, jakie rzadko spotkać można na małym ekranie. Znakomity
dokument puentuje utwór CHRISTMAS DAY, w którym Jim White przejmująco śpiewa
o złamanym sercu...
Where in the world did you come from my dear?
Did some mysterious voice tell you I'd still be here?
I bought this ticket to Mobile, but I been stranded all day...
P.A. said the bus broke down ten miles away from the station
So seldom a door...so seldom a key...
So seldom a lock like the love between you and me
But seldom comes happiness without the pain
Of the devil in the details since I saw
The smile on your face as I was crying in a Greyhound station
On Christmas Day... in 1998
The burden of love is the fuel of bad grammar
You stutter and stammer--what a bitch to convey the crux of the matter
When the words you must utter are hopelessly tangled
In the memories and scars you show no one
So seldom a door...so seldom a key...
So seldom a hit like the hurt you put on me
But seldom comes happiness without the pain
Of the devil in the details since I saw
The smile on your face as I was crying in a Greyhound station
On Christmas Day... in 1998
I remember quite clearly, a bad Muzak version
Of James Taylor's big hit, called "Fire and Rain" was playing
As you crouched down and tearfully kissed me
And I thought, "Damn, what good fiction I will mold from this terrible pain"
So seldom a door...so seldom a key...
So seldom a gift like the gift you gave me
But seldom comes happiness without the pain
Of the devil in the details since I saw
The smile on your face as I was crying in a Greyhound station
On Christmas Day... in 1998
Amazing grace, how sweet the smile upon the face
I never thought I'd see you again...
Especially here in this Greyhound station...
On Christmas Day... in 1998