braineater
09.09.05, 21:47
mechanikk zupełnie gdzie indziej napisał:
>Poza tym - dyskusje "filozoficzne"
Więc sobie to do serca wziąłem i postanowiłem, ku Waszemu ubolewaniu i wbrew
łzom rzęsistym i okrzykom 'ło jezu zaś tyn debil...'. takiż własnie wątek
zapodać.
Teza, nad która męczę się juz dobrych parę lat i sam nie potrafię sobie
wyjasnić (więc zwalę je na Wasze potężne intelektem bary)brzmi:
1) Nie istnieje coś takiego jak muzyk-artysta. Istnieje tylko narzędzie
wykorzystywane przez Absolut, jakim jest Muzyka.
a) Muzyka jest samodzielną siłą, która po prostu wykorzystuje ludzi i jest
jej obojetne kto pozwala jej zaistnieć - jesli nie ten, to kto inny.
b)Muzyka jest formą najbliższą absolutu, jedyną filozofią, która może być
tożsama z Bogiem i jedyną, której nie da się w zaden sposób wytłumaczyć
inaczej niż poprzez nią samą.
2) Nie da się opisac Muzyki - mozna ją tylko spłaszczyc i strywializowac za
pomocą narzedzi zupełnie nieadekwatnych - takich jak słowa.
3)Muzyka jest istota samozwrotną, samoświadomą i w ten czy inny sposób,
zawsze znajdzie sposób by swą obecnośc w świecie ujawnić.
4)świat bez Muzyki nie mógłby istnieć, lub byłby formą choroby.
Tezy jak widac mocno sa bełkotliwe, więc między innymi zapodaję je tutaj,
licząc na w miare łagodne traktowanie (acz za oklejenie etykietkami typu
pretensjonalny debil vel gupi chuj, obrażać się nie zamierzam, by móc w
ferworze dyskusji sprawdzić, czy abstrakcyjna dyskusja o muzyce jest w ogóle
mozliwa.
Ring wolny - mozna kopać, gryźc i opluwać...
Pozdrowienia:)