Dodaj do ulubionych

co na uszach w kwietniu było...

27.04.06, 08:07
co powaliło was jak muche? co przeleciało jak nudny trzmiel? co przełamało
wasze oczekiwania? co zaskoczyło? co siebedzie nosić na uszach w tym sezonie?
ha!
Obserwuj wątek
    • pytajnick Re: co na uszach w kwietniu było... 27.04.06, 08:29
      obly napisał:

      > co powaliło was jak muche? co przeleciało jak nudny trzmiel? co przełamało
      > wasze oczekiwania? co zaskoczyło?

      Czyli, upewnijmy się, "W kwietniu słuchaliśmy"?...

      > co siebedzie nosić na uszach w tym sezonie?
      > ha!

      Kolekcja wiosna-lato 2006
      www.gr13f.pwp.blueyonder.co.uk/dumbpix/hp/2.jpg
      rob.com/ann/cal/headphones.jpg
      areaeleven.com/i/musings/cbcbabies.jpg
      • ilhan Re: co na uszach w kwietniu było... 27.04.06, 08:32
        Już teraz? Beeeeez przesady. W weekend się wpiszę.
      • obly Re: co na uszach w kwietniu było... 27.04.06, 10:31
        podoba mnie sie ta kolekcja ;)))
    • obly Re: co na uszach w kwietniu było... 27.04.06, 08:48
      pisze dzis bo praktrycznie kwiecień kończy się dziś a jutro będzie dla
      niektórych środek maja.

      ze względów technicznych kwiecień jest mega zajebisty jesli chodzi o muzę

      peeping tom - mika pattona - na kolana
      sphongle - nothing lasts... but nohing is lost
      czukay - 3 płyty solowe któych nie mam: rome remains rome i jeszcze inne
      frank zappa - zoot allures, shut up and play guitar, uncle meat, utopia man
      tuxedomoon - holly wars, desire
      swans
      Psychic tv
      telefon telaviv
      Ilya
      unkle

      normalnie jestem w trakcie nadrabiania zaległosci koszmarnych, również i z
      poletka zadań proponowanych przez to forum.
      nie bede opisywał każdej z przesłuchanej ale jutro wybiore mistrzów kwietnia.
      dziś jeszce oszołomiony dzwiękami chodze jak na haju.
      • pszemcio1 Re: co na uszach w kwietniu było... 27.04.06, 09:05
        Płyta miesiąca:
        Papa M - "Hole of burning alms" 8,5/10 - w zasadzie zbiór singli,
        niepublikowanych kawałków i odrzutów, a słucha się tego,...(!!!). Kapitalne,
        dzieki temu albumowi zachciało mi się zgłębiac na nowo tajemnice postrockowych
        płyt. Ale David Pajo to nie tylko post rock bo gość ucieka przed schematami. No
        i na koniec niszczy słuchacza swoja osobliwą wersją "Turn turn turn". Koniecznie

        Slint - "Spiderland' - A to jak dla mnie post rock z ludzką twarzą bo z
        wokalem:) no i cacuszko klimatyczne bardzo 9/10

        Cat power - "The greatest" - 6/10 - puszczam to sobie wieczorami. oczywiście
        jest to urocze, ale... właśnie, po kilkunastu przesłuchaniach nadal nie
        pamiętam melodii. Tak jakby to była niedokończona płyta, jakby szkice...nie
        wiem..

        Bonnie Prince Billy & Tortoise - "Brave new bold" - 5/10 - gdyby nie fakt, że
        to BONNIE to po jednym przesłuchaniu bym odłozył i juz nie wracał do tego. Nie,
        ci goście w ogóle nie pasują do siebie. Po Superwolfie myślałem, że z kim by
        Oldham albumu nie nagrał, i tak będzie super. A jednak nie. Ten album to tylko
        momenty. A dokładnie 3. zawód

        Band of horses - "Everything All The Time" - 7/10 ot przyjemny indie album,
        mógłby być nieco bardziej urozmaicony. Wbija się w ramy lansowanych przez
        pitchfork rewelacji. myslę że mogą w przyszłości namieszać

        Sebadoh - "Harmacy" - 8/10 projekt muzyka wyrzuconego z dinosaur jr; poraził
        mnie świeżością i bezpretenjonalnością. Świetne melodie, niedbałe gitary,
        krótkie energiczne kawałki + kilka wolniejszych, jeszcze lepszych killerów. lo-
        fi klasyk

        Bob Dylan - "Blonde on blonde" 8,5/10 - pewnie, że powinno byc 10/10 bo to
        jeden z najsłynniejszych albumów z historii, ale ja akurat bardziej
        zafascynowany jestem tym folkowym, protestującym, wczesnym Dylanem więc tak
        subiektywnie zaniżyłem;)

        XTC - "nonsvch"* - skojarzenia: lata 80 te (??? płyta z 92:); beach boys;
        harmonie; pulp (???); art rock (???!!!!!!); radio karolina (??!!! WTF!!!!);
        blur :/ ; Roxy music????; Smiths (??!!!)Beatles (!!!); nie wiem co z tym
        zrobić...słucham

        Placebo - Meds 2/10 - WTF?!
        • grimsrund Re: co na uszach w kwietniu było... 27.04.06, 11:29
          Koledzy wybaczą, ale kwiecień to nie luty...
        • ilhan Re: co na uszach w kwietniu było... 27.04.06, 12:21
          pszemcio1 napisał:

          > XTC - "nonsvch"* - skojarzenia: lata 80 te (??? płyta z 92:); beach boys;
          > harmonie; pulp (???); art rock (???!!!!!!); radio karolina (??!!! WTF!!!!);
          > blur :/ ; Roxy music????; Smiths (??!!!)Beatles (!!!); nie wiem co z tym
          > zrobić...słucham

          Pulp i Blur? Ale rozumiem, że jako skojarzenie w drugą stronę? Akurat na "Nonsuch" specjalnie nie słyszę antycypacji tych kapel. Natomiast prawdą jest, że XTC na Blur mieli *olbrzymi* wpływ - połowa kawałków Blur z okresu 1993-95 brzmi jak kompozycje Partridge'a z 1978-80 roku (druga połowa jak Madness). Oprócz tego Andy pracował z Blur nad płytą "Modern Life Is Rubbish" jako producent, ale współpracę zerwano. Nie wiadomo czy bardziej z uwagi na to, że brzmiało to za bardzo jak XTC, czy (jak twierdził Partridge) pokrętne charaktery członków Blur (wiecznie spóźniający się na sesje Albarn z tekstami typu "sorry but Justine wouldn't let me get out of the bed" i wiecznie nawalony Coxon).

          Art rock, yep. Późniejsze XTC to na pewno nie jest kapela dla ludzi chronicznie nienawidzących art-rocka, choć zaznaczmy, że to zdecydowanie zespół popowy. (Ciekawostką jest fakt, że ok. 1989 roku Pink Floyd - a konkretnie Gilmour - chcieli wziąć w trasę Mouldinga na bas, ale o dziwo Colin, który był od dziecka ich fanem, nie chciał się na to zdecydować).

          Smiths? Nigdy w życiu.

          Co to jest Radio Karolina?
          • pszemcio1 Re: co na uszach w kwietniu było... 27.04.06, 14:53
            ilhan napisał:
            > Pulp i Blur? Ale rozumiem, że jako skojarzenie w drugą stronę?

            no oczywiście. bo to moje skojarzenia, tzn. ja tak kojarze bo ja wcześniej
            znałem blur i pulp. dlatego tak napisałem. oczywiście mam swiadomość
            kolejności , tudzież hierarchii ważności:)

            > Smiths? Nigdy w życiu.
            odrobinkę

            > Co to jest Radio Karolina?
            lepiej dla ciebie ze nie wiesz:)
            • ilhan Re: co na uszach w kwietniu było... 27.04.06, 15:17
              pszemcio1 napisał:

              > > Smiths? Nigdy w życiu.
              > odrobinkę

              Nie no, w którym miejscu? :)
              • pszemcio1 Re: co na uszach w kwietniu było... 27.04.06, 16:28
                jak sie osłucham porządnie z tym albumem to napiszę bo tak z pamięci to nie wiem
    • glebogryzarka1 Re: co na uszach w kwietniu było... 27.04.06, 11:59
      Minnie Riperton - dwie płyty, z 1974 i 1975, produkował Stevie Wonder. Wielka
      pyta. Bardzo groźne. Lepsze niż sam Wonder z tego okresu. 9/10 to najniższa
      ocena, jaka przychodzi mi do głowy. Zna ktoś?
      Rozpiszę się szerzej w wątku "czego słuchaliśmy w kwietniu" który jak sądzę
      jest still to come :)
      • nemrrod Re: co na uszach w kwietniu było... 27.04.06, 12:09
        glebogryzarka1 napisał:

        > Minnie Riperton (...) Zna ktoś?

        Znam i uwielbiam piosenkę "Les Fleur", świetny chorus, fajny tekst, generalnie
        flower-power. To samo tyczy się coveru tej piosenki w wykonaniu 4 Hero. Bardzo
        lubię.
        • glebogryzarka1 Re: co na uszach w kwietniu było... 27.04.06, 12:14
          > Znam i uwielbiam piosenkę "Les Fleur"

          To z debiutu (1970) - też mam, ale jakoś za dużo tam tego flower power i w
          sumie poza pięciooktawową rangą wokalistki jakoś niczym specjalnym się ten
          album nie wyróżnia. "Les Fleur" jednak to jego najmocniejszy punkt.
      • roar Re: co na uszach w kwietniu było... 27.04.06, 14:16
        > Minnie Riperton (...) Zna ktoś?

        Tylko "Lovin' You" (Wiadomo, Orb, wiadomo, trójka kiedyś grała...), ale jeśli reszta jest taka, jak "Lovin' You", to 9/10 to ciągle za mało.

        Czas nadrobić. Yes.
    • pytajnick Re: co na uszach w kwietniu było... 27.04.06, 15:14
      Jutro rzeczywiście zaczyna się maj i wielkie wybywanie, więc rzućmy od razu ten
      wyjątkowo skromny zestaw:

      Belle & Sebastian - Life Pursuit
      Dragonflies Draw Flame - Harboured Safe
      The Gathering - Home
      Walter Gieseking - Claude Debussy: The Complete Works For Piano
      Hearts Of Space - Gregorio Allegri's Miserere
      Katatonia - The Great Cold Distance
      Katie Melua - Piece By Piece
      Krystian Zimerman, Berliner Philharmoniker - Johannes Brahms, I Koncert
      Fortepianowy D-Moll
      Eric Serra - The Fifth Element (Ost)
      Slint - Spiderland
      The Streets - The Hardest Way To Make An Easy Living
      Tool - 10,000 Days


      Bardzo dużo w tym miesiącu klasyki u mnie było, raczej starej klasyki. Ale tego
      juz tu wypisywać nie będę.

      Utwór miesiąca? - Dorwałem kolejne dwa czy trzy wykonania "Miserere mei, Deus"
      Allegriego (od 11 do 18 minut - ale różnice tempa!), włącznie z prawie godzinną
      muzyczną audycją radia Hearts of Space zbudowaną na podstawie tego utworu. I to
      była radośc największa, prawie dawka śmiertelna. Utwór wszechczasów?
      • pytajnick Re: co na uszach w kwietniu było... 27.04.06, 15:30
        pytajnick napisał:

        > Bardzo dużo w tym miesiącu klasyki u mnie było, raczej starej klasyki.

        Znaczy mocne kilkaset lat (smyki i chorały), nie kilkadziesiąt (gitary i chórki).
    • mr.glam Re: co na uszach w kwietniu było... 27.04.06, 16:57
      maximum retro. Anna German i Dalida.
      • aimarek Re: co na uszach w kwietniu było... 27.04.06, 19:34
        Płyta miesiąca:

        ***** VAN MORRISON - Astral Weeks *****

        Album uwielbiany przeze mnie od dawna, mieszczący się w ścisłej czołówce
        najulubieńszych, do którego powróciłem w tym miesiącu, słuchając na kolanach i z
        przeświadczeniem, że drugiej tak pięknej, mądrej, wdzierającej się do wnętrza
        płyty nie znam.


        Inne rekomendacje:

        OUT HUD - S.T.R.E.E.T. D.A.D.
        Wymykający się szufladkom taneczno-psychodeliczny amalgamat treści przeróżnych.
        W jakimś sensie (ale niezbyt dosłownym) jest to dla mnie coś na kształt "Remain
        In Light" XXI wieku. Jeden z najbardziej nowatorskich i urywających łeb albumów
        dekady so far.

        JAN JELINEK - Loop-Finding-Jazz Records
        Zawsze zdumiewa mnie w jaki sposób temu Niemiaszkowi udaje się przemieniać
        pozornie zimne, komputerowe trzaski w organiczną, ciepłą całość. "L-F-J-R" jest
        tego być może najlepszym przykładem. Muzyka, której mogę słuchać godzinami.

        GIORGIO MORODER - From Here To Eternity
        Taneczny masterpis z 1977 roku. Króciutki album, który brzmi niezwykle świeżo
        także dzisiaj. Nawet dla człowieka nieszczególnie zaznajomionego z muzyką
        taneczną oczywistym jest jak wiele zespołów ten album antycypuje...

        DAFT PUNK - Homework
        ...to przykład pierwszy z brzegu.

        FLAMING LIPS - The Soft Bulletin
        FLAMING LIPS - Yoshimi Battles The Pink Robots
        "Yoshimi" poznałem dopiero teraz, Biuletyn odświeżyłem i - może pod wpływem aury
        - ta muzyka chyba wreszcie zaczęła do mnie przemawiać i wywoływać coś więcej niż
        reakcję "fajne".

        MASSACRE - Killing Time
        Kolejny z nowojorskich, no-wave'owych superzespołów (Frith, Laswell, Maher) i
        ich szalony, ale jak najbardziej słuchalny debiut z '82 roku. Chwilami jest to
        rzecz natchniona ("Corridor Lost Causes Not The Person We Know", "After",
        "Tourism", budzące we mnie pewne skojarzenia z "Trout Mask Replica"), a w każdym
        razie zawsze frapująca. Straszny grower, zyskujący z każdym przesłuchaniem.

        NEW PORNOGRAPHERS - Mass Romantic
        Taki słoneczny granat rozpryskowy, z którego wylatują masakrujące progresje.
        Niezmierzony potencjał przebojowy tej płyty niszczy i przywraca utraconą wiarę w
        gitarowy popik.

        TWILIGHT SINGERS - Twilight As Played By Twilight Singers
        Też popik i też pełen świetnych melodii, ale zgoła odmiennych. "Mass Romantic"
        to nakręcający do życia barwny poranek, "Twilight" - ciepła noc pod gołym
        niebem. Jeśli ktoś jeszcze jakimś cudem nie słyszał, to zdecydowanie powinien.

        ANIMAL COLLECTIVE - Sung Tongs
        Nadrabianie zaległości z jednej z najciekawszych i najważniejszych kapel
        ostatnich lat. Nie wszystko na tej płycie mnie porywa, ale kilka momentów to
        czysta radość.

        KOHACHIRO MIYATA - Shakuhachi - The Japanese Flute
        Nieco ponad 30 minuty wyciszenia, uspokojenia i medytacji. Z tą płytą mam ten
        sam problem, co z japońską poezją czy filmami. Nieprzeskakiwalna odległość
        kulturowa sprawia chyba, że wiele istotnych treści wyparowuje, lost in
        translation. Tak czy srak, nie trzeba być Masahiko Haradą, by docenić piękne
        brzmienie tego tradycyjnego japońskiego fletu.

        AMM - AMMMusic
        Największe wyzwanie w tym miesiącu. Surowe, chaotyczne piłowanie instrumentów,
        które w chory sposób wciąga i fascynuje. Słuchając tej nagranej w 1966 roku
        płyty, przypominam sobie jedno zdjęcie z konkursu przeciągania liny, która
        pourywała ręce zawodnikom. Free improv w pigułce - tylko dla pojebów.
        • kubasa Re: co na uszach w kwietniu było... 28.04.06, 09:11
          aimarek napisał:

          > OUT HUD - S.T.R.E.E.T. D.A.D.
          > W jakimś sensie (ale niezbyt dosłownym) jest to dla mnie coś na
          kształt "Remain
          > In Light" XXI wieku.

          Chyba bardzo niedosłownym. Przeoczony nie wiem czemu, mnie trzepnęlo przy
          pierwszym przesłuchaniu, szczeólnie WŁOCHATY KOLEŚ i ta dwunastominutówka.
          • aimarek Re: co na uszach w kwietniu było... 28.04.06, 10:12
            kubasa napisał:

            > aimarek napisał:
            >
            > > OUT HUD - S.T.R.E.E.T. D.A.D.
            > > W jakimś sensie (ale niezbyt dosłownym) jest to dla mnie coś na
            > kształt "Remain
            > > In Light" XXI wieku.
            >
            > Chyba bardzo niedosłownym.

            Jasne. Użyłem porównania tylko w takim sensie, że na Remain też przemieszane są
            fragmenty energetyczne, taneczne z bardziej transowymi. Poza tym na jałowej
            ziemi muzyki XXI wieku, kiedy coraz trudniej o rzeczy prawdziwie odkrywcze,
            "ULICZNY TATUŚ" urasta do rangi przełomu i Remain na miarę naszych możliwości.

            > Przeoczony nie wiem czemu, mnie trzepnęlo przy
            > pierwszym przesłuchaniu, szczeólnie WŁOCHATY KOLEŚ i ta dwunastominutówka.

            Tak, "POCIĄG L JEST SPUCHNIĘTYM POCIĄGIEM I JA NIE CHCĘ SŁYSZEĆ WAS NIEZALI
            NARZEKAJĄCYCH". Znakomity utwór, ale dla mnie ta płyta od pierwszej do ostatniej
            sekundy jest pewną całością i nawet nie potrafię wyróżnić najlepszego kawałka.
            • obly Re: co na uszach w kwietniu było... 28.04.06, 10:18

              gitarka jest jak w tej muzie kapeli zespołu !!! któren to mi podesłało
              ilhanisko w składance. pagaisko zato potwierdziło tez ze wali po nerach. i
              wali. ;)))
              dzięki za te płytkę!!!!
              • aimarek Re: co na uszach w kwietniu było... 28.04.06, 10:38
                Między Out Hud a !!! są bardzo ścisłe związki personalne, więc skojarzenie jak
                najbardziej trafne.
                • obly Re: co na uszach w kwietniu było... 28.04.06, 10:40

                  to ze są koligacje personalne powiedzial mi pagaj ale po przesłuchaniu i tak
                  bym wiedział ;))) gitara jest no... bardzo charakterystyczna
        • pszemcio1 Re: co na uszach w kwietniu było... 28.04.06, 10:41
          aimarek napisał:

          > Płyta miesiąca:
          >
          > ***** VAN MORRISON - Astral Weeks *****
          >
          > Album uwielbiany przeze mnie od dawna, mieszczący się w ścisłej czołówce
          > najulubieńszych, do którego powróciłem w tym miesiącu, słuchając na kolanach
          i > z
          > przeświadczeniem, że drugiej tak pięknej, mądrej, wdzierającej się do wnętrza
          > płyty nie znam

          no to witam w klubie. tylko mam pytanie: czy ten gośc nagrał jeszcze cos równie
          zwalajacego z nóg?

          > FLAMING LIPS - The Soft Bulletin
          > FLAMING LIPS - Yoshimi Battles The Pink Robots
          > "Yoshimi" poznałem dopiero teraz, Biuletyn odświeżyłem i - może pod wpływem
          aur
          > y
          > - ta muzyka chyba wreszcie zaczęła do mnie przemawiać i wywoływać coś więcej
          ni
          > ż
          > reakcję "fajne".

          no ba:)
          > z
          > przeświadczeniem, że drugiej tak pięknej, mądrej, wdzierającej się do wnętrza
          > płyty nie znam.
          • aimarek Re: co na uszach w kwietniu było... 28.04.06, 10:53
            pszemcio1 napisał:

            > no to witam w klubie. tylko mam pytanie: czy ten gośc nagrał jeszcze cos równie
            >
            > zwalajacego z nóg?

            Nie sądzę, bo taka płyta zdarza się raz na papsylion lat. Ale spotkałem się z
            opiniami że "Veedon Fleece" to takie małe "Astral Weeks". Nie słyszałem jeszcze
            tej płyty. Znam natomiast i bardzo lubię "Moondance". W dorobku 99,99% artystów
            byłaby to perła w koronie, u Morrisona jednak przegrywa w konfrontacji z
            wcześniejszym arcydziełem. No ale rzuć uchem.
    • geigo Re: co na uszach w kwietniu było... 27.04.06, 18:19
      Najbardziej na uszach byli Tunng i Tom McRae; pełną listę wrzucę gdy się miesiąc skończy :)
    • kubasa A ja 28.04.06, 09:09
      PŁYTY MIESIĄCA


      Plastic People Of Universe – Egon Bandy Happy hearts Club Banned

      Gdzieś na przecięciu Zappy, King Crimson (choć oni wtedy ledwo raczkowali [?]),
      Velvet underground, free jazzu NASI POŁUDNIOWI SĄSIEDZI robili masakryczne
      rzeczy. Obłędny album, który mógłby być przełomowy zarówno dla krautrocka i
      post-punku. Choć płyta wydana w 1978 to materiał z niej to przełom lat 60. i
      70. Shining gdyby grali w tamtych latach i byli jeszcze fajniejsi graliby coś w
      tym guście. Wielkie.


      Can – Tago Mago

      Aż wstyd cokolwiek mówić. Wreszcie naprawdę doznałem; chodzi mi tu o drugą
      część płyty nagrywaną chyba na ciężkich drugach.

      Espers – Espers II

      Się jakoś tak złożyło, że na razie dwie piosenki roku to dla mnie „Funeral” BoH
      i „Dead King” Espers. Gdzieś atmosferą sięgające nawet the Kursk, ale
      oczywiście utrzymane w isntrumentarium i duchu folkowym z przepięknie
      zaaranżowaną melodią. Zresztą: „In "Dead King," hints of Shirley and Dolly
      Collins — sung to Helen Adam's weird, late-night gothic poetry — and David
      Tibet's post-apocalyptic folkery meet the Velvets' "Venus in Furs" in the
      Castle Gormenghast hosted by Count Leopold von Sacher-Masoch himself” jak pisze
      AMG i to właśnie maiłem tak naprawdę na myśli. Sensacja roku, choć Grimsrund i
      Pitchu podpowiadali, że warto było też ich wcześniejsze.

      A także

      Can – Future Days

      Pierwszy raz słuchałem tej płyty. Leibezeit rzadzi.


      Prince – Purple Rain

      Wątpiłem w tego gościa, ten album, a przecież tu każdą piosenkę nuci się przy
      zmywaniu. Od openera i closera począwszy na „The Beatiful Ones” i „When Doves
      Cry” skończywszy. I „Computer Blue” z solówka godną Pegasusa. 1999 także
      bossowskie.


      Harmonia – De Luxe

      Kapela duetu Cluster i jednego z gości z Neu!. Momentami bardziej inspirujące
      niż ’71 Moebiusa i Roedeliusa. Z tym, że ja lubię takie wiszące tangerinowe
      elektropejzaże. Tu jeszcze napędzane Neu jak trzeba.

      Quiet Sun – Mainstream

      Dobry arcik/prożek. Odpowiednio zwiewny, nieprzesadnie psychodeliczny,
      przezroczysty i rybi. Grał tam późniejszy członek This Heat, ale nie pomnę
      nazwiska.

      Poza tym powaliło mnie, ale nie wiem co napisać:

      Gong – Camembert Electrique
      Nellie McKay – Sari (teledysk, polecał go Dejnarowicz na forum Porcysa i miał
      rację. Wkleiłbym linka ale nie działa YouTube coś) i inne wybrane kawałki.
      Chyba złamei zasadę niekupowanai oryginałów i się pokuszę bo kosztuje to tylko
      32,99 za 2cd.

      Miles Davis – Bitches Brew
      Battles – EP C/ B EP
      Twilight Singers – Twilight As Played By Twilight Singers
      Frank Zappa – Freak Out!
      Brian Eno – Ambient 4: On Land
      Niezliczone krauty i około krauty (niezliczone to przesada)

      Słuchałem też:

      Trochę disco polo, ale raczej słynniejszego
      RSC – Maraton Rockowy (samo przez się zrozumiałe, że doskonałe)
      Et Ret – Gasworks (takie nudy)
      Nie całe “Down Colourful Hill” Red House Painters
      Jednego super kawałka Azrachela
      Trochę muzyki tanecznej

      Na najbliższe tygodnie planuje Art Zoyd, pierwsze Supersilent, Gong, Aera i
      Samla Mammas Manna na pewno.
      • obly Re: A ja 28.04.06, 10:06
        w takim razie BRADZO
        polecam panu K i innym co lubią pyrke pana leibezeita tę oto płytę:

        www.spoonrecords.com/disco/phantom.html
        jest wielka
        • kubasa Re: A ja 28.04.06, 10:45
          Strona mi nie wchodzi, bo szukałem już kiedyś maila Liebezeita i mi nie
          działała. Ale czy chodzi Ci o jego kolaborację ze SPALONYM SMAŻONYM CZŁOWIEKIEM
          i ich SEKRETNE RYTMY? Bo jeśli tak to mam drugą cześć.
          • obly Re: A ja 28.04.06, 12:54
            mnie chodzi nie o spalonego tutaj ale o

            "jaki leibezeit and phantom band - nowhere"

            plyta cud miód 84 bodajze
            jedynke z friedmanem mam a za dwójke to bym oddał swoje drugie sniadanie ;))
      • dziewczyna_mickiewicza Re: A ja 28.04.06, 12:23
        > Prince – Purple Rain
        >
        > Wątpiłem w tego gościa, ten album, a przecież tu każdą piosenkę nuci się przy
        > zmywaniu. Od openera i closera począwszy na „The Beatiful Ones” i "When Doves
        > Cry” skończywszy. I „Computer Blue” z solówka godną Pegasusa.
        > 1999 także
        > bossowskie.

        bo to piekna plyta jest:)
    • nemrrod Re: co na uszach w kwietniu było... 28.04.06, 13:58
      Płyta miesiąca:

      BATTLES EP C / B EP
      Oj, potrzebowałem takiego konkretnego grania.


      Ważne:

      LABRADFORD Mi Media Naranja
      Powszechnie uważana za najlepszą płyta Labradford, ale ja zdecydowanie obstaję
      przy "E Luxo So".

      PLURAMON Pick Up Canyon
      Postrockowo-elektroniczny projekt Marcusa Schmicklera. Najbardziej znana jest
      płyta "Dreams Top Rock", nagrana wraz z Julee Cruise. Tutaj natomiast nie ma
      piosenek, jest ambient i trans, a jako gość występuje Jaki Liebezeit, zapodający
      momentami canowski rytm.

      AKUFEN Psychometry
      Akufen w wydaniu minimal-tech-house. Konkret.


      Spoko:

      JAMIE LIDELL Muddlin' Gear
      JAMIE LIDELL Multiply Additions
      Pierwszej płyty powinni posłuchać wszyscy, którzy narzekali, że "Multiply" to
      klisze klisze klisze i mieli Lidella za chłopca, co to tylko kopiować potrafi. O
      ile fakt, że "Multiply" wyszło na Warpie był zaskoczeniem, o tyle w przypadku
      "Muddlin' Gear" nie ma już wątpliwości :) Tylko jedna piosenka, a reszta to jam
      na automat perkusyjny, syntezatory i komputery, skrawki melodii i wokali.
      Natomiast drugiej płyty chyba jeszcze nie ma, ale będzie to zbiór raczej
      rozczarowujących remiksów utworów z "Multiply". A szkoda, bo lista remiksujących
      wygląda dość obiecująco (Herbert, Four Tet, Luke Vibert). Aha, na płycie będą
      też dwa rozczarowujące kawałki live.

      MOUSE ON MARS Vulvaland
      Bardzo przyjemna płyta, trochę naiwne ambientowo-technowo-dubowe granie, ale ta
      naiwność ma swój urok. Album zdecydowanie lepszy od swojego sofomora - "Iaora
      Tahiti".

      A SILVER MT. ZION The "Pretty Little Lightning Paw" EP
      1. Horses In The Sky
      2. He Has Left Us Alone / This Is Our Punk-Rock
      3. The "Pretty Little Lightning Paw" EP
      4. Born Into Trouble

      UNDER BYEN Somme Stof Som Stof
      Po pierwszym przesłuchaniu byłem rozczrowany trochę, ale nie jest jednak tak
      źle. Under Byen grają teraz ostrzej i mroczniej, chcą być chyba rockową grupą,
      szkoda. I szkoda że wokal Henrietty tak schowany i niewyraźny momentami...

      RUSSIAN FUTURISTS Let's Get Ready To Crumble
      "I do pop 'cause that's what my heart goes, I don't call it art, no sir"

      BJORK single z "Vespertine" i "Medulli"


      Nie za bardzo:

      TORTOISE & BONNIE 'PRINCE' BILLY The Brave And The Bold
      To nie jest taka zła płyta, jak mówią niektórzy. No ale ja, w przeciwieństwie do
      niektóych recenzentów, nie oczekiwałem "kultowej płyty nagranej przez kultowych
      artystów". To jest po prostu płyta nagrana przez starych kumpli na luzie, bez
      spinki i ciśnienia na sukces. To, co szkodzi tej płycie, to "wokal" Bonniego
      (niektórzy nazywają to "charyzmą"). Np. "Love Is Love" byłoby świetną piosenką,
      gdyby zdjąć ten wyjący wokal, a zostawić tylko ten, który słychać w tle. A
      "Thunder Road" to jedna z piosenek roku so far.

      JULIEN NETO Le Fumeur De Ciel
      Wydawnictwo z labela Type (Khonnor, Deaf Center). Z Deaf Center łączy tę płytę
      podobne instrumentarium i w ykorzystanie podobnych środków (ambientowe tła +
      klasyczne instrumenty). I na tym podobieństwo się kończy. Neto nie ma tego
      "czegoś", co jest obecne na "Pale Ravine" - czaru? wyczucia? melodycznego
      zmysłu? A może po prostu talentu...

      BAIKONOUR For The Lonely Hearts Of The Cosmos
      Mnie np. to nudzi. Identyczne, ubogie brzmienie w każdym kawałku, wszystko się
      zlewa. Brain pisał coś o Tortoise i Can. Raczej nie... Może i czuć trochę
      krautrockowy rytm, ale upopowiony w duch Stereolab.

      IMITATION ELECTRIC PIANO Trinity Neon
      Jak pisał Cze i zgodnie z nazwą - imitacja brzmienia "Cobra And Phases"
      Stereolab. Początkowo słucha się tego lekko psychodelizującego retro lounge popu
      z przyjemnością, ale po pewnym czasie pustka i bezsens tego grania zaczynają
      drażnić.

      ALAN BRAXE AND FRIENDS The Upper Cuts
      Rozczarowanie. Bardzo nierówna płyta. Ale czego spodziewać się po zbiorze
      singli. Najlepiej wypada, wiadomo, "Music Sounds Better With You" i duety z
      Fredem Falke (zwłaszcza "Intro" i "Rubicon"). Resztę można potraktować
      kombinacją klawiszy shift + delete, a już na pewno ten kawałek hiphopowy,
      oscylujący w granicach 1.0.

      ARCHITECTURE IN HELSINKI In Case We Die
      To było tak: usłyszałem gdzieś "Do the Whirlwind", przypomniałem sobie o zespole
      i ich sympatycznym debiucie, a że aura sprzyjająca, szybko sięgnąłem po resztę
      "In Case We Die", której jeszcze nie znałem. Skończyło się rozczarowaniem. Ta
      płyta brzmi jakby jakiś zespół średnio zdolnych grajków usilnie próbował nagrać
      kopię "Fingers Crossed". Debiut miał lekkość i urok, był niczym narysowany przez
      dziecko kredkami w szkicowniku. "In Case We Die" jest toporna, sztuczna, udawana
      i ma "urok" kserówki za 10 groszy. Ale "Do the Whirlwind" wciąż bardzo fajne.

      • pszemcio1 Re: co na uszach w kwietniu było... 28.04.06, 14:53
        nemrrod napisał: TORTOISE & BONNIE 'PRINCE' BILLY The Brave And The Bold
        > To nie jest taka zła płyta, jak mówią niektórzy. No ale ja, w przeciwieństwie
        d
        > o
        > niektóych recenzentów, nie oczekiwałem "kultowej płyty nagranej przez
        kultowych
        > artystów". To jest po prostu płyta nagrana przez starych kumpli na luzie, bez
        > spinki i ciśnienia na sukces. To, co szkodzi tej płycie, to "wokal" Bonniego
        > (niektórzy nazywają to "charyzmą"). Np. "Love Is Love" byłoby świetną
        piosenką,
        > gdyby zdjąć ten wyjący wokal, a zostawić tylko ten, który słychać w tle

        ja mam inaczej, tzn. to co szkodzi tej płycie to całe tło zakłócające śpiew
        Bonniego, no ale punkt widzenia zależy od punktu siedzenia jak widać...
    • ton2 Re: co na uszach w kwietniu było... 28.04.06, 16:55
      Kawalek miesiaca
      Futureheads - Skip To The End/ Echo & The Bunnymen - Villers Terrace

      Plyta Miesiaca

      Band Of Horses - Everything All The Time - mysle ze w zimie, robilaby jeszcze
      wieksze wrazenie, ale i tak mnie zahipnotyzowala i powaznie uzaleznila

      a poza tym

      Akron Family - Akron Family
      Architecture in Helisinki - Fingers Crossed
      Buzzcocks - Singles Going Steady
      Cool Kids Of Death -
      Calexico - A feast of wire
      Cat Power - You Are Free
      Destroyer - Destroyer's Rubies
      Devics - Push The Heart
      Figurines - Skeleton
      Gonzales - Presidental Suite
      Islands - Return To The Sea
      Morrissey - Ringleader
      Most Sreene Republic - Underwater Cinematographer
      Peeping Tom - Peeping Tom
      Ryan Adams - 29
      Streets - Hardest Way
      Talk Talk - Colour Of Spring
      Tangiers - Never Bring You Pleasure
      TV On The Radio - Return To Cookie Mountain
      Yeah Yeah Yeahs - Show Your Bones


    • dziewczyna_mickiewicza Re: co na uszach w kwietniu było... 28.04.06, 19:21
      piosenki kwietnia mam dwie:
      skin "purple" / my morning jacket "wordless chorus"

      - david gray, life in slow motion
      - skin, fake chemical state
      - liars, drum's not dead
      - grant lee buffalo, jubilee
      - whiskeytown, pneumonia
      - ani difranco, not a pretty girl
      - ani difranco, dilate
      - my morning jacket, z
      - clap your hands say yeah, st
      - the postal service, give up
      - ryan adams, live at paradiso (amsterdam)
      - ryan adams, cold roses
      - ryan adams, 29
      - arcade fire, funeral
      - calexico, a feast of fire
      - patti smith, horses
    • ilhan Re: co na uszach w kwietniu było... 30.04.06, 00:07
      PŁYTY MIESIĄCA:

      1. KLAUS MITFFOCH Klaus Mitffoch - znane od dawna, lecz... powrót do tej płyty po roku skończył się totalnym nokautem i wywindowaniem jej do tytułu rodzimego albumu wszech czasów.

      2. THE DUKES OF STRATOSPHEAR Chips From The Chocolate Fireball - jak wyżej, ale dopiero teraz doceniłem; *genialne* pastisze muzyki lat sześćdziesiątych, głównie psychodelicznej, lecz nie tylko.

      3. WEDDING PRESENT Bizarro - moja ulubiona obecnie płyta Weddoes - już dojrzalsza niż "George Best", jeszcze nie zamerykanizowana tak jak "Seamonsters". "Kennedy" i "Take Me" - walka o utwór miesiąca.

      4. AZTEC CAMERA High Land Hard Rain - tyż znane od dawna, ale widać musiało wyjść słońce, żeby kunsztowny popowy songwriting Roddy'ego Frame'a przemówił jak należy.


      INNE:

      Afro Kolektyw - Czarno widzę
      Charlatans - Simpatico
      Fall - The Wonderful & Frightening World Of The Fall
      Fall - Hex Enduction Hour
      Fall - Grotesque (After The Gramme)
      Flaming Lips - At War With The Mystics
      Michael Jackson - Thriller
      Morrissey - Ringleader Of The Tormentors
      Myslovitz - Happiness Is Easy
      Olivia Tremor Control - Dusk At Cubist Castle
      OMD - Dazzle Ships
      Prince - Purple Rain
      The The - Mind Bomb
      White Rose Movement - Kick
      Wipers - Youth Of America
    • ayya Re: co na uszach w kwietniu było... 30.04.06, 12:19
      Płyty miesiąca:

      Pustki - Do Mi No
      Najlepsza ich płyta so far, z jednej strony najwięcej na nich przebojowych
      kawałków, z drugiej - niespotykana do tej pory ilość momentów bardziej
      nastrojowych i spokojnych (i rewelacyjni, jak zawsze zresztą, są na koncertach).

      Bruce Springsteen - We Shall Overcome: The Seeger Sessions
      Niby nic, ot płyta z coverami countrowymi, ale jak to jest wykonane i
      zaśpiewane!

      New Model Army - Thunder & Consolation
      Jakoś wcześniej nie sięgałam po albumy formacji Sullivana, choć znam jego
      bardzo ładny solowy krążek. Ale w końcu posłuchałam i dostałam prawie między
      oczy od samego początku ("I Love The World" pretenduje do tytułu utworu
      miesiąca). Teraz zastanawiam się, czy się za tydzień na koncert nie wybrać.

      Poza tym:
      Billy Bragg - Talking With The Taxman About Poetry
      The Replacements - Tim
      The Replacements - Let It Be
      The Replacements - Pleased To Meet Me
      Dead Can Dance - Within The Realm Of A Dying Sun
      Scritti Politti - Cupid and Psyche '85
      The Fall - This Nation's Saving Grace
      The Psychedelic Furs - Talk Talk Talk
      Violent Femmes - st
      Hüsker Dü - Zen Arcade
      Tom Verlaine - Dreamtime
      Buffalo Tom - Let Me Come Over
      Buffalo Tom - Big Red Letter Day
      Buffalo Tom - Birdbrain
      Neil Young - After The Gold Rush
      The Beatles - Sgt. Peppers Lonely Hearts Club Band

      [świetne]
      The Flaming Lips - At The War With The Mystics
      Sybille Baier - Colour Green
      Afro Kolektyw - Czarno widzę

      [dobre]
      Fiery Furnaces - Bitter Tea
      My Latest Novel - Woves
      The Radio Dept. - Pet Grief
      +/- - Let's Build A Fire
      Rose Melberg - Cast Away The Clouds

      [niezłe]
      Morrissey - Ringleader Of The Tormentors
      Liars - Drum's Not Dead
      Figurines - Skeleton
      Mates Of State - Bring It Back

      [przeciętne]
      The Dresden Dolls - Yes, Virginia
      Rhett Miller - The Believer
      The Gossip - Standing In The Way Of Control
      • nefil Re: co na uszach w kwietniu było... 30.04.06, 12:46
        Utwór miesiąca — Peter Murhy "A strange kind of love"

        Peter Murphy "Deep"
        The Chameleons "What does anything mean? Basically"
        The Beatles "Let It Be Naked"
        Nick Cave "Abattoir Blues/The Lyre of Orpheus"
        Placebo "Meds"
        Editors "The Back Room"
        Film School "Film School"
        Mogwai "Mr Beast", "Rock Action"
        Myslovitz "Korova Milky Bar"
    • mechanikk Re: co na uszach w kwietniu było... 30.04.06, 12:54
      Ekstrakt z miesiąca:

      The Flaming Lips - At War With The Mystics
      9,5/10
      Będę się upierać, że jest to najlepsza płyta TFL, płyta, która rozwala od
      pierwszego przesłuchania, a potem z każdym następnym jest lepiej. Dla mnie to w
      tej chwili najważniejszy z istniejacych zespół na świecie.

      Morrissey - Ringleader of the Tormentors
      7,5/10
      Za "Life Is A Pigsty", które jakby żywcem z lat 80. wyjęte, należy się 10. A
      poza tym szkoda, że jeszcze bardziej nie "uglamowiono" produkcji, bo na
      przykład ten spogłosowany, "przesterowany" wokal w nr 11 to chyba
      najzabawniejsze i jednocześnie bardzo fajny moment płyty. Chórki dziecięce:
      bomba. Z minusów: pompatyczny i niepasujący do Morrisseya opener.

      Pustki - Do Mi No
      7/10
      Polscy Belle & Sebastian? Płyta zasadniczo świetna, czasem może denerwujaca od
      strony tekstowej. Jeden z tych albumów. które definiuja wiosnę.

      Ścianka - Pan Planeta
      9/10
      Najradykalniejszy album Ścianki, nie ma co. Podczas gdy krytycy spierają się
      czy należy ją umieścić pomiędzy debiutem a "Dniami Wiatru" ja myślę, że to jest
      dla Ścianki cofnięcie się (w dobrym tego słowa znaczeniu),
      płyta "prehistoryczna". To jest pewne pójście wstecz nawet względem debiutu.
      Czterdzieści minut "napierdalatorów" (jak to kiedyś Ćieślak powiedział),
      czterdzieści minut hipnozy.
    • pagaj_75 Re: co na uszach w kwietniu było... 30.04.06, 13:59
      uff, jakoś mi ten kwiecień przeleciał szybko na niezbornym trawieniu tego co w
      poprzednich miesiącach (nie będę ponownie wymieniał), a poznawaniu kolejnych
      rzeczy, które tu wymieniam i eksperymentalnie spróbuję ogwiazdkować. zobaczmy co
      z tego wyjdzie:

      ***** (absolut)
      Can - Future Days (1973)
      płyta miesiąca. totalna lekkość, zwiewność, wiatr, szum morza, ciepło i nadzieja
      na przyszłość. "Tago Mago" rozwala człowieka i pastwi się nad zwłokami, ale nie
      da się go zabrać w wakacyjną podróż, a z "Future Days" nietrudno o
      najfantastyczniejsze lato życia. sorry, już biorę pigułki na uspokojenie.

      Ścianka - Dni wiatru (2001)
      wow. naprawdę nie zdawałem sobie sprawy z tego, że to AŻ TAK świetna płyta. top
      10 albumów nagranych w tym kraju.

      **** (re-we-la-cja)
      Can - Ege Bamyasi (1972)
      Daft Punk - Discovery (2001)
      Giorgio Moroder - From Here to Eternity (1977)
      Ryoji Ikeda - Time / Space (1998)
      Mogwai - My Father, My King (2001)
      Orbital - Snivilization (1994)
      Out Hud - S.T.R.E.E.T.D.A.D. (2002)
      [thx, Aimar]

      *** (dobre, a nawet bardzo)
      Bark Psychosis "Codename: Dustsucker" (2004)
      Popol Vuh - Affenstunde (1970)
      Spectrum - Soul Kiss (Glide Divine) (1992)
      czyli Pete Kember (a.k.a. Sonic Boom) ze Spacemen 3 w swoim projekcie
      pozostającym do dzisiaj w cieniu Wielkiego Brata, czyli Jasona Pierce'a i jego
      Uduchowionych. zaczyna się wręcz przebojowo od świetnego "How You Satisfy Me",
      ale potem rozpływa się powoli w spiritualizowo-ambientowe plamy. ładne, choć
      ciut za długie.

      Sufjan Stevens - Enjoy Your Rabbit (2001)
      ręka do góry kto zna ten album? :) to moja ulubiona płyta Sufjana, bo kompletnie
      inna od pozostałych, które mnie lekko usypiają. Mouse on Mars z czasów Niun
      Niggung powiedzmy plus wczesny Mike Oldfield plus cholera wie co jeszcze, minus
      chłopięce wokale Sufjana równa się TO.

      Keith Fullerton Whitman - Lisbon (2006)
      trochę powrót do brzmień z "Playthrough", a trochę krok w kierunku lekkiego
      noise'u. jak na razie płyta roku, z braku laku.

      ** (niby dobre, ale jakoś mnie nie rusza)
      Hood - Cold House (2001)
      nie wiem, może to przez plamy na słońcu albo żyły wodne, ale nie mogę się jakoś
      zachwycić tym, a słuchałem wiele razy. ale z komputerem sobie nieźle poradzili.

      Mogwai - Rock Action (2001)
      Mogwaiowi smędzącemu mówimy stanowcze NIE. choć jest kilka ładnych momentów, to
      w ogólnym rozrachunku usypia, co jest niezłą sztuką jak na album trwający
      niecałe 40 minut.

      The Sugarcubes - Life's Too Good (1988)
      czyli pierwszy raz, gdy świat usłyszał o Bjork Gudmundsdottir. sympatyczne,
      nawet fajne, ale gdzie temu do solowych płyt mojej ulubionej krzykaczki ;)

      * (przeciętne, słabe i inne dla których nie warto się rozdrabniać z ocenami)
      AFX - Chosen Lords (2006)
      Rychu ma już dość najwyraźniej. nie chce być już świrem-nowatorem i na starość
      wraca do brzmień młodości, czyli Detroit techno. sprawnie zrobione kawałki (czy
      ktoś zorientowany może powiedzieć czy to faktycznie są najlepsze rzeczy z
      Analordów?), ale dzisiaj to już przecież archaizm totalny.

      The Streets - The Hardest Way to Make an Easy Living (2006)
      gdy słucham tej płyty, to jestem wściekły. wściekły na siebie za to, że mi się
      "Original Pirate Material" podobało. ostatnie dwie płyty Skinnera kompletnie do
      mnie nie trafiają. OPM było świeże, lekkie, zabawne, inteligentne, a teraz
      dostajemy tylko wymęczone rzygi. sorry Mike, taki lajf.
      • aimarek Re: co na uszach w kwietniu było... 30.04.06, 14:44
        pagaj_75 napisał:

        > Ścianka - Dni wiatru (2001)
        > wow. naprawdę nie zdawałem sobie sprawy z tego, że to AŻ TAK świetna płyta. top
        > 10 albumów nagranych w tym kraju.

        pff.. obudzili się jeden z drugim.
        • kubasa Re: co na uszach w kwietniu było... 30.04.06, 15:52
          aimarek napisał:

          > pagaj_75 napisał:
          >
          > > Ścianka - Dni wiatru (2001)
          > > wow. naprawdę nie zdawałem sobie sprawy z tego, że to AŻ TAK świetna płyt
          > a. top
          > > 10 albumów nagranych w tym kraju.
          >
          > pff.. obudzili się jeden z drugim.
          >

          Phi, nie powiem kto się obudził z Out Hudem. Po kolei skalkowaliście mnei z Out
          Hudem, Can i Ścianką (wyjątkowa perfidia Pagaja - obie płyty były moimi płytami
          miesiąca marca, jak mawiają politycy PiS). Ten Can szczególnie - chciałem
          odkryć, pohajpować a tu nici.
          • obly Re: co na uszach w kwietniu było... 30.04.06, 16:08
            no no
            o can pisalem z rok temu juz bedzie
            jeszcze pol roku i odkryjecie solowe poczynania czukaya i leibezeita (nie
            dotyczy kubasy chyba)
            ;)))
            • obly Re: co na uszach w kwietniu było... 30.04.06, 16:09
              chcialem powiedziec ze jesli chodzi o niezali to can są tymi no beatlesami
              chyba, czego oni nie brali
              • obly Re: co na uszach w kwietniu było... 30.04.06, 16:12
                pozwole sobie ten:
                forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=20715&w=25181447&a=29773295
                • kubasa Re: co na uszach w kwietniu było... 30.04.06, 16:14
                  Obły, to nieprawda co piszesz. Zanim ja nie napisałem nikt w Polsce nie znał
                  Can*





                  *zart jak i poprzedni post**

                  **chyba że też odpowiedż była w formie żartu i nie skumałem :|
                  • obly Re: co na uszach w kwietniu było... 30.04.06, 16:18
                    wiem wiem spoczko ;)))
                    teraz własnie jestem na kompletowaniu solowego czukaya po prostu i jest kurde
                    ucztowo i sie ciesze ze pagaja pozarł can, zreszta mu z póltora roku temu
                    prawie siłą wciskałem, bronił się długo ale twierdza padła
      • pagaj_75 aaa... zapomniałem 30.04.06, 15:10
        Lali Puna - Tridecoder (1999) na trzy gwiazdki
      • geigo Re: co na uszach w kwietniu było... 30.04.06, 15:56
        pagaj_75 napisał:

        > Sufjan Stevens - Enjoy Your Rabbit (2001)
        > ręka do góry kto zna ten album? :)

        Melduję się :) Ale ja aż takim entuzjazmem do Królika nie pałam; owszem, płyta niczego sobie, jednak z dokonań Sufjanowskich najmniej przeze mnie lubiana - ten typ elektronicznego grania niespecjalnie trafia w moje uszy.
    • grimsrund Re: co na uszach w kwietniu było... 30.04.06, 16:19
      Afro Kolektyw CZARNO WIDZĘ
      Oren Ambarchi TRISTE
      At The Drive-In RELATIONSHIP OF COMMAND
      The Beautiful South BLUE IS THE COLOUR
      Biosphere PATASHNIK
      Brother Danielson BROTHER IS TO SON
      Calexico THE BLACK LIGHT
      Cikatat Ikatowi ORCHESTRATED & CONDUCTED
      Clogs LANTERN
      cLOUDDEAD cLOUDDEAD
      Cold 13 WAYS TO BLEED ON STAGE
      Corruption ORGASMUSICA
      Kimya Dawson KNOCK-KNOCK WHO?; MY CUTE FIEND SWEET PRINCESS
      Deli Creeps DAWN OF THE DELI CREEPS
      Destroyer THIEF
      Dream Theater DARK SIDE OF THE MOON
      Electric President ELECTRIC PRESIDENT
      Brian Eno ANOTHER DAY ON EARTH
      Espers ESPERS; THE WEED TREE EP
      Euphoria A GIFT FROM EUPHORIA
      Donald Fagen MORPH THE CAT
      John Fahey THE LEGEND OF BLIND JOE DEATH
      The Futureheads THE FUTUREHEADS
      Eddie Gale BLACK RHYTM HAPPENING
      Giant Sand CHORE OF ENCHANTMENT
      The Go-Betweens OCEANS APART
      Holly Golightly MY FIRST HOLLY GOLIGHTLY ALBUM
      Jose Gonzalez VENEER; STAY IN THE SHADE EP
      Grandaddy UNDER THE WESTERN FREEWAY
      Guillemots FROM THE CLIFFS
      John Harle THE SHADOW OF THE DUKE: THE MUSIC OF DUKE ELLINGTON
      Juliana Hatfield IN EXILE DEO
      His Name Is Alive DETROLA
      Jandek KHARTOUM
      Mason Jennings USE YOUR VOICE
      Daniel Johnston FEAR YOURSELF
      Kitaro SPIRITUAL GARDEN
      Mark Knopfler / Emmylou Harris ALL THE ROADRUNNING
      Kobiety KOBIETY
      Konono No. 1 CONGOTRONICS
      Lali Puna / Iso68 HERE THERE
      Adrianne Lenker STAGES OF THE SUN
      The Little Willies THE LITTLE WILLIES
      Wynton Marsalis HOT HOUSE FLOWERS; BLACK CODES (FROM THE UNDERGROUND)
      Katie Melua PIECE BY PIECE
      Midlake THE TRIALS OF VAN OCCUPANTHER
      Minus Story NO REST FOR GHOSTS
      Mirah TO ALL WE STRETCH THE OPEN ARM; C'MON MIRACLE
      Mogwai MR. BEAST
      MONSIEUR GAINSBOURG REVISITED
      OP8 SLUSH
      The Paper Chase GOD BLESS YOUR BLACK HEART
      Michel Petrucciani LIVE; PROMENADE WITH DUKE
      Kelly Joe Phelps SKY LIKE A BROKEN CLOCK
      Rainer Maria CATASTROPHE KEEPS US TOGETHER
      Steven Seagal SONGS FROM THE CRYSTAL CAVE
      Sol Seppy THE BELLS OF 1 2
      Songs: Ohia MI SEI APPARSO COME UN FANTASMA; THE LIONESS
      Sparklehorse VIVADIXIESUBMARINETRANSMISSIONPLOT
      Starsailor ON THE OUTSIDE
      Sufjan Stevens SEVEN SWANS; ILLINOIS
      The Derek Trucks Band LIVE AT THE GEORGIA THEATER; SONGLINES
      Erik Truffaz MANTIS
      Vetiver TO FIND ME GONE
      Tom Waits SWORDFISHTROMBONES
      Cassandra Wilson TRUHNDERBIRD
      Witch WITCH

      Filmowe / grzane:

      CRUMB
      Randy Edelman DRAGON: THE BRUCE LEE STORY
      Dario Marianelli V FOR VENDETTA
      Ennio Morricone THE THING
      John Powell FACE/OFF; PAYCHECK
      STUBBS THE ZOMBIE
      UNDERWORLD: EVOLUTION
      Neil Young DEAD MAN
      • pszemcio1 Re: co na uszach w kwietniu było... 30.04.06, 17:21
        grimsrund , boję się ciebie...
    • glebogryzarka1 glebo sez 01.05.06, 01:31
      Płyty miesiąca:

      Minnie Riperton - Perfect Angel 9/10
      Minnie Riperton - Adventures in Paradise 9/10

      Zawsze, kiedy wydaje mi się, że odczuwam przesyt względem czarnego grania, musi
      trafić się coś, co mi udowodni, że jednak nie. Trzy lata temu był to RH Factor,
      teraz - to.
      Pierwsza z płyt jest mocno surowa: sporo gitar, które potem kopiowali wesoło
      np. Steely Dan, niedbałe gary, wszystko podporządkowane wokalnym pokazom
      Minnie. A na te warto zwrócić uwagę, ponieważ a) idealnie znajdują równowagę
      pomiędzy prezentacją możliwości technicznych (ona gładko poruszała się w
      trzykreślnej i miało to sens!) a prezentacją morderczych hooków, b) stanowią
      ewidentnie inspirację dla niemal wszystkich r'n'b wokalistek naszych czasów, od
      Eryki do Vinii Mojica. Opener pt. "Reasons" kasuje okrutnie, numer na 11/10 po
      prostu. To tu znalazł się też evergreen pt. "Lovin' You", z którym po dziś
      dzień Minnie jest kojarzona.
      Drugi album jest bliżej standardowego brzmienia 70's - więcej analogów,
      rhodesa, charakterystyczne ciepłe okrągłe bębny, dużo dęciaków i smyczków.
      Zdecydowanie bardziej popowy i dla mnie ciekawszy, równiejszy. Pełno tu
      dźwięków później próbkowanych i cytowanych w hip hopie i nie tylko - na
      przykład okazało się, że wyśmienity "K.O.S." Black Star zbudowany jest w
      całości na jeszcze bardziej wyśmienitym "Baby, This Love I Have". I tak dalej.
      A "Inside My Love" brzmi zupełnie jak nagranie topowej nusoulowej divy z
      początku bieżącego stulecia. Etc. etc. Szok i tyle.
      W obydwu płytach łapska maczał jako producent oraz instrumentalista Stevie
      Wonder i daleko przewyższają one jego własne ówczesne osiągnięcia.
      Tak, "Talking Book" i "Songs in the Key of Life" też.

      Reszta:

      Funkadelic - One Nation Under a Groove 9/10

      Wstyd mi. To naprawdę był mój pierwszy kontakt z tym klasykiem. Jak kurwa można
      najlepszą płytę Funkadelic przesłuchać jako jedną z ostatnich w dyskografii???
      Megamiazga - i gdyby nie to, że najlepsze utwory przeciągnięto pod wpływem do
      rozmiarów siedmiominutówek, słuchałbym w kwietniu centralnie TYLKO tego.

      Blondie - Parallel Lines 8/10

      O tej płycie wszystko już napisano i ja popieram. Od punkowych uberpiosenek po
      antycypujący trip hop/alt pop "Fade Away and Radiate" - wszystko się zgadza aż
      miło.

      Hot Hot Heat - Make Up the Breakdown 7.5/10

      Zbiór (prawie wyłącznie) fantastycznych piosenek. Prawie, bo obok ww. trafiają
      się i smutne wyjątki. Album zapieprza poza tym w za wysokim tempie - przydałoby
      się odpuszczenie grzechów (takie jak closer "In Cairo") gdzieś w środku płyty,
      na przykład zamiast przeciętnego "Oh, goddamnit". Ale i tak to najbardziej
      ciesząca moje ucho produkcja, jaką wypluł z siebie nurt zwany tanecznym
      postpunkiem czy jakoś tak. Wiecie o co cho.

      Prefab Sprout - Steve McQueen 7/10

      Po raz kolejny powtórzę moje ulubione ostatnio określenie: uberpiosenki. Mimo
      że połączenie syntetycznych, spogłosowanych i sflange'owanych brzmień z
      melodyką tudzież wrażliwością folk-country brzmi dyskusyjnie w 2006, to
      mistrzowski songwriting kasuje wszelkie wątpliwości w zarodku.

      Kraftwerk - Computerwelt 7/10

      Ej, to brzmi jak ośmiobitowce ("Pocket Calculator" - ja pierdykam, coś takiego
      można zaprogramować na C64 w pół godziny). Dla mojej ukochanej najstraszniejsza
      męka od czasu, gdy zakatowywałem Ladytron (ma uczulenie na syntetyki).
      Wspaniale zautomatyzowane gówno, idealne ożenione z popowymi melodiami.
      Niesposób nie docenić, nawet jeśli brzmienie zaiste rodem z dawno minionej
      epoki (żadne 'nawet', bo ja to lubię) - ile moich ulubionych płyt tudzież
      nagrań nosi ślady inspiracji tym albumem, trudno zliczyć. Pozamuzycznie, to
      właśnie na wysokości tej płyty Kraftwerk był właściwie JEDYNYM białym zespołem
      katowanym w czarnych gettach podczas block parties i hip hop w sporym stopniu
      wziął się z "Computerwelt". Co imponuje mi może trochę ponad miarę. :)

      Perki Pat - Turkusowy grafit 5.5/10
      Funkowe oblicze polskiego hip hopu z Wrocławia. Wśród odpowiedzialnych Jarosz i
      Lu (Sfond Sqnxa), Magiera, T?mon, Kejk i Jot (Drutz). Bardzo dobrze się słucha,
      choć centralny punkt płyty - tytułowa suita (!!!) trochę męczy długością -
      przeszło 20 minut - i nierównością jakościową. Ale ten alkohol waży 120%...

      Twilight Singers - Black is the Color EP 5.5/10

      Tytułowy jest absolutem. Reszta jest klocem nawiązującym do wszystkiego, co w
      tym projekcie najgorsze.

      Bahamadia - Good Rap Music 5/10

      To nie jest dobra rapowa muzyka. Po powrocie osoby odpowiedzialnej za takie
      arcydzieło, jak "Kollage" sprzed dekady, spodziewałbym się więcej. Bardzo
      zachowawcza płyta, brzmi dokładnie jak wszystkie co ambitniejsze produkcje spod
      znaku hh na miarę ostatniej pięciolatki, zero zaskoczenia. Pobudka kurwa!!! No
      dobra, obniżyłem o dwa punkty za to, że się zawiodłem; albowiem oczekiwania
      miałem olbrzymie, ale uzasadnione (kto słyszał "Kollage", ten wie czemu).
      • ilhan Re: glebo sez 01.05.06, 01:51
        glebogryzarka1 napisał:

        > Hot Hot Heat - Make Up the Breakdown 7.5/10

        Trochę nie kumam fenomenu tej płyty. Fajna jest, ale na jakiej podstawie robić z niej klasyk? (uwaga o charakterze ogólnym) Pamiętam, że przejadła mi się po jakichś trzech dniach. Naturalnie jak na imprezie poleci "Bandages" - a leci kurde zawsze - to nie wzgardzę, ale tak to *z deka* przereklamowane.


        > Prefab Sprout - Steve McQueen 7/10
        >
        > Po raz kolejny powtórzę moje ulubione ostatnio określenie: uberpiosenki. Mimo
        > że połączenie syntetycznych, spogłosowanych i sflange'owanych brzmień z
        > melodyką tudzież wrażliwością folk-country brzmi dyskusyjnie w 2006, to
        > mistrzowski songwriting kasuje wszelkie wątpliwości w zarodku.

        Otóż to. To jest najbardziej "radykalna" pod względem brzmienia płyta z kategorii tego eleganckiego niezal-popu lat 80., ale wszystkie - Lloyda Cole'a, Aztec Camera czy późne The Go-Betweens - łączy jedno: fantastyczne skillsy w songwritingu. A gdyby całość "Steve McQueen" była na poziomie pierwszych czterech, miałbym ten album w Top 20 wszech czasów.
      • aimarek twilight singers 01.05.06, 09:58
        glebogryzarka1 napisał:

        > Twilight Singers - Black is the Color EP 5.5/10
        >
        > Tytułowy jest absolutem. Reszta jest klocem nawiązującym do wszystkiego, co w
        > tym projekcie najgorsze.

        Nie słyszałem tej epki, a i "Blackberry Belle" dopiero poznaję, ale co jest nie
        tak ze ZMROKOWYMI ŚPIEWAKAMI?
        • pszemcio1 Re: twilight singers 01.05.06, 13:23
          aimarek napisał: > > Tytułowy jest absolutem. Reszta jest klocem nawiązującym
          do wszystkiego,
          > co w
          > > tym projekcie najgorsze.


          a co jest najgorsze? bo generalnie to lol
          • pszemcio1 Re: twilight singers 01.05.06, 13:24
            tzn lol dla glebogryzarki
          • glebogryzarka1 Re: twilight singers 03.05.06, 19:51
            > a co jest najgorsze? bo generalnie to lol

            Spokojnie... Bardzo lubię Twilight Singers, ale nieco mniej wtedy, gdy
            - sięgają po lounge, z Dullim, czyli swoim największym atutem, zepchniętym do
            roli ornamentu (np. tytułowy z debiutu) (chociaż oparty właśnie na takim
            patencie "Verti-Marte" akurat jest wybitny),
            - kiedy ekshumują bluesrockowo-ciężkogitarową estetykę Temple of the Dog lub co
            gorsza wczesnego Stone Temple Pilots, żeby nie powiedzieć wręcz Live (np.
            niemal połowa "Blackberry Belle").
            Takimi przypadkami są właśnie dwa pozostałe utwory z epki - a ja średnio
            chętnie wyobrażam sobie Twilight Singers na składance klubowe granie, a jeszcze
            mniej chętnie w jednym szeregu z Creed (dobra, przesadzam). Dulli wydaje mi się
            stworzony bardziej do wykonywania bolesnych, surowszych, ponurych pieśni.
            Takich jak tytułowa z rzeczonej epki.
    • roar Kwiecień-plecień, bo przeplata... 01.05.06, 19:07
      Przebój miesiąca: The Dresden Dolls - Sing

      To był bardzo sympatyczny okres, ten kwiecień. Niby wielu nowych a porywających rzeczy nie słyszałem (dość powiedzieć, że największym odkryciem ostatnich tygodni jest dla mnie Z'EV...), ale jednak na jakieś szczególnie słabe rzeczy jakoś nie trafiałem, a przy tym zdarzyło mi się parę miłych niespodzianek.

      Neu!:

      The Flaming Lips - At War with the Mystics (2006) [+2.5]
      The Dresden Dolls - Yes, Virginia... (2006) [+1.5]
      Secret Machines - Ten Silver Drops (2006) [0]

      ...jak na przykład najnowszy album The Dresden Dolls. Miała to być ciekawostka, nie zakładałem w snach najśmielszych, że mi się spodoba, a tu proszę - murowany kandydat do zestawienia na koniec roku.

      AWwtM to jednak, pomimo wszystkich zastrzeżeń, najczęściej słuchana przeze mnie płyta ostatnich miesięcy. Pomijając dwa pierwsze utwory... ...o, no właśnie. No właśnie. A Secret Machines nagrali nudną i banalną płytę, i tyle w tym temacie.

      "Miło było, dziękuję.":

      Adem - Homesongs (2004) [+1]*
      Talk Talk - It's My Life (1984) [+1]*
      Mono - Formica Blues (1999) [+1]
      The Levellers - Levellers (1994) [+1]

      O Ademie Ilhanie głośno tu ostatnio było, Talk Talk - wiadomo (wszystkim poza mną :). Mono w wersji z Anglii, nie z Japonii, sympatyczny, acz schematyczny trip-hop. A Levellers ewokują mi Waterboys, co chyba nie dziwne specjalnie.

      Jak Hartowała Się Stal:

      Silver Apples - Silver Apples (1968) [+1.5]
      Silver Apples - Contact (1969) [0]*
      White Noise - An Electric Storm (1969) [+2]*
      Kraftwerk - Ralf & Florian (1973) [+1]
      Yellow Magic Orchestra - Solid State Survivor (1979) [+0.5]*

      White Noise to najciekawszy chyba album z zestawu, ładny, melodyjny, ale też i dużo kombinacji, nieoczywistych pomysłów, w które trzeba się wsłuchać... Ewokuje mi trochę ta muzyka Legendarne Różowe Kropki, co w połączeniu z rokiem nagrania musi budzić respekt. Silver Apples - pierwszy album świetny, choć słychać, oj słychać, rok powstania, drugi niepotrzebnie (aka ze szkodą dla muzyki) przekombinowany. Płyta YMO nierówna i raczej nie przetrwała próby czasu, ale i tak jest najważniejsza z powyższych. Gdyby nie ten zespół, nie byłoby połowy muzyki z gier konsolowych z ostatnich 20 lat (a być może i wielu innych rzeczy).

      ...and Where It Got Us:

      DNTEL - Life Is Full of Possibilities (2001) [+1.5]*
      Isolee - Rest (2000) [+1]
      Speedy J - A Shocking Hobby (2000) [+0.5]*
      Mouse on Mars - Vulvaland (1994) [+1.5]*
      Nobukazu Takemura - Hoshi no Koe (2001) [b/o]*
      Nobukazu Takemura - 10th (2002) [b/o]*

      MoM i DNTEL - na razie respekt, posłuchamy dalej. Speedy J - trochę mnie już taka muzyka nuży, ładne, ale nic nowego tam nie słyszę (taki dość hałaśliwy IDM - dla tych, co nie znają). Takemury nie wiem ciągle, do czego przypiąć, w każdym razie do Songbook żadna z tych płyt się nie umywa (aczkolwiek 10th brzmi jak wprawka przed tymże).

      Oryginalne Pirackie Nagrania:

      The Streets - Original Pirate Material (2002) [+0.5]
      The Streets - A Grand Don't Come for Free (2004) [+3]
      The Streets - Hardest Way to Make an Easy Living (2006) [0]

      Legendarna Różowa Kategoria:

      Legendary Pink Dots - Crushed Velvet Apocalypse (1990) [1.5]*
      Legendary Pink Dots - Shadow Weaver (1992) [b/o]*
      Legendary Pink Dots - Malachai: Shadow Weaver Pt. 2 (1993) [b/o]*
      Legendary Pink Dots - From Here You'll Watch the World Go By (1995) [1.5]*
      Legendary Pink Dots - Under Triple Moons (1997) [b/o]*
      Legendary Pink Dots - A Perfect Mystery (2000) [+2.5]

      No więc jednak po prostu wolę Kropki z ostatniego okresu, różnorodne, bogato... może "gęsto" to lepsze słowo, tho... aranżowane, z tymi ciągnącymi się transowymi podkładami pod nawiedzone melorecytacje... Ale podoba mi się, z zasady, wszystko, co Ka-Spel nagrał, co jest poniekąd straszne, jeśli się weźmie pod uwagę, ile tego cholerstwa jest...

      The Flaming Lips - Zaireeka (1997) [b/o]*

      No i mam problem. Problem polega na tym, że to najprawdopodobniej nie jest wcale jakaś szczególna płyta. Ot, nie aż takie odkrywcze (choć na pewno co najmniej solidne, jak na FL przecież przystało) piosenki podzielone w nie aż tak odkrywczy sposób na cztery osobne ścieżki. Niektóre efekty (np. przeskakiwanie dźwięku z płyty na płytę) przypominają raczej głupią zabawę niż działanie ukierunkowane na jakiś sensowny efekt artystyczny. Z płyt najbardziej podoba mi się chyba czwarta - w jakimś sensie spójna, stonowana, ambientowo-etherealna. Słuchanie miksu przerwałem w połowie. Zwyczajnie mnie znużyło.

      The Goslings - Between the Dead (2005) [+0.5]*

      Ech... Szkoda, bo świetnie się zapowiadało. Zbyt wiele mi w tej muzyce przeszkadza... skrzekliwy wokal chociażby, czy te wszechobecne, a nie zawsze uzasadnione, brudy i szumy. Doceniam, ale polubić mi się chyba nie uda.

      Z'EV - Rhythmajik (2005) [+2]
      • pszemcio1 Re: Kwiecień-plecień, bo przeplata... 01.05.06, 19:50
        wiesz co , dokładnie taki system oceniania mam w pracy. fuck wywołałeś
        negatywne skojarzenia....:)
    • polleke Re: co na uszach w kwietniu było... 02.05.06, 00:36
      Last month synth pop saved my life:

      Human League – Dare
      Duran Duran – Rio
      Soft Cell - Non-Stop Erotic Cabaret
      OMD – Architecture & Morality: niech będzie, że płyta miesiąca (nie że
      najlepsza). Najmniej przystępna z całej czwórki, najbardziej posępna. Przy
      pierwszych przesłuchaniach stawiała mocny opór, bo jest w niej jakaś
      śmieszność, niezręczność w połączeniu industrialnych krajobrazów z ikonografią
      katolicką, dronów z kościelnymi organami i chórkami. Jakby wyrośnięci
      ministranci w przykrótkich spodniach zaczęli grać w opuszczonych dokach. Ale
      kiedy to się już przełknie – no, naprawdę. A opener - "The New Stone Age" –
      spokojnie mógłby się znaleźć na "Fabulous Muscles" Xiu Xiu (która to płyta dużo
      chyba zawdzięcza "A&M").

      Seriously, is there anything better than Scottish pop?

      Prefab Sprout – Steve McQueen
      Belle and Sebastian – The Life Pursuit
      Orange Juice – You Can’t Hide Your Love Forever
      Trash Can Sinatras – Cake
      Altered Images – Happy Birthday

      Niezrzeszeni:
      Morrissey – Ringleader of the Tormentors
      Band of Horses – Everything All The Time
      Liars – Drum’s Not Dead
      The Soft Boys - Nextdoorland
    • d84 Re: co na uszach w kwietniu było... 02.05.06, 11:20
      Hm, no głównie odkrywanie Ameryki w konserwach, nowości niewiele - dopiero
      wkręcam się w rytm ]:->

      Archers of Loaf - Icky Mettle

      Gdzieś wyczytałem, że "Web In Front" to najlepszy indie-rockowy kawałek ever
      więc powróciłem do tej płytki. Coś w tym sloganie jest, bo pierwsza połowa
      płyty to world class, a kawałki z numerami 1 i 3. Mówią, że niezal-klasyka,
      wcale się nie dziwię.

      Tortoise - Millions Now Libing Will Never Die

      Znasz od dawna, doznałeś wczoraj. Djed wysyła w kosmos, reszta z fenomenalnym
      closerem nie gorsza. No i brzmienie, brzmienie

      Morrissey - Ringleader of the Tormentors

      Dwa przesłuchania, póki co stary doby Moz, acz bez większych rewelacji.

      Built To Spill - You In Reverse

      Druga, i ostatnia świeża płytka. Podobnie jak Morrissey - znamy, nic
      odkrywczego ale przyjemne.

      Can - Future Days

      Chyba moja ulubiona płyta tej ekipy. Spray kopie.

      Supergrass - Supergrass is 10

      Wskaż mi pan kiepski kawałek tutaj to flaszkę stawiam

      Ścianka - Białe Wakacje

      W oczekiwaniu na Pana Planetę. Nawet ta teoretycznie konwencjonalna i
      piosenkowa płyta kopie. Jest w tym Szatan, jak to mówią.

      Amon Tobin - Supermodified

      Od dobrych paru tygodni nie mogę się oderwać; najlepsza płyta Tobina, wydaje mi
      się najbardziej różnorodna i, o dziwo, najbardziej wyładowana hookami.

      Dismemberment Plan - Emergency & I

      Wiadomo, indie-pomnik i kluczowe dzieło chyba najbardziej eklektycznego bandu z
      kręgu tradycyjnego, amerykańskiego indie. Idealne na słoneczną pogodę jaka na
      szczeście odwiedziła nas wreszczie w kwietniu.

      Jesus Lizard - Goat

      Pokręcona płyta amerykańskich psychopatów z pogranicza noise-rocka, post-
      hardcore'u czy nawet alt.metalu. Duane Denison to gitarzysta mający przebłyski
      geniuszu niemal w każdym utworze na tej płycie, rozpoznawalny po samym
      brzmieniu 6 strun. Tutaj wali tyloma miażdżacymi zagrywkami, że głowa pęka.

      Outkast - Big Boi & Dre Present Outkast

      Druga w tym zestawieniu składanka; co ciekawe w przypadku tych ziomali wchodzi
      znacznie lepiej niż pełne albumy. Właściwie gdyby nie "So Fresh, So Clean" to
      możnaby ctrl+v-nąć tekst zamieszczony pod Supergrass is 10
      • d84 Re: co na uszach w kwietniu było... 02.05.06, 11:23
        >a kawałki z numerami 1 i 3

        ...absolut:>
      • ilhan Re: co na uszach w kwietniu było... 02.05.06, 12:32
        d84 napisał:

        > Archers of Loaf - Icky Mettle
        >
        > Gdzieś wyczytałem, że "Web In Front" to najlepszy indie-rockowy kawałek ever

        Zawsze byłem po stronie "Wrong" <palacz>
        Ale może i ja powinienem wrócić.
      • aimarek Re: co na uszach w kwietniu było... 02.05.06, 13:02
        d84 napisał:

        > Hm, no głównie odkrywanie Ameryki w konserwach, nowości niewiele - dopiero
        > wkręcam się w rytm ]:->

        Widzę, D, że ostro przykalkowałeś rzeczy, których słuchałem tak ze 2 lata temu.
        Spoko <palacz>

        > Archers of Loaf - Icky Mettle
        >
        > Gdzieś wyczytałem, że "Web In Front" to najlepszy indie-rockowy kawałek ever
        > więc powróciłem do tej płytki. Coś w tym sloganie jest, bo pierwsza połowa
        > płyty to world class, a kawałki z numerami 1 i 3. Mówią, że niezal-klasyka,
        > wcale się nie dziwię.

        Nie słuchałem tego z papsylion lat, załączyłem teraz i mimo, że obecnie siedzę w
        zupełnie innych klimatach, to niektóre z tych kawałków nadal potrafią porządnie
        skopać. Top 5 ulubionych piosenek: 1. Wrong, 2. Web In Front, 3. Might, 4. Plumb
        Line, 5. Learo

        > Tortoise - Millions Now Libing Will Never Die
        >
        > Znasz od dawna, doznałeś wczoraj. Djed wysyła w kosmos, reszta z fenomenalnym
        > closerem nie gorsza. No i brzmienie, brzmienie

        Nom, mimo wszystko najlepsza chyba płyta Tortoise.

        > Ścianka - Białe Wakacje
        >
        > W oczekiwaniu na Pana Planetę. Nawet ta teoretycznie konwencjonalna i
        > piosenkowa płyta kopie. Jest w tym Szatan, jak to mówią.

        Właśnie też ostatnio słuchałem i w sumie niedoceniony album wg mnie. Fakt, że
        chyba najbardziej przystępny w dyskografii i może najmniej odjechany, ale jak
        np. usłyszałem niedawno "The Hill" w jakimś offowym filmie, to magia w sumie.
        Poza tym to płyta bardzo równa, bez słabych momentów, za to z jednym genialnym
        jak dla mnie numerem, który lokuje się w ścisłej czołówce najlepszych rzeczy
        nagranych przez ten band ("Miasta i nieba").

        > Dismemberment Plan - Emergency & I
        >
        > Wiadomo, indie-pomnik i kluczowe dzieło chyba najbardziej eklektycznego bandu z
        >
        > kręgu tradycyjnego, amerykańskiego indie. Idealne na słoneczną pogodę jaka na
        > szczeście odwiedziła nas wreszczie w kwietniu.

        Tru. Moje top 5: 1. The City, 2. Back and Forth, 3. Gyroscope, 4. I Love A
        Magician, 5. You Are Invited.
        Odwrotnie niż w przypadku "Icky Mettle", ciekawsza wydaje mi się tutaj druga
        połówka płyty.

        > Jesus Lizard - Goat
        >
        > Pokręcona płyta amerykańskich psychopatów z pogranicza noise-rocka, post-
        > hardcore'u czy nawet alt.metalu. Duane Denison to gitarzysta mający przebłyski
        > geniuszu niemal w każdym utworze na tej płycie, rozpoznawalny po samym
        > brzmieniu 6 strun. Tutaj wali tyloma miażdżacymi zagrywkami, że głowa pęka.
        >

        Znasz jakieś inne ich płyty? Dają radę w zestawieniu z tym dewastatorem?
        • d84 Re: co na uszach w kwietniu było... 02.05.06, 13:56
          aimarek napisał:

          > Nie słuchałem tego z papsylion lat, załączyłem teraz i mimo, że obecnie
          siedzę
          > w
          > zupełnie innych klimatach, to niektóre z tych kawałków nadal potrafią
          porządnie
          > skopać. Top 5 ulubionych piosenek: 1. Wrong, 2. Web In Front, 3. Might, 4.
          Plum
          > b
          > Line, 5. Learo

          Żeby było śmieszniej, pierwszy kontakt z tym albumem miałem już jakiś czas temu
          i nic. A tu w pewien kwietniowy poranek puszczam losowo wybraną płytę i buch!
          1. Wrong (jednak)
          2. Web In Front
          3. Plumb Line
          4. Last Word
          5. Might

          >Tru. Moje top 5: 1. The City, 2. Back and Forth, 3. Gyroscope, 4. I Love A
          >Magician, 5. You Are Invited.
          >Odwrotnie niż w przypadku "Icky Mettle", ciekawsza wydaje mi się tutaj druga
          >połówka płyty.

          Tutaj akurat nie mam zdania - całość wydaje mi się tak cholernie równa, że aż
          głowa boli. Choć prawda, że druga bardziej zakręcona - momentami, przy takim
          Girl O'Clock wymiękam. Na chwilę obecną byłoby coś takiego:
          1. You Are Invited
          2. What Do You Want Me To Say? (hymn do radia i mtv, yes yes yes)
          3. I Love A Magician
          4. A Life Of Possibilities
          5. Gyroscope

          Co więcej, w przypadku obu tych zespołów bardzo leży mi śpiew - ciekawe
          dlatego, że sporej części zespołów "tradycyjnego, amerykańskiego indie" wokal
          wydaje mi się najsłabszym ogniwem zespołu; zapodałbym np. dwa zespoły, jeden na
          M drugi na B ale mnie zatłuką ;)

          > Właśnie też ostatnio słuchałem i w sumie niedoceniony album wg mnie. Fakt, że
          > chyba najbardziej przystępny w dyskografii i może najmniej odjechany, ale jak
          > np. usłyszałem niedawno "The Hill" w jakimś offowym filmie, to magia w sumie.
          > Poza tym to płyta bardzo równa, bez słabych momentów, za to z jednym genialnym
          > jak dla mnie numerem, który lokuje się w ścisłej czołówce najlepszych rzeczy
          > nagranych przez ten band ("Miasta i nieba").

          Indeed. Bardzo równa, bez słabych momentów; nawet radiowa "Harfa Traw" ma
          swoisty wykop. "Miasta" wiadomo, ogólne ja doznaję najbardziej tracków 5-7 na
          tym krążku, oczywiście opnero-closera nie licząc. Przyjmijmy, że Ścianka to
          takie polskie Fugazi, co nie nagrywa słabych płyt ;)

          > Znasz jakieś inne ich płyty? Dają radę w zestawieniu z tym dewastatorem?

          Większośc słyszałem, no i trzeba na wstępie przyznać, że przy Koziołku reszta
          już nie kopie. Ale można zainteresować się "Head/Pure" i "Liar" (chyba w takiej
          kolejności) - choć obie mniej równe i dobre kompozycyjnie niż "Goat", to i tak
          nieźle tam dają.
          • aimarek Re: co na uszach w kwietniu było... 02.05.06, 15:27
            d84 napisał:

            > Co więcej, w przypadku obu tych zespołów bardzo leży mi śpiew - ciekawe
            > dlatego, że sporej części zespołów "tradycyjnego, amerykańskiego indie" wokal
            > wydaje mi się najsłabszym ogniwem zespołu; zapodałbym np. dwa zespoły, jeden na
            >
            > M drugi na B ale mnie zatłuką ;)

            Modest Mouse? (Microphones?) BTS?
            Jeśli tak, to z mojej strony duże "pfff".
            • d84 Re: co na uszach w kwietniu było... 02.05.06, 16:04
              aimarek napisał:

              > Modest Mouse? BTS?
              > Jeśli tak, to z mojej strony duże "pfff".

              Yep, dostaje pfffa, ale duży rispekt za 100%-ową skuteczność <palacz>

              Coś mi nie leżą takie wokale :) Oczywiście w żadnym wypadku nie dissuję ww.
              bandów.
              • pszemcio1 Re: co na uszach w kwietniu było... 03.05.06, 10:46
                d84 napisał:

                > aimarek napisał:
                >
                > > Modest Mouse? BTS?
                > > Jeśli tak, to z mojej strony duże "pfff".
                >
                > Yep, dostaje pfffa, ale duży rispekt za 100%-ową skuteczność <palacz>

                wokale w tych kapelach to był pierwszy impuls by sięgnąć po ich płyty. no
                przecież są niesamowite. dużo z Younga mają.
                >
                > Coś mi nie leżą takie wokale :) Oczywiście w żadnym wypadku nie dissuję ww.
                > bandów.
    • braineater Re: co na uszach w kwietniu było... 02.05.06, 14:34
      Płyta miesiąca:

      Bezapelacyjnie, bez odwołania po prostu Matthew Herbert - Scales.
      Pan Herbert po prostu oszalał i wydał płytę będącą kwintesencją tego, co w nu-
      jazzowym graniu najciekawsze i najlepsze. Mnóstwo rewelacyjnych melodii
      (doskonałe Harmonise i jeszcze lepsze Movers & Shakers) niesamowity głos
      Sicilliano i kompletnie popieprzone pomysły, jak numer w którym rytm wyznacza
      kaszel wokalisty. Jeden z kandydatów na płytę roku i to mocny.

      Vicepłyta miesiąca:
      the Streets - The Hardest Way to make an easy living o którym w osobnym watku
      było.

      Bardzo, ale to bardzo dobrze:
      KV5 - Natural Science. Wyłowieni z któregoś z Worldwide'ów Petersona, po prostu
      cudowni. Dwa wokale - kobieta/mężczyzna, standardowe soulowe kompozycje, bardzo
      dynamiczne i łagodne. A do tego wybitnie mało soulowy instrument pod tytułem
      akordeon. I ten akordeon to jest po prostu cos niesamowitego, dodającego
      maksymalnie nietypowego klimatu i generalnie nie wiem, jak to opisać, ale sam
      pomysł z wykorzystaniem tego instrumentu jest po prostu wielki.

      Roots Manuva - Alternately Deep, czyli jak zawsze Roots w remiksach o wiele
      ciekawszy i dynamiczniejszy niż w orginalnych utworach

      Inne:

      Nase Vec - Horky menu, czyli Czesi nie gęsi i też swój hip-hop mają. Jak już
      cżłowiek nasmieje się z języka, pobawi przypadkowymi skojarzeniami z polskimi
      słowami, to zostaje mu porzadnie zrobiona płyta, w klimatach trochę zblizonych
      do Wu-Tang lub solowych dokonań RZA, której można słuchac często i długo.
      sympatyczne, ciekawsze od wiekszości rodzimych produktów (choć może tylko
      dlatego, że mało rozumiem z przekazu:)

      Minimalistic Sweden - Standard Klikmusic - utwory po 10/12 minut, bez wstrząsów
      i energii, głównie drony, szumy, zlepy, ciągi:) Znaczy się doskonała muza na
      druga w nocy, jak nie chce sie jeszce spać, a nie ma się pomysłu na
      alternatywne zajecia.

      A oprócz tego miesiąc zdecydowanie pod znakiemn Gillesa Petersona i
      odsłuchiwaniu kilkunastu składaków do których przyłożył rękę. I pan jest
      geniuszem. Amen.

      P:)
    • geigo Re: co na uszach w kwietniu było... 03.05.06, 01:23
      Miała być całość, no i jest :)

      firstplaye:

      bardzo tak:
      Six Organs Of Admittance - Compathia
      Sinead O'Connor - Collaborations
      V/A - Monsieur Gainsbourg Revisited
      16 Horsepower - Hoarse
      Final Fantasy - He Poos Clouds
      Calexico - Hot Rail
      Clogs - Lanterns
      Vic Chesnutt - Is The Actor Happy
      Peeping Tom - s/t
      Tom McRae - Tom McRae
      Tom McRae - Just Like Blood
      Tool - 10 000 Days

      tak:
      Mick Harvey - Pink Elephant
      Daniel Lanois - For The Beauty Of Wynona
      Daniel Lanois - Acadie
      Virgin Prunes - If I Die, I Die
      Gnarls Barkley - St. Elsewhere
      Under Byen - Samme Stof Som Stof
      Omega - Tizezer Lepes
      Gary Numan - Jagged
      Alasdair Roberts - Farewell Sorrow
      Band Of Horses - Everything All The Time
      Can - Ege Bamayasi
      Calexico - Even My Sure Things Fall Through
      Calexico - Spoke
      Calexico - Black Heart
      Tom McRae - All Maps Welcome
      Belle & Sebastian - If You're Feeling Sinister
      Ryuichi Sakamoto - Neo Geo

      tak, acz bez sensacji*:
      M. Ward - Transfiguration Of Vincent
      Alasdair Roberts - The Crook Of My Arm
      Alasdair Roberts - No Earthly Man
      Cass McCombs - PREfection
      Bill Wells and Isobel Campbell - Ghost Of Yesterday
      Pati Yang - Silent Treatment
      Masha Qrella - Unsolved Remained
      Morning Runner - Wilderness Is Paradise Now
      Pearl Jam - s/t
      Belle & Sebastian - The Life Pursuit

      *dwa wyjątki - album jako całość bez ekscytacji, ale na każdym jest perełka:
      William Elliott Whitmore - Hymns For The Hopeless (opener "Cold And Dead")
      V/A - Dream Brothers: The Songs Of Tim & Jeff Buckley (Tunng coverujący "No Man Cand Find A War")

      hmmm:
      The Perishers - Let There Be Morning
      Augie March - Moo, You Bloody Choir

      nie:
      Lacuna Coil - In A Reverie
      Swans - Feel Good Now
      The Strokes - First Impressions Of Earth


      replaye:
      Tunng - Mother's Daughter And Other Songs
      16 Horsepower - Sackcloth'n'Ashes
      Clann Zu - Black Coats And Bandages
      Tool - Aenima
      Tool - Undertow
      Massive Attack - 100th Window
      Massive Attack - Mezzanine
      Massive Attack - Protection
      Massive Attack - Blue Lines

      Płyta miesiąca - Tunng; piosenka miesiąca - Timesbold "Bone Song".
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka