obly
16.10.06, 23:04
ja chciałem powiedzieć jedno że jest to kapela od około roku nr 1 dla mnie
w takiej kapeli chchiałbym grac nawet na szczoteczce do zębów siedząc w
centralce. ta kapela mnie rozwala, ta kapela mnie rozklada i sklada calkiem
na nowo. nie umiem powiedziec nic wiecej. jakość ich płyt jest taka sobie z
przyczyn dystrybucyjnych mam jeno na cd cabin in the sky. resztę mam na mp3.
chcialbym po prostu powiedzieć naokoło wszem i wobec że malo która kapela
jest mnie w stanie doprowadzić do postu takiego jak ten. więc zwracam uwagę
szanownego towarzystwa. nawet jak na 100 tylko 1 się spodoba to bedzie to dla
mnie mega ważne.
do tego zapoznaję się:
xiu xiu (ho ho ho, nic nie jestem w stanie powiedzieć)
critters bugin (jestem pod notorycznym wrażeniem, zwracam na tę kapelkę uwagę)
murcof (thx pagai)
joshua redman (poppoclasiccojazzista - takie moje caffe jazz party)
alien sex fiend - sledze kazdy sladzik
ministry - nadrabiam zaległości pełna dyskografia do przeuszenia
solowe dokonania pierwszego perkusisty red hot chili peppers - cliffa
martineza - muzyka do filmu traffic i solaris
dzieje się sporawo prosze państwa - ale nie jest to na tyle spektakularne
ilościowo abym mógł występować z jakąkolwiek statystyczką.
po za tym chciałbym zwrócić wielkauwagę na piard jaki wydał z siebie fish - w
formie tekstowej koleś odkrył wreszcie swoje karty i okazało się ze dokonania
jego jako licealisty (no dobra przesadziłem) były o niebo lepsze i
swiezutkie, teraz ciska schematami myslowymi jak podly wychowanek mizernego
widowiska serialowego i jakby na siłę wsiska się na powrót w spodnie rasowego
hip hopowca - tzn w spodnie hip hopowca jakie mu sie wydaje ze hip hopowcy
noszą. widac zarzucił doświadczalne przypadki experymentatora pod skrzydłami
kolegów Taty i wrócił na łono. tzn tylko łono juznie to. bity Emadea niby są
okejowskie i dygają ale niestety. całośc przypomina powrót Wałęsy na fotel
prezydenta. w tym kontekscie widać ze odżegnywanie sie od wizerunku hh-łopca
było nie tyle zabiegiem marketingowym co smutną prawdą. po prsotu jak sie nie
ma nic do powiedzenia to lepiej buczec w 45 tonacjach 30 cm ponad chodnikami
w te i nazad i jest sztuka. tutaj jest po prsotu ... no mała żenadka. aha ja
dużo nie wymagam od hh-łopców. jedyny wyróznik jaki sobei sami w sumie
narzucająto słowa które wystrzeliwują z głośników. no muszą być. słowa. bo
słówka to boy wyszczekał na maszynie do pisania i pozamiatane.
oraz najwieksze odkrycie jak dla mnie tego lato-jesienia: the clash
odkrycie nie tyle zespołu bo ten był mi dobrze znany ale kunsztu tworzenia
piosenek. ja pierdykam. tyle powiem. jak tak ma wyglądac punkowa destrukcja
to ja kurde chciałbym być dekonstruktywny w ten sam sposób. tam w co 4
kawałku jest tyle potencjału na 3456 przerobek ze głowa boli. melodyka,
harmonia i głos! po raz kolejny jestem na kolanach. niby te same kolana ale
pobozność moja jakże wielka.
tak
a teraz joke który został zrobiony wraz z brajnem
w sensie sieczka straszliwa i niesłuchalna ale nie byłbym sobą gdybym się tym
nie podzielił. sztuka to nie jest ani nic wyjątkowego ani nic co was powali
no moze czasem rozśmieszy ale w sumie jak ktos nie ten to lepiej nie ten
w sensie tylko dla znajomków i dla posiadaczy uszów porównywalnych z zelówka
kamasza po przejsciu ścieżki zdrowia.
jest to szkic płyty jaką bym nagrał z brajneaterem gdybym był profesjonalnym
i rzetelnym artychą który umie tworzyc i takie tam. nie była by to i tak
super płyta ale kurde... co mnie to.
jest to raczej nieporadny szkic węglem jakby to miało wyglądac. wszystko
kazda sciecha (bass voc czy git) na max nagrywana dwa razy tuż po wymysleniu
więc błędów w pytke. dykcja fatalna. ale nie o to biega proszę państwa.
www.obly.webd.pl/oblesne/oblesnepiosenki.html
o tyle, wracam do szperania tuxedomonów w kazdej postaci.
howgh