cze67
23.10.06, 13:53
Najpierw info z onetu:
"Platynowa Płyta dla Piotra Rubika
Piotr Rubik i Zbigniew Książek otrzymali Platynową Płytę za "Psałterz
Wrześniowy".
Co ciekawe, nagroda została wręczona już w dniu premiery.
"Psałterz wrześniowy" składa się z trzech części. Pierwsza - Armagedon -
opisuje okrucieństwa naszego świata, m.in. tragedie, które wydarzyły się
przed laty w Polsce, USA, Madrycie, Biesłanie, Londynie. W drugiej części
oratorium pada pytanie, gdzie były anioły, gdy wydarzyły się te straszne
rzeczy, zaś trzecia - to przesłanie, które mówi, że jedynym sposobem na to,
aby ludzie nie krzywdzili się nawzajem, jest miłość."
No i właściwie możnaby na tych ostatnich zdaniach poprzestać, bo większość
(wszyscy?) ludzi z tego forum po ich przeczytaniu po prostu nie będzie już
zaprzątać sobie głowy nazwiskiem Rubik. Ale nie można przejść obojętnie wobec
tego fenomenu. Miałem niewątpliwą nieprzyjemność wysłuchania fragmentu
któregoś z dzieł pana Rubika przechadzając się po jednym ze sklepów
płytowych. Było to przeżycie straszne, ale w jakimś sensie fascynujące -
muzyka napuszona, patetyczna do granic wytrzymałości, kojarząca się z
produkcjami Ich Troje (może to syndrom mężczyzn, którzy farbują sobie włosy
na ciekawe kolory?), wręcz ociekająca kiczem. Ale też, swoją "masywnością",
efektownością wywołująca ciarki na plecach. Teksty, których wysłuchałem (nie
powtórzę, ale może jeszcze znajdę) to jakiś straszny pseudobiblijny bełkot,
banał. Określiłbym tę muzykę jako symfoniczny-sakro-polo-pop. Zadziwia mnie
(choć może nie powinna) oszałamiająca popularność dzieł Rubika na polskim
rynku, porównywalna z tym, co działo się za najlepszych (najgorszych? dla
polskiej muzyki) czasach wspomnianego bandu Wiśniewskiego (którego
popularność wciąż jest dla mnie zagadką). Czy jest tak, że ludzie potrzebują
tak dużej dawki papetyzmu, wzruszeń, które przynosi śpiewający unissono chór,
z atakiem kotłów w tle? Uczestnictwa w swego rodzaju misterium, nieważne, że
niezwykle niskiego lotu? "Symfonii dla ubogich" (w znaczeniu -
nieosłuchanych, nieinteresujących się zbytnio muzyką). Obcowania z, w ich
pojęciu, kulturą wysoką?
Ot, jeszcze jedna zagadka wszechświata, jak napisałby kol. obły.