Dodaj do ulubionych

marudzenie...

04.12.07, 12:39
Człowiek bez zajęcia, wymyśla różne pierdoły, więc tera będzie, szczególnie, że juz dawno nie było.

Refleksja będzie (kill him! kill him!)

A dokładniej rzecz biorąc refleksja w temacie forumów, portali muzycznych etc. (i w tym momencie 95% odbiorców kliknęło wstecz)

Bo się zmienia – co widać choćby po FS, ale nie tylko, to zaledwie jeden z drobnych elementów. Coraz mniej ludzi pisze, coraz więcej recenzji wygląda, jak stworzone przez automat, coraz mniejszą grupę ludzi one obchodzą. Pisanie o muzyce robi się pisaniem mocno passe.

And nał, de kłeszczyn – łaj?

Watek niniejszy jest otwartym polowaniem na kozła ofiarnego.

Kozioł nr 1 – forum bez uploadu, to gówno, nie forum (idea by Obły, ale się zgadzam w 100%). Teza: po co pisać, skoro można płytkę wsadzić na rapida i w ten sposób pokazać, że fajna. Nie musimy niczego opisywać, wystarczy proste – sprawdź to. +6 punktów do Lenistwa i bonusowy rzut 12 ścienna kostką. Rezultat – nie piszemy, bo po co pisać o czymś, co przesłuchali wszyscy, na których nam zależało, by przesłuchali

Kozioł nr 2 – forum bez obrazków, tubowych gniazd, to gówno, nie forum. Teza: podobna, jak wyżej, tyle, że inaczej – po co pisać, skoro można pokazać. Znów + 6 punktów do Lenistwa i karta Magicznej Lachy do położenia. Rezultat – nie piszemy, bo po co pisać o czymś, co każdy sobie może obejrzeć i wyrobić własną opinię.

Kozioł nr 3 – wielobranżowość jest gówno warta. Teza: fora, strony niewyspecjalizowane, są skazane na zejście, w bólach i podrygach. Chcąc nie chcąc, wpadamy po jakimś czasie w wąskotorowość muzyczną – a to lecimy w indie i brytolskie kapele na pęczki, a to w elektronikę wydawaną w niszowych labelach, a to w starożytne hamerykańckie hardcore, a to w kantry dla autystycznych komboji. I nawet jak nas płyta jara i gila, to pojawia się red lajt – po uj o tem pisać, skoro może zainteresuje 3 osoby na +, i to w dodatku te same, którym mogę popchnąć rapida, bo nie są z organów. Szczególnie w miejscu, gdzie rozciep tematyczny jest od Apoptygma Berzerk do Zappy Franka. To samo zresztą z czytaniem – po co się przegrzebywać przez 10tki wątków o kapelach o których wiedza jest nam na psichuj, bo i tak ich w życiu nie posłuchamy, z góry wiedząc, że to nie dla nas. Rezultat – powolny zdych forów wielobranżowych, szybki wzrost perspektyw dla niszowego blogerstwa najczęściej połączonego z aplołdem.

Kozioł 4 – it’s all about the money, bejbe. Teza: wewnątrzSForumowa bardziej chyba. Spora część stałych pisatieli, prędzej czy później trafia w media – mniej lub bardziej chujowe (nie chujowych nie ma). So, pisanie o muzyce staje się sposobem zarobku/autolansu, czytaj – jebaną pracą. Pojawia się brygada kryzys złożona z dwóch postaci: Za darmo?fuj i Już o tym pisałem gdzie indziej. Rezultat – co ciekawsi pisacze, przechodzą do pisania oficjalnego, zarobkowego lub prestiżowego. Na forach zostają czytający, z braku nowych wpisów, próbujący pisać sami – dość często momentalnie rozbijający się o Kozła nr 3.

Inne Kozły? Może ktoś jakieś jeszcze upoluje? A może napisałem same gupoty i da się to wszystko obalić.

W każdem razie dyskusja mile widziana, choć nie bardzo w nią wierze.

P:)
Obserwuj wątek
    • obly Re: marudzenie... 04.12.07, 13:01
      więc tak to żes ubrał niecny potworze.
      faktem jest żę branżowe blogi są najprzyjemniejsze ostantio.
      konsumuje jeden taki na kilka dni jak sie spodoba i się czuję
      naładowany.
      1. spotkalismy się głodni a teraz siedzimy tytaj nasyceni wiem czego
      słucha cze, wiem czego nie lubi glebo, wiem czym jara sie pagaicho
      które zmywa sie stad ostatnio nortorycznie, wiem jakimi trąbkami
      grzeje swe uszy brainicho, carmody zaiwania gdzies po miedzy wiem ze
      grim pieprznie raz na miesiac liste skomplikowanych znaczków w
      postaci ponumerowanych zwrotów frazeologicznych i wierze na słowo że
      to są nazwy kapel i płyty. Ilhanisko wiecej puszcza w niedzielę niż
      tutaj coś opowie, młodzi nie tylko duchem pławią sie w muzyce której
      nierozumiem, czasem sie wysmiewam (ale moze tylko żartobliwie tak?
      bez urazy!! sam słuchalem rzeczy takich ze to ho ho ho). Jakos ja
      juz nikogo do niczego nie namówie ani wice wersus. lapie sie na tym
      ze mamy chorobę :znajde płyte której jeszcze nie znam i bedzie
      zajebista: Zaczynaliśmy w erze P2P a teraz jest rozkwit uploudu i
      pieknie porobione tematyczne blogi z każdym rodzajem muzy. a na
      przyklad wlazujac na jakikolwiek forum muzycznologiczne jest tak (np
      o2) w pyte linków rapidsherowch z podpisikami Ql, tXH, Mash WienCeY?
      i leci naprawde dość potezna lista. po pdsumowania roku i wiecej
      tutaj okazało sie ze tak naprawdę i tak moją najulubieńszą muzę
      spotkałem poza granicami tego forum. dzieląc się z nią naraziłem sie
      na troszkę śmieszność, na troszkę nicość.
      a więzy nasze są forumowe, czasem przekraczają graicę maila i jest
      juz dobrze
      można powiedzieć parafrazując przysłowie:
      nie czytamy i nie jesteśmy czytani.
      to nie jest imejsce na ogłoszenie konca swiaa

      na początku wielkie kroki naprzód uczyniłem w swej edukacji
      muzycznej na tem blogu i jakby, no cos mnie czyma.

    • cze67 Re: marudzenie... 04.12.07, 13:01
      Najwyżej sobie we dwóch pomarudzimy...

      Było w sumie o tym w innym wątku (znaczy się, że SF marnieje). Mi
      się wydaje, że po prostu w pewnym momencie pisanie na forum
      przestaje być radochą (bo już wszystkie wątki zostały poruszone,
      albo po prostu nie jest to już tak podniecające jak na początku,
      dopamina już nie stymuluje). I tak jest teraz tutaj. I na wszystkich
      forach muzycznych (patrz jak forum o U2, kiedyś prężne, zmarniało) i
      pewnie niemuzycznych też. O tym, jak temu zaradzić też już pisano.
      JA NIE MAM POJĘCIA.
      • cze67 Re: marudzenie... 04.12.07, 13:02
        We trzech...
    • pszemcio1 Re: marudzenie... 04.12.07, 13:02
      braineater napisał:


      > Kozioł nr 3 – wielobranżowość jest gówno warta. Teza: fora, strony
      niewys
      > pecjalizowane, są skazane na zejście, w bólach i podrygach. Chcąc
      nie chcąc, wp
      > adamy po jakimś czasie w wąskotorowość muzyczną – a to lecimy w
      indie i b
      > rytolskie kapele na pęczki, a to w elektronikę wydawaną w
      niszowych labelach, a
      > to w starożytne hamerykańckie hardcore, a to w kantry dla
      autystycznych komboj
      > i. I nawet jak nas płyta jara i gila, to pojawia się red lajt – po
      uj o t
      > em pisać, skoro może zainteresuje 3 osoby na +, i to w dodatku te
      same, którym
      > mogę popchnąć rapida, bo nie są z organów. Szczególnie w miejscu,
      gdzie rozciep
      > tematyczny jest od Apoptygma Berzerk do Zappy Franka. To samo
      zresztą z czytan
      > iem – po co się przegrzebywać przez 10tki wątków o kapelach o
      których wie
      > dza jest nam na psichuj, bo i tak ich w życiu nie posłuchamy, z
      góry wiedząc, ż
      > e to nie dla nas. Rezultat – powolny zdych forów wielobranżowych,
      szybki
      > wzrost perspektyw dla niszowego blogerstwa najczęściej połączonego
      z aplołdem.


      no nie kumam. no to co lepsze? jednobranzowość? w róznorodnosci
      siła. zobacz czy przetrwało dłuzej jakies forum na temat danej
      kapeli czy jednego stylu?

      z autopsji wydaje mi sie ze działa to tak: aktualnie mam jazde na
      dźwieki takie i takie i nikt mnie nie zmusi do słuchania innych
      rzeczy nawet jak elaboraty o tym napisze w wątkach długaśnych. Ale
      jazdy są zmienne i jak juz dojdę do danej kapeli, a potem (po
      czasie ) wyszukam o niej jakiś zapyziały wątek na forum sprzed lat,
      to czytam z wypiekami. I tak to jest , generalnie i tak najbardziej
      będziemy sie jarac tym co se sami odkryjemy niż tym co nam inni
      rzucą (taka natura nasza), ale myslę że edukacyjna rola SF nadal
      spora.

      Poza tym - bez tej fałszywej skromności proszę - mysle że SF jest w
      sporej częsci eksperckie.
      • braineater Re: marudzenie... 04.12.07, 13:17
        Pszemcio - nie chcę się wpuszczać w debatę o tym, czy wąskotorowa niszowośc jest lepsza niż rozpiździaj stylistyczny, jednak chociazby po swoich klikach widzę, że w tę stronę się właśnie przesuwam. I spoko - mogę poczytać dyskusję o Muchach, nawet dać w niej głos, ale raczej jest to muza, która mnie ani grzębi ani zieje. Same w drugą stronę - mogę napisać o czymkolwiek, ale od razu mam wjazd - no po co? Carmodyemu posłałem, Obły sam sobie ściągnął, reszta ma dostęp do moich uploadów i wie gdzie, co znaleźć (bo to nie tak, że to wszystko, co wyżej napisałem to jakiś wyrzut - bardziej introspenkcja, no). Stąd też pojawia się jakies poczucie bezsęsó pisania, bo co mi z tego, że np zajebiście mi się czyta teksty Kubasy czy Ilhana czy to tu, czy na portalu, skoro opróćz tego, że chłopaki fajnie piszą, niewielę z tego wynoszę? Podejrzewam, że zarówno dla piszącego, jak i dla czytającego takie wołanie hej, hej, fajna płyta, może kto posłucha, na dłuższa metę może być wkurwiające fest - mnie np, bez bicia przynaję, wkurwia akcja, że ktoś coś napisze i pieeeeeeeeeeeeeeeeeeerd, poszło w powietrze. Wolę nawet jak ktoś w odpowiedzi spóści mi zjeba za fatalny gust. A sporo wątków na forach właśnie w taki sposób zaczyna wisieć - ktoś coś sobie napisął, wszyscy olali.

        P:)
        • obly Re: marudzenie... 04.12.07, 13:20
          golony w czubek bucu a moich postóf to nei lubisz łajzo katowicka
          czytać? ja ci ponielubie.. kaszki z mleczkiem u sfojej starej to
          mogles nie lubic
          • braineater Re: marudzenie... 04.12.07, 13:21
            chopie, Twoje posty to ja seryjnie drukuje i oprawiam w skórkę z własnego napletka, żeby ci jako niespodziankę sprezentować na 50 urodziny.
            P:)
            • cze67 Re: marudzenie... 04.12.07, 13:30
              Jako że zazwyczaj Czarno Widzę, stwierdzam, że koń jest chory,
              ochwacony, ledwo zipie, Muchy się już do padliny pozlatywały i nic
              go nie uratuje.
              • braineater Re: marudzenie... 04.12.07, 13:35
                a może też tak, że jesteśmy starzy? Średnia wieku na forum jest, na oko 25+, nawet blizej 30, w związku z czym, sama muzyka nas jara mniej - część się wykrusza, bo się przestaje podniecać, część, bo się podnieciło na ament jednym tematem i zostało dozywotnimi członkami fan klubu Dajer Strejts czy ich młodszych odpowiedników, a nowi się pojawiają rzadko, bo nie wiedzą o czym pisać albo sa z pokolenia niepiszącego?
                P:)
            • obly Re: marudzenie... 04.12.07, 13:34
              tzn rapidshery wymogly poziom dyskusji forumowych na zasadzie:
              - link!
              - link?
              - nie e: link, link i link
              - o kurde aa to link?
              - e tam link.

              - albo kto ma xxx?
              - masz link link link link link link
              - thx
              - hej a hasło?
              - hasło xxx
              - o ja dekiel thx

              pamietajmy 1.
              dzis napisanie eposu o płycie trwa dłuzej niz jej sciągniecie.
              pamietajmy 2.
              ze wzgledu na latwosc umieszczania wiekszosc kapel ktore graja od 3
              miechów mają kila swoich płyt juz ponagrywanych. vide ja i brain
              hehe mamy plyte choc razem nawet sie oko w oko nei widzielismy.
              badziejstwa takowego jest coraz wiecej i coraz trudniej wyławiać.
              pamietajmy 3.
              ze i tak na drugim koncu jest człowiek i ze zawsze lepiej jest sie
              napic z nim vutki nizli jarac sie plytą w samotności

              a swiat musi pierdyknac, no musi... jeszcze kilka lat

              a co do expertów tutaj wypowiadajacych sie to fakt:
              ilhan, carmody, brain i kzdy na swój sposób inaczej rozwala wiedzą..
              najmniej bym ufał brajnowi bo to świr ;)
              • braineater Re: marudzenie... 04.12.07, 13:37
                obly napisał:


                > najmniej bym ufał brajnowi bo to świr ;)

                Te, no fajku, źle ci kiedyś coś poleciłem?:)

                P:)
                • obly Re: marudzenie... 04.12.07, 13:56
                  a co ma piernik do wiatraka?
                  • grimsrund Re: marudzenie... 04.12.07, 17:04
                    Troche godności miejta dziewuchy, miało nie być drapania po oczach ;)
    • sss9 Re: marudzenie... 04.12.07, 16:39
      "gadanie o muzyce jest jak stepowanie na trawie."
      i to właściwie powinieneś wiedzieć skoro sam przytomnie zauważyłeś gdzie indziej
      powody miałkości niektórych portali rozrywkowych.
      no bo co - albo jest odbiorca/dyskutant chętny do chłonięcia każdej ilości
      informacji o muzyce, albo nie. albo po początkowym wybadaniu terenu zaczyna się
      robić akademickie ważenie tonów i emocji. jebanie młotkiem kotka.
      trudno liczyć na stały dopływ świeżej krwi na forum, bo nowego stara znająca się
      gwardia onieśmiela, albo nie łyka jego tematów, albo jego samego problemy
      starszyzny mulą. osobną sprawą jest różnica pokoleniowa i kwestia samego sposobu
      odbioru muzyki. jeden traktuje melodyjki wyłącznie jako łatwą mającą rozweselić
      rozrywkę, inny jako sztukę wysoką spodziewając się po niej uniesień i wymagając
      filozoficznych głębi. ci pierwsi są powierzchowni, ci drudzy bardzo często
      śmieszni w oczach nie wymagających od siebie aż tyle artystów.
      no i czas... kiedy dziś zdarzy się mi posłuchać niektórych moich killerów lat
      szczenięcych, to nawet śmiać mi się wstyd.

      no bo ileż więcej można/warto powiedzieć o kręcącej nas płycie?
      - super!
      - nooo, super. a tamtą znasz?
      - nie... to dawaj, posłucham.

    • jarecki32 Re: marudzenie... 04.12.07, 18:50
      a ja mam przerwe na lunch, wiec tez troche przymarudze.

      Faktem jest, ze brakuje nam swiezosci. Odgrzewamy tematy, Cze juz
      nawet przestal reagowac ( to juz bylo !, o tutaj jest link !)
      wyliczamy ile to setek plyt sluchalismy w miesiacu panwzierniku,
      czasem zachajpujemy jakies MUCHY albo LESS IS MORE i tak sie to
      kreci.
      Ale ja lubie to forum i nie chce aby padlo.
      Lubie bo dla mnie nie jest to wylacznie forum muzyczne. Jest to tez
      forma kontaktu z ludzmi, takie cybernetyczne uzupelnienie zycia w
      stadzie. Bohaterowie sa anonimowi, ale sporo sie da o nich
      powiedziec wnioskujac chocby po stylu pisania, tematach, reakcjach
      na prowokacje i takie tam, a wiec frajda dla psychologow amatorow.
      Lubie to forum bo nikt mnie tu nie doluje i nie obsmiewa, ze slucham
      namietnie bluesa a nie indi albo MUCHY (choc od czasu zapisania sie
      do FSF odkrylem cala mase dobrego indi )
      Jak zaproponuje jakas zabawe/konkurs to zawsze sa chetni, wiec jak
      nie lubiec ?
      Jak nie mamy o czym pisac to piszemy o dupie maryni i tys piknie.
      Brejnie, a moze pora na pseudofilozofie Czesc IV ?
      A i obiecuje, nie bede juz nikogo harrassowal tematem poradnika FSF,
      sam go skoncze w (mocno) skroconej wersji, amen.

      • obly Re: marudzenie... 05.12.07, 09:12

        powiem tak: ten twój pomysł gdyby był zrealizowany byłby dosc dobrym
        pomysłem i pewnie pozytecznym dla innych, taka przekrojówka z
        podaniem najważniejszych płyt i zjawisk poparta kilkoma historyjkami
        z życia, niestety trafiłes na ludzi którym z natury sie nie chce
        robić nic pożytecznego.
        pech.
        ale to dobrzy ludzie ;)
    • kubasa Re: marudzenie... 05.12.07, 09:25
      Kozioł 4 jak dla mnie, z naciskiem na autolans. Podam tutaj przykład
      recenzji szanownego Tomka Waśki (mogę bo się tu udziela więc nie ma,
      że obgaduje za plecami. Pierwszy akapit Tough Alliance to bez
      załapania kontekstu (który może ja mylnie rozumiem) totalna wieś.
      Dowiadujemy się, że recenzent:

      a)ma dziewczynę Kasię
      b)był z nią w Sztokholmie
      c)płyty nie posłuchał pod wpływem Pitchforka

      No fajnie, ale ma się to nijak do samego tekstu. Oczywiście WĘSZĘ TU
      SPISEK, SZUKAM DRUGIEGO DNA i DZIELĘ WŁOS NA CZWORO, bo wydaje mi
      się że to (niezamierzona?) aluzja do licznych wcześniejszych
      blogerskich wtrętów (które jednak czemuś służyły). Ja
      to zasadniczo rozumiem, gdyby nie sprzeciw Redaktora Ambro sam bym
      pewnie wplatał tego rodzaju motywy, szcześliwie nie ja rządzę i nie
      czytacie co robiłem z moją dziewczyną. Recenzja w jakimś stopniu
      staje się takim przedłużeniem profilu na Gronie, a skoro można to
      robić na popularnym portalu, a nie na forum czytanym przez
      kilkadziesiąt stuletnich dziadów, to czemu nie?

      Doszliśmy do tego, że pisanie recenzji jest elementem kreacji
      własnego wizerunku. Potrzeba misji, zabawy, intelektualnego
      wyładowania się też, ale i tak ostatecznie chodzi o to by mieć
      więcej znajomych na Gronie (wczoraj trzynaścioro zaprosiłem!) albo
      mniej bo czasem mniej to większy lans oraz o większe powodzenie,
      choć świat jeszcze chyba nie zwariował, bo wciąż byle szarpidrut
      bardziej imponuje niż światły krytyk. To jest przykre dla mnie i
      płaczę dlatego ;(
    • pagaj_75 Re: marudzenie... 05.12.07, 09:44
      Ja to widzę, że bardziej koza nr 3 i 4, przy czym 4 wynika w sumie chyba z 3
      częściowo. Wielobranżowość tego foruma jest jego zaletą, jak i przekleństwem.
      Chyba nie popełnię wielkiego fopa jak przyznam się, że kiedyś z kólegą Ilhanem
      wyznaliśmy sobie w chwili szczerości, że praktycznie nie rzucamy się na żadne
      próby forumowych hajpów WOGLE. No może i nie WOGLE - nie ufam kóledze
      Braineaterowi, bo świr nieobliczalny, ale od czasu do czasu coś tam przykukam z
      tego co poleca, bo a nuż tym razem trafił, a jak nie, to przynajmniej będzie
      okazja do zwyczajowej kóleżeńskiej zjebki. Ale już o takim zespole Muchy to z
      góry, zanim czegokolwiek posłuchałem, to wiedziałem, że nie moja brocha, a
      wysłuchanie kilku kawałków na majspejsie potwierdziło intuicyjność mojej
      intuicji, więc lepiej zamilknę na temat.
      Prawdę pisze Pszemcio - jak mam fazę na coś, co mnie wybitnie pochłania i bez
      reszty, to za wuja chafla nie namówisz mnie na wysłuchanie czegoś innego. No tak
      mam i nawet już z tym nie walczę.

      No więc co ma robić człowiek, który tak jak ja ma dość słaby bekap na forum
      takim jak to? Otwiera se bloga albo foruma specjalistycznego, na którym pisze
      dla takich jak on sam. Ja jeszcze nie otworzyłem, ale to kwestia czasu.

      Pisanie o muzyce robi się passe, bo w czasach Łeb 2.0 mamy zalew nie tyle blogów
      z linkami do sendspejsów i innych jutjubów, ale raczej napływ mas wielkich,
      które o muzyce pisać nie umią, a może nawet nie umieją. Bo pisanie o muzyce to
      niekoniecznie musi być od razu autolans, to nawet muszą być muzykologiczne
      rozprawy o progresjach akordowych i użytych syntezatorach, ale być może bardziej
      ciekawe opowieści na temat artystów, kontekstu płyty i takim tam... Takich
      rzeczy nie wyczytasz/usłyszych w empetrójkach ściągniętych z rapidszera. No ale
      to trzeba poszperać, zawziąć się, no i jeszcze mieć smykałkę do słów
      cięcia-gięcia. Nie dziwota, że ludziom się nie chce.
      • braineater Re: marudzenie... 05.12.07, 10:20
        nieno, rzucanie się na hajpy, to sobie można zapodawać w chwili, jak się jeszce nie rozpoznało budowniczych tego terytorium. Póki nie znałem gustów Indiańskich papadensowców, to jeszce mi się zdarzało sięgnąc po Bloc Party czy jakies tajemne płyty Nicka Drake i tym podobne, teraz już wiem, że lepiej sprawdzić jakiś obrazek, posłuchać kawałków wcześniej i tak dalej, bo nie do końca nam po drodze. Co jednak nie zmienia faktu, że fajnie się te rzeczy po prostu czyta(ło?), stąd trochę zaczyna ich brakować. Plus też taki, że dobry hajp forumowy jest niezłym sposobem zwrócenia uwagi na płyty, na które mało kto by zwrócił uwagę, albo 3 gości słuchałoby jej w domowym zaciszu, zaciekle milcząc lub wymieniając się zdawkowymi uwagami na gg w trakcie kłótni o flaszkę. (no dobra, może moich hajpów to nie dotyczy, ale pierdolę, wolę napisać i najwyżej patrzeć potem na skrzywione pyski, że łojezu:)
        A co do słabego bekapu, to chyba po to jest forum, żeby sobie ten bekap poniekąd wyrobić. Blog jest fajny, forum specjalistyczne też tylko zobacz jak to generalnie wygląda - na blogu masz średnio z 10 stałych gości, którzy się z tobą nie pokłócą, bo sa 'u ciebie', czyli w sumie masz chuja a nie respons na temat tego, co o muzie napisałeś, równie dobrze mógłbyś sobie podstawić pieski z kiwającymi główkami; na forum specjalistycznym sytuacja jest bardzo podobna - popatrz na nowąmuzykę.pl chociazby - ktoś coś wrzuca, pojawia się grupka facetów i nawet nie chodzi o to, że im się płyta nie podoba, tylko o to, że mają wężej sprecyzowane preferencje, więc zaczyna się jebanie. Tyle, że jebanie wąskozakresowe - jako egzemplum możesz sobie na nowejmuzyce kliknąc w dyskusję na temat nowego Buriala, gdzie ocenianie tego, czy płyta jest dobra czy nie (jest średnia:) polega na odwoływaniu się do 4 kapel na +, oraz spuszczania zjebów ad personam, bo się wszyscy lata już znają i zdązyli znienawidzić (no bo jak to, to ja tu kurwa jestem najwienkszem fanem Afex Tłina). I tak się z reguły kończy dyskusja na każdy temat na forum ze sprecyzowaną muzą do omawiania.
        Tu jest jakby lepiej, bo przede wszystkim masz świadomośc, że piszesz między ludźmi, co danej muzyki nie kumają - bo się nigdy nie natknęli, nie mieli ochoty, czasu, łotewer (to nie jest zarzut) w związku z czym, można pozowolić sobie na więcej, parę rzeczy wytłumaczyć, pokazać, dac do posłuchania i w ramach rozrywek wędkarskich spokojnie czekać, może chyci. Czasem prowadzi to do dyskusji na stopińćdziesiąt postów, czasem nie prowadzi do żadnej, tylko jest ogólne a ić pan w chuj, ale własnie chyba najfajniejsze jest przekonywanie zupełnie nie zorientowanych, nie? Tyle, że skoro zaczęliśmy sobie odpuszczać - z róznych powodów, nawet niekoniecznie tych, które opisałem w 1 wrzucie, no to jak tu komukolwiek coś więcej podsunąc?
        Teraz powinien byc jakiś patetyczny apel i generalnie nie rzucim ziemi skąd nasz ród, ale pierdole, ten wątek nie miał byc o SF, tylko ogólny bardziej, znowu mnie poniosło, więc sobie podaruję, słabo się zresztą czując w roli apelatora, szczególnie, że sam się wyniosłem z powodu w sumie wszystkich 4 kozłów i paru innych też. Wniosków też nie będzie, bo jako uberkumata ekipa, potraficie do nich dojść sami bez problemu.

        P:)
    • nienietoperz Re: marudzenie... 05.12.07, 12:28
      Troche na temat, troche nie na temat:
      w calej dyskusji pomijany jest prozaiczny watek edukacyjny - jestem przekonany,
      ze SF czyta wiecej takich tlukow i sie-walesaczy jak ja. Za duzo nie wiemy (ale
      juz cos), ciagle jednak ciut nam sie chce uczyc. Dlaczego takie forum jest 500
      razy lepsze od blogow i od portali screenagersowo-pitchforkowo podobnych? Ano
      dlatego, ze tu moze byc dyskusja jednoczesnie na poziomie: a, w listopadzie 1974
      Ionno Arusmaikutdh to juz myslal o watku Hammondowym na plycie dhghkrek, a z
      drugiej strony na poziomie: a kto to do cholery jest jakis Nick Drake czy inny
      Can. I bomba, jesli akurat trafiam na takiego Arusmaikutdha, ktory mnie juz
      wczesniej zainteresowal, to mam cos dla siebie, a przy okazji wszelkie
      ewentualne idiotyczne dziury w edukacji lataja sie niemal niezauwazenie.
      Recenzje portalowe tego nie zastapia, bo z definicji poniekad jest tak, ze o
      plycie X pisze sie na portalu teksty do tych, ktorzy sa plyta X zainteresowani i
      nie ma szans an to, ze w pol slowa ktos sie wcisnie z pytaniem: no ale kto to X
      w ogole jest i skad sie wzial. Oczywiscie rozrzut dyskusyjny powoduje, ze beda
      watki na 300 postow i znacznie wiecej takich na 1. Cos za cos.

      Dlaczego to jest nie na temat? Ano dlatego, ze odpowiedz na pytanie dlaczego mi
      sie to chce czytac to nie jest odpowiedz na pytanie dlaczego Wam by sie mialo
      chciec pisac. Moze z uwagi na to, ze o ile chronicznie nie cierpie wykonywania
      zawodu edukatora publicznoformalnegozmuszajacego, to, cytujac:
      'there is no greater pleasure than explaining to people who care'.

      Z uklonami,
      NN

    • roar Re: marudzenie... 22.12.07, 21:56
      Sory, no, ale ożywię zombiaka. Nieobecność usprawiedliwiona i takie tam.

      Otóż kozioł trzeci jest nieprawdziwy. Czy może inaczej, kozioł trzeci nie jest przestępcą, kozioł trzeci jest ofiarą kozłów numer jeden a dwa. Czytanie o czymś, czego by się w życiu nie przesłuchało z nadzieją, że a może jednak, jest fajne, i często się okazuje, że faktycznie, może jednak. Czytanie linków do rzeczy, których się nie ma zamiaru w życiu poznać powoduje w najlepszym razie wzruszenie ramion.

      Czwórka z kolei jest ofiarą powyższej trójki. Nikt nie oczekuje, że kurde każdy, kto w pocie czoła wystukuje recenzje dla miejsc poczytnych, będzie to samo robił tutaj, no ale zawsze mógłby się zjawiać w celu dyskusji. No tylko skąd wziąść materiał do dyskusji, skoro recenzowanie zastępują linki, a prób chociażby rzucania tematów zbiorczych, większe obszary w jedną całość ogarniających, brakuje. A brakuje, tu rzucę kolejnego kozła, z powodu totalnego rozjazdu i rozczłonkowania rynku muzycznego. Dźwiękowego cholerstwa jest za dużo, żadna rozsądna osoba nie da rady tego ogarnąć (a jak spróbuje nawet, wychodzą kwiatki w stylu Scaruffiego), so why bother trying at all. A próbować wspólnie nie ma jak znów z winy kozłów ein i zwei. Dokładnie stąd też się bierze nachodząca każdego z wiekiem niechęć do rankingów wszelakich, co to zawsze towarzystwo sklejają i jednoczą w zabawie. Co to za przyjemność podsumowywać, że każdy lubi co innego, prawda.

      Osobiście postuluję karę śmierci dla dwóch pierwszych kozłów. Żyjemy, kufa, w czasach powszechnego dostępu do wszystkiego, w większości przypadków znalezienie danego materiału dźwiękowego łamane przez wizualnego jest dla średnio rozgarniętej osoby czynnością o trudności porównywalnej ze strzepnięciem pyłka z pyty. Przydatność żadna, szkodliwość dowiedziona, czapa i zakopać za płotem. No ale decyzja to już do wysokiego sądu należy.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka