abor.cja
06.04.11, 12:57
Witam, wszystkie kobiety. To jest horror co sie teraz dzieje. boli serce, boli dusza, wielka pustka, nic juz nie jest takie samo. I powtarzajace sie pytanie dlaczego to zrobiłam? Wstręt do siebie, wstyd, nienawisc do meza. Nie wiem czy życie po jest w ogole w stanie wrócić do normy, chyba nie. Tego nie da się zapomnieć, nie da się sobie wybaczyć.
A tak wyglądała moja historia.
Mam 27 lat jestem, mężatką i mamą dwójki cudownych dzieci córcia ma 7 lat a synuś 4.
Już od paru dni podejrzewałam, że jestem w ciąży. Miałam typowe objawy. W niedzielę 27 marca rano obudziłam meża żeby pojechał po test ciążowy. Prosiłam go żeby pojechał szybciutko bo strasznie sie denerwuje, na co on mi odpowiedział, że nie ma czym poprostu trzeba będzie sie wykosztowac. Te słowa grzmiały mi w głowie i wracały echem. Zrobiłam w toalecie test i niemalże automatycznie pojawiły się dwie kreski. Tego uczucia nie da się opisać. Siedziałam tam piętnaście minut i próbowałam to ogarnąć. Płakałam. Mąż przyszedł i powiedział że nie mam ryczeć tylko usunąć i po kłopocie. Ja mu powiedziałam że nie wiem czy umiem pójść i usunąć, że nie wiem czy chce. Wiedziałam, że nie chce. Usłyszałam, że on nie chce tego dziecka, że nas na to nie stać, że nieodpowiednia pora. I wtedy, wtedy właśnie moje serce pękło. Byłam jeszcze w szoku poszłam do mamy i siostry. Pokazałam im test. Siostra płakała ze mną, mama powiedziała, że są dwa wyjścia i trzeba podjąć decyzję.
Do wieczora mniej więcej dotarło do mnie co się dzieje. I biłam się z myślami. Czytałam w necie na temat aborcji, i już wiedziałam ze w gre wchodzi tylko ta farmakologiczna bo chyba mniej drastyczna, tak to sobie wytłumaczyłam. Wiedziałam, że jesli juz sie zdecyduje nie wezme tabletek z nieznanego zrodla.
Bijąc sie z myślami, zrozumiałam coś. Obojętnie jaką podejmę decyzję ona już zanim została podjęta podzieliła coś, zabiła. Jeśli nie usunę mąż znienawidzi mnie, usunę i znienawidzę go Ja. Zastanawiałam się. Rozważałam.
. Pomyślałam, że urodzę ale zanim urodzę będzie 9 miesiecy kłotni, płaczu, jeśli nawet nie rozwód, To dziecko urodzone było by na przekór wszystkim. Czy ta atmosfera byłaby dobra dla moich dzieci, dla tego maleństwa, które nie było by witane radościa. Czy Ja miałabym znowu tyle siły aby to przetrwać. To było straszne. Dla mnie była to sytuacja tragiczna. W poniedziałek rano dostałam od meza smsa gdyz odkąd dnia poprzedniego powiedzial mi ze widzi tylko jedno wyjscie nie rozmawialismy, ( Tego dnia akurat miałam test rekrutacyjny, chciałam zmienic prace). Sms brzmiał: życze ci powodzenia, nie wiem o co tobie chodzi, myslalas ze sie uciesze ze znowu jestes w ciazy, poza tym nie stac nas na kolejne dziecko wiec lepiej sie szybko zdecyduj zanim bedzie za pozno. Nie muszę pisać ile otuchy mi to dodało przed testem, to mnie zupełnie załamało, zwaliło z nóg. On mnie nawet ani razu nie przytulił.
I wtedy chyba pomyślałam już że jednak to zrobie, usune. Choć pewna nie byłam w 100% nigdy. Nie chciałam nikomu mowic, az w koncu pomyslalam ze powiem, że powiem tesciowej takze ze wzgledu na to ze u niej pracuje. Miałam nadzieje ze ona powie zebym tego nie robila, ze przekona meza ze tak nie mozna. Ale ona nie zrobila tego ani razu, powiedziala ze moge wziasc wolne i ze moze pomoc poszukac lekarza. A to juz utwierdzilo mnie w przekonaniu, ze jesli urodze to na przekor wszystkim. A juz drugi raz nie mialam na to sily. Drugi dlatego, ze z córcia gdy zaszłam w ciąze miałam 18 lat i tez wiekszosc polecała mi usunac bo matura, studia, plany. Tylko, że wtedy ,miałam w sobie tyle odwagi żeby im powiedziec ze nie wiem co bedzie i jak ale ja urodze. I tak zrobiłam. W piatek 1 kwietnia, usunęłam ciążę, poszłam do dobrego znanego lekarza, zrobił usg potwierdzilo sie ze jestem w ciazy wczesnej ciazy, namawiał mnie do zabiegu ale ja chciałam tylko tabletek, to wydawało mi sie mniej drastyczne, bestialskie. Dostałam kilka tabletek dopochwowo. Lekarz powiedzial ze beda dzialac za 6do 8 godzin i tak bylo.
A teraz jest ból, ból i pustka. Chaos w głowie, nic już nie jest takie samo. Dla mojego męża jest po kłopocie, a ja nie wiem czy kiedykolwiek bedzioe dobrze. Nienawidzę się, stchórzyłam.