Dodaj do ulubionych

Doświadczenia związane z aborcją.

26.08.04, 08:56

Zakładam ten wątek, do którego będę wklejała nasze historie z innych postów….

Podpinam je do opisu tego forum....tak aby zawsze były na wierzchu.


Jeśli kogoś nie umieściłam, to przepraszam, proszę mi dać znać lub samemu się
dopisać.
Natomiast ten wątek, nie służy do dyskusji.
Obserwuj wątek
    • tygrysia_suka Re: tygrysia_suka 26.08.04, 08:59


      tygrysia_suka 23.06.2004 21:34 odpowiedz na list odpowiedz cytując

      Moja mama traktowała aborcję jako środek antykoncepcyjny.
      Wiem, że usunęła ciążę 4 razy.
      Pamiętam jak poroniła w domu, pogotowie, odgłos skrzeczącej żaby za drzwiami.
      Babcia mi później powiedziała, że to był chyba 6mis.
      Zawsze mówiłam sobie, że ja tego nie zrobię.

      Kiedy zaszłam w ciążę miałam 17 lat. Mama zaprowadziła mnie do lekarza, było
      to w czasach kiedy aborcja była legalna i mimo tego że ciąża była już duża
      ponad 4 mies. ( od początku byłam pewna że jednak urodzę, grałam na zwłokę) to
      z przekonaniem lekarza nie było problemu.
      Nie potrzebny był nawet argument finansowy.
      Później chlubiła się tym , iż uratowała moją przyszłość, w momentach naszych
      kłótni wypominała mi że jestem niewdzięczna.

      Co czuję ciężko opisać!

      I nie pomagają mi słowa że Bóg mi wybaczył.

      Nie mogę sobie wyobrazić, że mój nienarodzony dzidziuś mi to wybaczył.

      A jeszcze bardziej nie mogę sobie wyobrazić, żebym ja sama mogła sobie
      wybaczyć!!!!
      • tygrysia_suka Re: malomi 26.08.04, 09:01

        malomi 24.06.2004 16:02 odpowiedz na list odpowiedz cytując

        Nikt się nie odzywasad szkoda
        Ja przerwałam ciąże z powodu wad rozwojowych w styczniu. Kilka razy usłyszałam
        że to zwykła aborcja. Nie mogę sobie dać z tym rady, nie dość że straciłam
        dziecko, nie dość że musiałam podjąć tą najtrudniejszą decyzję w moim
        dotychczasowym życiu, to jeszcze niektórzy ludzie są tak okrutni...
        Codziennie rozmawiam ze swoim dzieckiem, przepraszam je za to wszystko, nie
        wiem...poprostu nie daje sobie rady...
        • tygrysia_suka Re: olivka27 26.08.04, 09:01


          olivka27

          Moja mama też namawiała mnie na aborcję,to była moja pierwsza ciąża,byłam na
          studiach,jak się dowiedziała,natychmiast mi kazała"zrobić z tym porządek".Nigdy
          nie zapomnę jej słów"teraz jeszcze jest na to czas""a może samo
          poleci"itp.Mówiła mi przez telefon żebym postarała się o "jakieś"tabletki na
          to.Tak strasznie mnie dręczyła,że w końcu dla świętego spokoju powiedziałam że
          zażyłam te tabletki,żeby mi dała choć chwilę spokoju.A ona wiecie co na to???
          DOBRZE ZROBIŁAŚ,POŁÓŻ SIĘ I LEŻ,TERAZ NIE MOGŁAŚ MIEĆ DZIECKA!!!Boże,nigdy tego
          nie zapomnę...Dobrze że studiowałam 300 km od domu,bo inaczej skończyłoby się
          tak jak u Ciebie,zaprowadziłaby mnie na siłę.Postanowiłam urodzić
          dziecko,przeszłam przez piekło.Mój chłopak nie miał wtedy pieniędzy,był 300 km
          odemnie,ja się uczyłam,matka mnie dosłownie wygoniła z domu.Nie przyszła na
          ślub,ani na przyjęcie które zrobiliśmy za pożyczone pieniądze.A jak strasznie
          mi dokuczała!Wyzwiskom i kpinom nie było końca.Jak pojechałam czasem do domu
          kazała mi wciągać brzuch jak szłam z nią,wyobrażacie sobie?Pamiętam że raz
          strasznie chciało mi się mleka,a ona mi nie dała,powiedziała że nie będzie
          spełniać moich zachcianek...Moje dwie koleżanki ze studiów też były wtedy w
          ciąży i ich rodzice zareagowali zupełnie inaczej.Cały czas mam o to żal i
          chociaż jej wybaczyłam to chyba nie zapomnę.Ja byłam w lepszej sytuacji niż
          Ty,bo byłam daleko no i byłam pełnoletnia.Ty natomiastmiałaś tylko 17 lat,byłaś
          całkowicie zależna od matki,były inne czasy.Przypuszczam że nawet nie do końca
          wiedziałaś co się z Tobą dzieje.Dlatego myślę że mama także ponosi tu
          winę,jeżeli nie TYLKO ona.Dzidziuś napewno Ci wybaczył jeśli żałujesz,musisz
          się dużo modlić,zobaczysz że Pan sprawi,że w Twoim sercu zagości spokój.
          • tygrysia_suka Re: renik. 26.08.04, 09:03
            renik.w 22.06.2004 14:04 odpowiedz na list odpowiedz cytując

            Nie wiem od czego zacząć ... może tak:
            Pierwszy raz zetknełam się z aborcją mając 16/17 lat w szkole średniej na
            lekcji RELIGJI pan katecheta pokazał nam dwa filmy pierwszy to "Niemy Krzyk" -
            zarejestrowane usunięcie dziecka na aparacie USG - drugi film to dokładnie
            pokazane łyżeczkowanie , dużo krwi - bardzo nieprzyjemne . Bardzo przeżyłam
            obydwa filmy - w szkole były dyskusje na ten temat - byłam zdecydowanie za
            młoda na rozmowy i oglądanie takich rzeczy .

            Drugi raz byłam duzo starsza - śmieszna sprawa , ale kiedyś poszłam do
            wróżki smile bardzo znanej były z nią wywiady w telewizji i gazetach ...ale nie
            o tym miałam pisać. Wróżka powiedziała mi , że moja mama powinna dać na mszę
            za małego aniołka , który się nie narodził . Długo trzymałam to w sobie , aż
            w końcu zapytałam mamę . Strasznie się zmieszała , ale nie próbowała mnie
            okłamać i powiedziała , że usunęła dziecko - mojego braciszka bo tak o nim
            myślę. Zaczęła się tłumaczyć , że to ojciec nie chciał - bo trudna sytuacja i
            jedno (czytaj Ja ) dziecko mu wystarczy .
            Trudnej sytuacji nie mogę sobie przypomnieć , a wiem że miało to miejsce
            kiedy miałam 8 lat , więc powinnam pamiętać . No cóż przyjęłam do wiadomości -
            trudno stało się nie cofniemy tego .

            Teraz po kilku latach sama jestem mamą i coraz częściej myślę dlaczego to
            zrobiła , mam duży żal choć o nim głośno nie mówię . Dlatego piszę i dziękuję
            za to forum . Na emamie nie mogłabym , ale tutaj to co innego .
            Jakie wnioski z mojego postu .. sama nie wiem po prostu musiałam się
            wyżalić ?? chyba tak

            Dziewczyny jeżeli wy też miałyście podobne doświadczenia lub zetknęłyście się
            z aborcją w pewien sposób napiszcie

            renik
            • tygrysia_suka Re:karolina57 . 26.08.04, 09:05
              karolina57 07.08.2004 17:15 odpowiedz na list odpowiedz cytując

              Przeczytalam uwaznie cale podforum i nie znalazlam siebie.
              Mam 11 letniego syna , ktorego urodzialm majac 19 lat ( tzw wpadka po
              zabezpieczaniu sie prezerwatywa). Maz odszedl kiedy maly mial 1,5 roku a ja
              zamieszkalam z rodzicami . Nie bylo wesolo, moja mama ma problemy z alkoholem
              nie jest typem alkoholiczki do jakiego jestesmy wszyscy przyzwyczajeni ( pod
              budka z piwem ) Ona upija sie w czterech scianach na dlugie tygodnie i zneca
              sie nad nami psychicznie . Czasami ma dlugie miesiace przerwy ale nigdy niw
              wiadomo kiedy nadejdzie to wszystko ( zreszta nie o tym chcialam pisac)
              Nigdy nie zalowalam ,ze urodzilam mojego pierwszego syna ale kiedy po jakims
              czasie ponownie zaszlam w ciaze ( z mezczyzna z ktorym sie spotykalam nota
              bene ponownie z prezerwatywa) wpadlam w panike . Nie chcialam powtorki z
              rozrywki , powtornego malzenstwa bo wpadka albo samotnego maciezynstwa z
              dwojka dzieci i tak bylo dostatecznie ciezko.
              Poszlam na zabieg.
              Pisze ,ze nie znalazlam siebie w waszych postach bo wy zalujecie swojej
              decyzji ze mna tak nie jest ,ja zaluje tylko ze zaszlam w ciaze wtedy i ,ze
              musialam stanac przed wyborem.
              Zaluje ,ze nie moge tego dziecka urodzic ponownie ale nie tego ,ze wtedy
              podjelam taka decyzje. Uwazam ,ze byla ona sluszna wtedy.
              • tygrysia_suka Re: niezabutka . 26.08.04, 09:07

                niezabutka 26.07.2004 13:29 odpowiedz na list odpowiedz cytując

                Piszę do wszytskich tych kobiet, które się wahają. Które nie zdążyły jeszcze
                podjąć decyzji.nie podejmujcie takich decyzji pochopnie, nie ulegajcie
                żądaniom groźbom czy szantażom innych! przeszłam przez to piekło, wiem jak to
                jest. Nikomu nie mówilam, że pod moim sercem rosnie nowe życie. Ileż ja
                musialam znieść. Grożby, szantaże, osamotnienie, wyzwiska, dręczenie.Wcale
                nie miałam wsparcia, byłam na poczatku sama z "tym moim wstydem". I wiecie
                co? podnieosłam głowę i stanowczo powiedzialam; NIE! nigdy nie żałowałam
                mojej decyzji. wtedy po prostu urodziłam sie po raz drugi. I rozpoczełam nowe
                zycie - we wdoje. Dziewczyny, jeżeli z jakichs przyczyn (przyczyny medyczne
                to oczywiście inna sprawa) rozważacie takie wyjście, zaprawde powiadam wam
                nie uciekajcie sie do takich kroków. Ja wiedzialam ze nie umiałabym życ z
                czyms takim - razem z moim dzieckiem obumarła by moja dusza. A człwoiek bez
                duszy....czy to jest jeszcze człowiek? jesli potrzebujecie wsparcia,piszcie.
                Pomoge jak moge. Wierzcie, naprawde warto. skrzywdzonym zycie wbrew pozorom
                pomaga.Nikt nie ma prawa namawiac nikogo do takich decyzji.
                Pozdrawiam zyczę odwagi i siły, by w waszym zyciu zaistniał jeszcze KTOŚ///
                • tygrysia_suka Re: idaida72 26.08.04, 09:09

                  idaida72 19.07.2004 16:15 odpowiedz na list odpowiedz cytując

                  trzy razy. Nie mam prawdziwego wytlumaczenia. Facet z ktorym bylam na
                  poczatku studiow, moja zerowa wiedza o antykoncepcji, ciaza i jego "nic sie
                  nie martw", ktore zamienilo sie w adres zaufanego lekarza. Potem dalej bylam
                  z tym facetem bo nie umialam inaczej wyjsc z sytuacji - wydawalo mi sie ze
                  nikt mnie nie bedzie juz nigdy chcial, ze jestem na niego skazana, moje zycie
                  sie skonczylo, jestem potworem. Drugi raz z tym samym czlowiekiem, ktory na
                  szczescie wyjechal za granice i rozstalismy sie. Bylam nikim, dnem, jedna
                  wpadke mozna zrozumiec ale dwie? Kilka lat pozniej mily facet ktory byl
                  jednak kompletna porazka, niby bralam srodki antykoncepcyjne a jednak ciaza.
                  Znalam go niecale 3 miesiace.... i pomyslec, ze ludzie latami staraja sie o
                  dziecko, czekaja. Nawet slowem nie zaprotestowal kiedy ryczalam, ze przeciez
                  nie ma sensu zwiazek i dziecko na tym etapie znajomosci. Rok pozniej zaszlam
                  w ciaze - i urodzilam synka z wscieklym postanowieniem, ze nigdy przenigdy
                  nie uciekne, nigdy nie zrobie tego wiecej mojemu dziecku. Wreszcie refleksja?
                  Zalosne ze tak pozno? Ze dopiero okolo trzydziestki rozumialam ze to sa
                  dzieci, moje dzieci? Ze wczesniej panika byla silniejsza niz odruch
                  macierzynski? Nie bylo z kim pogadac, zbyt sie tego wstydzilam, zbyt sie
                  wstydzilam ze moge byc dorosla kobieta i tak durna zeby raz po raz wpadac.
                  Nie mam zadnego wytlumaczenia, nie wybaczylam sobie niczego. Zwiazek sie
                  rozpadl, jestem sama z moim synem, probuje budowac rodzine z kims innym.
                  Staram sie byc najlepsza matka jaka tylko potrafie. Chcialabym miec jeszcze
                  dzieci.
                  Zanim oplujecie mnie ze szczetem powiem, ze choc nie stawiam oltarzykow i nie
                  mysle o tym co zrobilam kazdego dnia, to musze z tym zyc. I to wraca. Wrocilo
                  juz kilkakrotnie potwornymi depresjami, nieznosnym poczuciem nieodwracalnosci
                  i tego, ze trzeba sobie patrzec w gebe i co dzien stwierdzac to samo - nie ma
                  wytlumaczenia.
                  Z tym potwornym poczuciem winy, wstydem za swoja slabosc, glupote,
                  tchorzostwo zyje.
                  I wiem, ze to nie ma znaczenia, bo troje dzieci nie mialo szansy. Staram sie
                  jak moge dla mojego synka.
                  • tygrysia_suka Re: dogma24 26.08.04, 09:11

                    dogma24 14.08.2004 03:31 odpowiedz na list odpowiedz cytując

                    Nie wiem o czym pisać, o tym, że to trudne doświadczenie na które w żadnym
                    razie nie byłam gotowa. Chyba żadna z kobiet nie jest nigdy gotowa. Miałam 20
                    lat, standardowa historia, wakacje facet z drugiego końca Polski. Potem powrót
                    do domu, pierwsze objawy ale nadal z nadzieją liczyłam dni do okresu. Aż w
                    końcu test ciążowy i ta przerażająca czarwona kreska (test do tej pory trzymam
                    w szufladzie, ku przestrodze). I co teraz zrobić? Nigy w życiu się nie bałam
                    jak wtedy. Oczywiście rodzice nic nie wiedzieli. Na szczęście kiedyś moja mama
                    podeszła do mnie i się zapytała. Nie mam jak kobieca intuicja. Nie było czego
                    ukrywać.

                    Bardzo pomogli mi właśnie moi rodzice. W zasadzie wiedziałam, że niezależnie od
                    tego jaką decyzję podejmę będą ze mną. Sami o tym z resztą mówli.
                    Zadecydowałam, że nie urodzę dziecka. Zabieg odbył się szybko i bezboleśnie, na
                    szczęście był anestezjolog więc spałam. I to wszystko.

                    To co było później to zupełnie inna historia. Długo nie mogłam poradzić sobie z
                    poczuciem winy, do tej pory zastanawiam się jak by moja dziewczynak wyglądała
                    teraz. Wiem, że to byłaby dziewczynka. Bardzo pomogła mi terapia. Teraz wiem,
                    że podjęłm słuszną decyzję, chociaż czasami mam wątpliwości (ale tylko przez
                    chwilkę). Cieszę się, że nie byłam sama. I wiem, że to miało mnie czegoś
                    nauczyć. Odpowiedzialności za podejmowane decyzje, między innymi za decyzje
                    związane z seksem.
                    • tygrysia_suka Re: as79 26.08.04, 09:12

                      as79 04.08.2004 15:32 odpowiedz na list odpowiedz cytując

                      kiedy zobaczyłam temat forum dot. aborcji, początkowo zamierzalam go ominąć bo
                      przecież on mnie nie dotyczy. Przecież nie usunęłam tej ciązy, mimo tzw. głosu
                      rozsądku i podpowiedzi wielu ludzi( w tym mojej mamy, a cytując jej
                      słowa:"mogłas nikomu o "tym" nie mówic , to zalatwiłoby sie to w odpowiedni
                      sposob, znam wielu lekarzy itp..."). Jestem obecnie w polowie 4. miesiąca
                      ciazy, właśnie skończylam studia i...no właśnie, zostałam zupełnie sama, bez
                      pracy i jakiejkolwiek możliwości pomocy, rowniez od panstwa, bo swiezo
                      upieczonej absolwentki, ale w ciązy nikt nie zatrudni. a że studiowala, nie
                      pracowała,więc nie ma mowy o zasiłku itp... ojca dziecka tez nie ma, nie chce
                      sie nad tym rozwodzic. Zwyczajnie jestem sama. Wracając do tematu, to tak
                      naprawde kazdego dnia zabijam moje dziecko, nie fizycznie, ale moimi myslami,
                      ktore siedzą w mojej głowie, nie chcą mnie uwolnic. i to od samego początku.
                      Przeciez na wieść o tym, że jestem w ciązy moje pierwsze zdanie, ktore
                      powiedziałam do siebie brzmiało:ja nie chce tego dziecka. dlaczego nie chcę? bo
                      jestem sama i boje sie tej samotności, bo nie mam wsparcia rodziców, rownież
                      psychicznego, bo nie mam srodkow do życia, a do tego w perspektywie konieczność
                      splaty kredytu studenckeigo, poza tym zwyczajnie mimo moich 25 lat nie czuje
                      sie gotowa do tego aby miec dziecko. nie wiem, moze inne kobiety wykszt6alcaja
                      wczesniej u siebie cos co nazywamy instynktem macierzyńskim, ja nie. to nie
                      znaczy że nie chciałabym miec dzieci, wprost przeciwie, bardzo je lubie, byłam
                      nawet wolontariuszka w hospicjum dla dzieci. Po prostu czuje, że to nie mój
                      czas, ze oprocztych wszystkich problemów dnia codziennego, moja psychika nie
                      jest przygotowana na takie zmiany. Dlaczego zatem nie zdecydowalam się usunąc
                      tej ciąży? nie wiem, po prostu nie wiem, moze w głębi duszy czułam, ze nie
                      potrafilabym tego zrobić, może się bałam, nawet nie tyle o to dziecko, co o
                      moje samopoczucie, to że nie poradziałabym sobie psychicznie gsdymbym to
                      zrobiła, ze wyrzuty sumienia nie dałyby mi spokoju, nie wiem.nie zrobiłam tego,
                      tylko ze tak jak pisałam , tak naprawde robie to kazdego dnia, kiedy mysle, ze
                      nie poradze sobie, ze gdyby nie"on" nie miałabym takich problemow. nie znaczy
                      to ze nienawidze tego dziecka, albo żywie do niego niechęć. wiem, że to nie
                      jego wina, ze tak sie stało, tylko co z tego, psychika człowieka nie zawsze
                      jest logiczna. mam wyrzuty sumienia, ze nie potrafie cieszyc sie tym, kiedy
                      slucham kobiet, ktore opowiadaja o swoich dzieciach, nie rzumiem ich bo ja tego
                      nie czuje. nie czuje sie emocjonLNIE ZWIAZANA z "nim", jedyne co w sobie
                      zauwazam to potrzebe , chyba taka instynktowna zapewnienie mu bezpieczenstwa. i
                      nic poza tym, nie głaszcze czule brzucha, nie rozmawiam z nim, nic. chociaz nie
                      czasem zmuszam sie do takich zachowan, bo czytalam, slyszalam ze tak sie robi,
                      ze kazda kobieta tak sie zachowuje, wiec i ja czasem...ale zaraz przestaje, bo
                      jest to po prostu nieszczere. mysle, ze dzidzius tez nie czuje sie z tym dobrze
                      i to jeszcze zwieksza moja depresje. nie potepiam was, e ktore zdecydowałayscie
                      sie na aborcje fizyczna, bo czasem ja zastanawiam sie czy nie robie czego s
                      jeszcze gorszego kazdego dnia.
                      • tygrysia_suka Re: winna2 26.08.04, 09:13

                        winna2 21.08.2004 21:44 odpowiedz na list odpowiedz cytując

                        Wchodzę na to forum prawie codziennie i ciagle nie moglam sie zdecydowac
                        napisac o sobie. W koncu sie zdecydowalam, ale tak wstydze sie tego ze pisze
                        pod innym nickiem. To jest okropne,tak niewiele osob zna moja tajemnice.
                        Tygrysia - nasze losy sa podobne...
                        Bylo to 18 lat temu, mialam wtedy 19 lat, poznalam chlopaka i wpadlam z nim.
                        Nie bylam blisko ze swoja mama. Oddalilysmy sie od siebie w trakcie jej
                        klopotow w drugim malzenstwie. Ale i tak liczylam na nia w tej sytuacji.
                        Niestety. Codziennie slyszalam, jesli bedziesz chciala urodzic to dziecko, to
                        nie licz na mnie, taki wstyd, jak ja o tym powiem rodzinie itd. Chcialam tego
                        dziecka, pokochalam je od kiedy dowiedzialam sie ze jest. Niestety nie bylam
                        silna. Mama "zalatwila" mi miejsce w szpitalu, najlepszym w naszm miescie.
                        Poddalam sie, balam sie, ze nie dam sobie rady. Pojechalam tam sama.
                        Przyjecie, a pozniej oczekiwanie na sali, gdzie lezaly dziewczyny z
                        zagrozonymi ciazami. Podjelam decyzje:ja nie chce ususnac. Pielegniarki,
                        ktore przedtem patrzyly na mnie obojetnie nagle zrobily sie mile. Podpisalam
                        papiery i wyszlam. Frunelam w powietrzu, bylam szczesliwa przez chwile. W
                        domu zaczal sie horror. Wytrzymalam miesiac ciaglego molestowania slownego.
                        Nie mialam sily dluzej. Wieczorem przed zabiegiem plakalam i zegnalam sie z
                        moim nienarodzonym. Dzis nie moge pogodzic sie z mysla ze bylam tak slaba,
                        przeciez tak bardzo pragnelam tej istotki, marzylam ze w koncu ktos pokocha
                        mnie bezwarunkowo. Czemu wtedy nie starczylo mi sil???? teraz moje dziecko


                        byloby juz pelnoletnie. To nadal boli. Nie moge wybaczyc sobie i mamie. Duzo
                        mi pozniej w zyciu pomagala. Moze do dzis uwaza ze postepowala slusznie? Nie
                        wiem, nie rozmawialam z nia o tym. Nie potrafie, boje sie ze padna z mojej
                        strony slowa ktore przekresla jakikolwiek kontakt miedzy nami. Taka rozmowa
                        niczego nie zmieni, nie wroci moje dziecko i nie zginie moj zal. Wiem tylko
                        ze moje zycie byloby zupelnie inne. teraz czuje ze je zmarnowalam, wszystko
                        ukladalo mi sie nie tak. Malzenstwo, moj syn ktorego odepchnelam od siebie,
                        gdy mialam trudne chwile z bylym mezem, kolejne ciaze zakonczone tragicznie.
                        Nie wiem moze byloby mi gorzej ale nie musialabym zyc z tym okropnym
                        poczuciem winy ze zabilam kogos kogo kochalam....nigdy nie watpilam w to ze
                        we mnie jest czlowiek i ze z braku sil go zabilam



                        Myslalam takze i o tym.Zeby przeczytaly to dziewczyny ktore stoja przed taka
                        decyzja. Moze zdobeda sie na odwage, ktorej ja nie mialam. Bylabym szczesliwa
                        jesliby to uratowalo jakas mame i jej dziecko.
                        Pamietam jak jakies chyba pol roku po mojej tragicznej decyzji na slupach i
                        przystankach pojawily sie ogloszenia: "Jestes w trudnej sytuacji,myslisz ze
                        aborcja to jedyne wyjscie, zadzwon" i numer telefonu. Plakalam rzewnymi lzami i
                        pytalam dlaczego kiedy ja stalam przed ta decyzja nie bylo takich ogloszen?
                        Moze rozmowa i wsparcie pomogloby mi?
                        Przez wiele lat pozniej bywalam w roznych naprawde ciezkich sytuacjach z
                        ktorych wydawalo sie ze nie ma wyjscia, ale juz nigdy nie pozwalalam sobie
                        poddac sie i zawsze udawalo sie, nagle otwierala sie jakas furtka i znajdowalam
                        wyjscie. Zycie nauczylo mnie walczyc i choc zyje tylko jedno z czworki moich
                        dzieci, ja tez zyje. Swiadoma swoich bledow i z ogromnym poczuciem winy,
                        ze "wtedy" poleglam.



                        Doświadczenia związane z aborcją
                        • tygrysia_suka Re: smutna43 26.08.04, 09:15

                          smutna43 23.08.2004 08:50 odpowiedz na list odpowiedz cytując


                          Przeczytałam to co napisała winna i postanowiłam również i ja napisać o
                          największym cierpieniu mojego życia. Piszę również pod zmienionym nickiem,
                          nie jestem w stanie zrobić inaczej.

                          Codziennie tu zaglądam i płaczę. Cierpię w samotności. Ale może moje wyznanie
                          pomoże jakiejś dziewczynie.

                          Nie byłam już nastolatką. Miałam 24 lata i byłam za granicą. Byłam tam z moją
                          miłością , byliśmy szczęśliwi aż do czasu, kiedy odkryłam, że jestem w
                          ciąży... Pamiętam moją radość i ogromne wzruszenie, a jednocześnie strach o
                          przyszłość, bo przecież nie rozmawialiśmy jeszcze o przyszłości.

                          Ojciec dziecka powiedział, że nigdy nie zamierzał ze mną się ożenić...
                          Dziecko - co za głupota !!
                          Nie moogę tu pisać za dużo, bo jestem w pracy..
                          Powiem tylko, że zawózł mnie kliniki po trzech tygodniach walki o dziecko z
                          nim i samą sobą. Dlaczego bałam się tak samotnego macierzyństwa ?
                          Dlaczego ??? Dlaczego nie zabrałam mojego dziecka i nie uciekłam do kraju,
                          moimo, że na samą myśl o reakcji rodziców robiło mi się słabo ?
                          Bałam się, bałam się, bałam się....To zabiło mojego syna - tak to był synek.
                          Nazwałam go Maciuś i nie ma dnia,żebym o nim nie myślała...

                          Wróciłam do Boga... Obiecałam przed Bogiem, że nigdy więcej nie narażę mojego
                          dziecka na aborcję.

                          Przez sześć lat żyłam w samotności...To dla Maciusia...

                          Mam teraz męża i dwoje dzieci... Mąż mnie kocha niezmiennie od wielu lat...
                          Cieszę się jego miłością.

                          Ale tylko tu mogę głośno zawołać : brakuje mi Ciebie Maciusiu !!! Chcę
                          przytulić cię do serca i spojrzeć w Twoje oczy !!!! Miałbyś teraz 13 lat ...

                          KOCHAM CIĘ WYBACZ MI

                          Nienawidzę aborcji... Nienawidzę tego kraju, gdzie bez problemu zabito moje
                          dziecko, gdzie nawet nie spytano się nawet czy potrzebuję wsparcia....

                          Jestem matką trojga dzieci, ale jedno zabiłam...
                          .
                          • tygrysia_suka Re: kosa13 21.09.04, 12:44
                            • to boli przez całe życie
                            kosa13 17.09.2004 23:26 odpowiedz na list odpowiedz cytując


                            Studiowałam, Miałam chłopaka z którym byłam 4 lata,mieszkaliśmy razem z jak
                            mi się wydawało przyjaciółką. Zaszłam w ciąże. On stwierdził że jeszcze nie
                            pora na dziecko . Razem z przyjaciółką "załatwili" mi lekarza. Usunełam
                            ciąże. Z moim facetem po tym co się stało byłam jeszcze 2 m-ce i odeszłam
                            (wspierana przez wspomnianą przyjaciółkę). POtem okazało się , że tylko o to
                            im chodziło, ale to nie ważne, niech im się szczęśliwie żyje. To było prawie
                            5 lat temu, a ja nadal nie mogę sobie poradzić z tym co zrobiłam. Nie wiem
                            dlaczego to zrobiłam, mogłam po prostu odejść i urodzić. Nie potrafię sobie
                            tego dzisiaj wytłumaczyć. Ale ból jest straszny (ten psychiczny), czasami nie
                            potrafię sobie z tym poradzić. Czasami nie mam ochoty po prostu żyć, tak
                            bardzo boli.Teraz mam kochającego faceta, on wie o wszystkim, jak widzi że
                            mam doła nie pyta o nic bo wie o co chodzi, po prostu przytula, ale to
                            strasznie tak boli. Czasami śni mi się że jestem w ciąży, 6-7 m-c i wogóle
                            nie widac brzucha, boję się że to może być sen proroczy, kara za to co
                            zrobiłam. Tak się tego boję.
                            Nie chcę się tu wymądrząć, ale jeśli któraś z was będzie zastanawiała się
                            nad aborcją, to przemyślcie to 1000000000 razy , tego nie da się cofnąć, a
                            NAPRAWDĘ BOLI PREZ CAŁE ZYCIE.
                            przepraszam za to że się wyżalam ale po prostu nie życze nikomu takiego
                            cierpienia, dziewczyny nie róbcie tego, nawet jak miałybyście zostać same z
                            dzieckiem. Bo później zostaniecie i tak same ze swoim cierpieniem i nikt kto
                            tego nie przeżył, nie zrozumie!!!
                            • tygrysia_suka Re: koneweczka 21.09.04, 12:46

                              • Moje słowa
                              koneweczka 28.08.2004 13:59 odpowiedz na list odpowiedz cytując


                              Wchodzę tu od jakiegoś czasu i czytam wasze posty. Postanowiłam ze się
                              przemogę i opisze swoja historii, ale czy mi to pomorze tego nie wiem. Cztery
                              lata temu byłam ze wspaniałym człowiekiem, którego kochałam i byłam pewna, że
                              on kocha mnie- to nie była tygodniowa znajomość tylko tworzyliśmy parę od
                              kilku lat. Zaszłam w ciąże bardzo się cieszyłam, że owocem naszej miłości
                              będzie dziecko.W drugim miesiącu dostała silnych buli pamiętam jak dziś była
                              niedziela płakałam, bo czułam ze coś jest nie tak zadzwoniłam do swojego
                              lekarza i prosiłam o wizytę musiałam czekać cztery godziny a ból był coraz
                              silniejszy. Lekarz szybko mnie zbadał powiedział poroniła pani, po badaniu
                              usiadłam twarzą w twarz i ku mojemu zdziwieniu postawił przede mną naczynie z
                              płodem. Myślałam, że mu oczy wydrapie. Jeszcze tego typa spotkałam w szpitalu
                              jak pojechałam na zabieg całkowitego czyszczenia. Na drugi dzień po zabiegu
                              mój narzeczony zerwał.Pozbierałam się po tym wszystkim jakoś, chociaż miałam
                              duży problem z mężczyznami, bo im nie potrafię ufać i moje kolejne związki
                              rozpadały się z prędkością światła.
                              Kolejne wydarzenie miło miejsce kilka miesięcy temu poznałam „świetnego
                              faceta” odbyliśmy ze sobą stosunek jeden drugi trzeci i za kolejny jakoś nie
                              uważaliśmy wiec zażyłam postinor.Jakie było moje zdziwienie, kiedy odkryłam,
                              że jestem w ciąży, ale postanowiłam, że urodzę. Zaczęłam robić badania
                              chodzić na USG. Lekarz powiedział mi, że zaszłam w ciąże przed zażyciem
                              postinoru gdzieś około tygodnia czasu, co może mieć odbicie w rozwoju
                              dziecka. Oznaczało to, że dziecku i mi może grozić niebezpieczeństwo.
                              Stanęłam przed trudną decyzją usunąć ciąże-moje nienarodzone dziecko czy
                              pozwolić mu żyć. W tym czasie potrzebowałam wsparcia przyjaciół bliskich,
                              wspaniały chłopak oczywiście się zmył i nie poczuwał się do obowiązków, moja
                              przyjaciółka na moje słowa „ Błagam cię zanocuj ze mną tak się boje „
                              odpowiedziała” Daj mi święty spokój nie mam czasu „ Moja matka jak się
                              dowiedziała, że jestem w ciąży nie znając okoliczności ze ciąża może być
                              zagrożona od razu kazała mi usunąć ciąże tych słów nie mogę jej wybaczyć.
                              Postanowiłam usunąć ciąże, chociaż bardzo tego nie chciałam. Znalazłam jakiś
                              gobinet, który się zajmuje takim zabiegami, aby mieć pewność, że nic nie
                              będzie mi grozić.
                              Oczywiście teraz stawiam sobie pytanie czy będę mogła mieć dzieci, nie mogę
                              spać i na niczym się skupić-moje wydarzenia mają 2tygodnie i obawiam się, że
                              mój stan pozostanie taki przez długi jeszcze czas. Wyprowadziłam się z domu,
                              nie mogłam patrzeć na matkę, prowadzę teraz koczowniczy tryb życia i obawiam
                              się że przyjdzie taki dzień kiedy będę musiała do niej wrócić.
                              • tygrysia_suka Re: aguska3 21.09.04, 12:47
                                • Banał z happy endem
                                aguska3 06.09.2004 12:58 odpowiedz na list odpowiedz cytując


                                Znalazłam to forum przypadkowo bo zazwyczaj udzielam się na edziecku w
                                rozdziale z życia rówieśników. Ale postanowiłam zajrzeć. Macie mądre
                                przemyślenia i może nie potępicie mnie za moja głupotę. Cała historia jest
                                banalna i pewnie nawet nie warto zawracać sobie ją głowy.

                                Postanowiłam usiąść i wszystko spokojnie opisać . Może to mi jakoś pomoże.
                                Zaczęło się wszystko tydzień temu. Z niecierpliwością czekałam na okres,
                                który jakoś nie nadchodził. Byłam przekonana że jestem w ciąży. W głowie
                                miałam coraz to nowsze plany. Ale najwięcej myślałam o tym w jak sposób
                                usunąć to dziecko. Nie chce go z cała pewnością. Nie mam zamiaru przechodzić
                                przez te wszystkie męki od nowa. Myślałam tak cały czas. I właściwie nie
                                potrafię wytłumaczyć sobie czemu.
                                Mam męża który ponoć mnie kocha i cudownego synka Piotrusia na którego bardzo
                                wcześniej czekałam. Ale tego dziecka w żadnym wypadku nie chciałam. Czuje się
                                jak ścierka teraz jak o tym wszystkim pisze i myślę. No bo co było dalej…
                                Przemęczyłam się tak cztery dni. We wtorek zrobiłam test i na szczęście
                                wykazał ze nie jestem w ciąży. Po paru godzinach pojawił się okres.

                                Mąż się obraził i to porządnie. Na wciskał mi że nie spodziewał się po mnie
                                takiego egoizmu i morderczych myśli. Ma żal że tak łatwo przychodziło mi
                                mówienie o tym. Teraz nie potrafię nawet sobie sama wytłumaczyć skąd się u
                                mnie to wzięło. Kocham mojego Piotrusia i nie wyobrażam sobie życia bez niego
                                ale nie chce na razie mieć więcej dzieci. Nie czuje się mega Matka Polką.
                                Jedno mi wystarczy w zupełności. Stać nas na dodatkowe dziecko ale ja się nie
                                czuje psychicznie gotowa.
                                Nie wiem czy cokolwiek z tych moich narzekań zrozumiałyście ale po prostu
                                musiałam się komuś wygadać. I chyba w jakiś sposób wyspowiadać.
                              • tygrysia_suka Re: anuteczek 21.09.04, 12:49

                                • Refleksja poszpitalna...
                                anuteczek 16.09.2004 14:53 odpowiedz na list odpowiedz cytując


                                Dziewczyny,
                                Piszę tydzień po drugim poronieniu. Wydawałby się, że to nie forum dla mnie,
                                jednak nie wiem czy wiecie, że NFZ stawia znak równości między poronieniem
                                naturalnym i aborcją? Nie procedur postępowania w wypadku poronienia i
                                poronienia zagrażającego. Są za to procedury dotyczące aborcji i chcąc nie
                                chcąc lekarze stosują je w przypadku poronień (taka sama liczba punktów).
                                Kiedy wypadło jajo płodowe (sama zadecydowałam, że odstawiam leki rozkurczowe
                                i czekam na samoistne rozwiązanie sprawy) i okazało sie, że trzeba
                                łyżeczkować musiałam kilkakrotnie podpisywać zgodę na zabieg łyżeczkowania i
                                napisać oświadczenie, że zabieg został wykonany po uprzednim wydaleniu jaja
                                płodowego. Lekarz tłumaczył, że to zarządzenie wewnętrzne dyrektora szpitala -
                                ochrona przed ewentualnymi podejrzeniami o nielegalną aborcję... Rozumiem
                                Zobaczcie jak przewrotny jest los...
                                andzia
                                • okruszek100 chcieć, nie chcieć... 03.10.04, 12:07
                                  dla mnie wiadomość o ciąży to był szok, wiadomo,że zawsze można się tego
                                  spodziewać jak się idzie z facetem do łóżka, ale..jakoś tak...SZOK, w gabinecie
                                  o mało nie spadłam z fotela na wiadomość ,że to 5 tydzień.Miałam totalne doły,
                                  dzwoniłam do gabinetów, chciałam nawet jechać już do Holandii ale COŚ mi wciąż
                                  przeszkadzało, działy się takie dziwne rzeczy, które zaczęłam odczytywać jako
                                  znaki, zeby tego jednak nie robić.Na przykład...zamiast jechać do Halinowa,
                                  pojechałam do ...Michalina.W głębi duszy wiedziałam,że to jest coś
                                  niedobrego.Myślałam jednak o mojej sytuacji, porąbanej- nie widziałam żadnego
                                  światełka w tunelu.Wdzięczna jestem za posty, w których piszecie,żeby wszystko
                                  jeszcze raz przemyśleć, wiedząc, że aborcja jest decyzją nieodwracalną.Cała
                                  paranoja polega i na tym,że moja praca mgr poświęcona był właśnie
                                  aborcji..doskonale znałam ten temat- syndromy aborcyjne, powikłania, zewspół
                                  PAS i PAD..Ale nigdy nawet przez moment bym nie pomyślała, że to JA stanę
                                  przed taką decyzją.Na domiar wszystkiego....kiedyś pracowałam w organizacji pro
                                  life, tłumaczyłam kobietom,że zawsze jest jakieś wyjście, inne niż aborcja, że
                                  kiedy Bóg zamyka drzwi to otwiera okno,że ....A tu...sama o tym wszystkim
                                  zapomniałam.Coś się we mnie zamroziło- wyprzeć tę całą wiedzę pranetalną, nie
                                  pamiętać, nie czuć...udawać, że to sen...Nie dało się udawać, dziecko zaczynało
                                  już kopać..Poza tym na USG okazało się,że to dziewczynka.Zawsze marzyłam o
                                  dziewczynce, o kucykach, o skakaniu w gumę..Znowu "schody"...Teraz wiem,że
                                  zostałam wystawiona na dużą próbę, udało się- dziś wiem,że Julka URODZI się w
                                  lutym.Przez to co czego dotknęłam- mam dużo więcej zrozumienia dla tych
                                  wszystkich myśli,że to nie teraz, nie dziś, nie w tym związku.Ze...może
                                  kiedyś...Tak, mogę to zrozumieć- te Wasze wszystkie najtrudniejsze dni,
                                  dylematy i łzy...Ale tak jak ktoś juz wyżej powiedział- zastanówcie się
                                  jeszcze...Wiem,że zaglądają tu nie tylko osoby, które piekło aborcji mają już
                                  za sobą- choć raczej..ciągle w sobie- jak same pisząsadWiem,że czasem tu wpadają
                                  i dziewczyny na krótko przed podjęciem ostatecznej decyzji, chcą jak najwięcej
                                  wiedzieć, rozważyć wszystkie argumenty, dowiedzieć się jak będzie PO.
                                  Ale jeśli tylko możecie sprawić cud, znaleźć w sobie tę siłę- nie
                                  eksperymentujcie na żywym organiźmie którym jesteście i Wy i dziecko..Jeśli
                                  chcecie wiedzieć jak źle może być po- przeczytajcie co mówią inne dziewczyny.A
                                  Wy znajdźcie w sobie i w świecie to wszystko co pozwoli Wam dojrzeć światełko w
                                  tunelu.Choćby tylko nikłe, maleńkie...Bo to światełko JEST.Naprawdę...
                                  Tym zaś, które wciąż się dręczą tamtą decyzją z całego serca życzę, by udało im
                                  się wreszcie uzyskać ten upragniony spokój...Niczym niezmącony...
                                  A ja? Cóż? Facet żonaty, dzieciaty- WRESZCIE zrozumiałam że to bez sensu, nie
                                  chcę dzieciom( zwłaszcza jego córeczce, którą kocham naprawdę a ona mnie
                                  conajmniej bardzo lubi...)- odbierać tatusia..To byłaby dla mnie trauma, każdy
                                  zna przecież SWOJE ograniczenia.Tak więc Tatuś nic nie wie, córeczka nie ma
                                  pojęcia,że w moim brzuchu fika jej "siostrzyczka" a ja wpiszę córce w akt
                                  urodzenia całkiem inne imię( idąc pośrodku- będzie to drugie imię biologicznego
                                  tatusia) Będzie cięzko- wiem..Ale...przemyślcie to jeszcze, jak co to zapraszam
                                  na pocztę gazetową.pozdrawiam i życzę najmądrzejszych decyzji- cokolwiek to dla
                                  Was znaczy
                                  • tygrysia_suka Re: chcieć, nie chcieć... 14.10.04, 19:19

                                    • tygrysia_suka Re: EVA 31 14.10.04, 19:24
                                      EVA 31
                                      jestem namawiana do aborcji,mam31 lat ,dziewiecioletnia
                                      coreczke,rozwiedziona,zyje z mezczyzna z ktorym nie moge zalegalizowac zwiazku,
                                      mala miejscowosc , zyje na poziomie wiekszym niz dobry,ale w duzej mierze
                                      dzieki niemu,w zeszlym tygodniu dowiedzialam sie ze jestem w
                                      ciazy...SZOK ....przy zabezpieczanie sie,! ale to nie zmienia faktu ze mam
                                      zostac ponownie mama...ciesze sie z tego ,to chyba bezdyskusyjne,ale i napawa
                                      mnie to panika,on jednoznacznie oswiadczyl ze powinnan dziecko usunac, bo
                                      zrujnuje mu zycie i jego dzieciom....a co ze mna? co z moim zyciem? oczywiscie
                                      zostawil mi wolna droge tyle ze z ,,malym,, naciskiem na aborcje.jestem w 4
                                      moze 5 tygodniu,placze,jestem nerwowa,nie spie,z nikim nie moge o tym
                                      porozmawiac....jestem rozbita i samotna,,nie wiem co zrobie ze soba i dziecmi
                                      jesli on naprawde ....nie wazne... chce uciec i urodzic... ale jak i co dalej??

                                      PROSZE O SLOWA WSPARCIA I RADY JAK POWINNAM POSTAPOWAC ABY NIE ZABIC SWOJEGO
                                      DZIECIATKA...

                                      f.kafeteria.pl/temat.php?id_p=1087760&id_f=10
                                      • blanqua Re: EVA 31 17.10.04, 17:36
                                        Nie daj się zastraszyć.
                                        Z Twojego listu wynika, że Ty sama wiesz, czujesz, że żyje w Tobie dziecko.
                                        Nie pozwój go zabić. Skoro sama tego nie chcesz.
                                        Przecież nie może być tak, że głupie słowa mężczyzny zabiją Twoje dziekco.
                                        Bądź dzielna i nie poddawaj się.
                                        Pomyśl o dziecku...
                                        Pozdrawiam
                                        Blanka
                                      • bess Re: EVA 31 24.10.04, 19:50
                                        Eva, bądź silna- dałaś radę odchować jedno dziecko, uda się i z drugim. na pewno
                                        ucieszy się z rodzeństwa. Ten mężczyzna, który namawia Cię do aborcji nie zdaje
                                        sobie sprawy, co to znaczy myśleć codziennie o nienarodzonym dziecku. Nie znam
                                        go, ale chyba dla niego dziecko to "problem", który trzeba "rozwiązać".
                                        jestem z Tobą myślami, trzymam kciuki- Bess
          • kinia19851 Rboje sie tego co moze byc 23.11.04, 19:50
            boje sie strasznie tego zepo poznej aborcji bo to byl koniec 3 miesiaca nie
            bede mogla miec dzieci niech ktos mi napisze ze tez usunol ciazetaka poznalubo
            pozniejsza a pozniej zaszla w ciaze bedzie to dla mnie akis pocieszenia
            • tygrysia_suka Re: marti1985 11.12.04, 19:28

              • ...
              marti1985 08.11.2004 22:38 + odpowiedz


              13 sierpnia 2000 rok,moje 15 lat,6miesiac ciazy..nagle olsnienie
              rodzicow,wyjazd tego samego dnia do duzego miasta..mala biala tabletka,5
              godzin porodu,niezywy plod..4 lata szarpaniny,4 lata pogardy dla samej
              siebie,cale zycie tych samych uczuc przede mna..ja,sama jeszcze dziecko,dalam
              sobie wmowic ze tak bedzie lepiej,ze inaczej moj swiat sie zawali..teraz wiem
              ze to tamtego dnia caly swiat legl w gruzach,ze juz nigdy nie bedzie tak
              samo..zabilam wlasne Dziecko,nawet nie znam jego plci,jeszcze tego samego
              dnia po raz pierwszy mnie kopnelo..czy mam prawo nazywac siebie matka?czy mam
              prawo nazywac je swoim Aniolkiem?czy mam prawo zyc skoro sama zabilam?i to
              Kogos bardzo dla mnie waznego,na Kogo czekalam,Kogo kochalam,Kto zrodzil sie
              z wielkiej milosci..
              • tygrysia_suka Re: mareszka5 11.12.04, 19:30
                • ja nie usunęłam, ale...
                mareszka5 23.11.2004 09:34 + odpowiedz


                Był taki czas, 11 lat temu, kiedy podjęłam decyzję (mimo namawiania rodziny
                do aborcji) że urodzę mojego dzidziusia, od poczatku bardzo go kochałam i
                chociaz miałam tylko niecałe 18 lat, wierzyłam ze sobie poradze.Urodził się
                mój synek i był to najpiekniejszy dzień mojego zycia, ale niestety, mimo
                chęci nie sprawdziłam się jako matka.Popełniłam masę błędów wychowawczych,
                biłam i krzyczałam na mojego synka za kazde przewinienie i chociaz pózniej
                przepraszałam go i przytulałam, wyrządzałam mu co chwila ogromna krzywde.Nie
                umiałam zająć się nim tak, jak powinnam, sama nie radziłam sobie ze soba,
                miałam poczucie krzywdy, gdyz rodzina odsunęła sie odemnie (zawiodłam
                przeciez ich zaufanie i "zaszłam sobie" w ciązę).Moje dziecko ma teraz
                problemy z nauką, jest w szkole specjalnej, jest nerwowe, nadpobudliwe, wiem,
                ze w duzej mierze z mojej winy.Czuję sie okropnie, nie dałam mu szansy na
                szczęśliwe dzieciństwo, cos w nim zabiłam, nie wazne, ze teraz jestem inna i
                staram sie jak moge, ułozyłam sobie zycie, mam jeszce inne dzieci, które
                traktuję całkowicie inaczej. Nic mnie nie tłumaczy, czasami myslę, ze moze by
                było lepiej gdyby mój synek przestał istniec na samym poczatku, moze póżniej
                by nie musiał cierpieć.Urodziłam go, ale wcale nie czuję sie lepsza od Was...
                • tygrysia_suka Re: maksima131 11.12.04, 19:33

                  • nie wiem co robić
                  maksima131 25.11.2004 13:27 + odpowiedz


                  nie wiem, co robić, nie tak miało być, w trzecią ciąże miałam zajść
                  pożniej......
                  mam 2-je dzieci, 15 miesięcy i 5 miesięcy- obum towarzyszył ogromny stres .....
                  niedawno
                  dowiedzialam się, że znów jestemw ciąży to już 6 tydzien. myślę o usunięciu-
                  choć wiem, że kocham
                  już to maleństwo, ale boję się ze nie dam rady z 3-ką tak małych dzieci... mam
                  w soarcie męża...
                  jednak nie zawsze wtedy kiedy go potrzebuję- musi pracować by nas
                  utrzymać....tak bardzo się
                  boję....chcę usunąć by dać siebie moim dzieciom, które nie rozumieja dlaczego
                  mama spędza pół
                  dnia w toalecie....pomóżcie.....chciaąłbym z kims porozmawiać, kto nie podejmie
                  za mnie decyzji ale
                  powie mi o wszystkich konsekwencjach tego czynu- bym mogła usłyszeć głośno i
                  podjąc decyzje....







                  • Re: nie wiem co robić
                  maksima131 29.11.2004 12:51 + odpowiedz


                  Dziękuję Wam bardzo za te słowa.....przez ostatnie dni myślałam o tym wszystkim
                  bardzo
                  intensywnie....wiem, że będzie ciężko, ale nie potrafię usunąć...nie mogłabym
                  spojrzeć sobie w oczy, a
                  co dopiero dzieciom. Wiem, że moje małżeństwo nie przeszło by tej próby, że
                  każdy z nas obwiniał by
                  się o tą decyzję. Mój mąż przemyślał chyba kilka rzeczy, bo inaczej ze mną
                  rozmawia. Zaczął mnie
                  wspierać. Mamy trzy pokoje, niezbyt duże ale pomieścimy się- zaczynamy remont
                  naszego mieszkania
                  byśmy sie wszyscy pomieścili i żeby każdemu było wygodnie...boję się co będzie
                  później jak damy
                  sobie radę finansowo, czy wrócę do pracy, przy trójce tak małych
                  dzieci.....wierzę, że będzie dobrze....
                  teraz zaczęła się najgorsza faza ciąży : wymioty i itp....
                  dziękuję Wam bardzo
                  naprawdę
                  • tygrysia_suka Re: sheilla 11.12.04, 19:34

                    • ...
                    sheilla 07.12.2004 20:00 + odpowiedz


                    Witam! Myslalm, ze na to forum nie dotre... Owszem, czytalam Wasze wpisy, ale
                    temat byl mi dosc odlegly.
                    Cała swoja historie opisalam ok miesiaca temu na "samodzielnej mamie". Moge
                    jeszcze tylko dodac, ze ostatecznie nie zgodzilam sie na zabieg ( jak to
                    ladnie brzmi! ciekawe, dlaczego ex nie namawial mnie na skrobanke czy aborcje,
                    tylko wlasnie na zabieg..?). Wobec mojego stanowczego sprzeciwu
                    postanowil...wyjechac. Po osmiu latach bycia razem. po tym wszystkim, co razem
                    przeszlismy. Tydzien temu zapowiedzial mi, ze wyjezdza i nigdzie go juz nie
                    odnajde, ze moje dziecko od zycia dostanie tylko ochłapy itp.
                    Wiem, powinnam sobie powiedziec-palant. Sama sobie poradze.
                    Tylko ze coraz bardziej sie boje. Mam nieustanne wyrzuty sumienia (podsycane
                    niemalze pprzez całe otoczenie), ze to, co chce zrobic, to czysty egoizm z
                    mojej strony. Co ja temu dziecku moge dac? Co ja mu kiedys powiem, kiedy
                    zapyta o tatusia? Ze zostawil nas bo go nie chcial? Koncze teraz studia,
                    utrzymuje sie z renty po zmarlym ojcu ale we wrzesniu i to sie konczy. Zostane
                    sama, z malutkim dzieckiem, ktore procz mojej milosci bedzie potrzebowalo
                    takze i ojca, dziadkow no i nakladu finansowego.
                    Dzisiaj znowu rozmawialam z matką mojego ex. Ma do mnie zal, ze synek chce
                    wyjechac i JĄ opuscic. Prawie ze sie nie odzywala. Zakomunikowala mi tylko, ze
                    do wychowania dziecka potrzeba ogromnych pieniedzy a ona ich nie ma. I ze
                    synkowi swiat sie zawalil... Dodatkowo jestem bombardowana telefonami ze
                    strony mojej rodziny, ZE JESZCZE MAM CZAS I POWINNAM SIE ZASTANOWIC.
                    Wyc mi sie chce. Ale moze lepiej, zebym cierpiala tylko ja a nie moje dziecko
                    razem ze mna? Pozdrawiam
                    • tygrysia_suka Re: kolejna1 11.12.04, 19:37

                      • czy jestem bez serca?
                      kolejna1 08.12.2004 20:12 + odpowiedz


                      przez przypadek trafilam na to forum, szkoda ze nie wiedzialam o nim
                      wczesniej...

                      Najdziwniejsze jest to ze nie pamietam ile lat mialam kiedy to zrobilam. Wiem
                      ze bylam na studiach. Drugi czy trzeci rok? Nie wiem. Wyparlam z pamieci
                      uplyw czasu. Wyparlam chronologie - nie wiem co bylo przed ani po tym.

                      Pierwszy test z krwi nie wykazal ciazy, myslalam ze to zaburzenia
                      hormonalne.Lekarz stwierdzil ciaze na drugiej wizycie.Facetwi powiedzialam to
                      slowami "Musimy przygotowac tysiac zlotych...". Potem bylam na niego wsciekla
                      ze nie zaoponowal. Mialam pretensje,ze zgodzil sie na moja sugestie bez slowa
                      sprzeciwu; wiec przemyslal sprawe i powiedzial, ze jezeli mam go potem
                      opuscic to on chce tego dziecka,bo wierzy ze sie nam uda. Naciskal na slub.
                      Wtedy sie przestraszylam. Nie moglam juz zwalic winy na niego. W mojej glowie
                      nie bylo juz usprawiedlwienia dla siebie samej. Musialam przed soba przyznac
                      ze to JA nie chce tego dziecka.

                      Porozmawialam z mama.W dalekich wspomnieniach przebijalo mi wspomnienie, ze
                      mialam miec drugiego braciszka/sistrzyczke, ze dowiedzialam sie o tym przez
                      przypadek ... i nic. Pamietam tez ze mama lezala potem chora w lozku. To
                      zadziwiajace jak dzieci kojarza wszystko rozumieja. Mama przyznala sie ze
                      usunela trzecie dziecko. Powiedziala mi ze to moja, tylko moja decyzja co
                      zrobie. Zebym pamietala ze nie bede wyjatkiem na swiecie, ze wiele kobiet to
                      zrobilo.
                      Decyzje podjelam sama, bez presji. Takie mam poczucie do dzisiaj. Nie
                      wybaczylabym nikomu kto podjal by ta decyzje za mnie. Moj facet zawiozl mnie
                      do szpitala. Po korytarzu chodzily matki z noworodkami. Wiedzialam ze to
                      ostatnia proba, ostatnia szansa zeby zmienic zdanie. Nie zrobilam tego.

                      Najpierw plakalam na widok dzieci. Potem po prostu wiedzilam ze dziecko jest
                      celem i motorem mojego zycia w dluzszej perspektywie. Uczylam sie, pracowlam
                      aby kiedys moc zapewnic godziwy byt mojemu dziecku. Caly czas jestem z tym
                      samym facetem.On tez cierpial.Mielismy rozne przejscia, klotnie,
                      rozstania,ale ciagle krazylismy w swojej orbicie. Nigdy nie mialam do niego
                      pretensji, chociaz on nigdy w to nie uwierzyl.

                      A teraz ironia losu. Jestem w ciazy z tym samym facetem. Tez wpadka. Trzeci
                      miesiac. Rok po studiach.Poczatkowo przeklinalam swoja glupote, a teraz
                      wierze ze to przeznaczenie. Tak mialo byc. Przez te lata balam sie co bede
                      czuc majac w lonie drugie dziecko. Myslalam ze nie bede mogla patrzec na
                      lekarza ktory wykonywal zabieg. Ale tak nie jest. On sie opiekuje moja druga
                      ciaza. Stwierdzlismy,ze on najlepiej zna "historie choroby", nie trzeba
                      bedzie mu nic tlumaczyc, nie bedzie zadawal pytan "czy juz byla pani w
                      ciazy". Mam do niego zaufanie. A rodzicom chcemy powiedziec w ten weekend...

                      Sa momenty kiedy zadaje sobie pytanie czy jestem bez serca. Nie opuscilam
                      faceta z ktorym bylam pierwszy raz w ciazy. Jest on mi blizszy niz
                      jakakolwiek inna istota na ziemi.Jestem z nim szczesliwa. Nie uciekam od
                      miejsc ani osob ktore przypominaja mi tamten dzien.Czasem probuje siebie
                      karac w myslach.Nie pozwalam sobie na dobry humor, na cieszenie sie
                      dzieckiem,na sile wmawiam sobie "cierp, nie zasluzylas na szczescie".Ale to
                      mija i znow mam usmiech na ustach.Nie umiem bez przerwy siebie karac. Moze
                      jestem nieczula jak Kaj z bajki o Krolowej Sniegu?

                      Nie czuje sie teraz wcale bardziej przygotowana na macierzynstwo niz kilka
                      lat temu.To mnie boli.To ze nie zmienilam swojego zycia, choc mowilam sobie
                      wtedy ze nastepnym razem bede bardziej gotowa.

                      Pisze zeby podzielic sie z wami moja historia. Moze ona komus pomoze, moze
                      zbulwersuje.Tak naprawde nie czuje sie dobrze ani na tym forum ani na forum
                      dla matek.Jestem posrodku.Wiele z was pisze tu by wyrazic zal ktorego ja nie
                      czuje dlatego czuje sie tu jak intruz; a na forum dla przyszlych mam...szkoda
                      gadac.
                      Mam nadzieje ze moja historia nie zrani zadnej z was.
                      • tygrysia_suka Re: kapyl 11.12.04, 19:38

                        • nie chciałam tego dziecka...
                        kapyl 29.11.2004 09:04 + odpowiedz


                        Moja historia jest banalna...
                        wakacje, wyjazd za granice, zabawa, zabawa, zabawa... miałam wtedy 22 lata.
                        Na dwa tygodnie przed powrotem do kraju zaczęłam sie dziwnie czuć, urosły mi
                        piersi, przybyło mi w biodrach. Nie myślałam że to może być to. Wróciłam do
                        kraju i zaczęłam z napięciem czekać na okres, pocieszając się "to napewno nie
                        jest ciążą","to tylko problemy aklimatyzacyjne". Byłam wtedy na VI roku
                        studiów - bez pracy, bez faceta.
                        Nawet nie musiałam robić testu - po 2 tygodniach już wiedziałam...
                        No i wtedy zaczął się koszmar...
                        Na szczęście opanowała mnie dziwna niemoc, chociaż myślałam o usunięciu ciąży
                        całymi dniami, nie robiłam nic żeby to wprowadzić w życie. A potem wyparłam
                        fakt ciąży ze swojej głowy. Nie wiem czy ktoś sobie to potrafi wyobrazić:
                        kobieta w ciąży, która udaje że nie jest w ciąży. Śmieszne prawda?
                        Co najśmieszniejsze tej ciąży naprawde nie było po mnie widać - nikt nie
                        zauważył - ani moja rodzina, ani moje współlokatorki, ani moje przyjaciółki.
                        W Święta Bożego Narodzenia poczułam pierwsze ruchy...
                        I dalej nie chciałam tego dziecka - płakałam wieczorami, przeklinałam los,
                        dlaczego akurat JA???
                        W maju stało się - byłam akurat na zajęciach na uczelni i poczułam skurcze
                        (nawet wtedy nikt nie wiedział że jestem w ciąży).
                        Pojechałam do szpitala i urodziłam córkę, zdrową, silną córkę. I znowu
                        stchórzyłam. Chciałam ją oddać do adopcji, wyszłam ze szpitala.
                        Wytrzymałam tydzień. Tydzień największego koszmaru jaki mogę sobie wyobrazić,
                        w nocy śniło mi się moje dziecko, słyszałam jej płacz, dniami nie mogłam się
                        ruszyć z domu, godzinami siedziałam w kościele i się modliłam.
                        No i w końcu poszłam do szpitala, zobaczyć moje dziecko. Nigdy nie zapomnę
                        tego jaka była wtedy śliczna...
                        3 dni później już była ze mną w domu. Moi rodzice bardzo mi pomogli (chociaż
                        takiego szoku nie przeżył chyba jeszcze nikt jak oni wtedy gdy sie
                        dowiedzieli że są dziadkami), pomagają mi nadal.
                        Teraz jestem na V roku studiów, i mieszkamy sobie: ja i moja córcia w
                        akademiku.
                        Lubię historie z happy endem. smile))
                        Błagam was dziewczyny... nie podejmujcie pochopnie takiej decyzji, wszystko
                        się NAPRAWDĘ może ułożyć, jeżeli tylko będzie się tego mocno pragnąć.

                        Pozdrawiamy - Kasia i Marta smile))
                        • tygrysia_suka Re: agababajaga1 11.12.04, 19:42
                          • Re: O tym forum i moje zdanie nt. aborcji
                          agababajaga1 03.12.2004 10:40 + odpowiedz


                          Witaj...cieszę się, że potrafiłaś się tu odezwać..ja trafiłam na to forum jakiś
                          czas temu i tylko czytałam...uważałam, że skoro nie czuję się winna po
                          dokonaniu aborcji lepiej żebym się to nie odzywała..Jestem mamą dwójki chorych
                          dzieci. Nie chorych na karar czy alergię, ale dwójki upośledzonych dzieci. Trzy
                          lata po urodzeniu pierwszego dziecka poroniłam , bo sama dźwigałam chore
                          dziecko po schodach na 4 piętro.Nie powiem żeby była to dla mnie straszna
                          tragedia. Hm...uważałam, że to może lepiej bo kosztem maluszka straciłoby
                          starsze dziecko. Trzy lata później znowu byłam w ciąży i czekaliśmy na to
                          dziecko bardzo. Nie robiłam w domu nic, nie jeździłam na ćwiczenia, niec -
                          kompletnie nic. Lekarze nie zgodzili się na badania prenatalne do starsze
                          dziecko nie ma wady genetycznej więc podstaw nie było. Drugie dziecko urodziło
                          się chore i wszystko legło w gruzach. Szpitale,rehabilitacja,leki dwoje chorych
                          to okropne wydatki..tenwie, kto ma chore dziecko. Mieszkamy sami więc pomocy
                          nie mam żadnej. Sama zajmuję się dziećmi, sama wychodzę z nimi na spacery, sama
                          wożę na ćwiczenia i sama biegam po lekarzach...mąż pracuje, żeby jakoś to
                          wszystko ogarnąć a ja dźwigam wózki, foteliki i dzieci...sama...Finanse w
                          naszym domu są nadszarpnięte bardzo i nie wiem jak to będzie dalej...Jak
                          poszłam do opieki społecznej po pomoc to pani kazała mi sprzedać samochód
                          (kretynka bez wyobraźni). Wsparcia psychicznego w naszych realiach nie można
                          się spodziewać...
                          W ciążę zaszłam w niecały rok po urodeniu drugiego dziecka, kiedy to (o
                          głupia...) karmiłam i nie chciałam brać tabletek bo moje dziecko i tak
                          przyjmowało mnultum leków więc nie chciałam dokładac mu dodatkowych leków w
                          mleku.Mówi się że nie mają one wpływu na dziecko, ale ja nie chciałam.
                          No i zaszłam w ciążę...to był koszmar najgorszy ze wszystkich...Podjęcie
                          decyzji o aborcji wcale nie było łatwe...ale jestem przekonana o słuszności
                          swojej decyzji. Nawet jeśli dziecko byłoby zdrowe, to i tak nie wyobrażam sobie
                          dalszego życia z jeszcze jednym dzieckiem. Raz w tygodniu, moja urocza sąsiadka
                          zabiera dzieci do siebie a ja mam dwie godziny dla siebie...to najcenniejsze
                          dwie godziny w całym tygodniu...dobrze, że mam taką sąsiadkę...
                          Zanim zaczniecie oceniać i krytykować spójrzcie na sprawę jak przez peryskop -
                          z drugiej strony...
                          Pozdrawiam i dziękuję Ci Jagandra, ze tu napisałaś...
                          Agababajaga
        • nerwus4 ja też 28.10.04, 12:46
          miałam 14,5 lat. Moze wiedziałam,że jestm w ciaży może nie. Z chłopakiem
          chodziłam wredy od roku. Ponieważ był (tylko) 1 rok starszy a z moją mamą
          jesteśmy jak koleżanki - powiedzialyśmy mu o tym i poszłam na zabieg. Byłam w
          końcu 3 m-ca. Pami etam tylko lekki ból po gdy obkurczała sie macica. Z tym
          chlopakiem chodziłam jeszcze potem 4 lata, miał być ślub (na prawde wielka
          miłosć) ale poniewaz tata wojskowy-wyrzuciło nas do innego miasta i sie
          skończyło. Potem majac 23 urodziłam syna-dziś 11 lat, wyszłam drugi raz za maż,
          jestem w 9tc i zajedwabiście szczęsliwa.
          Dziękuję mojej mamie do tej pory (ojciec nic nie wie) za to co zrobiła, byłam
          dzieckiem, w 8 klasie i co z tego ,ze być może bym urodziła ale co zreszta
          życia, jaka przyszłosć dla dzieciaka skoro ja bez żadnych szkół??? tak miało
          być, wszystko wskazywało żeby tak zrobić. Moja mama jest najukochańsza istotą
          pod słońcem!! Jestem zdrowa, żadnych powikłań, nosiłam spiralę przez 9 lat i
          też żadnych powikłań. Uważam,że jesli wiecej jest za niz przeciw to trzeba to
          zrobić-potem widać takie sfrustrowane matki, wiecznie drące się na swoje dzieci
          bez powodów, "zgniecione" przez zycie , z samymi problemami, bo.... chciały
          postąpic po katolicku. Przepraszam, jesli kogoś uraziłam. pzdr
    • beatka3 Re: Doświadczenia związane z aborcją. 25.10.04, 12:54
      współczuję wszystkim tym dziewczynom.
      Ja też zaszłam w ciąże dość młodo - miałam 19 lat, i nie wiem co bym zrobiła,
      zeby nie wsparcie moich rodziców, chłopaka i teściów. Dopiero teraz zdaję sobie
      sprawę, ze gdyby wszyscy się ode mnie odwrócili to nie skończyłoby się tak
      pięknie.
    • annaliza2 Re: Doświadczenia związane z aborcją. 02.11.04, 00:06
      Miałam 20 lat, faceta od lat 6. Miałam zaplanowaną przyszłość i z pewnością nie
      było w planach dziecka. Gdy dowiedziałam się o ciąży byłam zagranicą, gdzie
      aborcja jest legalna. Omdlenia zmusiły bym poszła do szpitala, gdzie
      zaproponowano aborcje. Pewnie gdybym była w Polsce nawet bym nie pomyślała o
      tym, ale TAM było to na wyciągnięcie reki. Nawet zapytany o rade ksiądz
      powiedział że to moja decyzja. Dziwiono się, że w ogóle rozważam urodzenie
      dziecka. Krwawiłam, źle się czułam.... lakarze mówili, że poronię. nie
      wiedziałam co zrobić z rękami gdy spałam, no bo co robić? Głaskać brzuch,
      dotykać swoje dziecko? Czułam? Nie wiem co czułam, były to najbardziej samotne
      chwile w moim zyciu. Byłam pełna obaw, co mogę dać dziecku, czy będę umiała być
      matka.... tysiace pytań. Zero odpowiedzi. Facet nie namawiał, bo wiedział, że
      wyrzuty sumienia mnie wykończą. W szpitalu lekarze wciąż tłumaczyli, był
      psycholog, jakieś dziwne spotkania z kobietami które to zrobiły. I wciąż to
      samo- jesteś taka młoda!
      Urodziłam. Facet nie wytrzymał, odszedł. To była najlepsza decyzja jaką mogłam
      podjąć. Trudno być mamą, zwłaszcza samodzielną, ale życie staje się pełniejsze,
      lepsze.
      Nie potępiam kobiet które usuwają ciąże. To jest trudna decyzja. I jeżeli ktoś
      jest pewien, ze to będzie najlepsze rozwiązanie to niech to zrobi. Aborcja
      powinna być legalna, a kobiety otoczone dobrą opieką. W kraju w którym byłam
      podczas ciąży kobiety chcące aborcji są pod stałą opieką psychologa, zarówno
      przed jak i po zabiegu. Mają do dyspozycji pomoc innych kobiet. W takich
      chwilach kobieta jest zdana tylko na siebie i to jest najtrudniejsze.
      • nat.london Re: Doświadczenia związane z aborcją. 02.02.05, 19:30
        Mialam chlopaka od 7 lat kochalam tego samego.Mieszkalismy razem 2 lata w
        Londynie.POtem wrocilismy.Wpadlam.Na poczatku byl zadowolony,potem jednak tatus
        natlukl mu do glowy,ze jest za mlody (oboje mamy prawie 24 lata)..Zaczal
        namawiac mnie do zabiegu,ze kocha,ze nie zostawi.W 11 czy 12 tyg podano mi 3
        dawki prostoglandyny dopochwowo..bolesne..potworny bol w nocy..Wszystko u
        lekarki jego macochy(34 lata)usuwala ciaze kilka razy..Sa bogaci,moglismy miec
        to dziecko..Potem zabieg pod narkozą..2 dni pozniej moj chlopak mnie
        zostawil...MAm depresje..biore psychotropy..mysle o samobojstwie..usunelam
        dziecko dla niego...a on mnie zostawil wczesniej obiecujac,ze tego nie zrobi
        • azjawusa Re: Doświadczenia związane z aborcją. 02.02.05, 20:26
          Nat.london
          Dlaczego na forum o niepelnosprawnym dziecku i na
          forum strata dziecka szukasz pomocy?A swoj problem
          okreslasz lagodniejszym niz ABORCJA wyrazeniem?
          Bardzo nie ladnie z twojej strony wchodzic na ww
          fora i zawracac glowe ludziom majacym wieksze problemy.
          • nat.london Do azjawusa 03.02.05, 16:38
            Do cholery!Dla mnie to strata dziecka! A coz innego ????I mam na pewno
            wiekszy problem od Ciebie.Bylam molestowana psychicznia.Moj chlopak zrobil mi
            wode z mozgu,a dzien po zabiegu zostawil.CHCIALAM TEGO DZIECKA,ale meczyl mnie
            potwornie.Teraz mam mysli samobojcze,biore silne leki.Chodze do psychiatry i do
            tego mam komplikacje po usunieciu..A on sie dobrze bawi z jakimis panienkami.
    • karinka21 Re: Doświadczenia związane z aborcją. 02.02.05, 21:06
      Ja także jestem przeciwna aborcji, lecz co się stało nie odstanie się,
      dziewczyna ma prawo do pomocy i wsparcia, a nie potępiania do końca jej życia,
      wyrzuty sumienia i niepokój psychiczny, a także nie wiadomo jakie konsekwencje
      zdrowotne to wydaje mi się dużą karą.
      london przykro mi z powodu Twojego maleństwa, nie poddawaj się, niech zostaną
      ukarani także Ci, którzy pomogli Ci w tym morderstwie, Ty cierpisz już.......

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka