Dodaj do ulubionych

adopcja, adopcja

30.01.06, 17:21
Czytam rady dla kobiet stojących przed najtrudniejszym wyborem w zyciu -
aborcja czy życie?
Zastanawia mnie, dlaczego tak wiele osób bezpodstawnie szafuje złotą radą:
zawsze można oddać dziecko do adopcji, jest tyle rodzin, ktore czekaja, ono
będzie szczęsliwe, itd.
Otóż chcę zauważyć, że takie rady sa cholernie nieodpowiedzialne. Kto
powiedział, że "odadanie do adopcji" to prosta sprawa?
Mój mąż jest takim własnie dzieckiem oddanym do adopcji. Nikomu nie życzę,
aby musiał zmagać się z pietnem matki, ktora go nie chciała, czy też nie
mogła chcieć.
"Od poczatku niczyj" - powiedział mi kiedyś. "Kobieta, ktora mnie urodziła,
nie chciałą mnie. To nie jest moja matka. Ale ta, ktora mnie wychowała, też
nią nie jest".
A ona? Podobno (jak mówi teściowa) przez pierwsze lata przychodziła pod dom i
patrzyła na wózek z jej synem, ktorego nie mogła (nie chciała?) zatrzymać.
Przychodziła i wyła pod bramką, ale usuwała się zawsze, kiedy tylko ktoś z
nowych rodzicow się pojawiał na widoku.
Ból dziecka i ból kobiety. Ogromny.
Dla niego na zawsze. Dla niej pewnie też. Nigdy nie zapopmnę słów, ze na
dzień dobry w życiu poszedł w odtsawkę. Potem wszedł w fazę "muszę ją znaleźć
i wykrzyczeć w twarz, kim jest". Potem"muszę spytać, dlaczego to zrobiła?"
Potem zapadł na schizofrenię.
A moja niebiologiczna teściowa wzięła jeszzce dla niego siostrę. Podziwiam
ją. Ale już dla odmiany nie odważyła się jej powiedzieć, że jest adoptowana.
Do momentu, az dziewczyna nie poszła nas tudia do miasta, w ktorym się
urodziła. Tam poznała faceta, ktorego ppkochała. A teściowa wpadła w
depresję, czy życie nie ejst zbyt okrutne i czy przypadkiem nie jest to jej
brat (tamta kobieta miała syna w tym wieku mniej wiecej).
To nie konfabulacja, tylko kilka faktów z mojej codzienności. Zastanmówcie
się, kiedy tak lekko wymawiacie słowa "zawsze możesz oddać do adopcji".
wiem, że teraz rusza na mnie lawiny, ale coż. Top nie prowokacja, to moja
opinia.
Pozdrawiam
Obserwuj wątek
    • kalpa Re: adopcja, adopcja 31.01.06, 03:46
      Dobrze, że napisałaś, bo to niestety wcale nie jest takie niecodzienne.
      Znam rodziców adopcyjnych małych dzieci i póki co nie ma problemu.
      Niestety już nieco starsze dzieci miewają takie myśli i nie dziwię się, że
      dostają shizofrenii.
      masz rację, że szafowanie słowami: najwyżej oddasz do adopcji, jest trywialne.
      Kalpa
      • madzia1708 ja równiez się zgadzam 31.01.06, 08:25
        nie zapominajmy tez, ze zeby oddać do adopcji to trzeba chodzic w ciązy i
        urodzić, a czasami to jest problemem

        ps. współczucia dla męża...

        Pozdrawiam
      • jol5.po Re: adopcja, adopcja 31.01.06, 08:30
        ale jest też bardzo dużo szczęśliwych rodzin adopcyjnych
        może sie odezwą, byłby to wtedy głos autentyczny, a nie tylko nasze domysły, albo, że słyszelismy to lub tamto.
        Roznorodność jest cześcią zycia, zawsze znajdzie się przykłady na potwierdzenie tezy jaką chce się udowodnić.
        Złych rodziców biologicznych i nieszczęśliwych w nich dzieci jest co niemiara (tutaj każdy może służyć zapewne odpowiednim przykładem), ale czy aby jest to od razu argument przeciwko istnieniu rodziny biologicznej jako takiej i mógłby posłuzyć do nawoływania do najwyższej ostrożności w jej zakładaniem??
        Ja znam znowóż ludzi po domu dziecka - ale wychowywanych w tzw. RDD (Rodzinnych Domach Dziecka), czyli w normalnych rodzinach tylko trochę większych. To już dorosli ludzie, całkiem normalni, zadnych schizofreni, depresji. Są bardzo rózni, normalnie jak w zyciu.
        • stad_do_wiecznosci Re: adopcja, adopcja 31.01.06, 09:40
          Z całym szacunkiem jol - mój głos równiez jest autentyczny, poniewaz historia,
          którą opisałam nie została mi opowiedziana przez sąsiadkę mojej przyjaciólki, u
          ktorej bawiłam przejazdem, ale dotknęła mnie osobiście.
          Nie neguję istnienia szczęsliwych rodzin adopcyjnych, zwracam uwagę na drugą
          stronę problemu.
          A problem istnieje w samych matkach biologicznych - czy ktoś prowadził badania
          nt "syndromu postadopcyjnego"? Z czym łatwiej sie uporać - z tym, że
          przeprowadziło się kiedyś zabieg (ktory stał się czymś aostecznie dokonanym)
          czy że się oddało swoje dziecko obcym ludziom, kochającym je, dobrym, czułym.
          I życie w świadomosci, ze to dziecko wciąż JEST - naprawde jest fizycznie,
          realnie, tak po prostu.
          Zostałam zmuszona do aborcji ze względów medycznych kilka lat temu. Przeżyłam.
          Pożegnałam się z tym dzieckiem. Przeszłam żałobę. Moje życie i powrót do
          tamtych wydarzeń to rozpatrywanie (ewentualne)- jak teraz radziłabym sobie z
          dzieckiem tak chorym, mając na wyłącznym utrzymaniu starsze, gnieżdżąc się w
          ciasnym pokoju u rodziców.
          Po adopcji, po oddaniu swojego dziecka, zrzeczeniu się praw do niego,
          prawdopodobnie w tej chwili dołaczyłabym do swojego meża w szpitalu
          psychiatrycznym.
          • jol5.po Re: adopcja, adopcja 31.01.06, 10:26
            Stąd_do_wieczności, ja nie neguję Twoich przeżyć, ale też chciałabym/mama nadzieję, ze dla równowago odezwą się także osoby, które zetnkęły się z adopcją, ale dysponują innymi przezyciami, niż te, z którymi się Ty spotkałaś. Bo zdaję sobie sprawę z róznorodności tego co na świecie. Co więcej moje doświadczenia (owe wyżej wspomniane przez mnie osoby, wiem także od niektórych, jaką postawę prezentują ich biologiczni rodzice) są przykładem, że istnieją odmienne warianty losów adoptowanych dzieci niż Ty opisałaś.
            Z tego co piszesz ciężko Ci było w życiu, ciężkie doświadczenia miał także mąż, który był dzieckiem adopcyjnym. Ale też jesteś osobą po aborcji. Zetknełas się z tymi dwoma odmiennymi doświadczeniami (jednym nie osobiście), zadajesz więc pytanie:
            Z czym łatwiej sie uporać - z tym, że
            > przeprowadziło się kiedyś zabieg (ktory stał się czymś aostecznie dokonanym)
            > czy że się oddało swoje dziecko obcym ludziom, kochającym je, dobrym, czułym.
            > I życie w świadomosci, ze to dziecko wciąż JEST - naprawde jest fizycznie,
            > realnie, tak po prostu.

            ja sobie mysle, że nie ma łatwych odpowiedzi, ale także mam obiekcję przeciwko stawianemu tak pytaniu (ale to moje subiektywne zdanie). Bo to pytanie żąda odpowiedzi z gatunku czarno-białego opisu świata - albo tylko to jest dobre, albo tylko to. Myślę, ze także to jak zareaguje kobieta na wybór jednego lub drugiego wariantu zależy od wielu czynników, także jej osobowiściowych, od czynników zewnętrznych, od postawy osób obok. Tak podpowiada mi doświadczenie mojego zyciam i obserwacji.
            Wiem, że Ty piszesz na podstawie swojego doświadczenia i mam co do tego szacunek jak do słów prawdziwych, ale zdaję sobie sprawę, że to jest także Twoja prawda. Wiem, że mogą być różne odpowiedzi na Twoje pytania, których udzieliłaby osoba o innej konstrukcji, przezyciach. Wiem także, że mozna w związku z podobną historią zadawać sobie zestaw innnych pytań.
            Może faktycznie uda się i zabiorą głos osoby, które same są matkami adopcyjnymi, lub zetkneły się blisko z problemem (oczywiście wiem, że adopcja może mieć także różne oblicza, zresztą jak także biologiczna rodzina)

    • agnjan Re: adopcja, adopcja 01.02.06, 18:25
      Kochana stad-do-wiecznosci - bardzo serdecznie współczuję przeżyć Twojemu
      mężowi, jego biologicznej i adopcyjnej mamie. Ja sama jestem mamą mieszaną -
      jedno z moich dzieci urodziło się innej kobiecie, niestety ona nie oddała tego
      dziecka do adopcji lecz porzuciła je, więc to inna sytuacja, ale ja zamierzam
      mówić o niej w zasadzie najlepiej, jak zdołam. Kocham wszystkie moje dzieci
      tak samo mocno, każde inaczej, bo każde jest inne, ale dla każdego jestem
      najprawdziwszą matką i jestem niesłychanie wdzięczna biologicznej mamie, która
      jedno z moich dzieci urodziła.

      Na forum "nasz-bocian" staramy się pomóc matkom biologicznym, ktre stanęły
      przed dylematem - urodzić, czy usunąć. Bo my matki adopcyjne mamy dzieci, bo
      ktoś ich nie usunął. Te dzieci, w tym Twój mąż (!) mają życie, są wyczekane,
      wymarzone przez adopcyjnych rodziców!

      www.nasz-bocian.pl/modules.php?name=Forums&file=viewtopic&t=31355&start=0
      Proszę, zajrzyj na to forum, może komuś możemy pomóc - nawet jeśli jednemu
      dziecku - to warto. Twój mąż żyje. Warto chyba, nie?! Być może jego choroba
      jest chorobą po prostu odzedziczoną po przodkach, a nie wynikiem przeżyć. I
      dlaczego piszesz, że adopcyjna mama nie była jego prawdziwą?



      Pozdrawim Cię serdecznie!
    • agnjan Re: adopcja, adopcja 01.02.06, 18:28
      I jeszcze: www.niechcianaciaza.pl/

      Trzeba jeszcze pamiętać, że adopcje przeprowadzane 20-30 lat temu wyglądały
      ZUPEŁNIE inaczej niż dzisiejsze. Dzisiaj najprawdopodobniej matka biologiczna
      NIE miałaby szans podpatrywać swojego biologicznego dziecka po zrzeczeniu, bo
      nie znałaby jego miejsca pobytu. A adopcyjni rodzice po wielu szkoleniach,
      kursach i kwalifikacjach swoje wątpliwości, lęki, przepracowaliby przed
      poznaniem swojego dziecka...
    • lola.lola.lola Re: adopcja, adopcja 02.02.06, 11:01
      Zgadzam się z Tobą stad_do_wiecznosci, że oddanie do adopcji nie jest tak
      prostym rozwiązaniem jak może się wydawać niektórym. Mój mąż również nie był
      wychowywany przez biologicznych rodziców i choć dla niego nie skończyło się tak
      tragicznie, to jednak do sielanki daleko. Z matką biologiczną ma kontakt i jak
      twierdzi nie ma do niej pretensji, że go oddała. Miał dach nad głową, dobre
      warunki, jedzenie, wakacje... przy matce mógłby najwyżej chodzić głodny i
      brudny. Niestety z domu w którym się wychowywał wyniósł też blizny na plecach,
      przekonanie że dzieci należy musztrować, żeby wyrosły na ludzi i niechęć do
      świąt, podczas których musiał zasiadać przy stole z ojcem i składać sobie
      fałszywie życzenia wszystkiego najlepszego. Oczywiście nie generalizuję, że
      adopcja jest "be", tylko gdybym podjęła decyzję o oddaniu dziecka, pewnie
      zastanawiałabym się czy aby to samo nie spotka jego. Kiedy stanęliśmy przed
      wyborem mąż nawet nie chciał słyszeć o adopcji.
      Do tego doszły jeszcze inne kwestie. Mam dzieci i wiem czym jest ciąża i poród.
      Nie wyobrażam sobie, żebym po tych wszystkich kopniaczkach, podglądach USG,
      słuchaniach serduszka, pierwszym płaczu mogła tak po prostu powiedzieć "pa" i
      więcej nie zobaczyła swojego dziecka. Pewnie niektórym wyda się to dziwne, że
      można żyć normalnie po przerwaniu ciąży, a nie potrafiłoby się po oddaniu
      dziecka, ale każdy jest inny i inaczej myśli i czuje.
      Inna sprawa to otoczenie i starsze dzieci. Tu, na forum pewnie spotkałabym się
      z pełną aprobatą, gdybym napisała "nie zabiję, urodzę i oddam", ale w moim
      otoczeniu byłabym wytykana palcami. Uznano by nas za "dzieciorobów", których
      nie stać na te dzieci co są, a produkują następne i porzucają i zapewne nikt
      nie wnikałby, że antykoncepcja zawiodła. Dzieci słyszałyby komentarze
      rówieśników na ten temat, tak jak teraz słyszą o tym, że są biedniejsze, gorzej
      ubrane, po prostu inne. Wiem też jaką tragedią byłoby to dla nich, najmłodszego
      malucha nie mogli się doczekać, od początku jest rozpieszczany, uwielbiany
      przez rodzeństwo i tak samo czekaliby na to dziecko, nie wiem jak miałabym
      powiedzieć im, że nigdy go nie zobaczą. Nie miałam też możliwości "zaszycia
      się" gdzieś na czas ciąży i porodu, tak żeby nikt o niczym nie wiedział.
      Na pewno są sytuacje kiedy adopcja jest lepszym wyjściem, ale nie u nas. Dla
      nas nie było dobrego wyjścia, wybraliśmy prostsze, takie które nie odbiło się
      (przynajmniej na razie) na naszych dzieciach i które pozwoliło nam żyć tak jak
      dotychczas.
      • jol5.po Re: adopcja, adopcja 03.02.06, 15:58
        wiem Lolu, że zawarłas tu swoje doświadczenia, swoje zycie, ale ja tylko dodam gwoli scisłości, że duzo jest także toksycznych rodzin biologicznych, z których ludzie wychodzą poranieni, wszystko zapene zalezy od dojrzałości rodziców - tak w przypadku biologicznych jak i adopcyjnych
    • wimabe Re: adopcja, adopcja 08.05.06, 21:21
      Hmmmm Pozwólcie, że i ja się wypowiem w temacie adopcji, ponieważ jest to temat
      bliski mi od każdej strony. W mojej rodzinie jak i wśród moich najbliższych
      znajomych jest kilkoro dzieci adoptowanych. Są to wspaniałe rodziny - rodzice
      uwielbiają te dzieci i doceniają ich obecność może nawet bardziej niż czasami
      rodzice biologiczni,a dzieci (mowię o starszych, gdyż trudno wymagać jakiejś
      postawy od noworodka czy niemowlaka) mimio iż wiedzą, że są adoptpwane kochają
      swoich rodziców. Wielkrotnie słyszałam jak niektore z nich mowily, ze mają
      najwspanialszych rodziców na świecie.
      Decyzja o oddaniu dziecka do adopcji jest trudna. W jakiś sposób podziwiam te
      kobiety i jednocześnie dziękuję im, bo również dla mnie adopvcja jest sposobem,
      dzięki krotemu będę mogła być matką już wkrotce. Na koniec dodam jeszcze, że
      obecne wymagania wobec rodziców adopcyjnych, szkolenia prze ktore ci rodzice
      muszą przejść, setki testów psychologicnych, zajęć z psychologami i
      psychiatrami oraz różnych zaświadczeń o niekaralności, braku nałogów, zdrowiu
      psychicznym i fizycznym - są niejako gwarancją tego, iż dziecko trafi w dobre
      ręce. W ręce, ktore są bardzo puste i bardzo pragną móc utulić
      dzidziusia...Ponad to jesteśmy uczeni jak wychowywać dziecko, jak z nim
      rozmawiać, aby maksymalnie pomóc zrozumieć mu to, co się stało. Wiemy jak
      postępować, aby dziecko nie czuło się własnie niechciane, odrzucone, niczyje.
      Podkreślę jednak jeszcze raz, że rozumiem jak trudna dla matki biologicznej
      jest decyzja o adopcji.
    • m-jak-magi Re: adopcja, adopcja 08.05.06, 21:47
      zgadzam sie z toba. oddanie dziecka do adopcji nie jest proste i bezbolesne.
      nikt ni promuje totaj tej formy. chodzi jedynie o to ze gdy masz do wyboru
      jedynie 2 mozliwosci aborcje czy urodzenie i oddanie do adopcji - dla mnie
      przynajmniej lepszym moralnie rozwiazaniem jest danie dziecku szansy na zycie.
      byc moze nie bedzie ono cudowne i sielankowe ale nawet dzieci wychowujace sie w
      normalnych rodzinach moga zbiegiem okolicznosci stac sie ludzmi
      nieszczesliwymi.
      aborcja bezpowrotnie dobiera szanse - tego procesu cofnac sie nie da.
      mysle ze czesto jest tak ze kobiety ktore finalnie decyduja sie urodzic zeby
      oddac czasami podczas ciazy przechodza wewnetrzne przemiane - dostrzegaja ze
      byc moze ciaza nie jest az tak wielkim problemem jak pierwotnie zakladaly.
      rodza i pozostaja przy swoim dziecku.........
    • matna_b Re: adopcja, adopcja 08.05.06, 22:07
      moi bliscy znajomi mają trójkę adoptowanych dzieci. Dwójka jest w wieku
      szkolnym, najmłodszy nie ma roczku. Trudno przewidzieć, jak to będzie wyglądać w
      przyszłości, czy tym dzieciom będzie trudno pogodzić się z porzuceniem przez
      biologicznych rodziców. Teraz jednak są bardzo szcześliwą i kochającą się
      rodziną. Widzę przede wszystkim jak bardzo zmienili się moi znajomi, po prostu
      zaczęli żyć, a ich życie nabrało sensu.
      Na pewno oddanie dziecka do adopcji jest bardzo trudną decyzją, ale czy aborcja
      nie jest trudnym wyborem? Czy świadomość, że moje dziecko wychowują ludzie je
      kohcający jest trudniejsza od świadomości, że odebrałam mu życie? Wreszcie, czy
      dzieci adopcyjne mimo całego cierpienia jakie bywa ich udziałem chciałyby
      przestać istnieć?
      Martyna
      • sceptyk14 Re: adopcja, adopcja 23.05.06, 05:27
        matna_b napisała:

        "... czy dzieci adopcyjne mimo całego cierpienia jakie bywa ich udziałem
        chciałyby przestać istnieć?"

        Ich cierpienie jest wtorne, zadawane im przez spoleczenstwo. Spoleczenstwo
        nadaje wyzsza range spoleczna dzieciom wychowywanym przez rodzicow naturalnych
        niz dzieciom adoptowanym.

        Umyslow wolnych od przesadow n.t. "wlasne" - "adoptowane" jest nadal nie dosc,
        aby zdjac z dziecka odpowiedzialnosc, ze nie wychowuje je ta ktora je urodzila.
        Nie ma biologicznego pietna na dziecku adoptowanym, jest pietno kultywowane
        przez niektore spoleczenstwa.

        • verdana Re: adopcja, adopcja 31.05.06, 15:36
          Adopcja zamiast aborcji? No tak, ale co robić, gdy to dziecko, którego mieć nie
          można pojawia sie nie samotnej dziewczynie, ale w rodzinie? Czy wyobrażacie
          sobie, co muszz przeżywac starsze dzieci, gdy wiedzą, że jedno z rodzeństwa
          zostalo oddane, że rodzice sie go wyrzekli? To przeciez absolutna klęska,
          koniec rodziny, koniec jakiegokolwiek poczucia bezpieczeństwa. Te, żyjace już
          dzieci spotka niewyobrażalna krzywda.
          Nie można dzieciom wytłumaczyc oddania jednego z nich. Bo ja "Nie mielismy już
          pieniędzy" - i wtedy dzieci bedą żyly ze świadomoscia, że gdy rodzicom zacznie
          się gorzej powodzic, tez zostana oddane na zawsze i ostatecznie - nawet
          odwiedzin nie będzie.
          "Żeby mu bylo lepiej" - a co, jesli rodzicom nagle wyda się, ze i starszym
          powinno być lepiej?
          Oddanie dziecka niszczy życie pozostałych dzieci - i o tym radziłabym pamiętać.
          • reniatoja Re: adopcja, adopcja 31.05.06, 15:58
            Co to znaczy "dziecko, ktorego nie mozna miec" - skoro mozna miec inne dzieci,
            to mozna miec i to, którego "nie mozna miec"
          • utka Re: adopcja, adopcja 01.06.06, 08:57
            no ale co proponujesz w zamian ... ?
            Aborcje ? bo ta zniszczy zycie TYLKO mamie a dzieci zostana oszczedzone ?
            • verdana Re: adopcja, adopcja 06.06.06, 21:41
              A co proponujesz? Świadomie zniszczyć życie żyjacych juz dzieci? Skazać je na
              spedzenie calego dziecinstwa ze świadomoscia, że w kazdej chwili rodzice moga
              sie ich pozbyć?
              Niezaleznie od decyzji, trzeba miec swiadomość, ze adopcja nie jest "idealnycm
              rozwiązaniem".
              • edybre1 Re: adopcja, adopcja 03.12.06, 12:12
                Wydaje mi się, że jest rozwiązanie jak wytłumaczyć starszym dzieciom, co się
                stało z niemowlaczkiem gdy rodzice zdecydują się oddać je do adopcji. Można
                powiedzieć, że dziaciątko zmarło co jest częściową prawdą - dla rodziny to
                dziecko umarło. Adopcja jest lepszym rozwiązaniem dla wszystkich. Nie sądzę,
                aby łatwiej było żyć z przekonaniem, że zamordowało się dziecko niż ze
                świadomością, że ono gdzieś jest. Abrcja jest morderstwem. Pozbawiamy życia
                człowieka i ponosimy za to odpowiedzialność.
                • kizdam47 Re: adopcja, adopcja 04.12.06, 12:20
                  Wydaje mi się, że jest rozwiązanie jak wytłumaczyć starszym dzieciom, co się
                  > stało z niemowlaczkiem gdy rodzice zdecydują się oddać je do adopcji. Można
                  > powiedzieć, że dziaciątko zmarło co jest częściową prawdą - dla rodziny to
                  > dziecko umarło.

                  Przepraszam - chrzanisz jak potłuczona.
                  • jol5.po Re: adopcja, adopcja 04.12.06, 13:52
                    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=20823&w=35894851&a=42835395
                    • mamaanieli Re: adopcja, adopcja 05.12.06, 10:09
                      ja znam kilka rodzin z adoptowanymi dziećmi.normalne rodziny z takimi samymi
                      problemami i radościami jak rodziny "biologiczne". mówię, ze adopcja jest ok,
                      bo m.in. te rodziny mnie do tego upoważniły.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka