Dodaj do ulubionych

Sama stoję przed tą decyzją...

30.10.06, 16:55
Nie potrafię kochać tego dziecka,które we mnie rośnie...Oboje z moim
mężczyzną zastanawiamy się nad usunięciem.Jest to o tyle prostsze,że
mieszkamy w Anglii,gdzie nikt nie ocenia,nie szykanuje-aborcja jest legalna i
bezpłatna.Nie jestem gotow by być matką,mam traumatyczne wręcz przeżycia z
dzieciństwa,myślę,że nie potrafiłabym nie popełnaić błędów mojej
matki...Wiem,że to kiepskie usprawiedliwinie...czuję taką
pustkę,bezsilność,słabość.Mam problemy ze sobą samą-zawsze je miałam-wizyty u
psychologów,terapie,a teraz jeszcze ciąża...Mam tysiąć myśli na sekundę,ale
wydaje mi się,że decyzja o usunięciu będzie tą słuszną...Proszę nie
oceniajcie mnie pochopnie,jeśli chcecie wiedzieć coś więcej-piszcie.
Obserwuj wątek
    • dwamartaki Re: Sama stoję przed tą decyzją... 30.10.06, 17:54
      Napisałam na skrzynkę.
    • agnieszkagosia Re: Sama stoję przed tą decyzją... 30.10.06, 19:28
      Hej hej

      wyslałam Ci maila na skrzynkę ale chciałabym Ci napisać parę rzeczy także tu:
      1) nic dziwnego, ż enie kochasz tego dziecka, ale to nie powód aby zabijac.
      WIesz, to mówienie, że należy czuć wielką miłość od momentu zobaczenia kresek na
      teście to raczej taki mit. Mało kto tak ma. W większości przypadków jest
      zaskoczenie (bo zazwyczaj ciąża jest nie w porę), strach (obawa jak się
      poradzi), lęk (przed nieznanym, nową sytuacją), niepewność (czy będzie się
      dobrze sprawowało nową rolę). Ale natura tak fajnie zrobiła, że ciąża trwa 9
      miesięcy. W tym czasie kobieta oswaja się z tą wieścią, zaczyna coś sobie
      układać, planować i zazwyczaj pod koniec ciąży emocje są rożne. Początek ciąży
      to też ogromne wahania hormonów, one wiele tłumaczą
      2) jeżeli masz wątpliwości czy bedziesz dobra Mamą to tym bardziej pewna jestem,
      ze właśnie nią będziesz. Bo najgorsze są te co są przekonane o wielkich swoich
      kompetencjach i talentach. a często im więcej ktoś ma niepewności tym bardziej
      się stara. Poza tym świadomość popełnienia pewnych błędów przez Mamę sprawia, że
      sama możesz być bardzo dobrą mamą, przynajmniej częsci unikniesz. Należy tylko
      wybić sobie z głowy bycie Matką idealną, pewne błędy każdy popełnia, to nieuniknione
      3) aborcja jest jak najgorszym wyjściem jeśli mialaś problemy z soba. U takich
      osób najczęściej powoduje powijkłania psychiczne, może powodować wyzwolenie
      silnych nerwic, stanów depresyjnych
      4) decyzja o aborcji nigdy nie jest słuszna... i nie należy też wiązać z nią
      nadziei, ze przyniesie dobro...
      natomioast decyzja o macierzyństwie w pierwszej chwili może pzrerażać. Ale
      przynosi wiele dobra, nadziei, radości i jest szansą. DLa wszystkich stron
      pozdrawiam
      Agnieszka
    • nati1011 Re: Sama stoję przed tą decyzją... 30.10.06, 21:49
      renik - nikt cię tu nie zamierza oceniać.

      Masz prawo być przerażona. Masz prawo się bać. Masz prawo mieć najczarniejsze
      myśli. Możesz pragnąć uciec na koniec świata lub obudzić się jak problem
      będzie "z głowy". Wszystko to jest naturalne. I wiele kobiet przez to
      przechodzi. Ja też uważam, jak przedmówczyni - że szczególnie, jeżeli już
      miałaś problemy ze sobą, to znak, że jesteś osobą szczegolnie wrażliwą. Taką
      już masz konstrukcję psychiczną, że łatwiej cię skrzywdzić czy urazić. To
      wielka zaleta, ale żyje się z tym ciężej. Wiem coś o tymsmile))

      Aborcja nigdy nie jest dobrym rozwiązaniem, ale w twoim przypadku może być
      rozwiązaniem tragicznym. Gdy opadną hormony i w pełni uświadomisz sobie czym
      faktycznie jest aborcja, to nie będziesz umiała z tym żyć.

      Hormony często wpływają na psychikę. Opowieści o humorach kobiet w ciąży mogą
      być zabawne, ale są też potwierdzeniem jak wielki wpływ ciąża może mieć na
      nasze wnętrze. - ale to naprawdę mija. Potem wraca spokój duszy i jasność
      myślenia. Ale pewnych czynów już cofnąć nie można.

      Daj sobie czas. Zobaczysz, z każdym tygodniem będzie lepiej. Czasem coś wydaje
      się niemożliwe, ale jak zaczniesz w to wchodzić, to otworzą się przed tobą nowe
      możliwości.
      Nie kochasz go? A jak można kochać kogoś, kto co rano przyprawia cię o mdłości,
      każe co 5 minut latać do toalety i pompuje nogi jak balony? Ale jak wystawi ci
      piętę przez brzuch, to już będziesz o nim czulej myśleć.A jak wyciągnie do
      ciebie tłuste łapki i uśmiechnie się promiennie, to "umrzesz" ze szczęścia.
      Na pewno będziesz wspaniałą matką. Już nią jesteś. Pod twoim sercem bije
      maleńkie serduszko. Narazie tylko dla ciebie. Ale za kilka miesięcy ujrzysz
      małe czerwone, pomarszczone zawiniątko - i będzie to dla ciebie najpiękniejszy
      widok świata.

      Pisz do nas. Zadawaj pytania, dziel się obawami... Pomożemy ci przez to
      przejść. Jest tu parę dziewczyn, które też myślały, że za nic nie mogą urodzić,
      a dziś jest najszczęśliwszymi matkami na świecie.

      Daj sobie trochę czasu. Bo aborcję zawsze zdążysz zrobić, ale cofnąć się już
      jej nie da.
      • wero22 Re: Sama stoję przed tą decyzją... 26.12.06, 17:39

        Nati,

        Stoje przed decyzja najciezsza w moim zyciu mam 22 lata nie skonczone studia i
        jestem z chlopakiem w ktorym nigdy nie bylam zakochana na zaboj i nie czuje ze
        jest to mezczyzna z ktorym chcialabym sie zestarzec.wlasnie dwa dni temu
        odczytalam test ciazowy ktory pokazal ze jestem w ciazy. Z jednej strony jestem
        zalamana bo moje zycie jest pelne pomyslow planow na podroze studia inne
        kultury a nagle taka zmiana nie proszona w moim zyciu nie potrafie sobie
        poradzic czuje sie jakbym snila i nie moge sie otrzasnac.Jednakze jedyna czego
        wiem ze pragne to nie unieszczesliwic tego malego czlowieczka ktory we mnie
        rosnie chcialabym zeby mial mame i tate kochajacych sie do konca swiata
        stworzyc mu prawdziwy dom i wychowac go na dobrego czlowieka. ale jesli ja sama
        nie czuje ze jestesmy sobie przeznaczeni i ze przetrwamy ze soba te
        najtrudniejsze chwile ja nie jestem na to gotowa. BOze jakbys ty teraz pokazal
        mi jak droga pojsc w ciemno bym nia poszla ale jest mi tak ciezko jestem bardzo
        rozrywkowa osoba i nie odpowiedzialna a co dopiero mam odpowiadac za teo
        niewinnego czlowieczka nie chce go unieszczesliwiac,dletego z dnia na dzien
        mysle powazniej o aborcji. Prosze jakkolwiek pomoz mi.
        • nati1011 Re: Sama stoję przed tą decyzją... 26.12.06, 18:51
          Wero,

          czytając Twój post mimowolnie się uśmiechnęłam. Niemal 10 lat temu ja mogłabym
          napisać dokładnie to samo. Z małą może różnicą, byłam dopiero na 1 roku
          studiów, o ciąży dowiedziałam się pod koniec stycznia i raczej nie myślałam o
          aborcji. Za to miałam na glowie, świeżo wzięty kredyt na mieszkanie i napisane
          wypowiedzenie umowy o przecę, które nazajutrz miałam złożyć w firmie. Miałam
          wrażenie, że cały świat mi się zawalił. Oto koniec swobody życia, wszystko
          zostało ustalone, klamka zapadła. A ja czułam się całkowicie na to nie
          przygotowana. W dodatku, facet, z którym byłam, miał być tylko lekiem na moją
          nieszczęśliwą miłość. Nie byłam nawet pewna czy wogole go kocham. Parę miesięcy
          wcześniej stałam zresztą na stanowisku, że jeśli będe kiedykolwiek mieć
          dziecko, to wychowam je sama.
          Kolejne tygodnie toczyły się jakby obok mnie. Bałam się reakcji ojca dziecka,
          wielokrotnie mówił, że wręcz nie lubi dzieci. Ucieszył się wprawdzie z dziecka,
          ale nie dokońca był zadowolony, z konieczności tworzenia stąłego związku. To
          mój mąż był raczej typem rozrywkowym, zawsze 2-3 dziewczyny w obwodzie i pstro
          w głowie. I ja z takim facetem mam wychowywac dziecko??? I być do końca życia?
          Oczywiście był przyspieszony ślub, wesele (miałam wrażenie, że była to bardziej
          decyzja rodziców niż nasza) i morze wylanych przezemnie łez... Potem urodziła
          się Asia. Mój mąż okazał się dobrym ojcem ale fatalnym mężem. Wprawdzie miałam
          co jeść i gdzie spać, pomagał mi nawet sporo w domu, ale nie czułam się wogóle
          kochana. Ja miałam pretense do niego on do mnie. Przynajmnie raz w tygodniu
          wybuchała potężna awantura, po której następowało kilka cichych dni. Do tego
          dochodziła jeszcze była dziewczyna mojego męża, która nie tylko przyszła na
          nasz ślub, ale potrafiła zwabić mojego męża na spotkanie i czekać na niego
          naga. W sumie totalna katastrofa. I wtedy postanowiłam walczyć o swoją rodzinę.
          Nie wiem nawet dlaczego. Chyba tylko dla córki, żeby miała normalny dom. A może
          na złość tamtej. By udowodnić, że nam się uda. POSTANOWIŁAM POKOCHAĆ WŁASNEGO
          MĘŻA. Może to zabrzmi dla ciebie głupio. Nie miałam go za co kochać, więc
          postanowiłam kochać go mimo wszystko. Nie było łatwo i nie było szybko. Ale
          było coraz lepiej. Dzisiaj jesteśmy innymi ludźmi. Obydwoje. W kwietniu
          będziemy obchodzić 10 rocznicę ślubu, a 3 lata temu do Asi dołączył Kubuś. Mamy
          swoje problemy, jak każdy, ale dziś czuję się poukładana wewnętrznie i
          spokojna. WIem w którą stronę idę, a chwilowe burze biorę na przeczekanie.

          Przepraszam, ze się rozpisałam o sobie, ale wydaje mi się, że przechodzisz
          przez podobne rozterki jak ja kiedyś. Wiem, że jest ci ciężko. Nawet bardzo.
          Opisałam ci swoją historię, bo ja wtedy nie dawałam sobie nawet cienia szansy
          na wygraną. Sytuacja wydawała mi się całkowicie beznadziejna. Postawiłabym cały
          majątek w zakładzie, że skończymy rozwodem i sama będę wychowywać dziecko. Moja
          decyzja była aktem totalnej ropaczy i próbą odbicia się od dna.
          Pierwszą rzecz jaką musisz dla siebie zrobić, to dac sobie trochę czasu. Z
          każdej sytuacji jest wyjście. To właściwe wyjście wiedzie czasem przez bardzo
          ciasne i odrapane drzwi. Pośpiech jest złum doradzcą. Nie wiem czy czytałaś
          posty innych dziewczyn. Jeśli tak, to wiesz, że aborcja nie jest żadnym
          wyjściem. Za pięknymi bogatymi drzwiami jest tylko czarna przepaść.

          Spróbój na początek napisać, co takiego musiało by się stać, aby ta ciąża była
          dla ciebie radością, a nie trudnością. Możesz też napisać do mnie na maila.
          nati1011@gazeta.pl
          Pisz proszę. Pomogę Ci. Zobaczysz, że uda nam się pokonać wszystkie problemy.
          Skąd właściwie jesteś?
          • jol5.po wero 27.12.06, 01:27
            to, ze zwróciłas sie do Nati nie jest przypadkiem
            Twoja ciąża, jeszcze niewidoczna, Ty pełna wahań - rozum mówi Ci, że nie dasz
            rady, hormony szaleją, ale Ty sama wiesz, że coś tam, w środku jest, czujesz to
            - to kapitał, z tego rozwinie się uczucie, jakiego jeszcze nie znasz, ale ono
            już w Tobie jest
            byłoby Ci bardzo ciężko podejmując decyzję o aborcji, tutaj sa takie posty
            dziewczyn, które bardzo się męczą - one poczuły, że tam ktos jest, ale sytuacja
            wpłyneła na taki a nie inny wybór
            są i inne posty, twarde, bez roztrząsania - te osoby nie odczuwają małej istoty
            w sobie, czasami nie załują
            ale te pierwsze bardzo cierpią

            myślę, że zwrócenie się do Nati, to odpowiedź sama sobie
            potrzebujesz utulenia, jesteś teraz chyba najtrudniejszym momencie - musisz
            wziąść ciężar tej historii na siebie, powiedziec najbliższym, poukładać na nowo
            plany
            Wero już ciężej nie będzie, przetrwaj
            wklejam Ci historię z tego forum, zobacz jak podobnie do Ciebie pisała autorka w
            pierwszym poście
            forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=20823&w=32966274
      • smutny_fioleczek Re: Mam powazny problem... 19.01.07, 00:10
        Mam 22 lata, jestem w 5 tygodniu ciąży, nie bylam na to gotowa a jednak mysl o
        tym ze ta malenka istotka ułożyla sobie miejsce w moich brzuszku sprawia ze
        chce mi sie płakac ze szczescia. Wiem ze nic nie mam wiem ze moi rodzice maja
        wiele problemow a to ze jestem w ciazy bedzie dla nich najgorsze. Jednak nie
        mieszkam z nimi, mieszkam ze swoim chlopakiem ktorego kocham najmocniej
        jednak...On chce zebym usunela. Probuje znalezc odpowiednie leki ktore wywolaja
        sztuczne poronienie a ja...ja tylko siedze myslac co tu zrobic, modlac sie ze
        moze mu sie nie uda znalezc ze bede mogla urodzic. Probowalam z nim rozmawiac
        krzyknal tylko ze nie ma mowy o zadnym dziecku nie teraz on nie jest gotowy ja
        tez jesli chce to dziecko to wracam do rodzicow, ja na to ze wroce, urodze i
        powiem "tata cie nie kocha ale nie martw sie skarbie bo mama kocha jak nikt
        inny na świecie" . Niestety nie moge wrocic nie mam pieniedzy na bilet,
        studiuje a wyjazd stad oznaczal by niedokonczone studia. Rodzice o niczym nie
        wiedza. Nie wiem co mam zrobic, strasznie sie boje crying 5 tygodni to jeszcze nic
        jak inni twierdza ale dla mnie to zycie, jesli jest, to chce zyc wiec nie
        powinno sie go zabijac crying
        • nati1011 Re: Mam powazny problem... 19.01.07, 01:11
          Wyprowadź się od niego - chociaż na jakiś czas. Może możesz zamieszkać u
          jakiejś koleżanki? Może w akademiku.? A może jednak jedź do domu. Studia zawsze
          można dokończyć. Sama właśnie wróciłam na studia po urodzeniu drugiego dziecka.

          Ciąża to trudny czas. Zdarzają się momenty załamania - zwłaszcza na początku.
          Jezeli twój chłopak trafi na taki, to może namówić cię na zabicie dziecka.
          Wykorzysta twój moment słabości, a ty będziesz tego żałować do końca życia.
          Twój opór tylko wzmaga jego determinacje w chęci pozbycia się "problemu"

          Napisz coś więcej o sobie.
          • redudek Re: Mam powazny problem... 20.01.07, 16:06
            Dokładnie,wyprowadz się od niego
            To nie chłopak jest dla ciebie wartością ,teraz masz dziecko mysl o nim.dziecko
            mozna wychowac samemu,jest wiele samotnych matek które sobie jakoś radzą,nie
            daj się namówic na aborcję.Studia zawsze można będzie dokończyć.
            Wejdz na forum,oddam/przyjme reaktywacja jest tam wiele życzliwych osób/mam
            które ci pomoga chociażby w zdobyciu wyprawki dla dziecka.Nie rób nic głupiego
            bo będziesz życ z tym do konca życia ,cięzko dzwigac potem taki krzyż.Jak
            urodzisz i zobaczysz swoje dzieciątko to będzie wynagrodzenie za wszystkie
            cierpienia jakie teraz przechodzisz,uwierz mi ,sama mam trójeczkę i nie
            mogłabym bez nich żyć,a sytuację życiowa również mam nie ciekawą.
        • smutny_fioleczek Re: Mam powazny problem... 16.02.07, 00:54
          Wyprowadzilam sie, on mnie zostawil, zostalam sama, rzucilam studia i wrocilam
          do kraju, jednak nie potrafilam zyc bez niego, poronilam jednak nie kompletnie.
          W tym samym momencie stracilam 2 osoby na ktorych mi najbardziej zalezalo, z
          ktorymi chcialam spedzic cale swoje zycie i ktore kochalam do bolu. Krwawie juz
          20 dni z okropnymi bolami brzucha, bylam u lekarza. Postawil mnie przed wyborem
          albo tabletki albo łyzeczkowanie, nie chcialam nic...modlilam sie zeby uratowac
          dziecko jednak powiedzieli mi ze juz jest martwe, zostaly tylko partie crying
          wybralam tabletki, nienawidze siebie i calego swiata, nie potrafie juz
          rozmawiac z ludzmi, teraz nie mam nic, zostalam sama bez ambicji, bez niczego i
          nie potrafie juz tak zyc....crying
          • redudek Re: Mam powazny problem... 16.02.07, 07:07
            Przykro mi że poroniłaś,widac za duzo było nerwów i stresu.
            Nic juz na to nie poradzisz,stało sie i nie cofniesz czasu.Skoro
            poroniłaś ,więc to los zadecydował za ciebie.
            Zerwij kontakt ze swoim chłopakiem,nie marnuj sobie życia przez niego.
            Poznasz jeszcze kogoś z kim bedziesz szczęsliwa i kto na wiadomośc o tym że ma
            byc tata będzie szalał z radości,takiego kogos szukaj.
            Ja wierze w to że jak bedziesz bardzo pragnąć i prosic Boga ,to może twój
            aniołek przyjdzie do ciebie jeszcze raz w bardziej odpowiednim czasie,trzeba
            wierzyć.Twoja dzidzia dołączyła do grona aniołków,ale ty masz chociaz czyste
            sumienie że nie przyłozyłas ręki do tego że ja straciłas,bo chciałas je mieć.I
            to jest wazne.
            Napewno przezywaz wielki ból bo to wszystko jest jeszcze bardzo świeże ,ale
            napewno dasz rade ,bo musisz to przetrwać,wziąć sie w garśc ,może skorzystasz z
            pomocy jakiegos psychologa.Życze ci powodzenia i ułożenia sobie szcześliwie
            życia na nowo,z odpowiednim człowiekiem.Pozdrawiam
            • madzia1708 TY POWALONA JESTEŚ REDUDEK 16.02.07, 14:20
              redudek napisała:

              > Przykro mi że poroniłaś,widac za duzo było nerwów i stresu.
              > Nic juz na to nie poradzisz,stało sie i nie cofniesz czasu.Skoro
              > poroniłaś ,więc to los zadecydował za ciebie.
              > Zerwij kontakt ze swoim chłopakiem,nie marnuj sobie życia przez niego.
              > Poznasz jeszcze kogoś z kim bedziesz szczęsliwa i kto na wiadomośc o tym że ma
              > byc tata będzie szalał z radości,takiego kogos szukaj.
              > Ja wierze w to że jak bedziesz bardzo pragnąć i prosic Boga ,to może twój
              > aniołek przyjdzie do ciebie jeszcze raz w bardziej odpowiednim czasie,trzeba
              > wierzyć.Twoja dzidzia dołączyła do grona aniołków,a l e t y m a s z
              c h o c i a z c z y st e s u m i e n ie ż e n i e p rz ył o
              zy ł a s r ę k i d o t e go ż e ja s t ra c i ł as , b o ch c i a ła
              s j e m ie ć . I
              > to j e st w a zn e .


              TO JEST GÓWNO WAŻNE! Co Ty mozesz o tym wiedzieć, Ty chora kobieto
              • redudek IDZ SIĘ LECZYĆ MADZIU 1708 ! 16.02.07, 15:12
                Bo powalona to może jestes ty !
                Gówno wiesz o moim życiu,a byc może więcej przeżyłam niż ty !
                Nikt cie nie prosi o komentarz do mojego postu,bo nie był on do ciebie
                skierowany.
                Widać masz wielkie problemy ze sobą,i byc może to ty jesteś chora i
                potrzebujesz lekarza !
                Nie obrażaj ludzi.
                I nie wypowiadaj się na temat na który nie masz pojęcia,bo jednak aborcja a
                poronienie to jednak rózni sie od siebie.
                Także zapraszam leczyc psychikę bo widac że ci wysiada i nie prowokuj mnie do
                pisania postów niemiłych dla ciebie,bo nie chce się zniżać do twojego poziomu.
                Pojęcia o życiu nie masz dziewczyno,ech
                • madzia1708 dzięki za rady 16.02.07, 15:30
                  Wyobraź sobie, ze wiem, ze aborcja różni się od poronienia. Ty porównujesz te
                  dwie rzeczy nie wiadomo w jakim celu.

                  tak jestem powalona, gówno wiem o życiu, mam problemy ze sobą, jestem chora,
                  potrzebuję lekarza, wypowiadam sie na temat O KTÓRYM nie mam pojęcia, wysiada mi
                  psychika........ mimo wszystko jestem bardzo szczęśliwa surprised)

                  acha i mam w dupie Twoją opinię na mój temat ;O) wiesz dlaczego?? bo jestem
                  psychiczna ;O)
                  • redudek Re: dzięki za rady 16.02.07, 16:38
                    Wiesz to ty w większosci wątków czepiasz sie do moich wypowiedzi,krytykując je
                    i mnie.Mam podstawy sądzic że nie bez powodu jestes na tym forumm? mylę się ?
                    Ciesze sie że jestes szczęsliwa,ja tez jestem, mam wspaniałego męża,troję
                    cudownych dzieciaków,budujemy dom i super!
                    Zjejesz jadem,bo co ? ktoś ci staje na odcisk ?
                    Gratuluje "kultury i dobrego wychowania",ale jestes psychiczna,no tak to masz
                    prawo :p
                    • madzia1708 jestem na tym Forum 17.02.07, 08:05
                      bo chce surprised)

                      bardzo się cieszę, ze jestes szczęśliwa, pozwól innym być, nawet tym którzy w
                      którymś momencie swojego życia zbłądzili, bo to może zdarzyć się każdemu

                      nie zarzucaj mi, ze zieję jadem, bo tego nie robię, chybaże do takich psycholi
                      jak Ty. Nie doszukuj się w moich postach ukrytych znaczeń. To, ze Ciebie nie
                      lubię nie znaczy, że mam coś na sumieniu surprised)



                      ps. A Ty dlaczego tu jesteś? Ziejesz jadem,bo co? ktoś Ci staje na odcisk
          • madzia1708 na pewno urodzisz :O) 16.02.07, 14:23
            Głowa do góry surprised)
            Ja też poroniłam, byłam załamana, ale bardzo chciałam mieć dziecko i mam surprised) I
            to jakiego chłopca ślicznego i mądrego surprised)
            Na pewno Ci się uda, nie dołuj się bo to bez sensu, wiem, ze Ci ciężko, ale z
            perspektywy czasu wiem, ze szkoda tego CZASU na dołowanie się, płacz itp, trzeba
            iść do przodu.

            Pozdrawiam Cię, pisz kiedy chcesz, ja tu często zaglądam surprised)
    • olamka1 Pomyśl: 01.11.06, 00:00
      Piszesz:
      "Mam problemy ze sobą samą-zawsze je miałam-wizyty u
      psychologów,terapie,a teraz jeszcze ciąża..."
      No to pomyśl , ze gdy usuniesz - pewnie dojdzie Ci NASTĘPNY PROBLEM i może być
      tak NIE DO ZNIESIENIA, że wyrzuty po aborcji spowodują, ze wszystkie
      dotychczasowe problemy jakie masz teraz wydadzą Ci się PIKUSIEM sad
      • pysiu1007 wiad na poczcie gazety 01.11.06, 13:34

    • madzia1708 Re: Sama stoję przed tą decyzją... 02.11.06, 09:31
      Smutne jest to co piszesz. Dlaczego myślisz, ze dziecko Cię pogrąży? moze
      własnie Ono da Ci sens życia, naprawi wszystko, co do tej pory było złe.

      A Twój Facet jest przekonany, ze aborcja będzie tą słuszną decyzją? I Ty jestes
      przekonana?

      Pozdrawiam
      • jol5.po Re: Sama stoję przed tą decyzją... 02.11.06, 15:01
        Reniku, to sie tak zaczyna, bardzo często - początek ciąży to czas fizycznie
        nieciekawy, a i hormony buzujące nie daja spokoju. Ty masz za sobą jeszcze do
        tego ciężkie przejścia, pamiętasz dzieciństwo, ktore było ciężkie.
        Te dziewięć miesięcy, chyba specjalnie nie jest to krócej, to dużo czasu, zeby
        poczuć całą gamę różnych odczuć. Znasz już te najbardziej przytłaczajace. Daj
        sobie czas, żeby przekonac się co bedzie dalej.
        W czymże Twoja mama była lepsza od Ciebie, że miała mozliwość przekonać się co
        to znaczy miec dziecko, a Ty nie masz do tego prawa. Teraz stoisz w tym samym
        momencie, kiedy ona kiedyś, za niedługo, poczuła Twoje ruchy. Tylko że Ty masz
        świadomość negatywnych następstw, które mogą spotkac dziecko w momencie złego
        postępowania rodzica. Nie jestes gorsza od Twojej matki - jesteś inna, Twoja
        historia to całkiem inna historia niż jej. Nie daj panować Twojej matce nadal
        nad Twoim zycie.
        Wylej z siebie wszystkie negatywny odczucia, chociazby tutaj, oczyść się z tego,
        a potem powoli zaprzyjaźniaj się ze swoim dzieckiem, przez dziewięć miesięcy
        będzie rosło w Tobie, poczekaj jakie da Ci znaki, nic na siłę, narazie nie
        musisz go kochać, a co bedzie potem zobaczysz.
        Dziecko da Ci szansę otoczenia kogoś opieką, być może naprawienia tego co
        popsuła Twoja matka, już nie bedziesz przedmiotem, który ktos źle traktuje, a
        podmiotem, Ty bedzie kogos kształtowała. Nie bój sie tego, to zmienia bardzo
        wiele w zyciu, ale nie trzeba tego czuć już na starcie. Macierzyństwo to
        kosmiczne przeżycie, które potrafi zmienić totalnie człowieka. Myślę, ze ty masz
        ogromną szansę, żeby to poczuć, bo byłas kiedyś zraniona, bo sobie dobrze
        zdajesz sprawę z negatywnych odczuć, jakie Tobą targają, bo tak mocno czujesz
        siebie.
        Zaryzykuj, dla własnego egoizmu (on moze być bardzo pożyteczny) i ciekawości co
        będzie dalej

        acha, dziecko ma tylko Ciebie (i Twojego partnera) co postanowicie dla niego
        będzie ostatecznością,
        (Twoja matka zniszczyła zycie Tobie, nie daj zeby zniszczyła i jemu)

        bedzie dobrze Reniku, tak myśle, chociaż nie masz lekko - przetrwaj i idź do przodu
        bardzo Cię pozdrawiam
        Jola


        • renik20 Dzięki za wszystkie komentarze 18.11.06, 22:42
          ...i za wiadomości prywatne i za słowa otuchy na forum smile Już zadecydowaliśmy i
          mam nadzieję,że była to słuszna decyzja.
          • jol5.po Re: Dzięki za wszystkie komentarze 19.11.06, 18:28
            Renik, a napisałabyś jaka decyzję podjełas??
            • aniqa1 obejrzyj teledysk 01.12.06, 14:54
              www.jalive.com.jm/showvid.asp?strmArtist=Nick%
              20Cannon&ftr=&strmTitle=Can%20I%20live
              • oyate Re: obejrzyj teledysk 11.12.06, 23:44
                Dokładnie!! i always be a part of you i can i live
                Teledysk bardzo dobry. w prawdzie jestem za legalizacją aborcji, ale teledysk
                pokazuje, że z każdej sytuacji jest wyjście, niekoniecznie tą złe.
    • natalka8925 Re: Sama stoję przed tą decyzją... 16.12.06, 13:49
      Zastanów się nad tym dobrze. To może być jedna z najważniejszych decyzji w
      Twoim życiu. Na pewno będzie inaczej kiedy już urodzisz dziecko, zazwyczaj tak
      jest. Słyszałam o wielu przypadkach kiedy kobieta nie chciała dziecka ale kiedy
      ono się już urodziło nie mogła bez niego żyć. Ale myślę, że powinnaś donieść
      ciążę i jeśli po porodzie nadal będziesz się czuła bezsilna i nie odczujesz, że
      kochasz swoje dziecko, zawsze możesz je oddać. Ludzie chętnie przygarną
      niemowlaki. Ale pamiętaj, że Twoje dziecko nie jest winne temu, jakie miałaś
      przeżycia w dzieciństwie tak samo jak Ty. I możesz zapewnić mu lepsze życie w
      kochającej się rodzinie. I być może nawet właśnie to dziecko pozwoli Ci się
      cieszyć życiem, poczujesz się silniejsza. Piszesz, że nie potrafiłabyś popełnić
      błędów swojej matki, ale jeśli usuniesz ciążę zrobisz coś jeszcze gorszego.
      Wierzę, że urodzisz to dziecko i otoczysz je wraz z mężem miłością i opieką.
      Pozdrawiam
    • redudek Re: Sama stoję przed tą decyzją... 17.12.06, 09:21
      Dziewczyna sie nie odzywa,może juz dawno po ptokach, chociaż mam nadzieje że
      nie.
      • renik20 Re: Sama stoję przed tą decyzją... 17.12.06, 21:57
        smile
        • jol5.po Re: Sama stoję przed tą decyzją... 18.12.06, 00:28
          nie odzywa, ale sie usmiecha, co to znaczy?smile
          i dalej nie wiemy
    • redudek Re: Sama stoję przed tą decyzją... 19.12.06, 19:47
      widać czyta,na forum bywa
      • reniatoja Re: Sama stoję przed tą decyzją... 20.12.06, 11:08
        widac, ją bawi Wasze zainteresowanie. Proponuję olać.
    • lilki88 Re: Sama stoję przed tą decyzją... 11.02.07, 18:55
      powinnas mimo wszystko zachowac ciaze a mąż niech ci pomoze moze wlasnie to
      dziecko zmieni twoje zycie i pomoze uporac sie z przeszłoscia!! ps. za ufaj mi!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka