karina235
31.05.07, 18:21
Gdy dowiedzialam sie, ze jestem w ciazy myslalam tylko o jednym - jak bardzo
bym chciala, aby czas sie cofnal, tylko o 3 tygodnie. Zylam w przekonaniu, ze
moja kariera wlasciwie na kazdym polu legla w gruzach, zaczelam siebie
postrzegac juz nie jako ladna, wyksztalcona dziewczyne, ale jako obraz nedzy
i rozpaczy. Targana roznymi emocjami, przeczekalam w placzu, depresji i
wielkim strachu 2 tygodnie, az wybralam sie do lekarza, aby dostac
skierowanie na zabieg usuniecia ciazy (dodam, ze mieszkam w kraju, w ktorym
aborcja jest legalna). Teramin zabiegu mam na 11 czerwca.
Kazdego dnia wchodzilam na to forum i ani mi ono nie pomoglo, ani nie
zaszkodzilo (nie urazajac nikogo). Bo tak naprawde jednego dnia po
przeczytaniu kolejnych wypowiedzi utwierdzalam sie w przekonaniu, ze musze to
zrobic by byc szczesliwsza, zeby nastepnego juz sie wycofac z decyzji
wczorajszej. Sledzilam uwaznie wasze historie, probujac na sile odnalezc
podobienstwo z moja sytuacja. Obiecywalam sobie, ze po zabiegu juz nigdy nie
wejde na to forum, bo wedlug mnie aborcja nie jest powodem do dumy, a tym
bardziej do zbiorowej licytacji za tak czy nie, wreszcie za skrajnym tak czy
nie. W przeciagu jednak kilku dni pojawialy sie refleksje i jeszcze wiekszy
strach. Zaczynam sie bac, ze moze ja jestem ta kobieta, ktora do konca zycia
zalowalaby tej decyzji, ze nie spalabym po nocach blagajac moje nienarodzone
dziecko aby wrocilo... Pomyslalam, ze moze zycie jakos sie ulozy, ze dziecko
przyniesie mi duzo szczescia i nie przeszkodzi w realizacji moich marzen,
szczegolnie tych zawodowych, ze moze wreszcie wydorosleje, nabiore dystansu
do samej siebie, ze nie jestem cudem natury i ze nie przyszlam na ten swiat
tylko po to, by osiagnac niewyobrazalny sukces... Ze moze wlasnie okaze sie
kiedys, ze moim najwiekszym sukcesem bedzie moje dziecko...
Na razie nie czuje instynktu macierzynskiego, nie mowie do brzucha i go nie
glaszcze. Zawsze zylam tylko dla siebie i bylam sobie sterem i okretem. I
moze po prostu przyszedl czas i na mnie, aby wydoroslec, a nikt nie bedzie
dla mnie lepszym nauczycielem, niz malutkie dziecko, przynajmniej tak sobie
tlumacze. Bede samotna matka, licze jedynie na pomoc moich rodzicow, ktorzy
jeszcze nie wiedza o ciazy i zachwyceni nie beda. Czy wroce na studia? Czy
ojciec dziecka pomoze mi finansowo? Czy patrzac w szare oczka mojego dziecka
bede szczesliwa? Czy przebrne przez ciaze, porod i macierzynstwo? Teraz moja
odpowiedz na te pytania juz nie jest: Nie! lub Nie wiem! Odpowiadam sobie,
mam nadzieje. Nie pamietam juz nicka dziewczyny ktora wypowiedziala to zadnie
na forum, ale "Co takiego chce w zyciu osiagnac, w czym dziecko by mi
przeszkodzilo?". Dziekuje, bardzo mi tym pomoglas. Pytanie nie odnosi sie
jednak, do sposobu w jaki chce zyc i czy dziecko by mi w tym przeszkodzilo,
ale to juz inna bajka. Czy po podjeciu decyzji, ze nie usune ciazy jestem
szczesliwa i skacze z radosci, ze bede mama, oczywiscie nie. Wrecz
przeciwnie, placze nocami, lzy mam na poczekaniu przy najmniejszych
przykrosciach, czasem bez powodu, nie wiem, jak powiem o tym rodzicom, jak
poprosze o pomoc. I nie jest prawda tez, ze juz sie nie waham, wiem, czego
chce i jestem silna kobieta. Takie zmiany nie nastepuja z dnia na dzien.
Dochodze do takich samych wnioskow jak wczesniej, ze juz wiecej nie wejde na
to forum. Mysle, ze forum ciaza jest o wiele bardziej przyjazne i
przynajmniej cel jest tylko jeden.
Jako osoba postronna, nie uczestniczaca w dyskusjach i widzaca wszystko z
pozycji obserwatora, zauwazylam, ze jednak dziewczyny, ktore dokonaly aborcji
sa bardziej pewne siebie i bronia swojego stanowiska, czesciej opinie
negatywne odbieraja jako atak. Niestety sa tez troche bardziej wulgarne.
Zegnam was wszystkie i pozdrawiam