bengere
30.04.08, 18:14
Wybrałem się dzisiaj na popołudniowy relax z siedmioletnim synkiem.
Zamówiłem trochę żarcia i poprosiłem o zestaw do gry w bilard (tą
grą żył przez cały dzień mój synek, dlatego wybraliśmy ten lokal).
Kiedy zaząłem stukać w bile, podeszła do nas żona właściciela (osoba
o wiele młodsza ode mnie - tak przynajmniej wyglądała) i z wielą
butą i arogancją odebrała dziecku kij, mówiąc, że nie może on grać
bo jest za mały.
Nie rozumiem takiego chamstwa i zachowania kobiety, której się
delikatnie mówiąc w główce poprzewracało. Znieważyła klientów chyba
bo miała zły humor, bo wcześniej wielokrotni graliśmy tam w bilard.
Natomiast nie przeszkadzało jej to, że stolik dalej siedziała
młodzież (wyghlądali na nieletnich) popijając kolejne piwa...
O co chodzi pytam? Czy normalni klienci nie mogą już korzystać z
lokali z powodu widzi misie... Żenujący marketing. Więcej tam nie
pójdę!