Gość: hgf
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
28.01.07, 19:18
wiadomosci.onet.pl/1386949,2677,1,kioskart.html
Smsy od Michnika?
Właścicielka znanej firmy turystycznej z Warszawy Anna R.-K. złożyła skargę w
prokuraturze na natrętnego erotomana składającego jej sprośne propozycje.
Prokuratura bada, czy chodzi o Adama Michnika, redaktora naczelnego "Gazety
Wyborczej", bezwzględnie ścigającej seksaferzystów i molestujących.
REKLAMA Czytaj dalej
Czy rzeczywiście Adam Michnik jest natrętem, który rzucał kobiecie niemoralne
propozycje i wysyłał namiętne SMS-y? Prokuratura wyjaśni sprawę; przesłanki,
które przedstawia kobieta, nie pozwalają rozstrzygnąć tego od razu.
Jakkolwiek zakończy się sprawa prokuratorska, Michnik na własnej skórze
doświadcza, że wystarczy niepotwierdzone oświadczenie, doniesienie, SMS,
nieprzesądzające do końca o winie, aby osobę, która została obwiniona,
zmieszać z błotem. Nazwać "seksualnym zboczeńcem", wywołać seksaferę, której
w rzeczywistości mogło nie być.
Zrób mi laskę
Zdesperowana kobieta złożyła pismo w sprawie składanych drogą elektroniczną
seksualnych propozycji i miłosnych SMS-ów. 27 listopada 2006 r. w
Prokuraturze Krajowej, skąd przesłano je do prokuratury śródmiejskiej. Prosi
o pomoc w wyzwoleniu jej z "nagonki". W rozmowie z "Gazetą Polską" Anna R.-K.
opowiedziała całą historię. Ponieważ w dniu oddania numeru do druku wycofała
się z oficjalnych wypowiedzi na naszych łamach, nie cytujemy jej, opisujemy
jedynie w skrócie jej sprawę. Zamierzaliśmy nawet zmienić w artykule jej
personalia, ale ponieważ wcześniej podała je prasa, ograniczamy się do
inicjałów nazwiska.
15 lipca 2004 r. w siedzibie "Gazety Wyborczej", podczas bankietu z udziałem
komisarza europejskiego Güntera Verheugena, prezydenta Kwaśniewskiego i
premiera Millera, gdzie poznała Michnika, starała się przekonać
naczelnego "Gazety Wyborczej", by zgodził się umieścić reklamę jej firmy na
okładce "Wysokich Obcasów" z 50-procentowym upustem. Według niej było to
zasadne, bo umieszczała reklamy w "GW" od 15 lat i współtworzyła dodatek
gazety – "Turystykę". Przyznaje, że starała się zdobyć przychylność Michnika,
przesyłając mu listy z komplementami oraz wręczając upominki. Wówczas
otrzymała drogą elektroniczną propozycję o treści: "zrób mi laskę". Od kogo?
Anna R.-K. przyznaje, że nie wie, ma jednak podejrzenia, że był to Michnik.
Zrozumiała wówczas, jak mówi, że kwestia reklamy na okładce jest uzależniona
od intymnych stosunków z redaktorem naczelnym.
Czuła się zastraszana
Jak opowiadała "GP", odtąd otrzymywała również SMS-y, jeździły za nią
samochody z logo Agory. Taka sytuacja trwała prawie dwa lata, kobieta czuła
się zastraszana. Nie uległa jednak, bo, jak mówi, kieruje się w życiu
twardymi zasadami.
Od połowy października i na początku listopada ubiegłego roku na komórkę
właścicielki biura turystycznego zaczęły lawinowo przychodzić nocne SMS-y,
nawet po 20. Niektóre były, jak wspomina, nawet romantyczne. "Myślę, że
przyjdzie czas, że i ty mnie będziesz mogła kochać" czy "Ja jestem twój Adam
i to ja cię kocham". Wiadomości przychodziły z dwóch numerów telefonów –
jeden należał do firmy wynajmującej samochody, pod drugim zgłaszało się biuro
turystyczne. Nikt pod tymi numerami nie potrafił wytłumaczyć Annie R.-K., kto
i dlaczego wysyłał do niej po nocach takie teksty. Jednak, jak utrzymuje, na
nazwisko Michnik wszyscy kończyli rozmowę. Pani Anna zaznacza, że nie ma
dowodów, że za tymi SMS-ami i e-mailami stał Adam Michnik, którego mimo
wszystko, jak mówi, ceni za dorobek i osiągnięcia. Jednak poszlaki, zdaniem
pani Anny, na to wskazują. Kobieta poprosiła o wyjaśnienie sprawy prokuraturę.
Robert Myśliński z Prokuratury Rejonowej Warszawa-Śródmieście potwierdza, że
zawiadomienie Anny R.-K. wpłynęło do prokuratury. – Prowadzimy czynności
sprawdzające. Nie jest to jeszcze postępowanie "w sprawie". Po rozpoznaniu
zgłoszenia będziemy mieli 30 dni na podjęcie decyzji o wszczęciu
postępowania – mówi prokurator Myśliński.
Po tym, jak zgłosiła sprawę śledczym, dwukrotnie do Anny R.-K. dzwonił bliski
znajomy Michnika, znany od lat z ekscentrycznego zachowania jeden z
lewicowych dziennikarzy – stały bywalec salonów towarzysko-politycznych.
Rzekomo namawiał ją, by wycofała sprawę z prokuratury.