greta.garbon
02.06.08, 10:04
Aneta
jak dotąd, w moim niezbyt jeszcze długim życiu,
ach! Aneta! To była największa podnieta.
Z nizin społecznych pochodziła
a w przedszkolu rej wodziła.
Czekoladkę Anecie do przedszkola niosąc
tak mocno w palcach ściskałam.
Się roztopiła, i roztopiona po ręce
do łokcia ściekała.
Aneta tą mazią wzgardziła.
Przecież każda z jakimś darem do niej podchodziła.
Z Anetą o północy na cmentarz bym poszła.
Matka fascynacji powiedziała - Basta!
Do innego przedszkola przeniosła.
Ale nim to się stało, pierwszy sukces w życiu odniosłam.
Aneta mi mleczaka pięścią wybiła, a ja go jak trofeum
z dumą do domu zaniosłam.
Pęk włosów, który jej wyrwałam
jak relikwie, w swoich skarbach przechowywałam
i chyba pierwszego w dziejach dokonałam włosów zagęszczenia.
Matka myjąc mi głowę jęknęła: "dziecko, ty dla mnie nie masz najmniejszego
sumienia.