kombinerki.pinocheta
06.01.11, 16:49
Obiekt: gowniarz 11-13 lat
Gowniarz bardzo sie bal, ze rodzicom moze sie cos stac i w koncu zostanie sam. Czesto wmawial sobie, ze wykonujac pewne - na ogol glupie - czynnosci, uda mu sie zapobiec niekorzystnemu dla niego i jego rodziny scenariuszowi.
Kilka przykladowych zachowan:
1. Gowniarz wychodzac ze szkoly kierowal sie w lewa strone. Po prawej stronie znajdowala sie plyta chodnikowa slusznego wieku. Wybierajac prawy kierunek szedl na koniec plyty w celu pokonania jej na calej dlugosci bez nadepniecia na jej przeciecia lub pekniecia. Robil to, poniewaz wierzyl, ze przejscie calej plyty z pominieciem przeciec/pekniec uchroni jego rodzicow przed spotkaniem czegos zlego.
Powrot do domu sie wydluzal, a gowniarz coraz bardziej sie meczyl, niepokoil i rozpaczal, poniewaz znajdujac sie nawet przy samym koncu wmawial sobie, ze nastapil na przeciecie i musi wracac na sam poczatek i powtarzac cala droge. Co tez czynil.
2. Wybierajac lewa strone przechodzil przez maly park. Na wydeptanej sciezce szukal kamieni. Robil to, poniewaz wierzyl, ze wybranie odpowiednich kamieni uchroni jego rodzicow przed spotkaniem czegos zlego.
Najpierw zbieral w dlonie. Nastepnie wkladal kamienie do kieszeni spodni, az te calkowicie sie nimi zapelnialy. Kamienie wypadaly mu z rak, bo juz nie bylo szans zgromadzic ich tam wiecej. Towarzyszyl temu stres, zdenerwowanie i rozpacz. Nawet zdarzalo mu sie plakac, gdy kamienie wypadaly w wiekszej ilosci z rak.
3. Jego ulubiona cyfra byla szostka, ktora w jego wyobrazeniach miala przyniesc szczescie. Czesto wmawial sobie, ze musi cos zrobic "na 6", by... - wiadomo. I tak powtarzal czynnosci do bolu, odliczal, robil wszystko w myslach, by wyszla szostka.
4. W zeszycie unikal literowych wybrzuszen badz ogonkow i tak np gdy litery niefortunnie na siebie nachodzily pozostawiajac jakies wypuklosci lub przeciecia dochodzilo do ich zamalowania. I tak w kazdym slowie srednio dwie litery byly pogrubione, a strony wygladaly z tymi pogrubieniami jak twarz nastolatka upstrzona pryszczami.
5. Najwieksza niedorzecznosc. W sumie jedna z wielu. Wierzyl, ze wszelkie zlo, ktore mogloby dopasc go i jego rodzine usunie sam. Wdychal je, a nastepnie usuwal (kur.wa prawdziwy John Coffey) wgapiajac sie w sciany, ale pomijajac wszelkie pekniecia czy ich laczenia, wysylal je lekko przy tym burczac. Kiedys robil tak podczas ogladania ligi mistrzow i zapomnial sie, ze w pokoju obok jest pewna osoba. Osoba ta slyszac burkniecia w kilkudziesieciosekundowych odstepach wpadla do pokoju i go - delikatnie mowiac - opier.dolila. Gowniarz kontynuowal, ale juz zmieniajac plan na ten wieczor. Tym razem bez burkniec. Nie bylo szans by skupic sie na meczu, wiec wyniku nie zapamietal.
Musial to wszystko robic, bo czul, ze mu to pomoze i po wykonaniu tych czynnosci czul ulge, chociaz na krotko, az do momentu, gdy problem ponownie wracal.
Cisnie sie na klawiature jedno slowo: POYEB i okreslenie jak najbardziej trafne.
Ale moze fachowa literatura jakos takie zachowanie definiuje? Moze nerwica natrectw?