Dodaj do ulubionych

co zrobić z tą miłością

IP: *.adm.uj.edu.pl 28.05.04, 13:48
Od razu i na wstępie powiem, że mam pełną świadomość, że jeżeli ktoś nigdy
nie był w takiej sytuacji, to tego nie zrozumie. Potępi, wyśmieje,
zracjonalizuje - niepotrzebne skreślić. Moje pytanie adresowane jest do
kobiet, które w takiej sytuacji są lub były. Napiszę krótko, bo schemat jest
prosty i jak byłaś w takiej sytuacji to i tak wiesz jakie za tym stoją
emocje: ty jesteś sama, on ma żonę. Jesteś zakochana, chcesz być z nim, jest
cudownie gdy jesteście razem. Mówi, że żony nie kocha, nic nie mówi o
dalszych planach. Traktuje Cię (jak jesteście razem) jak swój największy
skarb, czujesz, że to nie jest udawane, że on naprawdę tak o tobie myśli.
Facet z marzeń. Ty nie pytasz co dalej, bo nie chcesz zachowywać się żałośnie
i o nic żebrać. Temat w ogóle jest taki "śliski", a ciebie skręca. Nie
odpowiada ci rola tej drugiej, ale jesteś zakochana. Co robisz?
Obserwuj wątek
    • j_ar Re: co zrobić z tą miłością 28.05.04, 13:51
      niestety nie pomoge, faktyznie nie bylem w takiej roli nigdy...ale z drugirj
      stronuy to juz inna bajka..milo miec kochanke na boku, dopoki nie bedzie zbyt
      namolna na rozwod
      • Gość: betip Re: co zrobić z tą miłością IP: *.jasienica.sdi.tpnet.pl 02.06.04, 19:56
        nie pozostaje ci nic innego jak pogodzić się z rolą "tej drugiej".Facet zawsze
        będzie miał poczucie winy jeżeli zostawi żonę dla ciebie, a po co ma to robić?
        Czy nie lepiej jest pod płaszczykiem małżeństwa mieć chwile szczęścia bez
        tłumaczenia się tej drugiej połówce?.Nie zrozum mnie źle jestem mężatką od 20
        lat i trochę poznałam życia,wiem że taka sytuacja dla ciebie jest męcząca i
        boli, ale jeżeli jesteście razem o on nic nie mówi na temat waszej przyszłości
        to wierz mi jest mu tak wygodnie.Znam pary które jednak są ze
        sobą "legalnie"gdzie jedno ma za sobą nieudane małżeństwo.Jeżeli naprawdę
        zależy mu na tobie to zrobi wsztstko żebyście byli razem, jeżeli tego nie
        czujesz to albo pogodzisz się z rolą tej drugiej albo znajdziesz w sobie tyle
        odwagi i siły żeby to przerwać.Największym nieszczęściem kobiety jest mężczyzna
        jej życia zastanów się spokojnie nad tym.
    • charmaine Re: co zrobić z tą miłością 28.05.04, 13:52
      Nic.
      Żona ma nad Tobą wielką przewagę pomimo wszystko.
      Jest żoną.
      Sama zabrnęłaś w ten układ.
      Ciesz się z tego, co masz.
      5 minut, rok, lat kilka.
    • tribeca Re: co zrobić z tą miłością 28.05.04, 13:56
      trzeba zabić tę miłość

      i jakie to banalne - nie kocha żony... rozpieszcza cie, ale nie mówi o
      przyszłości...
    • taka_35 Re: co zrobić z tą miłością 28.05.04, 14:01
      1/ jesli nie zamierzasz zyc z nikim w stalym zwiazku i nie masz zapędow
      wlasnosciowych do tego faceta... badz kochanką. w tej sytuacji grasz w jego
      grę.Jak dlugo? Az mu sie znudzi...

      2/ jesli zamierzasz miec kiedys rodzine...odpusc sobie tego pana, bo zanim on
      pouklada sobie wszystkie sprawy ze swoja jak to okresla niekochana żoną...miną
      lata świetlne, jesli w ogole zamierza to zrobic. w tej sytuacji grasz w swoją
      grę.

      Wiesz co, powiedz, zeby sie rozwiódł dla ciebie.Zagadnij go ot tak... Jesli
      powie ze zona zaczela wlasnie chorowac, a dzieci male...powiedz ze zartowalas
      i....uciekaj gdzie pieprz rosnie , bo tylko w ten sposob bedzie bolalo cie
      najmniej jak to mozliwe i nie starcis czasu na mzonki i obietnice bez pokrycia.


      pzdr.
      • Gość: baba z Re: co zrobić z tą miłością IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 28.05.04, 14:06
        ad. 2. Popieram. Dodam tylko, ze zachowasz twarz i uczciwosc, ktora docenisz po
        latach.
        Pozdrawiam
        • Gość: emm Re: co zrobić z tą miłością IP: *.gdynia.sdi.tpnet.pl 29.05.04, 18:43
          Moja koleżanka była w takiej samej sytuacji 13 lat. I nie ma nic... on coraz
          rzadziej przyjeżdza, ona juz go nie kocha, ma 46 lat i juz raczej nie zawierzy
          nikomu i ma coraz mniej czasu... ja i Tobie i jej współczuje, ale masz piękne
          chwile, których Ci nikt nie odbierze, a dzisiaj znalezc miłość jest bardzo
          trudno. Sama Wiesz co masz zrobić - pozdrawiam
      • quin26 Re: co zrobić z tą miłością 28.05.04, 14:06
        przytoczę ci jeden cytat (nie znam jego pochodzenia)

        "Jeżeli naprawde kogoś kochasz - pozwól mu odejść"

        i to jest dla ciebie wyjście. Moim zdaniem on nie odejdzie od żony, a bycie tą
        drugą to koszmar...... samotne święta , urodziny, ciągłe czekanie , zawsze te
        same wymówki. Nie pakuj się , przeżyj wspaniałe chwile i odejdź.......
        • Gość: kochanka Re: co zrobić z tą miłością IP: *.adm.uj.edu.pl 28.05.04, 14:17
          A po czym poznać, czy nie odejdzie? Przecież zdarza się, że faceci odchodzą do
          tych podłych kochanek, na których wszyscy potem wieszają psy. Kurczę, ja wiem
          jak to brzmi! Jakieś idiotyczne wypatrywanie światełka w tunelu, wiem. Ale
          na "No to jak wiesz, to o co chodzi" odpowiem - "Nie pomaga, że wiem. Nie
          zmienia to tego, czego chcę, o czym marzę".
          • malvvina Re: co zrobić z tą miłością 28.05.04, 18:13
            masz racje - sa tacy ktorzy odchodza - znam :-)
            korzystaj z terazniejszego raju i nie licz na nic
            co potrwa to twoje
    • natalie27 Re: co zrobić z tą miłością 28.05.04, 14:12
      Gość portalu: kochanka napisał(a):

      > Od razu i na wstępie powiem, że mam pełną świadomość, że jeżeli ktoś nigdy
      > nie był w takiej sytuacji, to tego nie zrozumie. Potępi, wyśmieje,
      > zracjonalizuje - niepotrzebne skreślić. Moje pytanie adresowane jest do
      > kobiet, które w takiej sytuacji są lub były. Napiszę krótko, bo schemat jest
      > prosty i jak byłaś w takiej sytuacji to i tak wiesz jakie za tym stoją
      > emocje: ty jesteś sama, on ma żonę. Jesteś zakochana, chcesz być z nim, jest
      > cudownie gdy jesteście razem. Mówi, że żony nie kocha, nic nie mówi o
      > dalszych planach. Traktuje Cię (jak jesteście razem) jak swój największy
      > skarb, czujesz, że to nie jest udawane, że on naprawdę tak o tobie myśli.
      > Facet z marzeń. Ty nie pytasz co dalej, bo nie chcesz zachowywać się żałośnie
      > i o nic żebrać. Temat w ogóle jest taki "śliski", a ciebie skręca. Nie
      > odpowiada ci rola tej drugiej, ale jesteś zakochana. Co robisz?

      Może Ci się nie spodoba to co Ci teraz napiszę,ale to uczucie nie ma sensu.
      Nie ma sensu dłużej tego ciągnąć, choć wiem,że teraz myślisz, że to niemożliwe
      by coś takiego skończyć skoro przez to czujesz się szcześliwa (choć nie do
      końca).Mówi,że żony nie kocha, a co innego ma Ci powiedzieć? Każdy facet tak
      mówi, jeśli chce mieć kochankę. Poza tym,zakładając, że jednak to prawda, to
      małe są szanse,że odejdzie od żony,skoro nawet o tym nie wspomina, a TY omijasz
      ten temat z daleka, bo się po prostu boisz. Nie jesteś pewna waszego związku i
      wcale nie dziwie Ci się,że zadajesz takie pytania, co zrobić z tą miłością.
      Najtrudniej jest właśnie odejść w takiej sytuacji, ale to jest najlepsze dla
      Ciebie rozwiązanie.Daj sobie szanse poznania innego człowieka,który nie będzie
      obciążony balastem "tej drugiej".Chyba,że chcesz do końca życia tkwić w
      związku,który nie da Ci spełnienia. Wydaje mi się jednak,że nie jesteś dość
      silna, by to wytrzymać. Zatem zadbaj o siebie teraz, póki nie jest jeszcze za
      późno. Pozdrawiam Cię ciepło
    • enter123 Re: co zrobić z tą miłością 28.05.04, 14:18
      Co zrobić z tą miłością? Przejrzeć na oczy !!!!!!!!!!
      Zobaczyć nie tylko cwaniaka, który oszukuje i Ciebie i swoją żonę. Gnoja, który
      wychodząc z Twojego łóżka wchodzi co wieczór do jej łóżka i pewnie regularnie
      się z nią kocha. Po kilku straconych latach wybaczysz sobie i zapomnisz, ale
      nic nie wróci Ci czasu straconego na tego dupka. Bo to jest dupek uwierz mi.
      Normalny facet najpierw kończy jeden związek a potem zaczyna następny i takiemu
      możesz zaufać, a od dupków trzymaj się z daleka! Masz tylko jedno życie i jedną
      młodość, nie daj ich sobie zmarnować!!!
      • natalie27 Re: co zrobić z tą miłością 28.05.04, 14:23
        świetnie powiedziane nic dodać nic ująć
      • Gość: rayback Re: co zrobić z tą miłością IP: *.vline.pl / 217.76.112.* 29.05.04, 18:18
        Dokladnie
    • witch-witch Re: co zrobić z tą miłością 28.05.04, 14:52
      Czesc kochanka,
      nie jestem i nie bylam nigdy w roli tej drugiej ale rozumiem ze serce "nie
      sluga" bycie kochanka to czesta sprawa dla kobiet, ktore zawieraja pochopne
      relacje ze znuzonymi malzenstwem facetami. Ale jak w kazdej "perfekt" bajkowej
      wrecz relacji cos jest zawsze takiego w niej nierealnego, to wszystko co ty
      opisujesz to jest wspanialy wytwor twojej fantazji i jej urojen.Bo wlasnie tam
      gdzie wszystko z pozoru wyglada wspaniale trzeba wziac trzy kroki do tylu
      nabrac dystansu i dopiero wtedy spojrzec na te osobe nowymi oczami.

      On mowi ci te rzeczy ktore ty chcesz uslyszec. A jak ty sobie wyobrazasz ze on
      zyje z kobieta ktorej nie kochal i nie kocha ? Bzdury....on sie toba bawi i
      twoimi uczuciami.
      Jego wlasna zona, ktora dzien po dniu, wielkiego wspolnego zycia, wspolnego
      dzielenia lozka,wychowania byc moze jego dzieci i 1000 utrapien to jest jedyna
      osoba, ktora go zna na wylot. I ktora on do tego nie szanuje, poniewaz ciebie
      ma. Facet, ktory znajduje sobie kochanke, to 100% egoista i tylko zimny
      wyrachowany egoista.I ty jestes osoba, ktora podtrzymuje zupelnie nieswiadomie
      te jego malzenstwo bo poprawiasz mu jego zwiedle samopoczucie.Dajesz mu te
      wzniosle chwile,bo w domu zona, ktora go dobrze poznala nie reaguje juz tak na
      niego, a przy tobie ma to co chcialby zapewne dostac od niej.

      Zrobisz jak zechcesz, moze on nawet rozwiedzie sie ze zona dla wygody i powie
      tobie ze: "dla ciebie ten rozwod biore.."Albo cos bardziej podobnego. Ale tak
      jak te najbardziej zielene liscie na drzewie zolkna tak i ta milosc z czasem
      zblednie, bo milosc jest jednym z wielu piekniejszych kolorow na swiecie, ktore
      zycie codzienne skutecznie wybiela.
      • Gość: kochanka Re: co zrobić z tą miłością IP: *.adm.uj.edu.pl 28.05.04, 15:49
        Hej, Dzięki za mądry list. Wiesz, to, że można żyć z kimś pod jednym dachem i
        go nie kochać nie wydaje mi się takie niemożliwe. Znam to z autopsji. To jest
        dramat, z którym naprawdę nie wie się co zrobić. Można się łatwo pogubić,
        szukać dziwacznych dróg ratunku. W tej mało zaszczytnej roli też wcześniej
        nigdy nie byłam, dlatego się tak miotam teraz. Jakbym była, to cóż... już bym
        tego nie powtórzyła więcej. Zabrakło wyobraźni, lampki alarmowej, osłabiony
        system odpornościowy, samotność, whatever. Z zewnątrz sytuacja wydałaby mi się
        śmiesznie prosta, banalna, oczywista. Ale... no właśnie.
        Przekonuje mnie to, co piszesz o utrwalaniu schematu. Dopóki będzie tak, jak
        jest, to będzie mu dobrze. Rzecz trochę w tym, że jak się jest w takim stanie
        psychicznym jak ja teraz, to właśnie tego DOBRZE się dla tego kogoś chce. Ech,
        banalne jak jasna cholera. Dzięki.
        • cognis Wasze babskie bajdurzenia. Realia i marzenia. 28.05.04, 16:40
          pozdrawiam Cie kochanko.
          To nie o Twoje bajdurzenia chodzi, tylko tych damulek, ktore Ci doradzaja.
          Pewnie , jak chcesz miec dom i rodzine i dzieci, to odejdz.
          I szukaj nastepnego.
          A jak cenisz milosc, to kochaj dalej.

          UCZCIWY mezczyzna musi dbac o swoja zone i dzieci,
          gdyz jest to nasze pierwsze powolanie.
          Ale nie-kochany ma tez prawo myslec o milosci i spelnieniu, jak kazdy z nas.
          Nigdy nie myslalem o porzuceniu mojej zony i dzieci.
          Ale chce kochac i byc kochanym.
          I zadnej kobiety nie oszukiwalem.

          A mojej przyjaciolce (kochanka, to nie brzmi ladnie)
          mowie uczciwie: wiesz co cie czeka.
          Ale jestes moim spelnieniem.



          • 11anna11 Re: Wasze babskie bajdurzenia. Realia i marzenia. 28.05.04, 16:55
            cognis napisał:
            > A mojej przyjaciółce (kochanka, to nie brzmi ładnie)mówię uczciwie<

            A żonie i dzieciom co mówisz "uczciwie", jak już taka z Ciebie chodząca
            uczciwość?
          • witch-witch Re> Ale jestes moim spelnieniem 28.05.04, 17:07
            ....Oh jak romantycznie, czysty falsz i obluda leniwego faceta.Jakie spelnienie
            przezywasz z kochanka? Tylko te seksualne i bajdurzysz zonie?Wygodny kapec
            jestes i nic wiecej.
            • cognis na oczach masz ten monogamizm wypisany? 28.05.04, 17:59
              jest juz laska (unijna) dla zorientowanych erotycznie "inaczej".
              (tych homo)
              i niech im sie wiedzie.

              Wiec moze kolej na poligamistow?
              (szczerych, a nie udawanych))
              • Gość: zlosliwa meskie konfabulacje IP: 151.8.104.* 28.05.04, 18:05
                zaden facet by nie wytrzymal dlugo mieszkajac z kilkoma kobietami. przynajmniej
                z naszego kregu kulturowego bo gdzie indziej nie uczy sie dziewczyn niezleznosci
                • cognis mylisz sie - OKRUTNIE 28.05.04, 19:17
                  mialem dwie wspaniale, madre i inteligentne siostry...

                  chcialbym miec takiez zony, kobiety.
                  Moga byc dwie, dlaczego nie?
                  Inteligencja, piekno i erotyka.
                  Znasz cos lepszego na tej ziemi?
                  moga byc dwie.
                  Spokojnie dalbym sobie rade - nimi obiema sie zajac.
                  • Gość: kochanka Re: mylisz sie - OKRUTNIE IP: *.nandu / *.nandu.com.pl 28.05.04, 19:27
                    A wiesz czemu by Ci było tak dobrze z nimi dwiema? Bo każda chciałaby być tą
                    JEDYNĄ, żebyś wreszcie ją wolał i ją wybrał. Albo by się pozabijały nawzajem,
                    albo by Cię znienawidziły :-)
                  • Gość: zlosliwa Re: mylisz sie - OKRUTNIE IP: 151.8.104.* 28.05.04, 19:28
                    siostry nie mialy potrzeby rywalizowania o wzgledy twoje lub twego ojca co
                    mialoby miejsce w przypadku zwiazku milosnego. i dwie kobiety rownie szybko by
                    cie znuzyly co zona i stala przyjaciolka. przeciez nie poprzestales na tej
                    samej kochance
                    • cognis mylisz sie. 28.05.04, 19:59
                      moja zona nie znudzi mi sie nigdy.
                      tak to juz jest.
                      (ona juz to rozumie)
                      mam nadzieje, ze moja przyjaciolka tez to zrozumie.
                      ONA byla zawsze.
                      Tylko sama nie wiedziala, ze juz jest.


                      • witch-witch Re: mylisz sie. 28.05.04, 20:07
                        cognis napisał:

                        > moja zona nie znudzi mi sie nigdy.
                        > tak to juz jest.
                        > (ona juz to rozumie)
                        > mam nadzieje, ze moja przyjaciolka tez to zrozumie.
                        > ONA byla zawsze.
                        > Tylko sama nie wiedziala, ze juz jest.
                        ...........
                        Jestes zwyczajnie slabym facetem, mam nadzieje ze twoja biedna zona dowie sie o
                        twoim falszu i zaklamaniu i ma na tyle ambicji i godnosci ze kopnie cie w
                        cztery litery, aby pozbyc sie pseodo- mezczyzny z domu. To czego kobiety
                        potrzebuja to prawdziwych mezczyzn a nie takich slabizn, na szacunek trzeba
                        sobie zasluzyc.

                      • Gość: zlosliwa OKRUTNIE ci wypadlo ;) IP: 151.8.104.* 28.05.04, 20:13
                        szukasz przyjaciolki w wielu kobietach ale nigdy jej nie znajdziesz...
                        tej jednej, jedynej i wymarzonej. a zona... skoro juz jest to niech bedzie,
                        mozna trafic gorzej ;)
                        • cognis A Wam nie OKRUTNIE wypadlo? - moje wspaniale? 28.05.04, 20:22
                          mam wspaniala ZONE
                          mam wspaniala przyjaciolke.
                          Nie chodzi o to, abym sie chwalil.

                          Ale zycie jest piekne.
                          Co wam dolega, DAMY piekne i cudowne?
                          • Gość: zlosliwa j a nie jestem "wy" :P IP: 151.8.104.* 28.05.04, 20:25
                            zycie bywa piekne. szkoda, ze czasami jednostronnie...
                            • cognis Wiem o tym. 28.05.04, 20:31
                              ze bywa to czesto jednostronnie.
                              poza zartami nie udaje tu glupszego , niz jestem.
                              Staraj sie.
                              szukaj.
                              Ja robie to cale moje zycie.
                              • Gość: zlosliwa Re: Wiem o tym. IP: 151.8.104.* 29.05.04, 16:50
                                > szukaj.
                                wzajemnosci? da sie...?
                          • Gość: kochanka Re: A Wam nie OKRUTNIE wypadlo? - moje wspaniale? IP: *.nandu / *.nandu.com.pl 28.05.04, 20:28
                            Dolega nam chyba własna percepcja. W babskim (ok - moim) pojmowaniu miłości
                            mocno tkwi opcja "wyłączności". Stąd te cierpienia itd.
                            • cognis Rozumiem Cie znakomicie. 28.05.04, 20:36
                              ale u mezczyzn rzadko bywa tak.
                              Dla inteligentnych mezczyzn
                              (a juz zwlaszcza kobieciarzy
                              - sam nim jestem)
                              kazda kobieta, to CUDO.
                              nie wiem, co Ci doradzic.

                              KOCHAJ, walcz o swoje i tyle.
                            • Gość: selma Re: A Wam nie OKRUTNIE wypadlo? - moje wspaniale? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.05.04, 20:55
                              Bardzo się zgadzam... dla mnie też "opcja wyłączności" ma kardynalne
                              znaczenie..jak inaczej budować bliskość z drugim człowiekiem...
                          • Gość: selma Re: A Wam nie OKRUTNIE wypadlo? - moje wspaniale? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.05.04, 20:34
                            Mam banalne pytanie... czysta ciekawość mną kieruje : co się stało, że przy
                            wspaniałej żonie znalazło się miejsce dla przyjaciółki?
                            • cognis aah, mi mi, milma, nie zartuj, 28.05.04, 20:43
                              musze leciec do domu.
                              jaka by zona nie byla wspaniala
                              to jak sie na horyzoncie niebianskim pojawi gwiazda zaranna i poranna
                              kazdy straci azymut.
                              problem w tym, by poszukac umiaru i rownowagi.
                              w proznosci (wlasnej)
                              w milosci
                              swojej i tej gwiazdy
                      • Gość: franek Re: mylisz sie. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.05.04, 01:59
                        Czytam to Twoje smutne pierdolenie i rzygać mi sie chce. Jak żona Ci sie nigdy
                        nie znudzi to na cholerę Ci kochanka? Ty sam nie wiesz czego chcesz, boisz się
                        podjąć odważną decyzję o odejściu od żony do której najwyraźniej już wiele nie
                        czujesz bo inaczej nie szukałbyś kochanki. Sam jestem aktualnie w sytuacji w
                        której do rozwodu brakuje bardzo niewiele i mimo że pojawiają się rózne
                        sprzyjające okazje, jestem lojalny wobec żony do samego końca, bo sam przed
                        sobą czuje że tak własnie powinienem.
                        • Gość: rayback Re: mylisz sie. IP: *.vline.pl / 217.76.112.* 29.05.04, 20:01
                          Wiesz co franek?Wlasnie chcialem to samo napisac...Puenta za 100 punktow.Ty
                          cognis dla mnie jestes zero,malo - tchorz i baran.Ale to juz kwestia klasy
                          czlowieku.
                        • Gość: INTERNAUTKA Re: mylisz sie. IP: *.zgora.sdi.tpnet.pl 08.06.04, 22:29
                          Popieram Twoja wypowiedz calkowicie ,trzeba byc lojalnym do konca albo odejsc
              • Gość: gosia Re: cognis IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.05.04, 00:39
                a dlaczego zona nie moze byc twoim spełnieniem?
                po co ci ta kobieta jako zona? do rodzenia dzieci bo tak wypada?
                a skoro twoja przyjaciolka jest dla ciebie tak wazna i jest twoim spelnieniem
                to co jej chcesz zaoferowac? swoje wolne chwile
                a gdzie jej rola matki i zony???
          • Gość: kochanka Re: Wasze babskie bajdurzenia. Realia i marzenia. IP: *.nandu / *.nandu.com.pl 28.05.04, 19:11
            Cognis,
            Wiesz, to jeszcze nie zupełnie tak jak piszesz. Bo mi nie chodzi o dom rodzinę
            tylko właśnie o tę miłość. Ale miłość w takiej wersji to jednak za mało, nawet
            jak się nie chce ślubu. Twoja przyjaciółka też tak musi to czuć. Nie mówi Ci o
            tym, bo Cię kocha i nie chce Tobie (może nawet bardziej niż sobie) odbierać
            tego spełnienia, o którym piszesz. Bo pewnie myśli, że bez tego Twoje życie
            stałoby się nie do zniesienia. I pewnie nawet może to być prawdą. Tylko, że
            Drogi Cognisie, ona cierpi. Po prostu. Przy Tobie jest pewnie szczęśliwa,
            śmieje się, żartuje, bo jesteś. Gdybyś ją jednak mógł obserwować po tym jak
            wychodzisz i idziesz do domu - ... ... ? Słowo uczciwość ma wiele barw. Jesteś
            uczciwy. bo nie opuszczasz swoich dzieci, bo mówisz przyjaciółce, na co może a
            na co nie może liczyć. Ale zostaje jeszcze parę spraw, prawda?
          • Gość: Hanna Re: Wasze babskie bajdurzenia. Realia i marzenia. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.05.04, 19:35
            Czy ja dobrze zrozumiałam? Twoja zona dostanie wszystko. kochanka dostapi
            zaszczytu bycia Twoim speł-nie-niem!!! jaki ona ma iloraz inteligencji,
            buahahaha !!!
            • cognis Mala, prosze stoj w kolejce i sie nie wydurniaj, 28.05.04, 20:11
              ostatecznie,
              to ja sam nie wiem, dokad jade.
              Natomiast Ty wiesz.
              i na Twoja szczesliwa
              "w sposob szczegolny"
              szczegolna pomoc, szczegolnie licze.
          • kwieto Re: Wasze babskie bajdurzenia. Realia i marzenia. 29.05.04, 19:35
            > UCZCIWY mezczyzna musi dbac o swoja zone i dzieci,
            [...]
            > I zadnej kobiety nie oszukiwalem.

            Czyli Twoja zona wie ze masz kochanke i to w pelni akceptuje?

            Co do uczciwych, inteligentnych kobieciarzy - wiedza gdzie jest granica ktorej przekraczac nie
            wolno. No chyba ze zona wie o kochance, kochanka o zonie, i panie swietnie sie akceptuja. Tak tez
            bywa. Ale cos mi mowi, ze nie w Twoim przypadku?
    • kekate Re: co zrobić z tą miłością 28.05.04, 15:25
      prozaiczna historia i prozaiczne przegrywanie swojego zycia.
      nalezy odejsc od niego. ale to musi byc twarda decyzja. i bedzie kosztowac
      mnostwo wysilku. idealizujesz go teraz, a on jest taki wspanialy dla ciebie
      bo..?..bo jestes tylko kochanka,
      a z kochanka sie milo spedza czas i obsypuje ja czulosciami...schemat na ktory
      sie nabierasz i nazywasz miloscia. nie podkladaj mu sie...
      musisz zapytac go jak widzi wasza przyszlosc, mysle ze wcale jej nie widzi wiec
      odpowie cos wymijajacego o konkretacjh i mnostwo zapewnien o milosci haha. i
      zobaczysz czy wykonal choc maly kroczek w kierunku zalatwienia rozwodu.
      moze zacznij przy nim snuc plany malzensko-macierzynskie z nim? odwiedzaj
      tesciow,pokazuj sie z nim wszedzie, itd haha mysle, ze facet zwieje od razu.

      jezeli mimo to wierzysz w niego i jego dobre intencje to rozstancie sie na
      kilka miesiecy dla uporzadkowania spraw. nie ulegaj mu, nie wpuszczaj go do
      lozka w tym czasie bo ty zmiekniesz a on uzna ze napowrot moze z ciebie
      korzystac i nie ruszy nawet palcem w kierunku rozwodu.

      chyba, ze nie chcesz miec kiedys meza, dzieci? to wtedy moze ci wystarczy
      uprawianie seksu z tym panem... twoj wybor.
    • przebudzenie Re: co zrobić z tą miłością 28.05.04, 16:08
      Jestem w takiej sytuacji. Wiem, że jedyną mądrą rzeczą jaką można zrobić, jest
      zakończyć romans na tych warunkach, z informacją, że chodzi właśnie o warunki,
      a nie o NIEGO. Tak też zrobiłam. Tylko, hmm, trzeba być gotowym na to, co
      następuje potem. Czyli - samotność. Albo jeszcze gorzej: opieranie się jego
      próbom powrotu do dawnego układu.
    • Gość: już_nie_kochanka Re: co zrobić z tą miłością IP: *.katowice.sdi.tpnet.pl 28.05.04, 16:09
      ja byłam w podobnej sytuacji i wiesz co dziś jesteśmy razem, mieliśmy i mamy
      tysiące problemów ale jesteśmy razem.. tylko, że ja wprost spytałam co dalej i
      bardzo bałam się odpowiedzi i chociaż dla ludzi nadal jestem kochanką to jestem
      szczęśliwa.. bo prawda jest taka, że ludzie uwielbiają wieszać psy na tych
      drugich.. wybielają facetów, nieudane związki tylko te drugie są winne.. dobrze
      Ci radze zapytaj wprost.. a jeśli nie uzyskasz odpowiedzi to odpuść sobie bo
      nie jest tego wart..
      • przebudzenie Re: co zrobić z tą miłością 28.05.04, 16:17
        A po jakim czasie zadałaś to pytanie? I jak długo myślał?
        • Gość: już_nie_kochanka Re: co zrobić z tą miłością IP: *.katowice.sdi.tpnet.pl 28.05.04, 16:55
          Byliśmy razem około miesiąca.. spytałam się co dalej, jak wyobraża sobie swoje
          życie za rok? Powiedział że dziś jeszcze nie wie.. tak poprostu, nie było
          żadnego krętactwa, wymijających komentarzy. Minął kolejny miesiąc i usłyszałam,
          że chce się ze mną zestarzeć.. powiedział to tak sam z siebie, zaskoczył mnie i
          to najpiękniejsze wyznanie miłosne jakie w życiu słyszałam. I na przekór
          wszystkim przeciwnościom jesteśmy szczęśliwi.. od niedawna mieszkamy razem i z
          każdym dniem coraz bardziej upewniam się że nigdy w życiu nikt mnie tak nie
          kochał jak On.
          • przebudzenie re: 28.05.04, 17:15
            Zazdroszczę :(
    • Gość: majonez banał, schemat stary jak świat IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.05.04, 16:17
      układ kochanek-kochanka to swoisty handel wymienny. On jej daje miłe słowa,
      wrażenie,że jest kochana, najwazniejsza w jego życiu. Ona daje mu d...py, bo
      jemu tylko o to, przecież chodzi. Dom i rodzinę to on ma tam gdzie są : żona i
      dzieci.Gdyby naprawdę kochał to ,by nie ograniczał się tylko do czułych
      słówek, prezencików.Gdyby mu naprawdę zależało to, by już dawno odszedł od
      rzekomo niekochanej żony. Jesteś "kochanko" tylko i wyłącznie miłą chwilą i to
      przejściową, do momentu, kiedy żona zorientuje się w sytuacji. Wtedy przekonasz
      się , ale w bardzo bolesny sposób , że twój ukochany tak naprawdę miał cię
      tylko za kolezankę, z ktora uprawia sie seks.
      • malvvina chwile 28.05.04, 18:16
        jaka pogarda dla milych chwil, ulotnego szczescia itd !
        az tak wiele ich macie w zyciu ????

        PS przypominam ze nie tylko ona daje mu d...y - ON JEJ TEZ.

        > układ kochanek-kochanka to swoisty handel wymienny. On jej daje miłe słowa,
        > wrażenie,że jest kochana, najwazniejsza w jego życiu. Ona daje mu d...py, bo
        > jemu tylko o to, przecież chodzi. Dom i rodzinę to on ma tam gdzie są : żona
        i
        > dzieci.Gdyby naprawdę kochał to ,by nie ograniczał się tylko do czułych
        > słówek, prezencików.Gdyby mu naprawdę zależało to, by już dawno odszedł od
        > rzekomo niekochanej żony. Jesteś "kochanko" tylko i wyłącznie miłą chwilą i
        to
        > przejściową, do momentu, kiedy żona zorientuje się w sytuacji. Wtedy
        przekonasz
        >
        > się , ale w bardzo bolesny sposób , że twój ukochany tak naprawdę miał cię
        > tylko za kolezankę, z ktora uprawia sie seks.
        • Gość: zlosliwa Re: chwile IP: 151.8.104.* 28.05.04, 19:33
          malvvina napisała:

          > jaka pogarda dla milych chwil, ulotnego szczescia itd !
          > az tak wiele ich macie w zyciu ????
          gdyby to rzeczywiscie bylo szczescie to nikt tak latwo by sie go nie pozbywal,
          nie sadzisz?
    • Gość: dobrarada Re: co zrobić z tą miłością IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.05.04, 16:57
      Jeżeli nie odpowiada ci rola tej drugiej, jak sama piszesz, do poinformuj jego
      zonę o całej sytuacji.Wtedy przekonasz się , jak sprawy stoją i uzyskasz pełną
      jasność,a wydarzenia nabiorą tempa.
      • Gość: zła_pamięć Re: co zrobić z tą miłością IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.05.04, 18:36
        Gość portalu: dobrarada napisał(a):

        > Jeżeli nie odpowiada ci rola tej drugiej, jak sama piszesz, do poinformuj
        jego
        > zonę o całej sytuacji.Wtedy przekonasz się , jak sprawy stoją i uzyskasz
        pełną
        > jasność,a wydarzenia nabiorą tempa.


        tak, ja to zrobiłam, wiesz jaki był efekt: telefon: nie życzę sobie tego,
        słyszysz !

        a wiesz jak zareagowała żona: "To pomyłka, i proooooszę nie dzwonić" -
        pobłażliwie.
    • Gość: zlosliwa Re: co zrobić z tą miłością IP: 151.8.104.* 28.05.04, 17:05
      nie ma tu co potepiac raczej wspolczuc. rok, dwa bedziecie sie "kochac" a potem
      rzucisz go w diably majac dosc niepewnosci i bycia samej w najwazniejszych
      chwilach.

      > Od razu i na wstępie powiem, że mam pełną świadomość, że jeżeli ktoś nigdy
      > nie był w takiej sytuacji, to tego nie zrozumie
      nie badz naiwna. sprawa jest taka, ze nie bedziesz sluchac zadnej nie bedacej
      w "twojej sytuacji"a sprawa wyglada na standardowa i niezbyt optymistyczna dla
      ciebie
      • Gość: niezłośliwa Re: co zrobić z tą miłością IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.05.04, 17:38
        tu na forach pełno takich jak ty , kochanek, które piszą, że najgorsze są dla
        nich piątkowe wieczor, samotnie spędzane święta, bo wtedy przeraźliwie tęsknią.
        A panowie wtedy w domowych pieleszach,razem z żonką na spacerze, w kinie, na
        wakacjach, wczasach, u znajomych, na przyjęciach itd.
        Każdy ma to co lubi i na co go stać i na co się bardziej lub mniej świadomie
        decyduje.
        • caorle Re: Czy ja się przesłyszałam, 28.05.04, 17:41
          że ten facet ma żonę...?

          A o co w takim razie chodzi???
          :-)))))
          • Gość: baba z Re: Czy ja się przesłyszałam, IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 28.05.04, 17:54
            O to, ze nastepna chetna na cudzego meza szuka lobby. Ile ich juz tu bylo?...
            • Gość: zlosliwa Re: Czy ja się przesłyszałam, IP: 151.8.104.* 28.05.04, 18:07
              a ci mezowie to tacy ubezwlasnowolnieni...
    • Gość: exit kochanko !!! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.05.04, 18:06
      czy pomyślałaś choć przez chwilę o żonie swojego faceta? Ranisz i robisz
      krzywdę drugiej kobiecie, która tez go kocha, wychowuje mu dzieci, prowadzi
      dom, czeka na jego powrót, opiekuje się nim, gdy choruje, pierze jego rzeczy,
      aby czyściutki i pachnący mógł rozebrać się na seks randkach.
      Czy tylko egoistycznie wpatrzona jesteś w swoje " ja", myślisz tylko i
      wyłącznie o zaspokojeniu swoich pragnień i żądz.Bo ty się zakochałaś , bo ty na
      niego czekałaś
      • malvvina Re: kochanko !!! 28.05.04, 18:19
        nie biczuj sie dziewczyno z powodu zony - to jego odpowiedzialnosc - ty nikogo
        nie zdradzasz

        > czy pomyślałaś choć przez chwilę o żonie swojego faceta? Ranisz i robisz
        > krzywdę drugiej kobiecie, która tez go kocha, wychowuje mu dzieci, prowadzi
        > dom, czeka na jego powrót, opiekuje się nim, gdy choruje, pierze jego rzeczy,
        > aby czyściutki i pachnący mógł rozebrać się na seks randkach.
        > Czy tylko egoistycznie wpatrzona jesteś w swoje " ja", myślisz tylko i
        > wyłącznie o zaspokojeniu swoich pragnień i żądz.Bo ty się zakochałaś , bo ty
        na
        >
        > niego czekałaś
        • ani_ani Re: kochanko !!! 28.05.04, 18:23
          malvvina napisała:

          > nie biczuj sie dziewczyno z powodu zony - to jego odpowiedzialnosc - ty
          nikogo
          >nie zdradzasz


          Ale kradniesz i cudzołożysz.
          • malvvina Re: kochanko !!! 28.05.04, 18:40
            jesli zalozyc ze czlowiek jest przedmiotem -to kradnie
            drugie pojecie nie jest mi znane
            >
            > Ale kradniesz i cudzołożysz.
            • Gość: koled Re: kochanko !!! IP: *.internetdsl.tpnet.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 02.06.04, 00:06
              No na tej zasadzie to wszystko można sobie wytłumaczyć :)
        • caorle Re: kochanko !!! 28.05.04, 18:24
          XI przykazanie mówi:
          nie biczuj się z powodu żony kochanka, bo ty nikogo nie zdradzasz.
          • malvvina Re: kochanko !!! 28.05.04, 18:42
            ty masz przykazania - ja nie

            PS zonaci faceci mnie nie interesuja - dbam o siebie

            > XI przykazanie mówi:
            > nie biczuj się z powodu żony kochanka, bo ty nikogo nie zdradzasz.
            • caorle Re: a co masz?! 28.05.04, 18:48
              no bo musisz coś mieć...?
              tak, z ciekawości...
              • malvvina Re: a co masz?! 28.05.04, 18:49
                nic oprocz siebie
                • caorle Re: nie boisz się o siebie? 28.05.04, 18:57
                  • malvvina Re: nie boisz się o siebie? 28.05.04, 19:00
                    nie
                    • caorle Re: szczęśliwe chwile jak motyle 28.05.04, 19:04
                      to nie o Tobie, prawda?

                      Ty jesteś panią swoich chwil...prawda?
                      • malvvina Re: szczęśliwe chwile jak motyle 28.05.04, 19:14
                        staram sie ale nie zawsze wychodzi - tak jak u innych
                        mialam szczescie - jeden jedyny raz gdy bylam kochanka facet mowil prawde -
                        malzenstwo bylo w rozsypce i zona dala nam " blogoslawienstwo" :-)

                        a z ta pania chwil to roznie bywa - nie ja tu rzadze ;-) niestety ;-)))

                        > Ty jesteś panią swoich chwil...prawda?
      • Gość: kochanka Re: kochanko !!! IP: *.nandu / *.nandu.com.pl 28.05.04, 18:37
        Exit,
        To prawda, niewiele o niej myślę. Nigdy nie poszłabym do niej powiedzieć jak
        się sprawy mają po to, by go wywaliła z domu - jak ktoś radził powyżej. Ale też
        nie tłumaczyłabym się jej, gdyby sama się dowiedziała i zażądała ode mnie
        kajania się. To jest sprawa między nimi. Nie czuję się winna wobec niej, ja jej
        niczego nie ślubowałam. To tak jakbyś miała pretensje do grawitacji po tym, jak
        spadł Ci wazon. Trzeba go było nie stawiać w takim miejscu, że spadł, to
        wszystko. Wiem, że patrzę na nią jego oczami, bo znam historię tylko od jego
        strony. Wiem też, że za rozpad związku są zawsze odpowiedzialne obie strony,
        ale jestem po jego. I na nic zdadzą się tutaj apele o kobiecą solidarność. Nie
        to, że zamierzam o niego z nią walczyć i go jej wydrzeć. Ale marzę o tym, żeby
        był ze mną, żeby sam tego chciał i sam tak postanowił. Egoizm? Oczywiście. Jak
        kochasz, to chcesz być z tym kimś, czyli w jakimś sensie chcesz go dla siebie.
        A raczej jeszcze coś innego - jak kogoś kochasz, to chcesz szczęścia tej
        drugiej osoby i stajesz się na tyle szalona, że zaczynasz uważać, że to TY i
        tylko TY mu je umiesz dać. Mówię jak to jest od środka, jak się patrzy na
        trzeźwo, to jasne - to co piszesz brzmi dużo uczciwiej, niż to co ja robię ze
        sobą, by się jakoś usprawiedliwić.
      • sw.panna Re: kochanko !!! 29.05.04, 13:51
        a niech mnie!
        ale wyklad.
        nie, ja jestem nietoperzem.
      • Gość: Solik Re: kochanko !!! IP: *.internetdsl.tpnet.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 02.06.04, 00:03
        Dokładnie.
    • Gość: @@@ Re: co zrobić z tą miłością IP: *.citynet.pl / 149.156.98.* 28.05.04, 18:25
      Oj Kochanko czy ty jesteś głupia i naiwna?Odpowiedz sobie na to pytanie
      sama.Przeczytaj posty wyciągnij wnioski i zerwij ten romans czym prędzej.
      Jako psycholog wiem ze on w pewnym momencie cie zostawi .Jestes dla niego
      przelotna chwila.Jak dowie sie jego żona to po tobie. Ułóż sobie zycie z kims
      kto jest ciebie wart.Nie wikłaj juz swojego życia
      • Gość: kochanka psycholog? IP: *.nandu / *.nandu.com.pl 28.05.04, 19:22
        Dotąd wydawało mi się, że psycholog to zwykle pisze "nie znam na tyle sprawy,
        by prorokować jak się zachowacie" :-))) Widzę, że nauka idzie naprzód :-)))
        • Gość: MM Re: psycholog? IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 28.05.04, 20:29
          Nie wiem, czy @@@ jest psychologiem, ale właśnie jemu przyznaję najbardziej
          rację, że możesz być tylko ulotną chwilą. Znałam w swoim życiu dwa przypadki -
          mojej cioci i przyjaciółki. Ciocia moja zakochała się w żonatym mężczyźnie,
          oczywiście przeżywała wielką miłość. Miłość zakończyła się rozwodem i
          oczywiście małżeństwem z moją ciocią. Miłość była piękna, ale niestety trwała
          tylko do pierwszej sprzyjającej okazji - wkrótce "wujek" poznał kolejną panią,
          miał z nią dziecko. Z ciocią się rozwiódł, poślubił następną. Na łoży śmierci
          opiekowały się nim obydwie (pierwsza żona zmarła wcześniej). Nieco inaczej było
          z moją przyjaciółką - jej mąż też miał długo kochankę, z której w końcu
          zrezygnował. Kiedy moja przyjaciółka ciężko chorowała - i niestety młodo
          zmarła - mąż oglądał się za następną kandydatką (nie była to ta sama, co na
          początku) i w trzy miesiące po śmierci mojej przyjaciółki spłodził dziecko,
          zostawiając swoje niepełnoletnie dzieci (14 i 17 lat) same, ponieważ kochał
          mamusię kolejnego dziecka. Obydwaj panowie, o których piszę, nie wywodzili się
          z marginesu społecznego, niezwykle kulturalni, wykształceni, lubiani.
          W moim przekonaniu mężczyzna, który nie ma hamulców, żeby zdradzać żonę, nie
          będzie miał hamulców, żeby zdradzać kochankę, kiedy mu się znudzi. Czy jesteś
          pewna, że do końca Waszych dni będziesz dla niego atrakcyjna?
          • Gość: kochanka Re: psycholog? IP: *.nandu / *.nandu.com.pl 28.05.04, 20:35
            Też się nad tym zastanawiałam. Oczywiście, nie mam takiej pewności. Tak jak nie
            można mieć pewności, że ktoś z kim jesteś, a kto nigdy nikogo nie zdradzał
            właśnie teraz zacznie to robić. Takiej PEWNOŚCI mieć nie można, można mieć
            tylko ZAUFANIE.
            • Gość: MM Re: psycholog? IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 28.05.04, 21:04
              Tak, masz rację, pewności nigdy nie można mieć. Nie wierzę w idealne związki, a
              właściwie nie wierzę, że partnerzy (małżonkowie) we wszystkim się zgadzają. Ja
              w moim długoletnim związku (22 lata) nie we wszystkim zgadzałam się ze swoim
              mężem a On ze mną. Ale zawsze staramy się rozmawiać ze sobą, wyjaśniać sobie,
              co mamy do zarzucenia. To często boli, ale pozwoli naprawić nasze postępowanie,
              bo obydwoje chcemy się zmieniać a nie trwać przy swoim. W Twoim przypadku widzę
              pewne zagrożenie, ponieważ Twój mężczyzna nie potafił rozmawiać ze swoją żoną
              i - jak widzę - Ty też nie nauczysz go tego, ponieważ nie potrafisz rozmawiać
              otwarcie o sprawach, które bolą i nie chcesz podejmować trudnych decyzji.
              I Twój mężczyzna też nie potrafi podjąć takiej decyzji.
              Ważne jest jeszcze, czy chcesz żyć chwilą, czy to Tobie wystarcza. Bo myślę że
              jeszcze dzisiaj - mimo, że boisz się samotności - masz większe szanse spotkać
              kogoś interesującego. Za kilka lat będzie to o wiele trudniejsze.
              Serdecznie życzę, żebyś była szczęśliwa :)) MM
              • Gość: kochanka Re: psycholog? IP: *.nandu / *.nandu.com.pl 28.05.04, 21:20
                Dziękuję. Masz rację, faktycznie tak jest. Dlatego się zastanawiam i dlatego
                zawracam Wam tu wszystkim głowę. Jakbym uważała, że jest super i pięknie, to
                pewnie teraz nie siedziałabym przy komputerze :-)
                • Gość: MM Re: psycholog? IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 28.05.04, 21:36
                  Nie zawracasz nam głowy - masz problem i dobrze że szukasz rady. Dobrze, że
                  potrafisz nas słuchać (czytać). Musisz się jeszcze nauczyć prowadzić trudne
                  rozmowy. Chociaż Ty jesteś BARDZO MŁODA a ta umiejętność przychodzi z wiekiem.
                  Wierz mi!
            • Gość: Poldke Re: psycholog? IP: *.internetdsl.tpnet.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 02.06.04, 00:28
              I ty mówisz o zaufaniu? Przecierz on już nadużył czyjegoś zaufania. Jeżeli ktoś
              tak robi w takich przypadkach to przypuszczalnie nie przestanie.

              A nawet jak nie ma pewności to chcesz ryzykować?

              Czy nie lepiej zaryzykować spotkania kogoś, kto oszczędzi takich problemów?
        • Gość: Kolon Re: psycholog? IP: *.internetdsl.tpnet.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 02.06.04, 00:21
          Nie zapytał bo nie o to tu chodzi jak się zachowacie. Chciałaś rady to Ci dał i
          to bardzo dobrą.

          Przecież wiedziałaś od początku, że ma żonę. A jak się nie jest pewnym to się
          pyta.

          Dlaczego w ogóle coś takiego zaczynać? Czysty egoizm!

          Czy nie warto "zaryzykować" poznania kogoś kto nie będzie miał żony? Wielu
          zwspaniałych mężczyzn jest w tym kraju.

          Sama tego chciałaś to się sama z tym uporaj. Rad Ci dali ludzie wystarczająco
          dużo.

          • Gość: Oleńka masz czytelników za idiotów? ;) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.06.04, 18:05
            dlaczego w każdym poście inaczej się podpisujesz? :)

            zresztą, to nie moja sprawa...

            ale jedna uwaga - świat nie wygląda tak, że człowiek wybiera kogo kocha, a kogo
            nie

            to się decyduje poza takimi rzeczami jak rozum, jest też niezależne od statusu
            cywilnego delikwentów

            a potem pozostaje już tylko pytanie, czy wierzymy w nierozerwalność związku
            małżeńskiego (mniejszość wierzy, choć większość nad tym płacze, kiedy to im
            się "własność" odbiera)
    • Gość: selma Re: co zrobić z tą miłością IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.05.04, 18:29

      Jestem w takiej sytuacji. Każde Twoje słowo i myśli, które Ci się kłębią za
      nimi- rozumiem...
      Zgadzam się z tymi, piszącymi przede mną, że rozmowa jest konieczna. Spokojna,
      tak żebyście mieli na to czas, byś wysłuchała i usłyszała -może nawet między
      słowami i mową ciała- co on Ci powie. Porozmawiać powinnaś, nawet po to byś
      sama dla siebie miała spokój, że zrobiłaś wszystko, żeby On wiedział czego Ty
      pragniesz i potrzebujesz.On to musi wiedzieć. Żeby później nie było, że On
      myślał że Tobie taże ten układ na dłuższą mete - odpowiada.
      Oczywiste jest,że gdyby wiązał z Tobą przyszłóść na poważnie-zanim do tego
      dojdzie On potrzebuje czas żeby uporządkować swoje sprawy, uporządkować
      zobowiązania... może pół roku, może rok albo więcej. Ale powinien Ci ten czas
      określić. Żebyś wiedziała na co i ile masz czekać... Naprawdę, tak jest
      uczciwie z Jego strony w stosunku do Ciebie.

      Oby ta rozmowa była dla Was początkiem szansy na przyszłość.

      Jeśli nie uda Wam się porozumieć, wiedz,że Twoje odczucia, które tak wyraźnie
      już w Tobie kiełkują- będą się wzmagały.. czy dasz sobie z tym rade??

      Nie obawiaj się tej rozmowy. Lepiej prawdę znać wcześniej. Naprawdę. Nie chowaj
      głowy jak struś - w piasek. Twój Mężczyzna podejmując związek z Tobą ma także
      pewne zobowiązania w stosunku do Ciebie.. powinien być uczciwy i powiedzieć
      jak widzi Wasz związek.

      Nie daj się skrzywdzić. Ale i nie skrzywdź się sama.
      pozdrawiam.


      • Gość: milostka Re: selmo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.05.04, 18:34
        • Gość: miłostka Re: selmo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.05.04, 18:35
          mam pytanie- napisalas ze jestes w tej samej sytuacji, tzn jestes kochanka, czy
          masz juz przez twojego faceta okreslony ten czas na zalatwienie wszystkich
          spraw?
          • Gość: selma Re: selmo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.05.04, 19:39
            Wygląda na to że do tej pory nie doczekałam się.... jednak w mojej sytuacji
            były są jeszcze inne komplikacje.. wypadek samochodowy- trwała utrata
            fizycznej sprawności mojego partnera.. ten wypadek nie zmienił moich zamiarów
            i uczuć, ale miał, ma wpływ głeboki na Jego życie...

            Nazbyt długie czekanie wyniszcza.. można wytrzymać czekanie, tą samotność i
            tęsknotę jeśli wiesz mniej więcej ile ma trwać.. wtedy można i warto walczyć.
            Niepewność rodzi stopniową utratę zaufania... niszczy.
    • Gość: kochanka niby wiem IP: *.nandu / *.nandu.com.pl 28.05.04, 18:54
      Dziękuję Wam wszystkim za komentarze. Tak naprawdę to wszystkie one gdzieś mi
      się kłębią w głowie. Wszystkie. Wiem, że tak długo nie będę umiała, bo nie
      trakuję tego jako hedonistycznego używania przyjemności życia. Wiem, że nie
      będę upierała się i namawiała go do niczego, bo nie i już. On mnie nie mami,
      nie obiecuje nie wiadomo czego, nie uwodzi czułymi słówkami. Nie jestem jego
      zabawką, jak twierdzą niektórzy - nie manipuluje mną. Jego stosunek do mnie
      widzę raczej w oczach i reakcjach, niż pięknych słówkach. Chociaż umie mówić
      pięknie, ale nie są to obietnice, raczej zachwyt chwilą. Sam nie wie co będzie
      dalej z jego życiem, to też wiem. Kwestia jest taka, że faktycznie, macie
      rację, boję się takiej rozmowy wprost. Dlaczego? Najbardziej chyba chodzi tu o
      lęk przed narzucaniem się z czymś, czego on może jednak nie chce... Jakby
      chciał, to by przecież sam wiedział co robić. Więc nie chce i już. Po co pytać.
      • malvvina Re: niby wiem 28.05.04, 18:55
        bierz chwile poki mozesz
      • witch-witch Re: niby wiem 28.05.04, 19:39
        Nie bylam kochanka ale zaczynam cie rozumiec....to sie zdarza i czlowiek w
        takiej sytuacji jest zawsze sam...
      • Gość: selma Re: niby wiem IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.05.04, 19:55
        Po co pytać? Żebyś ŚWIADOMIE mogła podjąć decyzję....

        On ma prawo nie chcieć się z Tobą wiązać na całe życie, być Twoim " tylko"
        kochankiem. Ale i Ty masz prawo o tym jednoznacznie wiedzieć i podjąć świadomą
        decyzję że i tak chcesz z Nim być. Tylk w ten sposób- w pełni świadomie-
        szanujecie swoje pragnienia i uczucia.

        Ktoś wceśniej mądrze powiedział- Ty teraz grasz jego grę. Ważne jest abyście
        razem grali Waszą. Tylko wtedy ma to szansę. Inny układ będzie nieszczęściem.

        Nie bój się rozmowy... może raczej przygotuj się do niej, przemyśł co chcesz
        powiedzieć, co jest dla Ciebie ważne. Ty się nie narzucasz. Twoje pragnienia
        są tak samo ważne jak Jego. On jest także odpowiedzialny za Ciebie- decydując
        się na tak głęboki emocjonalnie związek- nie może zamknąć oczu na to co się z
        Tobą dzieje...

      • Gość: selma Re: niby wiem IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.05.04, 20:03
        jeśli można spytać.. ile czasu jesteście ze sobą? A jeśli to nie za duże
        wścibstwo.. ile masz lat? 20-30 30-40?
        • Gość: kochanka Re: niby wiem IP: *.nandu / *.nandu.com.pl 28.05.04, 20:15
          28 lat, a jesteśmy króciutko, parę miesięcy, z przerwami na moje wahania
      • Gość: fala Re: niby wiem IP: *.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 28.05.04, 20:19
        Wiele słów i co z tego? Nadal jesteś w punkcie wyjścia!
        Zdecydować musisz sama. Mam pytanie, czy jego żona wie?
        Bo może to twój sąsiad, to dopiero ma fajnie.
        • Gość: kochanka Re: niby wiem IP: *.nandu / *.nandu.com.pl 28.05.04, 20:30
          nie wie
          • maj_ka Re: niby wiem 09.06.04, 14:57
            Właśnie to "nie wie" (mówię o nieświadomej żonie) jest tu istotne.
            Zadziwiające, jak faceci reagują w momencie, gdy żona się dowiaduje!!! Żałosne
            bezbronne, nieszczęśliwe i kajające się przed żonką mięczaki! I często udające,
            że nie bardzo wiedzą, kim jest "ta druga" (w ostateczności nazywana życiową
            pomyłką). Po tym, jak zareagowałby Twój wybranek w takiej skrajnej sytuacji
            poznałabyś, z kim masz do czynienia. A moje zdanie: daj sobie spokój. Jesteś
            młoda. Życie i prawdziwe szczęście jeszcze przed Tobą.
            • Gość: klara2 Re: niby wiem IP: *.top.net.pl 09.06.04, 23:27
              Takiemu tylko dać kopa
      • Gość: zła_pamięć Re: niby wiem IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.05.04, 18:57
        spojrzenia i reakcje mogą być udawane!!! manipuluje Tobą!

        liczą się słowa i deklaracje; jesli ich brak, to.... sama wiesz...

        Boisz sie z nim rozmawiać bo podswiadomie wiesz że mogłabyś go wtedy utracic..
    • Gość: zlosliwa tak sobie... IP: 151.8.104.* 28.05.04, 20:21
      milosc ma rozne oblicza
      zwiazki maja rozne oblicza
      uczciwosc ma rozne oblicza

      a wszystko polega na tym by sie spotkaly osoby majace podobne zdanie na ten
      temat. w innym przypadku jest dramat
      • amea1 Re: tak sobie... 03.06.04, 10:00
        "Nie mieliśmy prawa się spotkać
        spotkaliśmy się więc
        poza prawem

        Niebo spływało rzekami na ziemię "

        * * *
        Krystyna Kwiatkowska
        • elle-est-la do kochanki 08.06.04, 22:48
          witaj,
          a ja jestem zona.....i w moim, naszym zyciu pojawila sie ta druga. Ale poniewaz
          ja jestem dosc sprytna a moj maz okrutny znam nieomalze szczegoly ich
          romansu... Na pewno kazda historia jest inna ale ta z moim mezem w roli glownej
          przerasta najsmielsze oczekiwania. Dziewczyna jest w twoim wieku......z pracy.
          Samotna...My mamy dwojke dzieci....Ona sie zapewne zakochala w dowod czego
          oddala mu sie bez skruplow...Wiem o wszystkim....powiedzial mi. Nie jak zonie
          ale jak koledze, kumplowi. Glupia bylam, ze na to pozwolilam ale stalo sie.
          Naprawde lepiej nie wiedziec. Ale do rzeczy....My sie rozstajemy. Rozwod z
          mojej inicjatywy. Ale wspolczuje jej...Oszukuje ja strasznie...Byl nawet okres,
          ze sypial z nami dwoma...Zdradzal ja z wlasna zona. Paranoja...Ja juz mam dosc
          tego chorego zwiazku. A ona ....slepo wierzy w kazde jego slowo, w kazde
          klamstwo...I tego nie rozumiem....Ale milosc przeciez jest slepa...Tylko nie
          moge pwstrzymac sie od przekonania, ze taki zwiazek to z jej strony po prostu
          desperacja i paniczna ucieczka od samotnosci...a cel uswieca srodki.
          • Gość: klara2 Re: do kochanki IP: *.top.net.pl 09.06.04, 23:38
            Szkoda ciebie i tej młodej dziewczyny. Gówniarzowi chodziło tylko o darmowy
            seks. Takie duperele jak zarobianie na 2 domy go zdecydowanie przerastają.
            Daj mu kopa. Przecież sam tego chciał, długo na to pracował.
            Wiesz jak życie bez takiego gnoja może być przyjemne.
    • Gość: Hanna Re: co zrobić z tą miłością IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.05.04, 21:15
      Kochanko, przeczytałam Twoją wymiane zdań z tym facetem, który zdradza swoją
      żonę (moim zdaniem to mitoman, ale niech mu będzie), Twoja argumentacja i
      sposób rozumowania mnie powaliły. Ja, gdybym rzeczywiscie miała taki problem
      jak Ty i przeczytała jak ten facet do tego podchodzi, to cokolwiek bym
      zrozumiała. Żadne rady innych dziewczyn nie przekonały by mnie tak jat maile
      tego palanta. A Ty ciągle roważasz, wahasz się, cos sobie tam tłumaczysz,
      dywagujesz ... i rób tak do czterdziestki Powodzenia!
      • Gość: kochanka Re: co zrobić z tą miłością IP: *.nandu / *.nandu.com.pl 28.05.04, 21:33
        No to macie w mojej osobie przypadek kliniczny. Pierwszy jego post
        odzwierciedla moim zdaniem sposób rozumowania ogromnej liczby facetów tkwiących
        w wypalonych związkach. Uważają, że byliby potworami, gdyby odeszli od swoich
        żon (a zwłaszcza dzieci). Ale wiedzą, że zon nie kochają i nie są kochani. I to
        z ich punktu widzenia JEST problem. Kolejne posty tego akurat faceta faktycznie
        wyjaśniają, że on ma coś rzeczywiście zupełnie "inaczej" w tych sprawach. No i
        cóż. Czy to oznacza, że każdy ma ten sam sposób myślenia?
        • Gość: Hanna Re: co zrobić z tą miłością IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.05.04, 21:54
          A wiesz dlaczego kolejne posty sprawiają zupełnie inne wrażenie? Bo się facet
          trochę odslonił, a ten pierwszy post to taki kit, jakim pewnie Twój facet Cię
          karmi. Tak samo się zdziwisz, jak sie kiedyś odsłoni.
          Zawsze mnie zastanawiała mentalnośc takich jak Ty kobiet. Chyba już coś
          pojęłam, dlatego pytałam faceta o iloraz inteligencji tej jego kochanki. Sorry,
          ale z boku to wygląda tak żałośnie.....
          • cognis Wielce szanowna Hanno troche smiechu na Twoj temat 29.05.04, 12:48

            i Pan takich, jak Ty,
            z mojej strony ( i moich kolegow)
            wkrotce nastapi na Forum kobieta.

            moj IQ: 130
            (mojej zony i przyjaciolki, zapewnie podobnie)


            z nostalgicznym powazaniem

            C.S.
            dziennikarz.
            • Gość: Hanna Re: Wielce szanowna Hanno troche smiechu na Twoj IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.05.04, 16:28
              IQ 130 to może macie wszyscy troje razem (w tym Twoje IQ 20).
              Ja mam IQ 260.

              Prezydentowa
              JK
              • cognis to jest dzialanie antyspoleczne, prez-JoKannistko. 29.05.04, 18:01
                To ja tu Wam powazny wyklad spoleczno-polityczny dla DAM i tych NIE-DAM
                przygotowuje,
                a Wy mi, Towarzyszko, niestowarzyszona, wbrew?
                To sie nazywa dzialanie anty-partyjne.
                Ale, niech Wam, tam.

                Jam tu zawsze jest zawsze dla DAM.
                Choc juz nie na Forum FPSy,
                gdy niedobrze juz tu mi.
    • Gość: kochanka KONIEC IP: *.nandu / *.nandu.com.pl 28.05.04, 21:49
      Dobra, już dość. Już mnie nie pogrążajcie. Wiem co robić itd. Idę się upić albo
      coś. Dziękuję, pozdrawiam i już daję spokój z tematem. Jakby coś się
      niesamowitego wydarzyło to dopiszę epilog. Ale raczej się żegnam, papa :-)
      • alma101 Re: moja historia 29.05.04, 01:27
        Jak bardzo Cię rozumiem! Rozumiem, bo sama byłam w takiej sytuacji. I też
        miałam wyrzuty sumienia (bo żona, bo dzieci). Ale walka z miłością jest
        szalenie trudna. Raz ją podjęłam, kiedy dowiedziałam się, ze jest żonaty (po
        ok. czterech miesiącach znajmości).Wytrzymałam ok. roku. I na sygnał z jego
        strony odezwałam się. I po prostu byłam. Byłam czasem, rzadko, czasami bardzo
        rzadko. O nic nie pytałam, po prostu trwałam przy nim. A on był moim
        nauczycielem. Wszystkiego. (Dodam, że sprawy "łózkowe" zaczęły się po dwóch
        latach od poznania się!)Wiem, że gdybym tylko wspomniała o byciu żoną to byłby
        koniec. I tak sobie myslę z perspektywy czasu, że udało mi się przezyć coś
        fantastycznego (w moim pojęciu, oczywiście) i że warto było. Warto było być
        sobą i poddać sie miłości. Nie walczyć z nią, tylko ją przeżywać. I jak
        myślicie, co było dalej? Po kilku latach jego żona wyjechała, dzieci też.
        Rozwód. I w sumie po 9! latach od poznania Go zostałam jego żoną. Po jeszcze
        kilku latach urodziło nam się dziecko. Szalona ta miłość, choć ostatnio coraz
        trudniejsza (ale to już inna trochę historia). Różnica między Twoją a moją
        historią jest tylko taka, że ja miałam 20 lat jak Go poznałam i mogłam czekać
        spokojnie i inwestować w swoją edukację (studia). Ty masz troszkę więcej. To
        może daj sobie troszke czasu (ile to już Twoja decyzja), a nie wymagaj
        deklaracji. Ja inwestowałam w swój związek bardzo długo, pewnie, że wiązało się
        to z ryzykiem. Jeszcze jakim ryzykiem! A teraz powiem coś, co pewnie wiele osób
        odbierze bardzo negatywnie: miłość bez małżeństwa jest piękniejsza. MAłżeństwo
        miłość, jak by to powiedzieć, "zmniejsza", Wchodzi się w te wszystkie układy
        rodzinno-ekonomiczno- jakieś tam. I niestety, pojawienie się dziecka też nie
        wpływa najlepiej na związek dwojga osób, bo jest coraz mniej czasu tylko dla
        siebie, bo dziecko jest ważniejsze i najważniejsze, bo wszystko się wokół
        dziecka kręci (jak jest u nas), a nasze potrzeby są na dalszym planie (ale to
        też inna historia).
        Chcę tylko powiedzieć, że nie można patrzeć jednostronnie i zawsze widzieć w
        tej przysłowiowej kochance kogoś najgorszego. To tylko stereotyp, a każda
        sytuacja jest inna. Nie mówię, że założycielka wątku ma postępować, jak ja
        kiedyś, wskazuję jedynie, że nie ma jedynych i słusznych rozwiązań.
        Pozdrawiam ciepło
        • Gość: fala Inna historia IP: *.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 29.05.04, 09:24
          Sorry ale myślę, że autorka wątku chce być nadal kochanką,szukała tu tylko
          potwierdzenia, że tak można, być może rad jak spowodować,żeby mieć tego
          mężczyznę tylko dla siebie. Nie wiem ile kochanka ma lat i ile może czekać.
          Ja może patrząc na podobną historię powiem tak: znam taka sytuację z opowieśći
          znajomego, który ma kochankę.Nie chce jej oszukiwać ale nie zostawi
          rodziny,mówi,że ona nie chce słuchać o żonie i dzieciach,a on nie wie, co
          robić, bo młodsza od niego o kilkanaście lat kobieta ma fajną dupę i pachnie
          wiosną. Pewnie,że kochanka postąpi jak zechce, jej wybór.I nie mówmy o
          wypalonych związkach i męczennikach, to nie istnieje.
          • Gość: kochanka Re: Inna historia IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 29.05.04, 22:46
            Odpowiadam:

            > Sorry ale myślę, że autorka wątku chce być nadal kochanką,szukała tu tylko
            > potwierdzenia, że tak można, być może rad jak spowodować,żeby mieć tego
            > mężczyznę tylko dla siebie.

            Nie szukałam społecznej akceptacji, tylko właśnie rad. A raczej historii
            podobnych, tyle że już dalej posuniętych w czasie. Dlatego prosiłam o odpowiedź
            kobiety, które znalazły się kiedyś w podobnej sytuacji. Dlatego też konkretnie
            opisałam moment, w którym jestem:
            - jeszcze nie było rozmów o przyszłości;
            - już wiem, że nie odpowiada mi ta rola (więc nie masz racji pisząc, że nadal
            chcę być kochanką);
            - jeszcze o tym nie powiedziałam;
            - wiem, że jestem zakochana (z całym dobrodziejstwem inwentarza, tj.
            idealizowaniem obiektu uczuć, marzeniami o wspólnym życiu, nadinterpretacjami,
            nieracjonalnością, brakiem obiektywizmu itd.).

            Ciekawa byłam jak zachowały się w podobnej sytuacji inne kobiety. Czy postawiły
            ultimatum i co było potem. Czy nie żałowały tej rozmowy. Bo może np. nie
            stawiały ultimatum, tylko odeszły od razu. Albo może nic nie zrobiły i żyją tak
            latami (ja nie będę). Albo może wstrzymały się z ultimatum na jakiś czas i
            sprawa (to, co on zamierza zrobić) się sama wyjaśniła w inny sposób.

            > I nie mówmy o wypalonych związkach i męczennikach, to nie istnieje.

            Oczywiście, że istnieje.
            • ani_ani Re: Inna historia 30.05.04, 14:54
              Gość portalu: kochanka napisał(a):
              > Nie szukałam społecznej akceptacji, tylko właśnie rad. A raczej historii
              > podobnych, tyle że już dalej posuniętych w czasie. Dlatego prosiłam o
              odpowiedź kobiety, które znalazły się kiedyś w podobnej sytuacji.


              Kobiety, które były w podobnej sytuacji co ty teraz, pochowały się w mysią
              dziurę i liżą rany po takich związkach , jak Twoj.I wyrzucają sobie własną
              głupotę i naiwność, stracony czas, zmarnowane szanse.
            • Gość: zlosliwa Re: Inna historia IP: 151.8.104.* 31.05.04, 17:10
              > sprawa (to, co on zamierza zrobić) się sama wyjaśniła w inny sposób.
              "sprawa" najczesciej sama wyjasnia sie tak, ze dowiaduje sie o wszystkim zona i
              to jest najczesciej koniec... nawet jak romans trwa to juz nie jest jak dawniej
        • seksuolog Psychologia drugiej 29.05.04, 20:42

          Prawie zawsze te ktore akceptuja role tej drugiej przez
          dlugi czas to osoby z takimi cechami osobowosci:

          - niskie poczucie wlasnej wartosci, kompleksy
          - sklonnosc do ulegania manipulacji (np. latwowiernosc)
          - uleganie czy lubienie dominacji przez innych

          Historia zycia emocjonalnego i uczuciowego czesto jest
          zaklocona, silne poczucie odrzucenia.

          Tak jest najwyrazniej w opisanych przypadkach ("on byl moim
          moim nauczycielem. Wszystkiego")

          Wyjscie z roli tej drugiej wymaga wiec terapii osobowosci.

          Natomiast podejscie do takiego zwiazku bez bagazu psychologicznego
          czyli osoby bez bagazu polega na

          - ustalenia prawdziwych motywacji partnera (czy chodzi o powazna
          sprawe czy tez o relaks na boku, szczegolnie wazne jest czy
          partner wspolzyje z zona. Jezeli wspolzyje to jest w tym element
          ekscytacji dwoma fajerkami, bardzo ciekawy dla partnera ale
          zwiazek nie ma sensu)

          - okreslenie nieprzekraczalnego rozsadnego terminu w ktorym poprzedni
          zwiazek sie zakonczy

          Jezeli tego nie da sie zrobic to pozostaje zerwanie.
          • Gość: baton psychologia kochanki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.05.04, 21:13
            to się w pełni zgadza.
            tego typu kobiety posiadają następujące cechy osobowściowe:
            naiwność, niedojrzałość emocjonalna,całkowita uległość wobec wybranego
            mężczyzny, łatwowiernośc ( wierzą we wszystko co on mówi, bo chcą wierzyć),
            tworzenie teorii nie majacych nic wspólnego z rzeczywistością, otaczanie swego
            zwiazku mitologią, legendą ( wybielanie, przejaskrawianie) nie przyjmowanie do
            świadomości oczywistych rzeczy i odrzucanie niewygodnych dla siebie faktów.
            Patrzą i widzą swoją miłość w krzywym zwierciadle ,tak jak
            anorektyczki.Wszystko dla nich sprowadza się do dwoch kolorów białego lub
            czarnego.W związki angazują się bardzo mocno, całą sobą.Nawet , gdy kochanek
            porzuci je, nie widzą w nim winy lecz obwiniają o zerwanie związku innych.Nadal
            będą go idealizować, narzucać się, walczyć.
            • Gość: przekorna Re: psychologia kochanki IP: *.noname.net.icm.edu.pl 01.06.04, 14:58
              Ale może też być inaczej - ona ma męża (już go od dawna nie kocha), on ma żonę
              (do ktorej jest przywiazany-dodam, ze emocjonalnie-nie dosłownie). Coś miedzy
              nimi jest (lub było-to sie dopiero wyjasni)-coś iskrzy, jest jakieś
              przyciaganie, chyba bardziej fizyczne niz psychiczne. I co? Dochodzi do
              intymnego spotkania, po którym ona chce wiecej, a on sie wycofuje. Ona chce to
              kontynuowac nie zmieniajac układu - rola kochanki b. jej odpowiada. Nie chce
              niczego zmieniac. Ma mu o tym powiedziec? Aha - jest jeden feler - on, zanim do
              czegos doszlo, powiedzial zonie, ze sie zakochał. Po co to zrobił/ Moze dlatego
              teraz boi sie kontynuowac zwiazek- bedzie stale obserwowany. Może juz jest?
              • Gość: xxxxxx Re: psychologia kochanki IP: *.proxy.lucent.com 01.06.04, 15:07
                skąd wiesz, że powiedział żonie ? od niego ???
                • nimka Re: psychologia kochanki 01.06.04, 15:14
                  Gość portalu: xxxxxx napisał(a):

                  > skąd wiesz, że powiedział żonie ? od niego ???
                  Wiem, ze to okropnie zabrzmi ale od osoby, ktorej sie zwierzyl, a ta osoba mi
                  to powtorzyła. Jestesmy przyjaciolkami, a on jest dla niej przymusowym znajomym.
                  • Gość: xxxxxx Re: psychologia kochanki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.06.04, 23:52
                    więc powiedział jej to, bo był pewny, że ona to Tobie powtórzy...
          • witch-witch Re: Psychologia drugiej 31.05.04, 18:40
            seksuolog napisała:

            >
            > Prawie zawsze te ktore akceptuja role tej drugiej przez
            > dlugi czas to osoby z takimi cechami osobowosci:
            >
            > - niskie poczucie wlasnej wartosci, kompleksy
            > - sklonnosc do ulegania manipulacji (np. latwowiernosc)
            > - uleganie czy lubienie dominacji przez innych
            >
            > Historia zycia emocjonalnego i uczuciowego czesto jest
            > zaklocona, silne poczucie odrzucenia.
            >
            > Tak jest najwyrazniej w opisanych przypadkach ("on byl moim
            > moim nauczycielem. Wszystkiego")
            >
            > Wyjscie z roli tej drugiej wymaga wiec terapii osobowosci.
            >
            > Natomiast podejscie do takiego zwiazku bez bagazu psychologicznego
            > czyli osoby bez bagazu polega na
            >
            > - ustalenia prawdziwych motywacji partnera (czy chodzi o powazna
            > sprawe czy tez o relaks na boku, szczegolnie wazne jest czy
            > partner wspolzyje z zona. Jezeli wspolzyje to jest w tym element
            > ekscytacji dwoma fajerkami, bardzo ciekawy dla partnera ale
            > zwiazek nie ma sensu)
            >
            > - okreslenie nieprzekraczalnego rozsadnego terminu w ktorym poprzedni
            > zwiazek sie zakonczy
            >
            > Jezeli tego nie da sie zrobic to pozostaje zerwanie.
            ............................
            No nareszcie, ktos to dobrze okreslil.
    • Gość: pytajnik kochanko IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.05.04, 14:09
      zadam ci kilka pytań:
      czy zadałaś sobie trud , aby samej zbadać ( dyskretnie) jego domową sytuację?
      Popytać się tu i ówdzie, poobserwować, a nie tylko dawać wiary jego słowom?
      czy nie jesteś zazdrosna o jego żonę?
      czy godzisz się na dzielenie się ukochanym z inną kobietą?
      czy wierzysz we wszystko o czym ci mówi, czy nie masz żdnych wątpliwości?
      czy zadowolana jesteś z faktu , że piątkowy wieczór spędzasz sama przy komp.?
      w jakim wieku są jego dzieci?
      czy chciałabyś być też tak okłamywana i zdradzana jak jego zona?
      • Gość: kochanka Re: kochanko IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 29.05.04, 22:55
        > czy zadałaś sobie trud , aby samej zbadać (dyskretnie) jego domową sytuację?
        Popytać się tu i ówdzie, poobserwować, a nie tylko dawać wiary jego słowom?
        - Żartujesz chyba. Może jeszcze wynajmę prywatnego detektywa. Ja jestem,
        owszem, zakochana, ale obsesji nie mam.

        > czy nie jesteś zazdrosna o jego żonę?
        > czy godzisz się na dzielenie się ukochanym z inną kobietą?
        Jestem zazdrosna i nie godzę się.

        > czy wierzysz we wszystko o czym ci mówi, czy nie masz żdnych wątpliwości?
        Wierzę. Sęk w tym, że za wiele nie mówi. Wierzę natomiast, że to, co mówi jest
        prawdą.

        > czy zadowolana jesteś z faktu , że piątkowy wieczór spędzasz sama przy komp.?
        > czy chciałabyś być też tak okłamywana i zdradzana jak jego zona?
        Pytania retoryczne. Oczywiście, że nie.
    • kwieto Re: co zrobić z tą miłością 29.05.04, 21:06
      Pytanie, ktore przewinelo sie pare razy - czego wlasciwie oczekujesz?
      Czy bardziej zalezy Ci na "szczesliwych chwilach", czy na dlugotrwalym zaangazowaniu, dzieleniu
      zycia?
      Jesli potrafisz cieszyc sie tym co od niego otrzymujesz, nie zadajac nic wiecej - zostaw sprawe tak
      jak jest
      Jesli chcesz budzic sie kolo niego co rano - musisz zaryzykowac, naklonic go by sie zaczal okreslac. Co
      prawda nigdy nie lubilem tego rodzaju naciskow, lecz mimo wszystko co innego gdy sie jest z kims
      kto sie nie deklaruje ale jest "na codzien" a co innego bycie z kims kto po wyjsciu wraca do swojego
      domu i daje buziaka zonie.

      Mam wrazenie ze Ty sie troche boisz - chcialabys, zeby on sie okreslil ale jednoczesnie czujesz ze
      moze sie to zakonczyc zerwaniem wszelkich kontaktow. Tylko czy namiastka rzeczywiscie zaspokoi
      Twoje potrzeby? I czy namiastka jest lepsza od szukania czegos co byloby bardziej satysfakcjonujace?
      Czy strach przed tym ze nie znajdziesz jest silniejszy niz potrzeba "pelnego" zwiazku?
      Sama musisz sobie znalezc odpowiedz.

      Co do "wypalonych" zwiazkow - nie rozumiem dlaczego argument tkwienia w wypalonym zwiazku
      jest brany powaznie. Skoro zwiazek sie wypalil, to czas go zakonczyc. Jesli ktos go mimo to ciagnie,
      latami (sic!) to jest ciamajda, niezdolna do podejmowania odpowiedzialnych decyzji. Ze dzieci, itp?
      Tylko czy dzieci patrzace na unikajacych sie, obojetnych czy wrecz nienawidzacych sie nawzajem
      rodzicow na pewno otrzymuja to co potrzeba? I czy jest to lepsze niz rodzice ktorzy sie rostali i sa
      szczesliwsi daleko od siebie?
      Inna rzecz to tezy Cognisa - przypominajace rady egocentrycznego dupka. (sorry Cognis, wiem ze
      sie nie obrazisz bo mam IQ wyzsze od Twojego :"P) Pieprzy o uczciwosci, oklamujac swa zone w zywe
      oczy (no jakos nie wierze, ze zona wie o kochance i to akceptuje ze spiewem na ustach) Nie daj sobie w
      mowic, ze mezczyzni "tacy sa". Jesli mezczyzna ma klase to sam wie jak daleko w danej relacji sie
      moze posunac. Jesli jest inteligentny (lub chocby tylko uwazny), wie ze "apetyt rosnie w miare
      jedzenia" i kochanka stopniowo bedzie chciala coraz wiekszego zaangazowania. Bylem kiedys w
      takim dziwnym ukladzie - spotykalem sie z dziewczyna wylacznie dla seksu (nie, nie bylem wtedy
      zaangazowany w inne zwiazki). Niby oboje od samego poczatku wiedzielismy ze to tak wyglada, ze
      procz seksu nic wiecej nie bedzie, niby sprawa byla postawiona bardzo jasno juz na starcie. Co nie
      zmienilo tego, ze jedna ze stron zaczela sie stopniowo angazowac coraz mocniej i mocniej, i widac
      bylo ze przeciaganie tej relacji sprawi ze bedzie odczuwac coraz wiekszy bol.
      Facet ktory ma choc odrobine wrazliwosci zobaczy ze staje sie dla dziewczyny powodem coraz
      wiekszych meczarni i pomysli by sprawe rozwiazac. Jesli tego nie robi, to znaczy ze nie jest wart
      uczucia.
      • Gość: Malutka Re: co zrobić z tą miłością IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.06.04, 09:16
        Facet ktory ma choc odrobine wrazliwosci zobaczy ze staje sie dla dziewczyny po
        > wodem coraz
        > wiekszych meczarni i pomysli by sprawe rozwiazac. Jesli tego nie robi, to zna
        > czy ze nie jest wart
        > uczucia.
        Swietnie to ujeleś,nie liczenie sie z uczuciami kogokolwiek,zony
        kochanki,przyjaciolki itd swiadczy nie tylko o braku wrazliwosci, ale rozwniez
        o wielkim egoizmie.Jestem rowniez w sytuacji podobnej jak kochanka dlatego
        zaczelam czytac ten watek,chcialabym cos napisac, ale musze to jeszcze
        przemyslec.Pozdrawiam.
    • Gość: HiK Re: co zrobić z tą miłością IP: *.ld.euro-net.pl 30.05.04, 01:50
      Co zrobić?
      Wsadzić sobie w ......
      Przynajmniej w godzinach pracy.
      To tak pracuje administracja UJ??????
      Trzeba było się zalogować, a teraz możesz wylecieć z roboty, jak jedna panienka
      z ministerstwa.

      Zreszta podejrzewam, że cały ten wątek, to tylko historyjka znudzonej i
      niewyżytej damulki.
    • Gość: anka Re: co zrobić z tą miłością IP: *.aster.pl / *.aster.pl 30.05.04, 21:58
      moja przyjaciólka i ta sama sytuacja. Ona sie ludzila, po cichu, nie
      wspominajac, nie narzucając się.Mówila mi - wiesz, jak się czegoś b.chce,
      trzeba to sobie usilnie wyobrażać. To jest wizualizacja, to dziala, zobaczysz.
      G... prawda, to się nie sprawdzilo, najczęściej taki uklad skazany jest na
      niepowodzenie.Ja bylam z boku, trochę się jej dziwilam, ale powoli wychodzi z
      dolka.powodzenia mimo wszystko
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka