Dodaj do ulubionych

pretensja o "stracone dzieciństwo" ?

25.12.11, 15:48
Syn, dziś już 47 latek, ma ciągle żal o "stracone dziciństwo" ?. A było to tak.
Gdy miał 3 latka rozeszliśmy się. Oboje jeszcze bardzo młodzi. Nasze małżeństwo było "spontaniczną miłością" z której to powstał zupełnie nieoczekiwanie syn. Po ślubie trwało to jeszcze 3 lata i jak raptownie się rozpocząło tak gwałtownie się skończyło. Miłość prysnęła jak mydlana bańka. Mieszkaliśmy u jej rodziców. Po pewnym epizodzie spakowałem walizkę, szczoteczkę do zębów i wróciłem do rodziców. Przez pierwsze 3 lata po wyprowadzeniu się co dwa tygodnie odwiedzałem małego na kilka godzin, zabierając go na spacery, najczęściej były to chwile spędzane w kawiarni ze znajomymi. Synek był "szczęśliwy". Po 3 latach gdy syn miał już 6 lat, opuściłem Polskę jak się okazało na stałe. Syn choć miał fizyczny kontakt z matką był wychowywany przez dziadków, czyli rodziców eks żony. Po opuszczeniu Polski, siłą rzeczy przez następne 10 lat, jedynem kontaktem z synem były alimenty i paczki. Listów nie pisałem wiedząc, że i tak nie będą mu czytane. W międzyczasie dostaliśmy rozwód, w konkluzji którego zostałem okrzyczany i osądzony już nie tylko jako notoryczny pijak ale i zdrajca ojczyzny z zasądzeniem odpowiednich alimentów, jako że wiedzi mi się dobrze to stać mnie na płacenie. Syn jako 16 latek przyjechał do mnie w odwiedziny. Spotkanie było trudne, szczególnie dla niego. Właściwie nie znany facet jako ojciec i jakoś mu zupelnie obca kobieta, do której z góry był źle nastawiony i co swoim zachowaniem dawał odczuć. Nie zrażając się tym przyjęliśmy go jak najlepiej potrafiliśmy. Wrócił do Polski, zrobił maturę, zdał na studia. Nie brakowało mu nic bo całą pomoc mogliśmy już przesyłać bezpośrednio na jego nazwisko. W wieku 21 lat zdecydował się, że "chce do ojca". Przyjecha, został i tyle. Ułożył sobie życie, zdążył się rozejść i ożenić powtórnie. Przez 30 lat jego tu pobytu widujemy się sporadycznie. Stosunki z jego pierwszą żoną układały się nie tak jak powinny. Z drugą jest podobnie. Obwiniałem te kobiety ale po ostatnim wydarzeniu muszę ten pogląd zrewidować. To on jest winien, bowiem ta nowa powiela tą pierwszą. Nigdy się nie widziały. To on je ustawia przeciw nam a mam tu na myśli także jego matkę. On ciągle jak małe dziecko, oczekuje "miłości rodziców", której nie doznał, OK, ale nie rozumie, że my jej już dać nie możemy. Jesteśmy już "starzy", matka 68 ja 70 lat. Jest mile widziany ale co można mu dać więcej ? Po rozejściu się z pierwszą żonę, jego własne dzieci się go wyrzekły. Chyba mocno to przeżył. Nie chcą go wogóle znać a on dalej nie rozumie, że tak postępując straci też ojca, bo i ja mam tego dosyć. Pomimo, że mieszkał u nas przez pewien czas między pierwszą a drugą żoną, to zachowywał się jakby był w hotelu. Przez ten okres ani razu nie wszedł do pokoju dziennego, gdzie ja normalnie przebywam. Zjadł obiad i zaszywał się z komputerem w swoim pokoju gadając godzinami z obecną żoną. Dla ojca nie miał chwili czasu. Od prawie 3 lat, choć mieszkamy 3 km od siebie widujemy się sporadycznie, odwiedzi gdy go zaprosimy ale zachowuje się jakby był u ludzi obycych, jakby byli w restauracji. Moja żona i ja musimy koło nich skakać i jeszcze uważać oby czymś nie uraźić. Kiedyś mi powiedział, "że na mnie czekał 10 lat" to ja teraz też mogę czekać. Ostatnio po powrocie do domu po operacji serca, poprosiłem synową o odrobinkę pomocy w ciągu dnia. Owszem przyszła dwa razy, niby jak twierdzą z "sercem" ale to ja musiałem wstać i podawać jej coś do picia. A ja i jego matka niczego od nich nie oczekujemy poza odrobiną zainteresowania i szacunku dla starszych ludzi, mimo, że matce nie wiedzie się w Polsce najlepiej to nie chce od niego żadnej pomocy finansowej, poza dobrym slowem i pamięcią.
Obserwuj wątek
    • jokrk Re: pretensja o "stracone dzieciństwo" ? 25.12.11, 16:12
      okropne, mam nadzieję, że nie piszesz tego poważnie. Z twojego postu przebijają wyłącznie roszczenia, roszczenia, roszczenia. A co ty dałeś dziecku????! Poza alimentami, co było twoim prawnym obowiązkiem, bo płodzenie dzieci w cywilizowanym świecie zobowiązuje. Być może twoj syn nie jest ideałem i dobrze nie potrafi swojego życia ułożyć. Ale po pierwsze takie umiejętności w dużym stopniu wynosi się z domu, a to idzie w parze z tym, co przekazują nam rodzice. Poza tym sam swojego życia nie potrafiłeś ułożyć, bo raz że rozwód, dwa porażka jako ojciec. Więc nie wymagaj od syna tego, czego sam nie potrafisz.
      • ernest31 Re: pretensja o "stracone dzieciństwo" ? 25.12.11, 17:29
        Uważasz, że mając 47 lat można jeszcze być dzieckiem ?
        Fakt, nie dałem zbyt wiele albo jak chcesz nic ale było to w zupełnie innych warunkach, jeżeli jesteś zdolny to pojąć. Wyjazd z polski wówczas był "darem od Boga" i tylko idiota nie potrafi tego pojąć. Syn przez swój rozwód, stracił dzieci w dosłownym tego słowa znaczeniu, czyż właśnie to nie powinno skłonić go do refleksji nad postępowaniem w stosunku do swojego ojca. Sytuacja jest prawie identyczna. Jego własne dzieci go olały. Córka kazała mu wprost i dosłownie spier__lać, syn nie reaguje na telefony choć mieszkają od siebie zaledwie o kilkanaście kilometrów i nie dzieli ich żelazna kurtyna chyba, że ta z żalu po "krzywdzie jaką wyrządził ich matce". Mówi się, że jabłko nie pada daleko od jabłoni. Jaki ojciec takie dzieci. Ostanio jego żona powiedziała mi, dokładnie to samo jak pierwsza, że zostanę sam, że mnie rodzina, vide on, opuszczą. Jego już opuściły własne dziedzi a doczeka się, że i ojciec go opuści, i pozostanie na obczyźnie sam jak kołek. Ja nie wymagam od nich nic poza odrobiną szacunku dla starszej osoby. Skoro miał taki żal do ojca, jak piszesz uzasadniony od czasu gdy zaczął samodzielnie myśleć, dlaczego pisał listy, że chciałby tu do taty przyjechać ? Czyż już wówczas nie była to li tylko jego zimna kalkulacja ? Czy można to nazwać dobrym charakterem ? Ja mogę zrozumieć, że mu żal, że nie miał mamy i taty jak jego rówieśnicy ale czyż sam nie popopełnił dokładnie tego samego wobec własnych dzieci ? Ja go rozumiem dlaczego się rozeszli ale jego dzieciom to zwisa. On w ich pojąciu zostawił ich matkę, czyli ich skrzywdził. Koniec, finito. Nikt i nic tego im nie wytłumaczy. Czy taki człowiek nie powinien zrozumieć teraz swoich rodziców ?
        • andalus Re: pretensja o "stracone dzieciństwo" ? 25.12.11, 18:02
          hmm no cóż masz to na co zapracowaleś. Możesz nazwać to darem od Boga ale naprawdę syn nie widzi tej sytuacji, on po prostu może ciebie obwiniać o swoje niepowodzenie w życiu a nie siebie.
        • leda16 Re: pretensja o "stracone dzieciństwo" ? 25.12.11, 18:30
          ernest31 napisał:

          > Uważasz, że mając 47 lat można jeszcze być dzieckiem ?


          Mając i 70 lat można cierpieć głód niezaspokojonych uczuć.


          > Fakt, nie dałem zbyt wiele albo jak chcesz nic ale było to w zupełnie innych wa
          > runkach, jeżeli jesteś zdolny to pojąć. Wyjazd z polski wówczas był "darem od B
          > oga" i tylko idiota nie potrafi tego pojąć.


          Więc ja też się zaliczam do tych w twoim mniemaniu "idiotów" bo uważam, że to dzieci są darem Boga a nie pieniądze i nie mając dziecka, nie masz w swoim życiu niczego wartościowego. Ty jesteś tym z przypowieści Biblijnej - głupim sługą, któremu Pan dał talenty, żeby je pomnożył a ten roztrwonił. Roztrwoniłeś miłość swojego dziecka, naplułeś na nią, sprzedałeś jak Judasz za nędzne srebrniki, wiec nie szukaj teraz plonu z ziarna, którego zgniło.


          Syn przez swój rozwód, stracił dzie
          > ci w dosłownym tego słowa znaczeniu, czyż właśnie to nie powinno skłonić go do
          > refleksji nad postępowaniem w stosunku do swojego ojca. Sytuacja jest prawie id
          > entyczna. Jego własne dzieci go olały.



          Chcesz tu urządzać wyścigi, który w Was lepszy; ty czy twój syn? On się pogardy dla swojej rodziny i uczuć dzieci nauczył od ciebie. Ty mu przecież pokazałeś, że normalny ojciec rozwala rodzinę i porzuca dzieci, więc czemu on miałby zachować się lepiej niż ty? Wartości rodzinnych nie nauczy się z książki czy z gazety. Ty nie byłeś ich nauczony we własnym domu rodzinnym więc nie nauczyłeś swojego syna.

          Mówi się, że jabłko nie pada daleko od jabłoni.


          No właśnie...



          Jego już opuśc
          doczeka się, że i ojciec go opuści, i pozostanie na obczyź
          > nie sam jak kołek.

          Ale jakieś przyzwoite zadośćuczynienie za wyrządzone skur..o w testamencie mu chyba zapiszesz? Że go opuścisz to chyba oczywiste. Wszyscy kiedyś pomrzemy.


          Skoro miał taki żal do ojca, jak piszesz uzasadniony od czasu gdy zac
          > zął samodzielnie myśleć, dlaczego pisał listy, że chciałby tu do taty przyjecha
          > ć ? Czyż już wówczas nie była to li tylko jego zimna kalkulacja ?



          A jaka była twoja kalkulacja w mysli"...Wyjazd z polski wówczas był "darem od B
          > oga" ?

          On w ich pojąciu zostawił ich matkę, czyli ich skrzywdził. Koniec, finito.


          Dokładnie tak, jak ty zostawiłeś jego i jego matkę. Z jakiego więc powodu miałby się rozczulać nad tobą?
          • ernest31 Re: pretensja o "stracone dzieciństwo" ? 26.12.11, 10:34
            leda16 napisała:

            > On w ich pojąciu zostawił ich matkę, czyli ich skrzywdził. Koniec, finito.
            >
            >
            > Dokładnie tak, jak ty zostawiłeś jego i jego matkę. Z jakiego więc powodu miałb
            > y się rozczulać nad tobą?

            Powody były identyczne, obie się podpuściły. Różnica polega jedynie na tym, że ja z jego matką prawie od samego rozejścia się (dzięki mnie) jesteśmy do dziś na koleżeńskiej stopie, oni są zaciekłymi wrogami. Ja z domu wyniosłem prawidłowe wychowanie tzn. miałem normalną rodzinę. Rodzice doczekali diamentowych godów. U niego w rodzinie rozwody były normalnością. Jego babcia, ta co go wychowała się rozeszła, jego matka się rozeszła i to 3 razy, on się rozszedł. Co prawda "jabłko pada koło jabłoni" ale akurat ta nie jest z naszego, rodzinnego ogrodu.
            • uln Re: pretensja o "stracone dzieciństwo" ? 26.12.11, 14:36
              Dowartościowałeś się już swoim dzieckiem? To równia pochylnia. Strach pomyśleć, jakie związki będą miały twoje wnuki.
            • yoma Re: pretensja o "stracone dzieciństwo" ? 26.12.11, 20:44
              > . U niego w rodzinie

              Mówisz o swoim synu czy coś mi umknęło?
        • to.niemozliwe Re: pretensja o "stracone dzieciństwo" ? 25.12.11, 19:16
          Nie można jednoznacznie stwierdzić, ze Twoje pozostawienie rodziny ukształtowało obecnego 47-latka, ani przyczyniło się bezposrednio do jego rozbitego małżeństwa. Powszechnie uważa sie, ze są to czynniki sprzyjające, ale sa ludzie z rozbitych rodzin, którzy sami dobrze w związkach funkcjonują i sa dobrymi rodzicami.
          Niestety, ale nie zbudowałeś intymności z synem, rozumianej jako stan wzajemnego zaufania i akceptacji, a także szacunku. Obecnie dociera do Ciebie swiadomosc tego, ze samotnosc i potrzeba bliskosci moze byc takze Twoim udziałem. To po Twojej stronie jest mozliwosc podjecia proby jakies relacji z synem, ale wymagałoby to zmiany perspektywy postrzegania.
          Na mniej roszczeniową , a bardziej przyjazną. W pewnym sensie, jesli chcesz mu cos waznego od siebie powiedzieć i za coś wyrazić zal, to masz na to teraz czas. Zresztą wcale nie tak duzo. Ale musiałbyś wyjsc z relacji ojca wobec syna i spojrzec na nią z perspektywy "męzczyzna odchodzący - mezczyzna w sile wieku". Odchodzący w sensie wycofywania sie z duzej aktywnosci i sprawczosci charakterystycznej dla wieku dojrzalego.
    • leda16 Re: pretensja o "stracone dzieciństwo" ? 25.12.11, 18:08
      ernest31 napisał:

      > Syn, dziś już 47 latek, ma ciągle żal o "stracone dziciństwo" ?. A było to tak.
      > Gdy miał 3 latka rozeszliśmy się. Oboje jeszcze bardzo młodzi. Nasze małżeństwo
      > było "spontaniczną miłością" z której to powstał zupełnie nieoczekiwanie syn.



      Piszesz o tym jak o jakimś garden-party w ogrodzie i uważasz, że młodość usprawiedliwia rozpierdzielenie dziecku RODZINY?! Twój syn był jeszcze młodszy od gó...arzowatych, nieodpowiedzialnych rodziców. Ale nie zasłużył na to, co Ty mu zrobiłeś.



      > . Po pewnym epizodzie spakowałem walizkę, szczoteczkę do zębów i wróciłem do ro
      > dziców. Przez pierwsze 3 lata po wyprowadzeniu się co dwa tygodnie odwiedzałem
      > małego na kilka godzin, zabierając go na spacery, najczęściej były to chwile sp
      > ędzane w kawiarni ze znajomymi. Synek był "szczęśliwy". Po 3 latach gdy syn mia
      > ł już 6 lat, opuściłem Polskę jak się okazało na stałe.



      Taaak, najpierw dla własnej zabawy rozparzyłeś dzieciaka, przywiązałeś do siebie, a potem porzuciłeś jak bezpańskiego kundla nie troszcząc się o jego uczucia. Wiesz co facet, kup sobie psa. Wychowuj przez 3 lata, potem zostaw w schronisku. Będziesz miał wzorcowy model tego, co czuło Twoje dziecko. Psy dojrzewają szybciej niż ludzie, więc już po 2-ch latach zobaczysz u psa trwałe zaburzenia emocjonalne typowe dla utraty i porzucenia, takie, jakie ty dojrzałeś u swojego syna dopiero po 47-miu latach.


      Po opu
      > szczeniu Polski, siłą rzeczy przez następne 10 lat, jedynem kontaktem z synem b
      > yły alimenty i paczki. Listów nie pisałem wiedząc, że i tak nie będą mu czytane


      Tak, porzuciłeś 6-cio letnie dziecko, które dopiero w wieku 16-tu lat nauczyło się samo czytać a telefony jeszcze w Polsce nie istniały.


      > . W międzyczasie dostaliśmy rozwód, w konkluzji którego zostałem okrzyczany i o
      > sądzony już nie tylko jako notoryczny pijak ale i zdrajca ojczyzny z zasądzenie
      > m odpowiednich alimentów, jako że wiedzi mi się dobrze to stać mnie na płacenie


      A nie było cię stać? Ponadto, czemu odnoszę wrażenie, że w twoim przekonaniu te alimenty to twoja krzywda?


      > . Syn jako 16 latek przyjechał do mnie w odwiedziny. Spotkanie było trudne, szc
      > zególnie dla niego. Właściwie nie znany facet jako ojciec i jakoś mu zupelnie o
      > bca kobieta, do której z góry był źle nastawiony i co swoim zachowaniem dawał o
      > dczuć. Nie zrażając się tym przyjęliśmy go jak najlepiej potrafiliśmy. Wrócił d
      > o Polski, zrobił maturę, zdał na studia. Nie brakowało mu nic bo całą pomoc mog
      > liśmy już przesyłać bezpośrednio na jego nazwisko.


      Sugerujesz, że przed uzyskaniem pełnoletniości jego matka okradała go z tych alimentów? I czemu "wy"? Przecież to twój syn a nie tej kobiety, z którą się ożeniłeś.Ona do żadnej pomocy nie była zobowiązana.


      W wieku 21 lat zdecydował si
      > ę, że "chce do ojca". Przyjecha, został i tyle. Ułożył sobie życie, zdążył się
      > rozejść i ożenić powtórnie. Przez 30 lat jego tu pobytu widujemy się sporadyczn
      > ie. Stosunki z jego pierwszą żoną układały się nie tak jak powinny. Z drugą jes
      > t podobnie. Obwiniałem te kobiety ale po ostatnim wydarzeniu muszę ten pogląd z
      > rewidować. To on jest winien,


      Dokładnie tak, jak ty byłeś winien rozwalając swoją rodzinę. A drugiej żonce Bozia dzieci poskąpiła?

      On
      > ciągle jak małe dziecko, oczekuje "miłości rodziców", której nie doznał, OK, al
      > e nie rozumie, że my jej już dać nie możemy. Jesteśmy już "starzy",


      A co ma wiek do tego? Albo ktoś jest zdolny do miłości albo nie. Dzieci zwykle kocha się przez całe życie. A ty swojego syna nie kochałeś nigdy. Inaczej nie rozwaliłbyś mu rodziny dla dogodzenia własnemu egoizmowi. Więc masz jakieś szmatławe geny skutkujące niedorozwojem uczuciowym i w tym sensie dobrze, że to jedyne twoje dziecko, ale niestety twoje wnuki i prawnuki też będą z rozbitych rodzin pochodzić.


      matka 68 ja
      Po rozejściu się z pie
      > rwszą żonę, jego własne dzieci się go wyrzekły. Chyba mocno to przeżył. Nie chc
      > ą go wogóle znać a on dalej nie rozumie, że tak postępując straci też ojca, bo
      > i ja mam tego dosyć.


      On już stracił ojca 41 lat temu. Drugi raz pewnie płakał po tobie nie będzie. Ty też wtedy go straciłeś, ale bez żalu. Teraz zaś cię uwiera jak cierń w dupie i chciałbyś go wyrwać, tylko szukasz pretekstu żeby go skopać ze swojego życia jak 41 lat temu.


      Pomimo, że mieszkał u nas przez pewien czas między pierwsz
      > ą a drugą żoną, to zachowywał się jakby był w hotelu. Przez ten okres ani razu
      > nie wszedł do pokoju dziennego, gdzie ja normalnie przebywam. Zjadł obiad i zas
      > zywał się z komputerem w swoim pokoju gadając godzinami z obecną żoną.


      A o czym miałby z tobą rozmawiać? Przecież przez 10 lat od chwili porzucenia go, ty nie miałeś o czym z nim rozmawiać. Przez 10 lat nie odezwałeś się do swojego syna, nie składałeś mu życzeń świątecznych ani urodzinowych, żal było paru $ na telefon? Nie dziwota, że teraz jemu szkoda po próżnicy ozorem mielić.


      Kiedyś mi powiedział, "że na mnie czekał 10
      > lat" to ja teraz też mogę czekać.


      Pies nawet w Wigilie nic by nie powiedział :). Ale takiemu jak ty to nawet psa bym na wychowanie nie dała zwyrodniały moralnie i uczuciowo człowieku. Wyrządziłeś własnemu dziecku niepowetowaną krzywdę i jeszcze masz czelność jakieś pretensje pod jego adresem wypowiadać, jakieś roszczenia zgłaszać?!



      A ja i jego matka niczego od nich nie oczekujemy poza odrobiną zaintereso
      > wania i szacunku dla starszych ludzi,


      Szacunku?! Gdzie był twój szacunek dla rodziny, którą założyłeś, dla potrzeb dziecka, które powołałeś do życia?!
      • ernest31 Re: pretensja o "stracone dzieciństwo" ? 26.12.11, 10:47
        leda16 napisała:

        Droga ledo, odpowiadasz bardzo brutalnie, stosując ciosy poniżej pasa. Nie sądzisz, że jest ci potrzebny dobry psychiatra ?
      • rzekiprzeplynelem nie hejtuj 26.12.11, 19:15
        nie ma takiej potrzeby

        a ty ernest poszukaj pomocy w realu u ludzi ktorzy sie na tym znaja tu trafisz na hejterow i glupio- madrych

        jestes starszym czlowiekiem po co ci sie narazac na kontakt z takimi ludźmi
    • juliaiga Re: pretensja o "stracone dzieciństwo" ? 25.12.11, 19:04
      Kiedyś w miesięczniku psychologicznym Sens był artykuł o pewnej kobiecie,była wychowywana bez rodziców,miała przeszło 80 lat i dorosłą córkę która miała już rodzinę.Córka tej pani poszła do psychologa bo miała z nią problem-matka ciągle wracała do dzieciństwa,cokolwiek córka nie zrobiła(a bardzo się starała)matka narzekała że "sierocie takich rzeczy się nie robi" a chodziło o drobiazgi.Córka poszła do psychologa żeby ten poradził co ma robić z tą 80-letnią sierotą bo matka ciągle siedziała w dzieciństwie.No i psycholog odpowiedział w ten sposób-matka przeżyła traumę,ten stan ta trauma powinna być przepracowana terapeutycznie z psychologiem i ten etap powinien być zamknięty.Nikt z nią tej traumy nie przepracował i ona pozostała dalej sierotą chociaż dzisiaj ma przeszło 80 lat.
      U Ciebie jest podobnie,syn pewnie przeszedł traumę,nie wiesz jak on to przeszedł emocjonalnie bo on tylko chce wynagrodzenia od Ciebie na różnoraki sposób-nie szanuje Twojej partnerki,nie szanuje swoich dzieci i myśli że ma do tego prawo,robi dziwne rzeczy i myśli że jeśli jest pokrzywdzony to ma prawo krzywdzić cały świat do okoła i zero odpowiedzialności a to nie tak.On przeszedł traumę ale Ty powinieneś zaprowadzić go do psychologa żeby przepracował z nim dzieciństwo.Taki psycholog siądzie z nim i on już będzie wiedział co z nim zrobić,on to zamknie że tak się wyrażę książkowo "urodzi się na nowo":)
    • paco_lopez Re: pretensja o "stracone dzieciństwo" ? 25.12.11, 19:17
      ja gdzieś po piątą klepką czuję, że kibel rodzi kibel. karma coma jamaica and roma.
    • sabinac-0 Re: pretensja o "stracone dzieciństwo" ? 25.12.11, 19:43
      ernest31 napisał:

      > . Po pewnym epizodzie spakowałem walizkę, szczoteczkę do zębów i wróciłem do ro
      > dziców.

      Ot, tak sobie?

      > co dwa tygodnie odwiedzałem
      > małego na kilka godzin, zabierając go na spacery, najczęściej były to chwile sp
      > ędzane w kawiarni ze znajomymi.

      Popijawy?

      > Listów nie pisałem wiedząc, że i tak nie będą mu czytane

      Skad wiedziales?

      > . zostałem okrzyczany i o
      > sądzony już nie tylko jako notoryczny pijak ale i zdrajca ojczyzny

      Jednak popijawy...

      > z zasądzenie
      > m odpowiednich alimentów, jako że wiedzi mi się dobrze to stać mnie na płacenie

      A bylej zonie jak sie wiodlo?
      Miala na utrzymanie WASZEGO syna?
      Z poprzednich twych wzmianek wnioskuje, ze musiala duzo pracowac - masz pretensje ze "faktycznie wychowywali dziecko dziadkowie".
      W sumie ghanz pomada kto wychowywal: moze matka, moze dziadkowie - ty nie.
      Ty w tym czasie obraziles sie i wyniosles, prowadziles zycie towarzyskie, wyjechales, nie pisales listow i... miales pretensje o wysokosc alimentow.

      > Stosunki z jego pierwszą żoną układały się nie tak jak powinny. Z drugą jes
      > t podobnie. Obwiniałem te kobiety ale po ostatnim wydarzeniu muszę ten pogląd z
      > rewidować. To on jest winien,

      A jaki wzorzec meza i ojca wyniosl z rodzinnego domu?
      Czy przypadkiem nie taki, ze ojciec wyprowadza sie jak mu cos nie pasi, ciaga dziecko po knajpach, nie pisze listow i miewa sporadyczny kontakt?
      Od kogos sie chlopak uczy bycia mezczyzna. Jaki belfer, taki uczen.

      > Jest mile widziany ale co można mu dać więcej ?

      Teraz to juz chyba nic.

      > Po rozejściu się z pie
      > rwszą żonę, jego własne dzieci się go wyrzekły.

      Ty miales wiecej szczescia. Dziekuj za to Bogu i synowi - i nie marudz.

      > Dla ojca
      > nie miał chwili czasu.

      A ile chwil ty poswieciles jemu?

      > Kiedyś mi powiedział, "że na mnie czekał 10
      > lat" to ja teraz też mogę czekać.

      W sumie ma racje.

      > poprosiłem synową o odrobinkę pomocy w ciągu dnia.

      Jakim prawem zadasz od obcej kobiety, by cie za darmo obslugiwala? Przeciez ona na pewno ma prace i wlasnych rodzicow, trudno by zasuwala po godzinach przy tesciu.
      Nie wciskaj, ze po X latach na zachodzie nie stac cie na wynajecie na kilka godzin pielegniarki.

      > A ja i jego matka niczego od nich nie oczekujemy poza odrobiną zaintereso
      > wania i szacunku dla starszych ludzi, mimo, że matce nie wiedzie się w Polsce n
      > ajlepiej to nie chce od niego żadnej pomocy finansowej, poza dobrym slowem i pa
      > mięcią.

      Nie "odrobiny szacunku" tylko darmowej obslugi na skinienie.
      P.S. Od bylej wyniosles suie ze szczoteczka do zebow prawie pol wieku temu a potem kwasiles sie o alimenty, nie udawaj zatem ze tak sie troszczysz o jej dobrobyt. Takie gadki zostaw dla prawnukow, choc i one chyba nie uwierza.

      Podsumowujac: twoj przypadek potwierdza regule, ze dzieci sa jak komputer - co wlozysz,, to wyjmiesz.
      Przykro mi, masz przechlapane.
    • lfi "stracone dzieciństwo" 25.12.11, 23:08
      Syn, dziś już 47 latek, ma ciągle żal o "stracone dziciństwo" ?.

      ===

      To stracone dziecinstwo to ogromna tesknota dziecka za swoim ojcem. Juz dwulatki wychowywane bez tatusiow, zazdroszcza w zlobku dzieciom majacym tatusia. Malutkie dzieci zauwazaja brak tatusia w ich zyciu, a co dopiero 6-letnie dziecko.

      Twoj syn tesknil latami za toba. Az w koncu to uczucie w nim "zamarzlo" tak bym to niezrecznie okreslila. I przeksztalcilo sie w obojetnosc.

      Nikt z nas nie jest rodzicem pelnym perfekcji a nawet, gdy sie staramy jak najlepiej dla nich to one, dzieci, maja swoje sposoby, aby nas ocenic na swoj sposob widzenia. Idealnych rodzin po prostu nie ma.

      Badz ojcem choc raz. Przepros syna za to ze czekal latami. Okaz skruche, zupelnie nie oczekujac ze nagle cos sie w nim zmieni. Wszak milosc w swojej czystej formie, jest bezinteresowna.
      • moniapoz Re: "stracone dzieciństwo" 25.12.11, 23:29
        świetnie napisane, brawo!
        ------
        Tylko tu i teraz ja wybieram. Tylko tu i teraz jestem.
        Tylko tu i teraz całym sercem więcej szans nie będzie.
      • ernest31 Re: "stracone dzieciństwo" 26.12.11, 11:35
        lfi napisała:

        > Badz ojcem choc raz. Przepros syna za to ze czekal latami. Okaz skruche, zupeln
        > ie nie oczekujac ze nagle cos sie w nim zmieni. Wszak milosc w swojej czystej
        > formie, jest bezinteresowna.

        Robiłem to wielokrotnie, nic nie skutkuje, ile razy można ?

        Apropos innego postu. Otóż przez te wsyzstkie lata, gdy był jeszcze w Polsce, w moim imieniu na tyle na ile było to możliwe zaimowali się synem moi rodzice. Ojciec regularnie, co dwa tygodnie zabierał wnuczka do siebie, czytal moje listy do niego i dawał prezenty jakie jemu przesyłaliśmy. Tak, przesyłaliśmy bowiem moja druga żona "pokochało " go jak własnego syna, nie zmieniło to się nawet wówczas gdy urodziła naszego i trwa do dziś. Do rozwodu i wyroku sądowego o alimentach, moi rodzice co miesiąc przekazywali mu alimenty, wówczas 600 zł. Czy jego matce zmieniły się warunki gdy się wyprowadziłem ? tak, zmieniły się i to radykalnie. Przez 3 lata naszego małżeństwa żona nie pracowała, tylko i wyłącznie na prowadzenie domu i wychowanie syna dostawała 2500 zł. Przypomnę były to lata 60 - dzisiąte. Była to bardzo dobra pensja. Nasze rozrywki a lubiła się bawić, czyli częste bywanie w restauracjach, ówczesnych dyskotekach i wojaże po Polsce, opłacałem ja z moich innych dochodów. Zetem warunki jej życia musiały się zmienić. O ile mi wiadomo, później już nigdy nie znalazła takiego drugiego idioty do sponsorowania jej stylu życia, pomimo jej urody i atrakcyjności. Po moim odejściu miała widocznie pecha. Mimo lat do dziś jest atrakcyjna i nie muszę się wstydzić gdy idziemy na obiad. Spotykamy się zawsze gdy jestem w Polsce, o ile mi czas pozwala niemalże codziennie. Syn będąc w Polsce nie zaprosił matki nawet na lody. Daje jej zawsze "prezent od syna" prosząc, żeby mu nie dziękowała bo on tego nie lubi, bo to go krępuje. On o tym wie, żadnej z jego strony reakcji, jego żony tak jedna jak i druga nie mogą się nadziwić dlaczego taki jestem, dlaczego ja to robie. Dlaczego nigdy nie powiedziałem złego słowa na jego matkę. Co mam jeszcze robić ? To trwa już ponad 36 lat. Obawiam się, że moja rezygnacja nabiera rozpądu. Nigdy o tym nie myślałem ale nadchodzi czas aby i to uregulować. Testament. Zaczynam mieć wątpliwości czy coś mu się należy. Tak wiem co napiszecie ale ja nie uważam, że to jest z atomatyzmu mimo, że prawo tak stanowi. W dzisiejszym, materialnym świecie "coś za coś", nic nie ma darmo a mogę odejść bardzo ubogo.
        • lfi Re: "stracone dzieciństwo" 26.12.11, 13:45
          Testament. Zaczynam mieć wątpliwości czy coś mu się należy. Tak wiem co napiszecie ale ja nie uważam, że to jest z atomatyzmu mimo, że prawo tak stanowi. W dzisiejszym, materialnym świecie "coś za coś", nic nie ma darmo a mogę odejść bardzo ubogo.
          ===
          Trudna jest ta twoja cala relacja z synem, bo w niej mnostwo wzajemnych oskarzen.
          Poza tym, syn ma swoj wlasny charakter i inne czasy go ksztaltowaly, inni ludzie mieli wplyw na to kim jest teraz. Zadne pieniadze i nigdy, nie zastapia milosci i w sumie tak realnie, sa czasem wrecz niczym.

          W niektorych sytuacjach, nalezaloby wyjsc poza schematy swojego myslenia, aby zobaczyc prawde o zyciu, jakie sie stworzylo dla siebie i swoich bliskich.
          Najgorsze w tym wszystkim jest to, ze nie ma recepty na dobre, czy wrecz idealne relacje w rodzinie. I nawet w rodzinach, gdzie rodzice z siebie wychodza, aby dzieciom dogodzic i je stawiaja na pierwszym miejscu i tak pozostaja ze strony wlasnie tych dzieci- niezrozumiali, oskarzeni o duze, a jak sie pozniej okazuje, dosc male przewninienia. Wszak potrzeba milosci u kazdego czlowieka jest inna i ksztaltuje sie wraz z jego/jej, calym rozwojem psychiczno- emocjonalnym.
          Aby zrozumiec innych nalezy najpierw umiec zrozumiec siebie. Czasami relacje ksztaltuja sie latami. Czym bardziej przykre i bolesne tym moga miec szanse na uksztaltowanie sie w strone lepszych i pozytywnych, dla wszystkich.

          Co do testamentu to mam odmienne zdanie. Dzieci powinno sie bylo dzielic rowno, zawsze, a szczegolnie podkreslic to w testamencie. Wlasciwie, nic nie przypisujac synowi pokazujesz mu jak bardzo mial syn racje na twoj temat. Podkreslasz tym bardziej jego przekonanie i poglebiasz jego problem, w tym rozczarowanie na najblizszej mu osobie, co jeszcze bardziej hamuje jego rozwoj emocjonalny.

          Mozliwe, ze sie nigdy nie dogadacie, jednak muisz zrozumiec ze wasze relacje najwiecej ksztaltuje terazniejszosc. Moze tez i nadszedl czas, aby wyzwolic sie z wyrzutow sumienia i innych spraw. A takze odrzucic schematy myslowe: "ze oto taki i taki powinien byc ojciec, a taki i taki powinien byc syn."

          Dobre jest to, ze on mieszka tak blisko. Gdyby relacja byla calkiem beznadziejna, nie mieszkalby prawie pod twoim okiem.:-)
          • ernest31 Re: "stracone dzieciństwo" 26.12.11, 15:38
            lfi, miło wymienia się z tobą te zdania.
            Ja nie szukam pociechy ani wytłumaczenia dla swojego postępowania. Napisałem ten wątek sądząc, iż bywają tu psycholodzy, do których roli nie należy oskarżanie a pomoc w trudnej sytuacji.

            > Dobre jest to, ze on mieszka tak blisko. Gdyby relacja byla calkiem beznadziejn
            > a, nie mieszkalby prawie pod twoim okiem.:-)
            Wydaje mi się, że to jest jedną z przeszkód. Gdy miał się żenić z nową, proponowałem aby kupił dom w pobliżu. Sądziłem, że w pierwszym okresie pobytu ta nowa może czuć się obco i samotnie w nowym otoczeniu nie mając znajomych i nie znając języka. Łudziłem się, że będzimy mogli jej to ułatwić, że automatycznie będzie chciała mieć kontakt z nami, z moją żoną, w sumie prawdziwa teściowa czy przyszywana to dla niej powinno być wszystko jedno. I co ważne, nie będzie narażona na przypadkowe spotkanie z byłą żoną jej obecnego męża a ja wiem, że do przyjemności by to nie należało. Tu też się pomyliłem. Od samego początku kontakty były sporadyczne. Teraz jestem pewien, że to syn te kontakty ograniczał. Poprostu nie chciał aby jego żona była z nami bez niego. Bądąc u nas, synowa nawet na papierosa nie może wyjść z "teściową" bez męża. Jest nie do pomyślenia aby przy stole usiedli nie obok siebie. Gdy kiedyś chciałem ich "rozdzielić", posadzić towarzystwo na przemian to spotkałem się z ich ostrym sprzeciwem. Ja, mimo mojego wieku jestem bardzo nowoczesny a właściwie konserwatywno-nowoczesny tzn. uwielbiam tradycje wplecione w nowe ramy równocześnie będąc wyznawcą, że do tanga trzeba dwoje. Ludzie dorośli pomimo takich czy innych przejść, muszą myśleć inaczej niż będąc dziećmi, życie to wieczny kompromis. Zasłanianie się przyżyciami jest w moich oczach mało poważne i do niczego prowadzi. Tak rozumują ludzie słabego ducha. Jak pisałem, syn chciał przyjechać do ojca z czystego wyrachowania i byłbym skłonny to akceptować gdyby był do końca konsekwentny. Można by się czegoś trzymać a tak nie wiadomo o co mu chodzi. Charakter, zły charakter a nie stracone dzieciństwo. Dzieci po latach, często odrzuceni przez kobietę, która urodziła czy ojca, który porzucił, odszkują ich aby w dorysłym już wieku choć troszkę nadrobić stacony czas. Dowiedzieć się dlaczego tak się stało, dlaczego do tego doszło. Syn nigdy mnie nie spytał: tato dlaczego wasze drogi się rozeszły, dlacze musiałem rosnąś bez was. Nie, on woli tkwić w traumie i nosić się z żalem, że się urodził. To zły charakter. To zły człowiek.
            Jego własne dzieci go olały. Córka, teraz 18 lat, kazała mu spier__lać. On nic nie zrobił w kierunku jej odzyskania, nic. Ładną ma żonę i zapewne woli patrzeć jej w oczki, trzymać za rączkę niż twardo walczyć o własne dzieci. No tak, najlepiej i najłatwiej mieć pretensje za własne stracone dziciństwo, wiedząc, że ojciec jest na wyciągniącie ręki, że ojciec co prawda jest wybuchowy, czasami cyniczny, czasami ironiczny ale mu to szybko przechodzi, że na niego można liczyć, że od syna poza odrobiną szacunku nic nie potrzbuje.
            • to.niemozliwe Re: "stracone dzieciństwo" 26.12.11, 16:15
              Tu nie ma dyzurnych psychologow do udzielania porad, tylko jest to forum dyskusyjne.
              Nie do konca rozumiem, co chcesz uzyskac? Bo jesli narzedzie wplywu na syna, to utraciles je zaprzepaszczajac etap zaprzyjazniania sie, jaki kazdy rodzic powinien przerobic w stosunku do swojego dziecka, gdy jest na progu doroslosci.
              Jezeli chcesz uslyszec, ze cechy charakterologiczne syna sprawiaja, ze sobie z jakims wycinkiem rzeczywistosci nie radzi, to moze tak byc, ale to nie zwolni Cie z poczucia winy, ze Cie w jego zyciu nie bylo.
              Ty ciagle chcesz go wychowywac, zeby robil to, co Ty uwazasz za sensowne i wlasciwe. A jak nie robi i nie okazuje szacunku, to "jest zly czlowiek" i nie dostanie nic w testamencie.
              Sam piszesz o sobie, ze jestes nowoczesny, to badz jego przyjacielem. Wspieraj, pomagaj i akceptuj, a nie wymagaj i oczekuj.
              Rozumiem, ze to trudne, ale los meski to jest ciagle zmaganie sie z widmem samotnosci. I tej samotnosci nie mozna sie bac, bo obarcza sie innych, bliskich odpowiedzialnoscia za samotnosc, a ona jest wpisana w nasz los. Jak sie zaakceptuje niedoskonalosc, samotnosc i smiertelnosc, to wszystko inne przestaje miec znaczenie. Nawet to, ze syn na urodziny nie zadzwoni.
              • ernest31 Re: "stracone dzieciństwo" 26.12.11, 19:02
                Tu nie chodzi o dyżurnych psychologów a właśnie o forum dyskusyjne ale na jakimś przywoitym, współczesnym nie klerykalnym poziomie. Takich przypadków są tysiące ale wiele też innych, kiedy to dzieci świadomie poszukują rodziców i straconego dzieciństwa, próbując wniknąć w ówczesną ich sytuację, dojść do powodów dlaczego ich dzieciństwo było stracone bez wylewania żółci żalu. W sumie to przeszło, minęło i tego już nikt nie odwróci, czasu nie da się zatrzymać ani powtórzyć. W miejsce mielenia w kółko tego samego błota, należy poszukiwać miejsca suchego. Kolei losu naszej wędrówki po tym świecie jest taka, że jest się młodym, dorosłym a potem starym. Każdy będzie musiał tą drogą przejść jeśli dożyje tak długo i każdy powinien zdać sobie z tego sprawę. Moi rodzice mogli być zawsze pewni do ostatnich chwil swego życia, że jeśli zajdzie taka potrzeba to pomimo dużych odległości w kilometrach ich synowie będą przy nich, nie z pomocą finansową, tej nie potrzebowali ale będą fizycznie, niezależnie od aktualnego nazwijmy to "stanu duchowego". Dla nas, dla mnie i brata szacunek dla rodziców był sprawą priorytetową a teraz po ich odejściu, wzajemnie dla siebie.
                Ktoś napisał, a niby to z jakiej racji żona syna miałyby pomagać, w tamtej konkretnej sytuacji za darmo, pewnie mnie stać na płatną pielęgniarkę. Niby racja, stać ale kiedy przychodzi do nas to trzeby jej podać obiad na talerz i coś do picia bez wystawiania rachunku. To jak to jest ? Wówczas była poproszona tylko o obecność i nic więcej. Poprostu fizyczną obecność w domu teścia, który wyszedł ze szpitala po operacji serca. Nie pracuje, ma dużo czasu, żle im się nie powodzi, mają wszysko, własny dom, samochód, urlopy na Kanarach, żyją godziwie.
                • sabinac-0 Re: "stracone dzieciństwo" 26.12.11, 20:09
                  ernest31 napisał:

                  > to przesz
                  > ło, minęło i tego już nikt nie odwróci, czasu nie da się zatrzymać ani powtórzy
                  > ć.

                  Ale zapomniec sie nie da ot tak.

                  > W miejsce mielenia w kółko tego samego błota, należy poszukiwać miejsca such
                  > ego.

                  To twoja koncepcja. Byc moze twoj syn ma inna.
                  Warto to uszaniowac, zamiast doszukiwac sie dowodow na rzekoma bezwartosciowosc syna jako czlowieka.

                  > Moi rodzice mogli być zawsze pe
                  > wni do ostatnich chwil swego życia, że jeśli zajdzie taka potrzeba to pomimo du
                  > żych odległości w kilometrach ich synowie będą przy nich, nie z pomocą finansow
                  > ą, tej nie potrzebowali ale będą fizycznie, niezależnie od aktualnego nazwijmy
                  > to "stanu duchowego".

                  Oni, i sadze ze rowniez ty, jako dzieci mogli na to liczyc u rodzicow - ze rodzice beda przy nich, fizycznie i nie tylko z pomoca finansowa, niezaleznie od "stanu duchowego".
                  Nie da sie ukryc, ze oczekujesz od syna czegos, czego w swoim czasie nie uznales za stosowne dac mu.

                  > Ktoś napisał, a niby to z jakiej racji żona syna miałyby pomagać, w tamtej konk
                  > retnej sytuacji za darmo, (...) była poproszona tylko o
                  > obecność i nic więcej. Poprostu fizyczną obecność w domu teścia, który wyszedł
                  > ze szpitala po operacji serca.

                  A dlaczego akurat ona?
                  Przeciez pisales, ze masz tez dzieci z drugiego malzenstwa, duzo lepsze, ladniejsze, milsze itd.
                  Czemu ich i ich wspolmalzonkow nie prosisz tylko czepiles sie jak rzep zony tego akurat syna, ktorego za mlodu zwyczajnie olales a teraz uwazasz za nieudacznika?

                  > Nie pracuje, ma dużo czasu, żle im się nie powo
                  > dzi, mają wszysko, własny dom, samochód, urlopy na Kanarach, żyją godziwie.

                  To jej sprawa, co robi ze swoim czasem, nie masz prawa jej wypominac ani domagac sie by cie obskakiwala.

                  Rodzina to nie chlopcy na posylki ze jak ich nie potrzebuje to pupe w troki i spadam a jak potrzebuje to obraza ze nie przylatuja na gwizdek.

                  --------------
                  Wlasciciele jamnikow dziela sie na dwie kategorie. Jedna to ci, ktorzy spia z psem. Druga to ci, ktorzy sie do tego nie przyznaja.
                • lfi Re: "stracone dzieciństwo" 26.12.11, 20:12
                  Masz racje. Tu chodzi o jakies ludzkie zachowanie i szacunek wobec czlowieka. Napewno tez umiejetnosc wnikliwego zrozumienia, a nie wzgardy, tak jakby to co sie stalo bylo tak wielka tragedia, ze nie dajaca sie pogodzic z rzeczywistoscia, a rane rozdrapywac latami.

                  Tak sobie mysle, ze moze przydalaby sie Tobie jakas rozmowa z kims kto zna dobrze relacje pomiedzyludzkie i choc w ciszy wyslucha. Ktos zyczliwy i madry. Dzis najtrudniej o ludzi, ktorzy potrafia sluchac. Juz sama mozliwosc swobodnego wygadania, jest duza ulga.

                  Zycze Tobie i twoim najblizszym pojednania i pokory wobec zycia oraz niespodzianek, jakie ze soba zycie niesie. A Tobie szczegolnie duzo zdrowia i wielu spokojnych chwil w zyciu.
                  • ernest31 Re: "stracone dzieciństwo" 26.12.11, 21:15
                    Halo ifi

                    Serdecznie dziękuję. Dziękuje ci za ciepłe słowa i sympatyczne życzenia.
                    Jestem człowiekiem silnym psychicznie ale czasami odczuwam potrzebę wygadania się, tymbardziej w ojczystym języku. Polskie Forum daje taką możliwość. Głosy krytyki wcale mi nie przeszkadzają, wrącz przeciwnie, pobudzają do rozmysłów. Miejscowi znajomi z racji mentalnościowej nie są w stanie tego zrozumieć. Normalnie nie ma tu takich problemów. Tu dzieci wychowujących się bez obojga rodziców jest bez liku. Tu rozwód nie jest żadnym wyskokiem natury a wręcz codziennością. Bywają sytuacje problematyczne ale nikt tego nie wiąże z rozwodem, z trudnym czy straconym dzieciństwem a raczej z psychiką młodego człowieka. Najczęściej dzieci wychowujące się z przyszywanym ojcem gdy dorosną, chcą poznać tego prawdziwego gdy go nie miały okazji poznać wcześniej. Mówi się dużo o dzieciach, wychowaniu ale nie słyszałem jeszcze o "straconym dzieciństwie". Tu nie traktuje się małżeństwa jako coć danego od Boga ale związek zawarty prywatnie przez dwie indiwidualności. Najczęściej rozwód traktuje się jako krok z mottem: dbanie o dobro dzieci.
                    Z synem rozmawiamy po polsku i dlatego ten mój wątek na polskim forum.
                    Jeszcze raz serdeczne dzięki i pozdrawiam.
                    • lifeisaparadox Re: "stracone dzieciństwo" 27.12.11, 03:03
                      Witam

                      Tak poczytałem w temacie i nasuwa się na pierwszą myśl to że pana syn jest nacechowany poczuciem odrzucenia, bycia niechcianym i w pewien sposób zdominowało to jego myślenie, funkcjonowanie. W psychologii istnieje coś takiego jak uprzedzanie faktów, czyli np. ktoś kto czuje się niechciany, prowokuje swoim zachowaniem (często nieświadomym, zaciemnionym) do tego aby się to ziściło. W ten sposób faktycznie do tego doprowadza, eskalacja tego męczeństwa w sposób prowokacyjny, rzutująca na inne sfery życia.
                      Może nawet świadomie próbuje wzbudzić w Panu poczucie winy za te swoje wszystkie doznane krzywdy i odrzucenie poza możliwością kompensaty. Nie znam się na tego typu problematyce rodzinnej w sposób stricte psychologiczny, ale z jednej strony jest to jego sposób na funkcjonowanie i pozyskiwanie uwagi, zapomogi. Z drugiej zaś bardzo niekorzystne podejście w sferze socjologicznej.
                      Niestety nie wiem jakie są sprawdzone metody postępowania w takich przypadkach, bardziej oscyluje to w tematyce PAS (Parential Alienation Syndrome - zespół alienacji rodzicielskiej). Może też być powiązane z identyfikacją syna z panem jako ojcem (bardzo ważna kwestia z punktu psychologicznego). Każdy facet ma wzorzec, swojego ojca, Pana syn ma wzorzec który odrzuca, neguje, dewaluuje, krytykuje i obwinia, a jednocześnie takie postępowanie uderza w niego samego jako obraz siebie samego-ojca którego najbardziej przypomina biologicznie, z którym się świadomie czy podświadomie identyfikuje. Więc odrzuca też samego siebie.
                      To jakby po prostu tłumaczy jego zachowanie, z jednej strony odrzuconego przez tatę męczennika, z drugiej człowieka który nic z tym nie robi chociaż ma szeroko otwartą furtkę do poprawienia i wzmocnienia kontaktu z Panem. On ma po prostu tonę agresji do swojego ojca, do siebie samego. Tutaj też jest zachowana zasada projekcji ja-ojciec, ojciec-ja wokół problemu odrzucenia.

                      Generalnie najważniejszą sprawą i nie gmatwając za bardzo w pojęciach, jest naprawienie relacji z synem. Tyle że taką radę powinien otrzymać Pana syn, gdyby szukał pomocy u psychologa, bez dwóch zdań było by to na pierwszym miejscu w jego terapii.
                      Tak samo kwestia waszego rozstania z jego matką powinna być obiektywna, a nie indoktrynowanie syna od małego koncepcją krzywdy jaką wyrządził jej mąż, tutaj się własnie kłania być może celny syndrom PAS.
                      No tyle z mojej strony, powiedziałem co wiedziałem.
    • nextvivi Re: pretensja o "stracone dzieciństwo" ? 26.12.11, 01:27
      Ja się podpisuję pod wypowiedziami moich przedmówców.

      Czytając Pana post odnoszę wrażenie, że uważa Pan iż z uwagi na Pana wiek należy się panu szacunek (ze strony Pana syna) jak psu kiełbasa.
      Moim zdaniem dziecko 6 letnie może się poczuć bardzo skrzywdzone skoro ojciec porzuci go na 10 lat. Czy Pan wie ile Pana syn musial przejść ciężkich chwil w tamtym okresie? Tym bardziej chłopczyk który potrzebuje ojca jako wsparcie i wzorzec.
      • animus_anima Re: pretensja o "stracone dzieciństwo" ? 26.12.11, 20:01
        Przeczytałam wątek,

        Leda - trafnie, odważnie, ale czasem popadasz w ekstremum, pewnie sama projektujesz własne emocje, dużo przeszłaś,
        co nie oznacza, że ludzie tu na forum nie posiadają kompetencji w doradzaniu, ktoś z boku widzi i każda perspektywa jest ważna

        pan autor wątku strasznie siebie idealizuje, ustawia się w pozycji ofiary, baa, idealizuje nawet swoich własnych rodziców, uważa, że miał normalny dom, ale to, że rodzice byli razem, osiągnęli długi staż nie oznacza, że nie zapodawali destrukcyjnych schematów,
        dysfunkcja rodzi się nawet w tych normalnych domach
        skóra mi cierpnie, jak czytam, że wymaga pan szacunku dla siebie, w obliczu faktu, że z uczuciami wówczas małego dziecka - własnego syna pan się nie liczył,
        właściwie, to wymiotować mi się chce, tyle, że ja mam swoje własne - w trakcie przepracowywania emocje względem własnego (nie)ojca, więc trzeba brać poprawkę na to, co piszę,
        Podobnie, jak pan uważa się za dobrego ojca, bo np. zabierał mnie na spacery, to w czasie kiedy formalnie był mężem mojej matki, po rozwodzie olał i porzucił, jak psa - używając analogii Ledy,

        myślę, że autor maskuje potężne wyrzuty sumienia,
        czasem otrzymam jakiś znak od (nie)ojca, np. jak jest pijany, dzwoni, że zostało mu mało czasu, że jest chory, obrzydliwe,
        nigdy nic od niego nie chciałam i nie będę chciała

        wcale nie chodzi w tym wszystkim panu o własnego syna, tylko o pana,
        tylko i wyłącznie,
        nie wiem, kto bardziej z was rozdrapuje rany, myślę, że pan
        i szkoda, że nawet w tym wieku, w którym pan jest obecnie nie chce pan wziąć odpowiedzialności za sytuację, przecież nie chodzi o znalezienie winnego, trzeba
        potrafić widzieć, ale pan nie chce, może wkrada się duma, lęk przed niechcianymi uczuciami,


        szkoda
    • gadagad Re: pretensja o "stracone dzieciństwo" ? 26.12.11, 23:24
      Ludziu kochany, w co ty się dajesz wkręcać, w twoim wieku? Życie nie jest idealne, można wynieść traumy z dzieciństwa, bo nikomu nie jest dana święta rodzina, ale dorosły człowiek sam je rozwiązuje na swój koszt, i rozum. Nie odpowiadasz za psychikę faceta pod piędziesiątkę. To już nie jest twój syneczek. Ty, może straciłeś, że się nie bawiłeś ze swoim dziesięciolatkiem, twoja nie do naprawienia strata. Ale on , po osiągnięciu dorosłości, jeśli miał świadomość traumy, która mu przeszkadza w życiu, musiał ją rozwiązać sam. Na nikogo tego zrzucać nie może. Co w ogóle ma się naprawiać? Chce znać ojca, jest dorosły, albo tego człowieka, w takim, lub większym stopniu do życia przyjmuje, albo mówi, jesteśmy obcy, nie ma na czym tworzyć.On już nigdy nie będzie dzieckiem, a ni ty młodym tatusiem od niemowląt. Możecie stworzyć relacje tu i teraz, w ramach tego czym jesteście w tej chwili i tylko z tego punktu. Albo kup pieluchy i ramach nawiązania kontaktu rok go przewijaj.
      • lejdi111 Re: pretensja o "stracone dzieciństwo" ? 27.12.11, 15:53
        ja byłam kiedyś porzucona przez jednego rodzica i chodźby na głowie stawał i Bóg wie co robił aby mi wynagrodzić dzieciństwo ja mu nigdy tego nie wybaczę. Wiem, że gdybym wychowywała się w pełnej szczęśliwej rodzinie dziś byłabym zupełnie inną osobą.


        "Są dwa światy i jedno słońce, które u nas coś słabo grzeje
        Ty masz pewnie dużo pieniędzy, ja nadzieje"
        • ernest31 Re: pretensja o "stracone dzieciństwo" ? 27.12.11, 16:33
          lejdi111 napisała:

          > ja byłam kiedyś porzucona przez jednego rodzica i chodźby na głowie stawał i Bó
          > g wie co robił aby mi wynagrodzić dzieciństwo ja mu nigdy tego nie wybaczę

          ależ droga lejdi, to nie po chrześcijańsku, Jezus Judaszowi wybaczył, nasz ukochany Papierz swojemu katowi wybaczył a ty tak się zawzinasz, że cię jeden rodzic porzucił ? a jakie ty masz prawo do decydowania o szczęśliwości rodziców, na jakiej podstawie ty uzurpujesz sobie prawo do szczęścia innego człowieka ?

          A jak odniesiesz się do takich przypadków, których jest może więcej niż tych porzuconych:
          dziecko wychowywali rodzice a mimo to ma olbrzymie pretensje za złe wychowanie ?
          Czy nie sądzisz, że pretensja lub wdzięczość to bardzo indiwidualna sprawa i zależna jest od charakteru człowieka a nie od wychowania ?

          • animus_anima Re: pretensja o "stracone dzieciństwo" ? 27.12.11, 17:16
            > ależ droga lejdi, to nie po chrześcijańsku, Jezus Judaszowi wybaczył, nasz ukoc
            > hany Papierz swojemu katowi wybaczył a ty tak się zawzinasz, że cię jeden rodz
            > ic porzucił ? a jakie ty masz prawo do decydowania o szczęśliwości rodziców, na
            > jakiej podstawie ty uzurpujesz sobie prawo do szczęścia innego człowieka ?

            po co stosujesz takie uogólnienia? właśnie z tego rodzą się depresje,
            widocznie tak czuje, wybaczenie na przykładzie opisanych relacji
            ma się nijak do relacji porzuconego dziecka i wszelkich wypartych uczuć,
            masakra,
          • sabinac-0 Re: pretensja o "stracone dzieciństwo" ? 27.12.11, 17:29
            ernest31 napisał:

            > ależ droga lejdi, to nie po chrześcijańsku, Jezus Judaszowi wybaczył, nasz ukoc
            > hany Papierz swojemu katowi wybaczył a ty tak się zawzinasz, że cię jeden rodz
            > ic porzucił ?

            Jesli chcesz poprosic syna o wybaczenie, po prostu zrob to a nie baw sie w jezdzenie po sumieniu obcych ludzi.

            > A jak odniesiesz się do takich przypadków, których jest może więcej niż tych po
            > rzuconych:
            > dziecko wychowywali rodzice a mimo to ma olbrzymie pretensje za złe wychowanie
            > ?

            To nie jest przypadek twojego syna, po co sie do niego odnosic?

            > Czy nie sądzisz, że pretensja lub wdzięczość to bardzo indiwidualna sprawa i za
            > leżna jest od charakteru człowieka a nie od wychowania ?
            >
            Mam wrazenie, ze piszesz anionimowej forumowiczce to, co chcialbys powiedziec synowi ale sie nie zdobyles.
            • animus_anima Re: pretensja o "stracone dzieciństwo" ? 27.12.11, 17:46
              porażający brak samoświadomości,
              kończę ten wątek, nie chcę się już denerwować,
              co więcej, autor zupełnie nie odnosi do siebie NICZEGO,
              • ernest31 Re: pretensja o "stracone dzieciństwo" ? 27.12.11, 18:35
                Słusznie. W imię czego masz się denerwować, problem nie jest twój.
                Kulturalna wymiana poglądów nie powinna polegać na nerwach ale racjach i argumentach.
                Nie ma jednej, jedynej racji. Coś takiego nie istnieje.
                Padło tu wiele brutalnych słów pod moim osobistym adresem. Pytam w imię czego ? Skąd możesz wiedzieć, że to autentyczny przypadek a nie autorski scenariusz dla poruszenia niewątpliwie istniejącego problemu i często polskiego kołtuństwa ?
                Czy my Polacy naprawdę nie potrafimy normalnie rozmawiać, nawet wówczas kiedy mamy radykalnie różne poglądy ? Besztanie kogoś za to, że ma inne zdanie niż ja, że widzi świat inaczej niż ja, jest bardzo primitywnym argumentem, świadczącym jedynie o niskiej kulturze osobistej a może raczej jej braku.
                • animus_anima Re: pretensja o "stracone dzieciństwo" ? 27.12.11, 19:41
                  ernest31 napisał:

                  > Słusznie. W imię czego masz się denerwować, problem nie jest twój.

                  dotykasz bolesnych rzeczy
                  > Kulturalna wymiana poglądów nie powinna polegać na nerwach ale racjach i argume
                  > ntach.

                  znowu szablon, schemat, żeby się zdystansować jeszcze bardziej - ciekawy sposób ucieczki od niewygodnych treści

                  > Nie ma jednej, jedynej racji. Coś takiego nie istnieje.

                  słusznie, więc po co dążysz z uporem by znaleźć winnego? wyraźnie pojechałeś po własnym dziecku, zupełnie nie rozumiesz. że jego dysfunkcja jest też twoją, że syn powielił schemat z ciebie, efekt domina, czemu też uważasz, że porażką syna jest to, że jego własne dzieci odsunęły się od niego, przecież to twoja porażka, jako dziadka, nie widzisz tego, czy nie chcesz? Nie dążysz do relacji z nimi? Dobrze się z tym czujesz?

                  > Padło tu wiele brutalnych słów pod moim osobistym adresem. Pytam w imię czego ?

                  co ciebie dotknęło? porozmawiajmy o tym

                  > Skąd możesz wiedzieć, że to autentyczny przypadek a nie autorski scenariusz dl
                  > a poruszenia niewątpliwie istniejącego problemu i często polskiego kołtuństwa ?

                  no proszę i jeszcze pan jaki wielkościowy, umniejszacz

                  > Czy my Polacy

                  to jednak uważasz się za Polaka, bo wcześniej obraziłeś polskie społeczeństwo


                  naprawdę nie potrafimy normalnie rozmawiać, nawet wówczas kiedy m
                  > amy radykalnie różne poglądy ?

                  mów za siebie, a nie w imieniu narodu

                  Besztanie kogoś za to, że ma inne zdanie niż ja,

                  Jesteś intelektualnym i emocjonalnym betonem dla mnie, tu nie chodzi o zdanie, rację,
                  chodzi o pewną empatię i wrażliwość, której nie masz,
                  i snob z ciebie wyszedł na koniec

                  > że widzi świat inaczej niż ja, jest bardzo primitywnym argumentem, świadczącym

                  > jedynie o niskiej kulturze osobistej a może raczej jej braku.
                  to prawda, przepraszam za epitety, ale wcale nie musisz ich brać do siebie...bo...skąd wiesz że to autentyczny przypadek a nie autorski scenariusz dl
                  > a poruszenia niewątpliwie istniejącego problemu


                  >
                  • ernest31 Re: pretensja o "stracone dzieciństwo" ? 27.12.11, 21:27
                    animus_anima napisała:

                    > dotykasz bolesnych rzeczy

                    o nich też trzeba umieć spokojnie rozmawiać do czego prowadzą emocje o tym w tym wątku

                    > > Kulturalna wymiana poglądów nie powinna polegać na nerwach ale racjach i
                    > argume
                    > > ntach.
                    >
                    > znowu szablon

                    nie, to wyniesione z domu rodzinnego

                    > Nie ma jednej, jedynej racji. Coś takiego nie istnieje.
                    >
                    > słusznie, więc po co dążysz z uporem by znaleźć winnego?

                    ależ ja nie szukam winnego, poszukuję rozwiązania dylematu

                    > > Czy my Polacy
                    >
                    > to jednak uważasz się za Polaka, bo wcześniej obraziłeś polskie społeczeństwo
                    >
                    w którym miejscu ?

                    > naprawdę nie potrafimy normalnie rozmawiać, nawet wówczas kiedy m
                    > > amy radykalnie różne poglądy ?
                    >
                    > mów za siebie, a nie w imieniu narodu

                    jesteś tego doskonałym przykładem

                    > Jesteś intelektualnym i emocjonalnym betonem dla mnie, tu nie chodzi o zdanie,
                    > rację,
                    > chodzi o pewną empatię i wrażliwość, której nie masz,
                    > i snob z ciebie wyszedł na koniec

                    życie to nie je bajka, chcąc coś osiągnąć na tym świecie, trzeba być betonem, na empatie i wrażliwości nie miałem czasu
                    ale snob ?

                    przepraszam za epitety,

                    przyjmuję, mam wyczucie rzeczywistości




                    • animus_anima Re: pretensja o "stracone dzieciństwo" ? 28.12.11, 13:53
                      Przeczytałam, nie podejmę polemiki, bo tak można bez końca,
                      różnimy się w ocenie, perspektywie, mentalności,
                      podejrzewam, że wyemigrowałeś do Niemiec, jeśli opisane przykłady relacji z rodzin rozbitych opisywałeś na przykładzie tego kraju, i jeszcze jest to wyznacznik dla Ciebie, to tym bardziej nie wiem, czego szukasz tu na forum,

                      Mam styczność praktycznie na co dzień z obcokrajowcami, dla nich tych z Niemiec nie liczy się słowo rodzina, każdy spędza święta sam, albo wyjeżdża za granicę, są to ludzie może i zamożniejsi, ale emocjonalnie bardzo biedni niestety, dostajemy tyle, co sami potrafimy dać innym,

                      Najważniejsze, żebyś ty był sam ze sobą szczęśliwy, nie dążysz do naprawy relacji z synem, jest ci tak dobrze, z wnukami nie masz kontaktu, pewnie też jest to dla ciebie ok.

                      Zarówno ty, jak i twój syn ustawiacie się w pozycji ofiary - to niedojrzałe i nigdy nie dojdziecie ze sobą do ładu, przy założeniu, że zechcecie odbudować relacje,
                      ale nic na siłę, każdy z was jest już dużym chłopcem,

                      pa
                • to.niemozliwe Re: pretensja o "stracone dzieciństwo" ? 27.12.11, 20:34
                  Masz tu probke tego, jak obcy ludzie atakuja Cie i wyrazaja brak szacunku za to, co zrobiles. Jak przy tym ma znalezc zrozumienie dla Ciebie Twoj syn? Tym bardziej, Twoja zdolnosc do akceptacji go i tolerancji powinna byc jeszcze wieksza.
                  Piszesz, ze Ty zawsze byles oparciem dla brata i rodzicow. OK, tylko nie popelniaj bledu patrzenia z wlasnej perspektywy. Jesli Twoj syn ma wciaz nierozstrzygniete dylematy z dziecinstwa, czy mlodosci, a ponadto inny charakter niz Ty, np. bogate i burzliwe przezywanie wlasnych emocji, to myslenie o tym moze mu zabierac wieksza czesc czasu. To moga byc dla niego najwazniejsze mysli i nie ma w nich obrazu Ciebie, jako kogos potrzebujacego pomocy, czy chocby zainteresowania.
                  Dopoki on nie ujrzy Ciebie godnego jego troski, czyli slabego, to nie zdobedzie sie na zaden gest. Ale Ty nie sprawiasz wrazenie slabego, tylko raczej roszczeniowo nastawionego, co juz Ci to kilka osob wypomnialo.
                • leda16 Re: pretensja o "stracone dzieciństwo" ? 31.12.11, 16:35
                  ernest31 napisał:


                  > Kulturalna wymiana poglądów nie powinna polegać na nerwach ale racjach i argume
                  > ntach.



                  Droga ledo, ...Nie sądzisz, że jest ci potrzebny dobry psychiatra ?


                  Ach, to jest zapewne ten - w twoim mniemaniu - racjonalny argument.



                  > Skąd możesz wiedzieć, że to autentyczny przypadek a nie autorski scenariusz dl
                  > a poruszenia niewątpliwie istniejącego problemu i często polskiego kołtuństwa ?



                  Rozumiem, nieumiejętność współżycia w rodzinie i rozwalenie jej dzieciakowi to jest "polskie kołtuństwo"
                  > Czy my Polacy naprawdę nie potrafimy normalnie rozmawiać, nawet wówczas kiedy m
                  > amy radykalnie różne poglądy ?


                  Besztanie kogoś za to, że ma inne zdanie niż ja,
                  > że widzi świat inaczej niż ja, jest bardzo primitywnym argumentem, świadczącym
                  > jedynie o niskiej kulturze osobistej a może raczej jej braku.


                  Oczywiście - po co besztać winnego rozwalenia dziecku rodziny, złodzieja, gwałciciela, mordercę, itp. Przecież to problem zwyrodnienia moralnego, tylko kwestia "innego zdania". Zresztą szkoda słów dziadku. Idzie Nowy Rok, szykuj się do balu sylwestrowego.
                  • leda16 Re: pretensja o "stracone dzieciństwo" ? 31.12.11, 16:42
                    leda16 napisała:
                    A ja tak się śpieszę, że narobiłam byków rzeczowych. Więc poprawiam, a tamto niech leci do kosza

                    > ernest31 napisał:
                    Kulturalna wymiana poglądów nie powinna polegać na nerwach ale racjach i
                    argume ntach.


                    > Droga ledo, ...Nie sądzisz, że jest ci potrzebny dobry psychiatra ?


                    > Ach, to jest zapewne ten - w twoim mniemaniu - racjonalny argument.



                    > Skąd możesz wiedzieć, że to autentyczny przypadek a nie autorski scenari usz dl
                    a poruszenia niewątpliwie istniejącego problemu i często polskiego kołtuń stwa ?


                    > Rozumiem, nieumiejętność współżycia w rodzinie i rozwalenie jej dzieciakowi to
                    > jest "polskie kołtuństwo"

                    >
                    > Besztanie kogoś za to, że ma inne zdanie niż ja,
                    > > że widzi świat inaczej niż ja, jest bardzo primitywnym argumentem, świad
                    > czącym
                    > > jedynie o niskiej kulturze osobistej a może raczej jej braku.
                    >
                    >
                    > Oczywiście - po co besztać winnego rozwalenia dziecku rodziny, złodzieja, gwałc
                    > iciela, mordercę, itp.? Przecież to nie problem zwyrodnienia moralnego, tylko kwest
                    > ia "innego zdania". Zresztą szkoda słów dziadku. Idzie Nowy Rok, szykuj się do
                    > balu sylwestrowego.

    • animus_anima Re: pretensja o "stracone dzieciństwo" ? 28.12.11, 13:57
      pretensja o "stracone dzieciństwo"
      już tak na koniec jeszcze, sam tytuł wątku pokazuje jak destrukcyjne jest odgrzewanie kotletów i nie prowadzi do niczego, straszne, jak ludzie tracą czas na regres
    • cynta Re: pretensja o "stracone dzieciństwo" ? 28.12.11, 18:10
      Ernest, mam tyle lat co twoj syn, moja matka okolo tyle co ty, i mialam pretensje o "stracone dziecinstwo" = rozwod rodzicow, matki ataki na "ukochanego" tatusia, oddanie do internatu itp.... Moim zdaniem juz dawno twoj syn powinien zrozumiec, powinien zobaczyc ze np. rozwody rodzicow zdarzaja sie, nie mozna tkwic w sytuacjach ktore ludziom nie pasuja przeciez sam tego doswiadczyl. Nie umie byc szczesliwy, nie wychodzi mu i automatycznie szuka wytlumaczenia, a ono mieszka o 3km od niego i jest latwiejsze niz spojrzenie w siebie i szukanie rozwiazan w sobie, to o wiele trudniejsze. W wieku twojego syna juz dawno jest czas na wyprostowanie wszystkiego co mu w zyciu nie wyszlo, nie pasowalo, nawet trudnego dziecinstwa. Moze w koncu zauwazy ze wszystko w zyciu przynosi nam korzysc, wszystko sklada sie na pozytywy, ktorych niestety nie umiemy zobaczyc, np. przeciez zamieszkal za granica dzieki temu ze ty wyjechales.
      Przyznam ze ja musialam uslyszec od mojej mamy ze nie umiala wychowac trudnego dziecka i dlatego oddala mnie do internatu. To wystarczylo abym zrozumiala ze zrobila co mogla a idealem nie jest nikt, sama to widze w obliczu dorastania moich corek.
      Okazuj otwartosc seca, nic od niego nie chcij i nie wymagaj. Kazdy ma prawo postepowac tak jak uwaza za stosowne a ze inni oceniaja to jakos to juz naprawde nie wazne... Dbaj o dobro Twojego wnetrza, o Twoje dobre samopoczucie. Mozesz tylko byc gotowy na przyjecie marnotrawnego syna, jak w przypowiesci nie zamykaj sie na niego (np. testamentem). Powodzenia!
      • ernest31 Re: pretensja o "stracone dzieciństwo" ? 29.12.11, 20:11
        Dzięki za "słowa pocieszenia" ale także dzięki tym krytycznie nastawionym. Każdy ma swoje racje i życzę wszystkim szczęśliwego nowego roku.
        Jakie bądą dalsze relacje z moim synem nie wiem ale obawiam się, że on sam zatrzasnął drzwi mojego domu.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka