zrozpaczonakasia77
13.05.12, 17:14
witam,
postanowiłam napisac bo zastanawiam się czy moja matka jest faktycznie toksyczna, czy sobie to wmawiam, ogólnie ostatnio w myslach ciagle wymyslam co jej powiem jak bede z nia rozmawiać, że jej wygarne, ale ..no własnie nie robie tego.
Zacznę od poczatku, w zeszłym roku chodziłam na terapie, po rozwodzie, ale wyszły jakies cyrki z matką tzn ze moje relacje z mężem są wynikiem złych relacji z matką.
Otworzyła się puszka Pandory...
terapie przerwałam, tłumaczyłam sobie ze nie mam kasy, ale chodziło o to ,że ból był tak duzy ze "uciekłam"
W dziecinstwie nie było przytulania, nigdy nie usłyszałam od matki słów;kocham Cie, nie czułam się z nią bezpiecznie, nie szanowała mojej prywatności, nawet jak sie kapałam , wiadomo człowiek dorasta i nie chce byc podglądany, to wchodziła do łazienki np po pranie..to była masakra..
pamietam ten jej wzrok...straszny , zimny, zły.
jedzenie i ubranie to było.ale uczucia niestety nie pamietam.....
Ciągle tylko ze nic nie potrafie, ze nic nie umiem,ze jestem fajtłapa bo robie plamy na ubraniu,, itp, itp
Nigdy sie ze mna nie bawiła, nie pamietam, zeby choc raz mi przeczytała ksiązke, kompetnie NIC
jak cos próbowałam jej powiedziec to mi mówiła,ze przeciez nas wychowała, ze było tak cięzko, ze tyle musiała, ze ojciec jej nie pomagał, znaczy sie mój tata, ze musiała sama wszytsko robic, ze przeciez chocdziła na spacery, ze jezdzilismy nad morze.....
ale co z tego????????jak ja jej nie pamietam!
cd
teraz do mnie wydzwania i sie wypytuje np co z praca, czy jestem zdrowa, czy mój syn zdrowy, jak mnjie to wk**w.//.
no i staram sie normalnie odpowidac, ale no juz mi nerwów brakuje, i mówie po co sie tak pyta, to mówi mi ze się martwi
i co takiej kobiecie powiedziec?
wiem, ze choruje, jak dzwoni, opowiada ze nie spała cała noc, ze ja w klatce dusi ze to ze tamto, i same wyrzuty...na wszystkich
jak pojade w odwiedziny ciagle mam nadzieje,ze cos sie zmieni, ale po dniu, dwóch znowu wrzaski ze wziełam nie ta szklanke, ze mam sprzatac, ze jestem syfiara, ze mam isc na spacer bo jest odpowiednia godzina, ze to ze tamto, jak wyjade mieszkam 200 km od niej to odpoczywam psychicznie ze 2 tygodnie, a przed wyjazdem 2 tygodnie juz sie denerwuje
to tylko częśc
co mam robic z ta sytuacją??? co jej powiedziec???
z jednej strony żal mi jej...
pomaga w kwestii finansowej jak moze , wysyła paczki(!!) ale nigdy nie pomogła jak moje dziecko było chore, choc od lat siedzi w domu i nic nie robi, tzn zajmuje sie dome....ehhhh błędne koło..
ostanio był tata w odwiedziny, ona nie przyjechała, choc chciałam, to cos tam wymysliła, ze sie zle czuje, i wydzwaniała z 4 razy czy juz jadłam jedzenie od niej....
POMOCY BO JA WARIUJE!!!!!
zaczełam ja wzywac w myslach od najgorszych.....wyłaczyłam telefon bo mnie tak wnerwia...i mam wyrzyty, bo mi potem powie ze nie chce z nia gadac.....