2good
09.08.12, 23:25
odszedl ode mnie moj drugi maz. mam z nim dziecko (moje jedyne). wpadlam w okropny dol, pije, rycze, nie jem w ogole 2 dni a potem obzeram sie. jestem alkoholiczka, bezrobotna od porodu, bez przyjaciol, bez kasy, z dlugami, w starych szmatach, zmeczona i stara, od 4 lat nie przespalam ani jednej nocy. gdyby nie moi rodzice i dziecko, dawno by mnie tu nie bylo. ciagle mysle o utraconej milosci, o tym co by bylo gdyby i po co mi bylo to wszystko. dziecko jest nieszczesliwe, mowi, ze chce do innego domu. ja tesknie za dawnymi czasami, z drugiej strony wiem, ze nic by z tego nie bylo bo nie pasowalismy do siebie w gruncie rzeczy. dlatego na pewno wyszlam pozniej za maz pierwszy raz za psychopate, damskiego boksera, po ktorym do dzis mam na ciele pamiatki. drugi maz to niebieski ptak, z przeszloscia, jednak wydawalo mi sie, ze o mnie dba i bedziemy umieli zyc razem jak czlowiek z czlowiekiem a nie jak pies z kotem. po latach okazalo sie inaczej. nigdy swiadomie nie zdecydowalabym sie na dziecko, jednak jest to na dzien dzisiejszy ktos, kto jako jedyna osoba podtrzymuje mnie przy zyciu, ktos kogo krzywdze kazdego dnia nie poswiecajac mu tyle uwagi co powinnam. porazka! przeciez nie mam nic i nikogo tylko to dziecko... glowa mi zaraz wybuchnie od tego, jak to zdusic w sobie? tak zeby jakos zyc?