bocianiegniazdo12
14.08.12, 18:53
Witam Wszystkich, opiszę swój problem, może ktoś coś doradzi, podpowie, potrzebne mi obiektywne spojrzenie na moją sprawę. Mieszkam od 33 lat z moją mamą w domu rodzinnym, tak się życie poplątało że mama zaczęła w pewnym momencie brać kredyty, spirala poszła w ruch, ostatni kredyt został wzięty pod hipotekę (około 400 000), na razie płacimy ugody z mniejszą ratą około 1500 zł. Problem polega na tym że mama ma na pensji komorników i bez mojej pomocy nie spłacimy domu, więc pomagam -oddaje wszystko. Od kilku lat mam chłopaka z którym wiążę przyszłość, kochamy się, ale nie możemy nawet pójść na swoje bo mama nie wyobraża sobie utraty domu i wszystko jest układane pod ratę (byleby była zapłacona).
Chłopak chciałby iść na swoje, nie chce wchodzić w ten kredyt, chce mieć czystą kartę. Ja jestem zablokowana, nie chcę unieszczęśliwiać matki ale chcę też wieść swoje życie, nie możemy sobie nawet w tej chwili pozwolić na rodzinę.
Mama bezustannie potrzebuje mojej pomocy, wyrzuca mi że jakby co to przeze mnie stracimy nasz jedyny dom, potrafi być zła do chłopaka i mieć do niego żal za to że nie akceptuje tego długu itd.
Problemem jest nawet nasz wyjazd wakacyjny bo bede musiała wziąść urlop w pracy i braknie kasy na ratę. Sytuacja taka ciągnie się od wielu lat i nic nie wkazuje na to żeby się miała zmienić... ja mam już nerwicę, kłócimy się o to wszystko z chłopakiem, nie wiem co mam z tym wszystkim robić.
Jestem jedynaczką bez ojca więc moja mama pokłada we mnie wszelkie nadzieje a ja już czasem psychicznie nie wyrabiam , mam 33 lata i czuję się ubezwłasnowolniona.
Nasz jedyny dom jest zadłużony, gdzie w tym wszystkim ja? Dlaczego nie pomyślała o mnie wcześniej? Dług jest ogromny i raczej nie do spłaty. Mama wariuje, płacze, mówi że zrobi sobie coś jak ten dom straci. Dom jest niewielki, mieszkamy z chłopakiem w małym pokoiku bez perspektyw, dorobilibyśmy tam górę ale przy takim zadłużeniu jest to niemożliwe...za granicę chyba nie mogę jechać bo mama sama nie może zostać, trochę choruje i boję się o nią
Co zrobilibyście na naszym miejscu? Jak to widzicie z własnej perspektywy?