Dodaj do ulubionych

Alez to zycie w malzenstwie jest trudne..

29.06.04, 23:08

Jestesmy malzenstwem od 6 lat a ze soba jestesmy juz ponad 10 lat. Nie mamy
na razie dzieci. Jeszcze jakis czas temu wydawalo mi sie ze jestesmy
idealna para -dwiema polowkami ktorym udalo sie trafic na siebie. Problemy
zaczely sie pojawiac kiedy moj maz nagle zaczal bezustannie wspominac swoja
kolezanke. Ona to, ona tam to... Mozna z nia fajnie pozartowac. fajnie sie z
nia rozmawia ..Ona do wszystkiego podchodzi na luzie ... Z poczatku mi to
nie przeszkadzalo ale z czasem zaczelo mnie denerwowac ze slysze ciagle o
niej, ze on ciagle sprawdza czy nie dostal smsa-. Powiedzialam mu o tym i
zapytalam co mam myslec o tej znajomosci. Na co on sie rozesmial i
stwierdzil ze chyba nie jestem zazdrosna o to (jestes 100 razy lepsza od
kazdej innej -powiedzial) . To tylko dobra kolezanka, fajnie sie mu z nia
rozmawia ale to wszystko. Ja jestem dla niego wszystkim i to smieszne zebym
sie miala czegokolwiek obawiac jak stwierdzil bo sytuacja jest abslutnie
czysta obydwoje z ta kolezanka ustalili to na samym poczatku (poza tym ona
tez jest z kims zwiazana). Sytuacja powtorzyala sie kiedy przez przypadek
odkrylam ze on codziennie rozmawial z nia na gadu -gadu flirtujac przy tym
na calego. Jak to zobaczylam to myslalam ze umre z bolu. To niemozliwe zeby
on mogl mi to zrobic. Na moje pytanie co to ma znaczyc uslyszalam ze to byly
tylko takie glupie zarty. Ze robili to dla zabawy obydwoje doskonale wiedzac
ze to nie jest prawda. Choc bylo mi trudno uwierzylam mu ze to prawda (choc
do latwowiernych nie naleze). Jednak zadra i tak w sercu zostala ze moj maz
mogl robic cos takiego ( co z tego ze bylo to tylko w zartach). Myslam ze ta
znajomosc sie wkrotce skonczy.Kolezanka wyjechala za granice. Jakiez bylo
moje zdziwienie kiedy okazalo sie ze pomimo tego oni caly zvas utrzymywali ze
soba kontakt. Zrobilam rzecz straszna i nie wybaczalna (wiem o tym) :
sprawdzilam jego telefon kom. Z niego odkrylam ze oni caly czas utrzymywali
kontakt ze soba (on dzwonil do niej ona do niego). Maz pare wspomnial ze
dostal od niem maila. ale otych telefonach nie mialam pojecia. Poczulam sie
oszukana jak nikt na swiecie. Oczywiscie pozniej nastapily klotnie i
pretensje. On swierdzil ze nie mowil mi o tym celowo zeby mnie nie
denerwowac. jego zdaniem za kazdym razem kiedy wspominal mi niej dostawalam
szalu i zaczynalam sie czepiac. Wiec uznal ze dla swietego spokoju lepiej
bedzie mi nic nie mowic i nie narazac sie na moje bezustanne uwagi. Doszlo
do tego ze zalozyl sobie nawet skrytke pocztowa zeby ona mogla mu przeslac
list -0 do czego mi sie pozniej przyznal. |To prawda ze wina byla tez mojej
stronie za kazdym razem kiedy o niej wespominal zaczynalam sie czepiac. Ale
nigdy nie pomyslam ze on zacznie mnie w rezultacie oszukiwac ( a dokladnie
zatajac ze jakiekolwiek kontakty sa utrzymywane) i ze cos takiego jak
zaufanie moje do niego legnie calkowicie w gruzach.
Moze sie uznacie ze jestem naiwana ale ja mu wierze ze to tylko kolezanka (on
po prostu lubi sobie podzwonic po ludziach i pogadac a oni z kolei lubia
dzwonic do niego zeby sie mu wyzalic). Jednak po tym co mialo miejsce nie
potrafie zaakceptowac tej znajomosci -nie potrafie zniesc faktu ze on dla
utrzymania tej znajomosci(jak zadnej innej przedtem) wlozyl tyle wysilku
wlacznie z tym ze mnie zaczal oszukiwac.
Teraz my mieszkamy za granica kolezanka wrocila do kraju - kontakty jednak
sa nadal utrzymywane. Nie potrafie z tym zycn i jest to zrodlem naszych
obecnie barzdo powaznych problemow w malzenstwie. Nie wiem czy to przetrwamy.
On twierdzi ze chcialabym mu wybierac znajomych i zeby mi sie spowiadal ze
wszystkiego co robi a on tego nie zrobi bo to sie zle na dluzsza mete
skonczy. Ja sie z nim calkowicie w tym zgadzam i nigdy nie odwazylabym sie
nawet zaproponowac zeby skonczyl to znajomosc. Tylko co mam zrobic z tym ze
znajomosc z ta kolezanka zawazyla na moim zaufaniu do niego. ZAUWAZYLAM ze to
zaczelo rzutowac na nasze dalsze zycie. Stalam sie podejrzliwa i w kazdej
jego nowej znajomosci zaczynam sie doszukiwac jakiegos oszustwa. Ja stalam
sie po prostu paranoiczka. To jest straszne. Nie moge tego zniesc w sobie.
Probowalismy rozmawiac o tym ale rezultat tych rozmow jest taki ze nie
jestesmy wcale sobie blizsi. Jestesmy juz oboje umeczeni tymi rozmowami (cala
historia trawa juz ponad rok - z przerwami na calkiem sympatyczne momenty w
naszym malzenstwie)
On zaciekle broni swojego prawa do niezalezniosci i prywatnosci> podczas gdy
ja nie chce aby robil to kosztem oszukiwania mnie. Czy jest jakies wyjscie z
tej sytuacji. Bardzo kocham meza i on twierdzi ze kocha mnie. Ale ta sytuacja
i rozbieznosc zdan calkowicie nas wykancza. Nie moge odnalezc w sobie dawnej
radosci i poczucia bezpieczenstwa. Jak to odzyskac? Jaki znalezc kompromis?
Jak zaakceptowac kolezanke ktora stala sie ucielesnieniem mojego bolu i
bezsilnosci ? Jak mam to zrobic? Bede wdzieczna za Wasze opinie (moze
wynikajace z wlasnych doswiadczen) .Vin

















Obserwuj wątek
    • Gość: Imagine Re: Alez to zycie w malzenstwie jest trudne.. IP: *.unl.edu 29.06.04, 23:19
      pomysl sobie, ze kiedys wyzdrowiejesz z choroby zwanej miloscia, ze bedziesz
      szczesliwa, ze problemy, ktorymi teraz zyjesz, to chwilowy obled, nic wiecej.
      Imagine.
      • vin Re: Alez to zycie w malzenstwie jest trudne.. 29.06.04, 23:35
        Nie wierze w zycie bez milosci dlatego wcale a wcale nie chce sie z niej
        wyleczyc.100% pewnosci ze to nie jest recepta na szczescie.
        • Gość: Imagine Re: Alez to zycie w malzenstwie jest trudne.. IP: *.unl.edu 29.06.04, 23:37
          co vy dzisiaj vszyscy na litere V ?
          • Gość: vanie Tak, moj drogi Imagine IP: *.arcor-ip.net 30.06.04, 00:25
            malzenstwo to zadna recepta na szczescie.
            nie chroni przed zdrada i klamstwem.
            nie chroni przed samotnoscia.

            ale lepsze to - niz nic.
    • Gość: Irena Laszcz MD Re: Alez to zycie w malzenstwie jest trudne.. IP: *.speedy.com.ar 30.06.04, 00:33
      Odpowiadam ci z Buenos Aires, Argentyna: Rozejdzcie sie natychmiast.
      • Gość: Guy Richie Re: Alez to zycie w malzenstwie jest trudne.. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.06.04, 00:38
        Która tam teraz jest godzina?
      • Gość: zidane Re: Alez to zycie w malzenstwie jest trudne.. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.06.04, 00:44
        wy tam w Buenos pijecie za duzo kawy i dlatego jestescie tadzy pobudzeni, po co
        natychmiast, spokojnie, be cool baby, take it easy, niech poczeka kobieta
        przynajmniej do przyszlego tygodnia, moze przez ten czas przyjdzie jej coś
        ciekawego do głowy.
    • Gość: owl Re: Alez to zycie w malzenstwie jest trudne.. IP: 62.233.169.* 30.06.04, 02:30
      Jest to juz kolejny watek, ktory czytam na forach GW o zdradach za
      posrednictwem wspolczesnej techniki. Naprawde podziwiam was kobitki, ze wy
      takie numery ze strony waszych facetow wytrzymujecie. Tak sie zastanawiam czy
      do facetow to nie dociera, ze w ten sposob rozwalaja swoje dotychczasowe
      zwiazki? Co to za zwiazek, w ktorym nawet nie mozna zaufac partnerowi.
      W sumie nie rozumiem tutaj troche tego meza. Co mu do licha szkodzi zerwac ta
      jedna drazliwa znajomosc z "kolezanka"? Chociazby dla swietego spokoju. Co go w
      ogole obchodzi ta "kolezanka"? Czy faceci naprawde musza miec dookola siebie
      caly tabun "kolezanek"??? A moze temu mezowi potrzebny jest jakis potezny
      wstrzas, zeby otrzezwial?
      Wiem co bym zrobila na Twoim miejscu, ale moze raczej lepiej jak nie bede Ci
      dawala tutaj zadnych rad. Sorry, ale u mnie taki numer z "kolezanka" baaardzo
      zle by sie skonczyl dla delikwenta ;)
    • mskaiq Re: Alez to zycie w malzenstwie jest trudne.. 30.06.04, 08:41
      Musisz mu wierzyc nawet kiedy Cie oszukal. Czasem robimy glupie rzeczy, On
      myslal ze w ten sposob Cie uspokoi. Chyba najwazniejsza cecha milosci jest
      wiara. Jesli ja stracisz to stracisz i milosc. Nie pozwol na to, wiem ze
      rozumiesz wage milosci, naucz sie ufac to podstawa zwiazku.
      Serdeczne pozdrowienia.
    • zlewozmywak1 Re: Alez to zycie w malzenstwie jest trudne.. 30.06.04, 08:58
      W moim świecie to wyglada tak:

      - Z zadna inna kobietą nie utrzymywałbym taaakiego kontaktu, ze skrytka
      pocztową włacznie

      - Z żadna inna kobietą na poczatku znajomosci nie ustalałbym jej formy, bo z
      góry wiem jaka to forma moze jedynie być

      - nigdy nie powiedziałbym zonie o innej kobiecie" bo wiesz ona jest taaaka
      luzna" bo luzackośc mojej zony jest taka jaką akceptuje i wszystko inne tez

      - To jest ciekawe, ze moja zona korzysta z mojego telkefonu i moze sobie
      przeszukiwać poczte ile chce i nigdy nie napisałaby tu ze znalazła to czy
      tamto - ty znalazłaś ( jednak politycznie poprawnie piszesz że zrobiłas cos
      strasznego)

      Życze wam powrotu do normy.
    • Gość: chryzokola Re: Alez to zycie w malzenstwie jest trudne.. IP: 217.173.200.* 30.06.04, 09:51
      Vin piszę w wątku zdradził? nie ufam, boję się...Piszesz o mnie:( Sytaucja jest
      prawie identyczna:( Rozumiem Cię.

      chryzokola

    • Gość: viu Re: Alez to zycie w malzenstwie jest trudne.. IP: *.saska.krakow.pl 30.06.04, 10:05
      Cześc Vin,

      bardzo ci współczuję, bo wygląda na to, że bardzo przeżywasz pogorszenie
      jakości (?) waszego małżeńswa. Wiem, że to może zabrzmieć jakoś tak ... sucho,
      ale w istocie chyba o to właśnie chodzi. Kiedyś mógł mieć tabuny kolegów i
      koleżanek, być dusza towarzystwa, a ty i tak czułaś, WIEDZIAŁAŚ, że jesteś JEGO
      a on TWÓJ. Po prostu miałaś tą pewność w sobie, nie musiałaś się zajmować
      drobiazgami typu zbyt zażyły kontakt z kimś-tam. No, ale minęło tych 10 lat i
      już nie jesteście dla siebie tymi samymi ludźmi, ta samą dziewczyną i
      chłopakiem. Ludzie się zmieniają, zwłaszcza dla siebie nawzajem, w długim
      związku. Ja też tęsknię za tamtą pewnością, za tamtym wspaniałm stanem, kiedy
      tak mocno czułam że jesteśmy (z moim mężem) razem.
      Wygląda na to, że twój mąż stworzył sobie jakąś drugą relację, która zapewne ma
      uzupełniać waszą, małżeńską. W pewnym momencie pojawiło się wygodne źródło
      dobrego samopoczucia i zamiast dopracować się tego w waszym związku, skorzystał
      z nadarzającej się okazji. Na początku było to pewnie nieświadome, potem działo
      się nieco siłą przyzwyczajenia, rozpędu. Kiedy miewaliście "trudne dni"
      zbutnował się i nie zrezygnował z tych kontaktów. Jeśli taka sytuacja potrwa
      dłuższy czas, poważnie oddalicie się od siebie, bo to z nią będzie wymieniał
      swoje myśli, ona będzie go znac lepiej. Musisz doprowadzić do jakiegos
      przełomu. Musisz przerwać te wszystkie narosłe między wami zasłony i dotrzeć do
      tego dawnego Jego. Taka rozmowa może byc trudna, bolesna, bo pewni będziecie
      musieli przyznac sie do swoich błędów, odsłonić swoje słabsze, gorsze strony.
      Ale warto, bo z tego co piszesz, wasze małżeństwo jest dla ciebie Bardzo Ważne.
      Tylko obydwoje musicie byc szczerzy i zrezygnowac z przemiawiania "z wyższej
      pozycji". Dotrzeć do prawdy.
      Spokojnie zastanów się, jak to zrobić. Nie załamuj się - pamiętaj o co
      walczysz. Jeszcze nic straconego. Jeszcze możecie na nowo w pełni wrócić do
      siebie. Z tym, że pewnie będzie to wymagać wysiłku i na początkumożesz czuć się
      dziwnie. Jeśli coś można poradzić, to chyba spokój. I wytrwałość.
      Mocno trzymam kciuki!
    • megxx Re: Alez to zycie w malzenstwie jest trudne.. 30.06.04, 10:05
      Tak, życie w małżeństwie, czy w jakimkolwiek innym związku jest trudne, wymaga
      nieustannej pielęgnacji. Ślub jest dodatkowym ogranicznikiem szybkiego
      rozstania. Nastepnym takim są dzieci, w sumie to na jakiś czas na tyle zajmują
      rodziców, że nie myśli się czy ten sms, czy mail to już zdrada, czy nie.
      Ciekawa jestem co powiedziałby Twój mąż gdybyś Ty tak koleżankowała się z
      jakimś luzackim kolegą. A może spróbuj, pisać możesz nawet na niby.(I sms do
      siebie z kompa wysyłać)(hihi)
    • fnoll skoncentruj się 30.06.04, 11:32
      skoncentruj się na uwodzeniu swojego męża a nie na śledzeniu - poczucie, że go
      skutecznie uwiodłaś przywróci ci i zaufanie, i bezpieczeństwo - czego nigdy nie
      da ci poczucie, że go skutecznie wyśledziłaś

      mąż dla żony i żona dla męża jest rodzajem zwierzyny łownej - lecz nie na
      sposób śledczy, ale na sposób miłosny - kto o tym zapomina tego zżera nuda i
      rutyna

      miłość to nie kończące się łowy...

      życzę wielu udanych podejść do jelonka :)))

      pzdr

      fnoll
      • megxx Dlaczego? 30.06.04, 14:36
        to kobieta ma uwodzić, podsycać małżeńskie ognisko, dlaczego to kobietom
        udziela się rad typu :jak dbać o niego.
        Dziewczyno poszukaj sobie zajęcia, znikaj z domu, niech zauważy, że ma żonę (co
        najłatwiej zauważyć, gdy ona sama nie czeka na niego w drzwiach z ciepłym
        obiadkiem).
        A facet może widzi, że drażni Cię swoimi zachowaniami, prowokuje zazdrość, bawi
        i cieszy go to, tylko jest małe ale...nie wierzę w przyjaźń, czy bliższe
        koleżeństwo między kobietą a mężczyzną bez seksualnych wibracji.
        • Gość: Borys Re: Dlaczego? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.06.04, 14:53

          > to kobieta ma uwodzić, podsycać małżeńskie ognisko, dlaczego to kobietom
          > udziela się rad typu :jak dbać o niego.

          Dlatego, ze ktos musi to robić, jak każdy bedzie miał to co dzieje sie w
          zwiazku gleboko w d... to sie rozleci z całą pewnością. W związku jak w zyciu -
          jeden woli lezeć, pić winko i chodzić do urzedu po zasiłek, przy tym jęczy ze
          nie ma pieniędzy i rząd jest do niczego, a drugi wstaje o 5 rano, prowadzi
          firme, użera się ze skarbówką, zasuwa do wieczora, ale MA. Cudów nie ma na tym
          świecie...
        • fnoll Re: Dlaczego? 30.06.04, 16:51
          megxx napisała:

          > to kobieta ma uwodzić, podsycać małżeńskie ognisko, dlaczego to kobietom
          > udziela się rad typu :jak dbać o niego.

          wieeesz, bo to kobieta napisała, no nie? ;) a napisałem że oboje są dla siebie
          zwierzyną łowną, co nie znaczy, że w każdej chwili oboje muszą wkładać
          dokładnie tyle samo energii w łowienie się nawzajem - czasem goni jedno, innym
          razem drugie i tak w kółko - przypatrz się psom ganiającym się po polu:
          najważniejsze jest to, że oboje to bawi, że chcą się uganiać właśnie za sobą
          nawzajem! psy mają taką fajną technikę zachęcania do zabawy: hapsnąć znienacka
          i chodu! i to jest coś, i to jest coś...

          > Dziewczyno poszukaj sobie zajęcia, znikaj z domu, niech zauważy, że ma żonę
          (co najłatwiej zauważyć, gdy ona sama nie czeka na niego w drzwiach z ciepłym
          > obiadkiem).

          mi się wydaje, że tak wygląda początek końca niejednego związku - licytowanie
          się na "ważność", "dumę" i "obrazy" i "pokazywanie sobie nawzajem"

          przecież w miłości nie o takie pokazywanie chodzi :)))

          pzdr

          fnoll
    • Gość: Katja Re: Alez to zycie w malzenstwie jest trudne.. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.06.04, 17:57
      Moim zdaniem Twój mąż, jeśli zalezy mu na szczęśliwym związku z Tobą, powinien
      zerwać znajomość z ową koleżanką. W końcu najważniejszą osobą dla niego
      powinnaś być Ty a nie jakaś zwykła, jak sam twierdzi znajoma. Rozumiem, że
      każdy powinien mieć odrobinę prywatności i , że każdy ma prawo do własnych
      znajomości jednakże ta znajomość wydaje mi się dość specyficzna. Co, do diabła,
      łaczy go z tym kimś jeśli tak trudno mu przestać się z nią kontaktować. Jeśli
      nawet nie połaczyło ich łóżko łączy ich coś innego- więź emocjonalna, czysta
      niby sympatia.... Uważam, że element fascynacji fizycznej też jest tu obecny,
      inaczej Twój mąż nie zabiegałby tak bardzo o tą znajomość. Jeśli mąż nadal
      będzie obstawał przy swoich argumentach może i Ty skombinuj sobie takiego
      kumpla do sms-owania. Ciekawe co na to powie??
    • seksuolog Problemy podswiadome 30.06.04, 18:18
      vin napisała:

      > Jestesmy malzenstwem od 6 lat a ze soba jestesmy juz ponad 10 lat. Nie mamy
      > na razie dzieci. Jeszcze jakis czas temu wydawalo mi sie ze jestesmy
      > idealna para -dwiema polowkami ktorym udalo sie trafic na siebie.

      Moga tu bys rozne podswiadome problemy. Po 10 latach zwiazek nie jest juz tak
      excytujacy jak poczatkowo, znacie sie jak lyse konie. Powinien przejsc juz w
      faze dojrzala: dzieci, rodzina itp. A tu dalej jest jakas faza mlodziencza
      no i pojawia sie jakas odmiana. Maz zapewne swiadomie nie ma zadnych
      podstepnych intencji ale ponosi go po prostu fantazja. Dobrze byloby powaznie
      zajac sie z nim sprawa przyszlosci, dzieci, po 10 latach razem to juz najwyzszy
      czas a mezowi po uswiadomieniu powagi sytuacji powinna przejsc ochota na
      igraszki.
    • Gość: vivien Re: Alez to zycie w malzenstwie jest trudne.. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.06.04, 19:25
      Ale czy Ty jemu wyraźnie wyartykułowałaś to, że Ciebie to rani i sprawia Ci
      taki ból ? I on nic na to ? Obojętny?
      W takim razie koniecznie zacznij żyć swoim życiem. Spotykaj się z koleżankami,
      najlepiej założ sobie swoje konto gg i rozmawiaj wieczorami na nim... Wychodź z
      domu na spotkania, zacznij mieć przed nim swoje tajemnice, a gdy zapyta
      odpowiedz, że nie chcesz go denerwowoć, że nie musi wszystkiego wiedzieć itd.
      itp.
      Zaniedbaj parę razy obiadek dla niego, bo "właśnie miałaś nteresujące spotkanie
      i się nie wyrobiłaś", wychodź do kina, zajmij się swoim hobby... i nie pytaj
      już o nią. Przynajmniej przez jakiś czas aż mu się oczy otworzą. A jesli nie?

      Acha, i ważna sprawa z tym uwodzeniem.... tak, uwodź go, ale mimochodem i nie
      natrętnie... to uwodzenie musi być przeplatane zepchnięciem go na dalszy plan...
      w Twoich zajęciach... tak żeby to jemu zaczęło zależeć na tym, żebyś go
      zauważała.

      Nie wiem czy dobrze Ci radzę, ale spróbuj, ja chyba tak bym zrobiła.
      Powinnaś być odrobinę złośliwa, ale niezłośliwie:)
      Zadbaj o siebie, o fryzurę, bieliznę, może się zaniepokoi że masz kogoś? odwróć
      sytuację. Inaczej wciąż będziesz na przegranej pozycji, wpadniesz w depresję..

      Jeśli to nie pomoże... ???

      Zaczniesz wtedy walczyć o swój związek jeśli Ci będzie wciąż na tym zależeć.
      Chcecie mieć dzieci ? To ważne żeby tę całą sytuację wyjaśnić zanim będziecie
      mieć dzieci.


      vin napisała:
      >> niej, ze on ciagle sprawdza czy nie dostal smsa-. Powiedzialam mu o tym i
      > zapytalam co mam myslec o tej znajomosci. Na co on sie rozesmial i
      > stwierdzil ze chyba nie jestem zazdrosna o to (jestes 100 razy lepsza od
      > kazdej innej -powiedzial) . To tylko dobra kolezanka, fajnie sie mu z nia
      > rozmawia ale to wszystko. Ja jestem dla niego wszystkim i to smieszne zebym
      > sie miala czegokolwiek obawiac jak stwierdzil bo sytuacja jest abslutnie
      > czysta obydwoje z ta kolezanka ustalili to na samym poczatku (poza tym ona
      > tez jest z kims zwiazana). Sytuacja powtorzyala sie kiedy przez przypadek
      > odkrylam ze on codziennie rozmawial z nia na gadu -gadu flirtujac przy tym
      > na calego. Jak to zobaczylam to myslalam ze umre z bolu. To niemozliwe zeby
      > on mogl mi to zrobic. Na moje pytanie co to ma znaczyc uslyszalam ze to byly
      > tylko takie glupie zarty. Ze robili to dla zabawy obydwoje doskonale wiedzac
      > ze to nie jest prawda. Choc bylo mi trudno uwierzylam mu ze to prawda (choc
      > do latwowiernych nie naleze). Jednak zadra i tak w sercu zostala ze moj maz
      > mogl robic cos takiego ( co z tego ze bylo to tylko w zartach). Myslam ze ta
      > znajomosc sie wkrotce skonczy.Kolezanka wyjechala za granice. Jakiez bylo
      > moje zdziwienie kiedy okazalo sie ze pomimo tego oni caly zvas utrzymywali ze
      > soba kontakt. Zrobilam rzecz straszna i nie wybaczalna (wiem o tym) :
      > sprawdzilam jego telefon kom. Z niego odkrylam ze oni caly czas utrzymywali
      > kontakt ze soba (on dzwonil do niej ona do niego). Maz pare wspomnial ze
      > dostal od niem maila. ale otych telefonach nie mialam pojecia. Poczulam sie
      > oszukana jak nikt na swiecie. Oczywiscie pozniej nastapily klotnie i
      > pretensje. On swierdzil ze nie mowil mi o tym celowo zeby mnie nie
      > denerwowac. jego zdaniem za kazdym razem kiedy wspominal mi niej dostawalam
      > szalu i zaczynalam sie czepiac. Wiec uznal ze dla swietego spokoju lepiej
      > bedzie mi nic nie mowic i nie narazac sie na moje bezustanne uwagi. Doszlo
      > do tego ze zalozyl sobie nawet skrytke pocztowa zeby ona mogla mu przeslac
      > list -0 do czego mi sie pozniej przyznal. |To prawda ze wina byla tez mojej
      > stronie za kazdym razem kiedy o niej wespominal zaczynalam sie czepiac. Ale
      > nigdy nie pomyslam ze on zacznie mnie w rezultacie oszukiwac ( a dokladnie
      > zatajac ze jakiekolwiek kontakty sa utrzymywane) i ze cos takiego jak
      > zaufanie moje do niego legnie calkowicie w gruzach.
      > Moze sie uznacie ze jestem naiwana ale ja mu wierze ze to tylko kolezanka (on
      > po prostu lubi sobie podzwonic po ludziach i pogadac a oni z kolei lubia
      > dzwonic do niego zeby sie mu wyzalic). Jednak po tym co mialo miejsce nie
      > potrafie zaakceptowac tej znajomosci -nie potrafie zniesc faktu ze on dla
      > utrzymania tej znajomosci(jak zadnej innej przedtem) wlozyl tyle wysilku
      > wlacznie z tym ze mnie zaczal oszukiwac.
      > Teraz my mieszkamy za granica kolezanka wrocila do kraju - kontakty jednak
      > sa nadal utrzymywane. Nie potrafie z tym zycn i jest to zrodlem naszych
      > obecnie barzdo powaznych problemow w malzenstwie. Nie wiem czy to przetrwamy.
      > On twierdzi ze chcialabym mu wybierac znajomych i zeby mi sie spowiadal ze
      > wszystkiego co robi a on tego nie zrobi bo to sie zle na dluzsza mete
      > skonczy. Ja sie z nim calkowicie w tym zgadzam i nigdy nie odwazylabym sie
      > nawet zaproponowac zeby skonczyl to znajomosc. Tylko co mam zrobic z tym ze
      > znajomosc z ta kolezanka zawazyla na moim zaufaniu do niego. ZAUWAZYLAM ze to
      > zaczelo rzutowac na nasze dalsze zycie. Stalam sie podejrzliwa i w kazdej
      > jego nowej znajomosci zaczynam sie doszukiwac jakiegos oszustwa. Ja stalam
      > sie po prostu paranoiczka. To jest straszne. Nie moge tego zniesc w sobie.
      > Probowalismy rozmawiac o tym ale rezultat tych rozmow jest taki ze nie
      > jestesmy wcale sobie blizsi. Jestesmy juz oboje umeczeni tymi rozmowami (cala
      > historia trawa juz ponad rok - z przerwami na calkiem sympatyczne momenty w
      > naszym malzenstwie)
      > On zaciekle broni swojego prawa do niezalezniosci i prywatnosci> podczas gd
      > y
      > ja nie chce aby robil to kosztem oszukiwania mnie. Czy jest jakies wyjscie z
      > tej sytuacji. Bardzo kocham meza i on twierdzi ze kocha mnie. Ale ta sytuacja
      > i rozbieznosc zdan calkowicie nas wykancza. Nie moge odnalezc w sobie dawnej
      > radosci i poczucia bezpieczenstwa. Jak to odzyskac? Jaki znalezc kompromis?
      > Jak zaakceptowac kolezanke ktora stala sie ucielesnieniem mojego bolu i
      > bezsilnosci ? Jak mam to zrobic? Bede wdzieczna za Wasze opinie (moze
      > wynikajace z wlasnych doswiadczen) .Vin
      >
      >
      >
      >
      >
      >
      >
      >
      >
      >
      • vlad_palovnik To proste..., 30.06.04, 21:39
        ...zrobimy tak:

        Dasz mi telefon.
        Zadzwonię, gdy Twój mąż będzie w domu.
        Rozmawiając ze mną, będziesz śmiać się głośniej, bardziej żywiołowo i perliście
        niż śmiejesz się z najlepszych kawałów męża. Wieczorem, następnego dnia,
        wyjdziesz z domu mówiąc, że idziesz spotkać się /w pubie/ ze starym kumplem z
        harcerstwa.
        Wrócisz o 4 nad ranem
        z rozcałowanymi ustasmi ***,
        w rozerwanej bluzce
        z wyłamanym obcasem.

        Będziesz pachnieć męskimi perfumami.
        Mężowi rzucisz niewyrażne: iiidę spaaaać
        i zaśniesz na 16 godzin.
        Obudzi Cię zapach świeżej kawy
        i jajecznicy
        dochodzacy z tacy stojącej na szafce nocnej koło ciebie...
        Nieśmiało usmiechnięty mąż zapyta:
        Jak się czujesz kochanie....?

        A potem, będziecie żyli długo i szczęśliwie.

        :D


        ***
        rozcałowane usta mają powierzchnię 2 x większą niż usta nie rozcałowane,
        a kolor 2 x bardziej intensywny.
        • Gość: vivien Re: To proste..., IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.06.04, 22:44
          dlaczego wciąż cię lubię, mimo że nie powinnam?
          • vlad_palovnik :D 30.06.04, 23:29
            Gość portalu: vivien napisał(a):
            > dlaczego wciąż cię lubię, mimo że nie powinnam?


            To zwykły atawizm.
            Pociąg samicy do dominującego samca alfa.
            Do przywódcy stada.

            :D
        • Gość: Lea Re: To proste..., IP: *.54.60.229.tisdip.tiscali.de 30.06.04, 23:10
          super tekst, usmialam sie do bolu...
          Tylko nie zawsze te chwyty funkcjonuja, a jesli nawet, to nie musi to byc dowod
          na wielka milosc
          • Gość: Lea Re: To proste..., IP: *.54.60.229.tisdip.tiscali.de 30.06.04, 23:11
            mam na mysli oczywiscie vlada...
            • vlad_palovnik przestroga ... 30.06.04, 23:47
              Gość portalu: Lea napisał(a):

              > mam na mysli oczywiscie vlada...

              :)

              A miej mnie. Miej.
              Tylko nie przesadzaj z tym...
              Żeby Ci się czasem nie wymsknęło w czasie małżeńskiego sexowania:

              AAA !
              OOOOO !!!
              TAAAAAAK !!!
              VLAAADUSIU !!!!!
              VLAAAADICZKUUUUU !!!!!!

              :D
              • Gość: Lea Re: przestroga ... IP: *.54.156.192.tisdip.tiscali.de 01.07.04, 22:30
                spoooooko nie wymknie sie
                musialabym marzyc o Tobie....a ja marze o ....
                • Gość: Lea Re: przestroga ... IP: *.54.156.192.tisdip.tiscali.de 01.07.04, 22:40
                  Vlad to tak z czeska czy z radziecka?
                  ja zelaju tebia wsiewo..a mozes ty pepik? a moze z Czarnogory?skadzes wzial ten
                  nick?, czy to "pozdrawlienja dlia Marusiii"?
                  • Gość: Lea Re: przestroga ... IP: *.54.156.192.tisdip.tiscali.de 01.07.04, 22:42
                    a swoja droga poswiec troche czasu na temat w watku
    • cossa Re: Alez to zycie w malzenstwie jest trudne.. 30.06.04, 22:33
      uwazam, ze powinien
      cos zrobic w celu
      bys sobie to ulozyla

      a Ty powinnas mu dac kredyt zaufania

      pod warunkiem wcielenia w zycie
      w tym samym czasie
      i z obu stron

      pozdr.cossa
    • Gość: tim Re: Alez to zycie w malzenstwie jest trudne.. IP: *.wa.bigpond.net.au 01.07.04, 12:08
      vin, nie zachaj sie przypadkiem na to co napisze, a przemysl to.
      Z alkoholikami jest tak, ze alkoholik jest uzalezniony od alkoholu, to jego
      kochanka, powiernica, najlepsza kolezanka...
      a wspolmalzonka jest wspoluzalezniona od tej "kochanki"czyli od alkoholu...
      alkoholik wiecznie klamie, wymysla coraz to nowe bajki, a wspoluzalezniona
      partnerka wscieka sie, cierpi ale zmusza sie ze wierzy. Inaczej mowiac daje mu
      komfort picia i on pije dalej...

      Nastepnie przerobmy przyklad: seksoholika; on jest uzalezniony od seksu, a
      wspolmalzonka jest wspoluzalezniona od tego...zasada dzialania zupelnie ta
      sama ...

      Narkoman...

      itd...

      a teraz Twk maz - uzalezniony od kolezanki, a ty wspoluzalezniona od
      kolezanki...

      Jedyne wyjscie: alkoholik musi calkowicie odstawic alkohol na zawsze, nigdy ani
      kropli...
      Narkoman, odstawic nakotyki itd...

      Ale co w przypadku jak nie chca tego zrobic?
      Osoby wspoluzaleznione musza podjac decyzje, czy chca byc nadal z "kochanka"
      pod jednym dachem?

      Twoj moza jest chory psychicznie (nie denerwuj sie, to ciezki przypadek, ale
      uleczalny, tak jak np. hazard), i wymaga leczenia; psychiatry...
      Sek w tym ze on musi to chciec, a nei wyglada na to, bo przeciez nigdy chory
      psychicznie nie widzi tego...
      Ale Ty sama idz do psychologa i przedstaw swoja sprawe; masz powazny problem
      psychiczny i meczysz sie, a odpowiednia terapia napewno Ci pomoze umiec podjac
      odpowiednia decyzje i odstawic "kochanke" z domu...

      powodzenia
    • bukfa Re: Alez to zycie w malzenstwie jest trudne.. 01.07.04, 22:47
      Vin, nie chce Cie niepokoic, ale naprawde nie podoba mi sie to przywiazanie
      Twojego meza do "kolezanki". W moim malzenstwie ignorowanie takiej niby
      niewinnej znajomosci doprowadzilo do tragedii. Twoj maz pewnie nie planuje
      zdrady, pewnie nie chce sie zakochac w swojej znajomej, ale niestety jego
      gorliwosc w obronie tej znajomosci wskazuje ze calkiem niedlugo sprawa moze sie
      skonczyc romansem. Oni igraja z ogniem - teraz wydaje im sie ze sa bezpieczni,
      bo przeciez chronia ich stale zwiazki, ale w rzeczywistosci juz teraz buduja
      sobie swiat do ktorego ich stali partnerzy nie maja dostepu. A to bardzo, bardzo
      niebezpieczny krok. Moim zdaniem nie mozesz tego zignorowac. Jesli maz Cie kocha
      i chce byc z Toba, powinien zrozumiec jaki bol CI zadaje i zerwac z "kolezanka".
      To moje zdanie, nietsety poparte smutna autopsja. POzdrawaiam.
      • vin Dzieki Wam bardzo za pomoc ! 02.07.04, 21:22
        Dziekuje Wam kochani za Wasz odzew. To co napisaliscie dalo mi duzo do myslenia
        i pozwolilo trzezwo (jak i z innej strony) spojrzec na prawdopodobna istote
        problemu. To prawda ze lata minely i ja nie jestem juz ta sama dziewczyna a
        on nie jest tym samym chlopakem. Juz nie jest tak, ze jak to mowia "zaslona na
        oczy spadla" i poza ta druga osoba swiata sie nie widzi. Kiedys faktycznie
        wiedzialam ze ja jestem Jego a on moj i nie zawracalabym sobie w ogole glowy
        takimi drobiazgami jak ta znajomosc. Z drugiej strony nie sadze aby on wtedy
        takie znajomosci w ogole podtrzymywal w taki sposob jak to robi teraz.
        Viu napisala "

        Wygląda na to, że twój mąż stworzył sobie jakąś drugą relację, która zapewne ma
        uzupełniać waszą, małżeńską. W pewnym momencie pojawiło się wygodne źródło
        dobrego samopoczucia i zamiast dopracować się tego w waszym związku, skorzystał
        z nadarzającej się okazji. Na początku było to pewnie nieświadome, potem działo
        się nieco siłą przyzwyczajenia, rozpędu. Kiedy miewaliście "trudne dni"
        zbutnował się i nie zrezygnował z tych kontaktów"

        Mysle ze jest niestety bardzo duzo racji w powyzszym. Czegos zabraklo w naszym
        zwiazku i on znalazl kompensacje tego poza nim. Nie szuka tego juz wiecej w nas
        bo znalazlo sie prostsze zrodlo. Maz twierdzi ze ona nigdy go nie ocenia i
        patrzy na wszystko bezstronnie a przy tym powierzchownie (co mu bardzo jak
        twierdzi odpowiada). Coz ja moge na to powiedziec. Tez byloby mi latwiej byc
        czesciej bezstronna gdybym byla tylko zwykla kolezanka a nie zona ( z tak
        dlugim stazem bycia razem) Staram sie go nie oceniac ale czasami jest to nie do
        unikniecia chociazby z troski o ta druga osobe. Kolezanki nie obchodza
        konsekwencje tego czy tamtego ani tez zadne powazne sprawy. A mnie tak,bo to ja
        dziele z nim nie tylko radosc ale tez i rozczarowanie, rozgoryczenie, smutek z
        powodu tego czy tamtego.Czy z tego powodu mam byc na przegranej pozycji. Musze
        porozmawiac z mezem na ten temat i dowiedziec sie czego on oczekuje.
        Druga sprawa to klasyka: on twierdzi ze przy tej kolezance czuje sie
        madrzejszy. Wydawalo mi sie ze zawsze staralam sie podkreslac jak bardzo w
        niego wierze, jaki jest jest zdolny, inteligentny,jake mam w nim oparcie itd.
        No ale wyglada na to ze zrobilam gdzies blad.Gdzie ?? Jeszcze nie wiem.
        Moze zabraklo jeszcze jakis innych rzeczy w naszym malzenstwie ???. Na pewno
        bede sie starala to wyjasnic z mezem. Zobaczymy co z tego wyjdzie.
        Wasze zdania i wlasne doswiadczenia niektorych z Was uswiadomily jeszcze jedna
        wazna sprawe a mianowicie ze nie moge dalej tolerowac tej znajomosci.
        Dotychczas pomimo ze widzialam ze jest ona zrodlem mojego bolu , bardzo czesto
        przychodzilo mi do glowy ze moze ja przesadzam/ robie wielki problem z
        blahostki, jestem jakas opetana zadza zatrzymania meza tylko dla siebie i ze za
        nic w swiecie nie mam prawa ingerowac w to co robi i jakie znajomosci
        utrzymuje. A teraz dochodze do wniosku ze w tym jednym jedynym przypadku nie
        chce juz byc taka wspanialomyslna jak bylam przedtem bo to sie zle dla mnie i
        dla nas skonczy. Nie wiem jaka decyzje podejmie moj maz i w ktorym kierunku to
        wszystko pojdzie. Boje sie ale musze chyba wszystko postawic na ostrzu noza.
        Czy dobrze zrobie? Nie wiem.Ja jestem gotowa zrobic duzo aby nasze malzenstwo
        zycie wrocilo do normy ale do tanga trzeba dwojga...

        Co do listow o potrzebie uwodzenia i prowadzenia niezaleznego zycia - to macie
        duzo w tym racji. Bede to miala na uwadze !!!! Bardzo sie usmialam przy liscie
        Vlad Palovnik. To co napisales jest naprawde b. sympatyczne!!! Dzieki!

        Pozdrawiam,
        Vin


        • jmx jedna uwaga 02.07.04, 21:47

          Nie stawiaj spray na ostrzu noża. Bo stracisz zamiast zyskać. Jeśli jemu będzie
          zależało w dalszym ciągu na znajomości (podkreślam znajomości, przyjaźni a nie
          zakamufowanym romansie) to kontakt się odnowi po jakimś czasie tylko bedzie się
          z nim lepiej krył.

          Wyciągnij wnioski z tego co on Ci mówi bo to najlepsza wskazówka a ją...
          zignoruj.
          • vin Re: jedna uwaga 02.07.04, 22:13
            Tego sie obawiam. Ze kontakt moze znowu powrocic po jakims czasie i to ze
            zdwojona sila a on moze wlozyc jeszcze wiecej wysilku w jego ukrycie. To co
            najbardziej chcialabym osiagnac w rozmowie z mezem to to zeby sam zrozumial jak
            destrukcyjna jest dla naszego zwiazku ta jego znajomosc i zeby cos zrobil z
            tym problemem. Ale ja nie wiem czy on cokolwiek bedzie chcial zrobic ze
            swojej strony.
            • so_so Re: jedna uwaga 02.07.04, 23:39
              Vin, ja jestem wlasciwie w analogicznej sytuacji, tyle ze po drugiej stronie, w
              roli takiej kolezanki i moze cos Ci to pomoze, co napiszę? Tak sie stało, ze
              nasz mailowy i czesty telefoniczny kontakt zostal odkryty przez jego zone, w
              malo elegancki sposob - sprawdzila jego biling, przeczytala moj list, pisalam
              tam tylko o ksiazce, ktora mi sie podobala:( - no ale byla wielka awantura i
              grozenie rozwodem. Ja mam swojego męża, mieszkam 500 km i widzialam sie wtedy z
              nim trzy razy w zyciu na pare godzin i absolutnie nie bylam zainteresowana
              rozwalaniem czyjegos malzenskiego zycia. I tak: nie chcialam zerwac kontaktu bo
              byl w moim mniemaniu nieszkodliwy, bardzo ciekawy ( dowiedzialam sie sporo o
              literaturze np.) No ale sprawa zostala potraktowana na ostrzu noza wiec uznalam
              ze nalezy sie wycofac. On nalegal i bardzo mu zalezalo, zeby tego nie tracic -
              wiec zaczal sie po prostu lepiej kryc. Po jakims czasie czyli po pol roku coraz
              bardziej intensywnego kontaktu i kilku kolejnych spotkan wlasciwie romans stal
              sie faktem. Po prostu im zona bardziej domagala sie powrotu do starych
              wygaslych juz klimatow z poczatku ich malzenstwa, tym bardziej on od tego
              uciekal. Ale do czego zmierzam - pomimo wrazenia wielkiej milosci ktora nas
              polaczyla (moze przesadzam z ta wielka miloscia - ale bylo tu tak wiele
              tesknoty i poczucia beznadziei) zdalismy sobie sprawe, ze nie mozemy zostawic
              nasze połówki, to co bylo piękną mrzonka, jakims marzeniem nie zdalo egzaminu w
              rzeczywistosci, bo nie mozna po prostu odejsc od kogos kto Cię kocha i jest
              Twoim mężem/żoną od wielu lat. To nie do przeskoczenia po prostu. Cieszę sie ze
              tak sie to potoczyło - zatoczyliśmy pełne koło, pogodzenie z sytuacja i
              odpowiedzialnosc wzielo górę, mysle ze gdyby zerwanie kontaktu nastapilo
              wczesniej, przez dlugi czas toczyłby mnie żal i gorycz i gniew co do sytuacji,
              ktory pewnie wyladowalabym na swoim mezu:( a tak - przekonalam sie ze nie moglo
              sie zdarzyc nic wiecej, mam wyrzuty sumienia, przez to bardziej sie staram i
              dojrzalej patrze na swoje malzenstwo. Mozna znac spotykac sie byc blisko z
              wieloma osobami plci przeciwnej w swoim zyciu, ale osoba, ktorą wybierasz na
              partnera zyciowego jest jedna (na ogol) i trzeba o tym pamietac w obliczu
              takich roznych nawet podejrzanych znajomosci. Radzę Ci zachować spokój i więcej
              wiary w swoją drugę połówkę. Taka postawa na pewno będzie wobec niego bardziej
              skutecznym 'narzedziem' niz wyrzuty sumienia czy awantury. Genaralnie bardzo
              ceni sie tolerancyjnych i wyrozumialych ludzi.

              pozdrawiam:)
              • jmx Re: jedna uwaga 03.07.04, 02:26

                I jeszcze coś do tego co napisałaś - najgorszą rzeczą jaka można zrobić
                w "walce" o męża to robienie mu wymówek o inne kobiety. To (prawie)zawsze
                odnosi skutek odwrotny do zamierzonego.

                W związku jest mąż i żona a nie osoby trzecie.
                • vin Re: jedna uwaga 03.07.04, 11:26
                  Nie rozumiem.To lepiej jest w ogole mezowi nie mowic o tym jaki bol sprawia mi
                  ta znajomosc i jak moim zdaniem niszczy nasz zwiazek ? To trwa juz ok poltora
                  roku. Zaczyna brakowac mi juz sil zeby z tym zyc. Czy jest szansa ze to sie
                  kiedykolwiek skonczy jezeli on uzna ze latwym sposobem moze miec nas dwie (no
                  bo ja przeciez bede to niby w pelni akceptowac) i nie zrobi nic ze swojej aby
                  pomoc naszemu malzenstwu. Dalej bedzie robil to co robi teraz i twierdzil ze
                  nie robi nic zlego a ja bede udawala na zewnatrz ze wszystko jest OK i jako to
                  jest wyrozumiala a w glebi serca dalej bede czula ze nic dla niego juz nie
                  znacze (bo kazda byle kolezanka okaze sie wazniejsza ode mnie). Czy tak musi
                  byc?
                • chryzokola Re: jedna uwaga 03.07.04, 11:48
                  jmx napisała:

                  .
                  >
                  > W związku jest mąż i żona a nie osoby trzecie.

                  Ale mąż wprowadził do związku tą trzecią i nie chce jej wyrzucić, to dlaczego
                  żona nie ma o niej mówić gdy ona jest faktem? Pewnie ze mąz nie będzie lubił
                  gdy mu o tym mówić (mój twierdzi, ze drążę i ranię go w ten sposób zapominając
                  o ranie jaką mi sam zadał i która niestety nie zagoiła sie jeszcze i długo nie
                  zagoi.), bo nikt nie lubi gdy mu błędy przypominać, ale czy to nie wygoda. Czy
                  to sprawiedliwe, ze ktoś kogos rani, a potem mówi zapomnijmy o przeszłości,
                  zamnknijmy ja, zacznijmy od początku, a co z krzywdą i bólem tej drugiej osoby?
                  Ból nie mija tak łatwo i z reguły blizna zostaje na całe zycie.

                  chryzokola
                  • megxx Re: jedna uwaga 03.07.04, 15:43
                    Gdyby to była tylko koleżanka nie zajmowałaby tyle miejsca w życiu męża vin.
                    Nie mówiłby tyle o niej, o jej zachowaniu wobec niego itp.. Facet w najlepszym
                    przypadku jest mocno zauroczony kobietą, a wiadomo co może wyniknąć z takich
                    zauroczeń. Inną sprawą jest, że aby związek przetrwał i dał obu stronom radość,
                    to obie strony muszą tego chcieć, a mąż nie chce zauważyć, że coś jest nie tak.

                    Vin wyraźnie zapytaj męża, w której drużynie gra.
                  • jmx Re: jedna uwaga 04.07.04, 02:21
                    chryzokola napisała:

                    > Ale mąż wprowadził do związku tą trzecią i nie chce jej wyrzucić, to dlaczego
                    > żona nie ma o niej mówić gdy ona jest faktem?

                    Ano dlatego, że do niczego dobrego to nie będzie prowadziło. Poczytaj post
                    Soso. Czytałam Twój watek i uważam, ze Twoja sytuacja jest inna niż Vin, ale
                    zauważ, jak tylko odpuściłaś - mąż zaczął Cię inaczej traktować. Rzeczywiście
                    jak mężowi przestanie zależeć to kontakt sam wygaśnie, ale jest coś takiego jak
                    męska duma i przekora (to juz ogólnoludzkie) i im bardziej się naciska tym
                    odnosi się przeciwny skutek. Nie wiem czemu tak jest ale w 90% się sprawdza.
                    Więc lepiej nie brnąć w ślepą uliczkę wpychając męża w ramiona trzeciej.
    • milenna5555 Re: Alez to zycie w malzenstwie jest trudne.. 04.07.04, 18:52
      Vin, trzymaj się. Po mojemu to nie wygląda dobrze. Po mojemu to nie jest
      niewinne. Zachowanie Twojego męża jest nikczemne i nieuczciwe. Staram się być
      eufemistką, ale czasem nią być nie mogę. A zatem czy znasz tę piosenkę, w
      której refren brzmi: facet to świnia? (nie chcę deprecjonować rodu męskiego, o
      nie!) Jeżeli przyjmiesz, że to stwierdzenie to truizm, może łatwiej zniesiesz
      ból (choć prawdę powiedziawszy, to wątpię).
      Rad otrzymałaś wiele. Moja jest następująca: wykrzycz mężowi jego niegodziwość,
      rzuć o podłogę monitor, nie dbaj o straty, zrób taką scenę, żeby długo o niej
      pamiętał. Ostro, z góry, tak jak księżniczka Fiona w "Shreku" w tej scenie, gdy
      kazała Shrekowi pokazać swą twarz (ostre JUZ!!). Ale niech to będzie raz. Potem
      już nie wracaj do problemu. Podnieś głowę i zajmij się sobą. Nie dręcz go, nie
      dręcz siebie. Obiady gotuj byle jak, zapominaj o obowiązkach domowych, zacznij
      trenować karate lub yogę, wypełnij sobie czas po brzegi, kładź się do łóżka
      późno w nocy, tłumacząc, że masz do przeczytania pożyczoną książkę, pracę
      biurową ect. Jeżeli nic w nim nie drgnie, nie mając dzieci możesz myśleć o
      innej przyszłości. Wszyscy jesteśmy z Tobą. Pozdr.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka