Dodaj do ulubionych

Ku przestrodze....

05.07.04, 22:06
Ku przestrodze...

Umarl ktos nie calkiem mi bliski, ale bardzo przezywam te
smierc...Wiedzialem, ze ona umiera, powiedziala mi to w prostych
slowach, w ksiegarni, podczas przypadkowego spotkania. Bylo to dwa
miesiace temu...teraz nie zyje...ja wtedy nie znalazlem zadnych
slow, bylem niedowierzajacy, zawiodlem ja i siebie, a przeciez tyle
jej moglem dac...

Badzcie czujni...badzcie uwazni...nie bojcie sie okazywac uczuc...
Obserwuj wątek
    • Gość: az Re: Ku przestrodze.... IP: *.magtel.net.pl 05.07.04, 22:17
      > zawiodlem ja i siebie, a przeciez tyle
      > jej moglem dac...

      Co mogłeś dać, a czego nie dałeś?
      Dlaczego zawiodłeś? Obiecywałeś coś?

      Za przestrogę dziękuję.
      Często zapominam, że dziś może być ostatnim dniem, dla mnie lub kogoś bliskiego.
      • luty10 Re: Ku przestrodze.... 05.07.04, 22:27
        Gość portalu: az napisał(a):

        > > zawiodlem ja i siebie, a przeciez tyle
        > > jej moglem dac...
        >
        > Co mogłeś dać, a czego nie dałeś?
        > Dlaczego zawiodłeś? Obiecywałeś coś?
        >
        > Za przestrogę dziękuję.
        > Często zapominam, że dziś może być ostatnim dniem, dla mnie lub kogoś
        bliskiego
        > .

        Nie, niczego jej nie obiecywalem...
        ale mam cos, czym moglem sie z nia podzielic...
        Moglem tez z nia rozmawiac, byc z nia w jakis sposob,
        moglem po tej rozmowie przytulic ja chociaz,
        po ludzku okazac jej uczucie...
        A ja sie przestraszylem, nie wierzylem,
        mialem nawet troche za zle, ze po tylu latach niewidzenia,
        zwala na mnie te swoja chorobe...
        ale glownie - nie wierzylem.................................................
        ale myslalem o niej codziennie...
    • moc_ca Re: Ku przestrodze.... 05.07.04, 22:24
      Chciałabym Ci napisać cos co Cię pocieszy, zmniejszy Twój ból ale od 5 minut
      nie znajduję słów adekwatnych do tego co myślę.
      Tak trudno, w obliczu ostateczności, mówić o tym co mamy w sercu, w umyśle.
      Nie rób sobie wyrzutów. Nie mogłeś jej niczego dać. Nikt już nie mógł.
      • luty10 Re: Ku przestrodze.... 05.07.04, 22:29
        moc_ca napisała:

        > Chciałabym Ci napisać cos co Cię pocieszy, zmniejszy Twój ból ale od 5 minut
        > nie znajduję słów adekwatnych do tego co myślę.
        > Tak trudno, w obliczu ostateczności, mówić o tym co mamy w sercu, w umyśle.
        > Nie rób sobie wyrzutów. Nie mogłeś jej niczego dać. Nikt już nie mógł.
        >
        >
        Moglem...moglem
        Moglem dac jej siebie , swoj czas...
        moglem uczestniczyc w jej odchodzeniu...
        • Gość: krish Re: Ku przestrodze.... IP: 62.233.233.* 05.07.04, 22:35
          mogłeś, mogłeś...
          i czy Ci sie to wydaje zrozumiałe, czy nie wszechświat jest na dobrej drodze.
          przestań sie obwiniać.
          wrzody i depresja.
          • luty10 Re: Ku przestrodze.... 05.07.04, 22:57
            Gość portalu: krish napisał(a):

            > mogłeś, mogłeś...
            > i czy Ci sie to wydaje zrozumiałe, czy nie wszechświat jest na dobrej drodze.
            > przestań sie obwiniać.
            > wrzody i depresja.

            Wszechswiat jest w najlepszym porzadku...tylko... ja nie...
            • Gość: krish Re: Ku przestrodze.... IP: 62.233.233.* 05.07.04, 23:05
              tak jakbyś stał na zewnątrz...
              • luty10 Re: Ku przestrodze.... 05.07.04, 23:15
                Gość portalu: krish napisał(a):

                > tak jakbyś stał na zewnątrz...

                Masz racje, ale musi byc ten dualizm,
                musimy niejako stac na zewnatrz...
                musi byc ten podzial, na mnie i wszechswiat...


        • mo66 Re: Ku przestrodze.... 05.07.04, 22:41
          Ja też żałuję, że nie poświęciłam czasu odchodzącej koleżance. Wydawało mi się,
          że jeszcze zdążę.... nie zdążyłam ... i bardzo mnie to boli... a właśnie dziś
          mija rok .jak od nas odeszła..
          Po jej śmierci staram się żyć zgodnie ze słowami ks.Twardowskiego
          "...Spieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą..."
          Czas uleczy Twój ból, tylko postaraj się wyciągnąć z tej sytuacji jakieś
          wnioski.
          Pozdrawiam.
          • moc_ca Re: Ku przestrodze.... 05.07.04, 22:49
            mo66 napisała:
            > Czas uleczy Twój ból, tylko postaraj się wyciągnąć z tej sytuacji jakieś
            > wnioski.
            > Pozdrawiam.

            Nie ma z czego wyciągać wniosków bo niczego złego nie zrobił. Śmierci bliskich
            się nie da oswoić, nie ma recepty na zachowanie w jej obliczu i dlatego nie
            możemy myśleć że postąpiliśmy nie tak jak powinniśmy choć naturalnym jest że
            czasem zarzucamy sobie grzech zaniechania, naturalnym ale to nie znaczy
            SŁUSZNYM.
            • Gość: inka_s Re: Ku przestrodze.... IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 05.07.04, 23:05
              Moc_co, przepraszam ale mylisz się. Nie chodzi o to, że cos zrobił źle. Chodzi
              o to czego NIE zrobił. Nie, myślę że nie ma co się dręczyć ale wnioski na
              przyszłośc chyba już wyciągnął. Bo to nie jest jedyna osoba na której mu
              zalezy, na pewno.
              Co do oswajania śmierci - to tez nie do końca jest prawda, że tego sie nie da
              oswoić. Że nie ma recepty. Sa recepty na to jak sobie pomóc, jak sobie poradzić
              z bólem. Nie każdemu, i nie od razu, i nie każda recepta pomaga. Ale warto je
              poznawać. Warto wiedzieć, że inni też tak przeżywają. Że my nie zwariowalismy
              tylko przechodzimy normalne fazy żalu po czyjejś śmierci.
              • luty10 Re: Ku przestrodze.... 05.07.04, 23:19
                Gość portalu: inka_s napisał(a):

                > Moc_co, przepraszam ale mylisz się. Nie chodzi o to, że cos zrobił źle.
                Chodzi
                > o to czego NIE zrobił. Nie, myślę że nie ma co się dręczyć ale wnioski na
                > przyszłośc chyba już wyciągnął. Bo to nie jest jedyna osoba na której mu
                > zalezy, na pewno.
                > Co do oswajania śmierci - to tez nie do końca jest prawda, że tego sie nie da
                > oswoić. Że nie ma recepty. Sa recepty na to jak sobie pomóc, jak sobie
                poradzić
                >
                > z bólem. Nie każdemu, i nie od razu, i nie każda recepta pomaga. Ale warto je
                > poznawać. Warto wiedzieć, że inni też tak przeżywają. Że my nie zwariowalismy
                > tylko przechodzimy normalne fazy żalu po czyjejś śmierci.


                Nie mam problemu ze smiercia,
                dla mnie smierc nie istnieje,
                ale dla innych jak najbardziej...
                i strach przed nia
                i ogromny zal....za zyciem
                • Gość: inka_s Re: Ku przestrodze.... IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 05.07.04, 23:23
                  luty10 napisał:
                  > Nie mam problemu ze smiercia,
                  > dla mnie smierc nie istnieje,
                  > ale dla innych jak najbardziej...
                  > i strach przed nia
                  > i ogromny zal....za zyciem


                  Co przez to rozumiesz? Bo nie bardzo wiem jak rozumieć, że dla ciebie śmierc
                  nie istnieje a dla innych tak.
                  • luty10 Re: Ku przestrodze.... 05.07.04, 23:29
                    Gość portalu: inka_s napisał(a):

                    > luty10 napisał:
                    > > Nie mam problemu ze smiercia,
                    > > dla mnie smierc nie istnieje,
                    > > ale dla innych jak najbardziej...
                    > > i strach przed nia
                    > > i ogromny zal....za zyciem
                    >
                    >
                    > Co przez to rozumiesz? Bo nie bardzo wiem jak rozumieć, że dla ciebie śmierc
                    > nie istnieje a dla innych tak.

                    Ludzie wierza, ze umieraja. a ja WIEM, ze przechodza w inny wymiar...i zyja
                    nadal... :)
                • jmx *** 05.07.04, 23:32
                  luty10 napisał:

                  > Nie mam problemu ze smiercia,
                  > dla mnie smierc nie istnieje, [...]

                  I może właśnie dlatego nie potrafiłeś jej pomóc i masz do siebie teraz żal...?


                  Nie mogłeś nic zrobić, uśmiechnij się czasem patrząc w niebo i zachowaj ciepłe
                  myśli na jej temat. Myśl o niej nie o sobie.
              • moc_ca Re: Ku przestrodze.... 05.07.04, 23:27
                Gość portalu: inka_s napisał(a):

                > Moc_co, przepraszam ale mylisz się. Nie chodzi o to, że cos zrobił źle.
                Chodzi
                > o to czego NIE zrobił. Nie, myślę że nie ma co się dręczyć ale wnioski na
                > przyszłośc chyba już wyciągnął. Bo to nie jest jedyna osoba na której mu
                > zalezy, na pewno.
                . Nie każdemu, i nie od razu, i nie każda recepta pomaga. Ale warto je
                > poznawać. Warto wiedzieć, że inni też tak przeżywają. Że my nie zwariowalismy
                > tylko przechodzimy normalne fazy żalu po czyjejś śmierci.

                Przepraszam i ja Cię, inko_s, ale to Ty się mylisz, w sprawach śmierci nie
                istnieją eksperci, Ty także nie możesz nim być. Przeżycie smierci nawet
                najbliższej osoby nie uczy zachowania w jej obliczu kiedy po raz kolejny stawia
                nas przed tą koniecznością
                ani nie upoważnia do nauczania innych takiego zachowania.
                Recepty na zachowanie w takich okolicznościach NIE ISTNIEJĄ - także i tu się
                nie zgadzam z Tobą bo piszesz:**"> Co do oswajania śmierci - to tez nie do
                końca jest prawda, że tego sie nie da > oswoić. Że nie ma recepty. Sa recepty
                na to jak sobie pomóc, jak sobie poradzić > z bólem"** - jak sobie pomóc,
                jak poradzic z bólem, ale nie ma recepty JAK SIĘ ZACHOWAĆ W OBLICZU ŚMIERCI,
                o tym napisałam w swoim poście.
                • Gość: inka_s Re: Ku przestrodze.... IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 05.07.04, 23:39
                  Nie Moc_co.
                  Już wiele lat temu prowadzono badania właśnie w zakresie tanatologii. Hospicja,
                  opieka paliatywna to tez efekt tego, że uczymy sie i wiele wiemy o tym jak
                  zachowac isę w obliczu smierci.
                  A co do przeżyć własnych - zadziwiające było jak można było w listach na forum
                  wyczuć osoby które przeżyły coś takiego same. Ich listy, ich głosy miały pewne
                  wspólne brzmienia. Często potwierdzały przechodzenie dokładnie takich samych
                  faz. Takich samych emocji. I podobnych zachowań w obliczu takich przezyć.

                  Przezycie śmierci bliskiej osoby, jeśli sie z nią uporało, w przypadku smierci
                  kolejnej bliskiej osoby nie zmniejszy BÓLU. Ale świadomość tego co nas czeka po
                  takiej stracie, tego że to wszystko zmienia się i mija, że czas uczy żyć z tą
                  strata - pomoże sie uporać. Wtedy sie wie, że ten ból będzi się zmieniał. I że
                  da sie z nim żyć.
                  • jmx Re: Ku przestrodze.... 05.07.04, 23:52

                    Inko, chyba nie ma sensu tego tłumaczyć...
                    • moc_ca Re: Ku przestrodze.... 05.07.04, 23:56
                      jmx napisała:

                      >
                      > Inko, chyba nie ma sensu tego tłumaczyć...

                      Nie lubię Twojego protekcjonalnego tonu , jmx i wierz mi, jest akurat w tym
                      wypadku baaaaaaardzo nie na miejscu.
                      • jmx ? 06.07.04, 00:26

                        Każdy ma inną wrażliwość, inne przeżycia, inne doświadczenia i to wpływa na
                        treść postów. Szczególnie o tak delikatnej i bolesnej tematyce jak umieranie.
                        Nawet przeżywając to samo (śmierć bliskich) ludzie inaczej na to patrzą i
                        dlatego nie ma sensu tłumaczyć. Z protekcjonalnym tonem nie ma to nic wspólnego.
                  • moc_ca Re: Ku przestrodze.... 05.07.04, 23:52
                    Gość portalu: inka_s napisał(a):

                    > Nie Moc_co.
                    > Już wiele lat temu prowadzono badania właśnie w zakresie tanatologii.
                    Hospicja,
                    >
                    > opieka paliatywna to tez efekt tego, że uczymy sie i wiele wiemy o tym jak
                    > zachowac isę w obliczu smierci.
                    > A co do przeżyć własnych - zadziwiające było jak można było w listach na
                    forum
                    > wyczuć osoby które przeżyły coś takiego same. Ich listy, ich głosy miały
                    pewne
                    > wspólne brzmienia. Często potwierdzały przechodzenie dokładnie takich samych
                    > faz. Takich samych emocji. I podobnych zachowań w obliczu takich przezyć.
                    >
                    > Przezycie śmierci bliskiej osoby, jeśli sie z nią uporało, w przypadku
                    smierci
                    > kolejnej bliskiej osoby nie zmniejszy BÓLU. Ale świadomość tego co nas czeka
                    po > takiej stracie, tego że to wszystko zmienia się i mija, że czas uczy żyć z
                    tą > strata - pomoże sie uporać. Wtedy sie wie, że ten ból będzi się zmieniał.
                    I że da sie z nim żyć.

                    .. ależ mój post nie był o bólu ani o przeżyciach PO ŚMIERCI kogoś bliskiego!
                    Napisałam do mo66 że nie można 'wyciągać jakiś wniosków' z takiego a nie innego
                    zachowania w obliczu śmierci cyt. 'nie całkiem bliskiej osoby', jakie opisał
                    Luty a Ty piszesz o zupełnie innych sprawach twierdząc w dodatku że nie mam
                    racji, że się mylę .., nie inko_s, nie mylę się,
                    właśnie to chciałam powiedziec co powiedziałam. Nie ma uniwersalnej recepty na
                    zachowanie którą można zastosować w przypadku każdej śmierci.
    • joanna_1 Re: Ku przestrodze.... 05.07.04, 22:34
      no niestety przyblokowane emocje czasem sieja spustoszenie
      ja straciłam przyjaciela, powiesił się,
      podobnie jak Ty mogłam porozmawiać, tym bardziej, że miał oczy pobitego psa

      jest się czasem do dupy, a może wystarczyły tylko słowa
      • luty10 Re: Ku przestrodze.... 05.07.04, 22:39
        " grzeszymy" przez zaniachanie...
        Nie, nie obwiniam sie, ale czuje ogromny zal,
        ze nie obdarzylem jej czyms na te droge...
        ze zabraklo mi wyobrazni....
        • joanna_1 Re: Ku przestrodze.... 05.07.04, 23:01
          chciałoby się powiedzieć, że najważniejsze jest to co czułeś, ale to nieprawda
          dla tej osoby był najwazniejszy kontakt, czyli dokładnie to czego nie
          potrafiłeś wykonać

          jeśli jesteś wierzący , to wiesz co robić
          można jedynie zapobiec na przyszłość, i dac sobie prawo do błędów, nawet tych
          bolesnych, taka cena...

          zapale świeczkę za Twoją koleżankę, bo będę niedługo na cmentarzu
          • luty10 Re: Ku przestrodze.... 05.07.04, 23:10
            joanna_1 napisała:

            > chciałoby się powiedzieć, że najważniejsze jest to co czułeś, ale to nieprawda
            > dla tej osoby był najwazniejszy kontakt, czyli dokładnie to czego nie
            > potrafiłeś wykonać

            Wiesz, nie musialem niczego robic, obiektywnie jetem w porzadku, ona tez
            niczego nie oczekiwala...jestem pewien, ale ja zachowalem sie jak tchorz...,
            przestraszylem sie jej bolu, jej rezygnacji, jej braku nadziei, do tego
            stopnia, ze pozwolilem sobie na ocene; - przesadza...

            > można jedynie zapobiec na przyszłość, i dac sobie prawo do błędów, nawet tych
            > bolesnych, taka cena...
            >
            > zapale świeczkę za Twoją koleżankę, bo będę niedługo na cmentarzu

            Dzieki...
            >
    • cossa Re: Ku przestrodze.... 05.07.04, 23:04
      przykro..
      niech zal nie przysloni tego
      co bylo do odkrycia

      przykro..

      pozdr.cossa
      • luty10 Re: Ku przestrodze.... 05.07.04, 23:12
        cossa napisała:

        > przykro..
        > niech zal nie przysloni tego
        > co bylo do odkrycia
        >
        > przykro..

        ...a teraz tylko lzy...
        >
        > pozdr.cossa
        >
    • charmaine Oj! 05.07.04, 23:19
      Zawsze tak jest, że jak odchodzi ktoś bliski, albo ktoś znajomy - to my dopiero
      wtedy zastanawiamy się nad sobą i zaczynamy użalanie.
      Przeważnie nad sobą.
      "Jak ja sobie poradzę?"
      "Co ze mną będzie?"

      Dlaczego...JA, MNĄ?

      I nigdy nie będzie inaczej.
      To naturalne.
      To ludzkie.
      • luty10 Re: Oj! 05.07.04, 23:26
        charmaine napisała:

        > Zawsze tak jest, że jak odchodzi ktoś bliski, albo ktoś znajomy - to my
        dopiero
        >
        > wtedy zastanawiamy się nad sobą i zaczynamy użalanie.
        > Przeważnie nad sobą.
        > "Jak ja sobie poradzę?"

        Ja jej nie widzialem 15 lat...
        po czym spotkalem ja przypadkowo w sklepie...
        wyznala mi, ze umiera na raka...
        ja stchorzylem...
        > "Co ze mną będzie?"
        >
        > Dlaczego...JA, MNĄ?
        >
        > I nigdy nie będzie inaczej.
        > To naturalne.
        > To ludzkie.
        • charmaine Re: Oj! 05.07.04, 23:33
          Odważna.
          Nie sądzę, by oczekiwała współczucia.
          Kto nie przeżył, ten nie zrozumie.

          Wiesz, jeśli ona wiedziała, że umiera, to przeżywała swoje ostatnie dni, tak
          jak sama chciała.
          Jeśli by miała ochotę na pogawędkę i na współczucie - wymusiłaby spotkanie!
          Człowiek wtedy nie ma nic do stracenia.
          Jest tylko strach.
          Ale nie ma wstydu.
          Naprawdę.
          Nic się wtedy nie liczy.

          W "pewnym wieku" zaczyna się zwracać uwagę na rzeczy dotąd niepostrzegane.
          Smak, zapach, widok przeżywa się pełniej.
          Rozczytuje się w opisach, które wcześniej omijało się, bo nudne.
          • luty10 Re: Oj! 05.07.04, 23:37
            charmaine napisała:

            > Odważna.
            > Nie sądzę, by oczekiwała współczucia.
            > Kto nie przeżył, ten nie zrozumie.
            >
            > Wiesz, jeśli ona wiedziała, że umiera, to przeżywała swoje ostatnie dni, tak
            > jak sama chciała.
            > Jeśli by miała ochotę na pogawędkę i na współczucie - wymusiłaby spotkanie!
            > Człowiek wtedy nie ma nic do stracenia.
            > Jest tylko strach.
            > Ale nie ma wstydu.
            > Naprawdę.
            > Nic się wtedy nie liczy.
            >
            > W "pewnym wieku" zaczyna się zwracać uwagę na rzeczy dotąd niepostrzegane.
            > Smak, zapach, widok przeżywa się pełniej.
            > Rozczytuje się w opisach, które wcześniej omijało się, bo nudne.

            Od wczesnego dziecinstwa rozczytuje sie w opisach...
            nigdy nie byly dla mnie nudne...
            byly najciekawsze...

            Ze smiercia mam "staly" kontakt...
            i nie o stosunek do smierci tutaj chodzi..
            tu chodzi o stosunek do czlowieka...
            • charmaine Re: Oj! 05.07.04, 23:46
              Może właśnie dlatego, że masz "stały" kontakt z kostuchą, to nie chcesz
              dopuścić w swojej podświadomości, że ktoś, kogo znasz, może się z nią przywitać.

              Ej, jeśli cierpiała, to ze Św. Abramkiem w niebieskiej gospodzie piwo lepiej
              smakuje.
              W ogóle smakuje.

              Napisałam wcześniej już, że empatia w tych sprawach jest niemożliwa.
              Nigdy nie poczujesz tego, co ona czuła.
              Ale siebie obwiniasz o brak reakcji, albo odrzucenie prawd oczywistych.

              Wierz mi, miała na pewno kogo trzymać za rękę.
              Nawet jeśli nie fizycznie.

              Tobie pozostaje tylko żyć.
              TYLKO i AŻ.
              Zdaję sobie sprawę, że siebie nie możesz ukarać za własne zachowanie.
              I to może jest kara?
              Nie wiem.
            • moc_ca Re: Oj! 06.07.04, 00:00
              luty10 napisał:

              > Ze smiercia mam "staly" kontakt...
              > i nie o stosunek do smierci tutaj chodzi..
              > tu chodzi o stosunek do czlowieka...

              Właśnie tak zrozumiałam Twoje słowa zawarte w pierwszym poście.
              pozdrawiam
              • Gość: Luty Re: Oj! IP: *.dialup.mindspring.com 06.07.04, 02:46
                Odpowiadasz na :
                moc_ca napisała:

                > luty10 napisał:
                >
                > > Ze smiercia mam "staly" kontakt...
                > > i nie o stosunek do smierci tutaj chodzi..
                > > tu chodzi o stosunek do czlowieka...
                >
                > Właśnie tak zrozumiałam Twoje słowa zawarte w pierwszym poście.
                > pozdrawiam

                Wiem moc_ca nie od dzis, ze jakos nam po drodze...
                • moc_ca Re: Oj! 06.07.04, 12:34
                  Gość portalu: Luty napisał(a):

                  > Wiem moc_ca nie od dzis, ze jakos nam po drodze...

                  Po drodze nam jest, tez to widzę :-)) ale żałuję, Luty, że nie mam Twojej
                  cierpliwości, pewnego rodzaju flegmy, panowania nad słowami, emocjami,
                  zniecierpliwieniem.
                  Tego Ci zazdroszczę. :-)))
                  • Gość: Luty Re: Oj! IP: *.dialup.mindspring.com 07.07.04, 03:03
                    A ja lubie Twoj temperament...
          • luty10 Re: Oj! 05.07.04, 23:39
            charmaine napisała:

            > Odważna.


            Bardzo odwazna, zdumiala mnie swoja odwaga
            i dlatego czuje sie przy niej jak ostatni tchorz...
            i ...dobrze mi tak...


            > Nie sądzę, by oczekiwała współczucia.
            > Kto nie przeżył, ten nie zrozumie.
            >
            > Wiesz, jeśli ona wiedziała, że umiera, to przeżywała swoje ostatnie dni, tak
            > jak sama chciała.
            > Jeśli by miała ochotę na pogawędkę i na współczucie - wymusiłaby spotkanie!
            > Człowiek wtedy nie ma nic do stracenia.
            > Jest tylko strach.
            > Ale nie ma wstydu.
            > Naprawdę.
            > Nic się wtedy nie liczy.
            >
            > W "pewnym wieku" zaczyna się zwracać uwagę na rzeczy dotąd niepostrzegane.
            > Smak, zapach, widok przeżywa się pełniej.
            > Rozczytuje się w opisach, które wcześniej omijało się, bo nudne.
            • charmaine Re: Oj! 05.07.04, 23:51
              Nie lubię się powtarzać.

              Ludzkie zachowanie.
          • Gość: Wnuczka ,,,, IP: *.cable.ubr02.basi.blueyonder.co.uk 05.07.04, 23:42
            Kiedy odchodzila moja babcia nie zrobilam nic by byc przy niej jak
            najczesciej.A tak bardzo ja kochalam...kiedy juz bylo z Nia naprawde zle nie
            pojechalam raz jej odwiedzic bo...musialam sie uczyc,nigdy sobie tego nie
            wybacze ,ze tuz przed smiercia jej nie zobaczylam!Ale jestem dumna z tego ze
            powiedzilam ze ja kocham czego jej nigdy nie mowilam, tak ciezko bylo mi to
            powiedziec...ona tez mi to powidziala,jeden jedyny raz, przed smiercia... ;(

            Nie lubie do tego wracac...ale wiem ze Ona nie ma mi tego za zle...

            To byla wspaniala osoba...juz nie widze klawiatury.
            • Gość: Luty Re: ,,,, IP: *.dialup.mindspring.com 07.07.04, 03:08
              Skad wiesz, ze nie ma Ci tego za zle...?
        • Gość: inka_s Re: Oj! IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 05.07.04, 23:43
          Stchórzyłes? Raczej zachowałeś sie typowo.
          A co jak myslisz mógłbys zrobić?
          • Gość: Luty Re: Oj! IP: *.dialup.mindspring.com 07.07.04, 03:13
            Odpowiadasz na :
            Gość portalu: inka_s napisał(a):

            > Stchórzyłes? Raczej zachowałeś sie typowo.
            > A co jak myslisz mógłbys zrobić?


            Gdybym zechcial, na pewno cos bym wymyslil...
    • Gość: Luty Niestety , stchorzylem po raz drugi... IP: *.dialup.mindspring.com 06.07.04, 01:28
      Tak, a myslalem, ze nigdy juz ...
    • mskaiq Re: Ku przestrodze.... 06.07.04, 03:49
      Mysle ze nie powinno budowac sie poczucia winy w sobie. Takie poczucie winy
      niczgo nie zmieni a moze prowadzic do bardzo silnych problemow w Tobie. Czesto
      konczy sie to nawet depresja.
      Wiele razy w zyciu przechodzilem przez takie poczucie winy, za kazdym razem
      powodem byl brak mojego zrozumienia. Zrozumienia uczymy sie cale zycie i tego
      nie da sie zmienic, trzeba sobie wybaczyc, nastepnym razem bede wiedzial co
      zrobic.
      Serdeczne pozdrowienia.
      • luty10 Re: Ku przestrodze.... 06.07.04, 03:54
        mskaiq napisał:

        > Mysle ze nie powinno budowac sie poczucia winy w sobie. Takie poczucie winy
        > niczgo nie zmieni a moze prowadzic do bardzo silnych problemow w Tobie.
        Czesto
        > konczy sie to nawet depresja.
        > Wiele razy w zyciu przechodzilem przez takie poczucie winy, za kazdym razem
        > powodem byl brak mojego zrozumienia. Zrozumienia uczymy sie cale zycie i tego
        > nie da sie zmienic, trzeba sobie wybaczyc, nastepnym razem bede wiedzial co
        > zrobic.
        > Serdeczne pozdrowienia.

        Nie wiem kim jestes,
        ale Twoje slowa kojace a nadzwyczj,zawsze...
        masz jakis dar czlowieku...
        • monika20 Re: Ku przestrodze.... 06.07.04, 07:58
          Wielka rzecz mierzyć się ze śmiercią. Ja sama parę razy uciekłam zanim
          znalazłam odwagę stawić jej czoła. Kiedy w końcu pozwoliłam sobie na żal, ból i
          TOTALNE niespełnienie w kontakcie z żywą osobą, poczułam siłę i dobro śmierci.
          O paradoksie! Uspokoiłam się, przestałam czuć taki lęk o rodzinę, o przyszłość.
          Każdy ma swój moment. Nie mamy na to żadnego wpływu. Możemy tylko uznać
          Wielkość Jej Wysokości, jej niuchronność i zobaczyć spokój jaki niesie. Zawsze
          boli to niespełnienie. Zawsze okazuje się, że moglibyśmy inaczej. Ale czy na
          prawdę mogliśmy? Przecież zyjemy najlepiuej jak potrafimy. Gdybyś miał drugą
          szansę może okazałoby się, że i tak nic byś nie mógł zrobic, bo ona nie mogłaby
          tego przyjąć. Kiedy umierał mój ojciec, byłam już bardzo świadoma. Nie
          pożegnałam się jednak z nim - dla niego. Wiedziałam , że on sam nie potrafił
          się z ty mierzyć i choć mogłam więcej musiałam zatrzymać to dla siebie. Wiem,
          że teraz on już z to wszystko wie...
          • Gość: Luty Re: Ku przestrodze.... IP: *.dialup.mindspring.com 06.07.04, 18:16
            Moze masz racje, ale zastanawiac sie nie zawadzi...
    • lune Re: Ku przestrodze.... 06.07.04, 08:11
      luty10 napisał:


      > Badzcie czujni...badzcie uwazni...nie bojcie sie okazywac uczuc...


      Tak i nie dlatego ze smierc, ze nie bedziemy miec "drugiej sznasy" by to
      naprawic ;
      nie powinnismy bac sie okazywac uczuc - bo zycie, bo kazdy dzien jest wazny ;
      kazda chwila czulosci, serdecznosci ;

      dziekuje ze to napisales ;
      nie wiem czy potrafilabym - a nosze to w sobie od lat


      Lune

      • Gość: Luty Re: Ku przestrodze.... IP: *.dialup.mindspring.com 06.07.04, 18:19
        Z tym okazywaniem uczuc ciagle sa problemy...boimy sie "wyglupic"
    • Gość: baba zona Re: Ku przestrodze.... IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 06.07.04, 12:07
      Towarzysze osobie chorej. Mam nadzieje, ze nie umrze. Smakujemy zycie.
      • mo66 Re: Ku przestrodze.... 06.07.04, 12:26
        Nadzieja jest tak samo ważna , jak wiara w wyzdrowienie.
        Życie bez nadziei, nie byłoby nic warte...
        Smakujcie życie, coraz bardziej,tego szczerze Wam życzę.POWODZENIA
      • Gość: Luty Re: Ku przestrodze.... IP: *.dialup.mindspring.com 06.07.04, 18:25

        Gość portalu: baba zona napisał(a):

        > Towarzysze osobie chorej. Mam nadzieje, ze nie umrze. Smakujemy zycie.



        No tak , najbardziej utrudzeni, nawiecej rozumieja...
        Nigdy nie umieramy...daj jakies namiary,
        cos Ci babo mila wysle...
        Dobre to nasze zycie, prawda..?
        • Gość: baba zona Re: Ku przestrodze.... IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 06.07.04, 18:40
          babaja@gazeta.pl
          :)
          • Gość: Luty Re: Ku przestrodze.... IP: *.dialup.mindspring.com 06.07.04, 18:45
            Babo mila, powiedz mi,
            czy mozna urazic Twoje religijne uczucia...?
            nie chcialbym zrobic Ci przykrosci...
            • Gość: baba zona Re: Ku przestrodze.... IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 06.07.04, 18:48
              Urazaj, jesli musisz. Jakos niewiele jest w stanie mnie urazic... A moja
              religia jest bardzo moja i bardzo odbiega od obiegowej. Sprobuj...
              :)
              • Gość: Luty Re: Ku przestrodze.... IP: *.dialup.mindspring.com 06.07.04, 19:04
                Wyslalem....
                • babaja Re: Ku przestrodze.... 06.07.04, 19:21
                  Odpisalam.
                  Pozdrawiam najserdeczniej
                  :)
                  • Gość: Luty Re: Ku przestrodze.... IP: *.dialup.mindspring.com 06.07.04, 19:29
                    Trzym sie...
    • brzydulca Re: Ku przestrodze.... 06.07.04, 13:35
      Luty jestes bardzo wrazliwy.
      Mnie z kolei interesuja ludzie ktorzy maja odejsc, jak zmienia sie ich poglad,
      wartosci. Gdy jestem z nimi wtedy czuje ze moge byc z nimi w ich swiecie.

      Poza tym smierci sie nie boje, a nawet ja lubie. Jest dla mnie nadzieja na
      pewnie lepsze zycie potem.
      • kvinna sorry, wg mnie Luty histeryzuje 06.07.04, 13:38
        Luty?
        Co trudnego w potrzymaniu umierającego za rękę?
        Posiedzeniu przy nim?

        Tchórz z Ciebie.
        • moc_ca histeria ???? 06.07.04, 13:50
          kvinna napisała:
          > Tchórz z Ciebie.

          I co z tego wynika, kvinno? Jakies sugestie, opinie..?
          Luty sam się do swojego tchorzostwa przyznał i właśnie o tym nam opowiedział
          w swoim wątku :

          Re: Ku przestrodze....
          Autor: luty10
          Data: 05.07.2004 23:10 + dodaj do ulubionych wątków

          Wiesz, nie musialem niczego robic, obiektywnie jetem w porzadku, ona tez
          niczego nie oczekiwala...jestem pewien, ale ja zachowalem sie jak tchorz...,
          przestraszylem sie jej bolu, jej rezygnacji, jej braku nadziei, do tego
          stopnia, ze pozwolilem sobie na ocene; - przesadza...
          • kvinna Re: histeria ???? 06.07.04, 13:59
            Za jakiś czas napisał "niestety, stchórzyłem znowu"
            A tytuł brzmi "Ku przestrodze".

            ?

            To zachowania typowe?
            To..to smutne jest.

            Mam pisać dalej, może nie do końca a propos, o umieraniu starych ludzi w
            szpitalu? Bez rodziny? Bez trzymania za rękę?

            Chciałam Lutym potrząsnąć, inna sprawa, czy się udało.


            Co strasznego w umierającym człowieku?

            • Gość: Luty Re: histeria ???? IP: *.dialup.mindspring.com 06.07.04, 14:26
              Mialem 15 lat, w szpitalu na raka umieral moj przyjaciel...
              Podczas ostatnich odwiedzin (wtedy jeszcze nie wiedzialem, ze otatnich) bylem
              wstrzasniety jego widokiem. Zapytalem:
              - Kuba, co ci..., a on z trudem wystekal
              - Nie widzisz, ze umieram...?
              Jezu co on chrzani... - pomyslalem
              - Kuba , a moze ci loda kupie, chcesz loda...?
              - Chce...- odpowiedzial.
              Wrocilem zdyszany z lodem waniliowym...podsunalem mu pod usta, liznal raz...i
              powiedzial..
              - Zjedz sam....
              - Zostawie ci na pozniej - odpowiedzialem niepewnie....(pozeralismy po sobie
              wszystko, bez zahamowan)
              Schowalem loda do zamrazalnika malej, szpitalnej lodowki.
              Moj przyjaciel uwaznie wpatrywal sie we mnie, nic nie mowil, nie mogl
              juz...Wiedzialem, ze jest ciezko chory, ale smierc wydawala mi sie
              absurdem...Umarl nastepnego dnia na ranem...
              Powinienem byl sleczec przy nim dzien i noc, a ja poszedlem do domu, a on tam
              sam umieral....a ja spalem w tym czasie...

              To byl moj pierwszy raz....
              • kvinna Re: histeria ???? 06.07.04, 14:32
                dupa z Ciebie, Luty.
                tym bardziej, że dziś już nie masz 15 lat.

                dzieciak.
              • Gość: az Re: histeria ???? IP: *.magtel.net.pl 06.07.04, 14:47
                > Powinienem byl sleczec przy nim dzien i noc, a ja poszedlem do domu, a on tam
                > sam umieral....a ja spalem w tym czasie...

                Po co ślęczeć?
                Patrzeć jak umiera bez przytomności?

                Zrobiłeś dobry uczynek kupując loda.
                Zostawiłeś kolegę pod opieką specjalistów.
                Na drugi dzień nie czekał już na Ciebie...
                Masz o to żal do kogoś?

                Różnie ludzie umierają.
                Nie wiem czy potrzebują przy tym trzymania kogokolwiek za rękę.
                Zwłaszcza jeśli są nieprzytomni.

                No i żyć nam trzeba.
                Ile czasu nonstop należy spędzić przy umierającym?
                Dobę, dwie, miesiąc...?
                • kvinna ale 06.07.04, 14:52
                  on ma poczucie, że czegoś nie zrobił!

                  stąd zarzut, że jakoś nieszczerze histeryzuje

                  az np. uznałby, że nie musi nic

                  a ja uznałam, że chcę potrzymać za rękę

                  TO BARDZIEJ BYŁO DLA MNIE
                  zero poczucia winy

                  i gadałam mu o wiośnie
                  i on miał w dupie, co ja opowiadam

                  nie szkodzi
        • gapka Re: sorry, wg mnie Luty histeryzuje 06.07.04, 13:55
          kvinna napisała:

          > Luty?
          > Co trudnego w potrzymaniu umierającego za rękę?
          > Posiedzeniu przy nim?
          >
          > Tchórz z Ciebie.

          kvino kopiesz lezacego!!!
        • Gość: Luty Re: sorry, wg mnie Luty histeryzuje IP: *.dialup.mindspring.com 07.07.04, 03:01
          Odpowiadasz na :
          kvinna napisała:

          > Luty?
          > Co trudnego w potrzymaniu umierającego za rękę?
          > Posiedzeniu przy nim?
          >
          > Tchórz z Ciebie.


          Nie zawsze sie ma do tego prawo,
          ale sa inne sposoby "trzymania za reke"
      • Gość: Luty Re: Ku przestrodze.... IP: *.dialup.mindspring.com 06.07.04, 18:29
        Poza tym smierci sie nie boje, a nawet ja lubie. Jest dla mnie nadzieja na
        > pewnie lepsze zycie potem.


        Nie jest to dobry poglad...
        Im lepsze zycie tutaj, tym lepsze TAM..
        Nie odpouszczaj niczego...
    • brzydulca Re: Ku przestrodze.... 06.07.04, 13:56
      Pewnie inni by sie nie przejmowali, ale Luty jest bardzo dobrym czlowiekiem,
      swiadomym tego co inni czuja.
      • kvinna duży uśmiech 06.07.04, 14:01
        :)
    • twoja_cholera Re: Ku przestrodze.... 06.07.04, 14:11
      wiesz czego Ci życzę byś nigdy nie musiał patrzeć jak umiera Ci bardzo bliski
      człowiek, byś nie musiał patrzeć jak cierpi, jak gaśnie w oczach i nigdy nie
      czuł tej bezradności, że nie możesz mu pomóc.


      • kvinna tu rozumiem 06.07.04, 14:20
        wtedy można chyba tylko płakać i modlić się
        • twoja_cholera Re: tu rozumiem 06.07.04, 14:27
          nie masz sił ani płakac a do Boga masz żal i tysiące pytań - dlaczego Ona
          przecież nadal jest potrzebna, przeciez nie dam rady bez niej żyć i usmiechasz
          się przez łzy i musisz być cierpliwa a wszystcy wokół ciągle ci powtarzają, że
          masz byc dzielna a ty schowałabys się w mysią dziurę by tylko nie patrzeć i nic
          nie czuć
        • monika20 Re: tu rozumiem 06.07.04, 15:09
          Kvinna, podziwiam takich genialnych ludzi jak Ty, którzy na wszystko znają
          odpowiedź. Są w słowniku jednak takie słowa jak: zrozumienie, empatia,
          wrażliwośc... i parę innych, wyraźnie Ci obcych. Najłatwiej dowalić wrażliwemu,
          nie?
          Luty! To co Cię spotakało w tak młodym wieku to niezła trauma. Dzieciom zawsze
          terudniej mierzyć się ze śmiercią (a 15 lat to dziecko!). To potem wraca.
          Śmierć tej dziewczyny wyraźnie obudziła Twoje poczucie winy, niewyrażony ból i
          żal, niezrozumienie tej pierwszej śmierci. Nie obwiniaj się. Bądź dla siebie
          dobry, uważny i za żadne skarby świata nie pozwól sobie na myślenie o winie.
          Jest na to jeden sposób, którego sama się kiedyś nauczyłam (a musiałam wybaczyć
          sobie rzecz niebagatelną - bo krzywdę własnego dziecka). Najważniejsze to
          wiedzieć, że w danym momencie postąpiło się NAJPEPIEJ jak się wtedy umiało!!!
          To, że może następnym razem uda Ci się lepiej, to znaczy tyle, że umiesz się
          stawać lepszy, dojrzalszy i mądrzejszy, a przecież to najważniejsze.
          Powodzenia! Twoja wrażliwość dobrze Cię prowadzi. Zaufaj sobie.
          • kvinna śmiech 06.07.04, 15:16
            Przepraszam za pisanie skrótami myślowymi.
            Rozumiem 15-latka, że nie wie, nie rozumie.
            Mój kolega zmarł na nowotwór, gdy miał 7 lat. Tak samo - szok.
            Bałam się zasnąć etc.

            Luty nie ma jednak piętnastu lat.
            Użala się nad sobą, bo nawet nie "nad istotą śmierci".
            Udaje wrażliwego.

            Empatią jest próba (przynamniej) towarzyszenia kogoś.
            Luty jednak woli założyć wątek. Szkoda, że nie zatytułował go "Spieszmy się
            kochać ludzi".

            Sam się spiesz, Luty.





            • gazeg Re: śmiech 06.07.04, 15:20
              Luty napisal dokladnie to co chodzi mu po glowie, bez zadnej egzaltacji.
              Ty jestes jakas zimna twarda baba kwino.
              • kvinna proszę, chcesz? * 06.07.04, 15:38
                ale to ja...(wielokropek) trzymałam...za rękę...umierającą...bliską osobę
                chlip

                cytuję ja_ra: o ludziach świadczą czyny

                luty nie będzie miał odwagi nawet porozmawiac o śmierci z kimś bliskim
                ucieknie znowu (chciałam napisac "spieprzy")




                * parafraza stylu lutego
            • Gość: baba zona Re: śmiech IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 06.07.04, 15:37
              A Ty kogo udajesz, kvinno? Znowu piszesz o czyms, o czym tak naprawde nie masz
              zielonego pojecia. Odrobine pokory, dziewczyno, to moze sie czegos nauczysz...
              • kvinna ta jest, babo zono 06.07.04, 15:39
                mam pojęcie.
                • Gość: baba zona Re: ta jest, babo zono IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 06.07.04, 15:42
                  To sie nie wyglupiaj.
            • Gość: Luty Re: śmiech IP: *.dialup.mindspring.com 07.07.04, 03:42



              Dlaczego mam sie uzalac "nad istota Smierci"?
              "Luty jednak woli zalozyc watek"..
              niz co...? niz towarzyszyc komus w umieraniu...?
              No jest to smieszne, przyznaj sama...

              O! Jakies emocje Cie poniosly...



              Mam wrazenie, ze nie czytasz uwaznie postow,
              ale tez i nie wymagam tego od Ciebie.
              Najpierw piszesz, potem myslisz, a na koncu czujesz...,
              a powinno byc odwrotnie...

          • moc_ca Re: tu rozumiem 06.07.04, 15:19
            monika20 napisała:

            > Kvinna, podziwiam takich genialnych ludzi jak Ty, którzy na wszystko znają
            > odpowiedź. Są w słowniku jednak takie słowa jak: zrozumienie, empatia,
            > wrażliwośc... i parę innych, wyraźnie Ci obcych. Najłatwiej dowalić
            > wrażliwemu nie?

            ależ, droga moniko20, Ty właśnie teraz dowalasz, równie jak luty wrażliwej,
            kvinnie, dlaczego? czy Twoje prawa obowiązują innych, Ciebie nie?
            wszak piszesz że 'w słowniku są jednak takie słowa jak zrozumienie, empatia,
            wrażliwość.. i parę innych'
            pozdrawiam trzeźwiejąco! ;-)
            • monika20 Re: tu rozumiem 06.07.04, 19:04
              Oto dlaczego:
              Nie mam nic do Kvinny, czytam jej wypowiedzi i pewnie, choć tylko z grubsza,
              ale umiem je zebać do kupy. Odpowiadam jedynie na poziomie i w klimacie, który
              sama wprowadziła. Wyłącznie po to, żeby widziała jak łatwo zranić człowieka,
              zwłaszcza gdy odsłania siebie w kiepskim wydaniu i jeszcze na dodatek, którego
              sam nie podziwia. Co z tego, że Luty nie ma już 15 lat? Prosi o wsparcie i
              zrozumienie. Kvinna prosiła o granice lub prowokowała. Może ma rację, że się
              koleś pieści, choć nie sądzę. Z oceną zawsze ostrożnie. A granice są po to by
              je stawiać.
              • Gość: Luty Re: tu rozumiem IP: *.dialup.mindspring.com 06.07.04, 19:09
                Nie , nie prosilem o wsparcie,
                chcialem przekazac jak to jest zle,
                gdy uciekamy od swoich wlasnych uczuc,
                zamiast sie z nimi zmierzyc...
          • Gość: Luty Re: tu rozumiem IP: *.dialup.mindspring.com 07.07.04, 04:06

            > Luty! To co Cię spotakało w tak młodym wieku to niezła trauma. Dzieciom
            zawsze
            > terudniej mierzyć się ze śmiercią (a 15 lat to dziecko!). To potem wraca.
            > Śmierć tej dziewczyny wyraźnie obudziła Twoje poczucie winy, niewyrażony ból
            i
            > żal, niezrozumienie tej pierwszej śmierci. Nie obwiniaj się. Bądź dla siebie
            > dobry, uważny i za żadne skarby świata nie pozwól sobie na myślenie o winie.
            > Jest na to jeden sposób, którego sama się kiedyś nauczyłam (a musiałam
            wybaczyć
            >
            > sobie rzecz niebagatelną - bo krzywdę własnego dziecka). Najważniejsze to
            > wiedzieć, że w danym momencie postąpiło się NAJPEPIEJ jak się wtedy umiało!!!
            > To, że może następnym razem uda Ci się lepiej, to znaczy tyle, że umiesz się
            > stawać lepszy, dojrzalszy i mądrzejszy, a przecież to najważniejsze.
            > Powodzenia! Twoja wrażliwość dobrze Cię prowadzi. Zaufaj sobie.

            Dzieki....
            • iwan_w "psychoanaliza" 07.07.04, 09:56
              Gość portalu: Luty napisał(a):

              Monika20 napisała:
              > > Luty! To co Cię spotakało w tak młodym wieku to niezła trauma. Dzieciom
              > zawsze
              > > terudniej mierzyć się ze śmiercią (a 15 lat to dziecko!). To potem wraca.
              > > Śmierć tej dziewczyny wyraźnie obudziła Twoje poczucie winy, niewyrażony b
              > ól
              > i
              > > żal, niezrozumienie tej pierwszej śmierci. Nie obwiniaj się. Bądź dla sieb
              > ie
              > > dobry, uważny i za żadne skarby świata nie pozwól sobie na myślenie o wini
              > e.
              > > Jest na to jeden sposób, którego sama się kiedyś nauczyłam (a musiałam
              > wybaczyć
              > >
              > > sobie rzecz niebagatelną - bo krzywdę własnego dziecka). Najważniejsze to
              > > wiedzieć, że w danym momencie postąpiło się NAJPEPIEJ jak się wtedy umiało
              > !!!
              > > To, że może następnym razem uda Ci się lepiej, to znaczy tyle, że umiesz s
              > ię
              > > stawać lepszy, dojrzalszy i mądrzejszy, a przecież to najważniejsze.
              > > Powodzenia! Twoja wrażliwość dobrze Cię prowadzi. Zaufaj sobie.
              >
              > Dzieki....

              Daj spokój, Luty. Przeczytaj jeszcze raz: "...śmierć tej dziewczyny wyraźnie
              obudziła Twoje poczucie winy, niewyrażony ból i żal, niezrozumienie tej
              pierwszej śmierci...", "...bądź dla siebie dobry, uważny i za żadne skarby
              świata nie pozwól sobie na myślenie o winie...".


              Swoją drogą ciekaw jestem, na czym polegała krzywda, którą autorka postu
              wyrządziła swojemu dziecku?
              • Gość: Luty Re: "psychoanaliza" IP: *.dialup.mindspring.com 07.07.04, 13:51
                >
                > Swoją drogą ciekaw jestem, na czym polegała krzywda, którą autorka postu
                > wyrządziła swojemu dziecku?
                >
                Napisales tylko to jedno zdanie pod postem Moniki...
                Czasem jedno zdanie wystarczy, aby odkryc swe plycizny, Iwanie.
                Odkryles ja, w Himalaje do trzymania liny bym Cie nie wzial, balbym sie, ze Ci
                sie znudzi jej trzymanie...Nie zmienia to faktu, ze Cie lubie...momo wszystko.
                • komandos57 Ziutus! 07.07.04, 13:54
                  Gość portalu: ZIUTA napisał(a):
                  Nie zmienia to faktu, ze Cie lubie...momo wszystko.
                  xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx
                  MOMO tego twego zwichrowania w praciu i zalamania w umysle tez cie lubie.Nawet
                  ma dla ciebie niespodzianke.Ale to juz insza inszosc.Jak tam twoi
                  kolesie,ziutka?
                • iwan_w Głupiś, Luty. 08.07.04, 08:52
                  Jesteś naiwny jak dziecko i nie pierwszy raz widzę, że masz problemy ze
                  zrozumieniem tego, co się do Ciebie pisze. Trzeba wielokrotnie powtarzać to
                  samo, a wszelkie aluzje albo skróty myślowe są dla Ciebie niepojmowalne.
                  Spróbuj uważniej się wczytywać, a w to, co piszesz, wkładać więcej myśli.
                  Inaczej wciąż będziesz się skarżyć jak Caorle kiedyś: „mam wrażenie że
                  traktujesz mnie z góry...jak wy wszyscy tutaj...”

                  I kompleks gotowy.

                  A teraz czytaj uważnie. Po pierwsze, przekłamanie w Twoim poście: „napisałeś
                  tylko to jedno zdanie pod postem Moniki”. Wróć i przeczytaj: „tytuł” postu,
                  zdania z jej postu zacytowane przeze mnie i moją uwagę, abyś dał spokój z
                  podziękowaniami i przeczytał przytoczone zdania raz jeszcze.
                  Żeby Ci rozjaśnić piszę, co myślę o postach Moniki20 – tym razem tak, jak
                  lubisz - rozwlekle:
                  Po pierwsze, pretensjonalna i powierzchowna „psychoanaliza”; uwagi zbudowane na
                  bazie jakichś własnych doświadczeń, nieprzystawalnych do Twoich (sądząc z tego,
                  co napisałeś);
                  Po drugie, pochopność i powierzchowność w dokonywaniu ocen innych ludzi: „Luty,
                  jaki ty jesteś wrażliwy, Kvinna, jaka ty jesteś niewrażliwa”;
                  Po trzecie, czy autorka nie należy przypadkiem do tych, którzy szczodrze
                  udzielają innym napomnień i rad, samemu potrzebując ich bardziej;
                  Po czwarte, jest w nich rada: nie przejmuj się, nie obwiniaj się – a ten
                  nowoczesny, psychologiczny mechanizm nie podoba mi się.

                  Tak, Luty. Śmiało korzystaj z pralni uczuć pod nazwą Forum Psychologia. „Swoje
                  uczucia
                  tanio sprzedam, zapraszam do rozmowy, pocieszcie mnie”. Cokolwiek nagannego byś
                  nie zrobił, wpadnij tu, pożal się sentymentalnie, bo to kobietom się podoba
                  (O...Mało ją znałem...Ale mogłem pomóc...A nie pomogłem...Przestrzegam
                  was...Ale powiedzcie też, że nic zrobić nie mogłem...I żebym się nie zamartwiał
                  zbytnio...). Zawsze się znajdzie ktoś, kto powie: za żadne skarby świata nie
                  pozwól sobie na myślenie o winie, nie obwiniaj się, bądź dla siebie dobry,
                  następnym razem będzie lepiej! Tak, za wszelką cenę trzeba pozbyć się poczucia
                  winy – jak w konfesjonale. Rzeczywiście, to najlepszy sposób, żeby wyciągnąć
                  wnioski na przyszłość. Stać się lepszym, mądrzejszym, dojrzalszym (to też z
                  postu Moniki20). Nie pomogłeś, chociaż mogłeś i powinieneś był? O, nie obwiniaj
                  się, następnym razem będzie lepiej... Spaprałeś coś? O, wybacz to sobie, bądź
                  dla siebie dobry...

                  Na koniec –gratuluję swobody w dokonywaniu uogólniających ocen etycznych ludzi,
                  których kompletnie nie znasz.


                  • luty10 Re: Głupiś, Luty. 08.07.04, 15:25
                    iwan_w napisał:

                    > Jesteś naiwny jak dziecko i nie pierwszy raz widzę, że masz problemy ze
                    > zrozumieniem tego, co się do Ciebie pisze. Trzeba wielokrotnie powtarzać to
                    > samo, a wszelkie aluzje albo skróty myślowe są dla Ciebie niepojmowalne.
                    > Spróbuj uważniej się wczytywać, a w to, co piszesz, wkładać więcej myśli.
                    > Inaczej wciąż będziesz się skarżyć jak Caorle kiedyś: „mam wrażenie że
                    > traktujesz mnie z góry...jak wy wszyscy tutaj...”
                    >
                    > I kompleks gotowy.
                    >
                    > A teraz czytaj uważnie. Po pierwsze, przekłamanie w Twoim poście: „napisa
                    > łeś
                    > tylko to jedno zdanie pod postem Moniki”. Wróć i przeczytaj: „tytuł
                    > ” postu,
                    > zdania z jej postu zacytowane przeze mnie i moją uwagę, abyś dał spokój z
                    > podziękowaniami i przeczytał przytoczone zdania raz jeszcze.
                    > Żeby Ci rozjaśnić piszę, co myślę o postach Moniki20 – tym razem tak, jak
                    >
                    > lubisz - rozwlekle:
                    > Po pierwsze, pretensjonalna i powierzchowna „psychoanaliza”; uwagi
                    > zbudowane na
                    > bazie jakichś własnych doświadczeń, nieprzystawalnych do Twoich (sądząc z
                    tego,
                    >
                    > co napisałeś);
                    > Po drugie, pochopność i powierzchowność w dokonywaniu ocen innych ludzi: „
                    > ;Luty,
                    > jaki ty jesteś wrażliwy, Kvinna, jaka ty jesteś niewrażliwa”;
                    > Po trzecie, czy autorka nie należy przypadkiem do tych, którzy szczodrze
                    > udzielają innym napomnień i rad, samemu potrzebując ich bardziej;
                    > Po czwarte, jest w nich rada: nie przejmuj się, nie obwiniaj się – a ten
                    > nowoczesny, psychologiczny mechanizm nie podoba mi się.
                    >
                    > Tak, Luty. Śmiało korzystaj z pralni uczuć pod nazwą Forum Psychologia. „
                    > Swoje
                    > uczucia
                    > tanio sprzedam, zapraszam do rozmowy, pocieszcie mnie”. Cokolwiek naganne
                    > go byś
                    > nie zrobił, wpadnij tu, pożal się sentymentalnie, bo to kobietom się podoba
                    > (O...Mało ją znałem...Ale mogłem pomóc...A nie pomogłem...Przestrzegam
                    > was...Ale powiedzcie też, że nic zrobić nie mogłem...I żebym się nie
                    zamartwiał
                    >
                    > zbytnio...). Zawsze się znajdzie ktoś, kto powie: za żadne skarby świata nie
                    > pozwól sobie na myślenie o winie, nie obwiniaj się, bądź dla siebie dobry,
                    > następnym razem będzie lepiej! Tak, za wszelką cenę trzeba pozbyć się
                    poczucia
                    > winy – jak w konfesjonale. Rzeczywiście, to najlepszy sposób, żeby wyciąg
                    > nąć
                    > wnioski na przyszłość. Stać się lepszym, mądrzejszym, dojrzalszym (to też z
                    > postu Moniki20). Nie pomogłeś, chociaż mogłeś i powinieneś był? O, nie
                    obwiniaj
                    >
                    > się, następnym razem będzie lepiej... Spaprałeś coś? O, wybacz to sobie, bądź
                    > dla siebie dobry...
                    >
                    > Na koniec –gratuluję swobody w dokonywaniu uogólniających ocen etycznych
                    > ludzi,
                    > których kompletnie nie znasz.
                    >
                    >
                    Glupim...? oj tak, ale odpisywalem na Twojego posta, a nie na Moniki...skad
                    wiesz co mysle o postach innych ludzi...
                    Podziekowac za posta zawsze mozna , zwlaszcza jak sie nie wie co odpisac...hihi
                    Myslisz, ze pochwaly czy nagany innych moga mnie zwalic z nog...?
                    Bys sie lepiej zajal analiza siebie iwan...stac Cie na to...conie
                    • iwan_w Re: Głupiś, Luty. 09.07.04, 12:45
                      luty10 napisał:

                      > iwan_w napisał:
                      >
                      > > Jesteś naiwny jak dziecko i nie pierwszy raz widzę, że masz problemy ze
                      > > zrozumieniem tego, co się do Ciebie pisze. Trzeba wielokrotnie powtarzać t
                      > o
                      > > samo, a wszelkie aluzje albo skróty myślowe są dla Ciebie niepojmowalne.
                      > > Spróbuj uważniej się wczytywać, a w to, co piszesz, wkładać więcej myśli.
                      > > Inaczej wciąż będziesz się skarżyć jak Caorle kiedyś: „mam wrażenie
                      > że
                      > > traktujesz mnie z góry...jak wy wszyscy tutaj...”
                      > >
                      > > I kompleks gotowy.
                      > >
                      > > A teraz czytaj uważnie. Po pierwsze, przekłamanie w Twoim poście: „n
                      > apisa
                      > > łeś
                      > > tylko to jedno zdanie pod postem Moniki”. Wróć i przeczytaj: „
                      > tytuł
                      > > ” postu,
                      > > zdania z jej postu zacytowane przeze mnie i moją uwagę, abyś dał spokój z
                      > > podziękowaniami i przeczytał przytoczone zdania raz jeszcze.
                      > > Żeby Ci rozjaśnić piszę, co myślę o postach Moniki20 – tym razem tak
                      > , jak
                      > >
                      > > lubisz - rozwlekle:
                      > > Po pierwsze, pretensjonalna i powierzchowna „psychoanaliza”; u
                      > wagi
                      > > zbudowane na
                      > > bazie jakichś własnych doświadczeń, nieprzystawalnych do Twoich (sądząc z
                      > tego,
                      > >
                      > > co napisałeś);
                      > > Po drugie, pochopność i powierzchowność w dokonywaniu ocen innych ludzi: &
                      > #8222;
                      > > ;Luty,
                      > > jaki ty jesteś wrażliwy, Kvinna, jaka ty jesteś niewrażliwa”;
                      > > Po trzecie, czy autorka nie należy przypadkiem do tych, którzy szczodrze
                      > > udzielają innym napomnień i rad, samemu potrzebując ich bardziej;
                      > > Po czwarte, jest w nich rada: nie przejmuj się, nie obwiniaj się – a
                      > ten
                      > > nowoczesny, psychologiczny mechanizm nie podoba mi się.
                      > >
                      > > Tak, Luty. Śmiało korzystaj z pralni uczuć pod nazwą Forum Psychologia. &#
                      > 8222;
                      > > Swoje
                      > > uczucia
                      > > tanio sprzedam, zapraszam do rozmowy, pocieszcie mnie”. Cokolwiek na
                      > ganne
                      > > go byś
                      > > nie zrobił, wpadnij tu, pożal się sentymentalnie, bo to kobietom się podob
                      > a
                      > > (O...Mało ją znałem...Ale mogłem pomóc...A nie pomogłem...Przestrzegam
                      > > was...Ale powiedzcie też, że nic zrobić nie mogłem...I żebym się nie
                      > zamartwiał
                      > >
                      > > zbytnio...). Zawsze się znajdzie ktoś, kto powie: za żadne skarby świata n
                      > ie
                      > > pozwól sobie na myślenie o winie, nie obwiniaj się, bądź dla siebie dobry,
                      >
                      > > następnym razem będzie lepiej! Tak, za wszelką cenę trzeba pozbyć się
                      > poczucia
                      > > winy – jak w konfesjonale. Rzeczywiście, to najlepszy sposób, żeby w
                      > yciąg
                      > > nąć
                      > > wnioski na przyszłość. Stać się lepszym, mądrzejszym, dojrzalszym (to też
                      > z
                      > > postu Moniki20). Nie pomogłeś, chociaż mogłeś i powinieneś był? O, nie
                      > obwiniaj
                      > >
                      > > się, następnym razem będzie lepiej... Spaprałeś coś? O, wybacz to sobie, b
                      > ądź
                      > > dla siebie dobry...
                      > >
                      > > Na koniec –gratuluję swobody w dokonywaniu uogólniających ocen etycz
                      > nych
                      > > ludzi,
                      > > których kompletnie nie znasz.
                      > >
                      > >
                      > Glupim...? oj tak, ale odpisywalem na Twojego posta, a nie na Moniki...skad
                      > wiesz co mysle o postach innych ludzi...
                      > Podziekowac za posta zawsze mozna , zwlaszcza jak sie nie wie co
                      odpisac...hihi
                      > Myslisz, ze pochwaly czy nagany innych moga mnie zwalic z nog...?
                      > Bys sie lepiej zajal analiza siebie iwan...stac Cie na to...conie

                      Analizą siebie zajmuję się na co dzień i Tobie polecam to samo.
                  • luty10 Re: Głupiś, Luty. 09.07.04, 06:22
                    iwan_w napisał:

                    > Jesteś naiwny jak dziecko i nie pierwszy raz widzę, że masz problemy ze
                    > zrozumieniem tego, co się do Ciebie pisze. Trzeba wielokrotnie powtarzać to
                    > samo, a wszelkie aluzje albo skróty myślowe są dla Ciebie niepojmowalne.
                    > Spróbuj uważniej się wczytywać, a w to, co piszesz, wkładać więcej myśli.
                    > Inaczej wciąż będziesz się skarżyć jak Caorle kiedyś: „mam wrażenie że
                    traktujesz mnie z góry...jak wy wszyscy tutaj...”

                    hihi..postaram sie..bede wkladal wiecej mysli w to co pisze...
                    >
                    > I kompleks gotowy.
                    >
                    > A teraz czytaj uważnie. Po pierwsze, przekłamanie w Twoim poście: „napisa
                    > łeś
                    > tylko to jedno zdanie pod postem Moniki”. Wróć i przeczytaj: „tytuł
                    > ” postu,
                    > zdania z jej postu zacytowane przeze mnie i moją uwagę, abyś dał spokój z
                    > podziękowaniami i przeczytał przytoczone zdania raz jeszcze.
                    > Żeby Ci rozjaśnić piszę, co myślę o postach Moniki20 – tym razem tak, jak
                    >
                    > lubisz - rozwlekle:
                    > Po pierwsze, pretensjonalna i powierzchowna „psychoanaliza”; uwagi
                    > zbudowane na
                    > bazie jakichś własnych doświadczeń, nieprzystawalnych do Twoich (sądząc z
                    tego,
                    >
                    > co napisałeś);
                    > Po drugie, pochopność i powierzchowność w dokonywaniu ocen innych ludzi: „
                    > ;Luty,
                    > jaki ty jesteś wrażliwy, Kvinna, jaka ty jesteś niewrażliwa”;
                    > Po trzecie, czy autorka nie należy przypadkiem do tych, którzy szczodrze
                    > udzielają innym napomnień i rad, samemu potrzebując ich bardziej;
                    > Po czwarte, jest w nich rada: nie przejmuj się, nie obwiniaj się – a ten
                    > nowoczesny, psychologiczny mechanizm nie podoba mi się.

                    Staram sie nie patrzec az tak krytycznie, w koncu ludzie sa jacy sa, pisza tak,
                    jak potrafia...
                    >
                    > Tak, Luty. Śmiało korzystaj z pralni uczuć pod nazwą Forum Psychologia. „
                    > Swoje
                    > uczucia
                    > tanio sprzedam, zapraszam do rozmowy, pocieszcie mnie”. Cokolwiek naganne
                    > go byś
                    > nie zrobił, wpadnij tu, pożal się sentymentalnie, bo to kobietom się podoba
                    > (O...Mało ją znałem...Ale mogłem pomóc...A nie pomogłem...Przestrzegam
                    > was...Ale powiedzcie też, że nic zrobić nie mogłem...I żebym się nie
                    zamartwiał
                    >
                    Alez ja nie potrzebuje zadnego pocieszenia, uznalem, ze zrobilem cos zle, wiem
                    dlaczego to zrobilem i stad moj watek...

                    > zbytnio...). Zawsze się znajdzie ktoś, kto powie: za żadne skarby świata nie
                    > pozwól sobie na myślenie o winie, nie obwiniaj się, bądź dla siebie dobry,
                    > następnym razem będzie lepiej! Tak, za wszelką cenę trzeba pozbyć się
                    poczucia
                    > winy – jak w konfesjonale. Rzeczywiście, to najlepszy sposób, żeby wyciąg
                    > nąć
                    > wnioski na przyszłość. Stać się lepszym, mądrzejszym, dojrzalszym (to też z
                    > postu Moniki20). Nie pomogłeś, chociaż mogłeś i powinieneś był? O, nie
                    obwiniaj
                    >
                    > się, następnym razem będzie lepiej... Spaprałeś coś? O, wybacz to sobie, bądź
                    > dla siebie dobry...

                    Nikt nie jest w stanie ani mnie pognebic, ani pocieszyc, ani rozgrzeszyc...
                    Nie szukam niczyjego zrozumienia...jezeli mowie cos istotnego w moim mniemaniu,
                    to mowie to dla Ciebie i innych, ale co Ty z tym zrobisz to Twoja sprawa i co
                    sobie o mnie pomyslisz, to tez Twoja sprawa...Czy myslisz, ze szukam tu
                    jakiegos poklasku...? Oczywiscie lubie rozmawiac z ludzmi, to prawdziwa frajda
                    prowadzic ciekawa rozmowe, lub chocby zartowac, ale nie szukam tutaj
                    spelninia...jestem spelniony...
                    >
                    > Na koniec –gratuluję swobody w dokonywaniu uogólniających ocen etycznych
                    > ludzi,
                    > których kompletnie nie znasz.
                    >
                    Nie trzeba kogos "kompletnie" znac, aby dokonac oceny etycznej jakiegos czynu...
                    To co napisales - "a swoja droga..." - bylo swinstwem nad swinstwami, a Ty
                    zamiast przeprosic, probujesz udowodnic, ze to ja jestem idiota...pewnie
                    jeszcze w to uwierzysz...ciekaw jestem jak Ty rozwiazesz ten problem...,
                    trzymam za Ciebie kciuki...zeby Ci sie udalo, rozwiazac go dobrze.
                    • iwan_w Re: Głupiś, Luty. 09.07.04, 12:44
                      luty10 napisał:

                      >
                      > hihi..postaram sie..bede wkladal wiecej mysli w to co pisze...

                      Ale na razie wakacje?

                      > Nikt nie jest w stanie ani mnie pognebic, ani pocieszyc, ani rozgrzeszyc...
                      > Nie szukam niczyjego zrozumienia...

                      Mhmm.

                      > > Na koniec –gratuluję swobody w dokonywaniu uogólniających ocen etycz
                      > nych
                      > > ludzi,
                      > > których kompletnie nie znasz.
                      > >
                      > Nie trzeba kogos "kompletnie" znac, aby dokonac oceny etycznej jakiegos
                      czynu..
                      > .
                      > To co napisales - "a swoja droga..." - bylo swinstwem nad swinstwami, a Ty
                      > zamiast przeprosic, probujesz udowodnic, ze to ja jestem idiota...pewnie
                      > jeszcze w to uwierzysz...ciekaw jestem jak Ty rozwiazesz ten problem...,
                      > trzymam za Ciebie kciuki...zeby Ci sie udalo, rozwiazac go dobrze.

                      A może Ty nie pojmujesz, że to było pytanie retoryczne? Aluzja? Być może, że
                      zbyt ostro sformułowana, ale w kontekście słownym i emocjonalnym, który już Ci
                      opisałem (sugerująca, że po pierwsze, po drugie, po trzecie i po czwarte -
                      jeżeli nie pamiętasz, to wróć i przeczytaj raz jeszcze) uprawniona.

                      Nie, nie stawiam tezy, że jesteś Idiotą (jeżeli wiesz, co mam w tej chwili na
                      myśli), chociaż wydaje mi się, że chciałbyś, aby tak Cię postrzegano.

                      I znowu małe przekłamanie w Twoim poście - nie napisałem, że
                      trzeba "kompletnie" kogoś znać (zresztą, cóż to znaczy? co to za fikcja? znać
                      kogoś "kompletnie"?), by dokonywać oceny etycznej. Zarzuciłem Ci, że dokonujesz
                      jej kompletnie nie znając adresata. I to jakiej oceny? Właśnie - nie była
                      to "ocena etyczna jakiegoś czynu", jak stwierdzasz, tylko ocena uogólniająca i
                      całościowa, pomijając już fakt, że nie było tutaj żadnego czynu, tylko zbitka
                      słów.
                      • Gość: Luty Re: Głupiś, Luty. IP: *.dialup.mindspring.com 09.07.04, 14:32
                        Iwanie nie mac, nie mam czasu na takie podchody, chciales dokopac w brzydkim
                        stylu monice...fee
                        • iwan_w Re: Głupiś, Luty. 09.07.04, 16:05
                          Zostawiam Cię ze swoimi "odczuciami". Poanalizuj trochę to, co piszesz.
                          • Gość: Luty Re: Głupiś, Luty. IP: *.dialup.mindspring.com 09.07.04, 16:42
                            Odpowiadasz na :
                            iwan_w napisał:

                            > Zostawiam Cię ze swoimi "odczuciami". Poanalizuj trochę to, co piszesz.
                            >


                            Nie zwalaj na mnie swojej roboty, ivanie...
      • Gość: Luty Re: Ku przestrodze.... IP: *.dialup.mindspring.com 07.07.04, 03:23
        twoja_cholera napisała:

        > wiesz czego Ci życzę byś nigdy nie musiał patrzeć jak umiera Ci bardzo bliski
        > człowiek, byś nie musiał patrzeć jak cierpi, jak gaśnie w oczach i nigdy nie
        > czuł tej bezradności, że nie możesz mu pomóc.

        Dziekuje za zyczenia,
        ale czy to mozliwe tak przesliznac sie przez zycie...
        No chyba,ze umiera sie tak mlodo, jak moj przyjaciel...
    • kvinna Lutek, 06.07.04, 15:55
      nie obrażaj się Ty, tylko kochaj, kochaj, kochaj.

      Obiecaj.
      • Gość: Lutek Re: Lutek, IP: *.dialup.mindspring.com 06.07.04, 21:30
        Odpowiadasz na :
        kvinna napisała:

        > nie obrażaj się Ty, tylko kochaj, kochaj, kochaj.
        >
        > Obiecaj.


        Dobrze, dobrze Ciociu Kvinno, bede kochal, obiecuje...hihihi
    • Gość: Luty Jest bez znaczenia... IP: *.dialup.mindspring.com 06.07.04, 17:40
      ...czy bede glaskany po glowie,
      czy kopany po tylku.
      Ona juz nie zyje.
      Miala, podobnie jak moj przyjaciel,
      uwazne spojrzenie gasnacych oczu.
      Powinienem byl odczytac w nich znak odchodzenia,
      zegnania sie z zyciem...Powinienem to zaakceptowac...
      a nie odwracac sie plecami albo tak jak porzednio,
      zajmowac sie kupowaniem loda...

      A moze tylko tyle moglem - kupic loda
      A moze tylko tyle moglem - powiedziec - bedzie dobrze...zbaczysz
      • Gość: baba zona Re: Jest bez znaczenia... IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 06.07.04, 18:01
        Tutaj nie ma madrych. Moga byc tylko kochajacy lub (wspol)czujacy. Albo Ci,
        ktorzy wierza...
    • jmx tak sie zastanawiam.... 08.07.04, 03:02

      Jak osobie, która odchodzi można pomóc gdy się nie wierzy w śmierć?
      Taka myśl, moim zdaniem wyraża nieakceptowanie, wypieranie tego faktu ze
      świadomości osoby, która ją głosi i wierzy.

      Pierwsza, świadomie przeżyta śmierć kogoś znajomego, bliskiego jest zawsze
      szokiem. Świat się zmienia. Jest Inny. Skończony. Patrzenie z bliska na
      umieranie, na stopniowe gaśnięcie i rozbłyskiwanie nadziei związane z treścią
      diagnoz lekarskich, na zupełnie inny odbiór świata, ludzi niż w czasie
      zdrowia...

      Czy współbycie z umierającym to odwaga?
      Czy zaniechanie tego to tchórzostwo?
      Czy towarzyszenie umierającemu jest bardziej dla nas czy dla niego?
    • kvinna Lina w Himalajach 08.07.04, 19:55
      To chyba ta ręka.

      Jmx pyta dla kogo.
      Dający = Biorący.

      Tak sobie myślę.


      p.s. Puściłeś linę, Luty. Sam siebie wpuszczasz w maliny ;)
      • jmx Re: Lina w Himalajach 09.07.04, 01:14
        > Jmx pyta dla kogo.
        > Dający = Biorący.

        Hm. Mam wątpliwości. Co, przepraszam za brzydkie słowo w takim kontekście, może
        skorzystać umierający w kontakcie z nieumierającym? Ktoś, stojący na granicy
        życia i śmierci patrzy na tych, którzy zostają. Co oni robią, w większości? Nie
        są szczerzy (z różnych przyczyn). Dlatego uważam, że Luty i inni w takich
        sytuacjach) robią przysługę odchodząc od umierających. Ci umierający są już
        mentalnie w innym wymiarze, nie mają czasu na powierzchowne dyskusje, unikanie
        tematu. Nie ten poziom zaangażowania w życie, mówiąc innymi słowy.


        PS. Ja też bym nie dała Iwanowi liny w Himalajach, podziwiałby malowniczość
        widoków i grę światłocieni na ośnieżonych szczytach, a ludzie, jeden po
        drugim.... aaaaaaaaaaaaaa! ;-)
        • kvinna Tak 09.07.04, 12:56
          Też uważam, że Luty puścił tę linę w Himalajach (życiu).
          Przyznaję, że bałabym się go o cokolwiek poprosić.
          Jeszcze nie wie, co to empatia.

          Luty? Byłeś w hospicjum? Spróbujesz, Stefanku-Burczymucho?
        • iwan_w moje podróże 09.07.04, 13:43
          No dobra. Nie musicie mnie sobie dłużej wyobrażać. W załączeniu - portret (nie
          tylko duchowy):


          www.ibiblio.org/wm/paint/auth/friedrich/friedrich.wanderer-sea-fog.jpg


          i sceneria adekwatna do treści wątku:



          www.ibiblio.org/wm/paint/auth/friedrich/cross.jpg


          o, nie, to nie to, hihi, tylko:



          www.geocities.com/Area51/2229/Friedrich_cross.jpg


          znowu pomyłka;)


          Nareszcie mam:



          www.geocities.com/Area51/2229/Friedrich_moon.jpg


          Tak, tylko któż to obok mnie?
          • iwan_w znowu lin(k)a nawaliła 09.07.04, 13:45

          • iwan_w znowu lin(k)a nawaliła 09.07.04, 13:45
            Może teraz:


            www.artcyclopedia.com/artists/detail/Detail_friedrich_caspar_david.html

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka