Gość: zosia
IP: *.demo.pl
12.07.04, 17:23
o pomoc panów bo ja chyba nie rozumiem życia, a może mam pecha, a może coś
robie źle, może ktoś pomoże mi zrozumieć
po długim czasie samotności i nieudanych związków uwierzyłam że w końcu i
dla mnie nadszedł czas na szczęście. Mówił że mnie uwielbia, że jest mu ze
mną cudownie i że bardzo pozytywnie wpłynęłam na jego życie. Przez 7-dem
miesięcy byliśmy razem, ale na odległość. Dzieliło nas kilkaset kilometrów,
spotykaliśmy się co kilka tygodni, codzienne telefony, maile, rozmowy. Mówił
że chce żebym za jakiś czas przeprowadziła się żebyśmy byli tak naprawde
razem. I nagle poczułam że coś jest nie tak- oboje byliśmy bardzo
zapracowani, nie mieliśmy dla siebie czasu, ale też zauważyłam że on nie mówi
o nas- kiedy pytałam dlaczego i czy coś jest nie tak odpowiadał że wszystko w
porządku, tylko ta odległość. W końcu zaczęłam być przygnębiona, było kilka
kłotni przez telefon. Po ostatniej postanowiliśmy dać sobie troche czasu,
minęły dwa tygodnie spotkałam się z nim: rozmawialiśmy, śmialiśmy się,
przytulał mnie czule jak kiedyś, a kiedy powiedziałam że musimy porozmawiać
odpowiedział że nie wie co mi powiedzieć bo czuje się ze mną dobrze, ale
przyzwyczaił się do tego że ja jestem tu a on tam że trudno mu podjąć decyzje
o wspólnym mieszkaniu, że ma mentlik w głowie
Jutro mam się z nim spotkać, co mam mu powiedzieć? odejdz jeśli nie chcesz
być ze mną, jeśli mnie nie kochasz czy schować dume do kieszeni i walczyć ale
czy jest o co, czy to powinna być już teraz wyłącznie jego decyzja? nie wiem
co zrobić, nie chce popełnić kolejnego błędu i dlatego prosze jeśli ktoś moze
mi coś doradzić, czasami tak z boku jest łatwiej ocenić sytuacje
dziekuje za opinie