kasper254
28.02.13, 21:05
Przez ostatnie około dwudziestu lat miałem koszmarne sny. Najczęściej czułem zbliżającą się śmierć; a to w niezindywidualizowanej, niekonkretnej, abstrakcyjnej wręcz, nieuchwytnej fizykalnie, katastrofie lub też w formie bezpośredniego, namacalnego zagrożenia, np. chcę wyjść z piwnicy i na schodach z góry schodzi mój kat. Wiem, że zabije mnie. Wiem, że za chwilę umrę. W jednym i drugim przypadka panicznie się boję. Chcę uciec i nie mogę. Prześladowca podchodzi coraz bliżej. Chcę krzyczeć i nie mogę. Wreszcie- trwa to długo - budzę się. Wydaje mi się, że trwa to wieczność. Wychodzeniu z tej sytuacji towarzyszy mój okropny krzyk, pewnie zwierzęcy strach. To jednak złudzenie. Nikt nie słyszy żadnego krzyku. Wokół mnie hjest niczym niezmącona cisza. Długo potem boję się zasnąć.
Co to może znaczyć? Zaznaczam, że raczej nie boję się śmierci, oswoiłem się z nią około siedmiu lat wstecz, traktuję ją jak część mojego życia.