Dodaj do ulubionych

Akceptacja siebie

20.07.13, 18:11
Czy akceptujecie siebie? Jakie uczucia żywicie względem siebie, jak siebie traktujecie (łagodnie, ostro, bezlitośnie)?
Obserwuj wątek
    • marcin905 Re: Akceptacja siebie 20.07.13, 20:36
      Wobec siebie mam uczucia neutralne. Jestem świadomy wielu wad i generalnie swojej przezroczystości ale też nie czuje potrzeby tego zmieniać. Pogodzony ze sobą w 100% realista.
      • atalia12 Re: Akceptacja siebie 21.07.13, 13:42
        Nasza egoistyczna natura odrzuca to co jej nie wygodne. Ponieważ jestem chęcią otrzymywania całe życie biorę kiedy nie mogę zaspokoić swojego Ja wtedy odczuwa dyskomfort w różnej formie. W zależności od tego jak wysokie jest moje ego, jestem dla siebie surowy, wymagający bo chce więcej i więcej. Oceniam siebie i innych tylko przez swoje ego.
        zdrowieducha.pl/
    • mona.blue Re: Akceptacja siebie 21.07.13, 12:59
      Pozwolę sobie zacytować w tym wątku to, co napisał Kropidło w wątku dot. narcyzmu :

      'Zdrowe myslenie polega chyba na tym, ze zaden czlowiek nie jest i nie musi byc idealny, jest istota omylna, ale zarazem powinien sie jakos starac. Sam wysilek ma nie mniejsze znaczenie niz rezultaty, porazki sa elementem zycia a ie tragediami, tak jak zwyciestwa tez nie sa dowodem na geniusz tylko malymi kamykami. Akceptacja i milosc nalezy sie kazdemu, za to ze jest, od rodzicow i rodziny, nastepnie czlowiek 'jaki jest' szuka drugiej polowy i przyjaciol, ci akcetuja go 'jaki jest' i kochaja za to wlasnie, jaki jest, a nie jaki byc powinien czy nie powinien.'

      Myślę, że to kwintesencja tematu.

      Wygląda na to, że należałoby akceptować się takim, jakim się jest. Dużo łatwiejsze jest to, jeżeli rodzice nas akceptowali takimi, jakimi jesteśmy w dzieciństwie.
      Natomiast jest to bardzo trudne dla osób, które nie były akceptowane w dzieciństwie albo dla tych, którym akceptacja była udzielana warunkowo - gdy spełniały oczekiwania i standardy rodziców. Wtedy wydaje im się, że żeby 'zasłużyć' na akceptację muszą być 'kimś', osiągać 'Bóg wie jakie' sukcesy, być niemal doskonałym. To cholernie męczące i utrudniające życie przekonanie.
      Czy jest jakiś sposób, żeby uwolnić się od takiego przekonania?
      • marcin905 Re: Akceptacja siebie 21.07.13, 15:03
        Uważasz się za mało wartościową osobę dlatego że nie spełniasz cudzych oczekiwań? A własnych wobec siebie nie masz? To rzeczywiście może być trudno. Ale jeśli chodzi o innych którzy Ciebie nie akceptują to widocznie nie pasujecie do siebie. Nie ma sensu na siłę komuś imponować bo zazwyczaj druga osoba i tak Cię nie polubi. Ale może są jacyś śmiałkowie którzy w grupie z pozycji "frajera" wskoczyli na "ziomka" i byli rzeczywiście lubiani a nie pożyteczni tylko. A co do samoakceptacji: ludzie słuchają tych których lubią, szanują itp. Czy Ty lubisz, szanujesz czy cokolwiek pozytywnego ludzie którzy Ciebie krytykują? Bo kiedy ja słyszę zarzuty pod swoim adresem to mimo że jestem świadomy ich prawdziwości, umieszczam mądrale na swojej czarnej liście. Ktoś może powiedzieć: ale tak funkcjonują ludzie zdrowi psychicznie a ludzie okaleczeni psychicznie inaczej...
        • kropidlo5 Re: Akceptacja siebie 21.07.13, 16:46
          A co do sa
          > moakceptacji: ludzie słuchają tych których lubią, szanują itp. Czy Ty lubisz, s
          > zanujesz czy cokolwiek pozytywnego ludzie którzy Ciebie krytykują? Bo kiedy ja
          > słyszę zarzuty pod swoim adresem to mimo że jestem świadomy ich prawdziwości, u
          > mieszczam mądrale na swojej czarnej liście. Ktoś może powiedzieć: ale tak funkc
          > jonują ludzie zdrowi psychicznie a ludzie okaleczeni psychicznie inaczej...


          Zgadzam sie, liczy sie nie tylko to, czy zarzuty sa prawdziwe, ale tez to, po co sa wypowiadane i kto je wypowiada. Po pierwsze- czy tego ktory je wypowiada, w ogole krytykowane zachowanie czy czyn dotyczy, znalem bowiem takiego bohatera, co to lubil robic mi rachunek sumienia, choc sprawy kompletnie nie mialy z nim zwiazku, po prostu szukal sposobu aby sie przyp... 'bo 7 lat temu w miescie wroclaw to umowiles sie z Jankiem serce i sie spozniles godzine'.
          Druga rzecz, to czy to osoba ogolnia zyczliwa czy nie (zyczliwa nam konkretnei ale i zyczliwa w ogole wobec ludzi- czy tez to taki etatowy recenzent cudzych poczynan). Tak, jak mowisz, jak kogos nie lubimy, jak mamy zle doswiadczenia, to po co nam takiej osoby madralowanie? Od razu czarna lista i juz. Niewiele mozna stracic a wiele zyskac.
          Mysle, ze takie reakcje sa zdrowe.

          Niedawno byl taki dokument jakiejs studentki, ktora postanowila w koncu 'wysluchac' krytyki rodziny i kolezanek na temat swojego ubioru i ubrac sie tak, jak oni chca- i oczywiscie jak babka uradzila to kolezanki wysmialy, a jak kolezanki ubraly to matka zaraz oprotestowala, jak ojciec sie zabawil w designera to juz sie wszyscy smiali. Moze lepiej sluchac opinii niewielu ale jakos nam pasujacych a nie probowac dogodzic kazdemu kto sie zglosi.


        • marcin905 Re: Akceptacja siebie 21.07.13, 18:40
          ... ale to chyba nie od złego traktowania zależy. To może zabrzmieć brutalnie skoro silna krytyka sprawia że człowiek traci jakąkolwiek "orientacje" w postępowaniu to znaczy że trafiła ona na podatny grunt.
          • kropidlo5 Re: Akceptacja siebie 21.07.13, 21:27
            Tak i nie. Krytyka moze byc uczciwa i moze byc nieuczciwa. Nieuczciwa krytyka moze wcale nie byc wyssana z palca- wystarczy, ze jest oparta na manipulacjach. Szczegolnie bliskie sobie osoby potrafia znac swoje 'czule punkty' i tak sformulowac krytyke, zeby zabolala, a mimo to ta krytyka jest nieuzasadniona, nieuczciwa, zlosliwa, wredna.
            Mozna cos wyolbrzymic, zafalszowac, zmienic kontekst, uogolnic, udramatyzowac- i trafic w emocje, ale nie w prawde. Przeciez na upartego to wszystko da sie wyjasnic na wiele sposobow i wszystko da sie zracjonalizowac, wiec ostatecznie wszystko sprowadza sie do tego, czy ktos jest uczciwy czy nie.
            No chyba, ze chodzi ci o podatny grunt w kontekcie przewrazliwienia, kompleksow, niskiego poczucia wartosci, gdzie nawet drobna krytyka jest odbierana jako kanonada, to juz kwestia odbiorcy. te dwie kwestie nalezy rozpatrywac jednak oddzienie. Przewrazliwienie odbiorcy i chamstwo krytyka nie maja ze soba zwiazku i moga sobie istniec niezaleznie od siebie, a jedno w niczym nie umniejsza drugiego.
        • mona.blue Re: Akceptacja siebie 21.07.13, 23:31
          Ale własne oczekiwania czasem stoją w opozycji do cudzych oczekiwań. Jeżeli było się tresowanym całe dzieciństwo i cześć dorosłego życia, że 'najważniejsze są oczekiwania innych' to jaka jest metoda, żeby się z tego wyzwolić?
          • marcin905 Re: Akceptacja siebie 22.07.13, 00:02
            No właśnie o to chodzi że jeżeli ktoś dał sobie wmówić że najważniejsi są inni to znaczy że od samego początku miał predyspozycje do takich poglądów. Człowiek że tak powiem normalnie urodzony nabierze niechęci do otoczenia a nie będzie opętańczo spełniał jego kaprysy. Prędzej czy później by do nich sam doszedł. Wyzwolić raczej się nie da bo byłoby to sprzeczne z własną naturą, można co najwyżej wyznaczyć sobie granicę poza którą spełnianie czyichś oczekiwań staje się destrukcyjne.
          • psychonaut2 Re: Akceptacja siebie 22.07.13, 10:00
            Ja równiez byłem tresowany przez całą młodą i znaczną część dorosłego życia.Stałem się nieśmiały, strasznie zakompleksiony, potwornie lękliwy w kontaktach towarzyskich. Niektórzy ludzie już się rodzą z taki predyspozycjami, u innych warunkują je warunki środowiskowe. Mnie pomogła psychofarmakologia, dobre pięć lat jestem zupełnie innym człowiekiem.Czy było warto?Czas pokaże..
          • malwi.4 Re: Akceptacja siebie 22.07.13, 19:29
            Jeżeli było się tresowanym całe dzieciństwo i cześć dorosłego życia

            zastanawiam się czy to nie jest skutek relacji z rodzicem, który raz jest dla nas dobry, kochający a innym razem surowy, wymagający, upokarzający, lub też niedobry po prostu, bo traktujący czasem jedno dziecko jako kozła ofiarnego za swoje frustracje

            gdy ktoś od urodzenia jest tylko źle traktowany, spotka się jedynie z agresją, to taki człowiek od ludzi będzie w przyszłości uciekał, nie będzie umiał z nimi współodczuwać, relacje międzyludzkie będą mu się kojarzyły z ranieniem

            jeśli ktoś miał matkę która raz kochała, raz była okrutna, innym razem wymagała zbyt wiele, a dziecko starało się wyzbyć własnych potrzeb, by matka znów była kochajaca... w takim dziecku wykształci się współodczuwanie "za bardzo", bo to współodczuwanie będzie polegało na tłamszeniu własnych uczuć i potrzeb, by tylko "mama kochała"

            i taki schemat będzie mu też towarzyszył w dorosłym życiu i takich ludzi będzie sobie dobierał w relacjach (którym będzie podporządkowywał swoje potrzeby) i choc będzie czuł krzywdę, nie bedzie potrafił stworzyć relacji innej, a wręcz będzie uciekał przed ludzmi, którzy będą chcieli ofiarować mu zwyczajną bezwarunkową miłość i akceptację, będzie czuł sie nienaturalnie w takim układzie

            nie da się powiedzieć: nie będę spełniać cudzych oczekiwań i to dokonać z dnia na dzień, myślę, ze to długa droga, zaczynająca się od tego by siebie polubić, zaakceptować, rozwijać się, dawać sobie każdego dnia jakieś drobne przyjemności - nawet takie "duchowe", a gdy tym sposobem poczujemy swoją wartość naturalne będzie dla nas liczenie się w własnymi potrzebami, to się stanie samoistnie, tak myślę...
      • malwi.4 Re: Akceptacja siebie 22.07.13, 18:52
        Wtedy wydaje im się, że żeby 'zasłużyć' na akceptację muszą być 'kimś', osiągać 'Bóg wie jakie' sukcesy, być niemal doskonałym. To cholernie męczące i utrudniające życie przekonanie.
        Czy jest jakiś sposób, żeby uwolnić się od takiego przekonania?


        nie wiem jak się od tego uwolnić, podejrzewam, ze cokolwiek robisz (w pracy na przykład) chcesz to zrobić najlepiej, a ja w pracy starałam się robić dobrze po prostu, tak by działało, by mój przełożony mógł spać spokojnie, ze wszystko jest pod kontrolą

        może za bardzo się skupiasz na jednym zadaniu, na efekcie bez zarzutów, pewnie że zawsze można zrobić coś lepiej, ktoś inny może wykonać zadanie lepiej, a może zrobi je po prostu inaczej, i tez dobrze będzie

        nie patrz się na innych, nie patrz na pochwały, patrz się na swoje efekty, jeśli ktoś powierza ci coraz bardziej odpwiedzialne zadania to znaczy, że ma do ciebie zaufania, że sobie poradzisz
    • psychonaut2 Re: Akceptacja siebie 21.07.13, 23:17
      Można przy pomocy specyfików. Znalazłem taki sklep z profesjonalna informacją ; elevatedminds.pl
    • paco_lopez Re: Akceptacja siebie 22.07.13, 03:31
      akceptuje siebie na śmieszno i pogodno oraz na zupełnie poważnie. szczególnie jak sobie obejrzę zdjęcia z wakacji. w sumie mam mnóstwo motywów afirmacyjnych. bezlitośnie traktuje muchy , komary ,osy i idiotów.
    • bianca_j Re: Akceptacja siebie 30.07.13, 00:32
      to zależy od aktualnego nastroju, ale staram się akceptować siebie, w końcu jak inni mają nas pokochać skoro, same nie potrafimy?:)
      • mona.blue Re: Akceptacja siebie 30.07.13, 05:24
        Starasz się akceptować siebie "za coś" czy bezwarunkowo? I co Ci w tym pomaga?
    • hansii Jestesmy sobie neutralni, Mona... :) 30.07.13, 14:40
      mona.blue napisała:
      > Czy akceptujecie siebie? Jakie uczucia żywicie względem siebie, jak siebie trak
      > tujecie (łagodnie, ostro, bezlitośnie)?


      Przeciez nie bedziemy sie spierac z Tworca, dlaczego dal nam wlasnie takie cialo i taki rozum ?
      Slowem, nie zajmujemy sie soba - gdyz to bez sensu.

      Zajmujemy sie za to innymi.


      • mona.blue Re: Jestesmy sobie neutralni, Mona... :) 30.07.13, 16:15
        hansii napisał:

        > Przeciez nie bedziemy sie spierac z Tworca, dlaczego dal nam wlasnie takie cia
        > lo i taki rozum ?

        Ale można pozbywać się słabości i doskonalic się. Ale pod warunkiem, że najpierw je w sobie zobaczymy.

        > Slowem, nie zajmujemy sie soba - gdyz to bez sensu.

        No trochę ma sens.

        >
        > Zajmujemy sie za to innymi.
        >
        A jak z akceptacja innych u Ciebie?
        • hansii Re: Jestesmy sobie neutralni, Mona... :) 30.07.13, 16:46
          mona.blue napisała:
          > Ale można pozbywać się słabości i doskonalic się.
          Ale pod warunkiem, że najpierw je w sobie zobaczymy.

          - oczywiscie ze tak, jednak, gdy jest sie leniem i hedonista - to sie nie chce :)

          zatem nie zaprzeczam Twojej (czy takiej wlasnie) postawie - masz do niej prawo.

          > A jak z akceptacja innych u Ciebie?

          - Najzupelniej normalnie (suma dwoch czynnikow) :

          a) obiektywnych - zaleznie od ich moralnej i intelektualnej klasy (no vizualnej troche tez)
          b) subiektywnych: - zaleznie od ich stosunku do nas.
        • rach.ell Re: Jestesmy sobie neutralni, Mona... :) 30.07.13, 17:51
          mona.blue napisała:

          >
          > Ale można pozbywać się słabości i doskonalic się. Ale pod warunkiem, że najpier
          > w je w sobie zobaczymy.


          inni szukaja slabosci w nas samych wystarczajaco efektywnie, problemy z akceptacja siebie zaczynaja sie zwykle w momencie kiedy pytamy o opinie innych i ich akceptacji potrzebujemy. Gdyby nie 'INNI' moglibysmy zyc w stanie blogiego samozadowolenia az do smierci.
          >

          >
          >
      • mona.blue Re: Jestesmy sobie neutralni, Mona... :) 30.07.13, 18:02
        hansii napisał:


        > Przeciez nie bedziemy sie spierac z Tworca, dlaczego dal nam wlasnie takie cia
        > lo i taki rozum ?

        Rozumiem, że masz realistyczne spojrzenie na siebie, ale czy bardziej na plus czy na minus? Czy akceptujesz siebie?
        >

        >
        >
        • hansii Mona... smecisz... :) 30.07.13, 18:49
          mona.blue napisała:
          > Rozumiem, że masz realistyczne spojrzenie na siebie, ale czy bardziej
          na plus czy na minus? Czy akceptujesz siebie?


          Mona... smecisz... ale z racji naszej wieloletniej znajomosci, spreze sie i odpoviem :)


          > Rozumiem, że masz realistyczne spojrzenie na siebie, ale czy bardziej na plus czy na minus?

          - Przecie jusz napisalem...
          ani plus, ani na minus.
          mogloby byc lepiej, ale i mogloby byc gorzej...

          Czy akceptujesz siebie?

          ogolnie NIE.
          - samokrytyka nie jest mi obca
          - ale narcyzm (obcy) jest ...

          JEDNAK jako len i hedonista wole zajmowac sie innymi , niz "poprawiac" siebie.
          To przyjemniejszy sposob spedzania czasu :)
    • dressja Re: Akceptacja siebie 30.07.13, 17:25
      mona.blue napisała:

      > Czy akceptujecie siebie?

      Tak, poniewaz tak jest latwiej dla mnie samej i latwiej jest mi akceptowac innych, szczegolnie tych, w ktorych widze podobienstwa do mnie samej- zainteresowania, charakter, struktury moralne. Tych, ktorzy odbiegaja systemem wartosci toleruje, ale mam problem z zaakceptowaniem ich jako znajomych, czy przyjaciol. Wbrew temu, co potocznie mowia, to nie przeciwienstwa, lecz podobienstwa przyciagaja sie.

      >Jakie uczucia żywicie względem siebie, jak siebie traktujecie (łagodnie, ostro, bezlitośnie)?

      Staram sie siebie dobrze traktowac, kiedys probowalam traktowac sie ostro i bezlitosnie, ale skonczylo sie to depresja.
      • mona.blue Re: Akceptacja siebie 30.07.13, 18:05
        dressja napisała:

        > mona.blue napisała:
        >
        > > Czy akceptujecie siebie?
        >
        > Tak, poniewaz tak jest latwiej dla mnie samej i latwiej jest mi akceptowac inny
        > ch, szczegolnie tych, w ktorych widze podobienstwa do mnie samej- zainteresowan
        > ia, charakter, struktury moralne.

        To masz fajnie :) Ale co to tak konkretnie znaczy 'akceptować siebie'?

        >Jakie uczucia żywicie względem siebie, jak siebie traktujecie (łagodnie, o
        > stro, bezlitośnie)?
        >
        > Staram sie siebie dobrze traktowac, kiedys probowalam traktowac sie ostro i bez
        > litosnie, ale skonczylo sie to depresja.

        A co to konkretnie znaczy 'dobrze siebie traktować'?
        • dressja Re: Akceptacja siebie 30.07.13, 18:13
          Zanim Ci odpowiem musze dobrze przemyslec. Taki moze nieladny przyklad Ci podam i to z forum gazety dotyczacy traktowania. Gdy jeden gentelman forumowy zwrocil sie do mnie "pies cie jebal k..", to nie mialam zadnych wyrzutow sumienia, zeby powiedziec mu, co w zwiazku z tym z nim. Jedno, co mi teraz do glowy przychodzi, to nie dac sobie innym wejsc na glowe.
          • mona.blue Re: Akceptacja siebie 30.07.13, 18:30
            dressja napisała:

            > Zanim Ci odpowiem musze dobrze przemyslec.

            ok ;)
          • mona.blue Re: Akceptacja siebie 31.07.13, 13:05
            Myslałam, że 'nie dać sobie wejść na głowę' to asertywność i pewność siebie, ale chyba masz rację, to też łączy sie z samoakceptacją, 'byciem po swojej stronie'.
            To okropne, ale jak w dzieciństwie było sie uczonym ustepowac wszystkim, cenic ich potrzeby bardziej niz swoje, to potem trudno 'być po swojej stronie', 'nie dać innym wejśc sobie na głowę'. Wtedy pierwszy odruch to ustapić, dopiero po przemysleniu mozna starac się zrobic tak, jak nam pasuje, ale to wiąże sie z kolei z poczuciem winy, czy aby na pewno dobrze postepujemy.
            • malwi.4 Re: Akceptacja siebie 31.07.13, 14:10
              myślę, że aby stać się człowiekiem asertywnym nie wystarczy nauczyć się mówić do kogoś słów w stylu odczep się, to moje zycie, nie wchodź mi na głowę

              myślę, że "stanie się" człowiekiem asertywnym wiąże się z przemianą wewnątrz, przemianą w wyniku której nikt nie będzie próbował wejść na nasz teren, gdyż będziemy sprawiać wrażenie osoby, która broni swojego ja, swojej prywatności, szanuje swoje potrzeby

              jak ktoś nie szanuje swoje potrzeb według mnie daje innym taki syganał (że jego potrzeby są nie ważne) i przyciąga do siebie ludzi, którzy z kolei takich "ofiar" potrzebują

              jak dojść do tego by sprawiać wrażenie człowieka asertywnego, którego nikt nie pokopie?? hmm... właśnie zaakceptować siebie należy, zaakceptować swój styl osobowości, dostrzegać swoje potrzeby i je spełniać w miarę możliwości (z uwzględnieniem potrzeb innych, np. członków rodziny)

              zastanawiam się jaki jest człowiek akceptujący siebie... może zadowolony z życia, pogodzony z tym co przynosi los, potrafiący walczyć ze stresem, umiejący zapanować nad złością

              myślę, że bycie zestresowanym, zagubionym, sprawiającym wrażenie szarej myszy daje innym sygnał do tego, że mogą wejść nam na głowę, że nie będziemy mieli sił i odwagi by protestować

              myślę, że warto jest tworzyć własną filozofie życiową, własny świat, który daje nam poczucie szczęścia, zadowolenia i wewnętrzną siłę - to pomaga zaakceptować siebie
              • mona.blue Re: Akceptacja siebie 31.07.13, 18:37
                malwi.4 napisała:

                > myślę, że "stanie się" człowiekiem asertywnym wiąże się z przemianą wewnątrz, p
                > rzemianą w wyniku której nikt nie będzie próbował wejść na nasz teren, gdyż będ
                > ziemy sprawiać wrażenie osoby, która broni swojego ja, swojej prywatności, szan
                > uje swoje potrzeby
                >
                tak, trzeba bronic swojego terytorium, tylko to dość trudne, przynajmniej dla mnie

                > jak ktoś nie szanuje swoje potrzeb według mnie daje innym taki syganał (że jego
                > potrzeby są nie ważne) i przyciąga do siebie ludzi, którzy z kolei takich "ofi
                > ar" potrzebują

                pewnie tak
                >
                > jak dojść do tego by sprawiać wrażenie człowieka asertywnego, którego nikt nie
                > pokopie?? hmm... właśnie zaakceptować siebie należy, zaakceptować swój styl oso
                > bowości

                a gdy sie widzi swoje wady i trudno zaakceptować swoja osobowość?
                >
                > myślę, że bycie zestresowanym, zagubionym, sprawiającym wrażenie szarej myszy d
                > aje innym sygnał do tego, że mogą wejść nam na głowę, że nie będziemy mieli sił
                > i odwagi by protestować

                chyba tak, tylko skąd w stresie wziąć siły i odwagę, żeby protestować?

                > myślę, że warto jest tworzyć własną filozofie życiową, własny świat, który daje
                > nam poczucie szczęścia, zadowolenia i wewnętrzną siłę - to pomaga zaakceptować
                > siebie

                na pewno :)
                • malwi.4 Re: Akceptacja siebie 01.08.13, 00:52
                  a gdy sie widzi swoje wady i trudno zaakceptować swoja osobowość?

                  myślę, ze zbyt surowo siebie oceniasz, każdy ma wady, nie ma ludzi idealnych (uduchowionych ;))

                  nad wadami, które utrudniają nam życie należy pracować, a przynajmniej je dostrzegać, zdawać sobie z nich sprawę,

                  może Mona warto by było, byś sobie zrobiła taką "listę" tego co Ci się w życiu udało (na pewno jest tego sporo), tego co w sobie lubisz, tego za co Cię inni lubią - dzięki temu zdasz sobie sprawę ze swoich zalet, atutów

                  chyba tak, tylko skąd w stresie wziąć siły i odwagę, żeby protestować?

                  ciężko w stresie protestować, a jak już zacznie się protestować to często jest to protest przez płacz, desperacki

                  ja staram się walczyć ze stresem, uświadomiłam sobie jakiś czas temu ile tego stresu w moim życiu jest od rana do wieczora - i to taki stres zupełnie bezpodstawny

                  czytałam kiedyś, ze warto wprowadzać w życie noworodka/niemowlaka plan dnia, rytuały - wtedy dziecko czuje się bezpieczne i nie czuje stresu, i myślę, ze z nami dorosłymi jest tak samo, potrzebujemy rytuałów i porządku

                  bałagan w życiu codziennym wzmaga nasze rozdrażnienie, łatwo nas wyprowadzić z równowagi, w bałaganie ciężko o dokładność a brak dokładności powoduje stres, mnie taki "fizyczny" porządek w życiu codziennym obniża poziom rozdrażnienie, stresu

                  Czy na akceptację innych trzeba sobie zasłużyć

                  jedni nas lubią po prostu inni nie, jest to lubienie za nic, bo tylko za to że jesteśmy, a jednocześnie za coś, bo za to kim jesteśmy, myślę, ze to prawda, iz lubimy ludzi podobnych do nas, porozumienie w takiej relacji odbywa się na innym poziomie niż rozmowa, gesty - pewnie dlatego, że wiemy co taka osoba czuje i jak odbiera otaczający świat, bo czuje i odbiera podobnie jak my
            • dressja Re: Akceptacja siebie 31.07.13, 15:58
              mona.blue napisała:

              > Myslałam, że 'nie dać sobie wejść na głowę' to asertywność i pewność siebie, al
              > e chyba masz rację, to też łączy sie z samoakceptacją, 'byciem po swojej stronie'.

              Dokladnie tak, asertywnosc idzie nieodlacznie w parze z samoakceptacja. W duzym uproszczeniu jest to umiejetnosc kulturalnego odmawiania, ale jego pojecie jest duzo szersze, ja bym powiedziala, ze jest to dbalosc o wlasne interesy nie robiac innym krzywdy ani przykrosci, dobrze napisalas, bycie po swojej stronie.


              > To okropne, ale jak w dzieciństwie było sie uczonym ustepowac wszystkim, cenic
              > ich potrzeby bardziej niz swoje, to potem trudno 'być po swojej stronie', 'nie
              > dać innym wejśc sobie na głowę'. Wtedy pierwszy odruch to ustapić, dopiero po p
              > rzemysleniu mozna starac się zrobic tak, jak nam pasuje, ale to wiąże sie z kol
              > ei z poczuciem winy, czy aby na pewno dobrze postepujemy.

              Pisalas Mona, ze jestes jedynaczka. Moze Twoi rodzice probowali w ten sposob uczyc Cie bycia osoba nieegoistyczna. Kiedys byly inne taktyki wychowawcze co do jedynakow, dzis uczy sie dzieci zdrowego egoizmu. Sprobuj moze pozbyc sie poczucia winy za to, ze zyjesz zgodnie ze soba, nie zastanawiaj sie co pomysli Twoj ojciec, od ktorego mozliwe, ze do dzis jestes psychicznie uzalezniona (ja po czesci tez i tez czasem chowam sie w skorupe malego dziecka, gdy nie potrafie sama poradzic sobie na przyklad z atakiem hien), mysl, ze jestes dorosla, wyksztalcona i niezalezna kobieta, ktora ma wlasne cele w zyciu, i powoli, skutecznie realizuj te cele niezaleznie od tego, czy sa one zgodne z celami Twojego ojca co do Twojej osoby. Kurcze, ciezki temat, chociaz na pozor wydaje sie prosty.
              • mona.blue Re: Akceptacja siebie 31.07.13, 17:02
                dressja napisała:

                > ale jego pojecie jest duzo szersze, ja bym powiedziala, ze jest to dbalosc o wlasne interesy nie robiac innym krzywdy ani przykrosci, dobrze napisalas, bycie po swojej stronie.
                >
                ja chyba własnie tego nie umiem za dobrze, często nie staję 'po swojej stronie', zaniedbuję swój dobrze pojęty interes na rzecz innej osoby, czuje jakby to było cos złego dbac o siebie i o swoje sprawy, szczególnie jeżeli stoi to w sprzeczności ze sprawami innych, tam gdzie powinno sie wypracować kompromis czy nawet stanąć w swojej obronie, nie dać wejśc sobie na głowę


                > Pisalas Mona, ze jestes jedynaczka. Moze Twoi rodzice probowali w ten sposob uc
                > zyc Cie bycia osoba nieegoistyczna. Kiedys byly inne taktyki wychowawcze co do
                > jedynakow, dzis uczy sie dzieci zdrowego egoizmu.

                Może i tak było, ale tez chyba egoistyczne podejście, żeby im było ze mna 'wygodnie', żebym sie nie sprzeciwiała, nie buntowała, żebym ich potrzeby i zdanie stawiała na pierwszym miejscu

                >Sprobuj moze pozbyc sie poczucia winy za to, ze zyjesz zgodnie ze soba, nie zastanawiaj sie co pomysli Twoj ojciec, od ktorego mozliwe, ze do dzis jestes psychicznie uzalezniona (ja po czesci tez i tez czasem chowam sie w skorupe malego dziecka, gdy nie potrafie sam
                > a poradzic sobie na przyklad z atakiem hien)

                o tym problemie pisałam raczej w kontekscie pracy czy relacji ze znajomymi czy w takich codziennych sprawach, obowiazkach, zdaniach, nawet w sklepie mam problem z odmawianiem
                to tez problem z wyartyukułowaniem swoich potrzeb, ich jasnym okresleniem, bo gdzies tkwi we mnie, że 'nie wypada' - chyba w domu rodzinnym było to tłumione skoro sie tego nie nauczyłam, znów żeby było wygodnie, żebym nie zawracała głowy


                > mysl, ze jestes dorosla, wyksztalcona i niezalezna kobieta, ktora ma wlasne cele w zyciu, i >powoli, skutecznie realizuj te cele niezaleznie od tego, czy sa one zgodne z celami Twojego >ojca co do Twojej osoby.

                tak własnie robię co do 'dużych' celów, ale czasem trudno mi w mniejszych, on nadal chciałaby mi narzucac swój punkt widzenia, swój sposób robienia różnych rzeczy, ale na szczęście mało ma okazji ku temu, chociaz podczas wizyt u rodziców to mnie wkurza
                zresztą ten problem tez dotyczy relacji z matka, od niej chyba nawet bardziej jestem jeszcze uzalezniona
                ona nie rządzi czy nie kontroluje w taki bezposredni sposób jak ojciec, ale poprzez manipulację, co jest jeszcze trudniejsze do wychwycenia i obrony
                W sumie jednak mam z rodzicami problem, jezeli chodzi o moje życie, o takie 'główne cele', wydaje mi sie że 'nie moge ich zwieść', zrobic tak jak naprawdę chcę, bo 'oni by tego nie przezyli'

                > Kurcze, ciezki temat, chociaz na pozor wydaje sie prosty.
                • mona.blue Re: Akceptacja siebie 31.07.13, 21:41
                  chciałam napisać 'nie mogę ich zawieść'
                  • dressja Re: Akceptacja siebie 01.08.13, 13:32
                    mona.blue napisała:

                    > chciałam napisać 'nie mogę ich zawieść'

                    Tak wlasnie wyglada w rodzinie, gdzie mowia, ze masz studiowac prawo czy medycyne, a jak nie masz na to ochoty, to wysla na wyrywanie chwastow. Pozniej wpadne do Ciebie, bo mam zagoniony dzien.
            • lifeisaparadox Re: Akceptacja siebie 31.07.13, 22:30
              mona.blue napisała:

              > To okropne, ale jak w dzieciństwie było sie uczonym ustepowac wszystkim, cenic
              > ich potrzeby bardziej niz swoje, to potem trudno 'być po swojej stronie', 'nie
              > dać innym wejśc sobie na głowę'. Wtedy pierwszy odruch to ustapić, dopiero po p
              > rzemysleniu mozna starac się zrobic tak, jak nam pasuje, ale to wiąże sie z kol
              > ei z poczuciem winy, czy aby na pewno dobrze postepujemy.

              Bo jak byłaś uczona ustępować i cenić czyjeś potrzeby swoim kosztem, to odwracając rolę, będziesz czyimś kosztem uzupełniać swoje potrzeby.
              Nikt normalny w taki układ nie wejdzie. Nikt nie chce godzić się na uszczerbek.
              Trzeba się tego nauczyć zupełnie na nowo.
              • mona.blue Re: Akceptacja siebie 01.08.13, 13:02
                lifeisaparadox napisał:

                > Bo jak byłaś uczona ustępować i cenić czyjeś potrzeby swoim kosztem, to odwraca
                > jąc rolę, będziesz czyimś kosztem uzupełniać swoje potrzeby.

                Dlaczego tak sądzisz?

                > Nikt normalny w taki układ nie wejdzie. Nikt nie chce godzić się na uszczerbek.
                > Trzeba się tego nauczyć zupełnie na nowo.

                Czego sie nauczyć od nowa?
          • mona.blue Re: Akceptacja siebie 31.07.13, 21:39
            dressja napisała:

            > Zanim Ci odpowiem musze dobrze przemyslec. Taki moze nieladny przyklad Ci podam
            > i to z forum gazety dotyczacy traktowania. Gdy jeden gentelman forumowy zwroci
            > l sie do mnie "pies cie jebal k..", to nie mialam zadnych wyrzutow sumienia, ze
            > by powiedziec mu, co w zwiazku z tym z nim. Jedno, co mi teraz do glowy przycho
            > dzi, to nie dac sobie innym wejsc na glowe.

            I jak przemyślenia? ;)

            Swoja drogą jak się nauczyć 'nie dać innym wchodzić sobie na głowę'? Jak reagować w przypadku naruszania naszych granic?
            • dressja Re: Akceptacja siebie 01.08.13, 13:31
              mona.blue napisała:

              > I jak przemyślenia? ;)

              W porzadku, tylko dodatkowo dalas mi do myslenia tym, co napisalas co ja mam robic w przypadku naruszenia moich osobistych granic i to na powaznie, bo nie chodzi o to, jak na forum razem z Grzesiem nawrzucalismy sobie, gdzie sam moze skasowac, jak bedzie mial na to ochote;)

              > Swoja drogą jak się nauczyć 'nie dać innym wchodzić sobie na głowę'? Jak reagow
              > ać w przypadku naruszania naszych granic?

              Czasem radykalnie i nie miec wyrzutow sumienia, gdzie strona, ktora Ci szkodzi ma slone lezki w oczach.
              • mona.blue Re: Akceptacja siebie 01.08.13, 14:01
                dressja napisała:

                > mona.blue napisała:
                >
                > > I jak przemyślenia? ;)
                >
                > W porzadku, tylko dodatkowo dalas mi do myslenia tym, co napisalas co ja mam ro
                > bic w przypadku naruszenia moich osobistych granic i to na powaznie, bo nie cho
                > dzi o to, jak na forum razem z Grzesiem nawrzucalismy sobie, gdzie sam moze ska
                > sowac, jak bedzie mial na to ochote;)
                >
                A kiedy podzielisz sie efektem przemysleń? ;)
                • dressja Re: Akceptacja siebie 01.08.13, 18:44
                  Zacytuje tu, co napisal Kropidlo5 w innym watku:

                  Problem z ta wrazliwoscia to jest jednak taki,ze wrazliwosc nalezy miec wobec wszystkich ludzi, wliczajac siebie. A takie wrazliwe osoby (do jakich sam sie zaliczalem) wobec siebie sa bezwzglednymi sk..., zimnymi draniami, ludzmi bez krzty empatii.

                  Moze z Toba Mona jest podobnie, masz zbyt wiele tolerancji i empatii do innych, a zbyt malo do samej siebie. Wspomnialas, ze Twoja mama manipuluje uzywajac szantazu emocjonalnego, a Ty dajesz sie na ten szantaz zlapac. Mowi, ze tego, czy innego by nie przezyla, tez pisalas, ze w sprawie Twojego rozwodu rowniez mowila, ze tego nie przezyje. Jak widzisz, Ty sie rozwiodlas i Twoja mama przezyla i zyje do dzis. Trudno jest czasem porozumiec sie z tego typu ludzmi. U mnie w rodzinie tez jest kobieta, ktora w taki sposob postepuje, dla niej nie jest wazne, ze ludzie sa ze soba nieszczesliwi, interesuje ja tylko, co inni we wsi powiedza, a wszystko dookola to poukladane puzelki, ktore i tak kiedys sie posypia, a ona bedzie czula podwojny wstyd- puzzle rozwalone i wyjscie na swiatlo dzienne zaklamania. Tu nie mam pojecia Mona jak postepowac, moze nie reagowac na szantaz emocjonalny, a na spotkaniach rodzinnych dla swietego spokoku przytakiwac, a i tak robic swoje.
                  • mona.blue Re: Akceptacja siebie 01.08.13, 19:38
                    Też mnie intuicja w tę stronę kieruje ;) Właśnie ostatnio przeczytałam ponownie książkę "Nie bądźmy dla siebie bezwzględni" Anselma Gruna. To chyba właśnie o to chodzi, że od siebie wymaga się zbyt wiele, jest się bezwzględnym i niemiłosiernym. Tylko, że lektura to za mało, trzeba znaleźć jakiś sposób, żeby skończyć z takim traktowaniem siebie.
                  • mona.blue Re: Akceptacja siebie 01.08.13, 19:41
                    Z moja mamą to jest o tyle trudne, że te jej normy siedzą we mnie gdzieś głęboko, nawet o tym świadomie nie myślę i ona nawet nie musi mi mówić, czego by nie chciała, a co by chciała, ona daje do zrozumienia, ja się domyślam, czego ona nie chce i nie wiem jak się wewnętrznie od tego uwolnić, odciąć, nie bać się zrobić tak jak ja bym chciała.
                    • malwi.4 Re: Akceptacja siebie 01.08.13, 23:27
                      przyszło mi do głowy, ze czasem takiego pozytywnego kopa do zmian nad sobą daje okazanie pozytywnych uczuć do nas osoby drugiej, a konkretnie osoby płci przeciwnej

                      a poza tym taka akceptacja, zainteresowanie (kobiety przez faceta i pewnie też odwrotnie) sprawia, ze w "lustrze" widzi się inna osobę

                      choć niby wsparcia powinno się szukać w sobie... ale czasem taki "impuls" może bardzo pomóc
    • mona.blue Re: Akceptacja siebie 31.07.13, 21:36
      Czy na akceptację innych trzeba sobie zasłużyć, zapracować, czy jest tez możliwa po prostu ze względu na sympatię, którą darzą nas inni? Ale ta sympatia też z czegoś wynika, z jakichś naszych cech charakteru, z podobieństwa do danej osoby. Więc jak to jest?
    • mouse13 Re: Akceptacja siebie 01.08.13, 23:47
      Niekochane dzieci tulą misie. Niekochane dzieci chcą przytulić zewnętrzny świat ponieważ swojego nie mają. Traktuję siebie jak pustą przestrzeń do zagospodarowania, chwasty i dzikie kwiaty, większość do wykarczowania żeby zrobić miejsce na zdrową uprawę.
    • hatroha Nie wiem 02.08.13, 13:32
      "Czy akceptujecie siebie? Jakie uczucia żywicie względem siebie, jak siebie traktujecie (łagodnie, ostro, bezlitośnie)?"
      TAK
      NIE
      NIE WIEM
      Prawdopodobnie
      Być może
      Jest to możliwe.

      Dziś akceptuję i jestem z siebie dumny, że mam bekę z tego że przypomniałem sobie hasło na gazecie!
      Wczoraj ukarałem się lodem z brzoskwinki
      • mona.blue Re: Nie wiem 02.08.13, 14:23
        hatroha napisał:

        > Wczoraj ukarałem się lodem z brzoskwinki

        :)) Ja właśnie jem morele :)
    • paulina.1996 Re: Akceptacja siebie 07.08.13, 17:01
      Hm... w sumie myślę, że niedługo nic ze mnie nie zostanie jednak nic sobie z tego nie robie i szukam przygód nadal. mam ochote wszystkiego spróbowac i to mnie niszczy. problemy w rodzinie były głównym powodem wszystkiego co teraz robię, później stało się to rutyną. bez używek po prostu czułam się jeszcze gorzej. czułam... czuję.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka