Gość: dziewczyna25
IP: *.icm.edu.pl / *.icm.edu.pl
18.08.04, 14:43
Witam. Mam duzy problem i to chyba od dziecinstwa. Kiedys myslalam ze nie, wmawialam sobie ze jest wszystko ok, ale nie jest i nie bylo bo jestem zazdrosna o wszystko i wszystkich. Bylam zazdrosna o kolezanki moich kolezanek i kolezanki moich chlopakow, zazroscilam innym zycia jakie maja, jak nie mialam meza z zazdroscia patrzylam na mezatki, jak nie mialam dzieci z zazdroscia patrzylam na matki z dziecmi, teraz jak mam dzieci i meza zazdroszcze tym, ktorzy dzieci nie maja. Nie potrafie sie cieszyc z tego co mam. Jak nie mam problemow to zawsze sobie jakis wymysle, tak jakbym nie potrafila zyc bez nieszczescia, moze ja lubie byc nieszczesciliwa, a jeszcze bardziej jak innym jest mnie zal.
Ten problem zniszczyl moje malzenstwo, jestesmy razem tylko ze wzgledu na dzieci, maz twierdzi ze mnie kocha, ale ze zycia ze mna mna juz dosc. Mowi, ze ciagle go doluje, nie daje sie wybic, swoim pesymizmem i postawa niszcze mu wszystko, nie moze nic osiagnac przeze mnie. Mial dosyc ciaglego wypytywania z kim rozmawia i o czym, bylam zazdrosna o jego granie na internecie o kontakty towarzyskie na internecie. Caly czas tylko doszukiwalam sie zdrady, nie potrafilam mu nigdy do konca zaufac, choc powinnam, nigdy w tym sensie mnie nie zawiodl. Chyba jestem chora.
Z drugiej strony jestesmy teraz w zlej sytuacji materialnej, nie jest nam lekko, moje dzieci(2,5tka hlopak, i roczek-dziewczynka)nie daja mi chwili wytchnienia, nie mam czasu dla siebie, nikt mi nie pomaga. Maz musi duzo pracowac zeby starczylo na jedzenie, nie ma czasu dla mnie, ja go potrzebowalam i bylam zla jak gral zamiast spedzac czas ze mna. Ale widocznie mial mnie juz dosc. Nie wiem jak mam dalej zyc, probuje byc silna i chce sie zmienic, ale nie wiem czy nie jest juz za pozno. Prosze poradzcie mi cos, nawet skrytykujcie, moze ja potrzebuje jakiegos kopa, zeby w koncu przejrzec an oczy jaka jestem. Brak mi checi do zycia, do wszystkiego sie zmuszam, jade na srodkach uspokajajacych. Dodam ze z mezem laczyla nas szczegolna wiez, byla to wieeeelka milosc, ja go nadal kocham, pragne zeby mnie przytulil. Ale wyrzucil obraczke, teraz nawet nie chce z nim rozmwiac.
A co do mnie to wiem juz ze mam okropnie zanizone poczucie wlasnej wartosci, nie wiem skad, naleze do osob niebrzydich, jestem wyskoka, ladna itd, niejed oglada sie za na na ulicy. Nie jestem tez jakas glupiutka damulka, gdy cos robie potrafie byc w tym dobra, potrafie dobrze wykonywac prace, szybko sie ucze itd.
Napiszcie mi cos, bo ja juz nic nie wiem.Jestem zalamana, trzesa mi sie rece. Musze udawac przed dziecmi ze jest ok.
Myslalam nawet o samobojstwie, nie wiem czy ja sie w ogole nadaje do zycia na tym swiecie.
Dziewczyna25