bulterier
04.09.04, 10:05
czyli do szwaba i doktorka..:)(oni juz wiedza o kim mowie).
wszyscy zyjemy wydarzeniami z beslanu. nie ma dzis osoby, ktora majac kontakt
z mediami nie siedzialaby niczym kamienny posag z oczami pelnymi kamiennych
lez i ze skamienialym na ustach pytaniem-rycina "dokad zmierza nasza
cywilizacja..?".
CZLOWIEK. istota niby myslaca, niby na najwyzszym stopniu rozwoju i
wtajemniczenia, niby zdolna do wyciagania wnioskow... a jednak. historia
swiata pokazuje, iz niezaleznie w ktorym momencie zlapiemy za jej wycinek
widzimy tylko moment- przed- czyli "czekajac na barbarzyncow" lub moment -po-
"czlowiek czlowiekowi zgotowal ten los". coraz czesciej i od was slysze
odpowiedz "przeciez to pytanie retoryczne. swiat samoczynnie zmierza do
zaglady". samoczynnie? a my? bezwolni, bezwiedni, pasywni razem z nim, jak
barany prowadzone na rzez na "czerwonym powrozie" komandosa ( ze uzyje
poetyckiej parafrazy mowiac wylacznie w kontekscie cywilizacji). nie! my
buntujemy sie, nie zgadzamy na taki stan rzeczy. nie! nigdy wiecej wojny!
nigdy wiecej ofiar! dosc przelanej krwi! wstajemy na krzeslo z
krzykiem: "jesli nie my kto kto?! jesli nie teraz to kiedy?!"
i co?
i znow zajmujemy pozycje widza w spektaktu zycia. jakby slowa wyrzucone w
przestrzen byly odegrana rola, tym razem z epilogu, rola tysiaca razy
powtarzana na te uroczysta przeciez okazje. juz nawet nie wiemy, z jakiej
sztuki pochodzi recytowany kawalek. niektorzy twiedza z "dobrej", slychac
oklaski, ktos rzuci na scene kwiaty, ktos sie wzruszy, ktos splunie.
moi drodzy wrogowie.
poeta powiedzial "tyle juz bylo i nie bedzie wiecej" . polozmy sie wszyscy
zgodnie na torach, glowka obok glowki, zlapmy sie raczki i solidarnie
poczekajmy na nadjezdzajacy pociag. zgodnie z rozkladem jazdy powinien byc
juz wkrotce. przeciez wiadomo, ze przez nasze zycie musi w koncu przejechac,
nie moze byc juz inaczej. wyjdzmy mu na przeciw, a gdy odwagi zabraknie nasz
komrat z lewej lub z prawej serdecznie przytrzyma nas za reke.
a moze...?
a moze jest jeszcze czas, by cos zmienic?
nikt nie rozbierze torow (chyba, ze polacy na zlom), naszych torow. przeciez
wiemy od zawsze, ze z kazdym dniem pociag jest coraz blizej. niekiedy wydaje
mi sie, ze slysze juz gwizdek lokomotywy.
podobno wszystko juz bylo i nie bedzie wiecej. dlaczego nie sprobowac po-raz
ostatni, skoro wszystko juz bylo i niczego dobrego nie mozna oczekiwac?
przeciez nie moze byc juz gorzej. przeciez wszystko juz bylo.
czy nie warto wbrew sobie, wbrew dumie sprobowac ten jeden jedyny raz..
usiasc naprzeciwko siebie?
wiem, mohamet nie pojdzie do gory, a gora do mahometa. a jesli gora nie moze
chodzic, musi stac w miejscu, w ktorym wyrosla? nie moze zrobic kroku choc
chce?
jest tylko jeden sposob by zmienic bieg historii. nie latwo stanac twarza w
twarz z zapisanymi przez nia kartami, zmierzyc sie z cywilizacja, ale czy
ten najwazniejszy akt odwagi nie jest wart tysiaca lat swietlnych?
pomyslcie prosze. wg mnie nadszedl juz czas.
a potem - szwabie-, niech juz motorniczy zaprasza cie w kosmos a ciebie -
doktorku- na makowiska pana boga.
pozdrawiam was,
bulterierka
ps
a poza tym, wyswiadczycie mi przysluge: uwolnicie mnie na jakis czas od swego
pierdolenia :))))))))))))