13.12.16, 11:23
Jestem osobą pijącą niewielkie ilości alkoholu, koneserką wina, lubię też słabsze piwa - zwłaszcza czeskie i niemieckie, zdarza mi się wypić kieliszek porto, sherry, od czasu do czasu koniaku. Sporadycznie - raz na kilka lat - pijam szarlotkę - żubrówka z sokiem jabłkowym.

Nienawidzę wódki, zarówno czystej jak i tzw. drinków - wódka + sok/wódka+cola, itp.
Nienawidzę chlania po domach.

W moim domu rodzinnych pija się alkohole wymienione w pierwszym akapicie w małych ilościach. Czasem gdy ojciec podejmował wódkowych gości kupowało się specjalnie dla nich butelkę, serwowało po kieliszku i na tym koniec. Na codzień wódki w moim domu rodzinnym nie było, za to piwniczka z winem to i owszem.

W rodzinie mojego narzeczonego każde spotkanie jest suto zaprawiane wódką i polskim piwem 6% alko. Nigdy, podkreślam NIGDY nie obyło się bez tego. Ludzie ci nie tolerują odmowy picia, dotąd zmuszałam się do tych obrzydliwych drinków i tak cały czas spotykając się z docinkami, ze za mało wypiłam, ciągłe pretensje że nie chcę zostać na piciu do samego rana, tylko zwijam się po 2 godzinach - gdy towarzystwo mocno podchmielone - i zabieram i syna, brata, szwagra, psuję imprezę. Ja im syna, brata, szwagra nie zabieram, mogę wyjść sama, ale on z jakichś względów idzie ze mną. Ja tymczasem muszę wysłuchiwać nonsensownych insynuacji jakbym ograniczała mu pice "a bo wiecie Karol ma zabronione" i uśmieszki w moim kierunku itp. akcje.
Do sedna: mam tego dość. Najchętniej w ogóle bym nie spotykała się z jego rodziną, skoro bez wódki się nie da. Jeśli jednak już muszę - w końcu to jego rodzina - to niechby sobie sami pili i dali mi spokój. Karol uważa jednak, że muszę z nim chodzić na imprezy rodzinne, muszę na nich pić, a on i tak zrobił już dla mnie b. dużo że wychodzimy wcześniej.
Trudno mi uznać to za kompromis.
Każdemu naszemu wyjściu i tak zawsze towarzyszy litania żali, pretensji i niemal awantura.
Czuję sie tam traktowana jak gó...ara, która nie che jeść szpinaku, więc trzeba ją zmusić. Jestem zmuszana do picia, jak dziecko do jedzenia. Nie mogę już tego znieść.
Nie chodzi tu tylko o brak upodobania do smaku i działania wódki, ale o wartości wyniesione z domu rodzinnego, gdzie zmuszanie do spożywania alkoholu byloby nie do pomyślenia.

Czuję, ze jeśli odmówię kategorycznie pójścia na kolejne pijackie spotkanie zakończy to mój długoletni związek.
Obserwuj wątek
    • nvv Re: Wódka 13.12.16, 12:55
      Ja bym to potraktował jako próby dominacji. Dopóki się oburzasz, ale zgadzasz, dajesz się podporządkować.
      Jeśli po prostu wyjdziesz lub nie przyjdziesz, coś się zmieni. Jeśli jest nieakceptowalnie, to coś się zmienić powinno.

      Ja podobnie myslę o nadchodzących świętach, moją ostateczną "kartą przetargową" - jeśli nie będzie mi dobrze z rodziną i stwierdzę "dość" - będzie po prostu to, że wyjdę. Uważam zresztą, że zawsze w życiu warto starać mieć "plan awaryjny", "awaryjne wyjście" (łagodne, bez palenia mostów), a związku wg mnie warto nie być totalnie uzależnionym od partnera/-ki, ale mieć możliwość w każdej chwili po prostu wyjść i moć żyć niezależnie. To zwiększa poczucie bezpieczeństwa, spokoju, uniemożliwia totalne zdominowanie drugiej strony, zwiększa chyba szacunek.

      Niektórzy po prostu lubią awantury i słowami im raczej nie wytłumaczysz (słowa to po prostu dalsza awantura), myślę że dopiero czyny, brak obiektu który daje się zdominować, dadzą im odczuć część tej przykrości którą odczuwasz i pokazą, że masz własny rozum, wolną wolę i albo się zaczną liczyć z Tobą, albo Cię stracą.

      No ale to tylko moje subiektywne spojrzenie. Trochę się wczułem w Twoją sytuacje, bo czuję się podobnie. Łatwo mi pisać co myślę że warto zrobić, ale... w praktyce wyjście oznacza ryzyko tego, że człowiek zostanie po prostu sam.
      • heather_sweter Re: Wódka 13.12.16, 18:22
        > Ja bym to potraktował jako próby dominacji

        Możliwe, że masz rację.

        Jest jeszcze coś jakby inicjacja, przyjęcie do grupy, albo coś jak fala w wojsku, czy innych zamkniętych środowiskach.

        To wygląda trochę tak, że oni mnie mają za drętwą lalę, która ma "muchy w nosie", dopóki sie nie upije do urwania filmu, zrzygania na własne/czyjeś buty/zatańczenia kankana na stole/zrobienia striptizu/wylądowania w łóżku z teściem/szwagrem/sąsiadem lub czegoś innego równie głupiego i upokarzającego będę dla nich obca. Ta sądzę, bo szwagierkę tak czołgali póki kilka razy nie upiła się do etapu totalnego zeszmacenia ku uciesze gawiedzi. Po tych incydentach dziewczyna ponoć rozchorowała się na coś poważnego i leki uniemożliwiają jej picie. Leki są ponoć dożywotnio. Nie wiem czy faktycznie jest chora, czy taki sobie sposób na przetrwanie w tej rodzinie znalazła. Oczywiście nadal ją nagabują, ale po odpowiedzi że to przez leki odpuszczają po serii głupich żartów, kierowca w końcu zawsze się przyda.
        • nvv Re: Wódka 13.12.16, 19:13
          Ładnie piszesz, jakoś tak budująco obraz inteligentnej kobiety w moich oczach. Coś we mnie chcialoby Ci powiedzieć abyś go rzuciła i zakochała się we mnie. To byłby jednak taki diabełek, który urządza piekło.

          Prawda jest taka, że chyba w każdej rodzinie jest "coś nie tak" i chyba w każdej rodzinie są jakieś naciski, mniej lub bardziej subtelne, na to aby jednostka podporządkowała się do norm/gier/skryptów jakie są w danej rodzinie. Zresztą w skali makro w ogóle tak jest jeśli chodzi o społeczeństwo. Ja generalnie to omijam, unikając, wybierając bardziej introwertyczną samotność i czas dla siebie. Ale pewnie można też obrać odwrotny kierunek, starając się wpływać na zmianę tych gier międzyludzkich, które uważamy za nie-OK, aby zastąpiły je jakieś konstruktywniejsze/zdrowsze/szczęśliwsze. Tyle, że do tego należałoby zaakceptować też graczy.
    • perfum Tez uwazam to za skandaliczne. 13.12.16, 18:06
      A zapodaje to jako czlek mocno pijacy.

      Uwazam to za skandaliczne - to naklanianie niepijacej partnerki do spozywania alkoholu.
      - nigdy mi sie cos takiego nie zdarzylo w stosunku do mojej Slubnej,
      a wrecz sie ciesze, ze gdy jestesmy gdzies u znajomych - to mam kogos, kto poprowadzi samochod w drodze to domu (chociaz wiem, ze Slubna jezdzi autem niechetnie) i jeszcze dodatkowo sie ciesze, ze moj stan upicia sie na imprezie/spotkaniu specjalnie jej nie przeszkadza...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka