drags796
08.03.25, 07:29
Mam na imię a nieważne... Po prostu chciałem się wygadać, jestem po rozstaniu bardzo ciężkim i piekielnym moje serce zostało rozdarte... Tak to kolejny który cierpi z miłości a za tydzień znajdzie inną... Nie otóż nie....
Jest mi cholernie źle odeszła z dwójką moich dzieci i już nie wróci. Nie potrafię sam stanąć na nogi nie mam siły więcej probowałem walczyć ale już nie mogę.... Zostałem dosłownie z niczym nawet pensji nie starcza zostaje mi 1000 z wypłaty po alimentach i kredytach.
A teraz do rzeczy.
Probowałem sobie raz odebrać życie, połknąłem 40 tabletek senamina i 12 ketonalu tylko to miałem wypiłem wódkę i wiecie co? Nic
Rano wstałem do pracy tylko wyciszony....
Okaleczanie mi pomaga... Nie ma godziny kiedy nie myślę o śmierci chciałbym już odejść to jest takie silne uczucie chciałbym nie cierpieć, nie mam gdzie mieszkać nie mam na wynajem nikt nie ma jak pomóc... Chciałem śmierci i ją dostanę prędzej czy później cały czas myślę i planuje jak skutecznie odejść. Rzucić się pod auto? Egoistyczne bo innemu człowiekowi spowoduje traumę... Spaść z wysokości chciałbym ale nie ma u mnie w mieście tak dużych budynków i prędzej się połame niż zabije, trutka na szczury ? Efekt wymiotny sprawdzane!, naprawdę chcę odejść ale nie wiem jak, życie naprawdę mnie przekopało i przeorało i z każdym niem coraz gorzej. Udaje w pracy udaje że wszystko dobrze a po pracy jeżdżę i ryczę w aucie w którym przebywam większość czasu i tak wygląda moje życie.....