Dodaj do ulubionych

Albowiem prysły zmysły - o szejkach

IP: 62.233.138.* 19.04.02, 02:05
W Macdonaldach serwują napoje mleczne o wzruszającej nazwie "shake". Odmienić
to ciężko, więc niech już będą "szejki".
Fajne toto. Wielofunkcyjne, bo niby płynne, ale i żołądek zamula skuteczniej
niż pokarm. Słodziuchne, smaku wyrazistego jednak pozbawione. Atrakcyjnie
chłodne, ale gardła nadmiernie nie mrozi. I jeszcze tajemnicza iskra,
powodująca, że wielu ludzi z niewiadomych przyczyn toto lubi, no, lubi i już.

Pomyślałam, że taki szejk może być dobrą metaforą spostrzeżenia, którym
chciałabym się z Wami podzielić. Nierzadko mam wrażenie, że wszystkie moje
zmysły przez większość czasu spowija obłok takiego właśnie słodko-chłodnego
szejka.

No bo weźmy taki węch. Osobiście spędzam dużo czasu we własnym mieszkaniu, bo
tamże pracuję. Czasem jest ono "zapuszczone" ciężko, i wtedy węch narażony mam
na niespodzianki. Zazwyczaj jednak nie ma ono żadnego wyrazistego zapachu.
Stale wietrzone, czasem czuć środki czystości czy inne odświeżacze. Właściwie
nie gotuję, więc kuchenne zapaszki odpadają. Kota mam czystego i
niesmrodliwego, sama też się myję :-) Warunki, myślę, jak w przeciętnym biurze,
może tylko mniej zapachów ludzkich, a więcej dymu papierosowego. Czyli
większość moich znajomych w podobnych warunkach, pracując, spędza prawie pół
doby, w domach podobnym powietrzem oddychając. Zmysł powonienia właściwie
niczym nie obciążany. Brak wrażeń, czy to rozkosznych, czy wstrętnych. Lekko
słodki zapach, który czuję od własnego ciała - mydło, dezodorant. Powietrze,
które wącham, przypomina mi bardzo macdonaldowy szejk... (a tzw. świeże
powietrze? rzadko go przecież zażywamy, a nawet wtedy towarzyszą nam nasze
mydła, dezodoranty...)

Co dostaje słuch? Ode mnie najczęściej cicho mruczące radio, wlewające mi w
uszy miękkie głosy prezenterów i dźwięki muzyki nieupierdliwe, jak ten szejk.
Głosy innych ludzi - też zazwyczaj nie są nachalne, nadmierna hałaśliwość i
krzykliwość jest raczej źle widziana w większości okoliczności (poza
alkoholowymi wieczorami, no ale wtedy w ogóle ciut jest inaczej), przez
większość czasu przestaję więc z osobami mówiącymi względnie cicho. Ściany mam
solidne, okna i drzwi dość szczelne. Samochody, którymi jeżdżę, ciche wewnątrz
i nie przeszkadzające zwykle. W miejscach pracy "typowych" podobnie jest, windy
bezszelestne, wykładziny tłumią głośne kroki, nic nie ryczy, nie niepokoi
uszu... do których słodko, gęsto i przyjemnie sączy się szejk...

Zmysł dotyku ma podobnie. Bo cóż "macamy" najczęściej? Gładkie, przyjemne
powierzchnie mebli i sprzętów użytkowych. Miękkie tkaniny odzież stanowią.
Temperatury umiarkowane zwykle, klimatyzacja w budynkach, pojazdach. Wygodne
krzesła, fotele. Udogodnienia dla ciała części różnych. Noce w łóżku, miękka
pościel. Ciepła woda do mycia, żywność czy napoje rzadko lodowate lub wrzące.
Wszystkie receptory czuciowe pławią się w szejku...

A wzrok? Najczęściej widok właściwie do McDonaldowego wystroju zbliżony. Mało
co ładne, mało co wstrętne. Obrazy przesuwają się biegiem, nie ma na czym
wzroku zawiesić zbytnio. Migają nam monitory komputerów, ekrany telewizorów,
twarze ludzi. Rzadko się zagapiamy, mało kiedy chwytamy warte uwagi doznania
wzrokowe. Szejk, i bar szybkiej obsługi...

No i wreszcie sedno: co z tego?
Ano, tak się zastanawiam, jak wpływa na nasze zmysły ten wszechobecny szejk?
Czy sprawia, że stajemy się bardziej wrażliwi na gwałtowne, nieoczekiwane
doznania? Czy wręcz przeciwie, otępia nas, odbiera nam podatność na bodźce,
reaktywność?

No bo niby wrażliwość wzrasta. Jeśli przez większość czasu towarzyszą nam
stonowane dźwięki, bardziej nas pewnie będzie drażnić nagły dźwięk wiertarki
lub czyjś przykry, piskliwy głos. Jeśli na co dzień spowija nas cukierkowy
zapaszek Brise, szybciej zwrócimy uwagę na woń z kuchni sąsiada, perfumy
koleżanki czy nieoczekiwanie napływający skądś odór. Gdy oczy przyzwyczają się
do ruchomych obrazków, dziwi nas widok świata w bezruchu pod warstwą śniegu,
zwraca uwagę koncentracja określonych barw, przygnębiają ruchy powolne, kolory
ciemne. Jakoś nieswojo bez telewizora, gry komputerowej czy migania ulic za
oknami samochodu, autobusu. Przyzwyczajamy się do szejków łatwo, więc
gwałtownie reagujemy na wszelkie "silniejsze" bodźce.

A z drugiej strony - z lenistwa? przyzwyczajenia? konformizmu? lgniemy do
mdłych aromatów, nieokreślonych dźwięków, bezosobowych obrazków, niemrawych
smaków. Odgradzamy się tymi szejkami od zbyt głośnych okrzyków, ale i nie
pozwalamy sobie na ciszę, bo też drażni. Błądzimy wzrokiem i właściwie niewiele
widzimy, niewiele patrzymy. Opatulamy się, odcinamy od doznań zbyt wyrazistych,
chodzimy po świecie zamuleni słodyczą szejka, nie interesuje nas
nic "ostrzejszego" w formie, wydźwięku, dotyku. Coś jak autyzm w łagodnej
wersji. Więc wrażliwość się kurczy, choć negatywnych reakcji na gwałtowne
bodźce jakby więcej.

Spostrzegacie to w ogóle? Czy wydziwiam?
Smakują Wam te szejki? Dobrze Wam wśród takich doznań, co ich właściwie nie ma?
Bo mnie jakoś przykro. Staram się patrzeć uważnie, widzieć barwy nieba, twarze,
kształty, urodę świata. Wsłuchiwać w ciszę, w określone dźwięki. Dostarczać
zmysłom jakiejś odmiany, radości, bo przecież jak się tego nauczę, takich
radości nikt mi nie odbierze.

A Wy? Jak traktujecie zmysły? Postrzeżenia?
Czy ważne jest dla Was wyraziste dostrzeganie świata?
A wrażliwość na bodźce zmysłowe? Tracicie ją z biegiem czasu, a może
nabieracie? a może bez zmian?

No i wyszedł mi długi i egzaltowany post, a nie tak chciałam. Trudno... :-)
Obserwuj wątek
    • kwieto Re: Albowiem prysły zmysły - o szejkach 19.04.02, 09:36
      Biedne dziecko cywilizacji... Na laczke sie przejsc, kwiatki powachac,
      szemrania strumyka posluchac...

      WECH: hmmm... nieznany mi polepszacz zapachow, miewam okresy kiedy nie uzywam
      dezodorantow i innych takich (bez wzgledu na konsekwencje!). bardzo lubie
      zapach benzyny rozlanej na wodzie, to tez taki szejk?

      SLUCH: Cisza kompletna (od kiedy moje ulubione radio sie drastycznie
      pogorszylo), a teraz tylko szum wiatraczka w komputerze, chrzest klawiatury
      i... warkot ciezarowek przejezdzajacych w te i wewte. Odczuwanie praktycznie do
      bolu!

      DOTYK: podobnie - szorstkie przuciski nowej klawiatury, cieply kubek z herbata,
      faktura chleba kanapki...

      SMAK: Szaszlyki pieczone w piekarniku, lekko slodzona herbata, smak wody
      mineralnej, kanapki z pyszna wedlina i serem, szczypiorek hodowany na wlasna
      reke...

      WZROK: Koszmarne budynki centrum miasta (mojego "ulubionego" architekta dziela)
      od ktorych nie ma ucieczki. Rzeczy nie zawsze cieszace oko, a od ktorych nie
      mozna uciec (np. psia kupa na trawniku, bazar pod PKiNem), brutalne zderzenie
      dwoch roznych rzeczywistosci: dyrektor firmy konsultingowej w garniturze,
      roboczym kasku i gumiakach :"))

      Slowem - czepiasz sie :"PP
      Albo inaczej - kto przyjmuje to co mu sie podtyka "jak leci" i nie rozglada sie
      za bardzo na boki, ten moze i spedzi zycie w tym slodkim zapacho-smakowo-
      sluchowo-dotykowo-widokowym swiatku. Ale wystarczy co jakis czas popatrzec
      uwaznie na boki :"))

      • zlakobieta Jest tak jak mowisz Kwieto :) 19.04.02, 10:08
        • default Re: Jest tak jak mowisz Kwieto :) 19.04.02, 10:39
          Dokładnie - też się zgadzam. Do Macdonalda nie chodzę, tak samo jak unikam
          dłuższego przebywania w słodko-nijakim, sztucznym i ucywilizowanym otoczeniu.
          Nawet mieszkając w wielkim mieście można "na boku" zobaczyć coś odświeżającego
          i naturalnego - dzisiaj rano na spacerze z psem zapatrzyłam się na lśniące i
          lepkie jeszcze młode listki topoli...Ptaki drą się jak opętane, obserwowałam
          przez chwilę zaloty pewnego wróbla, trzeba przyznać, że facet dawał z siebie
          wszystko....Zwłaszcza o tej porze roku nie można narzekać na "zmysłową papkę".
          wszystko jest tak świeże i intensywne, smakuje nie jak "szejk" ale jak pachnący
          razowy chleb. Z masłem i rzodkiewką.
          Pozdrawiam
    • bayarka Re: Albowiem prysły zmysły - o szejkach 19.04.02, 10:37
      Albowiem moje zmysły nie prysły .... bo nie pozwalam im na to ;
      - czuję zapach młodej trawy rozgrzanej słońcem ( w moim ogrodzie)...
      - słyszę piptilenie piliptasząt ... a czasem Robertę Flack ...
      - dotykam aksamitnej sierści mojego kota ... ( często zamiennie włosów mojego
      kochanego faceta)
      - widzę młode liście , krokusy , pierwiosnki ... słońce , obłoki ...
      uśmiech mojego dziecka...
      Szejków nie zauważam. Nie daję się zalewać mdłą mazią nijakości ,
      pozornej ciszy , niby-ładnych obrazków , upojnie byle jakich zapachów ...
      Ale też nie chcę :
      - czuć zapachu nijakiego smrodku ulicznego w czasie jazdy do pracy
      - słyszeć rozmów o niczym ... muzyki disco-polo ...
      - dotykać ni gładkich ni szorstkich dłoni ...
      - widzieć nijakich uśmiechów , nijakich ludzi ...
      Wyostrzyłam zmysły na mocne , przyjemne bodźce i tylko takie mnie kręcą.
      To jest moje wyraziste widzenie świata! Moja wrażliwość na bodżce w tym
      się zamyka!
      Tylko czy moje ich odbieranie jest tożsame z odbiorem u innych?
      Może moje piliptaszę .. jest szejkiem dla Ciebie fantasio ?

      Pozdrawiam ;-))
      bayarka
    • vicca szejki - dietetycznie ;) 19.04.02, 15:23
      Biorąc pod uwagę wartość żywieniową szejków - jest ona poniżej krytyki (tłuste
      i sztuczne)- może i dobre w smaku ale niezdrowe.

      Pzdr ciepło
      Vicca
    • pastwa Re: Nieszejkowate Porwanie,ale... 19.04.02, 16:29

      To, co opisujesz to nie "szejki”, ale jak sama zauważyłaś, brak odmiany,
      monotonia otoczenia. Równie dobrze stać się może "szejkowym" życie
      fotoreportera wojennego, choć początkowo pewnikiem silne i niezwykłe, były to
      doznania związane z tą pracą. Przykładów jest więcej, chociażby seks, tu:
      słuch, zmysł powonienia, dotyk i wzrok czerpią z niego satysfakcję, jednakże
      przychodzi czas, że wytężamy nasze zmysły, ale wszystko już jakieś takie
      tchnące „szejkiem”, tak ze wszystkim. Nie podniecasz się po roku użytkowania
      swoją niegdyś śliczną, wspaniałą bluzką, "szejkowacieje”, bowiem z czasem...
      Najlepiej jakby Cię ktoś porwał i wywlekł w jakieś piękne i ustronne( tzn. samo
      tylko towarzystwo przeciekawych porywaczy) miejsce, początkowo adrenalina
      hulałaby w Twym ciele, ale już po roku takiego Cię wleczenia, np. po cudownych
      górskich szlakach Andów, poczujesz "szejkowatość" tego porwania, czego Ci
      jednak nie życzę, choć z drugiej strony, to zwariować można, ta "szejkowatość"
      to, bowiem lekarstwo na nadmiar wrażeń hi hi

      Z Andów, pozdrawia "nieszejkowato" Pastwa
      • Gość: Andrzej Re: Nieszejkowate Porwanie,ale... IP: *.unl.edu 19.04.02, 18:53
        pastwa napisał(a):

        >
        > To, co opisujesz to nie "szejki”, ale jak sama zauważyłaś, brak odmiany,
        > monotonia otoczenia. Równie dobrze stać się może "szejkowym" życie
        > fotoreportera wojennego, choć początkowo pewnikiem silne i niezwykłe, były to
        > doznania związane z tą pracą. Przykładów jest więcej, chociażby seks, tu:
        > słuch, zmysł powonienia, dotyk i wzrok czerpią z niego satysfakcję, jednakże
        > przychodzi czas, że wytężamy nasze zmysły, ale wszystko już jakieś takie
        > tchnące „szejkiem”, tak ze wszystkim. Nie podniecasz się po roku uż
        > ytkowania
        > swoją niegdyś śliczną, wspaniałą bluzką, "szejkowacieje”, bowiem z czasem
        > ...
        > Najlepiej jakby Cię ktoś porwał i wywlekł w jakieś piękne i ustronne( tzn. samo
        >
        > tylko towarzystwo przeciekawych porywaczy) miejsce, początkowo adrenalina
        > hulałaby w Twym ciele, ale już po roku takiego Cię wleczenia, np. po cudownych
        > górskich szlakach Andów, poczujesz "szejkowatość" tego porwania, czego Ci
        > jednak nie życzę, choć z drugiej strony, to zwariować można, ta "szejkowatość"
        > to, bowiem lekarstwo na nadmiar wrażeń hi hi
        >
        > Z Andów, pozdrawia "nieszejkowato" Pastwa

        McDonald powinien byc podstawiony pod sad. Nie chodze tam, i wolalbym jesc trawe
        niz te smierdzace bezczelnosci. Cala kuchnia amerykanska to jedna wielka pomylka,
        mieszanina lenistwa z cwaniactwem. Tu robia miliony na tzw. "banana split" czyli
        nic innego niz przeciety na pol banan i polany... czymkolwiek. Ten sam baban
        mozna dostac za pare centow, bez polewy, i w zwiazku z tym zdrowszy. Albo Chicago-
        dog, hot dog tylko drozszy.
        Zrobcie mi przyjemnosc i nie pijcie tego szejkowego denaturatu. Tfu.
        Andrzej.
        • Gość: roseanne Re: Nieszejkowate Porwanie,ale... IP: *.sympatico.ca 19.04.02, 19:02
          Gość portalu: Andrzej napisał(a):

          ... Cala kuchnia amerykanska to jedna wielka pomylka,
          > Andrzej....

          Hej, troche luzu.
          Nie cala, tylko te wszystkie junk/ fast/foody i erzace z pudelek.

          Probowales kiedys potraw kuchni amerykanskiej - pionierskiej?
          te wszystkie danka na bazie jarzyn,
          geste pozywne zupki na fasoli
          zapiekane gulasze - stew

          polecam

          co do wszystkich Mc i innych takich mam podobne zdanie

      • Gość: mariposa szejki IP: *.biz.mindspring.com 19.04.02, 18:57

        ale przeciez szejki sa waniliowe, czekoladowe i truskawkowe. a niedlugo
        wprowadza pewnie bananowe i jagodowe, a potem kawowe i mocca, a moze nawet
        buraczkowe i pomidorowe... czy ta chwila wyczekiwania, ze cos nowego sie
        wydarzy nie jest podniecajaca? ;-)

        a do tego blizardy... snikersowe, mmmensowe, wisniowo-sernikowe...

        m.

        (uprasza sie ewentualnych czytelnikow powyzszego tekstu o niewysuwanie daleko
        idacych wnioskow, gdyz wszystkie skojarzenia wystepujace w poscie sa fikcyjne,
        a ich zbierznosc z rzeczywistoscia czysto przypadkowa. Ponadto autor sam nie
        wiedzial, co mial na mysli)
        • Gość: maly.k Re: szejki IP: 139.57.24.* 19.04.02, 19:02
          Gość portalu: mariposa napisał(a):

          > a do tego blizardy... snikersowe, mmmensowe, wisniowo-sernikowe...

          ...i jeszcze ten ulubiony, o smaku jalapeno...

          Mniam, mniam, smacznego,

          mk. (tez bez zadnych szczegolnych mysli na mysli)

    • kamfora ten szejk.. 19.04.02, 19:27

      to może to po prostu "złoty środek", do którego wszyscy dążymy? ;-)

      A ja rano, zaraz po przyjściu do pracy włączam komputer, wchodzę w jeden program
      i...adrenalina mi skacze...Bo w tym programie czarno na białym widać, czy
      poprzedniego dnia zrobiła się jakaś "kucha" ;-)
      A potem przychodzą inni i życzliwie pytają, ile kawy było dzisiaj rano i czy
      dostatecznie mocna?

      X

      • trzcina Ani szejki, ani szejkowacenie 19.04.02, 20:17
        Protestuję. Liczba mnoga mi się nie bardzo podoba, fantasio, w tym wywodzie.
        Nie lgniemy do mdłych aromatów itd. Może niektórzy...Moze z wygody, może dla
        odpoczynku, może niekiedy.
        Ale żeby tak w szejku tkwić, toż to trzeba z własnego życia całkiem wyskoczyć,
        rzeczywistość na plastik wymienić, zmysły porazić na amen, wszystkie.
        A żeby Andy zszejkowaciały i Andom podobne, trzeba gdzieś po drodze na to sobie
        pozwolić. Same nie szejkowacieją, to nasze odkrywanie na nowo rzeczy znanych i
        oswojonych szwankuje.
        A tego nikomu nie życzę
        pzdr
    • Gość: Pastwa Użyteczność zmysłów... IP: *.rivnet 19.04.02, 22:37
      fantasia:

      > A Wy? Jak traktujecie zmysły? Postrzeżenia?
      > Czy ważne jest dla Was wyraziste dostrzeganie świata?
      > A wrażliwość na bodźce zmysłowe? Tracicie ją z biegiem czasu, a może
      > nabieracie? a może bez zmian?

      Ochronne wykorzystanie zmysłów

      Słuch
      Kiedy słyszę „ dawaj telefon chuju” korzystam ze zmysłu wzroku i gdy sytuacja
      wydaje się być bardzo niekorzystna spadam.
      Wzrok
      Wiem, kiedy wypada ominąć nadchodzącą z przeciwka osobę( zwłaszcza, kiedy ona nie
      wie:-) )
      Dotyk
      Nie wypiję duszkiem herbaty tuż po zaparzeniu
      Węch
      Kiedy czuję spaleniznę, szybko biegnę do kuchni i zabieram „obiad” z ognia,
      czasami uświadamia mi, że czas wziąć kąpiel( zawsze, wpierw gorąca woda, a potem
      lodowata)
      Smak
      Nie zjem przynajmniej nieświeżego pożywienia
      Szósty zmysł
      Rzadko używany, ale bardzo się przydaje, kiedy pozostałe zmysły zawodzą

      Mniej przyziemne zastosowania

      Słuch
      Rozróżniam disco polo od muzyki klasycznej
      Wzrok
      Wiem, która kobieta podoba mi się fizycznie
      Dotyk
      Wiem, co dotykam, a to często dostarcza sporo przyjemności
      Węch
      Napędza rozterek, które perfumy ładniejsze
      Smak
      Nie dam sobie wcisnąć nijakiego w smaku „szejka”, jeśli tego nie chcę
      Szósty zmysł
      Wiem, że koncert odwołają, nie kupuję, więc biletu

      Ów uśredniony i stonowany charakter naszego otoczenia ma swoje zalety w
      następstwie obcowania naszego w wyjątkowo skrajnych doznaniowo warunkach i vice
      versa, zmieniają się wówczas i pobudzają do świeższego w swym postrzeganiu
      opatrzonych nam rzeczy, nasze zmysły. Wypalone emocjonalnie lub przepracowane
      osoby, również dostrzegają więcej szejkowatośći, bo ten brak „pozytywnej” energii
      pozbawia ich sił, by przenikać na każdym kroku przez, tą nijaką już,
      powierzchowność bliskiego nam świata i codziennych czynności, do ich wnętrza,
      gdzie można by, zobaczyć coś pobudzającego swą oryginalnością.
      Wiem, że samotność też ma pewien wpływ na nasze postrzeganie.

      Osobiście odbieram świat w dosyć różnoraki i zmienny sposób, na wszystko znajdzie
      sięj u mnie jakaś "szuflada" tyle, że różne są ich wielkości.

      • trzcina Re: Użyteczność zmysłów... 20.04.02, 00:12
        ...w samotności. Piszesz Pastwo, że samotnośc ma pewien wpływ na nasze
        postrzeganie. A nie rozwinąłbyś? Bo na myśl pierwszą mi przychodzą skrajności.
        Samotni przykładowi staruszkowie z wyostrzonym słuchem i węchem, wyczuleni na
        zapachy i hałasy klatkowo-sasiedzkie. Ale i wyostrzona wrażliwość na innych, we
        wszystkich zmysłów zakresie. Też ku dobremu lub nie- byciu z nimi prowadząca.
        A zmysłow w samotności stępienie? Przykładów w okolicy bliskiej brak. Może
        kiepsko patrzę?
        Tyle mi się na razie pomyślało.
        • Gość: mariposa a czy szejki nosza szelki? IP: *.biz.mindspring.com 20.04.02, 01:00

          jesli nie, to czemu nie?
          jesli tak, to czy w linie?
          czy w biedronki? czy w kropeczki?
          w kwiatki moze lub w gwiazdeczki?
          • Gość: Pastwa Re: a czy szejki nosza szelki? IP: *.rivnet 20.04.02, 01:06
            Naturalnie, że noszą, jeno w naszej wyobraźni:-)
            • Gość: mariposa Re: a czy szejki nosza szelki? IP: *.biz.mindspring.com 20.04.02, 01:19

              pewien mlody szejk z Dubaju
              pragnal kupic szelki w maju,
              bo mu spodnie opadalaly
              i sandaly zakrywaly.
              lecz nie znalazl w calym kraju
              szelek, ten nasz szejk z Dubaju?

              ps. szejk jor bon-bon!!!!
              • Gość: Pastwa Re: a czy szejki nosza szelki? IP: *.rivnet 20.04.02, 01:30
                Nie w Dubaju , za to w raju
                Mnogość szelek nawet w maju
                Zatem szejk ów niecierpliwy
                Dolał ognia do dubajskiej oliwy
                Katastrofa to była płomienna i jasna
                Do raju zabrało go więc śmierć straszna
                Ze człowiek bardzo znany to był przecie
                Przeczytasz o tym w jutrzejszej gazecie

        • Gość: Pastwa Re: Użyteczność zmysłów... trzcino IP: *.rivnet 20.04.02, 01:04
          Pewnie, że mogę nie takie rzeczy się już wyjaśniało hi hi

          Jak wiadomo samotność jest pewnym stanem, analogicznie, głód też jest jakimś
          tam stanem, który może w danej chwili zmienić moje podejście do jedzenia, tzn.
          więcej produktów uważam za smaczne i podobnie, przejedzenie się sprawia, iż
          staję się bardziej wybredny.
          Samotność może mieć wpływ na moje postrzeganie w wyniku braku wpływu na nie,
          przez inne osoby ( mam nadzieje, że Ci nie mącę)sprawia ona, bowiem, że jestem
          zdany wyłącznie na mój umysł, a więc na jego różnorodność lub jej brak w
          postrzeganiu świata. Książki pomijam, bądź, co bądź, to nie są ludzie,
          przynajmniej nigdy, nie będą nam tak bliskie, jak może nam być inny homo
          sapiens.
          Zastanów się trzcina, czy odczuwałaś kiedykolwiek, wpływ innych osób na swoje
          podejście do danej rzeczy, czy nie powiedziałaś kiedykolwiek „.. ano
          rzeczywiście, tak też można na „to” spojrzeć”.
          Dla jasności poprzez słowo „samotność” rozumiem brak w naszym otoczeniu ludzi,
          którzy mają na nas jakikolwiek inspirujący wpływ i pozwoliliby czasami, ukoić
          niektóre nasze psychiczne zgryzoty, poprzez zrozumienie i nawet samą myśl, że
          jeszcze kogoś interesuje nasze samopoczucie.

          Ps. Jak to, nie jest wystarczające rozwiniecie, to służę dalszym rozwijaniem i
          nie pisz „samotni staruszkowie”, bo stąd krok do „samotne społeczeństwo”,
          dziwacznie to wówczas brzmi w kontekście samotności.
          • trzcina Re: Użyteczność zmysłów... trzcino 20.04.02, 01:21
            Krótko na początek. Nie mącisz.A staruszkowie byli przykładowi ekstremalnie.
            Czemu zaraz samotne spoleczenstwo?
            Wpływ innych na moje podejście do rzeczywistości(o zmysłach chwilowo milczę:))
            jest znaczny i nie do przecenienia. Bez tego nie ma dla mnie rozwoju.
            Interesuje mnie sytuacja skrajna samotności, samotności bliskiej absolutnej -
            jej wpływ na rozwój osoby i to zarówno w przypadku jednostki obdarzonej umysłu
            różnorodnością, jak i przeciwnie, powiedzmy osoby nikło umysłowo rozwiniętej
            (bez chamskiej ironii to piszę). Co ze zmysłami? Czy tępieją, czy wręcz
            przeciwnie, co z emocjami, jaki ciąg dalszy ? Pytam Ciebie.
            • Gość: Pastwa Re: Użyteczność zmysłów... trzcino IP: *.rivnet 20.04.02, 01:48
              Dość trudne pytanie, ponieważ nie miałem nigdy do czynienia z ludzkim
              przypadkiem absolutnej samotności, bo nawet gdybym miał, nie była by już ona
              przez to absolutna.
              Diabli wiedzą, jak patrzyłby na świat dorosły człowiek, który nigdy w swym
              życiu nie miał kontaktu z innymi ludźmi, nie znałby języka, żadnych pojęć nam
              dostępnych. Bez wątpienia, miałby myśli odarte z tych wszystkich krępujących(
              kształtujących mimowolnie) naszą swobodę myślenia naleciałości cywilizacji.
              Myślę, że zmysły, by mu nie stępiały, nawet sugerowałbym ich pewne wyostrzenie
              w pewnych sprawach, wszystko byłoby u niego twórczą czynnością, odtwarzałby
              tylko własne prawdy, takie absolutne jestestwo.
              Podobno, kiedyś znaleziono dziecko(dorosłe już chyba) wychowane przez wilki,
              ale ono nie potrafiło mówić, a tej cechy nie da się podobno już rozwinąć w
              wieku dorosłym.

              Ps. Wybacz, mojemu ograniczonemu w swej różnorodności spojrzeń na świat
              umysłowi, ale nie potrafię się wczuć należycie w osobę ABSOLUTNIE osamotnioną.

              Mógłbym coś może wydumać, ale na co Ci to dumanie moje?

              • Gość: fnoll Re: Użyteczność zmysłów... trzcino IP: *.bydgoska.krakow.pl 20.04.02, 01:52
                zmysly zmyslami...

                ale miejmy na uwadze, ze czlowik w sobie otoczenie rekonstruuje, a nie odbija
                jak lustro

                takze szejk moze sie rzucac nie tyle na soczewke, co na algorytm raczej

                pzdr

                fnoll
              • Gość: fnoll Re: Użyteczność zmysłów... trzcino IP: *.bydgoska.krakow.pl 20.04.02, 01:54
                Gość portalu: Pastwa napisał(a):

                > Podobno, kiedyś znaleziono dziecko(dorosłe już chyba) wychowane przez wilki,
                > ale ono nie potrafiło mówić, a tej cechy nie da się podobno już rozwinąć w
                > wieku dorosłym.

                zyja ludzie, ktorym sie udalo (dzieci autystyczne)
                • Gość: Pastwa Re: Użyteczność zmysłów... fnollu IP: *.rivnet 20.04.02, 02:00
                  > Gość portalu: Pastwa napisał:

                  > > Podobno, kiedyś znaleziono dziecko(dorosłe już chyba) wychowane przez wilk
                  > i, ale ono nie potrafiło mówić, a tej cechy nie da się podobno już rozwinąć w
                  > wieku dorosłym.

                  fnoll:

                  > zyja ludzie, ktorym sie udalo (dzieci autystyczne)

                  dzieciom mogło sie udać, ja mówiłem o dorosłych.

                  • Gość: fnoll Re: Użyteczność zmysłów... fnollu IP: *.bydgoska.krakow.pl 20.04.02, 02:06
                    Gość portalu: Pastwa napisał(a):

                    > dzieciom mogło sie udać, ja mówiłem o dorosłych.
                    >

                    w "literaturze" sie mowi o wieku lat pieciu jako wieku granicznym dla pozyskania
                    wladania jezykiem

                    znane sa jednak osoby autystyczne, ktore za sprawa terapii zaczely jezykowac z
                    otoczniem po dziesiatce

                    i choc to nie "dorosli" - to daje do myslenia
              • trzcina Re: Użyteczność zmysłów... trzcino 20.04.02, 02:00
                To już nie dumaj, zwłaszcza, że o bliską absolutnej( ciut się językowo
                przestrzeliłam) samotność mi szło, nie o K.Hausera. O brak inspirujących
                kontaktów, zamknięcie na nie. O kontaktowaniu naskórkowym jedynie z innymi.
                Rozwijać nie będe, bo nocka i mózg przepalony, jeno uzupełniam.
                Dzięki
    • Gość: fnoll Re: Albowiem prysły zmysły - o szejkach IP: *.bydgoska.krakow.pl 20.04.02, 00:44
      kto lgnie ten lgnie

      ja - nie

      oje!
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka