Dodaj do ulubionych

jest dobrze ale...

14.10.04, 14:28
czuje sie dobrze..nie mam napadow..moje zycie jest moze troche nudne,ale
spokojne,czuje sie bezpiecznie,nie mam duzo stresow,nikt mi nie
dokucza,krytykuje,robie co chce..i chcialabym zeby juz tak bylo..zawsze..ale
tak nie da rady...nie moge cale zycie zyc pod skrzydlami rodzicow,chowac sie
w domu i wychodzic raz na jakis czas,nie nawiazywac kontaktow z
ludzmi...przeraza mnie to wszystko szczerze mowiac..czuje sie jak male
bezbronne dziecko...ktore potrzebuje kogos kto by je prowadzil za
raczke,zrobil za nie cos,powiedzial...
Obserwuj wątek
    • kasiolda Re: jest dobrze ale... 14.10.04, 21:31
      niby wszystko jest ok dalej..ale lamie sie..znowu mialam ochote sie
      objesc..lapie sie na tym ze nagle ogarnia mnie totalna depresja..w sumie bez
      powodu..a moze inaczej..slysze jakas piosenke wolna,romantyczna i szlag mnie
      trafia itd...zaczynam myslec o przyszlosci i znowu dol,nie wiem co ze mna
      bedzie..czuje sie bezsilna,czuje sie jakbym byla jedyna osoba ktora sobie nie
      radzi z niczym,a wokol ludzie zyja normalnie,rozmawiaja,wyrazaja swoje zdanie,a
      ja tak nie potrafie...i chce znowu jesc..powstrzymalam sie ale narawde nie wiem
      jak dlugo bedzie mi sie udawac...kurcze mecze sie ze soba..mam ochote
      krzyczec,mam ochote zrobic sobie krzywde,walic glowa o sciane...chce byc
      normalna..czemu mi nie wychodzi???..dlaczego tak trudno uwierzyc w siebie...
      • kasiolda Re: jest dobrze ale... 15.10.04, 08:44
        ruszam na podboj swiata ;)))
        bede twarda..nie poddam sie..bede soba..wierze ze bedzie ok..musi byc...3majcie
        kciuki..wroce w niedziele..buziaczki
        • trycka Re: jest dobrze ale... 15.10.04, 09:57
          Na pewno bedzie ok.Trzymam kciuki!!!:)))))
          • kasiolda Re: jest dobrze ale... 17.10.04, 21:07
            bylo ok..ale do czasu...
            wizyta u psychologa dala mi mnostwo energii,psycholozka byla bardzo
            sympatyczna,sluchala tego co mowilam uwaznie..mialam wrazenie ze mnie rozumie i
            jakby mnie znala,moje mysli...gdy od niej wyszlam bylo mi tak lekko,ze w koncu
            komus powiedzialam cala prawde,ze znalazl sie ktos kto mnie wysluchal...ale
            pozniej bylo juz tylko gorzej...z babcia nie moglam sie dogadac,z ludzmi ze
            studiow tez,jedynie rozmowa z kuzynka poprawila mi humor..nie wiem cos ze mna
            chyba naprawde nie jest tak..kazdy z kim probowalam rozmawiac wogole nie
            interesowal sie tym co ja mam do powiedzenia,ale raczej traktowal mnie jak
            spowiednika,osobe ktorej mozna sie zwierzyc..wkurzylam sie..na dodatek bylam
            zmeczona i niewyspana..dojazdy mnie dobijaja...wyklady byly strasznie nudne..i
            najchetniej bym zrezygnowala ze studiow..ale boje sie to zrobic..ojciec sie do
            mnie dalej nie odzywa..na dodatek stwierdzil w rozmowie z mama ze przesadzam ze
            to tylko dwa razy w miesiacu i nie powinnam narzekac,jesli chce sie uczyc
            wytrzymam..no wlasnie jesli chce..problem w tym ze sama nie wiem co ze soba
            zrobic..wczoraj sie 3mymalam..udawalam ze wszystko jest ok chociaz nie
            bylo..chociaz chcialo mi sie plakac..dzisiaj poddalam sie..objadlam sie..i malo
            co nie poplakalam sie na wykladach i w busie..naprawde mam wszystkiego dosc..i
            szczerze nie wiem czy cos sie zmieni...nie zamierzam rezygnowac z wizyt u
            psychologa..przynajmniej narazie..ale same wizyty nic nie pomoga sama musze
            zmienic swoj sposob myslenia..nie wiem czy sie uda..i na jak dlugo..tak sobie
            mysle ze mecze sie,najlepiej by bylo gdybym umarla...mialabym swiety spokoj...
            • trycka Re: jest dobrze ale... 17.10.04, 23:30
              Kasiolda,po pierwsze głowka do gory.Po jednej wizycie u psychologa nie bedzie
              od razu lepiej.Ja chodze od kilku tygodni i nadal sa dni,ze przeginam z
              jedzeniem.Moja psycholoszka mowi,ze potrzebne sa nam rowniez złe chwil,momenty
              kiedy sie najdamy,bo z kazdej takiej sytuacji wyciagniemy jakas nauke na
              przyszłość.
              A wiec...po pierwsze nie rezygnuj z psychologa.Nikt o Ciebie nie zadba tak
              dobrze jak TY SAMA.ZROB TO DLA SIEBIE<ZADBAJ O SIEBIE<POMORZ SOBIE>>>
              Zycie daje nam w kosc,nie jest łatwo.Ciagle zdarzaja sie sytacje ,ktore nam
              tylko dowalaja,kłoja tam gdzie najbardziej boli.Psycholog nauczy Cie
              obiektywnie patrzec na wszsytko,szukac czegos dobrego kiedy jest juz bardzo
              beznadziejnie...itd.Musisz włozyc w to duzo pracy,bo to przede wszystkim od
              Ciebie zalezy sukces...I pamietaj,badz egoistka,mysl o sobie.Powtarzam...jak
              sama o siebie nie zadbasz,to kto to zrobi...?!!!
              Przykro mi,ze masz ciezka sytacje w domu,i własciwie jest tak,ze wszytko sie
              nie układa,alewiedz,ze to wszystko minie.Tak na prawde tak bedzie,przeciez
              wiesz o tym.
              Musisz pamietac,ze jak sie najadasz to krzywdzisz wyłacznie siebie,nie tate,nie
              kolezanke...TYLKO I WYŁACZNIE SIEBIE!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
              Sciskam Cie mocno,rozumiem doskonale,bo u mnie jest dosc podobnie.
              Wiem tez ,ze dam sobie kiedys rade i Ty tez...:)
              • kasiolda Re: jest dobrze ale... 18.10.04, 09:41
                hej trycka!!!
                nie zamierzam rezygnowac z psychologa..teraz to jest jedyna osoba poza
                oczywiscie wami,ktora mni wyslucha i zrozumie..jest mi naprawde bardzo bardzo
                ciezko..sa chwile ze lzy same naplywaja mi do oczu ale to mija i kiedy jestem
                juz sama kiedy mam mozliwosc wyrzucic to z siebie,wyplakac sie w samotnosci,nie
                moge...
                wiedzialam ze jedna wizyta niczego nie zmieni,ale nie myslalam ze bedzie tak
                zle,inaczej sobie wyobrazalam studiowanie,mialam nadzieje ze spotkam pare
                przyjaznych osob,a tu nic...jakbym walila glowa w mur..jestem bezsilna..nie
                moge zmusic przeciez nikogo zeby zwrocil na mnie uwage,zeby sie ze mna
                zaprzyjaznil...najchetniej bym uciekla,zrezygnowala...ale nie moge..
                wiem ze niektorym wydaje sie ze to zadna tragedia,ale ja bardzo bardzo
                potrzebuje akceptacji,ciepla ze strony drugiej osoby..jestem egoistka..ale na
                swoj sposob..mysle tylko o tym zeby ktos mnie wysluchal,zrozumial,to sie
                liczy,to ze ktos tez chce byc wysluchany,chce opowiedziec swoja historie nie ma
                znaczenia dla mnie,zdaje sobie z tego sprawe,ale na chwile obecna nie potrafie
                z tym walczyc...w piatek mam kolejna wizyte i juz nie moge sie doczekac..chce
                to wszystko wyrzucic z siebie...najchetniej juz dzisiaj bym poszla...
                wiem ze krzywdze siebie,ale inaczej nie potrafie..tylko jedzac sie
                uspokajam..nic innego mi nie pomaga...wiem ze zaprzepaszczam dwa tygodnie walki
                wyrzeczen..ale naprawde staralam sie powstrzymywac..dluzej nie moge..
                najbardziej boli mnie wlasnie to ze najblizsze mi osoby odtracaja mnie...a ja
                jestem zbyt dumna zeby pierwsza wyciagnac reke..z mama tez nie moge sie
                dogadac..cos mowie i to pozostaje bez odzewu i zaczyna mi opowiadac cos
                zupelnie innego..
                oby sie kiedys udalo....
                masz racje ostatnio zauwazylam ze kiedy dzieje sie cos nie tak,to potem kiedy z
                powrotem jest dobrze jestem juz troche inna osoba,to znaczy ucze sie na
                bledach,ale kiedy jest zle bardzo to przezywam i chce zeby to jak najszybciej
                sie skonczylo..nie potrafie myslec o czyms innym...
                pozdrawiam
                • trycka Re: jest dobrze ale... 18.10.04, 10:00
                  Witam z rana!:)
                  Kasiolda,strasznie sie ciesze,ze bedziesz chodzic do psychologa.Zobaczysz jak
                  wiele beda Ci dawac te wizyty,o ile lepiej bedziesz sie rozumiec.Ja mam
                  wrazenie,jakbym budziła sie z głebokiego snu w czasie terapii.:)
                  Nie wiem czy probowałas porozmawiac z mama,mowic o swoich potrzebach,o tym co
                  Cie denerwuje i co bys chciała zmienic...?Moze to jeszcze nie ten czas...Sama
                  nie wiem.W kazdym badz razie dobrze byłoby powiedziec o swoich
                  uczuciach.Chyba ,ze mama jest taka osoba,z ktora sie nie da porozmawiac?
                  Najlepiej słuchaj psycholog,ona Cie pokieruje,doradzi jak postepowac.Ja pedze
                  do Warszawy(mieszkam 40 km od niej) juz dzis na wizyte i cieszę sie ,ze
                  znalazłam fajna psycholog.
                  Troche za bardzo nawalałam w zeszłym tygodniu,troche sobie odpusciłam,bo musze
                  zrozumiec,ze samo chodzenie do psychologa nic nie da,ja musze włozyc tez w to
                  troche swojej pracy...
                  Pozdroofka,trzymaj sie Kasiolda.Zycze udanego dnia,jak najmniej stresikow.
                  trycka
                  P.S.A jesli chodzi o potrzebe akceptacji,to tez tak mam.Ja całe zycie robiłam
                  cos ,zeby przypodobac sie innym,zeby innym było dobrze,nawet wbrew
                  sobie...zmieniam to jednak i teraz coraz lepiej wychodzi mi myslenie o
                  sobie...:)
                  • kasiolda Re: jest dobrze ale... 18.10.04, 10:36
                    to chyba jeszcze nie ten moment...nie chodzi wcale o mame..mysle ze by
                    zrozumiala..jest podobna do mnie...ale ja boje sie komus powiedziec o swoich
                    oczekiwaniach o tym ze nie podoba mi sie to ze mnie nie slucha..wydaje mi sie
                    to dziwne i nie na miejscu...moze to sie zmieni...
                    ja tez po peirwszej wizycie mialam takie wrazenie jakbym byla kims zupelnie
                    innym,jakby to co bylo wczesniej odeszlo gdzies daleko daleko,ale to byla
                    chwilowa euforia,potem przyszedl czas na zderzenie z brutalna rzeczywistoscia..
                    bede sluchac..tylko nie wiem..hmm nie chce tez uzaleznic sie od tych wizyt i
                    nie chce zeby psycholozka caly czas podejmowala za mnie decyzje,zebym robila
                    cos bo mi tak poradzila a mnie sie to nie podoba,nie wiem czy rozumiesz co mam
                    na mysli..czesto mi sie to zdarza,bardzo imponuja mi osoby pewne
                    siebie,wiedzace czego chca,kroczace przez zycie bez leku,chcialabym taka byc..i
                    kiedy jestem w ich towarzystwie po prostu dostosowuje sie..
                    bo wydaje mi sie ze maja racje,ze to co mowia jest dobre,a to co ja mowie jest
                    zle,niewlasciwe,dlatego powinnam myslec tak jak oni...
                    a ty jak czesto widujesz sie z psycholozka??
                    ja bardzo zaluje ze nie jestem z wroclawia,w sumie to moglabym codziennie sie z
                    nia widywac,ale to tez kosztuje...szkoda ze nie mam kogos kto by mnie zawsze
                    wysluchal i chcial sluchac i nie mowil ze sie nad soba uzalam i powinnam sie
                    wziac w garsc,ze jestem przewrazliwiona,ze tylko mnie sie wydaje ze zrobilam z
                    siebie kertynke itd...ale z drugiej strony wiem ze nie wszystkich interesuje
                    moje zycie,moje leki,obawy,narzekania...dobrze ze chociaz jest to forum...
                    powodzenia!!milego dnia!!!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka