Dodaj do ulubionych

czy potrzebny terapeuta?

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.10.04, 21:39
witam

od dosc dlugiego czasu pewna rzecz mnie zastanawia, chcialbym zapytac czy
jest to sprawa z ktora powinienem wybrac sie do terapeuty.
otoz, od kiedy pamietam czulem niechec do dziewczyn ktore wykazywaly
zainteresowanie mna w sensie uczucia, zawsze kiedy dziewczyna chce ze mna byc
nagle traci w moich oczach szacunek, nie potrafie zdobyc sie wtedy na cos
glebszego, nawet jesli wczesniej bylem nia zainteresowany, to w momencie gdy
moze juz byc moja czy tez juz jest moja dziewczyna uczucie znika. tylko na
etapie kiedy musze sie starac o kobiete czy tez ona nie wykazuje
zainteresowania mna, a chyba przede wszystkim widzac jej "niezaleznosc" w
stosunku do mojej osoby, jej postawe swiadczaca o wysokiej samoocenie, cechy
wskazujace na pewna wyjatkowosc, to odczuwam fascynacje, silna potrzebe
zblizenia, czesto idealizuje takie osoby. wszystkie moje zwiazki w czasie
studiow konczyly sie zle, doszlo wrecz do tego ze ponizalem z pelna tego
swiadomoscia kobiete po czym z nia zrywalem. potrzebuje bycia w centrum uwagi
mojej dziewczyny, gdy to juz mam przestaje mi na niej zalezec i jedynie
kobieta ktora nie jest moja moze mnie pociagac, potrzebuje podziwu gdy go juz
mam odczuwam zaspokojenie i pewna radosc a jednoczesnie trace pewien szacunek
i pociag do osoby ktora mnie nim darzy co konczy sie czesto po prostu
ponizaniem jej. nie potrafie tego przelamac.
pozdrawiam
Obserwuj wątek
    • dust.in.the.wind Re: czy potrzebny terapeuta? 31.10.04, 22:23
      Moim zdaniem, powinienes, ponieważ problem - jak widać - przede wszystkim gnębi
      Ciebie samego. Skoro gnębi, to znak, że taka pomoc wydaje ci sie niezbędna,
      choć mogę się mylić.
      Wpadasz w "sidła" kobiet pozornie niezależnych - stąd chyba rozczarowania?
      Mogę się przecież mylić, wnioskuję tylko po poście forumowym, ale wydaje mi
      się,że tak jest. Nie można chyba całe życie dawać się zwodzić Czy jest Ktoś, na
      kim Ci bardzo zależy, kto Cię nie odpycha, a mimo wszystko nie potrafisz tak po
      prostu ponizyc i odepchnąc? Człowieku, ty krzyczysz o tę pomoc!!! Przeczytaj
      się sam. Powodzenia.
      • bart13p Re: czy potrzebny terapeuta? 31.10.04, 22:40
        Hyhyhy... Można też tak, jeśli Ci to nie przeszkadza to róbta se co chceta,
        zdobywaj dziewczyny i kończ polowanie, by wybrać się na następne. Możesz
        zacisnąć zęby i zakasać rękawy i zaakceptować sytuację jaka jest, ale jeśli Ci
        to faktycznie nie odpowiada, co wynikia z treści twojego wątku, to powinieneś
        iść do terapeuty, bo to może być na prawdę problemem z tego co widzę. Mam
        nadzieję, że pomoże. 3maj się.
      • Gość: piotr Re: czy potrzebny terapeuta? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.10.04, 23:52
        dziekuje Wam za posty.
        one nie sa "pozornie niezalezne", chodzilo mi ogolnie o kobiety ktore znaja
        swoja wartosc i umieja to wykorzystac.
        • dust.in.the.wind Re: czy potrzebny terapeuta? 01.11.04, 00:07
          Pytanie - czy Ty uważasz, że ta pomoc jest Ci potrzebna? Patrząc z boku to
          zdrowy układ - wykorzystać osobę, która zna swoją wartość, silną osobę...
          Przecież takiej nic nie grozi, a jednak. Ciekawe, ile i czy w ogóle są takie
          osoby, których nie zaboli "odepchnięcie", w pewnym sensie zabawienie się nimi.
          Nie udawaj - nie ma ludzi, którzy potrafią na zawsze wyłączyć odczuwanie, za to
          jest wielu ludzi, którzy boją się czuć, właśnie z tego powodu - by nie dac się
          wykorzystać. Może Ty boisz się być porzucony?
          • Gość: piotr Re: czy potrzebny terapeuta? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.11.04, 00:43
            tak, uwazam ze jest mi potrzebna (byc moze z innych powodow ktorych nie podalem
            w poscie), ale nigdy sie na nia nie zdecyduje. wiem ze nie ma ludzi zdolnych
            wylaczyc na zawsze odczuwanie, i nie ukrywam ze sprawiloby mi przyjemnosc byc
            tym przez kogo silna, atrakcyjna, inteligentna i wartosciowa osoba sie zlamie.
            nie no troche klamie. tak, boje sie na tyle ze wylaczylbym odczuwanie na
            zawsze - teraz sie smialem wiec to znak ze mowie jakas czesc prawdy.
            • dust.in.the.wind Re: czy potrzebny terapeuta? 01.11.04, 09:49
              Z jednej strony uważasz, że potrzebna Ci pomoc, ale już przesądziłeś: "nigdy
              się na nią nie zdecyduje". W takim wypadku trudno o jakąkolwiek radę. Może
              wypadałoby życzyć ci spotkania osoby, która będzie potrafiła cie przełamać,
              sprawić, że "zaufasz" i nie będziesz myślał przede wszystkim o tym, jak kopnąć,
              nim zostaniesz kopnięty. Zeby było śmieszniej, sama chyba mam odwrotny problem -
              lubię facetów, którzy swoje zainteresowanie mną okazują w nietypowy sposób,
              wiesz, taki pozorny brak zainteresowania moją osobą. Mnie to strasznie bawi,
              gdy widze, jak facet próbuje udawać, że mu nie zalezy... I tak zrobię, co
              zechcę... Chociaż zaskoczyło mnie ostatnio, gdy ktoś taki właśnie, kto od kilku
              miesięcy na swój dziwaczny sposób "adoruje", przytulił mnie ( przez kilka
              godzin udawalismy, że nas nie ma w jednym pomieszczeniu) i to przytulenie
              wzajemne rozwaliło nas oboje. On się boi, że mnie skrzywdzi i woli mnie, jako
              osobę niezdobytą, którą można "kochać" i podziwiać z daleka, byle tylko nie
              stać się odpowiedzialnym? Też się śmieję teraz na wspomnienie Jego w otoczeniu
              tabunu kobiet i tych kradzionych lub nie spojrzeń w moją stronę, i z siebie.
              To mi całkowicie wystarcza, bo lubię, kiedy przebywam z nim w jednym miejscu,
              ale nie zrobię nic,zeby to zmienić. Po co? W sumie nieźle się bawię, mogąc
              podpuszczać facetów, a potem wiać. Daję im komunikat - popatrzcie, jaka jestem,
              pomarzcie i pa pa. Czemu? Ponieważ boję się, że ktoś mnie potraktuje własnie
              tak, jak ty piszesz. Veni, vidi, vici. (Nikogo nie zdobywa się raz na zawsze).
              Tak na koniec - dobrze, ze piszesz o tym, bo to znak, ze juz sie w Tobie coś
              przełamuje. Nazwanie problemu po imieniu to już jakiś krok. Powodzenia.
    • julla Re: czy potrzebny terapeuta? 01.11.04, 00:04
      Moja bardzo subiektywna opinia jest taka, że nie było nigdy prawdziwej miłości.
      Miałam podobny syndrom. Szalałam za niedostępnymi facetami, a gdy okazywali się
      dostępni to nawet gadać mi się z nimi nie chciało. Przeszło bez śladu, gdy się
      zakochałam, zupełny zwrot o 180 stopni.
    • kardiolog Re: czy potrzebny terapeuta? 01.11.04, 11:06
      Czesc Piotr,
      wprawdzie wbrew dzisiejszej smutnej dacie humor niezwykle mi dopisuje, ale i
      powagi trzeba troche zachowac. Gazety Wyborcza wspomina pochowanych w 2004,
      forumian ogarnela rowniez melancholia, chyba wszystkich (oprocz protestantow,
      ateistow, buddystow, binladenystow). Przeczytalem Twoj watek i zasepilem sie
      na chwile. Skoro juz jestem i dumam podziele sie spostrzezeniami.

      Pewna wymyslona opowiesc, jakiekolwiek podobienstwo bohaterow przypadkowe:

      Gdzies na swiecie zyje maly chlopiec. Rodzice z nieznaych dla niego powodow
      rozstaja sie. Ojciec opuszcza nie tylko dom rodzinny, ale i rodzinne miasto.
      Chlopiec zostaje z matka, nie ma rodzenstwa. Kilka lat pozniej zaczyna w
      glowie ukladac drewniane, pasujace do siebie klocki. Gdy przystawia klocek do
      klocka dostrzega, ze jego ojciec ma juz nowa rodzine. Jego mama jest sama ( i
      bedzie sama, ale on tego jeszcze nie wie), ma przeciez jego. Kocha matke,
      dzieki niej swietnie rozumie kobiety, podziwia ja za sile i wytrwalosc. Mama
      staje sie ucielesnieniem jego idealu przyszlej kobiety. Niezalezna, pracujaca,
      dzielna, zaradna. Bywaja jednak chwile, gdy mama opada z sil, gdy bieg "pod
      gorke" oslabia ja do tego stopnia, ze coraz czesciej zamyka sie w pokoju i
      placze w poduszke. Pewnego dnia chlopiec rozumie, ze musi splacic "dlug", nie
      wie jaki, ale wie, ze musi go oddac. Rozumie tez role mezczyzny w domu i choc
      jest tylko chlopcem postanawia stac sie glowa rodziny. Musi byc silniejszy od
      matki, musi byc podpora dla niej. Poczucie odpowiedzialnosci za dom rosnie w
      nim z minuty na minute, jest juz tak wielkie, ze jego ogrom przerastwa watle
      cialko i umysl dziecka. Mama staje sie coraz bardziej slaba, ktoregos dnia
      wyrywa jej sie z ust: "synku teraz moje zycie w twoich rekach". Chlopiec czekal
      juz od dawna na te slowa, mimo to zaskakuja go, choc od dawna przygotowywal
      sie do pelnienia roli ojca. Zreszta w czasie ostatnich odwiedzin bardzo uwaznie
      go podpatrywal. Jednak rosnie w nim zlosc. Przemiennie kumuluje ja raz na
      ojcu, raz na mamie. Sa momenty, gdy dziwi sie sobie, zadaje pytanie dlaczego
      wyladowuje sie na rodzicielce, dlaczego wlasnie na niej a nie na ojcu. Im
      czesciej ona staje sie slabsza, tym wiecej zlosci i pogardy do matki narasta w
      nim. Chlopiec postanawia zrozumiec siebie i motywy swego postepowania.
      Ktoregos dnia po wypiciu butelki taniego wina i porzyganiu sie na wlasne
      spodnie rozumie przyczyne: matka jest winna odejscia ojca, to ja obwinia za
      rozbicie rodziny. Moze ojciec widzial matke taka jaka on teraz dostrzega?. Jego
      drugie ja, to niezarzygane tlumaczy mu jednak, ze to nieprawda, ze to ojciec
      nie sprostal roli, okazal sie dalece nieopodwiedzialny i to mama udzwignela
      caly pozostawiony jej bagaz. Tym bagazem jest tez on. Nalezy sie jej szacunek-
      mowi dalej trzezwe "ja"- i milosc. Kocha ja bardzo, ale w srodku klebia sie
      sprzeczne uczucia. I ten wciaz narastajacy, nieokielznany zal...
      Mama widzi, ze jej chlopiec staje sie mezczyzna, wierzy, ze teraz on nia sie
      zajmie. Nie myli sie. Chlopiec jest wdzieczny, jest bystry, wiele sie od niej
      nauczyl, no i zawdziecza jej tak naprawde to, kim jest. Jest dobrym synem.
      Konczy szkole zawodowa, potem zdaje mature i zalicza obrone pracy
      magisterskiej. Mama jest z niego dumna, martwi sie tylko, ze jest taki
      wymagajacy i taki powazny. Za powazny jak na swoj wiek. Odpowiedzialnosc za
      drugiego czlowieka, tesknota za rodzina jakiej nie mial i marzenia.. gdzies
      zapisane, gdzies w glebi zaszyfrowane i schowane.
      Pierwsza praca i kolezanka. Pobieraja sie z wielkiej milosci. Jest podobna do
      matki: z jednej strony silna, niezalezna, z drugiej ciepla i miekka. Nosi
      dlugie wlosy upiete w kok. Jak matka. Sa szczesliwi. Bardzo. Chlopiec pomalu
      zapomina o przeszlosci tworzac swoja wlasna, niezalezna od nikogo
      rzeczywistosc. Bardzo odpowiedzialny, nigdy nie dopuszcza mysli porzucenia
      kobiety, jak to uczynil jego ojciec. Zreszta nie porzuca sie kogos, kogo sie
      kocha. Ale zycie nie zawsze jest uslane rozami. Zona umiera. Nie mogli miec
      dzieci. Zostaje sam. Na nic zdaje sie jego odpowiedzialnosc, na nic chec
      realizowania marzen, na nic wzor kobiety idealnej. Zostaje sam. I tak przez
      wiele lat, choc poznaje wiele kobiet. Pewnego dnia zdaje sobie sprawe, ze jest
      juz za pozno na druga szanse. Rezygnuje z marzen. Zyje dniem codziennym,
      pracuje, je, spotyka sie niekiedy ze znajomymi. I tylko niekiedy, tuz przed
      zasnieciem, dotyka swojej piersi i czuje, ze pod skora jest pogorzelisko. Do
      czasu.
      Pewnego dnia spotyka kobiete. Wracaja wspomnienia z dziecinstwa, wracaja
      wspomnienia malzenstwa i wszystkich przezytych dobrych i zlych lat. Nie ma juz
      duzo czasu, glowe pokryla siwizna, ruchy ciala staja sie coraz bardziej
      niezgrabne, coraz trudniejsze. Zawsze byl bystry, tak jak wtedy w szkole, zna
      siebie tak jak nikt inny. Ma wybor. Czasu coraz mniej....


      Piotrze, jesli pomozesz dokonac wyboru opisywanemu bohaterowi byc moze
      znajdziesz odpowiedz na swoj problem oraz wskazowke jak sobie z nim poradzic.
      Jesli chcesz sobie z problemem poradzic, oczywiscie..

      kardiolog
      • Gość: piotr Re: czy potrzebny terapeuta? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.11.04, 22:18
        Panie kardiologu Pan sie na pewno dobrze bawil piszac ta przydluga historii
        podobnie jak ja ja czytajac
      • amelia7 Re: czy potrzebny terapeuta? 01.11.04, 23:53
        Moim zdaniem On nadal kocha swoją żonę, a innymi kobietami po prostu się bawi.

        M.
    • Gość: Imagine Re: czy potrzebny terapeuta? IP: *.unl.edu 01.11.04, 22:24
      to jest typowa dolegliwosc w stylu "chcial a boi sie". zyjesz w swiecie
      wyobrazen, realne zycie cie przeraza, stad twoje uniki tam, gdzie potrzebna
      bylaby akcja. tak, musisz z kims o tym porozmawiac.
      Imagine.
    • someone_9 Re: czy potrzebny terapeuta? 02.11.04, 15:27
      Napiszę tak: jeśli jesteś szczęśliwy i zadowolony z siebie, jeśli ci tak
      dobrze, to w sumie po co się trudzić i cokolwiek zmieniac? Jeśli zaś uważasz,
      że twoje postępowanie, źle ulokowane emocje wobec ludzi (kobieta też człowiek)
      zakłócają prawidłową ocenę sytuacji, są przyczyną niepowodzeń - przyznaj
      wtedy, że jest to tylko twoja wina i zrób coś z tym, wyłącznie dla siebie.
      Wszystko jedno czy to będzie rozmowa z terapeutą, czy z przyjacielem lub kimś
      kogo zdanie jest dla ciebie ważne.
      Mogę się oczywiście mylić, lecz twój post wskazuje na to, że jednak pragnąłbyś
      usunąć swoje własne zahamowania, po to, aby opanować problemy związane z
      tematem, o którym piszesz.
      pozdrawiam
      • Gość: znam to.... Re: czy potrzebny terapeuta? IP: *.ipartners.pl / *.ipartners.pl 02.11.04, 17:57
        wiesz Piotrze - bardzo mi kogos przypominasz....ten ktos byl mi bardzo bliska
        osoba i mial dokladnie ten sam problem - mnostwo kobiet do okola, ktore
        zdobywal, a potem odtracal, kiedy byly juz "jego". Potrzebowal tego, bowiem
        tylko wtedy czul sie dowartosciowanym i spelnionym mezczyzna. Wchodzil tylko w
        takie zwiazki, w ktorych mial ogromna swobode i mogl robic to co chcial - byl
        wiecznym poszukiwaczem i nawet jak juz znalazl, to nigdy nie przestawal szukac.
        Ja bylam z nim zwiazana przez pare lat i dzisiaj nic nie jest w stanie wyleczyc
        mnie z tego, co mi zrobil swoim postepowaniem. Do mnie zblizyl sie najbardziej
        i dlatego ciagle powracal, dajac mi nadzieje na cos, co tak naprawde nigdy by
        sie nie spelnilo......bo problem tkwil i tkwi w nim - Ty jestes krok do przodu,
        bo zdajesz sobie z tego sprawe.....to jest poniekad Twoja szansa - nie zmarnuj
        jej i nie ran innych. powodzenia
    • Gość: hella Re: czy potrzebny terapeuta? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.11.04, 21:19
      potrzebny.

      prezentujesz objawy strachu ( być może nieuświadomionego) przed angażowaniem
      się w "głebszy" związek.

      Interesuje Cię partnerka, którą postrzegasz jako niezaangażowaną.
      Gdy czujesz,że ona jest zaangażowana i potencjalnie może oczekiwać różnego
      rodzaju zobowiązań od Ciebie- partnerka przestaje być atrakcyjna, następnie-
      zrywasz znajomość..
      • Gość: Mona Re: czy potrzebny terapeuta? IP: *.aster.pl 02.11.04, 22:09
        Miałam w swoim otoczeniu takiego znajomego, gruuubo po 30 - tce, i syndrom ten
        sam. Za każdym razem miał nadzieję, że może tym razem "się wreszcie
        zakocha"..Przez jego łózko przewineło się x dziewczyn, a że był tzw. "dobrą
        partią" (atrakcyjny, wygadany, bardzo dobrze zarabiający i piastujący wysokie
        stanowisko itp. itd., wydawać się mógł wrażliwy i pragnący uczucia i chyba
        gdzieś w głębi taki był rzeczywiście) co 5 minut zdobywał kolejną i rzucał. A
        to były m.inn. BARDZO FAJNE I WARTOŚCIOWE kobiety. One poranione, a on w swoim
        transie....I popadał stopniowo w alkoholizm, seksoholizm, depresję, pustkę.....
        W końcu tak się stoczył, że ŻADNA WARTOŚCIOWA KOBIETA już nie zwraca na niego
        uwagi. A on pije, pije i zaciąga do łóżka byle co. Żal patrzeć.
        • Gość: lolli Re: czy potrzebny terapeuta? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.11.04, 09:07
          Jak mozna odtracic osobe, ktora sie kocha? To dla mnie niepojete.
          • Gość: Andrew Re: czy potrzebny terapeuta? IP: *.tera.pl / 81.21.194.* 06.11.04, 12:53
            Raczej nieuswiadomionego leku. Strach ex definitione by Freud & Horney nie jest
            najczesciej swiadomy.

            Przekonalem sie ze kazdy czlowiek niezaleznie od tego czy zdrowy czy zaburzony
            i jak mocno zaburzony powinien przejsc wlasna terapie. Bezwzglednie?

            Dlaczego?

            Poniewaz zyjemy w swiecie wielu blednych mnieman o samych sobie, wielu
            niewlasciwych wytlumaczen dla naszych mysli i reakcji. Kiedys myslalem ze
            jestem obiektywny wobec swiata, siebie, innych. Studia obalily ten jakze
            bunczuczny mit. I kilka innych.

            • Gość: Andrew Re: czy potrzebny terapeuta? IP: *.tera.pl / 81.21.194.* 06.11.04, 12:56
              Poprawka: strach swiadomy oczywiscie jest, lek najczesciej nie bywa takim.
    • wichrowe_wzgorza Re: czy potrzebny terapeuta? 08.11.04, 23:40
      Mógłbyś choć raz, w tym wypadku, pozwolić pomóc sobie, sam....:)
      Pozdrawiam:)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka