nieszczesnica
22.08.21, 10:08
Jestem kobietą po czterdziestce, w tej chwili znajduję się w totalnej rozsypce, nie umiem sobie poradzić z własnymi emocjami, ciągle mam oczy pełne łez, jest we mnie niechęć do życia, poczucie życiowej porażki.
Boję się... wszystkiego, a najbardziej chyba tego, że już będę tylko wegetować, że już nic dobrego mnie nie spotka.
Dodam, że zniszczyłam coś pięknego, coś co bylo moim wsparciem, moją siłą napędową do tego aby w ogóle wstać z łóżka i zacząć dzień.Tą siłą była miłość mojego mężczyzny, a którą ja... w pewien sposób zabiłam.Choć On twierdzi, że nie ma w tym mojej winy... Ale przecież jest... do cholery, bo gdybym była inna, nie odszedłby.
Najgorsze jest to, że na zakończenie powiedział, że wciąż kocha i nigdy nie przestanie, ale musi pobyć sam i żebym pozwoliła Mu na to... że... jak kocha to wróci.
Chciał wolności, więc odpuściłam po ogromnej walce z mojej strony, by Go zatrzymać.
Może jestem głupia, ale nie rozumiem jak można kochać kogoś i nie pragnać z tym kimś być.
Dlatego to mnie kompletnie zdołowało i pognębilo, utwierdziło w przekonaniu , że ze mną jest coś nie tak, skoro uciekł ode mnie.
I... przelało czarę goryczy... po prostu mam dość... nie chce mi się już żyć.