Dodaj do ulubionych

Porzucone, jak to przezylyscie??? RATUNKU!

26.04.02, 15:03
Witajcie, jestem porzucona, niekochana, odtracona, rozpaczam, cierpie, placze i
nie chce zyc. Czy z tego stanu mozna wyjsc? jak? jak bylo u was? on chce
rozwodu, a ja go wciaz kocham i umieram z zazdrosci, ze teraz jest z
inna.RATUNKU!!!
Obserwuj wątek
    • prowokatorka Re: Porzucone, jak to przezylyscie??? RATUNKU! 26.04.02, 15:44
      saaa napisał(a):

      > Witajcie, jestem porzucona, niekochana, odtracona, rozpaczam, cierpie, placze i
      >
      > nie chce zyc. Czy z tego stanu mozna wyjsc? jak? jak bylo u was? on chce
      > rozwodu, a ja go wciaz kocham i umieram z zazdrosci, ze teraz jest z
      > inna.RATUNKU!!!


      Droga saaa,
      jest mi przykro i chce mi się płakać z żalu , że nie umiem Ci pomóc.
      Tu chyba tylko czas .. jest ratunkiem , bo przecież nie mogę Ci radzić
      bądź z przyjaciółmi , z rodziną .. zajmij się swoim hobby ...
      Wiem ,że to się nie da zrobić w tej chwili.
      Ale staraj się nie bywać sama.
      Twój post zrobił na mnie ogromne wrażenie!
      Jest lakoniczny ale jakże pełen rozpaczy i bólu.
      Może powalcz o niego! Może nie wszystko stracone?
      Próbowałaś coś zrobić?

      przytulam Cię cieplutko
      prowokatorka
      • saaa Re: Porzucone, jak to przezylyscie??? RATUNKU! 26.04.02, 16:16
        Dziekuje za odpowiedz, juz nie czuje sie taka zupelnie opuszczona. Jestem w
        pracy, ale wstydze sie komus mowic, do domu sie nie chce. Powalczyc o niego...
        Nie wiem jak...
        • Gość: Monika Re: Porzucone, jak to przezylyscie??? RATUNKU! IP: *.u.mcnet.pl 26.04.02, 17:00
          > Dziekuje za odpowiedz, juz nie czuje sie taka zupelnie opuszczona. Jestem w
          > pracy, ale wstydze sie komus mowic, do domu sie nie chce. Powalczyc o niego...
          > Nie wiem jak...

          Nie warto. Moim zdaniem, on juz podjal decyzje. Ja mialam nieco inna sytuacje,
          ale tez zostalam porzucona. Ale to ja podjelam decyzje o rozwodzie. Najpierw
          probowalam, prosilam, blagalam, prawie szantarzowalam go. Nic to nie dalo.
          Stracilam wowczas szacunek do siebie i on stracil resztki szacunku do mnie. A
          teraz... tak... czas leczy rany. Ja juz go nie kocham, nie tesknie, nie placze.
          Czuje sie wprawdzie caly czas rozzalona i oszukana. Al wiem, ze on nie bedzie
          szczesliwy sam. A ze mna tez nie bedzie juz. Ja wierze, ze jeszcze kogos spotkam
          i bede miala normalne zycie i rodzine. A jemu, nie zycze szczescia, bo bardzo
          mnie bolalo. Ale tez nie czuje do niego nienawisci. To, ze zostalam sama
          spowodowalo, ze zajelam sie soba i zaczelam na powrot sie lubic. Teraz robie
          tylko to, co MNIE sprawia przyjemnosc. Kupuje to , co JA chce. Mysle o SOBIE.
          I to jest najwazniejsze. Moja droga, bedzie jeszcze dlugo bolalo, ale przejdzie.
          I nie boj sie, ze cierpisz. Musisz sobie poplakac, music sie posmucic. To
          potrzebne Ci oczyszczenie. Potem bedziesz mocniejsza i bedziesz znow czula wlasna
          wartosc jako kobieta. Bo pamietaj, to nie Twoja wina, ze on odszedl, ale Jego ze
          jest takim dupkiem.

          • Gość: Jola Re: Porzucone, jak to przezylyscie??? RATUNKU! IP: *.kwb / 192.168.17.* 10.05.02, 13:47
            Wiesz, Agnieszka Osiecka kiedyś powiedziała takie zdanie : malwy na grządkach
            kwitną i więdna, po siedmiu latach nic nie jest tragedią. Wiem że perspektywa
            tak długiego czasu jest trudna do zniesienia, ale to pomaga bardziej niż
            niejedna transfuzja krwi. Wiem coś o tym. Też kocham, cierpię, płaczę i tak w
            kółko. Wierzę,że kiedyś stanę na nogach.Trzymajmy się. Jestem z Tobą. Jola
    • jutro7 Re: Porzucone, jak to przezylyscie??? RATUNKU! 26.04.02, 16:15
      Prawdę mówiąc to byłam tą drugą.
      Nie mam pojęcia jak to jest. Ale widziałam reakcje tej, która została
      porzucona.
      Nie walcz, facet podjął juz decyzję. Nie rób z siebie ofiary. Możesz powiedzieć
      mu co było minęło i już.
      Zacznij sobie robić jak najwięcej przyjemności. Kadzidełka, pyszne zdrowe
      jedzonko, kąpiele. Rycz jak nikogo nie ma w domu. Koniecznie musisz się
      wypłakać. I zaczac od nowa.
      Jak szybko dasz radę zawiązać nowy związek? Może już?
      I rozstań sie w przyjaźni. Ja bym wyjechała gdzieś na kilka dni i rozejrzała
      się za przyjemnościami.
      Jesteś panną czy mężatką?








      • vicca Re: Porzucone, jak to przezylyscie??? RATUNKU! 26.04.02, 16:38
        Przekazuję radę jaką samo dostałam - należy sobie powtarzać KOBIETO, ON CIĘ NIE
        KOCHAŁ!
        Po jakimś czasie skutkuje

        Pozdrawiam ciepło
        uszy do góry - Vicca
    • Gość: angina Re: Porzucone, jak to przezylyscie??? RATUNKU! IP: *.dtcentrum.pl 26.04.02, 16:49
      Nie myśleć!! Nie myśleć! Nie myśleć..
      • Gość: malinka Re: Porzucone, jak to przezylyscie??? RATUNKU! IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 26.04.02, 19:03
        Kochana asss, nie martw sie , tak musialo byc.....na pewno tak mialo
        byc. Wiem ,ze jest Ci bardzo ciezko psychicznie ,ale poradzisz sobie i bedziesz
        o tyle silniejsza.Ja tez w wakacje zostalam oszukana przez mojego meza i teraz
        rozwod jest w toku.Wiesz ,bardzo to przezywalam i do stycznie mialam depresje,
        ale teraz jestem wyleczona i szczesliwa. Robie wszystko dla siebie, odkrylam
        nowa siebie, kocham zycie, kocham ludzi i teraz wiem, ze w malzenstwie nie
        bylam szczesliwa. Nawet nie wiem kiedy odkrylam, ze ktos inny mnie kocha ,
        jestem teraz z nim i jest bosko.Troche sie balam ,ale jest
        fajnie.Najwazniejsze, ze odzylam po zalamaniu i jest 100 razy lepiej ,niz jak
        bylam zona. Czy macie dzieci? Ja na szczescie nie mam z nim. Wiem, ze mi sie
        ulozy i bede miec jeszcze dzieci, ktore bardzo kocham.Wiec nie zalamuj sie i
        nie mysl ,ze to koniec swiata, to dopiero poczatek. Ile jestescie po slubie ?
        Ostatnio moj kolega powiedzial mi ,ze facet ktory rzuca kobiete dla drugiej
        zawsze to zrobi ponownie.On jest zwyklym dupkiem i nie obwiniaj sie za to. On
        jest Ciebie nie warty.Pozdrawiam Cie i mysle o Tobie.
    • Gość: Shy Re: Porzucone, jak to przezylyscie??? RATUNKU! IP: 2.5.PRE* / 141.11.119.* 29.04.02, 13:09
      Mile Panie,

      wiem, ze jest to tragedia, natomiast zadziwia mnie latwosc, z jaka okreslacie
      tego faceta - DUPEK!. Zycie mnie nauczylo, ze nie ma winy tylko po jednej
      stronie.
      A tak przy okazji - jakie jest zenski odpowiednik DUPKA?

      Pozdrawiam i glowa do góry
      Niesmialy
      • Gość: Marek Re: Porzucone, jak to przezylyscie??? Shy IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 29.04.02, 19:46
        Shy pisalem juz do ciebie w innym watku, ale powtorze i tutaj. Gdybys sie
        troche wiecej wysilil byc moze dzisiaj i ty i zona i twoje dzieci zylibyscie
        razem szczesliwie. Masz racje problemy w malzenstwie nie sa domena tylko jednej
        strony i wystepuja one prawie wszedzie w jakims tam okresie zycia. Kwestia jest
        tylko jak je ludzie rozwiazuja, czy szukaja poprawy i szczescia w tym zwiazku,
        czy tez szukaja poprawy humoru w ramionach kochanek, czy kochankow. Mama i tata
        to caly swiat dla dzieci i jesli ktos decyduje sie je miec to powinien zrobic
        wszystko aby tego swiata im nie zburzyc. Dupek to bardzo lagodne okreslenie,
        kogos kto idzie na latwizne. Wszystkim porzuconym przesylam pozdrowienia, glowa
        do gory dziewczyny.
        • Gość: ja Re: Porzucone, jak to przezylyscie??? IP: *.chello.pl / 62.179.0.* 07.05.02, 00:53
          ja bylam ta druga.... on teraz odszedl .. wrocil do zony.. mimo ze twierdzi ze
          wrocil do dziecka.. nie wiem jak naprawde jest.. ale to nie jest wazne....

          wazne jest to ze ja mysle ze TWoj maz do Ciebie wroci...pamietaj ze nie mzna
          zbudowac szczescia na czyims nieszczesciu:)

          • Gość: Jo Re: Porzucone, jak to przezylyscie??? IP: *.datastar.pl 07.05.02, 08:35

            > wazne jest to ze ja mysle ze TWoj maz do Ciebie wroci...pamietaj ze nie mzna
            > zbudowac szczescia na czyims nieszczesciu:)

            To jest banał. Kobieta zostanie nieszczęśłiwa, ale mężuś będzie miał się świetnie. Nie pocieszaj jej, że mąż wróci, bo
            moim zdaniem wcale tak nie będzie. I dobrze!! Jakby mój eks chciał wrócić do mnie, dostałby takiego kopa, że
            odnalazłby się w Alpach dopiero. Podjął taką a nie inną decyzję, a ja to zaakceptowałam. Nie mówię, ze na luzie i od
            razu, były chwile, że wyłam w duchu z bólu. Ale teraz już się z tego wyleczyłam, i niech go Bóg ma w swojej opiece,
            gdyby mu przyszło do głupiego łba wracać do mnie.
            Pozdrawiam i życzę wytrwałości wszystkim puszczonym w trąbę!!
            • Gość: zula Re: Porzucone, jak to przezylyscie??? IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 08.05.02, 14:05
              assss,
              kiedy byłam z mężem byłam szczęśliwa... wydawało mi się... dziś jestem
              szczęśliwa bez niego, dużo bardziej szczęsliwa... zostawił mine dla innej, to
              był koszmar którego nikomu nie życzę, przez który Ty teraz musisz przejść...
              najpierw płakałam, zużyłam masę chusteczek higienicznych, a w pracy myśleli że
              jestem przeziębiona... moje "przeziębienie" trwało z miesiąc... potem byli
              przyjaciele, którzy powtarzali wkółko i wciąż jaka jestem wyjatkowa a on jakim
              jest durniem, że mnie zostawia, pomogło... uwierzyłam, zadziałało... potem
              myślałam sobie, życie przede mną, jestem młoda, spotkam tego który mnie
              pokocha... spotkałam, zakochałam się jeszcze zanim rozwód został orzeczony...
              mój niewierny chciał wrócić, tak jak ktoś już wcześniej napisał - on wróci -
              mój też chciał, ale ja już nie chciałam do tego wracać, nie chciałam
              przechodzić przez to jeszcze raz, nie chciałam go widzieć...
              assss... musisz uwierzyć w siebie! Jesteś wyjątkową kobietą przed którą świat
              stoi otworem, trzeba tylko podnieść głowę i iść dumnie naprzód. On na ciebie
              nie zasługiwał, nie był Ciebie wart.
              • Gość: Mery KLIN*KLIN*KLIN*KLIN*KLIN* IP: *.acn.waw.pl 09.05.02, 19:00
                Jak mnie facet zdradził, przez pierwszy dzień płakałam, na drugi poszłam na
                imprezę i tam poderwałam faceta, super przystojniaczka którego znalam jakiś
                czas, no i bylismy juz razem , bylo miło i zapomnialam o tamtym. Bylam z nim 4
                miesiące po czym go rzuciałam, płakał jak dziecko. Ja też, ale musialam go
                zostawić bo się strasznie zakochalam w innym, taki już jest ten nasz chory
                świat...
              • Gość: mamma2 Re: Porzucone, jak to przezylyscie??? IP: *.chello.pl 10.05.02, 20:03
                Przeżyłam, ale:
                a)schowałam telefon do szafy, żeby do niego nie dzwonić;
                b)omijałam z daleka przystanek autobusowy, z którego odjeżdżały autobusy do
                niego, żeby przypadkiem nie wsiąść
                c)przez znajomego oddałam mu wszystkie pamiątki i zdjęcia, kasety i płyty, żeby
                przypadkiem nie rozpamiętywać
                d)resztę rzeczy, które go przypominały podarłam, zniszczyłam lub wyrzuciłam na
                śmietnik
                e)kupiłam sobie ekstra sukienkę, w której poszłam na ślub wspólnego znajomego
                (on tam był z nią)
                e)mimo tych środków zaradczych dzwoniłam ("głuche telefony"), jeździłam,
                rozpamiętywałam i wyłam jak raniony łoś. Wspólnie z koleżanką omawiałyśmy
                godzinami sprawę przy kawie i papierosach (Marto, dzięki za cierpliwość).
                Kiedy odszedł to czułam, jakby zawalił mi się świat, jakby czas stanął w
                miejscu.
                A potem przyszedł taki moment kiedy uświadomiłam sobie, że on NAPRAWDĘ nie
                wróci.Że to zamknięty rozdział i czas przestać myśleć o nim, a zacząć o sobie.
                "Czas nas uczy pogody" S. Sojka
    • sellma Re: Porzucone, jak to przezylyscie??? RATUNKU! 10.05.02, 22:13
      Saaa, biedulko. Pozwol facetowi odejsc i przyjmij jego odejscie z godnoscia.
      Facet zamiast zapamietac sceny, naciski i placze, ktore skojarza mu sie z pewnego
      rodzaju uwiezieniem, zapamieta silna osobe, za ktora moze kiedys zatesknic (ktos
      tu juz powiedzial, ze facet, ktory zostawil raz, zostawi drugi raz).
      Pewnie, ze bedzie Ci ciezko, ale to chyba wszystko, co teraz mozesz zrobic. Badz
      przede wszystkim silna. Niech Twoje zycie nie staje w miejscu, bo szkoda i jest
      w nim miejsce na wiele wiecej, niz rozpamietywanie. Wyjdz gdzies, zrelaksuj sie,
      obiecaj sobie poswiecenie chocby kilku minut dziennie na calkowite oderwanie sie
      od rzeczywistosci.

      Trzymaj sie!
      sellma
      • Gość: Basia Re: Porzucone, jak to przezylyscie??? RATUNKU! IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 10.05.02, 23:02
        Droga Porzucona,
        Ja też jestem taką porzuconą.Też na razie rozpaczam chociaż coraz częściej
        wydaje mi się że kiedyś sie pozbieram. Najgorsze są rozmowy z dzieckiem
        ("oddałbym wszystkiemoje zabawki,mamusiu,żeby tylko tata do nas wrócił").
        Wiem,że on nie jest mnie wart tak jak twój nie był wart Ciebie. To prawda, że
        nie buduje się szczęścia na czyimś nieszczęściu, chociaż czy to jest teraz dla
        nas jakieś pocieszenie. Staram się cieszyć piękną pogodą słońcem.
        Może trzeba przypomnieć sobie słowa Scarlett O'Hara z "Przeminęło z wiatrem" -
        "... mimo wszystko życie nie kończy się dzisiaj !..."
        Ściskam Cię
    • viola2 Re: Porzucone, jak to przezylyscie??? RATUNKU! 14.05.02, 12:40
      pewnie niebawem i ja do Was dołącze. Co prawda nie z przyczyny innej kobiety...

      ale to wszystko smutne...
      • Gość: Malwina Re: Porzucone, jak to przezylyscie??? RATUNKU! IP: *.abo.wanadoo.fr 14.05.02, 13:45
        rzucil nie rzucil, dupek nie dupek, najwazniejsze w tym ze byla milosc i ...nie ma milosci.
        Nie wierz ze cie nie kochal (nie jestes idiotka, spostrzeglabys !)
        Kochal i juz nie kocha.
        Do diaska, nie zdarza wam sie tak w zyciu ???
        Wieczna milosc jest rzadkoscia, wszyscy o tym marzymy ale kto na nia trafia.....
        • Gość: ubu Re: Porzucone, jak to przezylyscie??? RATUNKU! IP: 217.153.127.* 14.05.02, 13:51
          ale jak to sie stalo -przeciez kochał, a teraz nie? Jak to sie stało??????????
        • Gość: królik Re: miłość była i sie zmyła IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 14.05.02, 14:00
          chyba raczej nie miłość ale zauroczenie miłość to poważna sprawa w odróżnieniu
          do zauroczenia czasem trudna
          • Gość: Malwina Re: miłość była i sie zmyła IP: *.abo.wanadoo.fr 14.05.02, 14:09
            a kto to wie dlaczego ? (tzn raczej kazdy wie swoje a to czastki prawdy - o ile takowa istnieje)
            a moze skoro zastanawiacie sie nad miloscia odchodzaca to ktos z was wie jak to sie dzieje ze
            przychodzi ?
            mysle i mysle i coraz mniej wiem ...
            • Gość: ubu Re: miłość była i sie zmyła IP: 217.153.127.* 14.05.02, 15:06
              ja też właśnie sie nad tym zastanawiam. Nie moge tego zrozumiec - jak to sie
              stało - kochał i już nie kocha?? Nie wiem co się stało, coś mnie (a moze jego?)
              przerosło. Byliśmy ze sobą prawie 5 lat, do zeszłego wtorku. Już nie mam siły
              płakać...Nie moge w to uwierzy, ze potrafił powiedzieć, ze mnie nie kocha, albo
              nie kocha mnie tak jak powinien...Tyle razem przezszliśmy, złych i dobrych
              rzeczy, kochalam go ponad życie, czułam, że to jest właśnie ten! I nagle
              koniec? Wiedziałam, że od pewnego czasu nam sie nie układa, ale on nie chciał o
              tym rozmawiać, poddał się, pozwolił żeby ta miłość wymknęła nam sie z rąk, nie
              mogę tego zrozumieć...
              • Gość: ekika Re: jak przeżyć?? ....zwyczajnie..... IP: *.netcom.net.pl / 62.89.73.* 14.05.02, 17:16
                zwyczajnie....wejść na czat GW i w ciągu maksimum 4 dni nowa znajomość: jedna
                dwie lub 3 i nie będziesz miała czasu myśleć o twoim bylym.....:))))) a po 2
                miesiącach będziesz sie wogóle dziwila że płakałas kiedyś z jego powodu ....a
                po następnych 2 ....kto wie??
                Po szczególyzapraszam na priva.E.
                • Gość: soso uffff, co za genialne i proste rozwiazanie IP: 195.41.66.* 14.05.02, 17:48
                  Jezeli dobrze czuje glebokosc rozpaczy to psu na bude takie rady - w 3 dni i po
                  wszystkim.
                  Ja mam raczej tak, ze jak cos nie idzie dobrze to mnie nie rusza nawet super
                  dziewczyna, nawet jakby nie wiem co robila i nie wiem jak sie starala.
                  Powaznie!!!! A mysle, ze ten przypadek jest jeszcze gorszy. Tylko czas i
                  rozmawianie z kims, kto wie o co chodzi i chce pomoc. Ricky Martin tu na nic.
                  • Gość: ekika Re: uffff, co za genialne i proste rozwiazanie do IP: *.netcom.net.pl / 62.89.73.* 15.05.02, 07:46
                    soso...bo nie dobrze zrozumiałam....czy mówils o moim rozwiazaniu?????E.
                    • Gość: soso Re: uffff, co za genialne i proste rozwiazanie do IP: 195.41.66.* 15.05.02, 08:00
                      Mysle o wszystkich tych 'szybkich' radach. Nie wiem, moze tak macie, ze jak
                      jest kompletne dno to idziecie na czat lub do disko i juz jest lepiej. Mi sie
                      wydaje, ze to jakies blache przypadki. Jezeli jest sie w takim stanie, ze mozg
                      sie zapetla w mysleniu tylko o tym jednym problemie, jednej osobie, jezeli jest
                      juz tak do dna totalnie zle to wtedy czlowiek nie reaguje na nic. Moze pojsc do
                      dyskoteki czy wejsc na czat i NIC. Nie ma uczuc, wszystko jest obce, nierealne,
                      glupie, nie z 'mojego' swiata. Nie wierze w tego typu pomoc jak jest BARDZO
                      zle. Wtedy trzeba dotrzec do czlowieka inaczej. Tyle tylko chcialem powiedziec.
                      Stopni depresji czy bolu jest wiele i krag siegla gleboko. Wprawdzie mamy
                      tendencje do zapominania o bolu ale ja rozumiem dobrze pierwszy post i wydaje
                      mi sie, ze jest to z tych glebszych kregow.

                      pzdrw

                      soso
                      • Gość: ekika Re:uff co za genialne i proste rozwiazanie do Soso IP: *.netcom.net.pl / 62.89.73.* 15.05.02, 16:03
                        Nie mam patentu na nieomylność....ale tu akurat będe sie upierac...bo myśle ze
                        wiem o czym pisze Saaa..... i to może byc ten stan kiedy żadne rozmowy nic nie
                        daja bo rozum sobie ..a serce sobie...i chodzi żeby ukraśc każdą chwile i
                        każdy moment ...w której nie myśli sie o tamtej osobie...i wykorzystac każdą
                        minutę która daje zapomnienie...chodzi o to aby przeżyc następne 5 minut bez
                        bólu a potem następne pięć i następne pięć i tak do nocy ...i zaraz po
                        przebudzeniu wszystko od nowa......
                        To ból okropny.. bo to ból duszy zranionej.On jest psychiczny ale i
                        fizyczny.I z tą fizycznościa walczy się najtrudniej....to ból koło serca ale i
                        ból brzucha , ból zołądka iczasem wymioty.... sciskanie w dole i drżenie
                        rąk .Myślę że to to samo ,co przezywaja narkomani na głodzie...to czasami sie
                        leczy psychoterapia a czasami wystarczą farmaceutyki.
                        Forum lub czat to tylko pomysl na te pierwsze 5 minut i jeszcze 5 i jeszcze
                        5..... dlatego pisalam że jest jakas "reszta"po którą zapraszm na priva bo nie
                        będę zanudzać po raz kolejny pół Polski.
                        Powtarzam...to jest początek...ale skuteczny.... bo chodzi o to aby na w tej
                        chwili wyrzucic truciznę z mózgu ...tą trucizną jest myśl o byłym ukochanym.
                        Mnie nic nie było w stanie dac zapomnienia ani tysięczne rozmowy z
                        przyjaciółmi ...ani praca (a wręćz przeciwnie!!) ani dom ...nie mogłam sie
                        troszczyć o dzieci i ...i to bolało mnie najbardzien...nie MOGLAM...nie
                        pracowalam 4 m-ce schudłam 9 kg....Soso ...wiem o czym mówie...
                        To nie jest stan kiedy pojdzie sie do kina czy na kawe i kiedy z kims się
                        umowisz i pospacerujesz....nigdzie z nikim i nigdzie sie nie umówisz bo na
                        widok kogokolwiek leca łzy z oczu a słowa więzną w gardle ...a droga po chleb
                        jest najdłuższą i najbardziej nieprzyjazna droga na swiecie>... ...to stan
                        kiedy zwlekasz sie z lozka tylko do wc i przymuszona łykasz prozak...a na widok
                        przytulonej pary dostaje sie histerii.
                        To niekiedy samobójcze myśli...

                        ..z czasem jest się w stanie podejść do komputera...o dowolnie wybranej
                        porze ...w dowolnie bezładnym stroju....dowolnie podpuchnietymi oczami...na
                        dowolnie niedługi czas ...by wiele jeszcze razy w niespodziewanym momencie
                        zapaść sie znowu na kilka dni....
                        dla niektorych pierwszym szczeblem było forum i czat ...w takiej kolejnosci
                        właśnie...
                        może będzie także i dla Saaa....
                        życzę jej tego z całego Serca...... EKIKA - przez forum i czat ocalona.
                        • soso45 Re:uff co za genialne i proste rozwiazanie do Soso 15.05.02, 17:45
                          Ekiko, teraz sie rozumiemy. Ja takze wiem, ze w skrajnych stanach NIC nie
                          pomaga i dlatego nie pisze o wchodzeniu na czat. Dla mnie o 3 swiaty za
                          wczesnie. Moze kiedys, jak bedzie lepiej. Czas dobrze leczy, z pewnoscia,
                          pomagaja moze i inne techniki. Ale generalnie nie jest latwo i szybko.

                          pzdrw

                          soso
    • Gość: Eddie Re: Porzucone, jak to przezylyscie??? RATUNKU! IP: 80.48.253.* 15.05.02, 11:07
      Ja byłam z Nim prawie 5 lat, do 5maja. Właściwie wszystko zaczęło się psuc od
      stycznia, kiedy zaproponowałam ślub. Najpierw sie zgodził, ale potem wycofał,
      stał się rozdrażniony, wybuchał złością, wreszcie w walentynki, a potem w dzień
      kobiet usłyszałam, że decyzja o slubie powinna byc jego decyzją a nie moją ( a
      myslałam, że wspólną :-). O rozstaniu zadecydował banał, po prostu szukał
      dobrego momentu - aż sie posprzeczamy. W poniedziałek byłam u niego
      porozmawiać, uświadomić, że popełnia błąd. Ale nie pomogło. Najgorsze jest to,
      że on twierdzi, że mnie kocha, ale nie chce , że mną być (powiedział nawet, że
      powinnam go dłużej przytrzymać, a nie po kilku dniach juz dzwonić). Teraz mam
      do siebie ogromny niesmak, schowałam do kieszeni swoją dumę i ambicję,
      otworzyłam sie przed nim jak nigdy przed nikim, ale nie pomogło. Co prawda
      głaskał mnie i przytulał, ale w końcu powiedział, że boi się o mnie...
      Nie podobało mu się to, że ciagle byłam niezadowolona i cos od niego chciałam -
      a ja chciałam tylkom zapemnoeń - czy to tak trudno powiedziec komuś "kocg=ham
      Cię, albo "dobrze że jesteś". Jako córka alkoholika potrzebuje tych zapewnień
      jak wody. Ale kiedy mówiłam, żeby powiedział mi cos miłego słyszałam, że nie ma
      ochoty i żeby go nie naciskać. Najbardziej boję się tego, że kiedys będzie
      chciał wrócić ( mówił, że potrzebuje czasu, żeby sobie wszystko przemysleć i
      poukładać) ale ja juz nie będę mogła do niego wrócić - za bardzo mnie zranił.
      Co więcej, boję się, że już nigdy nikomu (żadnemu facetowi) nie będę umiała
      zaufać ani sie przed nim otworzyc w obawie, że mnie zrani. Oboje mamy trudne
      charaktery, jesteśmy najstarszymi z rodzeństwa, chcemy dominować, jesteśmy
      uparci. Ale wierzę, że gdy sie kocha, to zawsze można się jakoś dopasować,
      dograć... Przepraszam, że tak dużo piszę ale muszę to przelać... staram się
      spotykać z ludźmi, chodzic do kina, na kawę... ale to nie pomaga... jak wstaje
      rano to chciałabym żeby był juz iweczór i można było sie położyć spać...
      • Gość: ekika Re: Do Saaa i Soso IP: *.netcom.net.pl / 62.89.73.* 15.05.02, 20:24
        Deformacja rzeczywistosci to istotnie wstrętne uczucie...używałam tych samych
        słów ..."nie z tego świata"....i nadziwic się nie mogłam...jak to jest:
        takie łóżko np. przeciez wiem że moje ......a nie czuje tego ....ono było
        nie MOJE! i kładłam się jak do nie swojego....i sprzęty ....
        i znajomi.....i rodzina...inny świat ...... nie mój ......zupełnie i ta
        otchłań i czerń dookola nawet w słoneczny dzień i nic nie możesz zrobić ...bo
        rozum swoje a to cholerstwo swoje.
        Bo jak uciekło za dużo chemiii z powodu stresu ..to najpierw trzeba to
        zrównoważyć...... na początek może być bioksetin wg. uznania lekarzab a potem
        ewentualnie kolejne ruchy..... E.
        • lalka74 Re: Do Saaa i Soso 16.05.02, 03:40
          To było już prawie 3 lata temu. Najpierw - oczywiście ból niesamowity. Pozniej
          uczylam sie zyc bez niego, uczylam sie robic zakupy i nie kupowac jedzenia dla
          niego, uczylam sie planowac sobie dni bez niego. Poszlam do wrozki -
          powiedziala, ze ten mezczyzna mnie niszczyl i ze najrozsadniejsza decyzja bylo
          odejscie. To ja odeszlam ale to on mnie zostawil. I ta wrozka powiedziala,ze
          jesli bede miala wolne serce to wokol mnie bedzie bardzo duzo roznych facetow i
          ze bede jeszcze szczesliwa - i to wcale nie z tym, z ktorym zylam 6 lat.
          uczepilam sie tej mysli i czekalam na to szczescie. Wielkie szczescie nie
          przyszlo ale faceci sie pojawili, mialam nawet problem z nadmiarem. Teraz znowu
          mam drobne klopoty sercowe - w porownaniu z tym co przeszlam wszystko wydaje
          sie drobne. Aha - i wtedy kazdego ranka i wieczora powtarzalam Glupi,
          glupi...Plakalam bardzo ale pewnego dnia stwierdzilam, ze juz go nie kocham,
          zaczelam sie nawet zastanawiac co ja w nim widzialam. Taki dzien przyjdzie -
          naprawde.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka