Dodaj do ulubionych

Małżeństwo

IP: *.atol.com.pl 09.05.02, 00:21
Każdy z nas ma swoje wyobrażenia na różne tematy. Na temat małżeństwa też.
Jedni sie go boją, inni pragną. Jedni nie wyobrażają sobie życia bez
małżeństwa, inni właśnie tkwienia w nim. Dla jednych to romantyzm, dla drugich
konieczność, dla innych obowiązek albo przygoda.
Jakie Wy mieliście wyobrażenia o małżeństwie? Czy małżeństwo Was
rozczarowało mile czy niemile, a może potwierdziło Wasze wyobrażenia o nim?
Czy zmieniliście zdanie na temat małżeństwa? Czy dziś, gdy moglibyście podjąć
jeszcze raz decyzję o ślubie zrobilibyście to samo, z tą samą osobą?

Pozdrawiam
Kasia
Obserwuj wątek
    • Gość: Ja Re: Małżeństwo IP: *.dsl.mindspring.com 09.05.02, 00:35
      Nigdy nie mialam o nim zadnego wyobrazenia. zmiana stanu cywilnego jest dla
      mnie niczym. Rownie dobrze moge byc z kims bez slubu. Trzeba tego chciec. Nie
      ze wzgledow jakis tam tylko poprostu chciec. Nalezy rowniez pamietac ze slub
      nie zmienia niczego. Nie daje wiekszego prawa do drugiej osoby. Po podpisaniu
      papierku nie stajemy sie czyims niewolnikiem. Czasami niestety tak bywa i
      wtedy to juz inna historia...
      • Gość: Jonatan Re: Małżeństwo IP: *.bmj.net.pl 25.05.02, 22:23
        Małżeństwo to przede wszystkim loteria, albo sie uda albo nie....
    • Gość: Sławek Re: Małżeństwo IP: 213.186.93.* 09.05.02, 01:18
      Ja również chętnie poczytam jak to widzieliście przed ślubem. Jestem "przed" i
      wyobrażenia o małżeństwie są u mnie piękną sinusoidą czyli raz jawi mi się ono
      jako katorga a raz jako Nirvana. I coś mi się dziwnie wydaje że usłyszę że tak
      jest naprawdę...
      :-)
      • Gość: Jasiek Do Sławka IP: *.bmj.net.pl 25.05.02, 15:19
        Sławku, bo tak jest w rzeczywistosci, to istna sinusoida, sa chwile, kiedy
        zalujesz tego co zrobiles ale sa tez i takie, ze wycalowalbys te osobe od stop
        do glow. Coz zrobic, samo zycie. pzdr
    • goga.74 Re: Małżeństwo 09.05.02, 01:56
      > rozczarowało mile
      Kasiu, rozczarowanie, jak sama nazwa wskazuje, zawsze jest niemile.
      • pastwa Re: Małżeństwo 09.05.02, 02:04
        goga.74 napisał(a):

        > > rozczarowało mile

        > Kasiu, rozczarowanie, jak sama nazwa wskazuje, zawsze jest niemile.

        Zatem zaczarowanie, zawsze jest miłe ?

        • goga.74 Re: Małżeństwo 09.05.02, 02:20
          pastwa napisał(a):

          > goga.74 napisał(a):
          >
          > > > rozczarowało mile
          >
          > > Kasiu, rozczarowanie, jak sama nazwa wskazuje, zawsze jest niemile.
          >
          > Zatem zaczarowanie, zawsze jest miłe ?

          Zawsze mile jest oczarowanie.
          • pastwa Re: Małżeństwo 09.05.02, 02:27
            goga.74 napisała:

            > Zawsze mile jest oczarowanie.

            Czasem to, co nas oczarowało u kogoś, okazuje sie z czasem powierzchowne i
            nieciekawe, zatem tym samym, co nas oczarowało można się i rozczarować.
            • goga.74 Re: Małżeństwo 09.05.02, 20:00
              pastwa napisał(a):

              > goga.74 napisała:
              >
              > > Zawsze mile jest oczarowanie.
              >
              > Czasem to, co nas oczarowało u kogoś, okazuje sie z czasem powierzchowne i
              > nieciekawe, zatem tym samym, co nas oczarowało można się i rozczarować.

              Pewnie. Mialam na mysli kwestie jezykowe. Moj polonista zawsze mnie uczyl ze milo
              sie rozczarowac to jeden z najgorszych bledow jezykowych i od tej pory na to
              jestem wyczulona.

              • pastwa Re: Małżeństwo 10.05.02, 02:34
                Ciekawe co by twierdził, gdybyś mu powiedziała ,że mile się rozczarowałaś jego
                osobą ?

                Pozdrawiam.
                • goga.74 Re: Małżeństwo 10.05.02, 11:34
                  pastwa napisał(a):

                  > Ciekawe co by twierdził, gdybyś mu powiedziała ,że mile się rozczarowałaś jego
                  > osobą ?
                  Ja nim od poczatku bylam oczarowana :)

                  • fnoll Re: Małżeństwo 10.05.02, 11:48
                    goga.74 napisał(a):

                    > pastwa napisał(a):
                    >
                    > > Ciekawe co by twierdził, gdybyś mu powiedziała ,że mile się rozczarowałaś
                    > jego
                    > > osobą ?
                    > Ja nim od poczatku bylam oczarowana :)
                    >
                    dobrze, ze nie zauroczona, bo moglabys potem przejrzec na oczy i sie
                    rozczarowac...
                    • Gość: Maksinka Re: Małżeństwo IP: *.waw.cdp.pl 26.05.02, 17:28
                      Gdybym jeszcze raz miala wybrac ... pewnie drugi raz popelnilabym ten sam bląd,
                      bardzo tego z resztą chcialam,kochalam i bylam kochana, ale co dobre szybko
                      się konczy... Nie umiem odbudowac, wrocic do początku, on tez nie, a moze tak
                      to juz jest!
    • Gość: Jurek Malzenstwo IP: *.rocsth01.mi.comcast.net 09.05.02, 03:25
      Moj obraz malzenstwa
      wannaplaygames.com/rus/
    • neutralny_nick Re: Małżeństwo 09.05.02, 07:59
      poniewaz małżeństwo moich rodziców było bardzo udane i nadal jest, uwazałam ze
      tak musi byc. Malzenstwo to było dla mnie wsparcie, szacunek , uczucue,
      uczciwosc, czasami klotnie ale nie na jakies zasadnicze tematy.
      Teraz, coż katastrofa. Sądze zewszyszlabym jeszcze raz za maz ale na pewno nie
      za tego samego człowieka, tego błędu juz bym nie popełniła
      • Gość: frisky2 Re: Małżeństwo IP: 62.233.139.* 09.05.02, 08:41
        Mnie malzenstwo nie rozczarowalo. Jesli juz zaskoczylo, to mile. Bo raczej
        wiekszosc ludzi dookola mowilo, ze nastanie proza zycia, ze kilka miesiecy i
        nam sie to znudzi, ze jak beda dzieci to sie zaczna problemy itp itd. Nic z
        tych rzeczy. Caly czas jest ciekawie. Problemy sa, ale czy przed malzenstwem
        ich nie bylo? Na pewno sa takie ze mozna je pokonac. Wazne w tym wszystki to,
        ze oboje z zona mamy podobne spojrzenie na swiat, podobnie chcemy rozwiazywac
        problemy i dlatego jest duzop latwiej. Gdybym mial sie jeszcze z zona wyklocac
        o to jak sprawy zalatwic, byloby ciezko. Zreszta wowczas pewnie bym sie w niej
        nie zakochal (gdybysmy inaczej patrzyli na swiat).
        Poza tym nie dopuszczalem nawet mysli o rozstaniu sie i rozwodzie i dlatego
        malzenstwo jest osiagnieciem pewnej stabilnosci (juz sie nie zastanawiam:
        bedziemy razem czy nie, pobierzemy sie czy nie, po prostu jestesmy).
        Nie zaluje ze sie ozenilem, przeciwnie, jestem z tego zadowolony. Nie bede
        pisal o zbyt osobistych sprawach, ale dalo mi to b. duzo szczescia. I pomoglo
        uporzadkowac tez swoje wnetrze.
        • Gość: Greta Re: Małżeństwo IP: *.compass.net.nz 09.05.02, 09:47
          Malzenstwo mozna przyrownac do twierdzy,
          ci co sa w srodku chca sie wydostac
          ci co sa na zewnatrz chca do srodka.
    • fnoll Re: Małżeństwo 10.05.02, 12:00
      znane mi rodziny nie zachecaly do zalozenia wlasnej

      ale dalem sie skusic idei, ze jak nie podoba ci sie zastane - to wybuduj
      wlasne, zalozylem wiec spolke z entuzjastka tego pomyslu, wsiedlismy na tratwe
      i jak dotad dobrze nam sie plynie (juz w trojke), i z duma musze przyznac, ze
      na tle wysp z ktorych wyruszylismy tworzymy nowa jakosc :)

      bo grunt to pomysl i dosc zasobow na jego wykonanie!

      a ze stadny z natury jestem, to stadlo mi sluzy, i takoz pozostalym na naszej
      tratwie (jest na tyle milo, iz mysle ze z czasem bedzie nas wiecej)

      pzdr

      fnoll

      • dasia1 Re: Małżeństwo 11.05.02, 11:57
        jak wszędzie są plusy i minusy.Jestem w związku 6 lat.Tuż po ślubie był
        kryzys , czułam się bardzo , wydawało mi się że jesteśmy sobie zupełnie obcy,że
        popełniłam błąd.
        Teraz jest inaczej, nie mówię że jest idealnie, ale generalnie podobnie
        patrzymy na świat, to samo nas cieszy, mamy podobne zainteresowania, lubimy
        wycieczki rowerowe, które teraz odbywamy z naszym synkiem (na foteliku
        rowerowym).Przez te 6 lat dużo się nauczyłam , i partner też, przymykam oczy na
        drobiazki, nie awnturuję się o byle co, nie czepiam się , z wzajemnością
        zresztą.Wydaje mi się że w małżeństwie najważniejsza jest toleracja (
        oczywiście są granice,), szacunek, podobne patrzenie na świat. Mnie małżeństwo
        bardzo zmieniło, Można powiedzieć że znormalniałam, dojrzałam, jestem zdrowa
        psychiczne-kiedyś byłam b. neurotyczna,lękliwa,kwalifikowałam się na
        psychoterapię.Nie wiem dlaczego tak się zmieniłam, może ze względu na
        stabilizację, usamodzielnienie się, może pomogło to że stałam się matką.Dodam
        że nie jestem typową kwoką, dbam o siebie, część obowiązków należy do męża.
        Jak pisałam wcale nie jest to idylla, kłócimy się czsami, bo mąż jest raczej
        wybuchowy, a ja też nie daję sobie w kasze dmuchać, .Jeżeli chodzi o dziecko to
        synek na pewno nas zjednoczył, teraz przyjemnie jest patrzeć jak kumplują sie
        ze swoim ojcem.
      • Gość: weronika Re: Małżeństwo IP: *.kopernik.gliwice.pl 11.05.02, 14:03
        tu jestes ten fnoll co rwał laske z tego forum i stuka z Bydgoskiej?
        • Gość: fnoll Re: Małżeństwo IP: *.bydgoska.krakow.pl 21.05.02, 15:38
          Gość portalu: weronika napisał(a):

          > tu jestes ten fnoll co rwał laske z tego forum i stuka z Bydgoskiej?

          kogo ja niby rwałem? bo jakoś nie przypominam sobie...

          no, chyba, że ci się wszystko z rwaniem kojarzy - a każdy kojarzy jak chce, no
          nie?

          poza tym młody jestem, nie trzeba mi lasek ;))) (ta potrzeba ponoc przychodzi
          dopiero wraz z kryzysem wieku sredniego)
    • Gość: intryg Re: Małżeństwo IP: 195.205.116.* 20.05.02, 17:14
      Niestety!!!! Mnie osobiście (nam) nieudało się. A szkoda. Zapowiadało się
      dobrze. Miłość, miłość i jeszcze raz miłość. Potem dziecko, wspólne radości
      i ........ No właśnie - problemy. Problemy które przerosły mnie ( nas ).
      Okazało się, że jestem niedojżały, nieprzygotowany do prawdziwego życia. Powoli
      (żona)traciła do mnie zaufanie, narzekała na brak poparcia z mojej strony.
      Aż doszliśmy do dnia dzisiejszego, kiedy wiem że już nie będziemy razem (ma
      wnieść pozew o rozwód {zdradziła mnie w grudniu i spodobało się życie wolnej
      kobiety }).
      Więc niestety, myślę żę niezrobił bym tego gdybym wiedział jak to się skończy.
      Pozdrawiam.
    • Gość: monio Re: Małżeństwo IP: *.chello.pl / *.chello.pl 20.05.02, 18:34
      Ja patrząc na dzisiejszy świat gdzie dookoła ludzie sie zdradzają i gdzie jest
      więcej rozwodów niż ślubów,dlugo się zastanawiam nad małżeństwem i będę się
      długo zastanawiać!Mam mężczyzne którego kocham,i on mnie jeszcze bardziej,ale
      ślub wezmę z konieczności ostatecznej.Te przysięgi małżeńskie są gówno warte!
      • Gość: Joasia Re: Małżeństwo IP: *.bydgoszcz.sdi.tpnet.pl 21.05.02, 12:10
        Gość portalu: monio napisał(a):

        > Ja patrząc na dzisiejszy świat gdzie dookoła ludzie sie zdradzają i gdzie jest
        > więcej rozwodów niż ślubów,dlugo się zastanawiam nad małżeństwem i będę się
        > długo zastanawiać!Mam mężczyzne którego kocham,i on mnie jeszcze bardziej,ale
        > ślub wezmę z konieczności ostatecznej.Te przysięgi małżeńskie są gówno warte!

        No tak, ale co jest dla Ciebie ostateczną koniecznością? Dziecko w drodze? Takie
        posunięcie byłoby jeszcze bardziej beznadziejne!!! Tzw. ślub dla dobra dziecka?
        Ja nie popieram! Czasami lepiej placić alimenty niż sierozwieść potem. Natomiast
        jestem zwolenniczką mieszkania ze sobą przed ślubem. Dzięki temu przez 2 m-ce
        poznalam faceta lepiej niż przez 3 lata spotykania się codziennie - efekt był
        taki, że zrezygnowałam z tego związku, choć kochałam ponad życie.
        • Gość: weronika Re: Małżeństwo IP: *.kopernik.gliwice.pl 21.05.02, 12:27
          ja mieszkałam ze swoim rok i było cudownie
          pół roku po ślubie jak już byłam w ciązy i mieszkanie zapisane na
          współówłasność to pokazał pazurki
          wot bestia
          nie ma reguły, żadnej
    • rapatuja Re: Małżeństwo 21.05.02, 13:42
      Ja przed slubem, długo przd slubem byłam pewna, że spotka mnie tylko czarny
      scenariusz. Zawsze zreszta podchodzę do wszystkiego sceptycznie, wole sie miło
      roz....no ale jak inaczej powiedzieć?? Teraz jestem 6 lat po ślubie, i mąż jest
      super, ciągle za mna szaleje, nadajemy na tych samych falach, normalne, że
      zdarzaja się sprzeczki, ale takie rzeczy musza być. Jedno tylko w moim życiu
      spędza mi sen z powiek...rodzina męża. Z ich powodu naprawde było wiele
      problemów. Już nawet obiecaliśmy sobie z meżem, że nigdy nie będziemy się
      kłócili o rodziców, no ale czasami jest tak że on jest nerwowy, bo mu coś
      nagadali, albo go przestawią przeciw mnie..itd itp Dużo by opowiadać, ale
      gdybyśmy byli tylko sami dla siebie, to podejrzewam, że małżenstwo...hmmm tylko
      pozazdrościć, no ale niestety, nie można mieć wszystkiego. Pozdrawiam
    • Gość: kk Re: Małżeństwo IP: *.jci.com 21.05.02, 23:34
      u nas bylo tak:
      - 4 lata mieszkania razem przed slubem
      - teraz juz 3 lata po slubie

      Nic sie nie zmienilo, przynajmniej dla mnie. Mysle ze najwieksze kamienie
      milowe to zamieszkanie ze soba i dziecko. A slub? No fajny byl, ale to juz
      chyba anachronizm.
    • Gość: ktoras Re: Małżeństwo IP: 217.98.233.* 23.05.02, 18:14
      hmm na poczatku bylo koszmarnie i w sumie bylam bliska zlozenia wniosku o
      rozwod zreszta on tez, bo normalnie nie moglismy ze soba wytrzymac, zreszta
      problemy zaczely sie tuz przed slubem, i byly z nim wlasnie zwiazane (nie
      akceptowala mnie tesciowa). wiem jedno, gdybym zlozyla pozew, zrobilabym blad i
      ciesze sie, ze popukalam sie palcem w czolo zanim tak sie stalo. koszmar
      przerodzil sie w stan spokoju i zrozumienia. mysle ze biorac slub nie bylismy
      do konca dojrzali, teraz jest inaczej i naprawde jest mi z tym dobrze. pytanie
      tylko czy bym zrobila to ponownie - mysle ze tak, zreszta teraz przezywam cos
      wspanialego, bo wreszcie doeczkalismy sie wlasnego m - to dopiero zbliza :-)
    • Gość: A27 Re: Małżeństwo IP: *.proxy.aol.com 24.05.02, 23:51
      Niedlugo bede obchodzic pierwsza rocznice slubu. I wiekszosc na tym forum wie,
      ze nikt przede mna nie klekal i sie nie zareczal. Po roku uwazam, ze nasza
      malo romatyczna decyzja o malzenstwie byla dobra i sluszna. Na szczescie maz
      podziela ten poglad.

      Dla mnie malzenstwo, to dwie osoby zyjace jednym praktycznie zyciem. Chodzi mi
      tutaj o to, ze decyzje sa podejmowane ze wzgledu na dobro OBOJGA a nie tylko
      jednego. Przed slubem, mieszkajac z facetem, czulam, ze cos trace gdy decyzje
      byly podejmowane dla OBOJGA. Uwazalam, ze bedac stanu wolnego marnuje moj czas
      i urode siedzac z nim i zyjac wspolnym zyciem, gdy to zycie nie jest wspolne w
      oczach prawa. Sorry, dla mnie to uznanie jest SUPER wazne. Zona ma wieksze
      uparawnienia wobec prawa niz konkubina i bardzo dobrze. Tak powinno byc. Jako
      zona place mniejsze podatki, moge dziedziczyc w razie smierci meza itd. Ok,
      smiejcie sie z tej prozaicznosci - ale nie widze potrzeby poswiecenia kilku lat
      z mojego zycia dla facete i zeby nic z tego nie zostalo. Wiem, wiem, ze
      pragmatyzm przeraza.

      Inna sprawa - jako zona wytrzymam i bezrobocie (moje lub jego) i chorobe i
      problemy finansowe i ciasne mieszkanie. Jako konkubina tego nie wytrzymam.
      Nie moglaby brac pieniedzy od nie-meza w sytuacji bezrobocia, ani nie
      utrzymywlabym facete gdyby mial problemy. Gdyby taka sytuacja zaistniala z
      mezem to prosze barzo, wszystko oddam - nawet lewa nerke. Jako zona pojade z
      moim mezem nawet na Syberie, gdyby dostal prace. Jako kochanka nie pojade, bo
      jego sznasa zawodowa, moze byc pogrzebem dla mojej sytuacji na rynku pracy.

      Inna sprawa - dla mnie malzenstwo to tez lojalnosc. Moze nawet przede wszytkim
      lojalnosc. W ubieglym miesiacu poznalam faceta, ktory mnie bardzo
      zafascynowal. Fascynacja to byla porownywalna z tym co czulam wtedy, gdy
      zakochalam sie w moim mezu. Wiem na pewno, ze gdybym nie byla mezatka i nadal
      zyla w konkubinacie ZADNA SILA NA SWIECIE nie powstrzymalaby mnie od
      sprobowania z tym factem. To byl ktos kto mial potencjal na partnera zyciowego
      moze nawet wiekszy niz maz. Gdybym nie byla czyjas zona a tylko dziewczyna to
      jestem pewna, ze wtym momencie bieglabym na sekretna randke i kto wie co by z
      tego moglo wyniknac. A tak - jako zona mojego meza, bez trudu oparalam sie
      pokusie. Pare razy pofantazjowalam, co by bylo gdyby....ale po dwoch
      tygodniach przeszlo i znowu uwielbiam osobnika zalegalizowanego. Nie moge sie
      doczekac na nasza rocznice.

      Gdybym kiedykolwiek zdradzila meza - starcilabym szacunek do samej siebie.
      Gdybym zdradzila chlopaka- jakos bym sobie wybaczyla....
      • lalka74 Re: Małżeństwo 25.05.02, 00:11
        bardzo mi się podoba to co napisałaś. Trzymaj tak dalej - pozdrawiam.
        • onnanohito Re: Małżeństwo 25.05.02, 00:38
          Witajcie wszyscy. W zeszłym miesiącu obchodziliśmy rocznicę ślubu. Dla mnie sam
          ślub był bardzo ważnym wydarzeniem - nie mieszkaliśmy wcześniej razem "na kocią
          łapę". Czemu? Ano temu, że poglądy na konkubinat mam zbliżone do A27 a może
          nawet bardziej skarajne :-)Zatem - kto chce - niech wierzy - a kto nie chce
          niech nie wierzy: zdecydowaliśmy się na ślub (tzn. mój Ukochany mi się
          oświadczył, a ja skakałam z radości) po kilku miesiącach spotykania się na
          randkach, ślub wzięliśmy w rocznicę poznania się! I co myślę o małżeństwie?
          Zawsze wydawało mi się, że to będzie trudne - kompromisy, docieranie się,
          problemy, brudne skarpetki na środku pokoju, Jego rodzina, moja rodzina ...
          można tak wymieniać w nieskończoność. No i że nasza miłość będzie musiała to
          wszystko pokonywać, walczyć, zmierzać się z każdym dniem i nie dawac
          się!!!! ... No i mile się zdziwiłam, ponieważ to wszystko niejako robi się
          samo. Samo się uzgadnia, dopasowuje i żyje się nam po prostu łatwo i
          zwyczajnie. Obiadki u Teściów to po prostu niebo w gębie, Teściowa do rany
          przyłóż, kontakty zresztą z naszymi rodzicami mamy rzadkie. Wiszenie moje
          godzinami na kablu telefonicznym i omawiamnie Bardzo Ważnych Spraw mojej
          Przyjaciółki (właśnie się zakochała, nieszczęsna :-))- kwitowane uśmiechem,
          Jego czytanie codzienne gazetki w przysłowiowym fotelu - rozczulające. Ach, co
          Wam tu będę gadać - po prostu trafił swój na swego i tyle! To jest tak - od 16
          lat mam Przyjaciółkę. I w Jej towarzystwie zawsze czułam się, jak w domu. Jak
          człowiekowi źle, to przeklnie szpetnie, albo sobie popłacze. JAk głodny - to
          zeżre cos może w niezbyt estetyczny sposób, jak się czymś zatruł, to powie,
          cholera, ale mam dziś sraczkę, itd. itp. A w małżeństwie? Zawsze sobie
          myślałam, że nie, tak jak z moją Przyjaciółką to nie będzie - zawsze trzeba
          klasę trzymać, myśleć o tym, jak się wygląda i w ogóle przedstawiać jakiś swój
          lepszy obraz tej drugiej osobie. Może to głupie, ale tak to sobie wyobrażałam.
          I jeżeli ktoś kiedyś by mi powiedział, że z Nim też będę się czuła, jak w
          domu ... Nigdy bym nie uwierzyła.
          Życze wszystkim Młodym, Starym, Przyszłym, Niedoszłym itd. parom dużo szczęścia
          w doborze naturalnym :-)
          • Gość: Pastwa Re: Małżeństwo IP: *.rivnet / 10.1.15.* 25.05.02, 01:52
            Badź onnanohito na czasie
            • onnanohito Re: Małżeństwo 25.05.02, 08:57
              A tak konkretnie to chodzi Ci o to, że ......?
              Proszę jaśniej.
      • Gość: ryża Re: Małżeństwo IP: *.lublin.mm.pl 25.05.02, 13:14
        Gość portalu: A27 napisał(a):


        >
        > Inna sprawa - jako zona wytrzymam i bezrobocie (moje lub jego) i chorobe i
        > problemy finansowe i ciasne mieszkanie.
        > Nie moglaby brac pieniedzy od nie-meza w sytuacji bezrobocia, ani nie
        > utrzymywlabym facete gdyby mial problemy. Gdyby taka sytuacja zaistniala z
        > mezem to prosze barzo, wszystko oddam - nawet lewa nerke. Jako zona pojade z
        > moim mezem nawet na Syberie, gdyby dostal prace. Jako kochanka nie pojade, bo
        > jego sznasa zawodowa, moze byc pogrzebem dla mojej sytuacji na rynku pracy.
        >

        No widzisz, a ja wytrzymałam to wszystko jako konkubina, łącznie z "pomaganiem
        finansowym" mojem bezrobotnemu wówczas facetowi. Teraz za to doję go aż miło.

        > Inna sprawa - dla mnie malzenstwo to tez lojalnosc. Moze nawet przede wszy
        > lojalnosc. W ubieglym miesiacu poznalam faceta, ktory mnie bardzo
        > zafascynowal. Fascynacja to byla porownywalna z tym co czulam wtedy, gdy
        > zakochalam sie w moim mezu. Wiem na pewno, ze gdybym nie byla mezatka i nadal
        > zyla w konkubinacie ZADNA SILA NA SWIECIE nie powstrzymalaby mnie od
        > sprobowania z tym factem

        Też znam takiego faceta, który tak na mnie działa , że hej p[oza tym jest fajny,
        miły itd. Gdybym była wolna dawno juz bym się za niego zabrała. Ale nie jestem
        wola. Jestem konkubiną ( jakkolwiek to brzmi) i nie puszczę mojego faceta
        kantem , bo sznuje go jako CZŁOWIEKA , a nie męża.
        Wydaje mi sie , że w Twoim podejściu tego brakuje - gdybyś poszła z tamtym
        facetem nie będąc jeszcze żoną swojego męża zdradział byś tą samą osobę , która
        jest Twoim mężem teraz. Gdzie tu jest logika? Czy ktoś kogo kochasz a nie jest
        Twoim mężem nie zasługuje na szacunek, na pewne poświęcenie? A może to
        określenie " Żona" tak Cie rajcuje? Żona to brzmi dumnie?

        A co do poświęcenia... ja tam bym nawet z moim slubnym na syberie nie pojechała,
        są pewne granice i w małżeństwie i poza nim.
        Pozdrawiam.
        • Gość: A27 Re: Małżeństwo- do ryza IP: *.proxy.aol.com 26.05.02, 15:37
          Gdybym zdradzila mojege "konkubenta" to nie zostalby on moim mezem. Proste.
          Chodzilo mi o to, ze dla mnie malzenstwo oznacza wieksza lojanosc, ktora dam
          bez trudu. Nie czulabym takiej lojalnosci wobec kochanka.
          Nie widze potrzebe dzielenia zycia i wszystkiego z kim kto nie jest mezem. Nie
          chce sie wtapiac w czyjes zycie gdy nie ma ustalonych priorytetow a jest tylko
          dryfowanie.
          Ja Ci nie bronie byc wierna, ani poswiecac sie dla Twojego chlopa -ale dla mnie
          zdrowy egoizm JUZ NIGDY by mi na to nie pozwolil.
          • goga.74 do A27 26.05.02, 16:26
            Ania, wyjanij mi prosze, czy wedlug Ciebie konkubinat to musi byc koniecznie
            dryfowanie. A jesli ludzie chca byc ze soba zawsze, przyrzekna to sobie (a nie
            urzednikom) to nie ma to wedlug Ciebie zadnej wartosci?
            Rozumiem, jesli jestes religijna i ma dla Ciebie duze znaczenie przysiega przed
            Bogiem. Szanuje takie poglady, no ale nie wiem czy to akurat Twoj przypadek, bo
            wtedy konkubinat przed nie mialby miejsca.

            > Gdybym zdradzila mojege "konkubenta" to nie zostalby on moim mezem. Proste.
            > Chodzilo mi o to, ze dla mnie malzenstwo oznacza wieksza lojanosc, ktora dam
            > bez trudu. Nie czulabym takiej lojalnosci wobec kochanka.
            > Nie widze potrzebe dzielenia zycia i wszystkiego z kim kto nie jest mezem. Nie
            >
            > chce sie wtapiac w czyjes zycie gdy nie ma ustalonych priorytetow a jest tylko
            > dryfowanie.
            > Ja Ci nie bronie byc wierna, ani poswiecac sie dla Twojego chlopa -ale dla mnie
            >
            > zdrowy egoizm JUZ NIGDY by mi na to nie pozwolil.



            • Gość: DundeeGi Re: do A27 IP: *.syd.connect.com.au / 210.9.62.* 28.05.02, 03:28
              Ja tez popieram A27. Nie wynika to ani z powodu syndromu "posiadania obraczki
              na palcu" ani mojej religijnosci.
              Sam zreszta slub odbyl sie malo romatycznie, szybko i w pospiechu bo obowiazki
              mojego przyszlego meza wzywaly. Nigdy bym tego jednak nie zamieniala.
              Dla mnie malzenstwo to oprocz tego co Anka napisala to ogromny kompromis, na
              ktory w zyciu bym nie poszla z konkubinem czy innym tam.
              • Gość: ryża Re: do A27 IP: *.lublin.mm.pl 28.05.02, 19:59
                A czy to nie jest przypadkiem troche wyrachowane, asekyranckie? Cos na
                zasadzie : z konkubentem to mi sie nie opłaci angażować bo może mnie rzuci a z
                mężem to mogę , bo to mąż i mnie nie opuści aż do smierci.
                tak naprawdę myślę, że jedyną "rzeczą " , która łaczy ludzi "aż do śmoerci"
                są dzieci. Z mężem mozna sie rozwieść i jeżeli nie ma się dzieci to można
                człowieka już nie spotkać do końca życia. jeżeli posiada się dzieci, to jest
                sie z kimś naprawdę związanym , pozostaje owoc tego związku , już na zawsze. A
                nie jakieś tam przysięgi w większości bez pokrycia.
                • dundee_girl Re: do A27 29.05.02, 11:22
                  Moze i tak, ale zobaczy jak faceci boja sie zlozyc ta przysiege. Nie jestem
                  typem, ktory chodzi dumny jak paw z powodu posiadania obraczki, ale przysiega
                  ktora oboje zlozylismy przed soba jak i rodzina ma dla nas ogromne znaczenie.
                • Gość: A27 Re: do ryzej po raz kolejny IP: *.proxy.aol.com 31.05.02, 02:03
                  Jesli w Twoich oczach jestem wyrachowana to ok. Nie boje sie opuszczenia i
                  zdrady. Jesli mnie opusci to jakos przezyje. Ale nie znioslabym faceta, ktory
                  by przy mnie tkwil latami w niezdecydowaniu czy chajtac sie czy nie, czy miec
                  dzieci czy nie. Nie widze potrzeby spedzania z kims zycia, kto nie zostanie
                  moim mezem. Szkoda mi czasu, nerwow...
                  Nie czuje dumy z tego, ze jestem zona, ale faktem jest, ze slowo zona lepej do
                  mnie pasuje niz partnerka.
                  • pastwa Re: do A27 31.05.02, 02:19
                    Wybacz że się wtrącę, czy zatem bycie z facetem, który jest przekonany co do
                    Ciebie, to zbyt mało, jesli nie dojdzie do tego estetyka tkwiąca w wyrazie
                    żona, miast partnerka, choć różnicy w traktowaniu Cię jako żony nie będzie
                    żadnej ?
                    • Gość: A27 Re: do A27- drogi pastwo IP: *.proxy.aol.com 31.05.02, 02:22
                      Factow przekonanych do bycia ze mna bylo kilku. To nie jest tak, ze ja jestem
                      jakas tam uposledzona brzydula, ktorej nikt nie chce.
                      Moja metoda - wszystko albo nic. I jasno okreslona sytuacja.
                      Gdyby moje maz sie nie chajtnal - pewnie bylabym juz zareczona z innym.
                      • pastwa Re: do A27- drogi pastwo 31.05.02, 02:34
                        Zatem owo zaręczenie jest takim zabezpieczeniem( trochę brzmi to jak biznes),
                        ze się nie wycofa ?
                        Wydaje mi sie, że wybór faceta według zaady, który się zgodzi na małżeństwo ten
                        lepszy, może wyeliminować cechy dużo bardziej wartościowe patrząc
                        perspektywicznie, niż owa "odwaga" a niech tam, ryzyk fizyk, chajtam się z nią.
                        Powiem Ci szczerze, że źle bym się czuł z osobą, która byłaby ze mna po części
                        dlatego, że przygwoździłem ją traktatem małżeńskim.
                        • Gość: A27 Re: do A27- drogi pastwo IP: *.proxy.aol.com 02.06.02, 03:45
                          Kurde juz mi sie nie chce udowadniac, ze nie jestem wielbladzica.
                          Po pierwsze wybor partnera nie opiera sie jedynie na stosunku partnerow do
                          malzenstwa, ale dla mnie ten akurat aspekt jest wazny. Oczywiscie nie w
                          pierwszym czy drugim dniu zwiazku. Bez faceta da sie przezyc i z facetem bez
                          slubu tez. Ja osobiscie wole zyc sama ze soba niz ze slubofobem. Taka moja
                          preferencja. Wiesz co pastwa, dobry facet przy boku to piekna rzecz, ale je
                          jestem dla siebie sama dobra. Tak naprawde to nigdy nie bylo dla mnie
                          konieczne by kogs miec. Facet mi do seksu tez niezbedny nie jest bo jakies 14
                          lat temu odkrylam do czego sie moze przydac prawa reka. Pieniadze sama
                          zarobie, albo od matki pozycze, na problemy jest czekolada, alkohol,
                          psychoterapia i kumpele. Nie planowalam od dziecka wychodzenia za maz, ale gdy
                          juz doszlam do etapu zaangazowania na maxa to nic mniejszego niz slub nie mialo
                          dla mnie sensu.

                          Na tym etapie mojego zycia nie widze potrzeby bycia z facetem bo jest fajnie.
                          Jesli juz mam z kims byc to niech to bedzie w ramach prawnych by spedzic cale
                          zycie i wspolnie planowac przyszlosc i osiagac cele. Miec dzieci za pare lat.
                          Z kims kto nie jest moim mezem nie umiem miec planow na przyszlosc i miec bym
                          ich nawet nie chciala.
                          • pastwa Re: do A27- drogi pastwo 02.06.02, 05:01
                            Powodzenia A27 i pieprzyć facetów, tych niekumatych istot odnosnie kobiecych
                            oczekiwań.Mam wybitną przyjemność nabijać się z własnej płci, bo jest wyjątkowo
                            nieudana, podobnie jak kobiety :-).

                            Pastwa
                            • Gość: A27 Re: do A27- drogi pastwo IP: *.proxy.aol.com 02.06.02, 20:57
                              A nie nudno Ci sie tak pastwic nad ludzikami.;)
                • Gość: A27 Re: do gogi74 IP: *.proxy.aol.com 31.05.02, 02:17
                  Aspekt religijny nie ma nic wspolnego ze mna. Mam tylko slub cywilny.
                  Malzenstwo jest dla mnie raczej wspolnota o podlozu legalnym i wkoroczeniem na
                  wyzszy etap zwiazku.

                  Nie uwazam, ze konkubinat zawsze jest dryfowaniem. Jesli komus odpowiada etap
                  konkubinatu i jest w takim zwiazku szczesliwy to na pewno nie bede takiej pary
                  pouczac o wyzszosci malzenstwa. Pytanie bylo - czym jest malzenstwo dla mnie.

                  Mowisz goga o obietnicach, ktore para moze sobie zlozyc i dotrzymac bez uzycia
                  instytucji. Malzenstwo starozytnych Rzymian sie przypomina, tylko ze ono
                  niewiele znaczylo bo rozwody byly latwe i nagminne. Prawda jest taka, ze ja
                  juz nie jedno naobiecywalam moim bylym i moj maz tez lubil wielkich slow uzywac
                  ze swoimi ex. Dla mnie nie ma sensu obiecywanie bez papierka. Jesli juz z kim
                  dziele zycie to roznie dobrze moge byc jego zona. Oczywiecie, ni
                  kazdy "boyfreind" nadaje sie na meza. Ciesze sie, ze z zadnym z moich bylych
                  nie pojawila sie kwestia slubu, a pojawila sie tylko z jednym - tym aktualnym.
                  Moze po rozwodzie zmienie zdanie.
                  • goga.74 Re: do gogi74 31.05.02, 12:51

                    > Mowisz goga o obietnicach, ktore para moze sobie zlozyc
                    i dotrzymac bez uzycia
                    > instytucji. Malzenstwo starozytnych Rzymian sie
                    przypomina, tylko ze ono
                    > niewiele znaczylo bo rozwody byly latwe i nagminne.
                    Prawda jest taka, ze ja
                    > juz nie jedno naobiecywalam moim bylym i moj maz tez
                    lubil wielkich slow uzywac
                    >
                    > ze swoimi ex. Dla mnie nie ma sensu obiecywanie bez
                    papierka. Jesli juz z kim
                    >
                    > dziele zycie to roznie dobrze moge byc jego zona.
                    Oczywiecie, ni
                    > kazdy "boyfreind" nadaje sie na meza. Ciesze sie, ze z
                    zadnym z moich bylych
                    > nie pojawila sie kwestia slubu, a pojawila sie tylko z
                    jednym - tym aktualnym.
                    > Moze po rozwodzie zmienie zdanie.


                    Troche mnie porazilo to, ze pisalas o tym co znioslabys
                    dla meza (chorobe, utrate pracy) a czego dla kochanka
                    nie. Ja z kolei patrze przez pryzmat swoich doswiadczen.
                    Przez ostanie dwa lata bylam chora, i wiem ze niejeden
                    maz zwinal by manatki w tej sytuacji. Moj chlop a
                    szczescie nie - mimo iz nie bylam zona. Gdyby myslal tak
                    jak Ty to opisalas (dlaczego ma znosic moja chorobe jako
                    nie-maz) pewnie nie bylismy juz se soba.

                    • Gość: A27 Re: do gogi74 IP: *.proxy.aol.com 02.06.02, 03:46
                      Goga,
                      Choroba faceta nie powstrzymalaby mnie przed slubem z nim. No chyba, ze bylaby
                      to choroba alkoholowa – w koncu sa jakies limity. W moim poscie chodzilo mi
                      to, ze dopiero po slubie czuje prawdziwa 100% lojalnosc wobec tego drugiego
                      czlowieka. Nie mowie, ze nie bylabym do niej zdolna bez slubu – bo nie wiem.
                      Mowie tylko, ze nie wymagalabym jej od siebie. Ale to jest tylko moje
                      podejscie do sprawy i jesli inni daja sobie calkowita lojalnosc bez slubu to
                      jest to pozytywna rzecz.

                      P.S. Znam faceta, ktory nie chcial poslubic dziewczyny bo miala „borderline
                      personality disorder” i brala jakies psychotropy, ale by piperzyc ja to nie
                      mial zadnych zachamowan.
      • Gość: Jasiu Re: Małżeństwo IP: *.bmj.net.pl 26.05.02, 15:21
        To nie przerazający pragmatyzm tylko zwykle wyrachowanie.

        pzdr.
      • Gość: Alek Re: Małżeństwo IP: *.bmj.net.pl 26.05.02, 15:31
        A ja uwazam, ze slub to tylko kontrakt, formalnosc, ktory przede wszystkim
        zmienia sytuacje w sensie prawnym. A ludzie albo sie kochaja albo nie, albo sa
        ze soba szczesliwi albo nie. Sam akt slubu niczego nie zmienia. Niektorzy,
        szczcegolnie Ci nie zyjący w stalych zwiazkach zbyt przeceniaja instutycje
        slubu. Mam takich znajomych, ktorzy po pierwsze uwazaja, ze malzenstwo to
        sielanka, a po drugie wydaje im sie ze to niesamowity akt to cos wspanialego.

        Pzdr.
      • Gość: Jasiu Re: Małżeństwo IP: *.bmj.net.pl 26.05.02, 15:32
        To nie przerazający pragmatyzm tylko zwykle wyrachowanie.

        pzdr.
        • united_iffy Re: Małżeństwo 27.05.02, 15:04
          Nie wiem, na czym polega małżeństwo.
          Nie wiem, jak musiałabym zgłupieć, żeby wyjść za mąż i związać się na całe
          życie z drugim człowiekiem. To znaczy, jak bardzo musiałabym go kochać :-)
          Dla mnie małżeństwo, to przysięga przed Bogiem i przed sobą, wierność i
          lojalność. Rozumiem ludzi, którzy żyją w konkubinacie, dla każdego co innego
          jest dobre. Ja nie zdecydowałabym się na taki rodzaj niepewności.
          W tej chwili nie widzę siebie w małżeństwie, ale wiecie może trafi kosa na
          kamień, nie mówię nigdy :-)
    • zlakobieta Re: Małżeństwo 27.05.02, 16:03
      Gość portalu: kasia28 napisał(a):

      > Każdy z nas ma swoje wyobrażenia na różne tematy. Na temat małżeństwa też.
      > Jedni sie go boją, inni pragną. Jedni nie wyobrażają sobie życia bez
      > małżeństwa, inni właśnie tkwienia w nim. Dla jednych to romantyzm, dla drugich
      > konieczność, dla innych obowiązek albo przygoda.
      > Jakie Wy mieliście wyobrażenia o małżeństwie? Czy małżeństwo Was
      > rozczarowało mile czy niemile, a może potwierdziło Wasze wyobrażenia o nim?
      > Czy zmieniliście zdanie na temat małżeństwa? Czy dziś, gdy moglibyście podjąć
      > jeszcze raz decyzję o ślubie zrobilibyście to samo, z tą samą osobą?
      >
      > Pozdrawiam
      > Kasia
      Wyszlam za maz bardzo mlodo i sadze, ze z wielkiej milosci. W kazdym razie tak
      wtedy uwazalam. Juz przed slubem zdawalam sobie sprawe z wad mojego meza i nie
      myslalam nawet, ze malzenstwo cos zmieni. Sadzilam raczej, ze potrafie z nimi
      wytrzymac, ze nie sa takie straszne, a idealow przeciez nie ma.
      Niestety nie udalo sie.
      Teraz z perspektywy czasu i po dwunastu latach nieudanej, bo jednostronnej walki
      o zwiazek widze, ze po prostu za bardzo skupilam sie na tym, zeby pogodzic sie z
      tymi wadami, a za malo myslalam o sobie. Nie wiem... zawsze slyszalam, ze nie da
      sie zmienic faceta po slubie i chyba za bardzo wzielam to sobie do serca. Bylam
      ulegla, dobra, niezrzedzaca i wyciagajaca reke do zgody, a on po prostu to
      wykorzystywal. Cieszyl sie, ze nic od niego nie wymagam, a sam wymagal coraz
      wiecej ode mnie. Doszlo np. do sytuacji, ze wszystkie prace domowe naleza do mnie
      (+praca na pelnym etracie oczywiscie), a jezeli on cos zrobi, to musze go po
      stopach calowac, bo mnie wyreczyl. Wieszam zyrandole, cekoluje sciany, gotuje,
      zmywam, piore... i nic nie robie, bo wszystko jest zaniedbane i nawet nie wiem,
      ze wedliny sie skonczyly w lodowce;)
      Zawsze myslalam, ze gdy sie jest dla kogos dobrym i wyrozumialym, to on to doceni
      i bedzie odwzajemnial tym samym ale niestety ta zasada nie dotyczy mojego meza.
      Kiedys nawet przyzanl sie, ze po slubie to juz nie musi w ogole sie starac, bo
      mnie "ma"
      Po 10 latach malzenstwa (+dwa przed slubem) pogodzilam sie w koncu z mysla, ze
      moj zwiazek byl po prostu pomylka i ten mezczyzna nie jest dla mnie. Bylo to
      straszne - ta swiadomosc, ze tyle lat minelo wlasciwie na prozno. Stracone nerwy,
      wyczerpanie emocjonalne zanizona samoocena... Jedyne, co mi zostalo to syn i to
      jest jedyny plus mojego zwiazku. Doszlam do punktu, w ktorym pomyslalam
      sobie "nigdy wiecej malzenstwa" i stalam sie zagorzala przeciwniczka tej
      instytucji. Uwazalam, ze jesli jest milosc, to nie potrzeba papierow i wole, zeby
      facet na ktorym mi zalezy byl ze mna dlatego, ze chce, a nie dlatego, ze mamy
      swistek z kosciola czy urzedu. Ostatnio jednak cos sklonilo mnie do weryfikacji
      tego pogladu. Mezczyzna, ktorego kocham, i z ktorym jestem od dwoch lat zapytal
      mnie co sadze o malzenstwie. Z zapalem wyglosilam moja teorie na ten temat
      odpowiednio ja uzasadniajac i bylam bardzo dumna, ze nie jestem postrachem
      wiekszosci facetow (rany jak oni boja sie kobiet ciagnacych do oltarza ;) i w
      ogole... nowoczesna niezalezna itp. hy hy...
      Wtedy on powiedzial jakos tak cicho, ze tez zawsze myslal tak jak ja i ze nigdy
      by sie nie ozenil gdyby nie musial i w ogole... ale kiedy poznal mnie, to
      wszystko sie zmienilo, bo marzy o tym, zebym byla jego zona, bo wie, ze nie
      bedzie juz nikogo kochal bardziej.
      Zrobilo mi sie jakos tak glupio, bo przypomnialam sobie, ze malzenstwo powinno
      byc takim najwiekszym wyrazem milosci dwojga osob. To jest taki akt odwagi, w
      ktorym dwoje ludzi obiecuje sobie WSZYSTKO - beda razem i w chorobie i w zdrowiu,
      i ze beda sobie wierni, i... az do smierci. To najwieksze dopelnienie ich milosci
      i najwiekszy jej dowod i akt odwagi, bo odwazyli sie podjac to ogromne
      zobowiazanie. Niestety rzadko sie udaje dotrzymac tego WSZYSTKIEGO :(
      • zlakobieta Dopisek 27.05.02, 16:05
        Zapomnialam odpowiedziec na pytanie - ZROBILABYM TO DRUGI RAZ ALE Z KIM INNYM.
        Wierze, ze udaloby mi sie.
        • Gość: Jagoda Re: Dopisek IP: *.bmj.net.pl 27.05.02, 20:50
          Ludzie kochani, tak naprawde w naszej kulturze chrzescijanskiej zbyt duza wage
          przywiazuje sie do slow "mąż" "żona" "ślub" "malzenstwo" przeciez to tylko
          nazwy a malzenstwo jest tylko umowa kontraktem.....a to czy dwoje ludzi sie
          kocha, szanuje i czy sa sobie wierni ....wcale nie zalezy od tego czy on jest
          moim mezem czy ona moja zona.

          Pzdr.
          • Gość: mrowka Re: Malzenstwo IP: *.proxy.aol.com 27.05.02, 22:23
            raz bylam zonata, ale zgubila mi sie obraczka
    • Gość: wania Re: Małżeństwo IP: *.gda.ids.pl / 192.168.2.* 29.05.02, 12:41
      Spełnione małżeństwa zdarzają się rzadko. Powód jest prosty. Zwykle jednej ze
      stron odechciewa się po jakimś czasie "chcieć": dbać o partnera, dopieszczać,
      wspierać, pomagać, szanować jego uczucia, uprawiać seks itd. Wkrada się
      lenistwo i egoizm. Druga strona przeważnie reaguje na to zmianą zachowania i -
      aby zachować równowagę - też koncentruje na sobie. W efekcie związek zaczyna
      brnąć w ślepą uliczkę i zdycha. Moja prywatna teoria udanego małżeństwa, to
      umiejętność dawania i umiejętność kompromisu. Obie strony muszą tego chcieć, a
      początkowo zwykle przewalić jeszcze kupę gruzu, aby do tego dojrzeć. Małżeństwo
      może się nie udać, ale chyba warto próbować.
      • ewciakm Re: Małżeństwo 29.05.02, 13:27
        Zgadzam się w 100%
        Ale zastanawiam się czy istnieje małżeństwo doskonałe tzn, w moim wyobrażeniu
        takie, że ludzie potrafią życ w przyjaźni do końca życia, darzyć się szacunkiem
        i zaufaniem.
        I to zaufanie... czy mozliwe jest aby nigdy nie zawieść partnera i vice versa
        • poison1 Re: Małżeństwo 31.05.02, 10:52
          Długo czułam się samotna, mając wielu adoratorów. Chciałam założyć rodzinę, aby
          nie być samotną i założyłam. Tylko że dalej czuję się samotna.
          • Gość: Ew Re: Małżeństwo IP: 217.153.27.* 31.05.02, 11:40
            Ja też.
            A z jakich konkretnych powodów czujesz się samotna?
            poison1 napisał(a):

            > Długo czułam się samotna, mając wielu adoratorów. Chciałam założyć rodzinę, aby
            >
            > nie być samotną i założyłam. Tylko że dalej czuję się samotna.

            • poison1 Re: Do Ew 31.05.02, 11:51
              Gość portalu: Ew napisał(a):

              > Ja też.
              > A z jakich konkretnych powodów czujesz się samotna?
              > poison1 napisał(a):
              >
              > > Długo czułam się samotna, mając wielu adoratorów. Chciałam założyć rodzinę
              > , aby
              > >
              > > nie być samotną i założyłam. Tylko że dalej czuję się samotna.
              >

              Nie wiem. A może nie mam jeszcze pewności. Może to ja nie rozumiem mojego męża,
              może to on nie rozumie mnie, a może ja jestem "zakodowana" na życie samotnika?
              Może ja się nie nadaję do życia stadnego, bo zbytnio wszystko idealizuję, nawet
              partnera, a to już jest nidobre dla związku.
              Też Ewa.
              Ps. Napisz coś o sobie.
              • Gość: Ew Re: Do Ewy IP: 217.153.27.* 31.05.02, 12:11
                Napiszę Ci na adres mailowy
                • poison1 Re: Do Ewy 31.05.02, 12:14
                  Gość portalu: Ew napisał(a):

                  > Napiszę Ci na adres mailowy

                  Ok.
                  • Gość: Ew Re: Do Ewy IP: 217.153.27.* 31.05.02, 12:50
                    Napisałam Ci parę słów. Skrobnij coś również:)
                    • poison1 Re: Do Ewy 31.05.02, 13:39
                      Gość portalu: Ew napisał(a):

                      > Napisałam Ci parę słów. Skrobnij coś również:)

                      Już skrobnęłam.

    • Gość: ddd Re: Małżeństwo IP: 212.244.24.* 02.06.02, 10:16
      Z perspektywy 7 lat małżeństwa mogę powiedzieć, że najtrudniejsze są trzy
      momenty:
      1. tuż przed ślubem (niepokój, czy decyzja którą się podejmuje jest dobra)
      2. tuż po ślubie (trzeba nauczyć się żyć ze sobą na codzień)
      3. tuż po urodzeniu dziecka (trzeba zmienić dotychczasowy tryb życia)
    • lilag Re: Małżeństwo 08.10.02, 10:39
      Napewno zrobilabym to samo i z ta sama osoba. Z perspektywu juz 20 lat moge tak
      powiedziec.Mysle ze juz 20 lat temu bylismy swiadomi swych zalet i wad i
      pokochalismy sie z nimi. Choc chcac wyeliminowac wady czasmi wial wiaterek,
      zrywaly sie burze,a czasmi bylo nam pod gorke, ale zawsze jakos wspolnie
      pokonywalismy te przeszkody bo wiedzielismy ze: on to on, a ona to ona. A
      slonce ktore swiecilo i swieci ,grzeje tak przyjemnie ze niechcemy z tego
      rezygnowac.
    • Gość: Twiggy Re: Małżeństwo IP: *.kielce.com.pl 08.10.02, 13:10
      A27 czy mozna sie jakos z Toba skontaktowac emailowo?
      Pozdrawiam

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka